4

@MesQueUnClub22 z każdym można wygrać wysoko, warto zacząć od nietracenia czterech bramek w pierwszej połowie.

4

Skandal z tymi sędziami, zabrali nam zwycięstwo, znaczy remis, znaczy... no gola na 4:1 nam zabrali!

8

Zastanawiam się nad wsparciem strony przez Patronite. Na początku nie byłem pewny jak to będzie działać, więc nie chciałem angażować się w coś niekoniecznie sprawdzonego, ale po prawie pięciu latach funkcjonowania FCBarca.com na tym serwisie myślę, że wszystko powinno być już dopięte na ostatni guzik.
Stąd moje pytanie do patronów: jesteście zadowoleni z obiecanych korzyści? Ostatnio jeden ze wspierających zgłaszał problemy z reklamami, więc o to nawet nie pytam, ale może wyczytaliście coś ciekawego w roczniku?
Zapraszam do dzielenia się opiniami.

8

Niecałe dwa lata unijnych nakrętek, a już jaka zima. Znowu w nocy śnieg spadł.

3

"drewniana miernota", "pachołek", "wyjątkowa menda" - o nowym trenerze Realu
"hatfu na was białe siersciuchy" (pisownia oryginalna) - o rywalach ze stolicy
Dyskusje na poziomie od samego rana.

8

@July_6_BcN i opóźnienie jak na budowie Camp Nou.

3

Kiedy zaczynałem korzystać z czynnego prawa wyborczego standardem było zainteresowanie wyborami prezydenckimi ledwie połowy społeczeństwa, wczoraj frekwencja wyniosła 71,63%. Pięknie upowszechniło się zaangażowanie w podejmowanie kluczowych dla Polski decyzji. Gratulacje i oby tak dalej.

7

"Karola Nawrockiego poznałem w Grand Hotelu w Sopocie. On był tam bramkarzem i alfonsem" - 4 razy w ciągu 10 minut na YT. Nie lubię blokować reklam, niech twórcy sobie coś uciułają, ale ta agitacja jest tak ordynarna i natarczywa, że aż skręca.

11

Trzaskowski ma większe kompetencje, aby być prezydentem niż Nawrocki, jeden prosty trik zapewniłby mu zwycięstwo w cuglach. Gdyby tylko zamiast spotów, kampanii, wieców odciąć w strategicznym momencie internet jego wyborcom, wygraną miałby w garści. Jeden z drugim nie miałby gdzie pisać o rasistach i mizoginach, a frustracje wylewałby jedynie do kota czy piekarnika. Niepogardzany wyborca Konfederacji - decydujący o powodzeniu któregoś z kandydatów - jest często gotów zagłosować na którąkolwiek z pozostałych opcji, 5 lat temu w drugiej turze ta grupa podzieliła się niemal po równo. Ciekawe czy po dwóch tygodniach słuchania z jednej strony jakimi są złymi ludźmi ich sympatie nie rozłożą się w inny sposób. Nie wiem, choć się domyślam.

1

"29-latek ma już na koncie 13 trafień w tym sezonie Ligi Mistrzów, a obecnie wyprzedza o jedną bramkę Raphinhę i o dwie Lewandowskiego. Trzeci jest Harry Kane, który ma na koncie 10 goli." - Kane jest czwarty, a nie trzeci, co jest szczególnie ewidentne, kiedy w poprzednim zdaniu wymieni się trzech zawodników, którzy go wyprzedzają.
Edit: Plus za szybką poprawkę.

26

@Comentateiro "To właściwie manifest komunistyczny, chociaż nie jestem komunistą i nie należę do żadnego ruchu." ~ John Lennon o piosence "Imagine".

4

Nie mogę wyjść z podziwu jak niesamowitym wyczynem jest udział Cristiano Ronaldo w sześciu turniejach Mistrzostw Europy. Dwadzieścia lat gry na najwyższym poziomie reprezentacyjnym, dwadzieścia lat stanowienia o sile jednej z topowych reprezentacji na Starym Kontynencie. To nie zdarza się często, nie bez kozery jeszcze niedawno cztery występy na turnieju finałowym wydawały się być niezagrożonym rekordem, tymczasem na niemieckim turnieju dwóch kolejnych piłkarzy przekroczyło tę granicę.
Luka Modrić, Pepe, Cristiano Ronaldo - każdego z tych piłkarzy z madrycką przeszłością można uznać za fenomen długowieczności, ale nie sposób nie powiązać ich imponujących wyników z drastyczną poprawą przygotowania fizycznego piłkarzy na przestrzeni lat. Żeby zobrazować trend coraz dłuższych piłkarskich karier weźmy za przykład Euro 2004, czyli debiutancki czempionat kontynentalny najlepszego strzelca w historii piłki reprezentacyjnej. Najstarszym piłkarzem powołanym na ten turniej był szwajcarski bramkarz: Jörg Stiel w wieku 36 lat i 101 dni, najstarszym zawodnikiem z pola był Rosjanin Aleksandr Mostowoj (35 lat i 295 dni). 20 lat później, wśród powołanych na Euro 2024 znalazło się aż szesnastu zawodników, którzy do zakończenia turnieju będą mieli skończone co najmniej 36, a najstarszym z nich jest oczywiście 41-letni Pepe. Różnicę widać na pierwszy rzut oka.
Wyobraźnię kibiców najbardziej rozpalają piękne bramki, emocjonujące mecze, ale walka o długowieczność również jest godna podziwu, zwłaszcza biorąc pod uwagę jak olbrzymie postępy poczyniono na tym polu. Kto wie, może za parę lat piłkarze będą odchodzić na emeryturę w wieku bardziej zaawansowanym niż chociażby górnicy.

4

Zanim za ekranizację "Diuny" wziął się Denis Villeneuve, powieść Franka Herberta na srebrny ekran z kiepskim skutkiem próbował przenieść David Lynch, jeszcze wcześniej zaś planowano przedsięwzięcie, którego rozmach robi wrażenie do dziś.
Alejando Jodorowsky to chilijski reżyser filmowy i teatralny, artysta awangardowy i surrealista, który po sukcesie swojej "Świętej góry" w rozmowie z Michelem Seydoux - francuskim producentem filmowym z wytwórni Camera One zadeklarował, że następnym dziełem, nad którym chce pracować jest "Diuna". Jak sam twierdzi, nakręcenie tego filmu zostało mu powierzone we śnie przez istotę pozaziemską/bóstwo. Jak przystało na ekscentrycznego artystę, którego kariera była nierozerwalnie związana z substancjami psychoaktywnymi, ani myślał tworzyć wierną adaptację książki Herberta, z którym co prawda współpracował, ale aktywnie usiłował odsunąć go od procesu twórczego. O swojej wizji wypowiadał się po latach w takich słowach: "Chciałem stworzyć film, który ludziom biorącym w tamtym czasie LSD dałby halucynacje, jakie się miało po narkotyku, tyle że bez halucynacji. Nie chciałem namawiać do brania LSD, chciałem sfabrykować jego efekt. Ten film miał zmienić percepcję ludzi. Moja ambicja w kontekście "Diuny" była olbrzymia. Więc chciałem stworzyć proroka. Chciałem stworzyć proroka, żeby zmienić młode umysły na całym świecie. Dla mnie "Diuna" byłaby nadejściem boga. Artystycznego, kinematograficznego boga. ”. Wizja tyleż odważna, co karkołomna, z pewnością nie wyszedłby z tego blockbuster z rekordowym box office, jednak mistyczny, psychodeliczny klimat filmu nie kłóciłby się z nastrojem prozy Herberta.
Konkretne współprace, które Jodorowsky nawiązał w ramach prac nad "Diuną" uwiaryganiają jego opowieści. Dopracowanie strony wizualnej powierzył H.R. Gigerowi, Jeanowi Giraud i Christopherowi Fossowi, których księga grafik koncepcyjnych miała objętość 3000 stron. Za ścieżkę dźwiękową odpowiadać miał zespół Pink Floyd. Najbardziej intrygujący był jednak wybór obsady, w której obok uznanych aktorów jak Orson Welles, Gloria Swanson czy David Carradine pojawili się Mick Jagger oraz Salvador Dalí, który miał wcielić się w postać padyszacha imperatora Szaddama IV. Znany surrealista miał wyjątkowo wygórowane wymagania – zażądał gaży w wysokości 100 tysięcy dolarów za każdą godzinę na planie filmowym. Dalí,
zażyczył sobie także, by dwór władcy stanowili jego bliscy przyjaciele i współpracownicy, zaś jego tron był jednocześnie toaletą składającą się z dwóch rzeźbionych delfinów i posiadającą osobne muszle na mocz i odchody. Katalończyk stwierdził również, że nie ma zamiaru czytać scenariusza, bo jego pomysły są lepsze od tych, jakie miał Jodorowsky. Paula Atrydę miał z kolei zagrać syn reżysera, Brontis.
Jak można się domyślić, projekt realizowany z takim rozmachem szybko wykorzystywał dostępne środki finansowe, jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć wydano 2 miliony dolarów. Bez wątpienia kwota, na której licznik by się zatrzymał byłaby gargantuiczna, zwłaszcza zważywszy, że materiał sfilmowany na podstawie przygotowanego scenariusza trwałby 14 godzin. Głównie z tego powodu realizacja filmu nie doszła nigdy do skutku, a film ten określany jest do dziś mianem najlepszego filmu science fiction, który nigdy nie powstał. Powstał jednak dokument traktujący o tym przedsięwzięciu, o oryginalnym tytule "Jodorowsky's Dune", z którego można dowiedzieć się więcej o tym szalonym projekcie.

2

@emeu Marco van Basten.

1

@emeu Feyenoord.

8

Dzień Dinozaura obchodzony 26 lutego to idealna okazja, aby przestawić sylwetkę pewnego pradawnego gada. Nie byle jaki to zresztą zwierz, bo nasz, polski... smok wawelski. Dinozaur o tak wdzięcznej nazwie jest mniej znany od swojego legendarnego imiennika, ale równie interesujący.
Pierwsze szczątki smoka odnaleziono dopiero w 2005 roku na terenie cegielni w Lisowicach koło Lublińca. Szczęśliwym odkrywcą był kolekcjoner Robert Borzęcki, który chcąc zidentyfikować znalezisko dotarł do paleontologa Tomasza Suleja, który już w 2006 roku razem z Grzegorzem Niedźwiedzkim udał się do Lisowic, gdzie odkrył więcej pozostałości po wielkim gadzie, w tym jego kości. Wobec tak znaczących odkryć podjęto decyzję o rozpoczęciu profesjonalnych wykopalisk w lipcu tego samego roku, które zaowocowały między innymi znalezieniem 54-centymetrowej kości udowej. Wstępny opis skamieniałości opublikowano w 2008 roku na łamach „Acta Palaeontologica Polonica”, a 4 lata później ukazała się praca nazywająca gatunek smokiem wawelskim (należy wspomnieć, że nazwa ta budzi kontrowersje ze względu na złamanie niepisanych, zwyczajowych reguł dotyczących tworzenia nazw taksonomicznych). W tym samym czasie wykonano rekonstrukcję szkieletu smoka wystawioną później w muzeum w Lisowicach, a w kolejnych latach udało się odnaleźć szczątki przedstawiciela tego gatunku również w Marciszowie pod Zawierciem.
Smok jest gatunkiem drapieżnego archozaura, który żył w późnym triasie. Ten dwunożny drapieżnik mierzył około 5 - 6 metrów, a odnalezione odciski jego trójpalczastych stóp zawierają ślady długości 40 - 50 centymetrów. Długość jego czaszki oszacowano na 48 - 57 centymetrów, a jego zęby mierzyły nawet 10 centymetrów.
Nie znaleziono dowodów na skłonności smoka wawelskiego do zjadania baranów wypełnionych siarką, jednak faktem jest, że możemy poszczycić się polskim dinozaurem (albo przynajmniej pradawnym gadem, gdyż kwestia klasyfikacji tego gatunku jako dinozaura nie jest zamknięta). Odkrycie smoka nie jest zresztą jedynym polskim akcentem w historii paleontologii. Ślady dinozaurów znaleziono również w wielu miejscach głównie na terenie Śląska i Gór Świętokrzyskich.

10

Mało kto wie, że wczoraj rozlosowano grupy zbliżających się piłkarskich mistrzostw świata. Organizowany w Kurdystanie turniej pod szyldem CONIFA, czyli organizacji zrzeszającej piłkarskie zespoły, które nie należą do FIFA, będzie trwał od 25 czerwca do 6 lipca, a o tytuł zawalczą następujące drużyny:
Grupa A
Kurdystan, Tamil Eelam, Kornwalia i Kaszmir.
Grupa B
Osetia Południowa, Pendżab, Recja i Ticino.
Grupa C
Kárpátalja, Kabylia, Tybet i jeszcze jeden, nieogłoszony jeszcze zespół.
Gruba D
Seklerszczyzna, Abchazja, meksykańska ANBM i kolejna drużyna, którą poznamy w niedalekiej przyszłości.
Zapowiada się zacięta walka, tym bardziej, że poprzednia edycja turnieju planowana na rok 2020 nie odbyła się w związku z pandemią covid-19. Do obrony tytułu wywalczonego w 2018 roku przystąpi Kárpátalja, która i tym razem wydaje się być w gronie faworytów, jednak pokrzyżować plany aktualnych mistrzów świata na pewno spróbują inne wysoko notowane drużyny, między innymi Kurdystan i Osetia Południowa.

4

@emeu Heiko Herrlich, Stephane Chapuisat, Andreas Moeller.

5

Uff, jak miło w końcu zajrzeć do internetu i nie dostać w twarz spotami "Tylko PiS", "Kaczyński zagrożeniem" czy "Nie śpij, bo Cię przegłosują". Szkoda, że plakaty wyborcze nie znikają tak szybko.

9

W 1941 roku powstał film "Heimkehr", po polsku "Powrót do ojczyzny". Nazistowski paszkwil z propagandowym przekazem stawiającym Polaków w roli oprawców mniejszości niemieckiej, przynajmniej taki panuje w temacie konsensus, walidację tej tezy zostawiam zwolennikom oglądania każdej produkcji przed podejrzeniem, iż może być stronnicza. W każdym razie w niemieckim filmie zagrało pewne grono polskich aktorów. Niestety dla nich po premierze okazało się, że ich udział w antypolskiej produkcji nie został przez Polaków przyjęty z entuzjazmem. Zamieszanych w produkcję "Heimkehr" Wandy Szczepańskiej, Stefana Golczewskiego (rola chuligana katującego rannego Niemca), Juliusza Łuszczewskiego (zagrał polskiego gospodarza masakrującego niemieckich kolonistów), Michała Plucińskiego i Bogusława Samborskiego nie ominął również proces. Po wojnie oskarżeni o kolaborację na podstawie dekretu PKWN z 31 sierpnia 1944 o współpracy z okupantem zostali skazani na karę od 3 lat więzienia (Golczewski i Łuszczewski) do dożywocia (Samborski).
Ot taka ciekawostka dla kinomanów.

7

Puchar Narodów Afryki u23 to nie są najbardziej prestiżowe rozgrywki na świecie, niemniej gra toczy się w nich o jakąś stawkę, dla piłkarza takiego jak Abde dobry występ na takim turnieju może być małym, ale jednak krokiem do przodu w karierze. Rezygnacja z występów poza stratą kilku spotkań, w których Marokańczyk mógłby się pokazać z dobrej strony oznaczałaby również rysę na jego wizerunku w oczach rodaków; wybór treningów i meczów bez żadnej stawki w klubie kosztem walki z drużyną narodową o trofeum kontynentalne nie może wzbudzić entuzjazmu kibiców. Czasem jednak coś trzeba poświęcić, może Barcelona kierując do piłkarza tę śmiałą prośbę oferuje w zamian coś przyćmiewającego potencjalne wady rezygnacji z gry?
Niestety, trudno to tak odbierać. Na ten moment przyszłość Abde nie jest przesądzona, nie wiadomo czy będzie ważnym ogniwem Dumy Katalonii w nadchodzącym sezonie, ba, nie wiadomo nawet czy zostanie w klubie. Odpuść sobie reprezentację, to zobaczymy czy znajdzie się dla ciebie miejsce - tak nie postępuje się z piłkarzem, co do którego ma się jakiekolwiek plany wykraczające poza rolę uzupełnienia składu pokroju Pablo Torre z ostatniego sezonu. Piłkarz ceniony nie musi odpuszczać reprezentacji, aby był brany pod uwagę, z kolei zawodnik, który jest nakłaniany do tego typu poświęceń najprawdopodobniej nie zostanie doceniony. Gdyby chodziło chociaż o udział w kluczowej fazie sezonu, o dokończenie leczenia, ale początek presezonu? Czas, w którym piłkarze wracają z urlopów w wakacyjnej formie? To nie zwiastuje świetlanej przyszłości Marokańczyka w Barcelonie. Można wręcz podejrzewać, że klubowi zależy na jego dobrej formie w lecie właśnie po to, aby można go było sprzedać.
Młody chłopak omamiony obietnicami wielkiego klubu może zdecydować się na spełnienie prośby, mam jednak nadzieję, iż tak nie postąpi. Taka uległość nie pozwoli mu wiele dla siebie ugrać, pokaże jedynie, że kluby mają możność za pomocą takich nacisków wykluczać zawodników z udziału w rozgrywkach zabijając turnieje poprzez wymuszanie absencji najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych potencjalnych uczestników.

2

@escarabajo warto dodać Xabiego Alonso, w Bayerze Leverkusen radzi sobie całkiem nieźle, półfinał Ligi Europy to spory sukces, a i na krajowym podwórku nie ma tragedii. Gerrard miał udany okres w Rangers, ale przeprowadzka do Premier League nie była udana. Na pewno łatwiej znaleźć takich byłych wybitnych piłkarzy, którzy zaczynając karierę trenerską nie dają na ławce takiej jakości jak niegdyś na boisku: Szewczenko, Henry, Filippo Inzaghi i inni, wymienieni przez Ciebie.

1

@escarabajo z Cannavaro było jeszcze inaczej. Rozpoznawalność zdobyta na boisku na pewno sprawiła, że nie musiał budować swojej marki od zera, niemniej to prawda, że w Azji stawiał pierwsze kroki w karierze trenerskiej. To trochę podobny przypadek jak Xavi, było oczywiste, że prędzej czy później poprowadzi zespół w Europie, chociaż na pewno na Włocha nie czekała tak atrakcyjna posada jak ta, którą objął Hiszpan. Szczerze mówiąc jestem zaskoczony, że po nieudanym okresie w Benevento Cannavaro nie znalazł szybko kolejnej pracy. Spodziewam się, że jego piłkarskie dokonania zapewnią mu niedługo kolejną szansę w Serie A nawet pomimo negatywnej weryfikacji w ostatnim klubie, który prowadził.

1

@escarabajo jeśli chodzi o wpływ wydawania niebotycznych kwot na transfery na tę kwestię, to mogłoby się to skończyć dwojako. Z jednej strony oczywiście piłkarze o wysokich umiejętnościach podnoszą poziom sportowy, a co za tym idzie przyciągają uwagę obserwatorów z Europy. Na takich okolicznościach z pewnością mogliby skorzystać trenerzy tacy jak Skorża, którzy raczej nie znajdowali się na radarze dużych marek, ale za sprawą sukcesu w egzotycznych, ale silnych rozgrywkach mogliby zwrócić uwagę może nie potentatów, ale na pewno kogoś liczącego się w którejś ze średnich lub silnych lig europejskich. Z drugiej strony nasuwa się pytanie ilu takich trenerów odnosiłoby sukcesy, gdyby azjatyckie kluby jeszcze chętniej szastały pieniędzmi. Za dużymi transferami często szło zatrudnienie uznanego szkoleniowca, zwłaszcza w Chinach (Lippi, Scolari). Spodziewam się, że kluby wydające ogromne kwoty na zawodników chętniej sięgałyby po tego typu trenerów, a co za tym idzie tym bez nazwiska rozpoznawalnego na szeroką skalę pozostałaby praca w klubach bez większych szans na tryumf w Lidze Mistrzów AFC.
Prawdą jest, że kluby sięgają regularnie po zawodników z Azji czy to Japończyków, Koreańczyków czy nawet obywateli Chin. Duże znaczenie ma tu aspekt biznesowy, sprowadzenie zawodnika z takiego państwa momentalnie otwiera dla klubu nowy, ogromny rynek zbytu dla koszulek, gadżetów i tak dalej. Myślę jednak, że jeszcze długo będzie to dotyczyło raczej piłkarzy niż trenerów, bo zakontraktowanie pojedynczego piłkarza jest obarczone znacznie mniejszym ryzykiem.

3

Maciej Skorża poprowadził zespół Urawa Red Diamonds do zwycięstwa w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. To bez wątpienia niebagatelne osiągnięcie, nawet jeśli przejął zespół niedawno i sukces nie jest wyłącznie jego zasługą. Warto docenić ten wynik, zwłaszcza że ze świecą szukać polskich trenerów mogących poszczycić się podobnymi osiągnięciami poza granicami naszego kraju. Mimo wszystko, piłkarski świat kręci się wokół Europy, wobec czego nasuwa się pytanie czy ostatni tryumf może pomóc trenerowi z Radomia zaistnieć w którejś z liczących się lig europejskich.
Co do przyszłości nigdy nie można mieć pewności, niemniej posiłkując się danymi z przeszłości można pokusić się o prognozę. Dobrym punktem wyjścia mogą być losy szkoleniowców, którzy wygrywali Ligę Mistrzów AFC w ostatnich kilkunastu latach. Niestety, analizując losy trenerów zdobywających to trofeum (na potrzeby analizy prowadzących zespół w finale) można dojść tylko do jednego wniosku: europejskie kluby nie są zbytnio zainteresowane trenerami odnoszącymi sukcesy w Azji. Zaledwie dwóch szkoleniowców, którzy odnieśli od 2010 roku podobny sukces jak Skorża, poprowadziło później zespół w Europie. Byli to Razvan Lucescu (wygrana w 2019 roku z Al-Hilal), który trafił do PAOKu Saloniki oraz Anthony Popovic (wygrana w 2014 z Western Sydney Wanderers), który z Australii przeniósł się do Kardemir Karabükspor, a później trenował też AO Ksanti. Należy przy tym zaznaczyć, ze Rumun trenował grecki klub również przed przejęciem Al-Hilal, trudno więc mówić o wybiciu się za sprawą sukcesów w Azji. Z badanego grona pracę w największych i najbardziej znanych klubach (Palmeiras, Cruzeiro, Gremio) kontynuował Luiz Felipe Scolari, jednak on przejmował Guangzhou FC już jako uznany fachowiec, zatem również w jego przypadku praca w Azji nie była czynnikiem pozwalającym zrobić duży krok do przodu w karierze.
Wydaje się, że najświeższy sukces Skorży pomimo, iż istotny, nie sprawi, że Polska będzie mogła w końcu poszczycić się trenerem pracującym w liczącej się lidze europejskiej. Zawsze jednak los może spłatać figla wróżącym z fusów jak ja i mocno na to liczę. Maciej Skorża jest jednym z najlepszych polskich trenerów. Trenował największe polskie drużyny wygrywając między innymi Ekstraklasę po dwa razy z Wisłą Kraków i Lechem Poznań, Puchar Polski z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski oraz dwukrotnie z Legią Warszawa. Właściwie w każdym klubie, który go zatrudni wykonuje dobrą pracę, wliczając w to zespoły zagraniczne, co jest prawdziwym ewenementem w kontekście trenerów znad Wisły. Praca Macieja Skorży zasługuje na uznanie, mam więc nadzieję, że pomimo licznych historii szkoleniowców, dla których Azja była miejscem największych sukcesów albo miejscem spokojnej pracy przed emeryturą, Polak będzie w stanie zdobyć tam uznanie i wykorzystać je by podjąć pracę w klubie lub reprezentacji na jeszcze wyższym poziomie.

2

@mekston jednak ten toster trochę prądu ciągnie, trzeba uważać. Na szczęście robi się coraz cieplej i niedługo zamiast tostów można będzie zrobić jajecznicę na jakimś rozgrzanym kamieniu.

0

@VegetaPolska 5% (skoro oszczędzasz 95%, to tyle zostaje) z 4300 złotych to 215 złotych. Dwie stówy na miesiąc, niezły z Ciebie centuś.

1

Barcelona odpadła z europejskich pucharów szybciej niż Lech. Polska piłka rośnie w siłę.

6

Jakiś ten Blue Monday mało smutny po wczorajszym meczu.

14

Śmierć nielubianej osoby publicznej to zawsze test dla wszystkich, którzy zechcą się na jej temat wypowiedzieć, zwłaszcza dla dziennikarzy, których zadaniem jest poinformować o smutnych wieściach społeczeństwo. Niestety, ów test jest przez przedstawicieli tej profesji notorycznie oblewany, niezależnie od profilu politycznego redakcji, w której pracują. Kto dziś nie stanął na wysokości zadania? Na przykład Katarzyna Nowak z NaTemat.pl.
Wczoraj wieczorem zmarł kardynał George Pell, były prefekt Sekretariatu ds. Gospodarczych Stolicy Apostolskiej. Wspomniana wcześniej pani Nowak okrasiła swój wpis na ten temat zgrabnym nagłówkiem "Kard. George Pell nie żyje. Skarbnik Watykanu miał na swoim koncie wyrok za napaść seksualną", zapomniała tylko dodać, że ów wyrok zapadł niesłusznie, a duchowny został z niego uniewinniony jednogłośną decyzją siedmiu sędziów australijskiego Sądu Najwyższego. Taki mały szczegół, a zmienia odbiór wiadomości, nieprawdaż? Jak łatwo wprowadzić w błąd celowo ukazując tylko starannie wyselekcjonowane wycinki historii. Zamiast niesłusznie skazanego kapłana mamy księdza-pedofila, ale co tam, jeśli można u czytelników pielęgnować nienawiść w zamierzonym kierunku, nie trzeba się przejmować rzetelnością czy nawet przyzwoitością.
Na szczęście tym razem wiele innych redakcji powstrzymało się od słownej gimnastyki podsycającej wrogość odbiorców, chwała im za to. Choć powinno to być standardem, jak widać na przykładzie NaTemat.pl, nie jest nim, więc warto to docenić, a wybryki takie, jak opisany powyżej piętnować.

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: