1

@John_Doe Nie oglądałem meczu, więc jestem zszokowany tylko samym wynikiem. Gyokeresa też nie widziałem w akcji ale dlaczego grający piłkarz miałby już iść na trenera i dlaczego akurat do ManU?

1

@Herato Wiem i nie raz już o tym wspominałem

11

Przełomowe wydarzenie w dziejach Dumy Katalonii:

6 listopada 1991 r. Jose Maria Bakero strzelił słynnego gola w Kaiserslautern. Do 89 minuty Barça była za burtą rozgrywek Pucharu Europy. Przegrywała 3:0 z mistrzem Niemiec i nic nie wskazywało na to iż może strzelić upragnionego gola, który da awans do fazy grupowej. Niestety dla gospodarzy niemiecki pomocnik Haber w niegroźnej sytuacji sfaulował obrońcę Blaugrany Miguela Nadala. Wówczas Koeman wstrzelił piłke w pole karne, gdzie niski ale świetnie grający głową Bakero wyskoczył pomiędzy obrońcami Kaiserslautern i skierował piłke do siatki. Jeszcze w doliczonym czasie gry Niemcy mieli szanse na odwrócenie losów dwumeczu, lecz Zubizarreta obronił strzał głową Habera. FC Barcelona dzięki awansowi do pierwszej w historii fazy grupowej Pucharu Europy uczyniła pierwszy krok ku zdobyciu tego trofeum. ,,Bez pomocy Boga nie dojdzie się do niczego. Graliśmy najgorsze spotkanie w tym sezonie ale szczęście było przy nas. Teraz wierzę w zdobycie Pucharu Europy”- powiedział po meczu szczęśliwy Cruijff. Ja jeszcze tylko przypomnę że w tamtym sezonie debiutował w europejskich pucharach meczem z Hansą Rostock Josep Guardiola.

Kultowy gol:



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

5

Panie i Panowie a cóż to się ponawyrabiało w tej Lidze Mistrzów? Nie dość że wróg naczelny przegrał na Bernabeu 1:3(co akurat nie powinno nas martwić), to jeszcze ,,Obywatele" przegrały ze Sportingiem na Jose Alvalade. To że przegrały to może jeszcze nie jest sensacja ale 4:1!?!?! to dla mnie szok!!! Pepito, co ty robisz...!

7

@FCBparasiempre
Co ciekawego można robić we własne urodziny? Można na przykład urządzić imprezę dla przyjaciół, wybrać się w ciekawą podróż czy skoczyć na bungee a gdy jest się piłkarzem? W sumie to samo (może poza skokiem), ale oprócz tego np. uczcić ten dzień strzelonym golem w ważnym meczu. Ewentualnie zdobyć cztery gole w jednym spotkaniu Ligi Mistrzów. Tak właśnie zrobił 21 lat temu Dado Pršo. 5 listopada 2003 roku, czwarta kolejka Champions League. W najciekawszym (przynajmniej teoretycznie) meczu tego dnia Bayern gra w Monachium z Olympique Lyon. Spotkanie dość niespodziewanie wygrywa drużyna gości. Jak się jednak okazuje to nie o „olimpijczykach” będzie się mówiło najwięcej tego wieczoru. Inny zespół reprezentujący Francję – AS Monaco rozgrywa w tym czasie mecz z Deportivo La Coruña. W składzie drużyny z księstwa brakuje największej gwiazdy, Fernando Morientesa. Szansę gry w podstawowym składzie otrzymuje niezbyt znany Chorwat Dado Pršo. Tak się składa, że tego dnia napastnik świętuje swoje 29. urodziny. Już w 2. minucie Monaco wychodzi na prowadzenie dzięki bramce Jerome’a Rothena, a w minucie 11. na 2:0 podwyższa Ludovic Giuly. Wreszcie w 26. minucie po rzucie rożnym bramkę głową zdobywa Pršo. Po czterech minutach Chorwat (znów głową) strzela kolejnego gola. Przed przerwą dorzuca jeszcze jedną bramkę, a zaraz po przerwie kolejną. Jubilat schodzi z boiska w 75. minucie żegnany burzą braw. Jego miejsce zajmuje Emmanuel Adebayor. Mecz kończy się niespotykanym i rekordowym, pod względem liczby bramek w jednym spotkaniu, wynikiem 8:3, a chorwacki napastnik przechodzi do historii Ligi Mistrzów. Przed nim cztery gole w jednym spotkaniu udało się zdobyć tylko dwóm piłkarzom, Marco van Bastenowi i Simone Inzaghiemu. Sezon 2003/2004 jest udany nie tylko dla Pršo, ale dla całego zespołu AS Monaco. Choć w Ligue 1 nie udaje się przerwać hegemonii Lyonu (Monaco ląduje ostatecznie na trzecim miejscu) to w Champions League piłkarze ze Stade Louis II robią prawdziwą furorę. Z grupy wychodzą z pierwszego miejsca, a później eliminując kolejną Lokomotiw Moskwa, Real Madryt i Chelsea Londyn, dochodzą do finału. Tam lepsze okazuje się FC Porto, prowadzone przez Jose Mourinho. Jednak to klub w charakterystycznych biało-czerwonych koszulkach zdobywa sympatię wśród kibiców w całej Europie. Na skrzydłach szaleją Ludovic Giuly i Jerome Rothen, w ataku Fernando Morientes, a rewanżowe meczu z Realem i Chelsea przechodzą z czasem do prawdziwej klasyki Ligi Mistrzów. Pršo nie udaje się już powtórzyć swojego wyczynu, ale dorzuca dwie bramki w drodze do finału (w sumie w całym sezonie zdobywa ich siedem). Zanim jednak długowłosy Chorwat zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach Champions League, jego kariera piłkarska nie była usłana różami. Urodzony 5 listopada 1974 roku w Zadarze (wówczas Jugosławia) zawodnik, swoje pierwsze kroki w futbolu stawiał w rodzinnym mieście, trenując najpierw w NK Bagat, a później w NK Zadar. W wieku 12 lat Miladin (to jego prawdziwe imię) trafił do Hajduka Split. Płynnie przechodził przez wszystkie drużyny juniorskie Hajduka aż do roku 1991. Mając wówczas 17 lat został poddany rutynowanej kontroli lekarskiej, która wykazała u niego nieregularne bicie serca. Medycy sądzili, że ta zdrowotna dolegliwość uniemożliwi mu profesjonalne uprawianie sportu, dlatego też działacze Hajduka rozstali się z młodym napastnikiem. Co ciekawe, od tego czasu u Pršo nie odnotowano nigdy żadnych śladów tej wady. Po wyrzuceniu z Hajduka napastnikowi udało się znaleźć angaż w NK Pazinka. Klub grał w najwyższej klasie rozgrywkowej świeżo utworzonej ligi chorwackiej. Dado Pršo miał zaledwie 18 lat, ale zdołał wystąpić w 26 meczach i strzelić 2 gole. Sezon 1992/1993 był jedynym w całej karierze zawodnika, w którym grał w ekstraklasie chorwackiej. Występy w barwach klubu z miasta Pazin łączył z pracą mechanika samochodowego. Nie była to jednak największa przeszkoda w piłkarskim rozwoju wciąż nastoletniego gracza. Na początku lat 90. na Bałkanach toczyła się krwawa wojna, z powodu której wielu mieszkańców postanowiło uciekać do państw Europy Zachodniej. Dado Pršo również podjął taką decyzję. Los rzucił go do francuskiej Normandii. Początki na francuskiej ziemi były trudne i zniechęcające. Pršo trafił do klubu FC Rouen, ale w ciągu dwóch lat zagrał tam w zaledwie 10 (według niektórych źródeł w 12) meczach. W poszukiwaniu pracy ruszył na południe Francji. Na Lazurowym Wybrzeżu, w miejscowości Saint-Raphaël otrzymał pracę mechanika, a raz w tygodniu grał w tamtejszym klubie. Po pracy zazwyczaj spędzał czas w kasynach i barach, trwoniąc zarobione w ciągu dnia pieniądze. Jego życie odmieniło się po spotkaniu z kobietą, która później została jego żoną. Carole namówiła go, aby na poważnie wziął się za swoją karierę piłkarską.

Gdy latem 1996 roku jego zespół rozgrywał sparing z AS Monaco Pršo został uznany za najlepszego piłkarza meczu. Klub z księstwa zaoferował mu kontrakt, który Chorwat zaakceptował. W drużynie prowadzonej przez Jeana Tiganę nie było łatwo o miejsce w składzie. Thierry Henry, Victor Ikpeba, Sonny Anderson, David Trezeguet – przy takich rywalach do gry w ataku Pršo nie zdołał zadebiutować w pierwszej drużynie. Dobrze za to radził sobie w czwartoligowych rezerwach ASM. Na kolejne dwa sezony został wypożyczony do Ajaccio AC. Pomógł klubowi z Korsyki awansować z trzeciej do drugiej ligi i całkiem nieźle prezentował się na zapleczu francuskiej ekstraklasy (w sezonie 1998/1999 zdobył 13 bramek). Rozgrywki 1999/2000 rozpoczął znów w barwach Monaco. Konkurencja nadal była ogromna, ale Pršo występował stosunkowo często (20 meczy i 2 bramki), zazwyczaj wchodząc z ławki rezerwowych. Kampania zakończyła się wielkim sukcesem klubu – wywalczonym w znakomitym stylu mistrzostwem Francji. W kolejnych dwóch sezonach zespół nie zachwycał, ale Pršo nadal był najwyżej pierwszym rezerwowym. Cztery lub dwie bramki w sezonie to dla napastnika wynik raczej katastrofalny. Pewnym usprawiedliwieniem dla chorwackiego wieżowca (190 cm wzrostu) były częste problemy z kolanami. Wszystko zmieniło się w sezonie 2002/2003. Didier Deschamps, trener Monaco dysponował wówczas młodym składem uzupełnionym kilkoma doświadczonymi zawodnikami (m.in. Marco Simone czy Vladimir Jugović). W ataku DD odważnie postawił na duet Dado Pršo – Shabani Nonda. Ten pierwszy zdobył 12 bramek, a drugi aż 26 i został królem strzelców ligi. Monaco wywalczyło wicemistrzostwo. Mistrzem został oczywiście Olympique Lyon. O kolejnej kampanii (2003/2004) w wykonaniu AS Monaco napisano już wiele, nie tylko w tym artykule. Po jej zakończeniu Pršo pojechał na EURO 2004. Reprezentacja Chorwacji, w której zadebiutował dopiero w 2003 roku, nie zdołała wyjść z trudnej grupy z Anglią, Francją i Szwajcarią. Dla porządku dodajmy, że Pršo zakończył turniej z jedną bramką. Kolejny sezon rozpoczął już w nowych klubowych barwach. Były to ciemnoniebieskie koszulki, białe spodenki i czerwono-czarne skarpety Glasgow Rangers. Jeden z najbardziej utytułowanych klubów Europy, niemający (poza Celticiem) poważnego konkurenta na krajowym podwórku, pozyskał bramkostrzelnego Chorwata na zasadzie wolnego transferu. Pierwszy sezon był fantastyczny w wykonaniu Pršo – 18 ligowych goli i wywalczone mistrzostwo Szkocji. Swego rodzaju paradoksem było to, że pochodzący z tradycyjnie katolickiej Chorwacji Dado stał się ulubieńcem protestanckich i często zaciekle antykatolickich kibiców Rangersów. Następne dwa sezony nie były już tak dobre. 9 i 4 – to dorobek bramkowy Chorwata w kampaniach, kolejno 2005/2006 i 2006/2007. Znów usprawiedliwiając gorszą skuteczność Pršo trzeba wspomnieć o jego problemach z kolanami. W pewnym momencie po każdym spotkaniu puchły do tego stopnia, że uniemożliwiały mu wzięcie udziału w treningu, nie mówiąc już o grze w meczu. W 2007 roku długowłosy mechanik z Zadaru zakończył swoją futbolową karierę. Pożegnanie z Ibrox kosztowało go sporo emocji. Gdy miesiąc po sezonie umówił się na wywiad z jednym z lokalnych dziennikarzy, przyznawał z sentymentem: ,,Nawet rozglądanie się po stadionie, kiedy jest pusty, sprawia, że jestem smutny, wiem, że to już koniec dla mnie i nie będę więcej grał na Ibrox”. Mimo że Dado Pršo największe sukcesy święcił z AS Monaco, z reprezentacją grał na Euro 2004 i Mistrzostwach Świata w 2006 roku, to zdecydowanie najlepiej wspomina czas spędzony w Szkocji. Na swoim koncie na Twitterze najwięcej miejsca poświęca właśnie drużynie Glasgow Rangers, zamieszczając często archiwalne fragmenty meczy i zdjęcia z okresu gry na Ibrox. Zapytany przez dziennikarza z Glasgow, co zmieniłby w swojej karierze, gdyby miał taką możliwość, odpowiedział: ,,Najbardziej żałuję, że nie przyjechałem tu wcześniej, bardzo byłbym zadowolony, gdybym tu przyjechał mając 26 lat zamiast 29”.

0

@FcPortoFan1999 Coś mi się kojarzy że któregoś meczu Argentyny z tego mundialu nie oglądałem ale głowy nie dam uciąć...
Zresztą to mało istotne...

0

@FcPortoFan1999 Ale z jakiego powodu i w jakim meczu?

0

@FcPortoFan1999 Przez swojego zawodnika? Szczerze mówiąc nie kojarze takiego faktu...?

14

Legendy argentyńskiego futbolu:

5 listopada 1954 r. urodził się Alejandro Sabella. Dorastał w dość zamożnej dzielnicy Buenos Aires w rodzinie klasy średniej. Znakomicie radził sobie w szkole i bez problemu dostał się na Wydział Prawa Uniwersytetu w Buenos Aires, ale miłość do piłki okazała się mocniejsza. Zaczynał jako pomocnik w stołecznym River Plate. W ciągu czterech lat pobytu w klubie zdołał uzbierać ponad setkę występów i razem z kolegami trzykrotnie w tym czasie świętował mistrzostwo. W lipcu 1978 r. Sabella wyjechał do Europy, gdzie podpisał kontrakt z angielskim Sheffield United. Klub występował wówczas na drugim poziomie rozgrywkowym, a z przybyciem Argentyńczyka wiązano spore nadzieje. Anglii jednak nie zawojował. Kiedy Sheffield spadło do Third Division, Sabella zaczął rozglądać się za nowym pracodawcą. W końcu w 1980 r. przeszedł do Leeds United, gdzie w ciągu kolejnego sezonu grał ze zmiennym szczęściem. Na boisko wybiegał tylko 23 razy i dwukrotnie udało mu się pokonać bramkarzy rywali. Pod koniec 1981 r. pomocnik stwierdził, że pora wracać do Argentyny. Trafił do Estudiantes de La Plata, gdzie pod okiem przyszłego selekcjonera Carlosa Bilardo szybko wpasował się do drużyny. Wkrótce linia pomocy z Sabellą w składzie stała się jedną z najsilniejszych w lidze, czego efektem były dwa tytuły mistrzowskie w latach 1982 i 1983. Tylko osiem razy zagrał w drużynie narodowej. Przyczyną takie stanu jest fakt, że na jego pozycji rywalizacja w kadrze była ogromna. Dość powiedzieć, że wśród rywali o miejsce w składzie miał choćby takich graczy jak Ricardo Bochini, Carlos Tapia, Jorge Burruchaga czy Diego Maradona. W 1983 r. wziął co prawda udział w Copa América, gdzie zagrał w czterech grupowych meczach, ale Argentyna nie przeszła dalej. Pod koniec kariery zakładał jeszcze koszulki brazylijskiego Grêmio Porto Alegre, a także argentyńskiego Ferro Carril Oeste. Przygodę z piłką kończył w Meksyku występami w barwach Club Deportivo Irapuato. Po zakończeniu czynnej kariery poświęcił się pracy szkoleniowej. Przez lata był asystentem Daniela Passarelli i towarzyszył mu podczas pracy z argentyńską i urugwajską reprezentacją, a także w klubach. W marcu 2009 r. objął stery Estudiantes, a już w lipcu cieszył się z wygranej w Copa Libertadores. Do tego dołożył mistrzostwo kraju w 2010 r. W sierpniu 2011 r. w jego ręce powierzono losy narodowej reprezentacji. Jedną z pierwszych decyzji nowego selekcjonera było mianowanie Messiego kapitanem. Pod jego wodzą Argentyna w 2014 r. po raz pierwszy od wielu lat dotarła do finału mistrzostw świata, gdzie jednak uległa Niemcom. Zmarł w wieku 66 lat w wyniku problemów kardiologicznych.

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11

9

Legendy europejskiego futbolu:

5 listopada 1952 r. urodził się Oleh Błochin, ukraiński skrzydłowy i napastnik; 2-krotny Zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów-1975 i 1986; 2-krotny Zdobywca Superpucharu Europy-1975 i 1986 oraz zdobywca Złotej Piłki France Football-1976.

Starsi kibice wciąż mają przed oczyma cudowne rajdy po lewym skrzydle tego zawodnika Dynama Kijów. Nie pędził na zabój, nigdy nie tracił orientacji, widział piłkę, rywali i kolegów z drużyny. Piłkę trzymał krótko przy nodze, rozglądał się, szukał miejsca, przygotowywał plan. A potem ruszał ze zwodem w lewo lub prawo, gubił przeciwników, znakomicie dryblował i zakładał siatki przeciwnikom. Miał swój ulubiony trick-piłkę puszczał w lewo, obiegał obrońcę po prawej i błyskawicznie doganiał futbolówkę. Biegał przecież setkę po niżej 11 sekund i mało kto potrafił go doścignąć. Uwikłany w drybling wpadał między kilku rywali i kiedy wydawało się że już się nie wymknie nagle składał się do uderzenia i piłka leciała jak pocisk a odpowiednio nadana rotacja powodowała iż wpadała prosto w okienko. Bramkarze przeważnie bezradnie rozkładali ręce. Nad rozentuzjazmowanymi trybunami stadionu w Kijowie roznosił się chóralny krzyk: ,,Mołodiec’’. Taki był Błochin-piłkarski internacjonał, bohater ukraiński i posiadacz tytułu Zasłużonego Mistrza Sportu ZSRR. Na piłkę nożną skazał go nie przypadek ale rodzony ojciec, który był najpierw piłkarzem a potem trenerem i działaczem piłkarskim. Zapisał 10-letniego Olega do szkółki przy Dynamie Kijów. Tam szlifowano talent szczupłego, szybkiego jak gazela chłopca z Kijowa. Dynamo było wówczas kuźnią talentów i renomowaną firmą, która jako jedyna z terenu Ukraińskiej Republiki brylowała w radzieckiej lidze gromiąc najlepsze rosyjskie kluby z Moskwy. Oleg zadebiutował w Dynamie jako 17-latek! w 1969 r. i grał w tym klubie nieprzerwanie 19 lat do 1988 r. Był ulubieńcem słynnego ukraińskiego trenera Walerego Łobanowskiego. Dla Dynama strzelił 211 goli i zdobył 8 tytułów mistrza ZSRR oraz pięciokrotnie zostawał królem strzelców. Jednak nie spełnił swoich ambicji grając w reprezentacji ponieważ w owych czasach drużyna radziecka zdobyła zaledwie 2 brązowe medale na igrzyskach olimpijskich. Świat zakochał się w Błochinie w sezonie 1974/75 uznanym potem za najlepszy w jego karierze. Wówczas w finale Pucharu Zdobywców Pucharów Dynamo grało z budapesztańskim Ferencvarosem a Oleg od pierwszej minuty błyszczał jak brylant. Organizował ataki, pomagał w obronie, dyrygował kolegami. Węgrzy zostali zepchnięci do defensywy i Dynamo cały czas przeważało. W 18 minucie po akcji Błochina gola zdobył Oniszczenko. Ten sam zawodnik poprawił w 39 minucie a kropkę nad ,,i’’ postawił sam Oleg po pięknej akcji lewą stroną gdy huknął nie do obrony w 67 minucie. Piłkarska Europa bagatelizowała ten finał. Ot dwie drużyny zza żelaznej kurtyny stoczyły bratobójczy pojedynek. Komentowano wówczas że ekipa Dynama w Meczach o Superpuchar Europy z najeżonym gwiazdami zdobywcą Pucharu Mistrzów Bayernem Monachium będzie bez szans. Już pierwsze spotkanie w Monachium pozbawiło Niemców złudzeń. Błochin osobiście załatwił sprawę i po jego golu goście wygrali 1-0. Na rewanż w Kijowie Bayern przyjechał w najsilniejszym składzie, nastawiony bojowo ale miny niemieckich gwiazd nieco zrzedły na widok pełnych trybun kijowskiego stadionu. Zasiadało tam wówczas 100 tys. kibiców w szarych smutnych ubraniach ale fanatycznie zaangażowanych w doping swojej drużyny. Idolem trybun był rzecz jasna Oleg Błochin. Pięknie podziękował kibicom za składane mu hołdy strzelając 2 gole w tym rewanżu i tryumfując z Superpucharem Europy. Po meczu trener Bayernu stwierdził iż Błochin jest najlepszym lewoskrzydłowym na świecie. Tę opinię potwierdzili uczestnicy plebiscytu ,,France Football’’ przyznając ukraińskiemu piłkarzowi tytuł najlepszego na Starym Kontynencie i Złotą Piłkę za 1975 r. Jak smakuje Puchar Zdobywców Pucharów jeszcze raz skosztował Oleg w 1986 gdy jego Dynamo wygrało w Lyonie z Atletico Madryt 3:0. Mecz był wyrównany do 86 minuty. Co prawda Dynamo po golu Zawarowa z 4 minuty prowadziło ale Atletico cały czas niebezpiecznie atakowało i co chwila groźba strzelenia bramki wisiała w powietrzu ale do momentu, kiedy Błochin w swoim stylu zwiódł obrońców i strzelił gola. 2 minuty później poprawił jeszcze Jewtuszenko i było po zawodach.

Dwa lata później Oleg jako pierwszy piłkarz ZSRR dostał zgodę na wyjazd do zagranicznego klubu. Gdyby stało się to kilka lat wcześniej to miałby otwartą drogę do najlepszych europejskich firm lecz w wieku 34 lat był już u schyłku kariery i dobre piłkarskie marki już się o niego nie biły. Trafił do Austriackiego Vorvarts Steyr a piłkarską karierę zakończył w cypryjskim Arisie Limmasol w 1990 r. Na kilka lat przeniósł się do Grecji gdzie pracował jako trener w Pireusie(Olympiacos i Ionocos) i Salonikach(PAOK). W 2003 roku Błochin został trenerem reprezentacji Ukrainy i na mistrzostwach świata w Niemczech doprowadził swoich podopiecznych do ćwierćfinału. Jednak w 2007 roku po nieudanych eliminacjach do mistrzostw Europy podał się do dymisji. W kwietniu 2011 r. ponownie powołano go na selekcjonera narodowej reprezentacji. Ukraina jako współgospodarz Euro 2012 nie zdołała wyjść z bardzo silnej grupy i po mimo jednego zwycięstwa odpadła po fazie grupowej jednak Błochina nie zwolniono z tego powodu. 25 września 2012 r. Oleg Błochin został trenerem swojego Dynama po czym w październiku 2012 przestał pełnić funkcję selekcjonera reprezentacji Ukrainy. Ukraiński bohater, słynny ,,mołodiec’’ bez wątpienia przeszedł do historii futbolu jako jeden z najlepszych skrzydłowych świata a kto wie czy nie najlepszy?

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

1

@Safrani No za naszego życia to raczej nie! Choć mówią: Nigdy nie mów nigdy!

1

@Lionel_Messi10 Czy mam rozumieć że Emiliano Martinez już wypełnił swoją kare?

9

Wybitne postacie argentyńskiego futbolu:

5 listopada 1938 r. w Rosario urodził się Cesar Luis Menotti, były napastnik i trener. Jako trener Menotti nie tylko odmienił grę na boisku ale także pozostawił niezatarty ślad w filozofii i podejściu do piłki nożnej. Jego ofensywny styl gry i pasja do kreatywnego futbolu uczyniły go wizjonerem, który wywarł głęboki wpływ na pokolenia piłkarzy i trenerów. Jako piłkarz 11-krotnie występował w reprezentacji Albicelestes strzelając 2 gole. Reprezentował rodzime Rosario Central, Racing Club, Boca Juniors oraz m.in. FC Santos, gdzie za partnera miał młodszego o 2 lata Pelego. W 1965 r. zdobył mistrzostwo Argentyny z Boca Juniors a w 1968 r. mistrzostwo Brazylii z FC Santos. Kariere trenerską rozpoczął w rodzinnym Rosario ale sławe zdobył jako nauczyciel Huracanu. W roku 1973 zdobył z nim mistrzostwo kraju. Kiedy Argentyna w 1974 r. zawiodła na mundialu w RFN, Menotti zajął miejsce trenera Capa. Wkrótce powierzono mu opieke nad wszystkimi argentyńskimi reprezentacjami. Miał filizofie swojego wielkiego nauczyciela- Juana Carlosa Lorenzo, w którego drużynach nie było miejsca na przypadek. Menotti cieszył się opinią niezależnego filozofa futbolu, wypowiadającego się także ze swadą na temat kultury i polityki. Stał się nowym typem trenera piłkarskiego, który nie ograniczał swoich zainteresowań do boiska. Był wysoki, nosił przezwisko ,,El Flaco”(Chudy), elegancki, przystojny, z włosami do ramion i papierosem w ręku; był w latach 70-tych i 80-tych jednym z najbardziej rozpoznawalnych ludzi futbolu. Po wygranym mundialu w Argentynie i mistrzostwie świata drużyn młodzieżowych mógł stawiać warunki. Po mundialu w Hiszpanii 1982 zrezygnował z pracy z kadrą, przyjmując propozycję FC Barcelony. Mając tam Maradonę, Schustera i Simonsena, w roku 1983 zdobył z nią Puchar Króla. Trenował potem najlepsze kluby ale już bez sukcesów na jakie wszyscy liczyli. Miał opinie człowieka junty, przeciw czemu zażarcie protestował. Nie robił nic takiego, co w tych trudnych dla Argentyny czasach wystawiało by mu złe świadectwo. Później demonstrował poglądy lewicowe, opowiedział się też po stronie prezydenta Carlosa Menema, polityka, który w przeciwieństwie do dyktatora Videli, futbol autentycznie kochał a że i na tej miłości zbijał kapitał to już inna sprawa. Menotti zmarł 5 maja tego roku. Szkoleniowiec zmagał się z dużymi problemami zdrowotnymi. Jak podały argentyńskie media, Menotti jeszcze miesiąc przed śmiercią trafił do szpitala z powodu poważnej anemii, jednak po 12 dniach otrzymał wypis dzięki polepszeniu się stanu zdrowia. Poza tym mówiło się tez o problemach z układem krwionośnym.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Sysia11

12

Na wstępie chciałbym pozdrowić gorąco wszystkich sympatyków Widzewa, zwłaszcza WIELKIEGO WIDZEWA, który współtworzył największe sukcesy polskiego futbolu:

5 listopada 1980 r. Widzew Łódź wyeliminował Juventus Turyn! Po dramatycznym rewanżu i konkursie rzutów karnych czerwono-biało-czerwoni awansowali do kolejnej rundy Pucharu UEFA kosztem Juventusu Turyn. Dwa tygodnie wcześniej Widzewiacy zszokowali piłkarski świat, pokonując u siebie wielki, naszpikowany gwiazdami Juventus Turyn 3:1! To była dopiero trzecia kampania europejska czerwono-biało-czerwonych i choć Widzew dwa lata wcześniej w pierwszej rundzie Pucharu UEFA wyeliminował po dwóch remisach Manchester City, tak spektakularnego i pewnego zwycięstwa na arenie międzynarodowej jeszcze nie odniósł. Oczywiście zwycięstwo w pierwszym meczu nie dawało jeszcze awansu, ale łodzianie mogli poważnie myśleć o tym, żeby wyeliminować europejskiego giganta. ,,Wiedzieliśmy, że będzie ciężko. W Juventusie grała wówczas połowa reprezentacji Włoch. Ale mieliśmy świadomość, że możemy coś ugrać”- wspomina po latach nastroje zespołu przed rewanżem Andrzej Grębosz, strzelec pierwszego gola w Łodzi. ,,Gdybym nie wierzył w sukces, poprosiłbym trenera o niewystawienie mnie do gry”- powiedział włoskiej telewizji Zbigniew Boniek, cytowany również przez "Sport". Od początku meczu w Turynie emocji nie brakowało. Obie drużyny miały swoje okazje, choć to gospodarze byli bliżej zdobycia bramki. Obili nawet poprzeczkę bramki strzeżonej przez Józefa Młynarczyka. Mocno dawał się łodzianom we znaki Marco Tardelli. I to właśnie on, tuż przed przerwą, otworzył wynik. Mało tego. Zaraz po zmianie stron turyńczycy prowadzili już 2:0, a w kolejnych minutach mogli nawet wyżej! Nadzieję gościom dała dwójkowa akcja Bońka i Marka Pięty zakończona golem tego drugiego. Odpowiedź Włochów przyszła już dwie minuty później. Wynik na 3:1 ustalił w 61. minucie Liam Brady. Do końca regulaminowego czasu gry rezultat meczu nie uległ zmianie, co oznaczało dogrywkę. W niej Juventus dominował, ale nie przełożył tego na kolejne trafienia. O awansie do 1/16 finału Pucharu UEFA zadecydować miał konkurs rzutów karnych. Jego bohaterem okazał się Młynarczyk, który wybronił dwie pierwsze "jedenastki" Starej Damy. Jego koledzy, strzelcy nie mylili się i ostatecznie po pewnym trafieniu Bońka łodzianie wygrali 4:1 i dopełnili sensacji, eliminując z dalszej gry Juventus. ,,Oprócz rywala była jeszcze jedna mała przeszkoda w postaci sędziego. Nie uznał nam prawidłowo bramki, przez cały mecz delikatnie faworyzował gospodarzy. Nie było łatwo”- przypomina wizytę w Turynie Grębosz. Jakby na potwierdzenie jego słów po meczu Gaetano Scirea przyznał kolegom w szatni, że w pierwszej połowie faulował w polu karnym Bońka, na co arbiter pozostał niewzruszony. Żadne przeciwności losu nie przeszkodziły jednak Widzewowi w odniesieniu jednego z największych triumfów w historii polskiej piłki klubowej.

,,W tamtych czasach ograć Juventus to była nie lada sztuka, a my tego dokonaliśmy. Mieliśmy wielki zespół z charakterem, indywidualności, przed nikim nie klękaliśmy, to wszystko dało nam ten sukces”– podkreśla dziś Młynarczyk.

Strzelcy rzutów karnych: Mirosław Tłokiński, Franco Causio (pudło), Andrzej Grębosz, Antonio Cabrini (pudło), Włodzimierz Smolarek, Liam Brady, Zbigniew Boniek.

Juventus Turyn: Dino Zoff - Antonio Cabrini, Claudio Gentile, Gaetano Scirea, Antonello Cuccureddu, Marco Tardelli, Liam Brady, Pietro Fanna (91’ Vinicio Verza), Giuseppe Furino, (46’ Cesare Prandelli), Franco Causio, Roberto Bettega. Trener: Giovanni Trapattoni

Widzew Łódź: Józef Młynarczyk, Bogusław Plich (93’ Jan Jeżewski), Andrzej Grębosz, Władysław Żmuda, Andrzej Możejko, Mirosław Tłokiński, Zdzisław Rozborski, Zbigniew Boniek, Krzysztof Surlit, Marek Pięta, Włodzimierz Smolarek. Trener: Jacek Machciński

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

10

Blaugrana w europejskich pucharach:

5 listopada 1980 r. FC Barcelona poległa na Camp Nou 0:4(!) z 1. FC Köln w rewanżowym starciu 2 rundy Pucharu UEFA i odpadła z rozgrywek. Barça mimo zwycięstwa 0:1 na wyjeździe, w rewanżu u siebie doznała kompromitującej porażki. Kontuzje Sancheza i Migueliego na początku meczu kompletnie rozbiły drużynę Blaugrany. Legendarny ,,Tarzan” wrócił jeszcze na chwile na boisko jako… napastnik. Quini przeniósł się do pomocy, Asensi trafił na pozycje Alexanco a ten zastąpił… Migueliego w obronie! Kilka minut później padł pierwszy gol dla gości a Migueli chwile później ostatecznie opuścił plac gry. Przegrana kosztowała Kubale posade trenera, natomiast FC Barcelona po sezonie sprowadziła z FC Köln Schustera aby wyprowadził drużynę z kryzysu. No cóż, jak się nie raz już przekonaliśmy, nie każdy genialny piłkarz może bez problemu parać się trenerką.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

9

Czy pamiętamy że:

4 listopada 2010 r. Lech Poznań pokonał Manchester City 3-1 w fazie grupowej Ligi Europy. Gole zdobyli: Dimitrije Injac 31', Manuel Arboleda 86', Mateusz Możdżeń 90' oraz Emmanuel Adebayor 51'. „Dzisiaj Poznań na pewno wcześnie, po takim wyniku, po takim meczu, nie położy się spać. Piękny wieczór przy Bułgarskiej”– tymi słowami zakończył telewizyjną transmisję komentujący spotkanie na antenach Polsatu, Mateusz Borek. I rzeczywiście, po niespodziewanym, by nie powiedzieć sensacyjnym ograniu angielskiego giganta, fanom Lecha z pewnością niespieszno było do łóżek. Po takim występie kibice Kolejorza jeszcze długo pozostawali na stadionie i oklaskiwali swoich ulubieńców. Debiutujący w roli trenera poznaniaków José Mari Bakero, który dzień wcześniej zastąpił na tym stanowisku Jacka Zielińskiego, o lepszym starcie w nowych barwach nie mógł marzyć. Lechici rozstrzygnęli spotkanie w samej końcówce, gdy do siatki Manchesteru City trafiali Manuel Arboleda i Mateusz Możdżeń. Bramka zdobyta przez 19-latka była ozdobą tego meczu. Wygrana pozwoliła poznaniakom powrócić na 1. miejsce w tabeli grupy A Ligi Europy. Konfrontacja z ,,The Citizens” jest po dziś dzień miło wspominana przez sympatyków Kolejorza.

Brawo Kolejorz!

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@patataj

8

Wybitne legendy rodzimego futbolu:

4 listopada 1925 r. urodził się Teodor Anioła, napastnik. Już od najmłodszych lat przejawiał wielki talent piłkarski. Potrafił znaleźć się w sytuacjach podbramkowych, co więcej miał niesamowitą skuteczność, można powiedzieć, że strzelał więcej goli niż miał okazji. Jego kariera tak naprawdę rozpoczęła się po zakończeniu II wojny światowej. Jako 20-latek trafił do Kolejowego KS, czyli obecnego Lecha. Do dzisiaj żaden z Lechitów nie jest w stanie nawet nawiązać do jego bramkowych zdobyczy. Świetnie przywitał się z poznańską publicznością, zdobywając hat-tricka w swoim debiucie. Podczas całej swej kariery w Poznaniu strzelił 138 goli! Obecnie jest ósmym snajperem w całej historii naszej rodzimej ligi oraz trzykrotnym jej królem strzelców. Ustanowił rekord, którego do dziś nikt nie pobił. W wygranym meczu 11:1 z Szombierkami Bytom strzelił 6 goli. W okresie powojennym liga nie funkcjonowała. Lech był uznaną marką tylko na szczeblu regionalnym, w tym czasie prym wiódł inny klub z Poznania – Warta. Dopiero w 1948 roku PZPN zdecydował się na przeprowadzenie eliminacji do nowo założonych rozgrywek. W nich Anioła potwierdził swój instynkt strzelecki, w 15 występach strzelił 23 gole, które dały upragniony awans do pierwszej ligi ,,Kolejorzowi”! W swoim pierwszym sezonie na najwyższym szczeblu rozgrywek Lech zajął bezpieczną szóstą pozycje a Teodor został najlepszym strzelcem drużyny z dorobkiem 12 goli. Jego talent eksplodował jednak w kolejnych latach. Jako 24 letni zawodnik mógł pochwalić się już tytułem króla strzelców polskiej ligi. W następnych rozgrywkach powtórzył wyczyn, a jego wkład w sukces drużyny był kluczowy. Dzięki wspomnianemu wcześniej Tercetowi ABC, Lech walczył o najwyższe lokaty, znajdując się na podium tabeli, co zaowocowało brązowymi medalami. Ostatni swój tytuł strzelecki zdobył w 1951 roku, następnie Lech widocznie osłabł, stając się drużyną tylko środka tabeli. Anioła nie zdobył już żadnego indywidualnego wyróżnienia, miał silną konkurencję w lidze w postaci Pohla czy Cieślika, którzy dominowali. Mimo to, w kolejnych latach był najlepszym strzelcem swojego zespołu.

,,Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że należał do tych piłkarzy, którzy urodzili się zdecydowanie za wcześnie”– pisze Rędzioch na łamach czasopisma „Hej Lech”. – Grając dziś zyskałby z pewnością status gwiazdy i niemałe profity z tego płynące. Jedną z ciekawych sytuacji było to, że w latach 1953-1955 z wyjątkiem meczu z AKS Chorzów, żaden inny piłkarz Lecha nie potrafił strzelić gola. A trwało to aż… 596 dni! Widać, jak bezcennym piłkarzem był Anioła. Wystąpił tylko w siedmiu meczach z orzełkiem na piersi, zdobywając jedynie dwa gole w spotkaniu z NRD. Ponoć nie mógł rozwinąć skrzydeł, był stłamszony i nie mógł wpasować się w ówczesną reprezentację. Rozegrał także siedem meczów w kadrze B. W pozytywnych słowach wypowiadał się o nim Jan Rędzioch, historyk poznańskiego klubu. W 1959 roku namówiony przez działaczy Warty Poznań, zdecydował się opuścić II ligowego Lecha. Wywołał ogromny skandal, przechodząc do rywala zza miedzy. Został zdyskwalifikowany na pół roku, w tym czasie nie grał w piłkę. Klub odebrał mu mieszkanie, więc w ostatecznym rozrachunku do przenosin nie doszło. Wraz z końcem roku wrócił do Lecha. Rok później pomógł swoimi trafieniami awansować do Ekstraklasy swojemu klubowi, jednak po powrocie do niej, rozegrał tylko jeden mecz, który był pożegnalnym. Jego karierę zakończyła kontuzja, miał wówczas 36 lat. Na piłkarskiej emeryturze, próbował swoich sił jako trener rezerw w Poznaniu, równocześnie pracował jako urzędnik kolejowy. Lech w kolejnych latach nie mógł poszczycić się sukcesami a tym bardziej wyborowym strzelcem. Jego godnym następcą był Mirosław Okoński, niestety Teodor nie doczekał już czasów lubianego dzisiaj przez wszystkich „Reksia”. Zmarł 10 listopada 1993 roku. Ku pamięci Anioły, od połowy lat dziewięćdziesiątych rozgrywany jest coroczny memoriał jego imienia.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

16

Ruch Hajduki Wielkie przypieczętowuje mistrzostwo Polski:

Dokładnie 90 lat temu ,,Niebiescy” zmierzyli się z nieistniejącą już Warszawianką w Warszawie w ostatnim meczu ligowym. Ruch pomimo zapewnionego już mistrzostwa zagrał ambitnie, skutecznie i ładnie dla oka. ,,Przegląd Sportowy” napisał: ,,7:1. Warszawianka została formalnie ,,znokautowana” przez mistrza Polski, który podkreślił wyraźnie, jaka różnica dzieli go od innych zespołów ligowych”. Z twierdzeniem warszawskiej gazety trzeba się zgodzić. Ruch był bezapelacyjnie najrówniejszą oraz najbardziej bramkostrzelną drużyną w sezonie ligowym 1934. W meczu z Warszawianką, który był pięknym epilogiem całorocznego występu ,,Niebieskich”, aż 4(!) gole strzelił genialny Ernest Wilimowski a po jednej Wodarz, Kubisz i Peterek. To był czwarty mecz w sezonie Wilimowskiego, w którym strzelał co najmniej 4 gole(!) a przecież tym sezonem debiutował w naszej ekstraklasie. Łącznie w swoim debiutanckim sezonie nastrzelał aż 34 gole(!), co dało mu tytuł króla strzelców. Mówimy tutaj o piłkarzu, który w czerwcu tamtego roku skończył zaledwie 18 lat…

@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@NeroTFP1
@Ogorinho1974

0

@Volk Też uważam go za zdrajce ale z drugiej strony tacy zbrodniarze jak Hitler czy Stalin zawsze są tytułowani dużmyi literami...

0

@Lionel_Messi10 A ponoć domagałeś się od redakcji wspomnienia o jego urodzinach...

7

Czy tego chcemy czy nie:

Luis Figo kończy dzisiaj 52 lat. Oczywiście wszyscy wiemy jak zachował się wobec ,,naszego” klubu, jednak nie wszyscy pamiętają że miał bardzo duży wkład w zdobycie 2 mistrzostw Hiszpanii, 2 Pucharów Króla oraz Pucharu Zdobywców Pucharów, będąc kapitanem Blaugrany. Mało tego, Figo miał również bardzo pozytywny wpływ na rozwój kariery zarówno Puyola jak i Xaviego, którzy debiutowali w barwach Blaugrany u boku Portugalczyka. Zresztą Puyol sam się o tym wypowiadał.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

10

Niechlubne potyczki Blaugrany w Lidze Mistrzów:

4 listopada 1992 r. FC Barcelona przegrała na Camp Nou 2:3 z CSKA Moskwa w rewanżowym meczu 2 rundy Ligi Mistrzów i odpadła z rozgrywek. Blaugrana wywiozła z Moskwy remis 1:1 a wynik mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie błąd Guardioli w 16 minucie, po którym zdenerwowany Cruijff zdjął go z boiska. W rewanżu Katalończycy za sprawą Nadala oraz Beguiristaina szybko objeli dwubramkowe prowadzenie i byli bliscy podwyższenia rezultatu(Ferrer trafił w słupek). Gol dla gości w 44 minucie zaskoczył gospodarzy, lecz nie zapowiadał katastrofy. W drugiej połowie w przeciągu 5 minut ekipa CSKA wyszła na prowadzenie 2:3 i kontrolowała przebieg spotkania. Po raz pierwszy w historii Barça odpadła w Pucharze Europy przed półfinałami i dopiero drugi raz za kadencji trenerskiej Cruijffa nie doszła do finału europejskich pucharów. Holender stwierdził że ,,dla niego jest to jedna z tych historycznych klęsk Blaugrany, kiedy wydawało się że przeżywa wspaniałe momenty a w jednej chwili trafiła z nieba do piekła”. Dodał też: ,,Miałem wrażenie iż jesteśmy w stanie się przełamać ale tak się nie stało”. CSKA miało młody zespół ale żaden z piłkarzy nie zrobił wielkiej międzynarodowej kariery. Po wyeliminowaniu Barçy moskwianie trafili do rundy grupowej pierwszej edycji Ligi Mistrzów, gdzie zdobyli jedynie 2 punkty w sześciu spotkaniach. Co poszło nie tak w ekipie obrońców Pucharu Europy?

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

9

@FCBparasiempre
Leo Messi przyznał kiedyś, że w czasach swojego dzieciństwa podziwiał i naśladował jego grę. Dla Diego Maradony był jedynym piłkarzem, za oglądanie którego byłby w stanie zapłacić. Pablo Aimar był z pewnością zawodnikiem obdarzonym nieprzeciętnymi umiejętnościami. Byle jaki piłkarz nie słyszy przecież takich pochwał od dwóch najwspanialszych graczy w historii Argentyny. Jak wyglądała jego kariera? Pablo Cesar Aimar urodził się 3 listopada 1979 roku, szesnaście miesięcy po zdobyciu przez reprezentację Argentyny złotego medalu na mistrzostwach świata, które rozgrywane były na jej ziemiach. Wydawać by się mogło, że po takim sukcesie każdy młody chłopak po prostu skazany będzie na zostanie w przyszłości piłkarzem. Ricardo Aimar, ojciec bohatera tekstu, miał w tym temacie jednak inne zdanie. Uważał, że jego syn powinien skupić się na edukacji, zamiast uganiać się po mieście za piłką. Pablo nie chciał go słuchać i całymi dniami grał z kolegami na ulicach Rio Cuarto, niewielkiego miasta w prowincji Cordoba. To tu przyszedł na świat i się wychowywał. Właśnie w czasie jednej z takich podwórkowych gierek jego nieprzeciętny talent został dostrzeżony przez Alfiego Mercado, trenera miejscowego Estudiantes (czwarta klasa rozgrywkowa). Trudno zresztą było przejść obojętnie obok młodego Aimara, tańczącego z piłką i unoszącego się ponad tumanami kurzu. Dostał propozycję dołączenia do klubu bez jakichkolwiek testów. Tak też rozpoczął swoją piłkarską przygodę w miejscowej drużynie, gdzie trenował trzy razy w tygodniu. Nie trzeba było długo czekać, żeby Pablo przykuł uwagę mocniejszych klubów w kraju. W końcu wpadł w oko trenerom River Plate, którzy zapragnęli ściągnąć go do swojej akademii. Transferowi sprzeciwiała się jednak rodzina, uważająca, że Pablo jest za mały na wyjazd do Buenos Aires. Liczyli oni jednocześnie, iż jego zainteresowanie futbolem niedługo przeminie. Dopiero osobista interwencja Daniela Passarelli, menedżera River i argentyńskiego mistrza świata z roku 1978 oraz 1986, sprawiła, że Aimar ruszył w wielki świat. Odrzucił tym samym wbrew woli ojca możliwość uczenia się w szkole medycznej. W nowym klubie szybko dostał szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności w pierwszej drużynie. Zadebiutował w niej już w wieku szesnastu lat w starciu z Colon. Swojego pierwszego gola zdobył dopiero ponad dwa lata później, ale jego gry nigdy nie definiowały bramki – przynajmniej te zdobywane przez niego. Grał najczęściej na pozycji numer dziesięć, która w piłkarskiej Argentynie ma rangę kultu. Jego zadanie polegało przede wszystkim na kreowaniu gry i stwarzaniu kolejnych sytuacji kolegom z drużyny. Jak zobaczymy później, w czasie swojej kariery miał okazję grać z kilkoma całkiem niezłymi zawodnikami ofensywnymi, którzy potrafili korzystać z jego ponadprzeciętnych umiejętności. Debiutancki sezon Aimara w River zbiegł się z odzyskaniem przez ten klub tytułu mistrzowskiego. Po nim dołożył jeszcze dwa, zanim w 2001 zdecydował się opuścić kraj. Uczciwie przyznać trzeba, że w tamtym okresie River dysponowało naprawdę utalentowaną kadrą. Pablo przez te kilka lat dzielił szatnię z takimi piłkarzami jak Hernan Crespo, Marcelo Gallardo, Ariel Ortega, Juan Pablo Sorin, Marcelo Salas czy Juan Pablo Angel. Mieszanka takich graczy w jednym zespole po prostu musiała skończyć się zdobywaniem ligowych tytułów. Nie jest łatwo żyć w Argentynie z łatką „następcy Maradony”. Przekonało się o tym kilku bardzo dobrych zawodników, dla których buty po Boskim Diego okazywały się zdecydowanie za ciasne. Aimar nigdy nie szukał takich porównań, ale swoim stylem gry nie mógł ich uniknąć. Tym bardziej, gdy sam Maradona w pewnym momencie nazwał go swoim „naturalnym dziedzicem”. I jeżeli dla samego Pablo te słowa znaczyły niewiele, to klubom zainteresowanym jego usługami dawały jasny przekaz. Aby go pozyskać, będziecie musieli dodać jedno zero do proponowanej sumy transferowej. Chętnych na kupno zawodnika, który przez cztery lata zanotował blisko trzydzieści asyst w samych ligowych spotkaniach River, oczywiście nie brakowało: ,,Byłem przytłoczony liczbą ofert. Anglia, Włochy, Hiszpania – cały czas ktoś do mnie dzwonił. Koniec końców, była to dla mnie łatwa decyzja”. Aimar zdecydował się podpisać kontrakt z Valencią, która wyłożyła na niego 24 miliony euro, rekordową wówczas kwotę w historii klubu. Argentyńczyk pomachał na do widzenia stadionowi El Monumental, obiecując zakochanym w nim kibicom, że pewnego dnia powróci do Buenos Aires i klubu, któremu tak wiele zawdzięcza.

Maradona nie był jedynym admiratorem talentu El Mago, „Czarodzieja”, jak zwykli nazywać go fani. Już po udanym debiucie przeciwko Manchesterowi United pochwały zebrał od samego Johana Cruyffa. Holender podobno namawiał działaczy Barcelony, aby sięgnęły po argentyńskiego pomocnika, zamiast Ronaldinho. A potem miało być tylko lepiej. Valencia, do której dołączył, wcześniejszy sezon zakończyła na trzecim miejscu w hiszpańskiej ekstraklasie. W Lidze Mistrzów doszła aż do finału, gdzie uległa dopiero Realowi Madryt. Nietoperze, prowadzone przez Hectora Cupera, nie mogły w pierwszym sezonie Aimara narzekać na brak jakości w składzie. Santiago Canizares, Roberto Ayala i Mauricio Pellegrino w obronie, Ruben Baraja, Gaizka Mendieta i Kiki Gonalez w pomocy oraz John Carew w ataku, to tylko niektóre nazwiska z kadry. Występ w finale Champions League nie był jednorazowym wyskokiem, co Valencia udowodniła, dochodząc do tej rundy w kolejnym sezonie, już z Aimarem w składzie. Argentyńczyk szybko stał się czołową postacią ekipy Cupera, który dał mu absolutną wolność w grze. Zwolnił go przy tym z zadań defensywnych. W krajowej lidze Nietoperze jednak już tak dobrze sobie nie radziły i rozgrywki zakończyły na piątym miejscu. Finał Pucharu Mistrzów z kolei przegrali z Bayernem Monachium po rzutach karnych. Pablo niestety nie będzie dobrze wspominał tamtego spotkania, ponieważ musiał opuścić boisko już w przerwie, co było konsekwencją starcia z Owenem Hargreavesem. Niedługo po tym Cuper przeniósł się do Interu Mediolan, a na Estadio Mestalla zwitał Rafa Benitez. Hiszpan chwilę wcześniej awansował do Primera Division wraz z zespołem Tenerife. Zadaniem 41-letniego wówczas szkoleniowca było przede wszystkim poprawienie wyników klubu w lidze. Prowadzona przez niego Teneryfa w drugiej klasie rozgrywkowej mogła pochwalić się drugim najlepszym wynikiem straconych goli (32) i to właśnie na grze defensywnej chciał skupić się Benitez w swojej pracy z Los Ches. O ile dla klubu była to doskonała strategia, to dla samego Aimara już niekoniecznie. Valencia straciła zaledwie 27 bramek w całym ligowym sezonie i sięgnęła po mistrzostwo kraju po trzydziestu jeden latach posuchy. W ofensywie już tak kolorowo nie było. Drużyna strzeliła tylko 51 goli, a Pablo, którego licznik zatrzymał się na czterech, został trzecim najlepszym strzelcem klubu. Jego gra uległa jednak zmianie – Benitez cofnął go nieco w głąb boiska, aby z tamtych obszarów kierował drużyną razem z Barają. Oznaczało to dla Aimara oddalenie od bramki rywala i nieco więcej zadań defensywnych. Z drugiej strony częściej znajdował się przy piłce, przez co szybciej mógł obsługiwać biegających po skrzydłach Vicente oraz Rufete. Valencia nieskutecznie broniła mistrzowskiej korony, kończąc kolejny sezon na mało zadowalającym, piątym miejscu. W Lidze Mistrzów zaszła tylko do ćwierćfinału, ale swój prywatny sukces odniósł Aimar, kończąc rozgrywki z pięcioma asystami, co zapewniło mu pierwsze miejsce w tej klasyfikacji, ex aequo z Rui Costą z Milanu. Niezbyt satysfakcjonujący sezon dla Nietoperzów był jednak ciszą przed prawdziwą burzą. Rozgrywki 2003/04 należą do jednych z najlepszych w klubowych dziejach, chociaż dziś wydają się już bardzo odległą historią. Valencia, nieco odważniej poczynająca sobie w ataku, sięgnęła w nich nie tylko po krajowe mistrzostwo, lecz także zdobyła Puchar UEFA. W Primera Division zostawiła za sobą Barcelonę, Deporitvo La Coruna oraz Real Madryt. Z kolei na europejskiej arenie Nietoperze w finale pokonały Olympique Marsylię. Aimar wciąż dogrywał ważną rolę w zespole Beniteza (rozegrał ponad trzydzieści meczów w sezonie), ale coraz częściej dopadały go kontuzje, które za chwilę staną się nieodłączonym elementem jego kariery. Nie przeszkodziło to jednak Maradonie wypowiedzieć poniższych słów: ,,Pablo jest obecnie jedynym piłkarzem, za którego zapłaciłbym, żeby móc obejrzeć jego grę. Jest najlepszym zawodnikiem Argentyny w ostatnich latach i jest nawet bardziej utalentowany niż [Juan Roman] Riquelme czy [Javier] Saviola”. Są takie gole, które czasami lepiej oddają naturę piłkarza niż opisywanie jego gry. Dla Aimara takim golem było trafienie w starciu z Liverpoolem (wrzesień 2002), które hiszpańska ekipa wygrała 2:0. Wielu uważa, że tamten mecz spowodował także, że wkrótce na Anfield przeniósł się Benitez. Doszło do tego zaraz po mistrzowskim sezonie Valencii. Szkoleniowiec nie potrafił dogadać się z zarządem i postanowił odejść. Do Anglii zabrał ze sobą Xabiego Alonso oraz Luisa Garcię, których znał z Primera Division. Dla Aimara nie widział miejsca w swoim nowym klubie. Miejsce Beniteza zajął Claudio Ranieri. Włoch jednak nie potrafił, lub nie chciał, wykorzystać możliwości argentyńskiego pomocnika w stu procentach, wystawiając go często na skrzydłach lub trzymając na ławce jako pożytecznego rezerwowego. Ich drogi powoli się rozchodziły – Pablo nie dostawał wystarczająco swobody na boisku, a trener nie widział w nim zawodnika, który regularnie potrafi odcisnąć piętno na ważnych spotkaniach. Na niekorzyść Ranieriego działało jednak to, że Valencia grała słabo, co skończyło się jego zwolnieniem pod koniec lutego 2005 roku. Zastąpił go Antonio Lopez, a jego pierwszą decyzją było przywrócenie Aimara na właściwą pozycję. Nietoperze zajęły siódme miejsce w lidze, a po sezonie jako szkoleniowca zatrudniono Quique Sancheza Floresa. Pod jego wodzą Pablo znów rozegrał bardzo dużo spotkań, ale nie wpływał na grę w takim stopniu, w jakim sam by chciał. Po zakończeniu kampanii 2005/06 opuścił Estadio Mestalla.

Głośno mówiono o jego powrocie do Argentyny, ale Aimar zaskończył wszystkich i zgodził się na transfer do Realu Saragossa. Tam znów mógł poczuć swobodę w grze i być kluczową postacią zespołu. Wbrew pozorom Pablo nie trafił do byle jakiej drużyny. W kadrze Realu znajdowały się wówczas takie postacie jak bracia Milito (Diego i Gabriel), Gerard Pique i Ayala. Przyjście Aimara miało przede wszystkim ogromny wpływ na strzeleckie wyczyny Diego, który pierwszy sezon zakończył z 23 trafieniami, ustępując jedynie Ruudowi Van Nistelrooyowi w walce o trofeum Pichichi. Dla całego klubu był to zresztą udany sezon, bo zakończony na szóstym miejscu w lidze. Pablo z kolei odzyskał utraconą radość z gry, czego efektem było jedenaście asyst w Primera Division. Nikt nie spodziewał się jednak, że będą to miłe złego początki. Kolejny rok był dla klubu z Saragossy katastrofą. Złe zarządzanie i problemy finansowe doprowadziły do nieoczekiwanej wyprzedaży kluczowych zawodników. Bez nich Real zajął osiemnaste miejsce w tabeli i spadł do Secunda Division. Aimar, borykający się z kontuzjami i mający za sobą bezsprzecznie najgorszy sezon w karierze, musiał odejść. Znów poruszano temat powrotu do kraju, ale 28-letni wówczas Pablo nie chciał tak szybko składać broni. Wybrał transfer do Benfiki, która poszukiwała następcy odchodzącego na emeryturę Ruiego Costy. El Mago ponownie miał szczęście trafić nie tylko do szatni nabrzmiałej od piłkarskiego talentu, lecz także do drużyny, która w swojej grze chciała stawiać na ofensywę. W pierwszym sezonie w Lizbonie spotkał takich zawodników jak Angel Di Maria, Jose Antonio Reyes Oscar Cardozo czy Nuno Gomes. Początkowo, z powodu kontuzji, nie był w stanie pokazać pełni swoich umiejętności, ale debiutancką kampanię zakończył przynajmniej z pucharem Taca da Liga. Grę Benfiki i samego Aimara odmieniło przyjście w lecie 2010 Javiera Savioli. Dwaj Argentyńczycy zostali ustawieni za plecami wysuniętego Cardozo. Paragwajczyk nie mógł sobie wymarzyć lepszego duetu dogrywających zawodników. Dzięki ich podaniom zdobył 38 goli w 47 występach, co uznać należy za spektakularny dorobek. Z taką siłą rażenia Orły po prostu musiały zdominować rozgrywki ligowe. Tak też się stało, a do efektownego zwycięstwa w Primeira Liga (78 bramek strzelonych przy zaledwie 20 straconych) dołożyły skuteczną obronę Taca da Liga. Elegancka gra Aimara sprawiła, że szybko stał się jednym z ulubieńców fanów na Estadio da Luz. Wciąż jednak nękały go kontuzje, przez co miewał problemy z regularną grą. Nie przeszkodziło mu to w spędzeniu w Lizbonie aż pięciu sezonówi zanotowaniu ponad trzydziestu asyst w lidze przez ten czas. Współpracę z nim najlepiej wspomina Saviola: ,,Nigdy wcześniej nie grałem z innym zawodnikiem, który tak dobrze wiedziałby, gdzie jestem lub gdzie za chwilę będę na boisku”. W 2013 Aimar opuścił Portugalię i mimo że pamiętał o obietnicy złożonej fanom River Plate, nie zdecydował się jeszcze na powrót do Argentyny. Obrał bardzo egzotyczny kierunek, bo wybrał transfer do… Johor Darul Ta’zim, klubu występującego w lidze malezyjskiej. Z nową drużyną podpisał dwuletni kontrakt, który uczynił go najlepiej zarabiającym piłkarzem w historii tamtejszych rozgrywek. Ogromne pieniądze nie mogły jednak nic poradzić na wciąż dręczące go urazy. Po roku i rozegraniu zaledwie ośmiu spotkań Pablo zakończył przygodę z JDT. Aimar powrócił do Buenos Aires 5 stycznia 2015 roku i zaczął uczestniczyć w treningach River, zgłaszając chęć dołączenia do kadry. Warunkiem była kondycja fizyczna (w piłkę nie grał od ponad sześciu miesięcy). W maju wypełnił złożoną obietnicę i pojawił się na boisku, wchodząc z ławki rezerwowych w starciu z Rosario Central. Jego druga przygoda z River nie trwała jednak długo, ponieważ parę tygodni później ogłosił zakończenie kariery. Powodem były słowa trenera, który nie widział dla niego miejsca w kadrze na półfinałowy mecz Copa Libertadores. W liście pożegnalnym do kibiców napisał: ,,Powiedziano mi, że nie znajdę się w składzie i ja to zrozumiałem. Nie chcę zajmować miejsca, które należy się innym. Dlatego też zdecydowałem się zakończyć profesjonalną karierę. Będę teraz wspierał was z trybun i mam nadzieję, że osiągnięcie wszystko, na co zasługujecie. Niedługo przyjdzie mi podziękować osobiście za sposób, w jaki mnie traktowaliście”. Co ciekawe, Aimar na chwilę powrócił do futbolu w styczniu tego roku. Rozegrał towarzyski mecz w barwach Estudiantes de Rio Cuarto. Ogłosił po nim, że dołączy do kadry zespołu na spotkanie z Sportivo Belgrano w ramach Copa Argentina, aby spełnić marzenie o zaliczeniu oficjalnego występu w barwach klubu, który go wychował. Pablo wyszedł na ten pojedynek w pierwszym składzie i z opaską kapitańską na ramieniu. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, przez co Estudiantes odpadło z rozgrywek. Aimar przyznał po końcowym gwizdku, że było to jego definitywne pożegnanie z piłką w roli zawodnika. Gdzie znajduje się miejsce Pablo w panteonie argentyńskich gwiazd? Gdy spojrzymy na jego dorobek medalowy, to przyznać należy, że wielu jego rodaków mogłoby mu pozazdrościć. Wygrał naprawdę dużo, jak na zawodnika przez pół kariery dręczonego kontuzjami. Czy w stu procentach wykorzystał swój talent? Nigdy nie był graczem, którego oceniano na podstawie suchych liczb. Być może wszystko lepiej potoczyłoby się, gdyby po Valencii odszedł do lepszego klubu. Z drugiej strony, w Saragossie znów w niego uwierzono i zbudowano zespół właśnie wokół jego nieszablonowej boiskowej wizji. Z pewnością Aimar był jednym z tych piłkarzy, którzy dostarczają kibicom emocji i wartości estetycznych. Buty po Maradonie również i dla niego okazały się za ciasne, ale jeżeli sam Boski Diego jest gotów płacić pieniądze, aby oglądać cię w akcji, to naprawdę musisz mieć talent. Tak też należy zapamiętać Pablo – jako piłkarza, który swoje występy z zakurzonych ulic Rio Cuarto przeniósł na wypełnione po brzegi europejskie stadiony.

8

8

@FCBparasiempre
121 lat temu został założony argentyński klub Newell's Old Boys Rosario. Historia Newella wywodzi się od postaci Anglika Izaaka Newella, urodzonego 24 kwietnia 1853 roku. Opętany duchem przygód i fanatykiem piłki nożnej, w wieku 16 lat opuścił ojczyznę na pokładzie statku płynącego do Argentyny. W 1884 roku założył „Colégio Comercial Anglicana”, instytucję, która później dała początek klubowi. W tym samym roku przywiózł z Anglii do Argentyny pierwszą skórzaną piłkę i pierwsze oficjalne zasady gry w piłkę nożną i wtedy szkoła zaczęła na przemian uczyć się piłki nożnej. W 1900 roku chory Izaak przekazał kierownictwo szkoły swojemu najstarszemu synowi, Cláudio. Newell's Old Boys” została założona 3 listopada 1903 roku. Głównym promotorem był Claudio Newell, który do stworzenia oficjalnego zapisu zaprosił uczniów i byłych uczniów założonej przez jego ojca szkoły. Podczas ceremonii wybrano nazwę „Club Atlético Newell's Old Boys”, honorującą życie i twórczość Isaaca. Dzięki połączeniu barw flag Anglii (kraju Izaaka) i Niemiec (ojczyzny jego żony Anny), czerwieni i czerni, uczniu tej szkoły Ernestowi Edwardsowi powierzono zadanie zaprojektowania pierwszego munduru drużyny. Przez cały czas swojego udziału w oficjalnych turniejach Newell's spadł z ligi tylko raz: było to w sezonie 1960. Pamiętajmy też że wychowankiem Newell’s jest Lionel Messi, który występował tam w zespole juniorskim. Po kilku kampaniach zapomniano o cierpieniach Newella w 1960 r., jedynym w jego historii spadku. W 1961 roku, z Brazylijczykiem Diogo, Conceição i Zucca oraz eleganckim „profesorem” Roberto Bellangero w roli atrakcji, pod wodzą José Adolfo Celli Curtiego, zespół w końcu wygrywa turniej i awansuje na pierwsze miejsce. Jednakże w oparciu o nigdy nie udowodnioną skargę dotyczącą „zachęty” Sąd Karny AFA arbitralnie nałożył 10-punktową zniżkę, pozbawiając klub legalnego awansu uzyskanego na boisku. Wreszcie w 1964 roku nieustępliwe przywództwo popytu, na którego czele stoi prezydent Julio Palácios Cabanellas, znajduje odpowiedź w Buenos Aires, a Newell zostaje przywrócony do Pierwszej Dywizji. Znaczącym wydarzeniem dekady było przypomnienie wizyty Santosa Pelé w 1961 roku w towarzyskim meczu, który zakończył się remisem. Bramki strzelił sam Pelé dla Santosa i Diogo dla zawodników Newella. Wśród tych, którzy wyróżniali się w czerwono-czarnej marynarce w latach 50. i 60. są Daniel Musante, Jorge Bernardo Griffa, Federico Sacchi, Raul „La Bruja” Belém, Joseph „wesz” Yudica, Jorge Solari, Roberto Bellangero i Heraldo Bezerra. W latach 70-tych Newell's Old Boys zaczęli osiągać świetne wyniki w turniejach AFA. Od tego momentu będzie mistrzem argentyńskiej pierwszej ligi w (6) szansach, turnieju Metropolitan w 1974 r . , mistrzostw pierwszej ligi w latach 1987–1988 , 1990–1991 , Clausury w 1992 r. , turnieju Apertura w 2004 r. i turnieju finałowego w 2013 r . W ciągu 100 lat istnienia Newell's Old Boys brał także udział w wielu międzynarodowych konkursach. Jego pierwszy udział datuje się na rok 1911 , kiedy grał w „Cup of Honor Cousenier” przeciwko nieistniejącemu już Club Uruguay. Do najważniejszych należą Copa Libertadores da América , najwyższe kontynentalne rozgrywki, w których brała udział 7 razy: 1975, 1988, 1992, 1993, 2006, 2010 (w Pré-libertadores oraz w 2013 r. ). Najważniejsze z nich to w latach 1988 i 1992 , gdzie dotarli do finału, przegrywając pierwszą z Nacionalem z Urugwaju , a drugą z São Paulo FC . Największymi rywalami Newell's Old Boys jest Rosario Central . Klasyczna gra Rosarino, Rosário x Newell’s , to jedna z największych gier rywalizacyjnych w Argentynie i Ameryce Południowej, uważana za największą w głębi Argentyny. Ma także ogromną rywalizację z drużynami Colón i Unión , obie z miasta Santa Fé, stolicy prowincji Santa Fé, miasta, które konkuruje z Rosario o hegemonię polityczną i gospodarczą nad prowincją. Jej rywalami są River Plate, Boca Juniors, Club Atlético Independent, Racing Club i San Lorenzo de Almagro. Jednak wielka rywalizacja toczy się tak naprawdę z Rosario Central, będącym derbami o bogatej historii, z meczem tego klasyka w 1905 roku (ze zwycięstwem 1:0 Newell's Old Boys, po bramce Faustino Gonzaleza) i kontynuującą tego dnia, gdy kluby mierzyły się ze sobą w różnych rozgrywkach lokalnych, krajowych, międzynarodowych lub towarzyskich.

7

0

@FcPortoFan1999 A z tym to się jak najbardziej zgodze.

0

@FcPortoFan1999 Wiesz co, generalnie za komuny, to masz racje, transfery były skomplikowane. Jednak Młynarz przychodził kiedy(?) w 1986 r. tak? I to jako jeden z lepszych bramkarzy świata! Uważam że pod koniec lat 80-tych to już te transfery za granice nie były takie skomplikowane jak wcześniej i myśle że Smoki nie miały by jakichś większych problemów z przeprowadzeniem tego transferu...
Uważam że Młynarz zasłużył już wcześniej na gre w zagranicznym klubie i to nawet w silniejszym niż FC Porto!

0

@FcPortoFan1999 Czyli uważasz że chodziło głównie o kraj(lige), niż o jego umiejętności?

Media

Sonda

Czy Barcelona powinna sprzedać Ferrana Torresa?