FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Czy Barcelona powinna sprzedać Ferrana Torresa?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Drugi sezon ,,Czerwonoarmistów” w europejskich pucharach:
Pierwszy mecz Widzew Łódź – St. Etienne był rozgrywany 19.09.1979 r. w obecności 35 tys. widzów na stadionie ŁKS-u. Była to 1/32 finału Pucharu UEFA a wynik tej konfrontacji to 2:1 (0:1) dla Widzewa. Drużyna francuska była wtedy jedną z najlepszych w Europie a w jej składzie grali reprezentanci Francji, Holandii i Jugosławii. Wszyscy kibice piłkarscy znają nazwiska Michela Platiniego czy reprezentanta Holandii, wicemistrza Świata z 1974r. i 1978r. Johnny Repa a przecież obok nich występowali tacy znani zawodnicy jak Jugosłowiański bramkarz Curković czy Francuzi Lopez, Larios, Santini, Rocheteau i Zimako.
Na ten mecz przyjechało ponad 50-ciu dziennikarzy francuskich a zainteresowanie w Łodzi (i nie tylko) było olbrzymie. Widzew wtedy w lidze spisywał się słabo, ale przeciwko St. Etienne rozegrał kapitalny mecz. Pierwszą bramkę w 37 min. zdobył Platini z rzutu wolnego. Piłka odbiła się od nogi naszego obrońcy i zmyliła Burzyńskiego, któremu nie pozostało nic innego jak wyciągnąć ją z siatki. Do tego momentu gra była wyrównana. Wynik 1:0 dla gości utrzymał się do przerwy mimo prób Widzewiaków jego zmiany. W drugiej połowie Widzew huraganowo atakował a Francuzi bronili się rozpaczliwie. Padły dwie bramki. Po faulu Platiniego w 66 minucie rzut wolny wykonywał Smolarek. Piłka trafiła do Bońka, który po solowej akcji wyrównał. Później, w końcówce meczu, w 81 min po dośrodkowaniu Bońka z rzutu rożnego, Kowenicki strzelił głową zwycięskiego gola na 2:1. Francuzi po stracie tej bramki nie kwapili się już z bardziej energicznymi atakami. Nie chcieli stracić kolejnej bramki i grając zachowawczo „dowieźli” nikłą porażkę do końca meczu. Radość na stadionie była ogromna i co ciekawe została uwieczniona nie tylko w zapisie taśm telewizyjnych, ale również na płycie z piosenką o Widzewie, nagraną przez zespół Klaatu. Zwrotki piosenki przeplatały się raz odgłosami szalejących ze szczęścia trybun i komentarzem spikera telewizyjnego Madeja-seniora po bramce Bońka a innym razem dopingiem całego stadionu Widzew , Widzew , Widzew. Biorąc pod uwagę ogólną liczbę widzów nie było to dużo, ale najważniejsze jest to, że szczególnie w drugiej połowie dopingował cały stadion. Ludzie wierzyli w Widzew i się nie zawiedli, choć widać było, że w rewanżu mogą być duże problemy. Zorganizowanych kibiców ŁKS-u na tym meczu nie było.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
1
@John_Doe Bądź o genialnym Wilimowskim!
9
@FCBparasiempre
19 września 1951 r. urodził się Kazimierz Kmiecik, napastnik. Jacek Gmoch ciągle żałuje że nie zabrał króla ligowych snajperów na MŚ w 1978 r. Kazimierz mógłby tam zrobić coś dobrego. Na przykład tak jak 2 lata wcześniej strzelić bezpośrednio z rzutu rożnego gola Argentynie. ,,Kazio długo był najlepszym strzelcem w polskiej lidze i powinienem go wziąć do Argentyny w 1978 r. Wstydzę się do dziś iż nie poznałem się na jego talencie. Na mundialu bardzo by nam się przydał. Przeprosiłem Kazia już kilka razy a nawet się zrehabilitowałem, ściągając go do greckiej Larissy. Kmiecik zrobił w niej furore”- tak o napastniku w książce ,,Najlepszy trener na świecie” mówił Jacek Gmoch. Przyznał że snajper krakowskiej Wisły stał się jego selekcjonerskim wyrzutem sumienia. ,,Wszystko prawda. Trener rzeczywiście przyznał się do błędu. Mówił mi o tym już w Grecji. Wypada mi się z nim zgodzić”- z uśmiechem mówił pan Kazimierz. W latach 50-tych specjalistą od goli strzelanych z rzutów rożnych był Baszkiewicz z Gwardii Warszawa. Dwie dekady później podobnym talentem błysnął gwardzista z Krakowa. Jesienią 1974 Kmiecik pokonał w ten sposób Sowińskiego z Szombierek Bytom a 3 lata później Marka Szczecha z Pogoni Szczecin. Oba nietypowe gole okazały się na wage zwycięstw Białej Gwiazdy. Trafić do siatki z narożnika w krajowych rozgrywkach to jeszcze nic. 24 marca 1976 r. Kmiecik strzelił takiego gola na Stadionie Śląskim Argentynie. Tym razem skapitulował Hugo Gatti z Boca Juniors. Po murawie biegali późniejsi mistrzowie świata: Tarantini, Gallego, Housman, Luque, Ardiles, Kempes a na ławce siedział oczywiście trener Cesar Luis Menotti. Ten mecz zasługuje na zapamiętanie także z innego powodu. Był to reprezentacyjny debiut trzech późniejszych medalistów MŚ w Hiszpanii: Pawła Janasa, Janusza Kupcewicza i Zbigniewa Bońka. ,,Po moim golu było 1:0 ale przegraliśmy 1:2 i to trochę mąci mi tamto wspomnienie. Recepta na gole z kornera? Prosta. Kręciłem w stronę bramki, golkiper robił krok do przodu i dostawał za kołnierz”- opisuje Kmiecik. Na rozegranym 2 lata później mundialu w Argentynie Kmiecika nie było i tym razem Polacy nie zdołali Argentyńczykom trafić do siatki(0:2). Nasz bohater nie doszukuje się tu żadnej zależności, wręcz odcina od spekulacji. Jednak to prawda iż miał spektakularne porachunki z gospodarzami mundialowych turniejów, które mogłyby go dodatkowo uskrzydlić.
Przecież już w 1974, w historycznym meczu na wodzie z RFN, gdy przegrywaliśmy 0:1, on w jednym z najważniejszych momentów w dziejach polskiej piłki stanął przed szansą przywrócenia Biało-czerwonym życia. Wprawdzie potrzebowaliśmy wygranej, lecz po stracie gola najpierw musieliśmy wyrównać. Wtedy napastnik Kmiecik na ostatnie minuty zastąpił defensywnego pomocnika Zygmunta Maszczyka i miał tę jedną wyśnioną szanse! Strzelał z 12 metrów, prawie jak rzut karny, na pewno tysiąc razy łatwiej niż z kornera. Na telewizyjnej powtórce, w ujęciu zza bramki, widać jak niektórzy koledzy wyrzucają ręce w góre, już cieszą się z gola. Przedwcześnie. Ten przeklęty Josef Maier obronił! ,,Piłka była śliska, mokra. Uderzyłem jak najlepiej się dało. Już widziałem ją w bramce. Maier odbił czubkami palców…”- wspomina pan Kazimierz. ,,Na mundial w 1982 r. nie miałem już szans jechać. W towarzyskim meczu z Kolumbią(4:1) złamałem kość jarzmową i nigdy nie doszedłem do dawnej formy. Skończyła się reprezentacyjna kariera, choć w lidze nadal strzelałem gole”- kontynuuje Kmiecik. Pierwszym jego zagranicznym klubem było belgijskie Charleroi, jednak piłkarskiego szczęścia tam nie znalazł. Występujący w drugiej lidze zespół grał przeciętnie. Klub miał ogromne kłopoty finansowe. Kmiecik wrócił do Krakowa. Runde pograł w Wiśle i wtedy dostał oferte od Gmocha z Larisy. Odszedł z niej po zdobyciu Pucharu Grecji, już pod komendą trenera Strejlała. ,,Kibice ciągle mnie pamiętają. Wiem bo jeżdże tam czasem na wakacje. Ostatnio rzadziej ale znowu będę chciał ich chciał odwiedzić”- mówi o swoich planach pan Kazimierz. Wtedy zdawało się że powoli trzeba będzie kończyć karierę że po pobycie w Grecji nadszedł dobry czas by dograć sobie jeszcze pare lat w słabszej lidze, jednak Kmiecikowi wciąż było mało. Poszedł do niemieckiej 2. Bundesligi, gdzie co jak co ale zdrowie do zasuwania po boisku od pierwszej do ostatniej minuty trzeba mieć. Tym bardziej że Stuttgarter Kickers był zespołem z dużymi ambicjami. W Niemczech Kmiecik wciąż należał do klasowych napastników. W 1987, mając 36 lat, awansował do finału Pucharu Niemiec! Wcześniej drugoligowcy pokonali Fortune Düsseldorf 3:0 a jednego z goli zdobył Kmiecik. W bezpośredniej walce o trofeum na Stadionie Olimpijkim w Berlinie Zachodnim drugoligowiec na oczach 75 tysięcy widzów zmierzył się z Hamburger SV. ,,W drużynie rywali grał Mirek Okoński, wtedy gwiazda Bundesligi. Ich liderem był jednak reprezentant Niemiec Manfred Kaltz. Szybko objeliśmy prowadzenie ale oni zaraz wyrównali. Mijały minuty i zmierzaliśmy do dogrywki. W 88 minucie po faulu na Mirku z wolnego do siatki trafił Kaltz. Rzuciliśmy się do odrabiania strat i zostaliśmy skarceni jeszcze jednym golem w doliczonym czasie. Wynik 1:3 nie oddaje tego, co się działo na boisku. Bardzo trudno była nam się z tym pogodzić”- wspominał Kmiecik. W następnym sezonie Kickers weszli do 1. Bundesligi! Weteran z Polski miał udział w tym sukcesie ale grał już trochę mniej. Strzelił 3 gole… ,,Po awansie wiedziałem że nie ma sensu tego ciągnąć na siłe, zdrowie już nie pozwalało”- przyznaje pan Kazio. Pograł jeszcze jeden sezon w Offenburger FV(po wojnie piłkarzem tego klubu był legendarny Ernest Wilimowski) i wrócił do Polski. Pechowy finał Pucharu Niemiec to jeszcze nic. Można powiedzieć że Kmiecik w sportowym pechu był doświadczony. Wiosną 1979 przegrał dwumecz z Malmö FF w ćwierćfinale Pucharu Europy. ,,W obu meczach strzelałem gole. W Krakowie dało nam to zwycięstwo 2:1 pięć minut przed ostatnim gwizdkiem. W rewanżu strzeliłem na 1:0, do końca było jeszcze pół godziny i… nagle straciliśmy 4 gole! Nie potrafie tego zrozumieć, nawet dzisiaj”- mówi Kmiecik i udaje mu się ustalić dwa konstruktywne wnioski: ,,Nasz bramkarz Staszek Gonet nie miał swojego dnia, sędziowie też. Szkoda że VAR-u nie było… Kmiecika od lat prześladuje dręczące przeczucie że wiślacy w półfinale ograliby Austrie Wiedeń i w wielkim finale na Olimpiastadion w Monachium zmierzyli by się z Nottingham Forest. Jego piłkarskie życie zresztą pełne jest dziwnych zakrętów i zawijasów. Choćby to że jest ikoną Wisły a przecież najpierw sporo czasu spędził po drugiej stronie Błoń. ,,Pojechałem na kolonie z kolegami, którzy byli z Cracovii. Mieliśmy turniej w hali, nieźle mi szło i Pasy uznały że powinienem zapisać się do klubu. Pograłem w juniorach 2 lata ale widać Wisła była mi pisana”- tłumaczy pan Kazio. W Wiśle debiutował jako 17-latek, cztery razy był królem strzelców Ekstraklasy, zdobył mistrzostwo Polski, miał medal MŚ i dwa medale olimpijskie łącznie z monachijski złotem. To zdecydowanie nie jest kariera piłkarza, który powinien cierpieć na poczucie niedosytu.
9
(Nie)zapomniane legendy polskiego futbolu:
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
14
Chwile grozy:
19 września 2010 r. niejaki Tomaš Ujfaluši sfaulował Lionela Messiego. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, lecz scena ta wyglądała dramatycznie. W końcówce wygranego 1:2 meczu z Atletico Madryt, Messi ruszył z kontrą na bramke gospodarzy i próbujący zatrzymać go czeski obrońca Atletico nadepnął na kostke Argentyńczyka, przez co jego stopa wygięła się w bardzo nienaturalny sposób. Leo opuścił boisko na noszach. Okolice stawu skokowego natychmiast spuchły i wydawało się że czeka go kilka tygodni a nawet kilka miesięcy absencji. Stał się jednak przysłowiowy cud! Już tydzień później wrócił do treningów i dokładnie 11 dni po koszmarnym urazie zagrał w Kazaniu z Rubinem w meczu Ligi Mistrzów, wchodząc na boisko na ostatnie pół godziny.
@Sysia11
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
1
@Lionel_Messi10 No wiesz, post żartobliwie czy nie ale ,,Żabojady" w Trofeu Joan Gamper pokazały na co ich stać i to u ,,nas"! Rozumiem że te ,,damy rade" to masz na myśli nasze zwycięstwo? No to trzymam cię za słowo!
1
@Lionel_Messi10 Oj(!) żebyśmy się nie zdziwili...!
7
Premierowe trafienie:
19 września 1998 r. Patrick Kluivert strzela swojego pierwszego gola w barwach Blaugrany w meczu o stawke. Ma to miejsce na Santiago Bernabeu w ligowym El Clasico, zremisowanym przez Barçe 2:2. Kluivert strzelił gola w 12 minucie dobijając piłke niemal do pustej bramki po interwencji bramkarza Ilgnera i wyrównując stan meczu na 1:1.
Przypominam te El Clasico:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
1
@BoreekxD Na tą chwile zdecydowanie!
6
No jestem bardzo zdziwiony że PSG wymęczyło tylko jednym golem mecz z FC Girona. Przecież oni z nami wyglądali chwilami tragicznie i mogą dziekować że nie dostali z 8:1!
1
Internazionale bardzo ładnie wychodzi spod presingu, jednak skuteczność, zwłaszcza Thurama, pozostawia wiele do życzenia. Gdyby zamiast niego grał tam Halland to co innego...
1
@Pawel13sz Chyba sam w to nie wierzysz? Co ciekawe to niestety ,,Los Blancos" wygrali z nami w Primera Division 8:2! My z nimi wygraliśmy najwyżej 7:2 w 3 kolejce sezonu 1950/51
0
@Stanio87 A to chyba że? Jak kontuzja i kiedy to było?
0
@LukaszFan A ja właśnie odwrotnie! Savinho dużo bardziej mi się podoba...
1
@misterio Dobre to określenie, nie słyszałem go wcześniej.
1
Panie Guardiola dlaczego tak spektakularny piłkarz jak Foden(już miałem pytać gdzie on do cholery przepadł?) siedzi na ławce rezerwowych a taki bezproduktywny Grilisz wychodzi w podstawowej jedenastce...?
0
@Mixtape Z tą ,,Manitą" to bym nie przesadzał. Jednak to prawda że na początku sezonu są strasznie słabi, tyle że na koniec, to sam widzisz jak to u nich wychodzi...
1
@galix22 Dokładnie, zgadzam się w stu procentach!
11
Niedoceniane legendy futbolu:
18 września 1973 r. urodził się brazylijski snajper Mário Jardel de Almeida Ribeiro. Był przede wszystkim piłkarzem niesłusznie niedocenianym. Może nie miał bajecznej techniki, którą czarowali Brazylijczycy, ale strzeleckiego zmysłu może mu pozazdrościć wiele brazylijskich gwiazd. Fantastyczny piłkarz o zabójczym instynkcie strzeleckim, z mocnym strzałem z obu nóg, szybki, skoczny, o żelaznej kondycji. Zresztą przydomek „Super Mário” mówi wszystko… Zaczynał w rodzinnym Ferroviário ale tam nie debiutował, to miało miejsce w kolejnym klubie – Vasco da Gama. Tam 50 meczów i 26 goli. Łącznie w jego karierze 21 klubów z 11-tu różnych krajów! Jardel to postać niemal tragiczna, przeżył załamanie nerwowe, popadł w uzależnienie od alkoholu i kokainy. Przyczyna była prosta. Po licznych sukcesach w klubach Brazylii, Portugalii i Turcji (o tych triumfach za chwilę) nie dostał powołania na MŚ 2002. Słaby psychicznie piłkarz zaczął się staczać… Wcześniej jednak piękna kariera, m.in. Grêmio (73 mecze/67 goli), FC Porto (174/166), Galatasaray (44/34), Sporting (62/67). Z tym pierwszym klubem Copa Libertadores 1995 i Recopa Sudamericana 1996, z Porto trzykrotny Mistrz kraju, dwa razy Puchar Portugalii i trzykrotnie Superpuchar. W barwach „Galaty” Superpuchar Europy 2000 (2:1 z Realem Madryt, obie bramki dla tureckiej drużyny zdobył nie kto inny, tylko Mário Jardel). Ze Sportingiem podwójna korona – Mistrzostwo i Puchar (2002). Na jego koncie jest także Mistrzostwo Argentyny (Newell’s Old Boys, 2004) i Puchar Cypru (Anorthosis Famagusta, 2006). Indywidualnie było podobnie. Pięciokrotny pod rząd Król Strzelców ligi portugalskiej, czyli ,,Bola de Prata” razy pięć (1997, 1998, 1999, 2000, 2002)! Oprócz tego dwukrotny zdobywca Złotego Buta (1999, 2002), najlepszy strzelec Ligi Mistrzów (2000) i takiż w Copa Libertadores (1995). W reprezentacji Canarinhos tylko 10 meczów i jeden gol. Był w składzie na turniej Copa América 2001, za dużo jednak nie pograł… Łącznie w karierze rozegrał 569 meczów, strzelając 412 goli. Na koniec jeszcze ciekawostka. Był rok 1998, 5-ta runda Pucharu Portugalii (w tamtejszej nomenklaturze to Taça de Portugal), Porto trafiło na Juventude SC. Po pierwszej połowie było 1:0 dla „Smoków”. W przerwie wszedł nasz bohater (zmienił Grzegorza Mielcarskiego) i w ciągu 42 minut strzelił siedem goli! FC Porto wygrało wtedy 9:1 i w tamtym sezonie zdobyli Puchar.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
1
@Kapitan hawk Generalnie wszystko może się wydarzyć w futbolu, lecz ja osobiście bardzo w to wątpie...!
1
@Stinger_ A tak, faktycznie! No widziałem że jest 36 drużyn w fazie ligowej, tylko zwyczajnie już zapomniałem...
W każdym razie dzięki śliczne za przypomnienie :)
0
@Stinger_ A z jakiegoż to powodu są dodatkowo 4 miejsca w Lidze Mistrzów?
0
@Stinger_ Zaraz bo Bolonia zajeła w Serie A piąte miejsce, tak? Przecież w tych najsilniejszych ligach to tylko czwarta w tabeli ekipa mogła ubiegać się o Lige Mistrzów a piąta w Lidze Europejskiej. Coś się zmieniło?
7
@FCBparasiempre
18 września 1925 r. urodził się Ludwik Rozenbaum, znany szerzej jako Ludwik Wacław Sobolewski. Żołnierz-patriota działający w Armii Krajowej czy pracownik bezpieki? Sylwetka Ludwika Sobolewskiego pełna jest mglistych faktów i domysłów. Jedno jest pewne: bez niego Widzew Łódź nie byłby taki sam. Niestety, z sylwetką wielkiego prezesa Widzewa są pewne, nazwijmy to trudności historyczne, co zauważył również dziennikarz „Gazety Trybunalskiej” Paweł Reising. Próżno szukać informacji dokumentujących jego działalność w szeregach partyzantki Armii Krajowej. Nie istnieją choćby najmniejsze wspominki w dostępnych spisach żołnierzy. W książce „Wielki Widzew” autorstwa Marka Wawrzynowskiego możemy dowiedzieć się, że osoby Sobolewskiego nie pamięta choćby Władysław „Huragan” Pietrzyk. Zaznacza on równocześnie, że „nie jest oczywiście powiedziane, że nie należał, bo przecież w sumie przez oddział przewinęło się około 150 osób, wielu z nich kojarzono tylko po pseudonimach”. Informacje odnośnie przynależności Ludwika Sobolewskiego do Armii Krajowej potwierdza Józef Kowalczyk, wiceprezes ,,Kombudu’’ i człowiek z jego najbliższego otoczenia. Mówi on: ,,Ludwik był w informacji wojskowej w strukturach KBW, to prawda. Działali na terenie Ukrainy, walczyli z bandami UPA w ramach akcji ,,Wisła” ale usunięto go stamtąd właśnie za przeszłość związaną z AK. Wiem o tym bo służył z bratem mojej matki, który miał podobną sytuacje i za ,,Politykowanie” dostał 5 lat więzienia”. Wedle Kowalczyka posługiwał się on pseudonimem „Gołąbek”.
W pozycji „Wielki Widzew” możemy również zapoznać się z wypowiedzią Krzysztofa Kirpszy (wiceprezesa i przyjaciela Sobolewskiego): ,,Spędziliśmy z nim ogrom wolnego czasu ale wiedzieliśmy tylko, że wychował się w biedzie w dzielnicy żydowskiej, zdaje się na Woli w Warszawie i jako dziecko hodował gołębie i jeszcze że startował z sukcesami w młodzieżowych mistrzostwach Polski w szachach, zresztą znakomicie grał”. Według danych zawartych w Biuletynie Informacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej – (sygnatura akt IPN BU 0902/757 t. 1-2 (765/W) nazwisko „Sobolewski” nie jest jego prawdziwym. Ludwik Wacław z domu nazywał się Rozenbaum/Rosenbaum, znany dokładniej jako Lutek Rozenbaum w okresie przedwojennym. W czasie okupacji używał nazwiska Sobolewski. W ankiecie personalnej sam podał, że funkcjonował pod pseudonimem „Gołąb”, miał służyć w oddziałach AL – „Henryka”, „Stacha” oraz „Dona”. Kontrola przeprowadzona wobec jego osoby wykazała, że służył w szeregach Armii Krajowej od 1944 roku w grupie „Wichra” właśnie w powiecie piotrowskim. Wedle zawartych informacji w 1947 roku brał udział w Grupie Operacyjnej „Wisła”. Biografia Sobolewskiego jest owiana mgłą historii, choćby z tego powodu, że główny bohater unikał rozmów na ten temat. Taki sposób „bycia” miał za cel ochronę swojej osoby, jak i rodziny przed działaniami wywiadowczymi okupanta. Szczęśliwie dla siebie udało mu się ujść cało z działań partyzanckich.
Po tym etapie swojego życia znalazł się w Państwowym Przedsiębiorstwie Imprez Sportowych a następnie przeniósł się do Łodzi z powodów prywatnych. Po 1945 roku kontynuował również swoją edukację kończąc szkołę średnią oraz trwające dwa lata studium organizacji i zarządzania. . W połowie 1952 roku, ukończył Szkołę Oficerską Wojska Polskiego ze stopniem kapitana. W świat sportu wkroczył w 1968 roku, jako kierownik sekcji piłki nożnej Szkolnego Klubu Sportowego „Start Łódź”. Dwa lata później trafił w szeregi RTS-u Widzew, gdzie pełnił funkcję kierownika sekcji, zastępcy prezesa klubu, a od 1977 roku został prezesem. Funkcję tę sprawował do 1987 roku z przerwami. Następnie musiał uciekać z Polski z powodu działań politycznych, jak i również coraz większej inwigilacji w strukturach sportowych po 1985 roku. Do kraju wrócił dopiero po zmianach ustrojowych i obaleniu komunizmu. W łódzkim Widzewie ponownie objął stery w 1992 roku i w czasie dwunastu miesięcy sprawowania funkcji prezesa udało mu się powołać Spółkę Akcyjną „SPN Widzew S.A.”, ostatni raz w prezesowskim fotelu usiadł w 1998 roku, co można ten czas określić epizodem. Sobolewski swoimi działaniami, choćby jako szef firmy budowlanej pokazał swoją niesamowitą zdolność do zarządzania i budowania kapitału. Praktycznie z niczego, na łódzkiej ziemi stworzył drużynę mierzącą w najwyższe cele. Dzięki Ludwikowi Sobolewskiemu, Widzew zaznaczył również swoją obecność na arenie międzynarodowej, gdzie toczył boje jak równy z równym, eliminując przede wszystkim Liverpool czy silną Borussię M’Gladbach. To właśnie dzięki Ludwikowi Sobolewskiemu powstał „Wielki Widzew”. Ostatnie lata ówczesnego wizjonera polskiej piłki były kolejną walką o życie, tym razem przeciwnikiem był nowotwór. Tej bitwy Sobolewski nie był w stanie wygrać. Zmarł 11 listopada 2008 roku, w dniu szczególnym dla narodu polskiego, dodatkowo naznaczony dla kibiców i historii Widzewa Łódź. Za jego największy sukces organizacyjny uznaje się uratowanie klubu w momencie ogromnych kłopotów finansowych. Mowa tutaj o działaniach w trakcie tworzenia się spółki, gdzie zespół nie został przekazany na rzecz nowego podmiotu, a „wypożyczony”. Taki ruch pozwalał na założenie nowego podmiotu, który przejął w całości drużynę. Majstersztyk polegał na tym, że zachowano miejsce na poziomie rozgrywkowym przed transformacją. Ludwik Sobolewski w okresie panującego komunizmu, czerpiąc przykład z działania zachodnich klubów, dokonywał cudów. Wielu zauważa jedno, odszedł z tego świata w pewnym sensie zapomniany a doceniony dopiero po odejściu z tego świata.
Ludwik Sobolewski pozostawił po sobie znaki zapytania, jednakże jeśli mowa o jego działalności związanej z Widzewem Łódź, ona nie podlega żadnym podważeniom. W bieżącym roku radni miasta Łódź zdecydowali o sfinalizowaniu postawienia pomnika wielkiego prezesa obok widzewskiego stadionu, a decyzją mieszkańców projekt zostanie zrealizowany ze środków budżetu obywatelskiego.
5
Twórca WIELKIEGO WIDZEWA:
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
12
Hattrick ,,La Pulgi” na dzień dobry w Champions League:
18 września 2013 r. FC Barcelona rozgromiła na początek rozgrywek Ligi Mistrzów Ajax Amsterdam 4:0(1:0). Bohaterami w drużynie Katalończyków byli autor hattricka Lionel Messi oraz bramkarz Victor Valdes, który obronił rzut karny. Oba kluby należą do najbardziej utytułowanych w historii europejskich pucharów, dlatego aż dziw bierze, że w środowy wieczór zmierzyły się po raz pierwszy w oficjalnym pojedynku. Środowy mecz był debiutem w Lidze Mistrzów trenera Blaugrany Gerardo Martino i Neymara. To właśnie Brazylijczyk oddał pierwszy groźny strzał na bramkę rywala, jednak Kenneth Vermeer był na posterunku. W 21. minucie przed dobrą okazją na otworzenie worka z bramkami stanął Lionel Messi. Argentyńczyk był faulowany przez Lerina Duarte przed polem karnym i sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość strzałem z rzutu wolnego. Po jego uderzeniu piłka odbiła się od słupka i zatrzepotała w siatce. To była druga bramka Messiego ze stałego fragmentu gry w Champions League. Chwilę później z kontrą wyszedł Ajax, jednak podanie Krkica w pole karne nie znalazło adresata. W 30. minucie próbował zrehabilitować się Duarte, jednak jego uderzenie z dystansu wyszło na aut. Dużo lepszą okazję miał Ricardo van Rhijn. Krkic posłał piłkę między obrońców Barcelony na długi słupek, gdzie pięknym szczupakiem popisał się prawy obrońca Ajaksu, ale Victor Valdes wyśmienitą interwencją potwierdził, że nie na darmo mówi się, że to on powinien zostać pierwszym bramkarzem reprezentacji Hiszpanii. Druga połowa rozpoczęła się, zgodnie z przewidywaniami, od dobrej okazji dla Barcelony. Z prawej strony kąśliwie dośrodkował Dani Alves, piłkę wślizgiem atakował Alexis Sanchez, jednak minimalnie się spóźnił, a Neymara, który niechybnie umieściłby piłkę w siatce, w ostatniej chwili uprzedził Van Rhijn. Co się odwlecze, to nie uciecze. W 55. minucie z kontrą wyszedł Sergio Busquets i zagrał w pole karne do Messiego. Argentyńczyk w swoim stylu nawinął na zamach Stefano Deswila i pewnym strzałem nie dał szans bramkarzowi Ajaksu. Nie minęła godzina gry a Messi mógł skompletować hat tricka. Neymar posłał półgórne dośrodkowanie w pole karne a najlepszy strzelec Blaugrany oddał sytuacyjne uderzenie kolanem, po którym piłka minimalnie przeszła obok bramki. W 69. minucie wyręczył go Gerard Pique. Z lewej strony prawą nogą świetnie dośrodkował Nemyar a stoper FC Barcelony wyskoczył najwyżej w polu karnym i umieścił piłkę w bramce. Minęło sześć minut i Messi dopiął swego, kompletując hattricka. Argentyńczyk płaskim strzałem pokonał Vermeera, dzięki czemu zanotował 24 hattricka w barwach Dumy Katalonii. Było to już jego 62. trafienie w Lidze Mistrzów, dzięki czemu tracił już tylko dziewięć goli do najskuteczniejszego w historii LM - Raula Gonzaleza. W kolejnej akcji Javier Mascherano nieprzepisowo zatrzymał w polu karnym Thulaniego Serero i sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Kolbeinn Sigthorsson i oddał płaski strzał, który pewnie wybronił Valdes.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Sysia11
11
Debiut ,,Pepito” w europejskich pucharach:
18 września 1991 r. Josep Guardiola debiutuje w europejskich pucharach wygranym meczem 3:0 z Hansą Rostock na Camp Nou w pierwszym meczu pierwszej rundy Pucharu Mistrzów. Ówczesny trener Blaugrany Johan Cruijff pozwolił Pepowi rozegrać pełne 90 minut. Gole z Hansą zdobyli: Michael Laudrup(2) oraz Jon Andoni Goikoetxea.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
11
Feliz cumpleaños panie Luisie!
Dzisiaj swoje 48 urodziny obchodzi Luis Nazario de Lima, jeden z najlepszych napastników w historii futbolu. Kariere zaczynał w Cruzeiro Belo Horizonte, skąd już w 1994 r. trafił do PSV Eindhoven. W Holandii zrobił furore będąc królem strzelców już w debiutanckim sezonie(30 goli!). W kolejnym roku rozgrywek borykał się z kontuzją kolana, lecz i tak zdobył 19 goli w 21 meczach. Już wtedy był na celowniku największych drużyn Europy i ostatecznie trafił do FC Barcelony. Na Camp Nou stał się największą gwiazdą zespołu a do niewiarygodnej statystyki 47 goli w 49 meczach(z czego 34 w La Liga) nie zbliżył się ani grający wcześniej Romario, ani występujący później Rivaldo oraz Ronaldinho. Te liczby poprawił dopiero Lionel Messi. Młody Ronaldo przypominał zresztą pod wieloma względami Argentyńczyka, dysponując bajeczną techniką, fenomenalnym przyspieszeniem i niezwykłym instynktem strzeleckim. Niestety nie miał szczęścia do agentów, którzy mieszali w głowie młodej gwieździe chcąc zarobić jak najwięcej pieniędzy na jego transferach. Prezydent FC Barcelony był już dogadany na wieloletni kontrakt z objawieniem światowego futbolu, lecz w ostatniej chwili rozmowy zerwano i zaledwie po jednym sezonie Ronaldo opuścił Katalonię na rzecz Interu Mediolan za rekordową wówczas sume 27 milionów dolarów. Pod koniec 1997 r. Brazylijczyk otrzymał ,,Złotą Piłke France Football”, lecz zaledwie po roku gry na San Siro zaczęły się jego permanentne problemy ze zdrowiem, przede wszystkim z kolanami. Doszło do tego że w sezonie 2000/2001 nie rozegrał ani jednego meczu a przez 5 lat w Interze nie uzbierał nawet 100 występów. Wrócił jednak w wielkim stylu do czołówki piłkarzy świata na Mundialu w Korei i Japonii 2002, gdzie został mistrzem Świata i królem strzelców turnieju, co zaowocowało transferem do Realu Madryt. W barwach ,,Królewskich” ponownie zdobył korone króla strzelców La Liga, lecz jego kolana wytrzymały gre na najwyższym poziomie tylko przez 3 sezony. W styczniu 2007 r. w wieku 30 lat trafił do Milanu, lecz był już wtedy cieniem samego siebie. W 2009 r. przeniósł się do brazylijskiego Corinthians, gdzie po 2 latach zakończył karierę.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
11
@FCBparasiempre
W wieku 13 lat Messi jest już znaczącą postacią juniorskiego futbolu. Dwa lata wcześniej Fabian Basualdo, były obrońca Newell’s i River Plate, przez kilka miesięcy reprezentował Leo, starając się jak najlepiej kierować jego karierą do momentu aż rodzina Messi zdała sobie sprawę że nie ma potrzeby posiadania kogoś u boku tak młodego chłopca. Jednak pewnego dnia 2000 roku przy ulicy Estado de Israel 525, pojawiają się Martin Montero i Fabian Soldini z Marki, spółki z siedzibą w Rosario, zajmującą się kupowaniem i sprzedawaniem piłkarzy. Ludzie, o których Jorge, ojciec Lionela, nie chce rozmawiać, ponieważ w rozwoju całej historii nie pomogli jego synowi a wręcz przeciwnie… Montero i Soldini mimo wszystko chcą reprezentować Lionela. Są przekonani że chłopak może mieć błyskotliwą przyszłość w każdym wielkim klubie, zarówno we Włoszech, jak i w Hiszpanii. Zapewniają iż mają kontakty i ważne przyjaźnie. Rodzina Messi nie zawierza jednak łatwo tym słowom. Dopóki mały nie dostanie się na testy w Europie, nikt nie będzie zajmował się jego interesami. Jedyne co trzeba było sprawdzić, to czy te przyjaźnie i kontakty nie były tylko wymysłem. Nie były! Montero i Soldini dzwonią w sierpniu 2000 roku do Barcelony, do jednego ze swoich wspólników, Horacio Gaggioliego. Horacio pochodzi z Rosario ale od lat 60-tych mieszka na stałe w Barcelonie i współpracuje z Josepem Marią Minguellą, agentem piłkarskim, doradcą w sprawie transferów ówczesnego prezydenta Joana Gasparta i przyszłym kandydatem w wyborach, które ostatecznie na fotel prezydenta zaprowadzą Joana Laporte. ,,Widziałem domowe video chłopaka, Horacio, Martin i Fabian zapewnili mnie że warto się nim zainteresować, tak więc porozmawiałem z FC Barceloną i zadzwoniłem do Rexacha, który jest moim dobrym przyjacielem”- wspominał Minguella. Opowiadał mi o bardzo dobrym chłopcu, podobnym do Maradony. Sądziłem że chodziło o jakiegoś 18- albo 19-latka. Kiedy powiedzieli mi o jego wieku, byłem zaskoczony. To musiał być superfenomen aby mógł nas zainteresować. W polityce klubowej nie mieściło się sprowadzanie dzieci spoza Katalonii, nie mówiąc już o zawodniku spoza Unii Europejskiej. Zapewnili mnie jednak że nie było drugiego, takiego jak on. Zdecydowaliśmy się zatem ściągnąć go do Barcelony żeby potrenował przez kilka tygodni, dzięki czemu trenerzy ze szkółki będą mieli okazje by spokojnie go obejrzeć. To było najlepsze rozwiązanie. Lepiej żeby przyjechał do Hiszpanii z rodziną, wtedy, kiedy będzie im pasować, niż byśmy my mieli zaplanować podróż do Argentyny. Mógłby pojawić się jakiś problem, na przykład chłopiec byłby chory albo akurat w tym tygodniu nie mógł by grać… Nasza wizyta byłaby bezużyteczna”- wspominał ówczesny dyrektor sportowy Carles Rexach.
W ten sposób w niedziele 17 września 2000 r. Messi przybywa do Barcelony w towarzystwie swego ojca i Fabiana Soldiniego. Na lotnisku ,,El Prat” czeka na nich Horacio Gaggioli, który zabiera ich do hotelu Plaza na Plaza de Espanya u stóp Montjuïc. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jeśli w Barcelonie jest dla niego miejsce, tutaj będzie jego nowy dom. Mieszkanie, pieniądze, miejsce pracy dla ojca i być może nawet drużyna dla starszego brata Rodrigo. Wydaje się czymś dziwnym by cała rodzina powierzyła swoje szczęście w ręce 13-latka. Początek testów zaplanowano na 18 września po południu. Lionel z otwartymi ustami podziwia klubowe obiekty. Później wchodzi do szatni by się przebrać i przyłącza się do juniorskich zespołów. Przez tydzień trenuje i rozgrywa mecz z rówieśnikami. Jego ojciec, jak zwykł to czynić na boiskach Rosario, w ciszy obserwuje go z trybun a Leo żeby nie zawieść swojego ojca strzela 5 goli plus ten, który zostaje anulowany, w jednym tylko meczu. Papa obiecał że kupi mu dres, jeśli zdoła strzelić 6 goli. Ostatecznie musiał spełnić swoją obietnice. Argentyński chłopiec spisuje się dobrze. Jednak decyzje o jego przyszłości musi podjąć Rexach, który znajduje się w Australii na igrzyskach olimpijskich. Z tego powodu pobyt Leo w Barcelonie przedłuża się aż do jego powrotu, przewidzianego na 2 października. Sprawa jest otwarta i należy jak najszybciej ją rozwiązać, tak więc 3 października o 5 po południu na boisku numer 3 Miniestadi zorganizowany zostaje mecz między drużyną Cadetes i Juveniles z pierwszego roku. ,,Charly” chce sprawdzić, jak radzi sobie z dziećmi starszymi od siebie. ,,Wracałem z obiadu i na stadion dotarłem z pięciominutowym opóźnieniem. Oba zespoły już grały – opowiada Rexach. – Musiałem przejść odcinek w kształcie litery U żeby dotrzeć na ławke, na której znajdowali się trenerzy. Spóźniłem się siedem czy osiem minut. Kiedy usiadłem, już zadecydowałem. Quimentowi Rife i Minguelli powiedziałem: ,,Musimy go mieć. Natychmiast”. Co zobaczyłem? Bardzo małego chłopca ale bardzo odmiennego, grającego niezwykle swobodnie, zwinnego, szybkiego, bardzo technicznego, który transportował piłke z największą prędkością, zdolnego przedryblować każdego kogo miał naprzeciwko. Umiejętności, które dziś wszyscy znamy, są lepiej widoczne w wieku lat 13-tu. Są piłkarze, którzy potrzebują drużyny żeby się wybijać, on nie. Jeśli ktoś mi mówi że to ja byłem odkrywcą Messiego, zawsze mu powtarzam: gdyby tamtędy przechadzał się Marsjanin, też zdałby sobie sprawę że był bardzo wyjątkowy”. Gotowe, szef powiedział ,,tak”! Dwa dni później Leo i jego ojciec szczęśliwi wracają do Argentyny. ,,Charly” Rexach za pośrednictwem osoby trzeciej obiecał im że wkrótce zostaną wezwani z powrotem aby sformalizować umowę.
17
,,La Pulga” przybywa do Europy by zachwycać świat:
@Sysia11
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360