1

@MesQueUnClub96 Nie no spokojnie, przecież nie zmuszam cię do odpowiedzi na to pytanie. To w końcu twoja prywatna sprawa...

0

@MesQueUnClub96 Oj kolego, to ile ty masz lat?

1

@Messibestplayerintheworld Zgadza się. Chyba cała Polska była pod ogromnym wrażeniem zwycięstwa, gdyż chyba mało kto stawiał na wygraną. Pamiętam jak dziś że zaprosiłem kumpla z miasta na wieś na ten mecz i skakaliśmy z radości jak małe dzieci. Niezapomniane wspomnienia, no i oczywiście jeszcze jednocześnie nagrywałem ten mecz na płytke dvd, wprawdzie w jakości analogowej ale ja się wtedy tym absolutnie nie przejmowałem. Najważniejsze że jest pamiątka do końca życia!

10

Koncert ,,Ebiego”:

11 października 2006 r. Polacy zaczarowali boisko w Chorzowie! Bohaterem został Ebi Smolarek, który strzelił 2 gole i sprawił, że niemożliwe stało się możliwe. Polska wygrała z Portugalią 2:1 i dopisała 3 bardzo cenne punkty w eliminacjach Euro 2008. Zamieszanie pod bramką Ricardo rozpoczęło się od podania Żurawskiego do Rasiaka. Ten stojąc tyłem do bramki odegrał piłkę do Lewandowskiego, który uderzył w kierunku bramki Portugalczyków. Ricardo jednak obronił, ale przy dobitce Smolarka musiał skapitulować. 8 minut później znów Ricardo musiał wyjmować piłke z bramki po strzale Smolarka. Tym razem asystę zaliczył Rasiak. Z pewnością nawet najwięksi fani polskiej reprezentacji oglądali pierwszą połowę meczu z szeroko otwartymi oczami. Pomijając bowiem cenne gole, biało-czerwoni zagrali świetnie. Portugalia była cieniem samej siebie, nie tworzyła w ogóle sytuacji podbramkowych. Polska mogłaby prowadzić wyżej. Po strzale Macieja Żurawskiego piłka odbiła się od Ricardo i trafiła w wewnętrzną część słupka. W drugiej połowie Portugalia wzięła się w garść i zaczęła zagrażać bramce Kowalewskiego. Jednak polscy obrońcy i sam Wojciech Kowalewski bardzo długo spisywali się świetnie. Biało-czerwoni byli czujni i gdy tylko natrafiała się okazja, wyprowadzali groźne kontry. Jednak w doliczonym czasie gry gola Polakom strzelił Nuno Gomes. Mimo to wniosek po meczu jest jeden: Leo Beenhakker nie do poznania odmienił polską reprezentację. Mecz w Chorzowie oglądało 40 tysięcy kibiców.

Polska zagrała w składzie: 1-Wojciech Kowalewski - 4-Paweł Golański, 6-Jacek Bąk, 16- Arkadiusz Radomski, 3-Grzegorz Bronowicki -5-Jakub Błaszczykowski, 18-Mariusz Lewandowski, 14-Radosław Sobolewski, 7-Euzebiusz Smolarek - 9-Maciej Żurawski, 11-Grzegorz Rasiak.



@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

7

@FCBparasiempre
11 października 1937 r. w Ashington urodził się Robert Charlton angielski pomocnik i napastnik. Mistrz Świata z 1966 r.(Anglia) ; Zdobywca Złotej Piłki France Football w 1966 r. ; Zdobywca Pucharu Europy w 1967 i 1968 (Manchester United) Mistrz Anglii w latach 1957, 1965 i 1967 ; Zdobywca Złotej Piłki za najlepszego piłkarz MŚ w 1966 r. Rekordzista pod względem zdobytych goli dla Manchester United – 249 Najlepszy Piłkarz Angielski XX wieku według IFFHS Członek drużyny wszech czasów według FIFA – 1994

Bobby Charlton był członkiem reprezentacji Anglii, która w 1966 roku zdobyła tytuł Mistrza Świata. To również najlepszy europejski piłkarz 1966 roku. Większość swojej piłkarskiej kariery grał w Manchesterze United na pozycji ofensywnego pomocnika. Był znany z niebywałej skuteczności w sytuacjach podbramkowych oraz potężnych strzałów z dystansu. Jego brat Jack, to były gracz Leeds United, który również występował podczas pamiętnego mundialu w 1966 roku. Charlton zaczął grać w barwach Manchesteru United w 1956 roku. Trzykrotnie, wraz z kolegami z zespołu, zdobywał Mistrzostwo Anglii, raz zdobył Puchar Anglii, a także Mistrzostwo Świata w 1966 roku. Dostał również wiele indywidualnych osiągnięć, między innymi Złotą Piłkę w 1966 roku. Został wybrany do grona 100 najlepszych piłkarzy w historii piłki nożnej oraz drużyny wszechczasów w Mistrzostwach Świata. Rozegrał 106 spotkań w reprezentacji swojego kraju, strzelając 49 goli. 9 lutego 1953 r. uczeń Bedlington Grammar School- Robert Charlton- został zauważony podczas jednego z meczów swej drużyny East Northumberland, przez jednego ze skautów Manchesteru United. Charlton udał się na testy w tym wielkim klubie i pomimo ofert kilku innych zespołów, podpisał kontrakt z Czerwonymi Diabłami. Miał wtedy 15 lat. Został jednym ze sławnych "Busby Babes"- młodych, utalentowanych piłkarzy, którzy pojawili się w Manchesterze dzięki dobrej polityce klubowej. Wypracowywał swoją pozycję w klubie, grając w zespołach młodzieżowych i regularnie strzelając bramki. Swój debiut ligowy zaliczył w październiku 1956 roku, w spotkaniu przeciwko Charlton FC. W pierwszym sezonie swoich występów w barwach United zdobył 12 bramek w 14 spotkaniach. Przyczynił się w ten sposób do zdobycia przez Czerwone Diabły mistrzostwa Anglii. Charlton był bardzo ważnym punktem drużyny, która w kolejnym sezonie, jako pierwszy angielski klub, rywalizowała w Pucharze Europy. Manchester doszedł aż do półfinału, ulegając w nim obrońcom tytułu, Realowi Madryt. Ich reputacja wzrosła jeszcze bardziej w kolejnym sezonie. W bardzo zaciętych spotkaniach ćwierćfinałowych z Red Star Belgrad wykrzesali z siebie wszystko co najlepsze i z dużą pomocą Charltona, który w wyjazdowym meczu dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, awansowali do czołowej czwórki Pucharu Europy. W bardzo dobrych nastrojach wracali samolotem do Anglii, myśląc o kolejnych meczach ligowych.Samolot, którym gracze i sztab szkoleniowy Manchesteru wracali do domu, wylądował w Monachium w celu zatankowania paliwa. Postój w Niemczech odbywał się w pogarszających warunkach pogodowych. Kiedy pasażerowie zostali wezwani do powrotu na pokład maszyny, padający śnieg z marznącym deszczem spowodował oblodzenia pasa startowego. 2 razy odkładano wylot samolotu z lotniska, co wywołało niepokój pasażerów. Zostali oni poinformowani o konieczności ponownego opuszczenia maszyny, dopóki nie zostanie usunięta drobna usterka. Po powrocie na pokład Charlton oraz jego kolega Dennis Viollet zamienili się miejscami z Tommym Taylorem oraz Davidem Peggiem, którzy zdecydowali, że będą bezpieczniejsi w tylnej części samolotu. Podczas kolejnej próby startu samolot przeciął ogrodzenie lotniska, a jego skrzydło uderzyło w dom i razem z częścią ogona oderwało się od reszty maszyny i uderzyły w drzewo, po czym zatrzymały na śniegu. Bobby Charlton, przymocowany pasem w fotelu, wypadł z kabiny. Został zauważony przez bramkarza Manchesteru, Harry'ego Gregga, który wyszedł z katastrofy prawie bez szwanku. Chwycił leżących w śniegu Charltona oraz Violleta i odciągnął z dala od niebezpiecznej strefy, obawiając się kolejnego wybuchu. Pomocnik Manchesteru doznał obrażeń głowy i przez długi czas znajdował się w ciężkim szoku. Siedmiu jego kolegów(w tym Taylor i Pegg, z którymi zamienił się miejscami) zginęło na miejscu, a kilku kolejnych kolejnego dnia w szpitalu. Ostatecznie w katastrofie życie straciły 23 osoby. Początkowo twierdzono, że przyczyną tragedii był lód na skrzydłach samolotu, lecz oficjalna przyczyna, ogłoszona później, to ubłocony pas startowy, uniemożliwiający bezpieczny start.Charlton był pierwszym ocalałym, który opuścił szpital- wrócił do Manchesteru 14 lutego 1958 roku, 8 dni po katastrofie. Drużyna Czerwonych Diabłów musiała być budowana od podstaw i nikt nie wiedział, czy ocalali w wypadku zawodnicy będą w stanie grać na takim samym poziomie jak wcześniej.Niespodziewanie władze Manchesteru zdecydowały się na kontynuowanie sezonu. United odpadli w półfinale Pucharu Europy i spadli na dalsze miejsce w tabeli ligi angielskiej, lecz jakimś cudem udało im się zdobyć drugi z rzędu Puchar Anglii, a sukces ten zbiegł się w czasie z powrotem rannego w katastrofie w Monachium, trenera Matthew Busby'ego. Niedługo potem Bobby Charlton został po raz pierwszy powołany do reprezentacji kraju na mecz ze Szkocją. Tak zaczęła się jego długa, wspaniała przygoda z reprezentacyjną piłką. Już w pierwszym meczu strzelił 2 bramki, udowadniając, że w tak młodym wieku może być ważnym elementem kadry narodowej. Mimo to, będąc w kadrze podczas Mistrzostw Świata w Szwecji w 1958 roku, nie wystąpił na boisku ani minuty. W 1959 roku strzelił hat-tricka w wygranym aż 8-1 meczu z USA, a po raz drugi trzy bramki w jednym meczu międzypaństwowym zdobył w 1961 roku przeciwko Chile. Kolejny sukces z drużyną klubową osiągnął w 1963 roku, kiedy to Manchester United pokonał w finale Pucharu Anglii Leicester City 3-1. Nowa drużyna Manchesteru, zbudowana po monachijskiej katastrofie, zdobyła również 2 tytuły mistrzów Anglii w przeciągu 3 kolejnych lat.W międzyczasie jego kariera reprezentacyjna rozwijała się w bardzo szybkim tempie. Hat-trick w meczu ze Szwajcarią w czerwcu 1963 roku spowodował, że wskaźnik ilości bramek w narodowych barwach zatrzymał się na liczbie 30, dzięki czemu wyrównał rekord Toma Finneya i Nata Lofthouse'a w ilości zdobytych goli w rozgrywkach międzykrajowych. Samodzielnym rekordzistą stał się 4 miesiące później, kiedy to strzelił swą 31 bramkę przeciwko Walii. Właśnie wokół Charltona budowano reprezentację Anglii, która miała rywalizować o najwyższe cele podczas Mistrzostw Świata w 1966 roku w Anglii. Pierwszy mecz w turnieju z reprezentacją Urugwaju Anglicy zremisowali 0-0, jednak już kolejne z Meksykiem, wygrane 2-0 spotkanie to błysk geniuszu Charltona, który strzelił jedną z bramek. Kolejna wygrana z Francją pozwoliła awansować przybyszom z Wysp Brytyjskich do ćwierćfinału. Dwa kolejne spotkanie to ponownie zwycięstwa: 1-0 z Argentyną oraz 2-0 z Portugalią. W tym drugim meczu Charlton strzelił pierwszą bramkę. W finale Anglicy pokonali Niemców 4:2 i zdobyli upragniony tytuł najlepszej drużyny globu. Największe gwiazdy drużyn, które spotkały się w decydującym meczu, czyli Bobby Charlton oraz Franz Beckenbauer zostały skutecznie zneutralizowane i nie wyróżniły się w tym meczu. W kolejnych Mistrzostwa Świata w 1970 roku Anglicy doszli do ćwierćfinału, gdzie przegrali z drużyną RFN. Był to ostatni mecz reprezentacyjny Bobby'ego Charltona, który w 106 występach w kadrze strzelił 49 goli. W latach 70-tych XX wieku Manchester United przestał się liczyć zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej. Charlton opuścił Manchester na końcu sezonu 1972/1973, mając na koncie 758 oficjalnych spotkań, w których strzelił 249 bramek. Jest on rekordzistą pod względem strzelonych bramek w barwach Czerwonych Diabłów. Ostatnim meczem, w którym występował, było spotkanie z Chelsea, przed którym otrzymał pamiątkową papierośnicę z rąk prezesa Chelsea. W 1973 roku Bobby Charlton został grającym kierownikiem zespołu Preston North End, zatrudniając na pozycję trenera swego przyjaciela z Manchesteru Nobby Stilesa. Niestety pierwszy sezon w tej roli zakończył w strefie spadkowej i opuścił zespół. Jednakże w tym okresie został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. W 1975 zdobył 18 bramek w 31 meczach dla drużyny Waterford United. W 1978 roku wystąpił również w jednym meczu drużyny Shrewsbury Town przeciwko reprezentacji Zambii. Następnie został dyrektorem drużyny Wigan Athletic, po czym kilka lat spędził w Republice Południowej Afryki. Założył kilka szkółek piłkarskich w Wielkiej Brytanii, Kanadzie czy też Australii.

W 1984 roku zaproponowano mu zostanie członkiem rady dyrektorów w Manchesterze United, częściowo ze względu na jego wiedzę o piłce nożnej, a częściowo dlatego, że uznano, że klub potrzebuje słynnej "nazwy" na pokładzie po rezygnacji Sir Matta Busby'ego. Jego obecność w klubie była czynnikiem uspokajającym dla fanów Czerwonych Diabłów, kiedy klub ten, w 2005 roku, został przejęty przez Malcolma Glazera. W 2008 roku, 50 lat po katastrofie w Monachium, Manchester United wygrał Ligę Mistrzów, a Charlton początkowo odmówił przyjęcia medalu zwycięzców, twierdząc, że nie zasługuje na tą nagrodę, gdyż nie uczestniczył w decydujących meczach Pucharu Europy 50 lat wcześniej. W 1994 roku otrzymał tytuł szlachecki, a od 2002 roku jego nazwisko znajduje się w National Hall of Fame, hali poświęconej historii brytyjskiej piłki nożnej. 2 marca 2009 roku został honorowym obywatelem miasta Manchester.

5

8

Wybitni snajperzy futbolu:

11 października 1889 r. w Budapeszcie urodził się Imre Schlosser, wybitny węgierski snajper. As Ferencvarosu (169 meczów i 269 goli!) i MTK Budapeszt (125 występów i 141 goli!) uchodził za niezwykle skutecznego snajpera. Swój niebywały instynkt strzelecki potwierdził też w reprezentacji Węgier, w której strzelał średnio 0,87 gola na mecz (68 występów i 59 goli). Schlosser próbował też swoich sił w austriackim Wiener AC, choć tam nie był już aż tak skuteczny (17 gier i sześć goli). Ciekawostką jest fakt, że węgierski napastnik jako pierwszy piłkarz spoza Wielkiej Brytanii został najlepszym snajperem lig europejskich w 1911 roku.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

1

@ArkonSwego czasu w publicznej telewizji oglądałem go w europejskich pucharach i choć nie jestem kibicem Legii(w europejskich pucharach zawsze) to zawsze robił na mnie wrażenie swoim spokojem i opanowaniem. Tak jak napisałeś, świetny piłkarz i człowiek, nic dodać, nic ująć.

9

Prezydenci FC Barcelony:

11 października 1944 r. urodził się Joan Gaspart, 43 w kolejności prezydent FC Barcelony. Swoją funkcje pełnił w latach 2000-2003. Wcześniej przez 22 lata był wiceprezydentem w zarządzie Jospa Lluisa Nuñeza. W 1992 r. obiecał że jeśli Blaugrana wygra finał Pucharu Europy, to wykąpie się w Tamizie i słowa dotrzymał. Przez wiele lat piastowania poważnego stanowiska w klubie dał się poznać jako fanatyczny kibic, który nie przebiera w słowach. Jego prezydentura, mimo pełnego zaangażowania była pasmem klęsk klubu i nieudanych transferów. Przez 3 lata sekcja piłki nożnej FC Barcelony nie zdobyła żadnego trofeum i Gaspart musiał odejść.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

8

Nieco zapomniane legendy rodzimego futbolu:

10 października 1967 r. urodził się Jacek Zieliński, obrońca. Dębica miała szczęście do wielu wybitnych piłkarzy. Stąd pochodził Leszek Pisz; długo grał tu Jerzy Podbrożny. Do czołówki pod względem sławy należy jednak z pewnością Zieliński, przez 7 lat zawodnik miejscowego Iglopolu. ,,Zielek” nie ustępuje dwóm pozostałym pod względem sukcesów klubowych a dodatkowo jako jedyny zagrał na mundialu. Wszyscy trzej spotkali się zresztą potem w Legii i to Zieliński zakotwiczył w niej najdłużej. Stanowił opoke tego klubu. Należał do najlepszych polskich stoperów. W lidze zaś na ogół konkurował ze swym bardzo dobrym przyjacielem a zarazem partnerem z reprezentacji – Tomaszem Łapińskim. Bardzo twardy i skuteczny w swych interwencjach a zarazem obdarzony sporymi umiejętnościami w grze głową. Murem obstawali za nim kolejni trenerzy Legii. ,,Zielek” odpłacał się za to im pomocą w zapisywaniu kolejnych trofeów na koncie. Wraz z Markiem Jóźwiakiem(swoim partnerem z defensywy) i Wojciechem Kowalczykiem są jedynymi piłkarzami, którzy z Legią zdobyli mistrzostwo Polski zarówno w XX, jak i XXI wieku. O ile jednak ,,Berer” oraz ,,Kowal” na długie lata wyemigrowali do innych lig a po kilkusezonowej tułaczce powrócił w progi Łazienkowskiej, to Zieliński przez ponad dekade był filarem tego zespołu. Razem z nim najważniejszy tytuł w polskich rozgrywkach zdobył w sumie 3 razy. Dołozył do tego taką sama liczbe Pucharów Polski. Czterokrotnie był wicemistrzem Polski, 2 razy kończył z Wojskowymi rywalizcje na 3 miejscu. Razem z tym klubem awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Praktycznie zawsze kiedy był zdrowy, miał miejsce w składzie swojego klubu. Od premiery nie było sezonu bez dwucyfrowej liczby meczów w jego wydaniu. Nawet w pożegnalnej edycji, gdy liczył sobie już 37 lat, zagrał ponad 20 razy. Obecnie plasuje się na 20 miejscu pod względem rozegranych meczów w historii Ekstraklasy. W samej Legii wyprzedza go w tej klasyfikacji wyłącznie Brychczy. Na obronie w najwyższej polskiej lidze częściej od niego występowali tylko Bendkowski, Baszczyński i Barczak. W reprezentacji zagrał 60 razy i strzelił jednego gola. Uczestniczył w MŚ w Korei i Japonii, gdzie jako kapitan wystąpił przeciwko USA. Jest on jednym z 10 Polaków, którzy zakładali tę opaske na najważniejszym turnieju świata a zarazem ostatnim przedstawicielem Ekstraklasy w tym gronie. Wcześniej należał do najważniejszych postaci w eliminacjach zwieńczonych sukcesem. Po upadku komuny nie było piłkarza z większą liczbą występów w reprezentacji w reprezentacji Polski jako piłkarz Ekstraklasy. W całej historii pod tym względem ustępuje tylko Lacie, Deynie, Szymanowskiemu, Żmudzie i Kasperczakowi.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

7

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

70 lat temu(10 października 1952 r.) urodził się Janusz Sybis. Urodzony w Częstochowie zawodnik zawsze był najmniejszy w klasie. Jako dorosły chłopiec też nie imponował warunkami fizycznymi (164 cm wzrostu i 60 kg). W wieku ośmiu lat przeprowadził się do Wrocławia. Na treningi trampkarzy Śląska Wrocław zaczął chodzić w piątej klasie szkoły podstawowej, ale nawet wtedy mówiono, że jest za mały. Sybis jednak się tym nie przejmował i zawzięcie trenował, czym zaskarbił sobie sympatię ówczesnego trenera grup młodzieżowych Jana Hasa. Szansa na grę w pierwszym zespole przyszła, kiedy Śląsk spadł z ekstraklasy. W II lidze obowiązywał przepis, zgodnie z którym w każdym meczu powinien zagrać przynajmniej jeden junior. W ten sposób mógł grać w jednym zespole z Janem Tomaszewskim. Obaj piłkarze często urządzali sobie zawody, polegające na strzelaniu karnych. Kiedy wygrywał Sybis, to Tomaszewski musiał go znosić „na barana” z boiska, a kiedy wygrywał bramkarz, to Sybis musiał go znosić na plecach z boiska. Sybis szybko zaczął odgrywać kluczową rolę w zespole. W sezonie 1972/73 sięgnął nawet po koronę króla strzelców II ligi, a jego bramki miały ogromny wpływ na awans Śląska do elity. Już w drugim sezonie wśród najlepszych wrocławianie zajęli miejsce się na podium, dzięki czemu zagrali w europejskich pucharach. W 1976 r. zdobył z kolegami Puchar Polski, a rok później okazali się najlepsi w lidze. Nie był to przypadek, bo później jeszcze dwukrotnie zajmowali drugie miejsce na finiszu rozgrywek (1978 i 1982). Po odejściu ze Śląska w 1983 r. został piłkarzem Pittsburgh Spirit, gdzie cieszył się doskonałą reputacją. Tęsknił jednak za Polską i choć mógł zostać za oceanem znacznie dłużej, w 1988 roku wrócił do kraju i do ukochanego Śląska, gdzie zajął się pracą szkoleniową. ,,Cały zespół grał świetnie, ale on wyjątkowo. Jak był już kompletnym i dojrzałym zawodnikiem, posiadał wszystkie cechy piłkarskiej gwiazdy. Stylem gry z tamtych lat przypominał mi Messiego z Barcelony. Ośmieszał rywali”– mówił o nim Aleksander Papiewski, który trenował Sybisa w Śląsku w latach 1977-1979. Dobre występy w lidze nie znalazły zbyt dużego uznania w oczach selekcjonerów. Sybisa zabrakło w Montrealu, w Argentynie i w Hiszpanii. Być może gdyby grał w którymś z „bardziej uprzywilejowanych” klubach, to dostałby szansę. Debiutował w 31 października 1976 r. w wygranym 5:0 meczu z Cyprem. Na kolejną szansę musiał jednak czekać trzy lata. W sumie uzbierał 18 meczów i strzelił 2 gole. Oba w 1980 r. w meczach z Włochami i z Jugosławią. Ostatni raz w narodowych barwach wystąpił w wygranym 4:1 meczu z Kolumbią.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon

7

Kluczowe zwycięstwo:

10 października 1981 r. reprezentacja Polski pokonała w Lipsku NRD 2:3 w eliminacjach mistrzostw Świata España 1982. Piękne zwycięstwo nad reprezentacją NRD w Lipsku dało nam wejście na mundial w Hiszpanii rok później. I choć kadra NRD nie była aż tak silna jak zespół zachodniej części Niemiec, to zwycięstwo to budziło szacunek. Zwłaszcza, że gospodarze u siebie meczów raczej nie przegrywali, tymczasem Andrzej Szarmach i szalejący Włodzimierz Smolarek wbili rywalom aż trzy gole! Smaczku temu wynikowi daje również fakt, iż dzięki temu meczowi NRD na mundial nie pojechało, my tak. Dlaczego więc mówiło się że z Niemcami nigdy nie wygraliśmy? Wschodnia część kraju była pod wpływami komunistów tak jak Polska a o porażkach przyjaciół dużo się nie mówiło. Ponadto, jak wspominałem, sama drużyna była słabsza niż ta zza muru berlińskiego, choć nie zmienia to faktu, iż jest to spotkanie zaniedbane historycznie, o którym mało kto pamięta.

Gole: 0:1 Szarmach 2 m., 0:2 Smolarek 5 m., 1:2 Schnuphase 47 m., 1:3 Smolarek 62 m., 2:3 Streich 67 m.

NRD: Hans-Ulrich Graphentin - Konrad Weise, Hans-Jürgen Dörner, Rudiger Schnuphase, Frank Baum, Lothar Kurbjuweit, Jürgen Pommerenke (46. Wolfgang Steinbach), Matthias Liebers, Hans-Jurgen Riediger, Joachim Streich, Martin Trocha

Polska: Józef Młynarczyk - Marek Dziuba (kapitan) (65. Roman Wójcicki), Władysław Żmuda, Paweł Janas, Jan Jałocha Ż, Grzegorz Lato, Waldemar Matysik, Zbigniew Boniek, Stefan Majewski, Andrzej Szarmach (9. Andrzej Iwan), Włodzimierz Smolarek

Trener: Antoni Piechniczek


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

7

Po pierwszy awans na mundial:

10 października 1937 r. Polska pokonała Jugosławie 4:0. Polacy, aby uzyskać przywilej gry na francuskich mistrzostwach, musieli wyeliminować bardzo poważnego rywala, Jugosławię. Kiedy w eliminacjach do mistrzostw świata 1938 roku we Francji reprezentacja Polski trafiła na Jugosławię, nastroje w naszym obozie nie były najlepsze. Wszyscy doskonale pamiętali lanie, jakie otrzymaliśmy od tego zespołu w trzydziestym szóstym. Warto przypomnieć, że Jugosłowianie wygrali wtedy w Belgradzie z naszą reprezentacją aż 9:3! Trzeba też pamiętać, że oni grali już na turnieju rangi mistrzowskiej w 1930 r. i to z powodzeniem, gdyż odpadli tam przecież dopiero w półfinale po porażce z późniejszym mistrzem z Urugwaju, a w fazie grupowej byli lepsi od wielkich Brazylijczyków, pokonując ich 2:1. A wiadomo, że jeśli jakaś drużyna pokonuje Brazylię na turnieju o mistrzostwo świata, to trzeba ją traktować poważnie, bo nie są to(jak dziś byśmy powiedzieli) ogórki. Okazało się jednak, że te wszystkie obawy były niesłuszne i już pierwszy mecz praktycznie zdecydował o tym, że do Francji pojedzie Polska. Mecz rozegrano 10 października 1937 roku na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie. Spotkanie na żywo oglądało dwadzieścia tysięcy ludzi. Polacy zdecydowanie w tym meczu dominowali i odprawili rywala z wynikiem 4:0, choć „Przegląd Sportowy” relacjonował, że najbardziej sprawiedliwym wynikiem byłoby 6:0. Strzelanie rozpoczął już w drugiej minucie gry Leonard Piątek z AKS Chorzów, ligowego przeciętniaka. Tegoż Piątka śmiało możemy nazwać bohaterem tamtego meczu, ponieważ jeszcze w pierwszej połowie zdobył drugiego gola. Ówczesny wicekról strzelców pierwszej ligi spisał się więc na medal. Bramkę strzelił także jego klubowy kolega Jerzy Wostal a na 4:0 podwyższył niezawodny Ernest Wilimowski z innej chorzowskiej drużyny, Ruchu. Co prawda kwietniowy rewanż w Belgradzie Polacy przegrali 1:0 ale to Białoczerwoni zadebiutowali na mundialu we Francji.



@Sensible
@patataj
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

12

O tym się pisze, o tym się wspomina:

10 października 1984 r. Johan Cruijff oznajmił: ,,Zostanę sekretarzem technicznym FC Barcelony jak odejdzie Nuñez”. Cruijff w owym czasie powrócił do Barcelony aby rozegrać mecz pożegnalny Quiniego. To samo uczynił, gdy karierę w klubie z Katalonii kończył kilka miesięcy wcześniej Hugo Sotil. Na oba mecze nie został zaproszony Diego Maradona. W pierwszym przypadku zakazał tego Komitet Rozgrywek po wydarzeniach w finałowym meczu Pucharu Króla z Athletic Bilbao. W drugim natomiast przypadku zabroniła tego sama FC Barcelona. ,,To absurdalne że nie chcą aby Maradona zagrał w tak szczególnym meczu. Nie dziwi mnie że dzieją się tu takie rzeczy. Mając do czynienia z ludźmi, którzy rządzą teraz w Barcelonie można oczekiwać wszystkiego. Jaką winę w całej sytuacji ponosi Quini?”- podsumował Cruijff, który zagrał na innej pozycji niż zwykle. ,,Od dawna nie grałem całego spotkania a w wieku 37 lat pozycja libero pozwala na dobrą gre przy mniejszym zmęczeniu”. Na pytanie dotyczące gry Blaugrany pod wodzą Terry’ego Venablesa Holender nie miał wiele do powiedzenia: ,, Wiem że są liderem bez straty punktów. Co do gry, mogę się jedynie wypowiedzieć na podstawie ostatniego meczu. Mówią mi jedynie że gra nie jest spektakularna ale bardzo efektywna”. Najciekawsza była wypowiedź Cruijjfa na temat jego pracy w Barcelonie w przyszłości: ,,Nie jest to mój jedyny cel na poziomie sportowym ale byłoby absurdem gdybym powiedział że o tym nie myślę. Musi jednak minąć jeszcze trochę czasu. Dopóki on(Nuñez) rządzi, nie pojawię się tutaj. Nie jesteśmy wrogami, lecz mamy zgoła różne opinie na temat futbolu. On chce wszystko kontrolować a ja uważam iż zarząd powinien zajmować się tym, co należy do zarządu a nie sprawami czysto sportowymi”.



@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

9

Żywe legendy argentyńskiego futbolu:

9 października 1962 r. urodził się Jorge Luis Burruchaga. Grał zarówno jako ofensywny pomocnik, jak i napastnik. Zasłynął ze strzelenia zwycięskiego gola w finale Mistrzostw Świata Mexico 1986. Burruchaga zaczął grać w 1980 roku w Arsenalu de Sarandí w ówczesnej drugiej lidze Argentyny. Następnie został kupiony przez Independiente w 1982 roku i zadebiutował w zwycięskim meczu z Estudiantes de La Plata 12 lutego. Był częścią zespołu, który wygrał Metropolitano 1983, Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny w 1984. Następnie został zakontraktowany do francuskiej drużyny Nantes, gdzie grał przez siedem lat. Grał także rok dla Valenciennes, gdzie brał udział w skandalu przekupstwa, w którym mistrz Francji i Europy Olympique de Marseille „kupił” ligowe zwycięstwo 1:0 w Valenciennes 20 maja 1993 roku. Marsylijski pomocnik Jean-Jacques Eydelie i Dyrektor generalny klubu, Jean-Pierre Bernes, zaoferował mu pieniądze za przeprowadzenie meczu, Burruchaga powiedział, że się zgodzi ale potem zmienił zdanie. Został następnie skazany na sześć miesięcy w zawieszeniu, kiedy ogłoszono wyrok 15 maja 1995 r. Wrócił do Argentyny na swój ostatni okres w Independiente, kiedy wygrał Supercopa Sudamericana i Recopa Sudamericana, oba w 1995 roku. Kariere piłkarza zakończył 10 kwietnia 1998 roku w meczu z Vélezem Sársfieldem.

Burruchaga był częścią zespołu, który wygrał Mistrzostwa Świata 1986, strzelając dwa gole, w tym gola, który dał Argentynie zwycięstwo 3-2 z RFN w ostatnim meczu. Brał także udział we wszystkich meczach argentyńskich na Mistrzostwach Świata FIFA 1990 i strzelił jednego gola w turnieju. Strzelił w sumie 13 goli dla Argentyny w 59 meczach w latach 1983-1990. Burruchaga trenował Arsenal de Sarandí od momentu jego przybycia do pierwszej ligi w 2002 roku i udało mu się utrzymać drużynę z dala od dna tabeli. Na sezon 2005-06 podpisał kontrakt z Estudiantes de La Plata. W maju 2006 przeniósł się do Independiente i zrezygnował w kwietniu 2007. Zarządzał również Banfield od 2008 do 2009. 5 maja 2009 roku Burruchaga powrócił do Arsenalu de Sarandí ale zrezygnował w 2010 roku. Od 2011 roku zarządzał Paragwajskim Klubem Libertad. Od 2012 do czerwca 2014 roku zarządzał Atletico Rafaela w argentyńskiej Primera Division. W 2015 roku Burruchaga powrócił do Rafaeli w swoim drugim okresie jako trener. Rok później został trenerem Sarmiento de Junin.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

0

@Eto'o9 R10 Oczywiście że sędziowanie pozostawia wiele do życzenia. Jednak takiemu klubowi jak FC Barcelona nie przystoi tak na stojąco zaczynać meczów i dostawać 2 gole w niecałe pół godziny od najsłabszej drużyny w lidze. To bardzo źle świadczy o ,,naszej" drużynie, bądź trenerze...

11

Czy wiecie że:

Dokładnie 12 lat temu ,,El Mundo Deportivo” zaprezentowało video z faulami Pepe. ,,Zamknij się Pepe”- grzmiała z okładki gazeta Katalońska. To odpowiedź na słowa Portugalczyka o tym że piłkarze Blaugrany są teatralni w swoich reakcjach. ,,Moglibyśmy zrobić video ze wszystkimi faulami Pepe”- odpowiedział trener Francesc Vilanova. Na spełnienie ,,życzenia” szkoleniowca nie trzeba było długo czekać. Na stronie tytułowej kataloński dziennik umieścił zdjęcia z najbardziej brutalnymi zagraniami Pepe: kopnięcie w plecy Casquero(za które dostał 10 meczów kary), faul na Alvesie w półfinale Ligi Mistrzów, czy agresja wobec kilku zawodników Lyonu w tych samych rozgrywkach. Jednocześnie dziennik pokazał teatralne reakcje Pepe z kilku spotkań: rzekome uderzenie w twarz przez Pique(,,Zachowuj się jak profesjonalista”- zareagował arbiter) czy też starcie z Aritzem Adurizem(Casillas ponaglał kolegę: ,,Wstawaj Pepe, wstawaj!”). Portugalczyk krótko skomentował zdjęcia i video na stronie internetowej gazety: ,,Jeżeli czują się dotknięci, to dlatego że prawda w oczy kole”.


@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

1

@ChampionLW Wiem o tym że do klasyku jest inne podejście ale u nas jakość defensywy pozostawia bardzo wiele do życzenia a i skuteczność bardzo razi...

0

Co się dzieje z naszą Barcunią? Co się dzieje z naszą defensywą? Jules Kunde okiwany na śmierć przez jakiegoś Saragosse! Mało nie przegrany mecz z przedostatnią drużyną w tabeli! Co się dzieje z Barcą w pierwszych połowach meczu a zwłaszcza w pierwszych minutach? Przecież z takim podejściem to my nie wygramy El Clasico...

1

@Lionel_Messi10 Własnie miałem pytać co się dzieje do cholery z Kevinem? Co to za kontuzja i kiedy wraca do gry?

0

@FcPortoFan1999 22? Niedowiary! To jak ona wygrała z Ostapenko i Rybakiną?

0

A któreż to miejsce w rankingu zajmuje ta Samsonowa że gra z Igą prawie jak równy z równym?

1

Iga, Igunia, dajesz czadu kochaniunia!
Czy Iga wróci w końcu na pierwsze miejsce gdy wygra z Samsonową?

8

@FCBparasiempre
Piłka nożna cały czas ewoluuje. W ostatnich latach widać to przede wszystkim przez nowinki techniczne. VAR czy też technologia goal-line wspierają sędziów, aby ograniczyć liczbę błędów. Z czasem zmianie ulegały również przepisy, czego najnowszym przykładem jest wycofanie premiowania bramki strzelonej na wyjeździe. Nie wszyscy pamiętają jednak, że w przeszłości nie było możliwości przeprowadzenia zmian, a sędziowie nie rozdawali kartek. Zapraszam do zestawienia najdziwniejszych zasad futbolu, o których mogliście nie wiedzieć.

Pandemia koronawirusa sparaliżowała również świat piłki. Zdecydowana większość rozgrywek została zawieszona, a po ich wznowieniu zdecydowano się zmodyfikować liczbę przeprowadzanych zmian. Obecnie w zdecydowanej większość rozgrywek trenerzy mogą zmienić pięciu, a nie jak wcześniej trzech zawodników. Ciężko jest więc w to uwierzyć, ale do 1965 r. nie można było przeprowadzić ani jednej zmiany. Co więc jeśli jeden z piłkarzy doznał kontuzji i nie mógł kontynuować gry? Rozwiązanie było proste, poszkodowana drużyna musiała kończyć mecz w dziesiątkę. Trenerzy przygotowania fizycznego mieli więc pełne ręce roboty, aby przygotować perfekcyjnie zawodników pod względem kondycyjnym. Na szczęście później porzucono tę regułę, co wpływa pozytywnie na zdrowie piłkarzy i atrakcyjność widowiska.

Brak kartek:

To wręcz nie do pomyślenia ale aż do 1963 r. sędziowie nie mieli przy sobie żółtych i czerwonych kartek. W tym momencie możemy puścić wodze fantazji i zobaczyć np. Paolo Montero lub Sergio Ramosa, którzy bezkarnie mogliby znęcać się nad rywalami. Na szczęście wprowadzone później kartki ograniczały sytuacje rodem z ulicznego futbolu.





Wróćmy do 1963 r., którego przełomowym momentem był mecz Włochów z Chile, który prowadził arbiter Ken Aston. Po jednym z ostrych fauli sędzia poprosił Giorgio Ferriniego o opuszczenie boiska. Włoch nie znał jednak angielskiego, więc nie mógł dostosować się do poleceń arbitra. Później Aston wpadł na pomysł, aby komunikować z się piłkarzami za pomocą żółtych i czerwonych kartek.

Fair catch– łapanie piłki przez zawodników z pola:

Każdy, kto widział chociaż jeden mecz w życiu, wie doskonale, że największym grzechem w piłce nożnej jest zagranie piłki ręką. Jednak kiedy ta dyscyplina zaczynała dopiero raczkować, piłkarze mogli złapać futbolówkę, odstawić ją na ziemię i kontynuować grę. Przypominać więc mogło to bardziej mecze dzisiejszego futbolu amerykańskiego. Zakaz nastąpił w 1865 r., a do tego momentu nie istniała pozycja bramkarza. Świat piłki pełen jest spryciarzy, którzy dziś z pewnością opanowaliby skuteczny sposób na przechytrzenie rywali poprzez wspomnianą regułę.

Shootouty– dziwne rzuty karne w Ameryce:

Amerykanie zawsze dążyli do tego, aby urozmaicić każdy rodzaj rozrywki, również sport. W latach 70-tych powstała North American Soccer League ale piłka nożna nie zdobywała popularności w USA, przez co zaczęto się zastanawiać, jak uatrakcyjnić mecze. Podjęto więc decyzję, że wszystkie spotkania zakończone remisem musiały być rozstrzygnięte przez dogrywkę lub ostatecznie rzuty karne. Finalnie mecze trwały jeszcze dłużej i stawały się nudniejsze. Kolejny pomysł wyłonienia zwycięzcy został wprowadzony w 1977 r. Piłkarze wykonywali tzw. shootouty, które przypominały rzuty karne z hokeja na lodzie. Atakujący gracz miał piłkę ustawioną 35 jardów od bramki (ok. 32 metrów), a na zdobycie gola miał 5 sekund. Była to więc znana wszystkim sytuacja jeden na jednego z bramkarzem. Do serii shootoutów dochodziło po upływie 90. minuty gry. W praktyce nie wpłynęło to na atrakcyjność widowiska. Wielu piłkarzy nie wytrzymało po prostu presji i nie znajdowało rozwiązania w ciągu zaledwie pięciu sekund. North American Soccer zakończyła swój żywot w 1982 r, co dawało nadzieję na wymarcie również dziwnego sposobu rozstrzygania spotkań. Shootouty powróciły jednak wraz z powstaniem dzisiejszej Major League Soccer w 1995 r. Po czterech latach wymyślne rzuty karne zostały wycofane i nie przyjęły się nigdzie więcej na świecie.

Dwa punkty za zwycięstwo:

Dziś jesteśmy przyzwyczajeni, że mecz piłkarski to walka o trzy punkty. Jeszcze jednak w latach 80-tych za zwycięstwo przyznawano tylko dwa oczka. Remis oznaczał jak dzisiaj po jednym punkcie dla obu drużyn, a za porażkę punktów nie przyznawano. Jak można przeczytać na poniższym tweecie, pierwszym mundialem, na którym przyznawano trzy punkty za zwycięstwo był turniej w USA w 1994 r. Zaledwie dwa punkty wpływały negatywnie na atrakcyjność gry. Wiele drużyn kalkulowało sobie, że nie warto angażować wszystkich sił, skoro różnica między zwycięstwem i remisem wynosiła tylko jedno oczko. Pula za zwycięstwo została zwiększona, aby skutecznie zmotywować piłkarzy do bardziej zaciętej walki.

Złoty i srebrny gol:

FIFA zdecydowała się wprowadzić zasadę ,,Złotego gola” w 1993 r. Zakładała ona, że jeśli drużyna strzeli gola w dogrywce, kończy automatycznie mecz i zostaje zwycięzcą. FIFA miała nadzieje, że zachęci to do bardziej ofensywnej gry, ponieważ piłkarze będą chcieli uniknąć rzutów karnych. Przynosiło to niestety odwrotny skutek a tzw. „nagła śmierć” została utrzymana aż do początku sezonu 2004/2005. Słynnym złotym golem był strzał Davida Trezeguet w finale Euro 2000. Napastnik dał Francuzom tytuł w 104. minucie a w pokonanym polu zostawieni zostali Włosi. Kolejnym pomysłem była tzw. ,,Srebrna Bramka”. Oznaczała, że jeśli drużyna zdobędzie gola w pierwszej części dogrywki, rywale będą mieli czas na odpowiedź tylko do końca tej części gry. To rozwiązanie również nie cieszyło się powodzeniem. Ostatecznie Srebrna Bramka została wycofana wraz z końcem Mistrzostw Europy w Portugalii w 2004 r.

Gol wyjazdowy liczony podwójnie:

Zasada premiowania gola strzelonego na wyjeździe odeszła do lamusa dopiero w poprzednim sezonie. Podczas fazy pucharowej danych rozgrywek bramka strzelona na wyjeździe liczona była podwójnie. To rozwiązanie miało wielu przeciwników. Uważano je za krzywdzące, kiedy po fascynującym dwumeczu nie mogło dojść do dogrywki, ponieważ znaczenie miało miejsce zdobycia decydujących bramek. UEFA zdecydowała się więc na zmiany, co uważa się za bardziej sprawiedliwe rozwiązanie. Swoistym symbolem starej zasady jest bramka Andrea Iniesty w ostatnich minutach rewanżowego półfinału Ligi Mistrzów między Chelsea i Barceloną w 2009 r. Na Camp Nou padł remis 0:0 a w rewanżu ,,The Blues” prowadzili długo 1:0. Remisowe trafienie Hiszpana rozstrzygnęło rywalizację w tamtym bardzo kontrowersyjnym meczu.

Nikt nie ma wątpliwości, że gdyby dziś przywrócić część dawnych zasad, mecze wyglądałyby bardzo dziwnie, o ile w ogóle dałoby się je płynnie rozgrywać.


6

Najdziwniejsze zasady w historii futbolu(wiecie gdzie czytać):

@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

8

Zapomniane legendy futbolu:

8 października 1922 r. urodził się Nils Erik LIEDHOLM, szwedzki pomocnik oraz napastnik. Nazywany „Baronem” uważany jest za jednego z najwybitniejszych europejskich piłkarzy wszechczasów. Karierę rozpoczynał w drużynie swojego rodzinnego miasta, zanim dołączył do Norrkoeping w 1946 roku. Do Włoch przybył w 1949 roku z zamiarem gry w Milanie, drużynie, w której grał przez 12 sezonów, tworząc wraz ze swoimi rodakami Gunnarem Grenem i Gunnarem Nordhalem słynny „Gre-No-Li”. Jako zawodnik i kapitan drużyny Rossoneri rozegrał 394 mecze, w których zdobył 89 goli i zdobył 4 tytuły mistrzowskie. Z reprezentacją Szwecji zdobył złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 1948 r. i zajął drugie miejsce w Pucharze Świata w 1958 r. Po przejściu na emeryturę w 1961 r. rozpoczął karierę trenerską, zasiadając na ławkach rezerwowych AC Milan, Hellas Verony, Monzy, Varese, Fiorentiny oraz AS Romy.


@Symson
@Sensible
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

12

Feliz cumpleaños panie Sanchez! Z okazji 67 urodzin.

8 października 1956 r. urodził się Jose Vicente Sanchez. Ten środkowy pomocnik rodem z Barcelony debiutował w pierwszej drużynie w 1975 r. i spędził na Camp Nou aż 11 sezonów, rozgrywając w granatowo-bordowej koszulce ponad 300 meczów, będąc kapitanem Blaugrany. Zdobył z Barçą 9 pucharów, w tym mistrzostwo Hiszpanii oraz dwukrotnie Puchar Zdobywców Pucharów.


@Arkon
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

0

@Barca1922 Dokładnie(!), tak, tak, masz racje. Rzeczywiście to należałoby zrobić na zmodernizowanym Camp Nou. No ale na to trzeba chyba będzie z rok poczekać...

1

Niech nasz kochany Leoś Messi wraca na swoje miejsce, do naszej Barcuni, choćby na ten jeden pożegnalny mecz. Po tym wszystkim jak został potraktowany należy mu się to jak psu buda!

1

@Lionel_Messi10 Ja już 2 lata temu chciałem ażeby Lautaro trafił do ,,naszej" Barcuni ale wówczas Barca była ruiną po Bartomeu...

Media

Sonda

Czy Barcelona powinna sprzedać Ferrana Torresa?