4

@michal26 tak było, ówczesne reparacje miały nie dopuścić do odbudowania potęgi Niemiec, co było potem wszyscy wiedzą. Wątpię jednak, żeby sytuacja powtórzyła się w kontekście Rosji. Inna sprawa, że na Rosję może nie być konieczności nakładania nowych, ogromnych kar, aby ją zagłodzić.

3

Równo sto lat temu, 11 stycznia 1923 roku rozpoczęła się okupacja Zagłębia Ruhry przez wojska francuskie i belgijskie. Powodem zajęcia najbardziej uprzemysłowionego regionu Niemiec było opóźnianie, a później przerwanie spłat reparacji na poczet wspomnianych państw, nałożonych na kraj uznany winnym strat poniesionych w trakcie I wojny światowej. Wysiedlenia cywilów, brutalne tłumienie zamieszek, ustanowienie strefy zamkniętej i rekwizycja surowców - takimi metodami odpowiedziano na zaległości w spłatach.
Kiedyś spory o reparacje wojenne były trochę bardziej drastyczne.

5

Wakat na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski jest źródłem szeregu sprzecznych doniesień prasowych. Sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie: blisko objęcia posady był Jan Urban, potem Michał Probierz, przewijały się nazwiska Paulo Bento i Vladimira Petkovicia, aż tu nagle okazało się, że najbliżej kadry jest jednak Herve Renard. Zapewne to nie koniec przetasowań, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Francuz ma ważny kontrakt z Arabią Saudyjską, ale jako, że na prowadzenie chwilowo wysunął się mój faworyt, nie zaszkodzi się z tej sympatii wytłumaczyć.
Jako pierwszy trener Francuz prowadził reprezentacje Zambii, Angoli, Wybrzeża Kości Słoniowej, Maroka i Arabii Saudyjskiej. Nie trzeba być geograficznym geniuszem, aby zauważyć, iż żadna z wymienionych reprezentacji nie jest drużyna europejską. Czy to problem? Wręcz przeciwnie! Reprezentacja Polski jest bardziej podobna do takich drużyn niż do zespołów z najsilniejszych piłkarsko, europejskich państw i to nie tylko pod względem poziomu sportowego. Najlepsi afrykańscy piłkarze już od małego szkoleni są w akademiach europejskich, w zależności od tego czy trafią do Anglii, Francji, Hiszpanii czy jeszcze w inne miejsce są prowadzeni w inny sposób. Taka różnorodna mieszanka umiejętności nie jest łatwa do ułożenia na boisku, nie lada wyzwaniem jest stworzenie taktyki, która w optymalny sposób uwypukli atuty różniących się między sobą piłkarzy, nie mówiąc już o tym, że trzeba ją uzupełnić kilkoma zawodnikami często o klasę gorszymi. Brzmi znajomo? W Polsce mamy wielu utalentowanych zawodników, którzy trafili do zagranicznych klubów w młodym wieku i tam zostali ukształtowani. Do innej gry ma predyspozycje Zalewski, do innej Cash, Kiwior umie świetnie wyprowadzić piłkę od tyłu, ale grający obok Glik się do tego nie nadaje, Zieliński jest klasowym rozgrywającym, ale Krychowiak sprawdza się jedynie w roli przecinaka, takie przykłady można mnożyć. Błędem ostatnich dwóch selekcjonerów było sztywne trzymanie się stylu gry, w którym pół drużyny nie było w stanie się odnaleźć. Michniewicz stawiał na futbol prymitywny, mało ambitny, co zdecydowanie nie pasowało najlepszym kadrowiczom, z drugiej strony Sousa chciał grać, ładnie, nowocześnie, ofensywnie, ale nie umiał iść na kompromis, kiedy brakowało odpowiednich wykonawców, przez co osiągał kiepskie wyniki. Selekcjoner z doświadczeniem w reprezentacjach, które swoją grę muszą dostosowywać do personaliów mógłby skroić taktykę na miarę polskich możliwości, ale jednocześnie bazującą na silnych stronach, które reprezentacja Polski posiada. Wierzę, że Renardowi mogłoby się to udać, świadczą o tym duże sukcesy na arenie międzynarodowej, jak dwukrotne zwycięstwo w Pucharze Narodów Afryki, zwłaszcza poprowadzenie Zambii do tryumfu robi wrażenie. Najświeższym dowodem, że jest to trener potrafiący skutecznie ukryć braki w umiejętnościach poszczególnych piłkarzy jest gra Arabii Saudyjskiej na Mistrzostwach Świata w Katarze. Mniejsza o wynik meczu z Argentyną, ta kadra prezentowała się bardzo dobrze na boisku, była zorganizowana, dobrze operowała piłką, a to wszystko pomimo, że wszyscy jej zawodnicy występują w lidze, w której bryluje Grzegorz Krychowiak - człowiek, który zdaniem wielu nie nadaje się już do gry w naszej kadrze.
Na koniec jeden malutki, niewiele znaczący argument za kandydaturą Renarda. Ma on polskie korzenie, które co ważniejsze są dla niego na tyle istotne, że sam mówił o chęci objęcia reprezentacji Polski. Nie czyni go to oczywiście lepszym selekcjonerem, ale sprawia, że nie byłby tak skłonny do ucieczki jak pewien portugalski gagatek, a ponadto dodaje jego kandydaturze kapkę futbolowego romantyzmu.

0

@negreanu zgadzam się. Jest to ryzykowne, jak pisze @Kidd, ale może się opłacić. Pytanie jakie ambicje mają włodarze Atletico, czy zadowolą ich w miarę regularne awanse do Ligi Mistrzów przy jednoczesnym braku widoków na trofea, nawet te krajowe? Na takim poziomie moim zdaniem Atletico się ustabilizuje, jeśli ze zmianą trenera jeszcze zaczekają. Z jednej strony nie brzmi to źle, ale z drugiej ten zespół przez kilka lat był postrzegany zupełnie inaczej, względem tego będzie to duży krok wstecz i wypadnięcie z europejskiej elity na pewno należy rozpatrywać jako porażkę, jednak na pewno mniejszą niż spadek w okolice środka tabeli, którym mogłoby się zakończyć nieumiejętne przeprowadzenie roszad personalnych.
@BorzyKrzys Serie A na pewno śledzisz dokładniej niż ja, więc po prostu Ci zaufam w kwestii oceny obecnej sytuacji. Mimo wszystko myślę, że dostępność takiej postaci jak Simeone w jakiś sposób wpływałaby na działania zarządów włoskich klubów. Na pewno nikt na poważnym stanowisku nie jest na tyle w gorącej wodzie kąpany, aby bezmyślnie zwolnić managera tylko dlatego, że można go zastąpić takim fachowcem, ale kiedy przyjdą poważniejsze niepowodzenia w którymś z większych włoskich klubów włodarze będą mieli z tyłu głowy, że gdyby zdecydowali się na zwolnienie szkoleniowca, na rynku dostępny jest łakomy kąsek w postaci Argentyńczyka. Co zaś tyczy się kwestii stylu, nie jestem pewien czy którykolwiek z klubów, których renoma pozwala na rozważenie w przyszłości Simeone jako trenera, byłby skłonny zrezygnować z niego kosztem kogoś mniej poważanego, tylko dla obietnicy wprowadzenia ofensywnego stylu gry.

7

Atletico zdaje się być już raczej klubem walczącym o europejskie puchary niż trzecią siłą będącego i tak w kryzysie hiszpańskiego futbolu. Zespół z Madrytu w 16 ligowych spotkaniach zdobył 27 punktów, co daje w przybliżeniu 1,69 punktu na mecz, czyli najgorszy wynik od... sezonu 2011/2012! Innymi słowy, tak źle nie było, od kiedy zespół objął Diego Simeone. Czy już czas pożegnać się z legendą?
Dwa mistrzostwa Hiszpanii, dwa finały Ligi Mistrzów, dwa tryumfy w Lidze Europy, dwa Superpuchary Europy, wygrane w Pucharze Króla i Superpucharze Hiszpanii - biorąc pod uwagę jaki poziom sportowy prezentowało Atletico w momencie przyjścia Argentyńczyka, wymienione sukcesy są nieprawdopodobne. Niestety, nic nie trwa wiecznie i madrycka maszyna, której zaangażowanie w grę defensywną i praca zespołowa przez lata budziły grozę zaczęła szwankować. O ile odpadnięcie z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej można tłumaczyć trudnymi warunkami do budowania zespołu panującymi w Hiszpanii, to tabela La Liga pokazuje, że nie tylko Europa odjechała los Colchoneros, ale i krajowi rywale wiele względem nich nadrobili. Ewidentnie coś się zacięło i potrzeba nowego pomysłu, aby zespół wrócił na właściwe tory. Takiego pomysłu zdaje się, że Cholo Simeone nie ma, zresztą po ponad jedenastu latach w jednym klubie nie może dziwić wypalenie. Alarmujące są również poczynania klubu na rynku transferowym, dość wspomnieć astronomiczną kwotę wydaną na zakup Joao Felixa, który pomimo nietuzinkowych umiejętności ma problem z wpasowaniem się w kolektyw. Przypadków niezbyt przemyślanych zakupów jest więcej, kolejnym przykładem może być chociażby Matheus Cunha, który w czasie krótkiego pobytu w klubie nie dostał zbyt wielu szans i szybko się go pozbyto tracąc na tym niebagatelną kwotę. Z drugiej strony Atletico umie też znaleźć ofiarę do wykiwania i reperować budżet operacjami takimi, jak transfery z Griezmannem w roli głównej, ale pomimo, że podobne ruchy na finanse mają zbawienny wpływ, nie wprowadzają do klubu nowej jakości. Wobec gorszych wyników i braku znaków pozwalających sądzić, że jest to tylko chwilowa zadyszka naturalnym krokiem wydaje się zmiana szkoleniowca, ale chcąc przeprowadzić taką operację zarząd Atletico musi zdobyć się na najwyższą ostrożność, żeby nie narazić się kibicom dozgonnie wdzięcznym Simeone za sukcesy, które przerosły ich najśmielsze oczekiwania.
Mam nadzieję, że Atletico nie przegapiło momentu, kiedy należało dokonać zmiany szkoleniowca, a kiedy wykona taki ruch okaże się on owocny dla obu stron. Na wytrąceniu Rojiblancos ze stagnacji skorzystałaby cała liga, której konkurencyjność leci obecnie na łeb na szyję, Simeone zaś jako świetny fachowiec na pewno długo nie pozostałby bezrobotny. Zwłaszcza kierunek włoski wydaje się być ciekawy dla Argentyńczyka z doświadczeniem w Serie A, a na Półwyspie Apenińskim nie brakuje klubów, które chciałyby odzyskać dawną świetność.

12

Zaskakujące jak duże niezadowolenie wywołały powołania na jutrzejszy mecz Pucharu Króla. Na stronie aż roi się od fanów domagających się odpoczynku dla podstawowych zawodników czy minut dla graczy z rezerw lub drużyn młodzieżowych, czyli dwóch rzeczy, które w tym momencie są niezbyt istotne, żeby nie powiedzieć niepotrzebne.
Puchar Króla, a zwłaszcza jego początkowe rundy, zwykł być jako rozgrywki mniejszej wagi niż liga polem do rotacji personalnych, jakże zresztą potrzebnych w natłoku spotkań. Natłoku, którego obecnie nie ma. Barcelona zagrała zaledwie jeden mecz o stawkę od 8 listopada. W czasie tych niemal dwóch miesięcy część piłkarzy Dumy Katalonii rozegrała co prawda kilka spotkań na Mistrzostwach Świata, jednak nie sposób nie zauważyć, że z wyjątkiem dwóch Francuzów wszyscy wrócili do domów na długo przed zakończeniem turnieju, mając tym samym aż nadto czasu na odpoczynek. Dwa miesiące, warto to jeszcze raz podkreślić, to przerwa porównywalna z tą między sezonami, po czymś takim zespół musi odzyskać zgranie, stopniowo wejść na odpowiednią intensywność. Ważny jest też aspekt psychologiczny, łatwo wygrany mecz może podbudować piłkarzy, których występy, lekko mówiąc, nie były ostatnio pasmem sukcesów. Co zaś tyczy się ogrywania młodych piłkarzy, którzy jeszcze nie zaczęli nawet zbyt śmiało pukać do drzwi pierwszej drużyny, obecna struktura wiekowa składu tego nie wymaga. Gavi, Pedri, Fati, Balde, Eric Garcia, nawet Torre i kilku niewiele starszych chłopaków zapewniają wystarczającą domieszkę młodej krwi w kadrze. Nie można oczywiście pozwolić, aby prawdziwy diament uciekł z Barcelony nie widząc szans na awans sportowy, ale Lamine Yamal, który w podobnym kontekście przywoływany jest najczęściej, ma dopiero piętnaście lat! Choćby był najdojrzalszym, najtęższym piętnastolatkiem świata, nie może w tym wieku oczekiwać, że będzie wprowadzany do pierwszej drużyny kosztem kolegów starszych o trzy, cztery czy pięć lat. Taki szaleńczy pęd ku młodości właściwy jest kibicom, zaprawionym w roli piłkarskiego menadżera jedynie na wirtualnym podwórku, a nie profesjonalistom pracującym w klubie.
Odpoczynek dla piłkarzy jest ważny, wprowadzanie młodych piłkarzy do zespołu jest ważne, żadnej z tych rzeczy w tym momencie w Barcelonie nie brakuje. Przed zespołem decydująca część sezonu, w której to ci bardziej doświadczeni zawodnicy będą musieli stanąć na wysokości zadania. Chcąc zobaczyć w tym sezonie Dumę Katalonii z jakimkolwiek trofeum należy się z tym pogodzić i mecz z CF Intercity potraktować jako okazję dla trzonu drużyny, by budować atmosferę i łapać rytm.

1

Pada deszcz, pada deszcz, dzwonią dzwonki sań...

1

Karne są jednak stresujące, pół składu Brazylii osiwiało.

11

Dajmy Xaviemu popracować. Kto to widział oceniać trenera po roku pracy? On się musi spokojnie zadomowić, poznać klub, a tu już jakaś krytyka. Drużyna ewidentnie jest w budowie. Jak majster będzie stał oparty o łopatę zamiast coś robić, to będzie w budowie choćby dekadę, ale może taki jest plan. Zresztą kim ten Xavi ma grać? Lewandowskim? Dobre sobie, facet nawet Złotej Piłki nie ma. Wydane 200 milionów? Też mi coś, PSG więcej za Neymara zapłaciło. Ter Stegen, Kounde, Pedri, Dembele - z taki składem trzeba się cieszyć z ogrania Pilzna, a nie o jakimś wyjściu z grupy myśleć. Zewsząd krytyka, ale pamiętajmy jakiego Xavi ma pecha. Brak celnych strzałów z Bayernem musi być winą kontuzji, jakby trener mógł wystawić Araujo, wszystko wyglądałoby inaczej. Sami widzicie, nie ma sensu oceniać Xaviego.

26

Dobrze, że Viktoria ma takie barwy jak Barcelona, nie będzie trzeba zmieniać koszulki między meczami.

9

W trakcie okienka transferowego uznane hiszpańskie marki przegrywają w nierównej walce o zawodników z angielskimi średniakami, wzmacniając się ostatecznie głównie piłkarzami możliwymi do sprowadzenia za darmo. Niedługo później, po 4 kolejkach Ligi Mistrzów zaledwie jedna hiszpańska drużyna zajmuje miejsce premiowane awansem, a zeszłoroczny półfinalista tych rozgrywek musi oddać trenera zespołowi z dolnej połowy tabeli Premier League. Dokąd zmierzasz La Ligo?
Piłką rządzą pieniądze - trudno o większy truizm. Z reguły jako kibice przechodzimy nad tym do porządku dziennego czasem tylko ironizując, że PSG to futbolowi romantycy czy rzucając cierpkie uwagi jak to Katar kupił sobie mundial. Trudno zresztą oczekiwać więcej, sprzed ekranów telewizorów, komputerów, smartfonów niewiele możemy zdziałać. W zupełnie innym położeniu są za to władze La Liga z Javierem Tebasem na czele, które mają obecnie twardy orzech do zgryzienia. Ich model Finansowego Fair Play, znacznie bardziej rygorystyczny od tego proponowanego przez UEFA, być może zmusza kluby do rozsądnego zarządzania wydatkami, można zatem uznać, że osiąga zamierzony cel, ale jakim kosztem? Niech za przykład posłuży Villarreal, klub, który pomimo znaczących sukcesów w europejskich pucharach traci trenera na rzecz Aston Villi czy wcześniej oddaje Estupiñána, wyróżniającego się piłkarza, do Brighton. Takich przykładów jest więcej: przed obecnym sezonem kluby z La Liga, z wyłączeniem Realu i Barcelony, przeprowadziły łącznie 9 transferów do klubu za 10 milionów euro lub więcej, dla porównania tylko trzech beniaminków Premier League wykonało takich operacji 11. Między tymi rozgrywkami jest przepaść, co raczej nie jest w interesie hiszpańskich włodarzy. Sukcesy to pieniądze, bez sukcesów cała liga zbiednieje, a sukcesów z kolei nie będzie, jeśli dla piłkarzy Nottingham Forest będzie atrakcyjniejszym kierunkiem niż Sevilla czy Villarreal.
Real i Barcelona to dwie marki tak potężne, że na razie drastyczny spadek poziomu sportowego im nie grozi, ale osłabienie ligi dosięgnie również wielkich, zresztą już teraz kataloński klub musiał się solidnie nakombinować jak wzmocnić kadrę tak, aby móc myśleć o grze o najwyższą stawkę. W Madrycie jest stabilniej, pytanie tylko na jak długo. Kiedy przyjdzie gorszy sezon, kilka nieudanych transferów, może okazać się, że Europa odjechała, a hiszpańskim potentatom poza walką na krajowym podwórku zostały tylko wspomnienia dawnej wielkości.
Nad piłkarską Hiszpanią zbierają się czarne chmury. Żeby je rozgonić konieczna jest zmiana zasad, widać już, że wychodzenie przed szereg i nakładanie na siebie nader surowych ograniczeń nie wychodzi lidze na dobre. Prędzej czy później kluby najprawdopodobniej będą w stanie wywrzeć na władzach La Liga wystarczającą presję, aby rygor złagodzić, pytanie tylko, czy niszczenie tamtejszej piłki nie postąpi do tej pory zbyt daleko, by ją szybko i bezboleśnie podnieść z kolan.

8

Dynamiczny, dobry w grze jeden na jednego, odważny w ofensywie, Balde to prawdziwy skarb. Trzeba na niego chuchać i dmuchać, bo drugiego takiego bocznego obrońcy Barcelona może szybko nie uświadczyć.
Trudne zadanie wyznaczył młodemu Alejandro trener ustawiając go vis-à-vis Nico Williamsa, jednego z najgroźniejszych w tym sezonie piłkarzy Athletiku. Z tego pojedynku młodych talentów piłkarz Barcelony bezsprzecznie wrócił z tarczą, poza uprzykrzaniem życia skrzydłowemu z Bilbao imponując również grą w ofensywnie, zwłaszcza spektakularnym dryblingiem. Kilka razy zabrakło dokładnego dogrania, aby stworzyć sytuację koledze, ale nie można mieć wszystkiego, Balde pokazał się z jak najlepszej strony. Pewne braki u młodego Hiszpana są zrozumiałe, nie ma jeszcze doświadczenia, za to czasu, aby się rozwijać i stawać bardziej wszechstronnym zawodnikiem aż nadto.
Utalentowany lewy obrońca spadł Barcelonie z nieba, dotychczas prezentuje się znacznie lepiej niż można było przypuszczać przed sezonem. Dobra dyspozycja Balde cieszy tym bardziej, że na jego nominalnej pozycji panuje posucha, niewielu jest piłkarzy, którymi można realnie wzmocnić tę pozycję w klubie takim, jak Duma Katalonii, dlatego nie można pozwolić na zmarnowanie jego potencjału. Xavi, proszę, nie zepsuj tego chłopaka.

4

Wcześniej czego nie dotknął, zamieniał w złoto, teraz zamienia w... zmarnowane okazje. Miał być nowy Messi, po kontuzji wrócił nowy Bojan. Ansu Fati, bo o nim mowa, jest obecnie piłkarzem, którego oglądanie jest bodaj najbardziej przygnębiające.
Kontuzje hamują rozwój młodych piłkarzy odbierając im szanse na zdobycie doświadczenia, zmuszając ich do poświęcania czasu na rehabilitację zamiast na trening, ale każdy uraz można kiedyś wyleczyć i nadrobić stracone miesiące. Gorzej, kiedy w psychice zostaje ślad, który wpływa na boiskowe poczynania po powrocie do zdrowia, a to zdaje się ma miejsce w przypadku Fatiego. Chłopak, który wyróżniał się przebojowością i pewnością siebie teraz gra znacznie ostrożniej. Już nie wchodzi tak śmiało przed rywala w dryblingu, z mniejszym przekonaniem podchodzi do pojedynków fizycznych i szybkościowych, a na domiar złego zawodzi go jeden z największych atutów - strzał na bramkę. Raz nad poprzeczką, raz obok słupka, gros sytuacji nie kończy się po jego myśli. Umiejętności na pewno mu nie ubyło, nadal widać, że dobrze panuje nad piłką, umie dojść do sytuacji strzeleckiej, czasem nawet zdobyć bramkę, jak w meczu z Villarrealem, ale większość występów młodego Hiszpana wygląda tak, jak wczorajszy. Przykro ogląda się niemoc Ansu mając świadomość jego niedawnego blasku.

8

Wielu kibiców ma dość Busquetsa, drugie tyle nie przepada za de Jongiem. Xavi pogodził obie te grupy wystawiając ich obu i wyszło to zaskakująco dobrze.
Barcelona sporo meczów w tym sezonie wygrała, ale wczoraj w końcu zdominowała rywala tak, jak wszyscy byśmy sobie tego życzyli. Rywala, który, co warto zaznaczyć, coś sobą do tej pory reprezentował i dawał powody do pewnych obaw przed tym spotkaniem. Z pomocą, poza świetnym występem Dembele, przyszła inna niż w poprzednich spotkaniach organizacja gry w środku pola. Nie było jednego, wycofanego pomocnika, zarówno Busquets, jak de Jong grali wyraźnie bliżej linii obrony dając więcej opcji w rozegraniu pod własną bramką. Dzięki temu wszelkie próby pressingu ze strony klubu z Bilbao paliły na panewce, nie bez znaczenia była również obecność w środkowej strefie Gaviego oraz Pedriego, który często schodził z lewego skrzydła na swoją naturalną pozycję. Przewaga w strefie środkowej pozwoliła przejąć kontrolę nad meczem. Warto wyróżnić zwłaszcza de Jonga, który zanotował z wymienionej czwórki najwięcej podań, wliczając w to kilka świetnych przerzutów, których często brakowało w poprzednich spotkaniach, kiedy Barcelona uporczywie próbowała rozgrywać akcje na jak najmniejszej przestrzeni, co często prowadziło do straty. Przeniesienie ciężaru gry na stronę, którą Athletic zostawiał wolną pozwalało frustrować rywali koniecznością ganiania za futbolówką, a niekiedy tworzyć akcje bramkowe, jak w przypadku goli Dembele (tu podanie Pedriego) i Ferrana (zagranie de Jonga).
Wczorajsze spotkanie zapewne udałoby się Barcelonie wygrać i bez taktycznych machlojek, kluczowi zawodnicy byli świetnie dysponowani i zrobiliby różnicę, ale warto docenić, że Xavi, który do tej pory ustawiał zespół dość sztampowo zdecydował się nieszablonowo rozwiązać powtarzające się w poprzednich meczach problemy, co przyniosło zespołowi korzyść. Mam nadzieję, że udany mecz z Athletikiem doda trenerowi odwagi i jeszcze nieraz zobaczymy Barcelonę taktycznie zaskakującą rywali.

6

Gol głową i trzy asysty. Nie wiem kto dziś ukradł koszulkę Dembele, ale niech gra w niej częściej.

0

Teraz tylko dać Pedriemu odpocząć i nie będzie się do czego w tym meczu przyczepić.

1

Jak de Jong gra dobrze, to nawet Busquets obok niego tak nie irytuje.

4

@Gaz Guardiola lubi czasem przekombinować w najważniejszym momencie, pod tym względem jest przeciwieństwem tego, co widać u Xaviego. Jest on trenerem niezwykle kreatywnym, który potrafi dostosować zespół do zmieniających się realiów i konkretnych rywali, czasem odbija się to czkawką, jednak w ogólnym rozrachunku elastyczność taktyczna i ciągle nowe pomysły coraz to skuteczniejszej organizacji gry przynoszą jego zespołom wiele korzyści.
Nie chciałbym oczywiście, aby Xavi traktował zmiany taktyczne i personalne jako cel sam w sobie i proponował nam co mecz rozwiązania tak ekstrawaganckie, jak niektóre wymyślane przez Guardiolę, do takiego ekstremum jest mu jednak bardzo daleko, nie martwię się, że w nie wpadnie. Od trenera oczekuję umiejętności rozwiązywania problemów. Te z pewnością w Barcelonie są obecnie widoczne, nie przekonuje mnie zatem dalsze bicie głową mur w krytycznym momencie.

5

Xavi czuje, że grunt pali mu się pod nogami. Wie, że najbliższe mecze są dla niego być albo nie być w Barcelonie, a widmo zwolnienia przesłania mu jakąkolwiek długofalową wizję.
3:0 z przetrzebionym kontuzjami Villarrealem, przy takim stanie trener wprowadza antybohaterów ostatnich tygodni: Busquetsa, Pique, również Dembele i Raphinhę, zostawiając przy tym na boisku eksploatowanych do granic możliwości Pedriego i Gaviego. Tymi ruchami jednoznacznie stawia na podbudowanie piłkarzy, na których liczy w meczu z Athletikiem, może z Bayernem. Robi to, ponieważ to oni mogą uratować mu posadę. Nie Torre, nie Kessie, nawet nie Balde, na którego akurat całkiem odważnie stawiał wcześniej. Trudno go winić za to, że martwi się o własny stołek, pod tym kątem wspomniane decyzje personalne wydają się zrozumiałe. Zrozumiałe nie znaczy jednak dobre.
Do wyjątkowej ostrożności przy dawaniu szans nowym, zwłaszcza młodym zawodnikom Xavi już przyzwyczaił. Nie jest to zresztą silny zarzut wobec trenera Barcelony, wszak poprzednicy przygotowali mu tylu młodych i zdolnych, że obecnie może bazować właśnie na nich. Gorzej, że po trzech nieudanych tygodniach w głowie Xaviego nie wykiełkował pomysł co można zmienić, aby wrócić na dobre tory. To samo ustawienie, ci sami zawodnicy. Podobno szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów, co więc robi trener postawiony pod ścianą? Wedle tej maksymy wpada w obłęd. Szykuje na następny mecz tych samych zawodników, którzy stanowili o słabości zespołu przez całą serię nieudanych spotkań w ostatnim czasie. Zamiast spróbować nowego rozwiązania taktycznego, może dać szansę komuś z drugiego szeregu, aby ten mógł w kolejnym meczu zaskoczyć rywala, stawia wyłącznie na poprawę morale najmocniej zawodzących do tej pory piłkarzy. Na boisku Xavi kreatywnością się wyróżniał, na ławce trenerskiej nie ma jej niestety za grosz.
Przed sezonem można było na fali optymizmu spowodowanego obiecującymi ruchami transferowymi oczekiwać dużych sukcesów, na te nadzieja zgasła już w październiku. Zostało ratowanie twarzy i budowanie drużyny na przyszłość. O ile pierwsze może jakimś cudem się udać, to drugie przy opieraniu całej wizji na jednej taktyce, jednym ustawieniu i jednej, wąskiej grupie zawodników, w której ci najbardziej doświadczeni wciąż odgrywają najważniejsze role, nie skończy się sukcesem.

11

Kiedyś to byli sportowcy, nie to, co teraz.
Wacław Kuchar na przykład. Jako piłkarz Pogoni Lwów czterokrotnie zdobywał mistrzostwo Polski, dwa razy dorzucając do tego tytuł króla strzelców rozgrywek. W barwach reprezentacji Polski rozegrał 23 oficjalne mecze, w których zdobył 5 bramek grając między innymi na paryskich Igrzyskach Olimpijskich w 1924 roku. Co robił, kiedy nie chciało mu się grać w piłkę? Udawał się na stadion lekkoatletyczny, na którym zdobył po 2 mistrzostwa Polski w biegu na 800 metrów, skoku wzwyż i dziesięcioboju oraz po jednym w biegu na 110 metrów przez płotki, biegu na 400 metrów przez płotki i trójskoku. Jakby tego było mało, w biegach na 800 metrów, 400 metrów przez płotki, skoku wzwyż, dziesięcioboju, sztafecie 4 razy 400 metrów i sztafecie szwedzkiej był rekordzistą kraju. W tamtych czasach sportowcy nie mieli jednak do dyspozycji podgrzewanych muraw, ani krytych stadionów, pan Wacław musiał więc znaleźć sobie jeszcze inne zajęcie na długie i mroźne zimy. Grał wówczas w hokeja na lodzie zdobywając mistrzostwo Polski w barwach Pogoni Lwów oraz, jako reprezentant Polski, wicemistrzostwo Europy. Pomimo tych sukcesów, zimą również brakowało mu najwidoczniej indywidualnych osiągnięć, więc wziął się za łyżwiarstwo szybkie, w którym to został mistrzem Polski 22-krotnie oraz zanotował dobry występ na Mistrzostwach Europy. Łącznie może pochwalić się osiągnięciami w 9 dyscyplinach sportowych, w 4 z nich był reprezentantem Polski, a po drodze walczył jeszcze w wojnie polsko-bolszewickiej.
Byłbym zapomniał, Wacław Kuchar jest pierwszym w historii zwycięzcą Plebiscytu Przeglądu Sportowego. Robert Lewandowski czy Iga Świątek musza się jeszcze sporo natrudzić, aby ich ewentualna wygrana w tegorocznej edycji nie wypadła blado przy dawnym poprzedniku.

16

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku był ofiarą systematycznego nękania oraz inwigilacji ze strony Służby Bezpieczeństwa oraz Milicji Obywatelskiej. Wysuwano wobec niego fałszywe zarzuty, aby oczernić go w oczach przełożonych, za sprawą kłamliwych paszkwili publikowanych w mediach próbowano wywołać w społeczeństwie ukierunkowaną na niego nienawiść, kiedy on organizował pomoc materialną dla osób internowanych i ich rodzin, udzielał wsparcia więźniom politycznym. Wspierał różnego rodzaju inicjatywy społeczne, brał również udział w procesach aresztowanych za przeciwstawianie się prawu stanu wojennego. Nagrywając kilka rozpraw schowanym pod sutanną magnetofonem, przyczynił się do powstania materiału emitowanego później między innymi w Radiu Wolna Europa. Odprawiał msze za Ojczyznę, stając się duchowym przywódcą "Solidarności". Będąc duszpasterzem hutników, służby zdrowia, ludzi pracy, wzmacniał w narodzie wiarę oraz nadzieję na odzyskanie wolności. 19 października 1984 roku ksiądz Jerzy Popiełuszko został porwany, a następnie bestialsko zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Dzisiaj przypada 38 rocznica tego wydarzenia.

8

„Jeżeli oglądasz mecz, nie widzisz Busquetsa. Jeśli obserwujesz Busquetsa, widzisz cały mecz” - znane słowa Vicente del Bosque są trafne nawet lata po ich wypowiedzeniu. Rzeczywiście wystarczy wypatrzeć na boisku Busquetsa, aby wiedzieć, że mecz nie idzie po myśli Barcelony.
Doskonałe ustawianie się, czytanie gry, balans ciała, przegląd pola i szybkie operowanie piłką - całkiem pokaźna lista atutów, które opisują od lat podstawowego defensywnego pomocnika Barcelony. Pomimo 34 już lat na karku Hiszpan nadal wyróżnia się wspomnianymi cechami, niestety, czas nie zatrzymał się w roku 2010, a wraz z upływem lat Sergio nie zaadaptował się do nowych realiów: szybszej gry i innych, mniej zdolnych partnerów. Kiedy Barcelona dosłownie demolowała rywali zmuszając ich do nieustannego biegania, kluczowym elementem umożliwiającym taką grę było czytanie gry przez Busquetsa, który przechwytywał piłkę zanim rywal zdążył pomyśleć co chce z nią zrobić, ale Barcelona już od lat nie tłamsi przeciwników w sposób właściwy dla niezapomnianej drużyny Guardioli, a powolny Busquets stając naprzeciw zespołu sprawnie organizującego swoje akcje pozostaje bezradny. Ślamazarnie poruszający się pomocnik jest notorycznie spóźniony, coraz częściej brakuje mu metra czy dwóch, aby być w odpowiednim miejscu. Nie przeszkadza to co prawda w odnoszeniu zwycięstw, kiedy rywale są lekko mówiąc średniej klasy. Grając z Valladolid czy Cadiz wysoki pomocnik nadal bryluje, ale kiedy tempo choć odrobinę wzrasta za sprawą trudniejszych warunków stawianych przez oponentów, on zostaje z tyłu.
Gdy Barcelona operuje piłką, Busquets również pokazuje podobne problemy. O ile rywal nie doskakuje szybko, zostawia trochę miejsca do gry, szybkie oddawanie piłki, do którego przyzwyczaił wieloletni filar Dumy Katalonii jest efektowne, a zarazem efektywne, takie przyspieszenie pozwala nieraz zaskoczyć słabiej zorganizowany blok obronny. Ponownie jednak problemy pojawiają się w momencie, kiedy na skutek dużej intensywności w środkowej strefie boiska czasu na wykreowanie czegoś ciekawego nie ma zbyt wiele. Oczywiście to nie wina Busquetsa, że Gavi czy Pedri nie są na poziomie, który prezentowali niegdyś Xavi oraz Iniesta i potrzebują trochę więcej czasu do zagrania otwierającego podania, niemniej może jako doświadczony kolega powinien wziąć na siebie trochę więcej ciężaru gry, a nie wyłącznie oddawać piłkę młodym partnerom, którzy przez brak wytchnienia muszą skupiać się głównie na zapobieżeniu stracie, a nie konstruowaniu akcji. To, co działało, kiedy rywale grali mniej intensywnym pressingiem, a za kontrolowanie gry odpowiadali jedni z najlepszych rozgrywających w historii futbolu ewidentnie nie sprawdza się, gdy gra jest szybsza, intensywniejsza, a partnerujący doświadczonemu Hiszpanowi nastolatkowie nie przerastają przeciwnika piłkarsko o dwie głowy.
Sergio Busquets to piłkarz bez dwóch zdań wybitny, ważny element najlepszych jedenastek, które kiedykolwiek grały na Camp Nou, ale od dłuższego czasu jego gra trąci myszką. Mówi się, że nie ma kim go zastąpić, bo nie ma już takich pomocników, nie ma ich, bo to relikt minionej epoki. Niebagatelne umiejętności Hiszpana sprawiają, że trudno z niego zrezygnować, ale jest on zawodnikiem wybitnie nieelastycznym, dopóki gra Barcelony będzie budowana wokół niego, dopóty kataloński klub nie poczyni jakże pożądanego kroku naprzód.

2

@pt9 Pedri jest jednak na boisku znacznie dojrzalszy. Byłem sceptycznie nastawiony do traktowania go jako centralnej postaci środka pola, ale momentami pokazuje, że jest w stanie utrzymać drugą linię w ryzach. Gavi z drugiej strony został szybko zaszufladkowany jako agresor, walczak i zaczyna być traktowany wyłącznie jako gracz tego typu. Zgadzam się, że nie jest jeszcze gotowy na to, aby wymagać od niego wielkich rzeczach w meczach z rywalami takimi jak Real, Inter czy Bayern, jestem zwolennikiem wystawiania raczej de Jonga w takich spotkaniach, niemniej nie podoba mi się, że momentami jedyne, czego Xavi zdaje się od Gaviego oczekiwać, to walka i podniesienie intensywności. Nie takich piłkarzy potrzebujemy, sam Gavi ma możliwości dać więcej, ale musi być odpowiednio poprowadzony, na razie widać, że lubi zachłysnąć się swoją agresją, niestety kosztem gry w piłkę.

1

Ach, Gavi, co za chłopak! Jak on biega, jak on walczy! A potem jeszcze więcej biega i jeszcze ostrzej walczy, kto wie, może wyrośnie z niego Jacek Góralski.
Hiszpan jest młody, wiele niedociągnięć można na karb tej młodości złożyć, ale atuty, które jego obecna rola na boisku eksponuje mogą okazać się wątłą bazą do budowania kariery. Być może na tle Barcelony nie wypada źle, w końcu ktoś wykazuje się dużą determinacją, ruchliwością, a to w kontraście z niemrawymi kolegami pozwala skraść serca wielu kibiców, zwłaszcza, jeśli zostanie okraszone raz na jakiś czas efektownym odbiorem, ale niestety na tym wyraźne pozytywy w grze Gaviego się kończą. Nie jest on może taktycznym analfabetą, chociaż błędy w ustawieniu nie są mu całkowicie obce, technikę posiada przyzwoitą, tym gorzej świadczy o reszcie zespołu, że momentami młodzian się wręcz wyróżnia. We wczorajszym meczu z Realem chociażby absolutnie na boisku najgorszy nie był, niemniej jego wejście mogło budzić najgorsze skojarzenia, po części przez jego charakterystykę, po części pewnie wynikało to z instrukcji trenera. Gavi wszedł na boisko, żeby powalczyć, próbować, podostrzyć - wszyscy znamy anegdoty z naszego własnego podwórka, z których się śmialiśmy, bo jak poważny trener może powiedzieć do piłkarza przed wejściem "próbuj" albo wystawiać typowego przecinaka tylko po to, żeby się porozbijał, to coś charakterystycznego dla piłkarskiego zaścianka z zerową kulturą gry, a tu proszę, w klasyku, meczu bodaj najbardziej prestiżowym na świecie, Xavi desygnuje do gry chłopaka, którego rolą jest pozderzanie się z piłkarzami Realu. Może dla niektórych widzów widok obijanych Królewskich był delikatnym pocieszeniem wobec widma nieuchronnej porażki, ale z całą pewnością był też dobitnym pokazem bezsilności Barcelony. Pół biedy, gdyby taką rolę dostał jakiś stary wyga, gorzej, że może to być długofalowy plan trenera na zagospodarowanie obiecującego bądź co bądź piłkarza. Wydawałoby się, że Xavi jak nikt inny powinien umieć pokierować młodym pomocnikiem, swoimi radami wskazać jak powinien grać, aby osiągnąć piłkarską doskonałość, tymczasem Gavi jest ostatnimi czasy redukowany do roli przecinaka, nie zwiastuje to dobrze jego rozwojowi.

9

Niby wyrzucanie Xaviego w październiku to trochę pochopny ruch, ale z drugiej strony i tak sprowadzaliśmy piłkarzy, których chciał Tuchel...

2

Barcelona ostatnio jest trochę jak Robert Mateja. On nie był w stanie oddać dwóch dobrych skoków, Barca nie może zagrać dwóch udanych połów.
Do przerwy przecież mecz z Interem nie wyglądał źle, mieliśmy wyraźną przewagę. Nerazzurri co prawda stworzyli kilka groźnych sytuacji, raz Ter Stegena uratowała poprzeczka, ale jednak inicjatywa była po stronie gospodarzy, których napór tylko wzmagał się w miarę upływu czasu. Podobnie kilka dni wcześniej, w meczu z Celtą - do przerwy na grę patrzyło się przyjemnie, intensywny pressing, dużo ciekawych akcji, strzały. Bramka może była przypadkowa, ale obraz gry napawał optymizmem na drugą część gry, która koniec końców okazała się być fatalna. Już wcześniej bywało podobnie, nawet w udanym meczu z Bayernem do przerwy Barcelona była lepszą drużyną, a po przerwie popełniła kilka błędów, które wystarczyły Bawarczykom do odniesienia zwycięstwa. Wygląda to niepokojąco, bo zaczyna układać się w pewien schemat.
Trudno jednoznacznie stwierdzić z czego ta prawidłowość wynika. Może to przypadek, chociaż wątpię. Nie chce mi się również wierzyć, że w szatni podczas przerwy dzieją się jakieś dziwne rzeczy, które nie pozwalają Blaugranie kontynuować po powrocie na boisko dobrej gry. Wydaje się raczej, że problem może mieć albo podłoże mentalne - zawodnicy spalają się grając pod presją; kiedy napotykają problemy, albo fizyczne - po prostu brakuje sił na grę z założoną intensywnością przez 90 minut. Tak czy inaczej jest to duży, jeśli nie największy obecnie problem i żeby w tym sezonie powalczyć jeszcze o cokolwiek należy go rychło rozwiązać.

0

@Bobo25 przyśniło mi się.

0

Halloween się zbliża, więc Barcelona postanowiła grać strasznie.

2

Wydano tyle kapusty, a mocniejsi rywale tłuką Barcę jak schabowe, nic dziwnego, że kibice dziś nie w sosie. Brakuje przepisu na sukces - gra cienka jak barszcz, w obronie ser szwajcarski, słowem mizeria. Zdecydowanie nie na to mieliśmy apetyt. Mleko się rozlało, nie ma co nad nim płakać, obawiam się tylko, że z tej mąki już nie będzie chleba.

0

@VbamboeB jak wypada kilku zawodników na raz, to można uznać to za wyjątkowo pechowy zbieg okoliczności albo zastanowić się czy aby na pewno wszystko z przygotowaniem fizycznym do sezonu było w porządku. Plaga kontuzji na początku października rzadko bierze się znikąd.
@Coutinho007 przykro mi, ale chyba nie rozumiem, co chciałeś przekazać. Ani ja o odsprzedawaniu biletów nie pisałem, ani nie wydaje mi się to być kluczowe dla słabej dyspozycji Barcelony.
@barcelonaLM z Bayernem zagraliśmy niezły mecz, ale wielu kibiców mocno poniosło, nadal to spotkanie przegraliśmy. To, że Bayern nas nie zniszczył tak, jak w poprzednich latach, to jeszcze marny powód do zadowolenia. Mecz na San Siro zagraliśmy bardzo słabo, oczywiście zgoda, w rewanżu z Interem również nie pokazaliśmy nic godnego większej pochwały. W trzech najważniejszych do tej pory meczach sezonu zdobyliśmy jeden punkt, przykro mi, ale nie kupuję tłumaczenia na zasadzie "zawsze coś" - kontuzje, sędzia. Projekt Xavi na razie zawodzi i czas zacząć rozliczać trenera z wyników. Niekoniecznie zwalniać, w tym sezonie nam się już nigdzie nie spieszy, ale nie można go uparcie tłumaczyć nieszczęśliwymi zrządzeniami losu, kontuzjami (te jak pisałem powyżej również mogą być zależne od pracy sztabu) i tak dalej.

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: