FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Czy Barcelona powinna sprzedać Ferrana Torresa?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
2
@misterio Powiem tak: Byłoby cudownie to powtórzyć ale nawet i remis będzie dla nas bardzo dobrym rezultatem, zważywszy na naszą defensywe, grającą bardzo wysoko i nie zawsze skuteczną...
11
Zapomniane El Clasico:
26 października 1958 roku FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 4:0 w ramach 7 kolejki Primera Division, czym umocniła się na prowadzeniu w tabeli wyprzedzając o jeden punkt właśnie Królewskich. Hattrickiem w tym Klasyku popisał się wyśmienity brazylijski napastnik Evaristo de Macedo a czwartego gola zdobył Justo Tejada. Obie ekipy kończyły mecz w dziesiątke ponieważ sędzia wyrzucił z boiska Zoltana Czibora oraz Jose Emilio Santamarie. Warto pamiętać że Blaugrane prowadził wówczas legendarny Helenio Herrera.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
8
@FCBparasiempre
Ignacy Rosenstock urodził się 25 października 1889 r. w Bochni i już jako bardzo młody człowiek odznaczył się wielkimi czynami dla formującego się ruchu piłkarskiego na polskiej ziemi. Na początku swojej działalności szczególnie bliskie były mu sprawy sędziowskie, stąd jeszcze przed wybuchem I wojny światowej był jednym z twórców Kolegium Sędziów na terenie Galicji. Jak się potem okazało, to tylko wstęp do pracy i osiągnięć, dzięki którym nawet dziś Rosenstocka trzeba nazywać jedną z osób, która wywarła największy wpływ na to, jak ostatecznie rozwinęła się w naszym kraju piłka nożna. Gdy już w niepodległym państwie w grudniu 1919 roku powstawał Polski Związek Piłki Nożnej, znów w dokumentach pojawiło się nazwisko działacza urodzonego w Bochni. Rosenstock, dzięki temu, że znalazł się w Zarządzie PZPN i jednocześnie został Przewodniczącym Wydziału Spraw Sędziowskich, stał się jedną z najważniejszych postaci w ówcześnie rodzącym się na nowo polskim futbolu. W ówczesnej strukturze PZPN występowały trzy wydziały – oprócz Spraw Sędziowskich także Wydział Gier oraz Wydział Zgłoszeń i Kar. Rosenstock wydziałem odpowiedzialnym za uczciwość w futbolu kierował do 14 lutego 1921 roku, jednak w tamtych czasach jego praca nie wiązała się tylko z siedzeniem za biurkiem. To właśnie on utworzył od podstaw pierwsze regulaminy sędziowskie w bardzo trudnych czasach. Trzeba pamiętać, że z uwagi na ograniczoną kadrę szkoleniową czy sędziowską dochodziło do takich sytuacji, gdy arbitrem spotkania był na przykład prezes Poznańskiego Związku Okręgowego Piłki Nożnej. Sam Rosenstock już po tym, jak przestał szefować Wydziałem Spraw Sędziowskich, prowadził mecze finałowe w pierwszych mistrzostwach Polski w 1921 roku. Wówczas arbitrzy podróżowali na mecze pociągiem (drugą klasą) i za to należał im się zwrot kosztów. Otrzymywali również z tytułu sędziowania wynagrodzenie, które dla meczów klasy A wynosiło 2000 Marek Polskich a klasy B 1000 Mp. Rosenstock, oprócz działalności w kierownictwie PZPN, bardzo intensywnie działał na terenie samego okręgu krakowskiego. Już w 1919 roku współtworzył Krakowskie Kolegium Sędziów Piłki Nożnej, którym zresztą kierował przez trzy kolejne lata. Gdy w lutym 1920 roku formował się Krakowski Okręgowy Związek Piłki Nożnej, Rosenstock również i tutaj znalazł się w Zarządzie. KOZPN był najsilniej rozwiniętym związkiem w kraju; wiadomo, że pod koniec 1920 roku w tym okręgu już siedemnaście klubów miało zatwierdzony statut. Oprócz członka Zarządu w KOZPN Ignacy Rosenstock pełnił również funkcję przewodniczącego Wydziału Gier i okręgowego selekcjonera, czyli kapitana związkowego. W tym czasie Kraków jako siedziba PZPN stanowił kuźnię kadr działaczy i organizatorów życia piłkarskiego w Polsce. To z Krakowa wywodzili się członkowie kolejnych Zarządów PZPN, a tylko do 1921 roku funkcje członkowskie ścisłego kierownictwa w PZPN piastowało aż dwudziestu jeden krakowskich działaczy.
Nic dziwnego, że to właśnie w Krakowie pojawił się pomysł na utworzenie sportowego pisma mającego opisywać wydarzenia sportowe w Polsce ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Wśród sześciu pomysłodawców tego projektu znalazł się Rosenstock i to on został redaktorem naczelnym czasopisma, które po raz pierwszy ukazało się 21 maja 1921 roku i do dziś jest najpopularniejszym pismem związanym z polskim sportem. Chodzi oczywiście o „Przegląd Sportowy”, o którym Rosenstock w momencie założenia pewnie nie myślał, że stanie się kultowy i zyska tak ogromną popularność w kolejnych dekadach. Dziś niektórzy zarzucają zbyt zażyłe relacje dziennikarzom „PS” z PZPN i z tej perspektywy sytuacja sprzed prawie stu lat wydaje się nie do pomyślenia. Otóż „Przegląd Sportowy” od pierwszego numeru oficjalnie był organem KOZPN, a dwa miesiące później całego PZPN. Nie miało to jednak wpływu na pojawiające się teksty, które nie były w żaden sposób stronnicze. Mieliśmy bowiem do czynienia z innymi czasami, w których dzięki czasopismu związki piłkarskie mogły ogłaszać swoje komunikaty, relacje z meczów i w jakiś sposób coraz bardziej popularyzować piłkę nożną. Rosenstock co prawda nie był redaktorem naczelnym zbyt długo; pełnił tę funkcję pół roku, ale szczególnie wsławił się jednym tekstem – jak się potem okazało, stanowił on podwalinę pod utworzenie sześć lat później rozgrywek ligowych z prawdziwego zdarzenia. W nr. 20, który ukazał się 1 października, znalazł się artykuł pod tytułem „Nowy projekt rozgrywek o mistrzostwo Polski w piłce nożnej”. Naczelny w tekście przedstawił rewolucyjny wówczas projekt zmian: ,,Pozostawiając okręgi w takich granicach terytorialnych, w jakich obecnie się znajdują i dawszy rozegrać na wiosnę r. 1922 główne mistrzostwa okręgowe jak dotychczas, wyeliminować możnaby po ukończeniu tych mistrzostw w lecie r. 1922 część klubów najlepszych każdego okręgu (a to zależnie od ilości klubów klasy pierwszej) i stworzyć w ten sposób n.p. 10 najlepszych klubów polski, mających rozgrywać na jesień r. 1922 mistrzostwo na wzór angielskiej ligi i to w jesieni r. 1922 pierwszą, zaś wiosną r. 1923 drugą serię mistrzostw polski. Ten rodzaj rozgrywek pozostałby później stałym i na dalsze lata.” Projekt był bardzo trudny do zrealizowania i jak się potem okazało, trzeba było czekać na rozgrywki ligowe jeszcze kilka dobrych sezonów. Nie ulega jednak wątpliwości, że całą dyskusję o przestawieniu coraz bardziej archaicznego systemu na nowoczesną ligę zapoczątkował właśnie Ignacy Rosenstock, po raz kolejny będąc częścią zjawiska, które będzie doskonale służyć przez wiele kolejnych lat aż do obecnych czasów. Najsilniejszym może argumentem za wprowadzeniem ogólnopaństwowej ligi jest niesprawiedliwość obecnego systemu. Wiadomo bowiem, że każdy okręg daje do rozgrywek o mistrzostwo Polski swojego mistrza. I faktem jest, że poziom gry niektórych mistrzów klasy A na poziomie gry przeciętnych klubów klasy B innego okręgu. Jest to krzywdząca niesprawiedliwość wobec czołowych klubów, która prawdopodobnie skłoniła cały szereg towarzystw do wysunięcia projektu zmiany obecnego systemu mistrzostw – pisał w innym miejscu Ignacy Rosenstock. Gdy mówi się o selekcjonerze reprezentacji Polski, który w swojej przygodzie z kadrą był niepokonany, pewnie wiele osób wskaże na Krzysztofa Pawlaka, prowadzącego drużynę narodową po Antonim Piechniczku w jednym meczu w 1997 roku przeciwko w Gruzji. Dzięki zwycięstwu 4:1 Pawlak pod względem czysto statystycznym posiada bilans lepszy niż Kazimierz Górski czy wspomniany Piechniczek. Oczywiście należy na to spoglądać z przymrużeniem oka, ale Pawlak nie był pierwszy. Dużo wcześniej dokonał tego Ignacy Rosenstock, który wsławił się prowadzeniem reprezentacji w pierwszym wygranym meczu w Polsce. Trochę stało się to przypadkowo, bo kapitanem związkowym PZPN był Adam Obrubański, ale pod jego nieobecność spowodowaną pobytem w Paryżu pierwszym selekcjonerem na jedno spotkanie został kapitan związkowy KOZPN – nie kto inny, jak właśnie Rosenstock. Wszystko działo się 29 czerwca 1924 roku przy około sześciotysięcznej publiczności na stadionie ŁKS-u Łódź, gdzie w towarzyskim spotkaniu Polacy pokonali Turcję 2:0 po bramkach Mieczysława Balcera i Henryka Reymana. Był to niezwykły mecz również z powodu składu polskiej drużyny, w którym nie znalazł się żaden z zawodników Pogoni Lwów i Cracovii! Pierwsze zwycięstwo w kraju, po raz pierwszy również reprezentacja nie straciła ani jednej bramki w meczu międzypaństwowym i to wszystko pod wodzą selekcjonera zatrudnionego tylko awaryjnie.
Później Ignacy Rosenstock może nie był już na świeczniku zainteresowania polskiej piłki, ale również cały czas działał dla dobra sportu. Po tym, jak „Przegląd Sportowy” przeniósł siedzibę do Warszawy, został jego krakowskim korespondentem a w ostatnich latach swojego życia związany był z Garbarnią Kraków. Garbarnią, która w czasie, gdy Rosenstock pełnił funkcję członka zarządu klubu, zdobyła w 1931 roku swój jedyny tytuł mistrza Polski w historii. Z Garbarnią związany był do 1935 roku; to właśnie w tamtym roku po nieudanej operacji ślepej kiszki Rosenstock zmarł w wieku zaledwie 46 lat. Mimo dość krótkiego życia spuścizna po krakowskim działaczu jest ogromna. Z jego pracy sędziowskiej, jako działacza oraz dziennikarza korzystały kolejne pokolenia, może nawet bez wiedzy, że podwaliny pod to wszystko podłożył pochodzący z żydowskiej rodziny Rosenstock. To właśnie pierwszy redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego” wyprzedził swoją epokę, tworząc nowatorską koncepcję utworzenia pierwszej i drugiej ligi, w pełni zrealizowanej dopiero czternaście lat po jego śmierci. Dziś, oglądając polską ligę i czytając „Przegląd Sportowy”, warto czasami pomyśleć, że w bardzo dużym stopniu zawdzięczamy to wszystko pomysłom, które narodziły się w głowie Ignacego Rosenstocka.
9
Człowiek orkiestra:
Żył niespełna 46 lat a dokonał rzeczy, które nieprzerwanie towarzyszą Polakom od prawie stulecia. Członek Zarządu PZPN, redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego”, selekcjoner reprezentacji Polski, przewodniczący Wydziału Spraw Sędziowskich, pomysłodawca rozgrywek ligowych. II Rzeczpospolita miała szczęście do wybitnych piłkarskich działaczy. Jednym z najlepszych na to dowodów był… tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
10
Czy wiemy że…
25 października 1970 r. FC Barcelona pokonała Real Madrid na Santiago Benabeu 0:1 po golu Zabalzy w 28 minucie w 7 kolejce Primera Division. Po tych siedmiu kolejkach Blaugrana zajmowała pierwsze miejsce ex aequo z Atletico Madryt z dorobkiem 12 punktów.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
Zapomniane legendy futbolu:
25 października 1945 r. w Las Lomitas urodził się Francisco Sa, znakomity argentyński środkowy obrońca, 6-krotny zdobywca Copa Libertadores oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Interkontynentalnego. Francisco Sá rozpoczął karierę w prowincjonalnym klubie Central Goya w 1965. W 1968 został zawodnikiem pierwszoligowego Huracánu Corrientes. Stamtąd trafił do River Plate Buenos Aires. W River Plate Francisco nie mógł się przebić do składu i na początku 1971 przeszedł do Independiente Avellaneda w 1971 roku. Z Independiente zdobył mistrzostwo Argentyny w 1971, czterokrotnie Copa Libertadores w 1972, 1973, 1974 i 1975 oraz Puchar Interkontynentalny w 1973. Francisco poza drugim meczem w 1972 wystąpił we wszystkich meczach finałowych Copa Libertadores. W latach 1976-1981 występował w innym słynnym klubie z Buenos Aires - Boca Juniors. Z Boca trzykrotnie zdobył mistrzostwo Argentyny: Metropolitano 1976, Nacional 1977 i Metropolitano 1981. Na arenie międzynarodowej zdobył z Boca Copa Libertadores w 1977 i 1978 oraz Puchar Interkontynentalny w 1977. Francisco Sá wystąpił w pierwszym meczu finałowym w 1977, obu meczach finałowych w 1978 oraz w pierwszym meczu o Puchar Interkontynentalny w 1977. Ostatnim klubem w jego karierze była Gimnasia y Esgrima Jujuy w 1982. Ogółem w latach 1968-1982 rozegrał w lidze argentyńskiej 361 spotkań, w których strzelił 7 goli. W reprezentacji Argentyny Francisco Sa zadebiutował 9 września 1973 w wygranym 4-0 meczu eliminacji MŚ 1974 z Boliwią. Rok później został powołany na Mistrzostwa Świata. Na Mundialu w RFN Sá wystąpił w pięciu meczach z: Polską, Włochami, Haiti, Holandią i Brazylii. Ogółem w barwach Albicelestes wystąpił 15 razy.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
10
Rekordy FC Blaugrany:
25 października 1959 r. FC Barcelona odniosła najwyższe zwycięstwo w Primera Division na wyjeździe. ,,Wczoraj na wyjeździe Blaugrana pokonała UD Las Palmas 0:8. Barça pozostaje faworytem rozgrywek po zdobyciu pewnych 2 punktów. Wyspiarze byli łatwym przeciwnikiem ale dla kolejnych drużyn nie będzie już tak łatwo”- tak dziennikarze opisywali najwyższe zwycięstwo na wyjeździe w historii klubu. Osłabione brakiem 3 ważnych graczy UD Las Palmas już w 46 minucie przegrywało 0:7 ale FC Barcelona zaczęła grać spokojniej, mając w pamięci kolejne spotkanie 3 dni później. W 2010 r. Blaugrana powtórzyła ten wynik w Almerii. W 1959 r. hattricka w meczu z Las Palmas strzelił Luis Suarez a 51 lat później jego wyczyn powtórzył Lionel Messi.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@FcPortoFan1999 Nie dla mnie!
Dobranoc.
1
@FcPortoFan1999 Oprócz Szołtysika nie było żadnego innego polskiego Messiego!
8
@FCBparasiempre
24 października 1942 r. urodził się Zygfryd Szołtysik, pomocnik/napastnik. Gdyby nie jego wejście na boisko w meczu z ZSRR na igrzyskach w 1972 r., dzisiaj pewnie mówili by o nim tylko wierni kibice Górnika Zabrze. ,,Powiedzmy sobie szczerze, mistrzami olimpijskimi wtedy byśmy nie zostali, no a kto by się przejmował trzecią czy czwartą drużyną turnieju. Czasem trzeba mieć szczęście”- zwraca uwagę Szołtysik. Polska przegrywała w Augsburgu z radziecką ekipą 0:1 a potrzebowaliśmy wygranej żeby zachować realne szanse na awans do finału olimpijskiego turnieju. Do końca meczu było niewiele ponad 20 minut. Na boisku pojawił się Szołtysik. Błyskotliwy i niepozorny pomocnik Górnika dał niesamowity impuls. Najpierw z rzutu karnego wyrównał Deyna. Nerwowo wyczekiwaliśmy jeszcze zwycięskiego gola i wreszcie nadeszła 89 minuta meczu… Lewym skrzydłem przedarł się Robert Gadocha. Jak magnes przyciągnął do siebie dwóch rywali, więc przed radziecką bramką zrobiło się więcej miejsca. Dośrodkował gdzieś w okolice linii pola karnego bo tam był Lubański. Kapitan biegł odwrócony od bramki. Mógł wykonać nagły zwrot, zaskoczyć zwodem i pchać się w szesnastke. Tyle że tuż przed nosem miał Szołtysika. W Górniku od lat rozumieli się w ciemno; żartowano że są jak stare dobre małżeństwo. Dlatego Lubański podjął najlepszą decyzje, wystarczył trwający ułamek sekundy porozumiewawczy gest z kolegą. Zostawił mu zagrywaną od Gadochy piłke, ledwie ją musnął, jakby chciał na niej tylko postawić swoją firmową pieczątke. ,,Zyga” wiedział że w gre wchodzi tylko jedna możliwość: błyskawiczny strzał na bramke. Kropnął z prawej nogi. Jewhen Rudakow był bez szans. ,,Teraz to możemy sobie ze szczegółami tę akcje opisywać ale wtedy niewiele widziałem. Tylko jak piłka zatrzepotała w siatce. Dopiero później zobaczyłem zapis video i przeanalizowałem wszystkie detale. Każdy wie że miałem nie zagrać bo do zmiany był wyznaczony Andrzej Jarosik. Tylko że on odmówił wejścia na boisko. Czy ze strachu? Proszę nie żartować. Niby czego miał się bać? Dobrze widziałem całą sytuacje. Wkurzony był że nie ma go w podstawowym składzie i w tej złości burknął że teraz to nie będzie grał. Nie było czasu na dyskusje. Kazimierz Górski szybko rzucił w moim kierunku: ,,Zyga, rozbieraj się, ty wchodzisz”- relacjonował Szołtysik. Jego nazwisko natychmiast znalazło się na ustach całej polski bo nic tak nie mogło smakować, jak zwycięstwo nad Sowietami! Już po turnieju trener Górski w studiu telewizyjnym zdawkowo opowiedział Janowi Ciszewskiemu o kulisach planowanej zmiany w 69 minucie meczu: ,,Jarosik był nieprzygotowany do wejścia, był w jakiejś niedyspozycji, więc moja następna decyzja: Szołtysik”. Selekcjoner w publicznym wystąpieniu zachował się jak wytrawny dyplomata, lecz Jarosik w jego drużynie już nigdy nie zagrał. Skoro napastnik Zagłębia Sosnowiec był wtedy zdaniem selekcjonera ,,w jakiejś niedyspozycji”, należy koniecznie zaznaczyć że i powszechnie lubiany ,,Zyga” miał swoje problemy. ,,Bolał mnie mięsień łydki, pamiątka po poprzednim meczu z Danią ale jak trzeba grać, to trzeba. W końcu po to siedziałem na ławce żeby w razie czego pomóc. Boli, nie boli, musisz wejść. Nie miałem pojęcia że za chwile przeżyje najważniejsze minuty w reprezentacyjnej karierze. Miałem już 30 lat, zastanawiałem się co dalej z piłką a tu nagle wydarzyło się coś, z czym już na zawsze będę się kojarzył kibicom Biało-Czerwonych. Troche jak Jan Domarski, który strzelił gola na Wembley”- opowiada pan Zygfryd. Dalszego ciągu nie było. Miesiąc po igrzyskach Szołtysik po raz ostatni zagrał w reprezentacji w towarzyskim meczu z Czechosłowacją. Do kadry na mistrzostwa świata w RFN się nie załapał a przecież mógł liczyć że wskoczy do niej właśnie jako dżoker, tak jak ze Związkiem Radzieckim. ,,Wiecie że jakoś nigdy nie zapytałem Górskiego, czemu nie zabrał mnie do kadry na mistrzostwa? Może niepotrzebnie głośno mówiłem Blautowi że chce już wyjechać za granice żeby jeszcze trochę zarobić? Do Górskiego to dotarło i mógł uznać że nie ma sensu dalej na mnie stawiać a ja cały czas trzymałem forme. Po mundialu wyjechałem grać do Francji, jednak po roku wróciłem i dalej zasuwałem w Górniku. Wiedziałem że mając 33 lata, nie ma już co myśleć o kadrze narodowej ale liczący się wtedy w PZPN, związany już wcześniej z Górnikiem działacz Henryk Loska podpowiadał komu trzeba żeby mnie powołać. Nic z tego nie wyszło., lecz jestem pewien że znowu byłem blisko reprezentacji”- podsumowuje Szołtysik. W Zabrzu grał aż do sensacyjnego spadku drużyny w 1978 r. Po krótkiej przygodzie z kanadujskim Toronto Falcons wrócił na Śląsk i przeniósł się do 3-ligowego Górnika Knurów, z którym awansował do drugiej ligi. Właśnie w Knurowie zakończył karierę w wieku 42 lat! ,,Troche nie daje mi spokoju że odszedłem z Górnika Zabrze w takim momencie. Miałem 36 lat, uznałem że czas się rozstać. W Górniku pojawiali się coraz młodsi, szło nowe pokolenie”- wspominał ,,Zyga”. Dzisiaj pamiętamy o jego reprezentacyjnej przeszłości oraz o wielkich europejskich wyczynach z zabrzańskim Górnikiem, w którym zagrał aż 46 pucharowych meczów na przestrzeni 14 lat. Nie każdy jednak wie że zanim został wielkim mistrzem z Górnikiem i kadrą, był mistrzem w Zrywie Chorzów. W 1960 i 1961 r. jego zespół nie miał sobie równych w kraju. ,,Wielka w tym zasługa trenera Murgota, który umiał powybierać najlepszych uczniów z chorzowskich i okolicznych szkół. Bo to był kochani szkolny klub, żaden Ruch Chorzów czy Górnik Zabrze. Nie stało za nami takie zaplecze, nie mieliśmy takiej bazy a jednak to my byliśmy najlepsi”- podkreśla z dumą Szołtysik. Grał wówczas w jednej drużynie z Antonim Piechniczkiem, Janem Banasiem czy Józefem Jandulą. Za drugim razem juniorski finał na Stadionie Śląskim odbył się bezpośrednio przed pamiętnym pierwszym w historii meczem Górnika w Pucharze Europy z Tottenham Hotspur(4:2). Zanim zabrzanie rozprawili się z Anglikami, Zryw rozgromił Górnika Wałbrzych 10:1! Szołtysik był też jednym z ,,Portugalczyków”, czyli członkiem reprezentacji Polski U-19, która właśnie w Portugalii w 1961 r. zdobyła tytuł wicemistrza Europy. W drodze do finału mierzyli się z Francją(4:1), Austria(3:0; gol Szołtysika), Grecją(2:2) i RFN(2:1). Dopiero w decydującym o tytule meczu przegrali z Portugalią(0:4). Faktem jednak jest że Szołtysik i jego koledzy zdobyli pierwszy medal w historii polskiej piłki w jakichkolwiek mistrzowskich rozgrywkach. Najpierw musiał przejść ostrą selekcje. ,,Gdy zacząłem coraz lepiej grać w Zrywie, dostałem powołanie do reprezentacji Polski juniorów ale do drugiej drużyny. Mieliśmy sparing z Cracovią i musiałem autobusem dostać się z domu do Krakowa. Przyjechałem w ostatniej chwili, piłkarze już wychodzili na boisko. Trener Stiasny zawołał żebym migiem się przebierał bo mam grać. Zdążyłem wbiec na murawe tuż przed pierwszym gwizdkiem i spisałem się dobrze bo zacząłem grać w pierwszej reprezentacji juniorów. Potem były kolejne sparingi, z coraz mocniejszymi drużynami i wreszcie powołanie na mistrzostwa Europy. Gdybym wtedy w Krakowie pojawił się jeszcze kilka minut później, może nic by z tej mojej gry w kadrze nie było? Zdaje się że już wspominałem wam że czasami trzeba mieć szczęście”- uśmiecha się mieszkający od ponad 30 lat w Niemczech ,,Zyga”.
8
(Nie)zapomniane legendy polskiego futbolu:
Grał kiedyś taki ,,polski Messi”, dzisiaj składamy mu urodzinowe życzenia. O kim mowa(?) tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
12
Copa Mitropa:
24 października 1937 r. Lazio Rzym przegrało na Stadio Olimpico z Ferencvarosi Torna Club 4:5 w drugim meczu finałowym Pucharu Mitropa. To spotkanie przeszło do historii futbolu. Otóż w tym meczu zanotowano dwa hattricki! Pierwszego z nich ustrzelił legendarny Silvio Piola, grający wówczas dla Lazio. Drugiego ustrzelił równie legendarny Gyorge Sarosi, ikona Ferencvarosi. W pierwszym meczu w Budapeszcie Węgrzy również wygrali(4:2) i również po hattricku Sarosiego! Tak więc po puchar sięgnęli po raz drugi w historii rozgrywek piłkarze z nad Dunaju a bohaterem tego turnieju był nie kto inny jak Gyorge Sarosi. Przypominam wszystkim iż Copa Mitropa był w mniejszej części poprzednikiem Pucharu Europy Mistrzów Klubowych.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@SawneyBean Teraz to już wogóle jakaś tymczasowa wersja tego strimsin się włączyła. Groch z kapustą! Szkoda nerwów, włączam telewizor i oglądam mecz na jedynce
0
No to już sobie pooglądałem mecz Barcuni na tym strimsin. Cholerne Canały plus wszystko zakodują i nawet dla publicznej nie dadzą takiego ważnego meczu. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie!
0
@FcPortoFan1999 Dobre pytanie ale nie znam satysfakcjonującej odpowiedzi...
8
@FCBparasiempre
23 października 1957 r. urodził się Adam Nawałka, pomocnik oraz trener. Z taką datą urodzenia ciężko pomyśleć o innej drodze niż piłkarskie boisko. Tego dnia urodziny świętują także Pele, Deyna czy Bulzacki. Były selekcjoner reprezentacji Polski w przeciwieństwie do tego tercetu, nie zdobył medalu Mistrzostw Świata. U schyłku tej dekady był jednak jednym z najlepszych środkowych pomocników w Europie, choć ledwie przekroczył wtedy 20 rok życia. Kiedy Gmoch jechał na mundial w 1978, wróżono mu co najmniej powtórke wyczynu reprezentacji Kazimierza Górskiego. Nowy selekcjoner miał do dyspozycji prawie wszystkich(poza Gadochą) bohaterów niemieckich zmagań: Deyne, Late, Szarmacha, Tomaszewskiego, Gorgonia, Kasperczaka, do tego powracającego po kontuzji Lubańskiego a także zastęp młodych zdolnych piłkarzy na czele z Bońkiem, Iwanem i właśnie Nawałką. Ten ostatni okazał się najmocniejszym ogniwem w talii Gmocha. ,,Wierzę w zwycięstwo. Pracowaliśmy solidnie i praca ta powinna przynieść owoce. Jeśli idzie o Brazylijczyków to myśle że diabeł nie jest taki straszny jak go malują.”- mówił Nawałka przed decydującym starciem z Canarinhos. W składzie ,,All Stars” po tym turnieju umieściła go amerykańska agencja prasowa Associated Press. Elegancki, bardzo pracowity, sumienny i waleczny zawodnik podbił argentyńskie boiska. Po jednym z meczów mundialu austriacka agencja prasowa napisała o nim że wprost szalał w drugiej linii. Przede wszystkim jednak grał bardzo zespołowo. Nie silił się na strzały, za to znakomicie obsługiwał podaniami swoich kolegów z drużyny. Dla Polaków zachwyt nad grą Nawałki nie był niczym dziwnym. Na pół roku przed mundialem uznany został Odkryciem Roku 1977 według ,,Piłki Nożnej”. Taką pozycje dała mu świetna gra w kadrze narodowej, gdy w debiucie przeciwko Węgrom strzelił wyrównującego gola a także nie zawiódł w decydujących starciach z Danią i Portugalią. W tym drugim meczu otrzymał zadanie wyłączenia z gry najgroźniejszego zawodnika przeciwników – Joao Resende Alcesa. Nawałka został jego osobistym opiekunem. ,,Alves to bardzo dobry piłkarz, jednak nawet najlepszy kiedy ma swojego opiekuna, niewiele może zdziałać. Cieszę się że wypełniłem powierzone mi zadanie, choć przyznaje że było ono ciężkie. Alves to uciążliwy rywal, nienagannie wyszkolony technicznie.”- opisywał środkowy pomocnik. Dzięki temu Nawałka mógł świętować awans z drużyną narodową na argentyński mundial, gdzie został prawdziwą gwiazdą. Także w drużynie klubowej przeżywał w tym czasie swe najlepsze chwile. Jako młodziutki lider drugiej linii poprowadził w 1978 Białą Gwiazde do pierwszego mistrzowskiego tytułu od 28 lat. Miał nawet swój udział w golu decydującym o mistrzowskim tytule. Po solowym rajdzie wymanewrował całą obrone Arki Gdynia. Z okolic linii pola karnego mocno przymierzył, lecz piłka trafiła o wewnętrzną część poprzeczki, spadła na ziemie i wyszła poza linięDla pewności dobił ją jeszcze czatujący w pobliżu Kmiecik. Ostatecznie to jemu zaliczono trafienie, które dało mu korone króla strzelców. Prawdopodobnie jednak już strzał Nawałki przekroczył linię bramkowa. Kilka miesięcy potem w ćwierćfinale Pucharu Europy przeciwko Mamö FF to on wyrównał stan spotkania, sprytnie umieszczając piłke pomiędzy rosłymi obrońcami rywala. ,,Zagraliśmy ,,swoją” piłke, opartą przede wszystkim na technice a na twardą gre rywala odpowiedzieliśmy tym samym i okazało się że nie jesteśmy gorsi.”- tak mówił. Wisła wygrała ten mecz ale w rewanżu przegrała 4:1 i odpadła. Ćwierćfinał jednak pozostał jego największym sukcesem na kontynentalnej arenie oraz największym sukcesem w europejskich pucharach Nawałki. Wcześiej wraz z kolegami wyeliminował Club Brugge i Zbrojovke Brno. ,,Byłem graczem dynamicznym, walczącym, w związku z czym często faulowałem ale zawsze, nawet w najbardziej dramatycznych momentach usiłowałem zachować spokój.”- mówił sam o sobie. Miał wszelkie predyspozycje by w przyszłości poprowadzić Wisłe Kraków jeszcze wyżej a samemu ugruntować pozycje czołowego rozgrywającego Europy. Na drodze stanęła mu jednak poważna kontuzja. W sezonach 1980/81 i 1981/82 a więc bezpośrednio przed mundialem w Hiszpanii – rozegrał łącznie tylko 11 spotkań. Uraz akurat tego zawodnika był sporym zaskoczeniem bo Nawałka słynął chyba z najbardziej sportowego trybu życia wśród wszystkich ligowców. Stronił od alkoholu, dużą wage przykładał do odnowy biologicznej a na zgrupowania zabierał ze sobą nawet… sokowirówkę! W Ekstraklasie pozostał wierny barwom Wisły. Białą Gwiazde opuścił w 1985 i wyjechał do USA, gdzie grał Eagle Yonkers New York. Został po latach członkiem Jedenastki Stulecia Wisły. Po powrocie do kraju zajął się trenowaniem. Z Wisłą wywalczył mistrzostwo Polski w 2002 r., wicemistrzostwo rok wcześniej oraz Puchar Ligi. W Ekstraklasie prowadził też Zagłębie Lubin. Najdłużej pracował jednak w Górniku Zabrze. Do lata 2018 r. piastował stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Jest jedynym trenerem w historii, który wprowadził ją zarówno na ME, jak i MŚ. Został też trzecim Polakiem, po Pawle Janasie i Henryku Kasperczaku, z udziałem w mundialu w roli piłkarza oraz szkoleniowca. Nie ma natomiast nikogo innego kto uczestniczył w MŚ jako piłkarz i jako trener oraz w ME w jednej z tych ról. Po odpadnięciu z grupy na mundialu w Rosji został zwolniony. Jako selekcjoner i trener Ekstraklasowy zasłynął z rozlicznych przesądów. Okazuje się jednak że skłonność do nich przejawiał już w czasach kariery piłkarskiej. ,,Kiedy sędzia ustawiał piłke na 11 metrze przed rzutem karnym Deyny zamknąłem oczy. Bałem się że niewykorzystamy tej szansy. Trudno sobie wyobrazić, jak olbrzymie napięcie towarzyszy grze odbywającej się w nieustannym wrzasku czterdziestotysięcznej widowni.”- opowiadał po meczu z Argentyną. Tym razem jednak zaklęcia nic nie pomogły bo ,,Kaka” zmarnował te okazje.
7
Żywe legendy polskiego futbolu:
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
7
@FCBparasiempre
23 października 1951 roku w Łodzi urodził się Mirosław Bulzacki, środkowy obrońca. O słynnym „zwycięskim remisie na Wembley” powiedziano i napisano już chyba wszystko. Za największych bohaterów tamtego spotkania uważa się strzelca gola, Jana Domarskiego, któremu piłka „przyszła, naszła, zeszła i weszła”, oraz znakomicie broniącego tego dnia Jana Tomaszewskiego. Nieco rzadziej wspomina się o młodym obrońcy, który nie pozwolił angielskim napastnikom na zbyt wiele i który kilkukrotnie ratował naszą drużynę przed utratą bramki. Mirosław Bulzacki – bo o nim mowa – w dniu tego legendarnego meczu miał niecałe 22 lata. Występ na Wembley był jego trzynastym w biało-czerwonych barwach. ,,To był ten dzień, w którym przestałem być przesądnym człowiekiem. Mecz z Anglią na Wembley był moim 13. spotkaniem w kadrze, więc ludzie mówili, żeby uważać, bo pech i tak dalej a ja się denerwowałem przez to jeszcze bardziej”– wspominał po latach. Nerwy nie spętały jednak nóg Bulzackiemu. Pewności siebie mógł dodawać mu fakt, że doskonale znał się i dobrze współpracował z Janem Tomaszewskim. Obaj byli wówczas zawodnikami Łódzkiego Klubu Sportowego. Podczas samego spotkania jako obrońca często asekurował lubiącego wychodzić na przedpole „Tomka”. Na kilka minut przed końcem meczu „Funio” (taki pseudonim nosił defensor ŁKS-u) uratował skórę klubowemu koledze i całej reprezentacji, wślizgiem wybijając piłkę zmierzającą do bramki. ,,Tamtą sytuację pamiętam do dziś. Był ostry strzał po ziemi a ja jakimś cudem, wślizgiem w ostatniej chwili zdołałem ją wybić sprzed linii bramkowej”– opowiadał. Dla miłośników nietypowych statystyk warto dodać w tym miejscu, że był on też ostatnim zawodnikiem, który dotknął piłkę w tym spotkaniu. Skąd w ogóle ten szerzej nieznany w piłkarskim świecie zawodnik wziął się w polskiej reprezentacji? Mirosław Bulzacki urodził się 23 października 1951 roku w Łodzi. W tym mieście ukończył technikum samochodowe. Zanim to się jednak stało, już od dawna był zawodnikiem ŁKS-u. Początki jego kariery przypadły na lata, w których ŁKS grał akurat w II lidze (1968-1971). Bulzacki był już wówczas reprezentantem Polski juniorów, ale wciąż czekał na debiut w ligowym meczu. Nie otrzymał takiej szansy ani od trenera Leszka Jezierskiego (prowadził zespół w sezonie 1968/69), ani podczas krótkiej (runda jesienna sezonu 1969/1970) kadencji węgierskiego trenera Laszlo Hariego. Dopiero trener Józef Walczak, który objął łódzką drużynę po odejściu Węgra, postanowił nieco przewietrzyć szatnię i odważniej postawić na młodych graczy. W zespole oprócz Bulzackiego pojawili się m.in. Włodzimierz Białek, Grzegorz Ostalczyk, Jan Mszyca czy Mirosław Smolarek, kuzyn Włodzimierza, późniejszej legendy sąsiadów zza miedzy – Widzewa. Na awans przyszło jednak czekać ŁKS-owi do roku 1971 r. Bulzacki znajdował się w kadrze zespołu, ale trener Walczak nie był do niego do końca przekonany. W meczach decydujących o awansie wolał na środku obrony postawić na doświadczonych Szadkowskiego i Chodakowskiego. Nie inaczej było po awansie do I ligi. W lutym 1972 roku ełkaesiacy wyjechali na zgrupowanie do Kirgizji i Kazachstanu. Po powrocie z tej nieco egzotycznej eskapady szkoleniowiec łodzian mówił o Bulzackim, że poza warunkami fizycznymi nie ma żadnych piłkarskich zalet. Wychowanek klubu został odsunięty od pierwszej drużyny. Do pierwszego składu wrócił w maju 1972 roku. Po kilku miesiącach w klubie nie było już trenera Walczaka. Jego miejsce zajął Paweł Kowalski, a tajemniczo brzmiącą posadę trenera-koordynatora objął, nie kto inny, jak ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski Kazimierz Górski. Kto wie, czy nie była to najważniejsza znajomość w piłkarskiej karierze Bulzackiego. Młody defensor na stałe zagościł w podstawowej jedenastce ŁKS-u. Wyróżniał się spokojem, wyczuciem tempa przeciwników i pewnością w kierowaniu kolegami z obrony. Dobrą postawę w lidze trener Górski nagrodził powołaniem do reprezentacji. Bulzacki zadebiutował w towarzyskim meczu z Jugosławią zakończonym remisem 2:2 i szybko stał się podstawowym graczem kadry. Wystąpił m.in. w wygranym 2:0 meczu z Anglią w Chorzowie i rozegranym raptem tydzień przed decydującym meczem na Wembley, towarzyskim spotkaniu z Holandią. W tym drugim miał za zadanie kryć samego Johana Cryuffa. Starcie zakończyło się remisem 1:1, a „Boski Johan” został wyłączony z gry. Mimo dobrych występów Bulzackiego w koszulce z białym orłem (wtedy bez korony) na piersi, prasa przed 17 października 1973 roku miała dużo wątpliwości czy to właśnie on, powinien wyjść w podstawowym składzie na Anglię. ,,Do gry przeciwko anglikom predysponują go wyśmienite warunki fizyczne i przysłowiowy angielski spokój. Jest ponadto twardy, umiejący ostro, ale nie faul, walczyć o piłkę. Co nie oznacza wcale, że uważam go za doskonałego piłkarza na pozycji środkowego obrońcy ale lepszego od niego, obok Gorgonia, nie mamy na krajowym rynku piłkarskim”– tłumaczył swoją decyzję trener Górski.
Po meczu nie trzeba było już nikomu wyjaśniać, że była to dobra decyzja. Bulzacki zewsząd zbierał pochwały. Tygodnik „Piłka Nożna” na koniec 1973 roku po raz pierwszy zorganizował plebiscyt, w którym wybierał piłkarza i odkrycie roku. W pierwszej kategorii triumfował Kazimierz Deyna, a w drugiej właśnie Mirosław Bulzacki. Mogło się wówczas wydawać, że na mistrzostwach świata „Funio” będzie podstawowym graczem reprezentacji. Chyba nawet sam zawodnik nie spodziewał się, że po turnieju będzie miał tak ambiwalentne uczucia. Z jednej strony – reprezentacja odniosła historyczny sukces i zajęła trzecie miejsce na mundialu (nagradzane w tamtych czasach srebrnym medalem), a z drugiej – sam Bulzacki nie zagrał ani minuty na całych mistrzostwach. Nie, nie był kontuzjowany. Nie podpadł też trenerowi Górskiemu żadnym niewłaściwym zachowaniem. Miejsce na środku obrony obok Jerzego Gorgonia zajął Władysław Żmuda – zaledwie 20-letni gracz Gwardii Warszawa, wybrany później najlepszym młodym zawodnikiem turnieju. ,,Dzień przed pierwszym meczem trener ogłosił skład i ja byłem na ławce. zawsze mówił dzień przed meczem, żeby nie paraliżować zawodników. Ja miałem być rezerwowym, gotowym do wejścia w każdej chwili. Czy było mi przykro? tak, zdecydowanie. Czy mam żal? nie, nie mam. Kilku chłopaków z Wembley straciło miejsce. Ja, Janek Domarski, który strzelił wtedy bramkę, Leszek Ćmikiewicz. Trener Górski miał świetne wyczucie, był obiektywny i sprawiedliwy. Nie mogliśmy mieć żalu, że kogoś forsuje na siłę”– mówił piłkarz o tamtej sytuacji Markowi Wawrzynowskiemu. Przygoda Bulzackiego z reprezentacją zakończyła się na dobre w 1975 roku po meczu z Holandią przegranym na wyjeździe 0:3. Jak sam zaznaczył w jednym z wywiadów, pożegnanie z kadrą było po części jego decyzją. Więcej czasu niż na grę, poświęcał w tamtym czasie na naukę. Studiował na Wydziale Trenerskim Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie., którą ukończył w 1979 roku. W ŁKS-ie grał aż do 1983 roku. Dla kibiców z alei Unii 2 pozostaje jedną z legend klubu. Po odejściu z klubu rok pograł w Starcie Łódź po czym, w wieku 33 lat, wyjechał za granicę. Trafił do amatorskiego klubu VfL Herzlake w czwartej lidze niemieckiej, a następnie do TV Wehingen 1891. W Niemczech spędził w sumie siedem lat, wyłączając kilkumiesięczny epizod w sezonie 1987/1988, gdy grał w Dozamecie Nowa Sól. Na początku lat 90. znów zamieszkał w Polsce. Wielkiej kariery trenerskiej nie udało mu się zrobić. Trenował juniorów i seniorów w klubie z Wehingen, a w Polsce Pogoń Zduńską Wolę i Unię Skierniewice. Nieźle radził sobie jako szkoleniowiec juniorów ŁKS-u i Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Łodzi. Z jego pozasportowych aktywności warto wspomnieć o przygodzie Bulzackiego z polityką. W 2009 roku startował z ramienia Platformy Obywatelskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Mandatu europosła jednak nie uzyskał. Ze światem piłkarskim całkowicie się nie rozstał – często występuje w roli eksperta i proszony jest o opinie na tematy piłkarskie. Przez wiele lat występował też w drużynie oldboyów „Orłów Górskiego”. Chociaż w karierze Mirosława Bulzackiego zabrakło występów na mistrzostwa świata lub sukcesów klubowych, z całą pewnością był jednym z lepszych środkowych obrońców w historii polskiego futbolu.
7
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
1
@Safrani Żarty żartami ale to będzie bardzo trudny i skomplikowany mecz. Nasza defensywa nie jest monolitem, brakuje twardych doświadczonych Araujo i Christensena. Samą drugą linią i atakiem będzie bardzo ciężko wygrać, choć nie niemożliwe. To samo tyczy się sobotniego El Clasico...
0
@albertZpragi Nie! Po prostu nie znam żadnego obcego języka, na tyle żeby cokolwiek zrozumieć lub zgłosić. Po prostu sam bym tam zginął, okradli by mnie i wogóle nie wiem co jeszcze!?
0
@albertZpragi Jestem niemal w szoku po przeczytaniu tego, zwłaszcza że nie znam żadnej ,,chińszczyzny"...!
7
@FCBparasiempre
23 października 1947 r. w Starogardzie Gdańskim urodził się Kazimierz Deyna, Mistrz Olimpijski z 1972 r., Król strzelców Olimpiady z 1972 r., Wicemistrz Olimpijski z 1976 r., zdobywca 3 miejsca na Mistrzostwach Świata-1974 oraz trzeci piłkarz Mundialu w RFN(1974). Przez wielu jest uważany za najlepszego piłkarza w historii polskiej piłki nożnej ale i on doświadczył w swej karierze przemiany w oczach kibiców z bohatera w antybohatera. Poza boiskiem radził sobie gorzej niż na boisku. Pierwszy mecz w polskiej ekstraklasie Kazimierz Deyna rozegrał w 1966 r. w koszulce ŁKS, do którego trafił z rodzinnego Starogardu. W spotkaniu z Górnikiem Zabrze grał bez kompleksów, kilka jego podań kibice przyjęli z uznaniem ale bramki nie zdobył. Nazajutrz w miejscowej prasie można było przeczytać iż 19-latek jest jednak bez wątpienia świetnym nabytkiem zasłużonego klubu. Radość kibiców z włókniarskiego miasta trwała jednak bardzo krótko. Po Deynę zgłosiło się Ludowe Wojsko Polskie a ściślej Legia Warszawa(Centralny Wojskowy Klub Sportowy), w której w tamtych czasach i jeszcze długo potem najzdolniejsi młodzi zawodnicy odbywali zasadniczą służbę wojskową. Oczywiście to była czysta fikcja gdyż w rzeczywistości rekruci szybko zrzucali mundury, pod warunkiem oczywiście że w ogóle mieli okazję je założyć. Z Deyną wiąże się zresztą przezabawna historia. Po ,,odbyciu służby’’ powinien wrócić do Łodzi ale w Legii ktoś wpadł na pomysł-mianowicie przeniesiono piłkarza do marynarki wojennej gdzie służba trwała 3 lata. Morza wprawdzie Kazio nie oglądał ale szybko wypłynął na szerokie wody. Druga połowa lat 60-tych i początek 70-tych to były czasy wielkiej Legii, która w europejskich pucharach grała jak równy z równym z najlepszymi na kontynencie. Deyna(który oficjalnie dosłużył się stopnia porucznika) szybko stał się ulubieńcem kibiców Legii, zwłaszcza tych najbardziej fanatycznych, zajmujących wschodnią trybunę zwaną żyletą. Włodzimierz Lubański podobnie jak Deyna urodzony w 1947 był trochę z innego świata: Ślązak był lepiej wykształcony, elokwentny i elegancki a Kaziu był swojakiem, jednym z nich, kiedy zatem śpiewali: ,,Kazimierz Deyna naszym przyjacielem jest’’, wyrażali najszczersze uczucia. Polski sport miał wówczas niemało wybitnych indywidualności ale stolica uwielbiała ,,Kakę’’ i nikt inny nie mógł się z nim równać. W 1968 r. Deyna zadebiutował w reprezentacji lecz pomimo że Polska pokonała Turcję aż 8:0 to gola nie zdobył. Wkrótce miało się to zmienić. Kiedy parę lat później kontuzja wyeliminowała na dłużej z gry Lubańskiego, Deyna wysunął się na pierwszy plan i nie było to bynajmniej chwilowe zastępstwo co potwierdził w wielu meczach decydujących o największych sukcesach reprezentacji. Tak było na turnieju olimpijskim w Monachium a zwłaszcza 2 lata później podczas mistrzostw świata, na których Polska zajęła 3 miejsce a w rozmaitych ankietach Kazimierza umieszczono w trójce największych piłkarzy Europy obok Beckenbauera i Cruyffa. Ten drugi po latach wspominał: ,,Jeśli Holandia miała kłopoty w meczach z Polską to przede wszystkim dlatego że grał u was Deyna. On potrafił kilkoma genialnymi podaniami pchnąć do przodu nie tylko swoją drużynę ale i futbol’’. Najwspanialsze mecze Kazia? Było ich trochę. Starsi kibice nigdy nie zapomną finału olimpijskiego z Węgrami w 1972 r. oraz występów na boiskach RFN w czasie mundialu w 1974 r. Do legendy przeszedł jego niesamowicie mocny strzał na bramkę w meczu z Włochami, po którym ponoć pękł piłkarzowi but. Ale i niezliczone mecze ligowe, w których czarował techniką, bezbłędnie podawał, strzelał te swoje ,,rogale’’ nadając piłce rotację, która myliła najlepszych bramkarzy. Ostatnim ważnym rozdziałem w karierze Deyny był występ na MŚ w Argentynie w 1978 r. Niektórzy uważali że drużyna jest jeszcze lepsza niż w RFN i może nawet zdobyć złoty medal. Ale ów turniej mieli wygrać gospodarze-junta wojskowa rządząca Argentyną potrzebowała propagandowego sukcesu i dopieła swego. Mieli też niezłą drużynę, z którą Polacy musieli się spotkać w grupie eliminacyjnej. Mario Kempes wprost szalał na boisku w Rosario. Już w 15 minucie Polacy przegrywali 0:1 ale nie zamierzali się poddawać. W 38 minucie strzał polskiego zawodnika argentyński obrońca zatrzymał ręką. Sędzia nie mógł nie podyktować jedenastki. Historia tego rzutu karnego zasługuje na odrębne studium- z elementami psychologii, z wątkiem sensacyjnym a kto wie i czy nie ustawieniem samego meczu!
Wybór egzekutora tego karnego był oczywisty: Kazimierz Deyna rozgrywał swój setny mecz w reprezentacji(wedle ówczesnych kryteriów bo później jednak kilka spotkań mu odjęto). Cała Polska wstrzymała oddech. Potrzebowała wówczas sukcesu nie mniej niż Argentyna(już po pierwszym zremisowanym bezbramkowo meczu z RFN najwyższe władze partyjno-państwowe wysłały depeszę gratulacyjną do trenera Gmocha). Do strzelania karnego gotowy był co prawda 22-letni debiutujący na wielkiej imprezie przebojowy piłkarz łódzkiego Widzewa Zbigniew Boniek ale Deyna mu nie ustąpił zapominając iż występ jubileuszowy to dodatkowe emocje, które często bardziej rozpraszają niż mobilizują. Ustawił piłkę, strzelił celnie lecz nie zbyt mocno i bramkarz Fillol bez większych problemów obronił. Jęk zawodu słychać było od Bałtyku po szczyty Tatr. Czy gdyby Kazio trafił w okienko losy meczu potoczyły by się inaczej? Tego już nigdy się nie dowiemy. W każdym razie niezawodny Kempes strzelił na 2:0 co stawiało reprezentację Polski w trudnej sytuacji-czekał ją bowiem kolejny mecz tym razem z Brazylią. Ale rodacy nie mogli wybaczyć Deynie. W historii strzelania tej jedenastki mieści się bowiem również mały lecz bolesny rozdział o ludzkiej niewdzięczności. Był bohater, który nagle stał się antybohaterem. Wkrótce pojawiły się plotki sugerujące iż Deyna celowo nie wykorzystał karnego, ponieważ został przekupiony przez gospodarzy. Każda bzdura wymyślona wówczas mogła trafić do rozgoryczonych kibiców. (W sprawie rozliczeń finansowych było coś na rzeczy ale bynajmniej nie z powodu Kazimierza; przez lata mówiło się o pewnych machlojkach działaczy).
Reprezentacyjna kariera Deyny dobiegła końca. Miał 31 lat-dzisiaj powiedzielibyśmy dopiero ale wówczas to było aż. W nagrodę za zasługi dla polskiego futbolu piłkarz dostał zgodę na wyjazd zagraniczny. Wybrał Manchester City czyli najgorzej jak mógł. On, świetny technik, finezyjny artysta futbolu, robiący z piłka cuda trafił do ligi angielskiej, w której preferowało się grę siłową i schematyczną. Ale transfer i tak był w kraju ogromnym wydarzeniem; telewizja polska transmitowała nawet spotkanie(Manchester grał z Ipswich) a sprawozdawca po każdym podaniu Kazia wpadał w zachwyt. Niestety był to debiut zaledwie poprawny. Później nie było lepiej. Piłkarz pobył w Manchesterze do stycznia 1981 r.; nie znał języka, nie mógł dogadać się z kolegami z drużyny a co najgorsze-trener nie bardzo wiedział jakie zadania powierzyć na boisku przybyszowi z dalekiej Polski. Teraz w życiorysie Deyny nastąpił kolejny punkt zwrotny i to z wielkim wykrzyknikiem-piłkarz przeniósł się bowiem za ocean by podpisać kontrakt z San Diego Sockers. W wielu filmach o wielkich sportowcach zakończenie bywa smutne i tak też było w przypadku naszego Kazimierza. Grał w tamtejszej marnej lidze, zarabiał nieźle, wkrótce miało się jednak okazać iż nieuczciwy menedżer wyczyścił jego konto(ponoć około 1 mln dolarów). Pojawiły się liczne kłopoty także rodzinne. Ponoć nosił się z zamiarem powrotu do kraju. Próbował szkolić młodzież. Zginął wieczorem 1 września 1989 r. na prostej drodze, wpadając na prawidłowo zaparkowaną na poboczu ciężarówkę. We krwi odkryto alkohol. W bagażniku policjanci znaleźli 22 piłki. Na pogrzeb nie przyjechał nikt z Polski. Warszawscy kibice ciągle pamiętają: chcą postawić Kazimierzowi Deynie pomnik. Zaś na stronie internetowej można przeczytać wpisy wyrażające zachwyty tych, którzy nigdy na żywo Deyny nie widzieli: ,, Genialny, cudowny, jedyny, niepowtarzalny, magiczny, wspaniały, najlepszy……’’.
7
Wybitne legendy polskiego futbolu:
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
9
Wybitne legendy futbolu:
23 października 1940 r. w Tres Coracoes urodził się Edson Arantes de Nascimento, dobrze znany wszystkim jako Pele, m.in. 3-krotny mistrz świata. Jeden z najsłynniejszych brazylijskich piłkarzy. Powszechnie uważany przez ekspertów piłki nożnej, byłych graczy oraz fanów za najlepszego piłkarza wszechczasów. Jest synem znanego piłkarza krajowej drużyny Fluminense, Joao Ramosa do Nascimento, znanego również jako Dondinho. Pseudonim „Pele” nadano mu w czasach szkolnych na cześć jego ulubionego gracza, bramkarza drużyny Vasco da Gama, o przydomku Bile. Pele dorastał w biedzie, dorabiał jako pucybut oraz jako pracownik herbaciarni. Jego talent piłkarski został zauważony przez Waldemara de Brito, byłego reprezentanta Brazylii, który zatrudnił Pelego w drużynie Santos FC. Po roku gry w juniorach, został włączony do drużyny seniorskiej. Pierwszy mecz w reprezentacji Brazylii rozegrał 7 lipca 1957.Brazylia przegrała z Argentyną 1:2 a jedynego gola dla Canarinhos strzelił właśnie Pele, zostając najmłodszym zawodnikiem, który strzelił bramkę dla reprezentacji własnego kraju. Miał wtedy zaledwie 16 lat i 9 miesięcy. W 1958 roku , mimo swego młodego wieku, zadebiutował na Mistrzostwach Świata, dzięki czemu stał się najmłodszym zawodnikiem, jaki kiedykolwiek wystąpił w turnieju tej rangi. Jego gra podczas mundialu wprawiła w zachwyt znawców, komentatorów i kibiców piłkarskich. Strzelił 6 goli i w dużej mierze dzięki niemu Brazylia sięgnęła po tytuł mistrzowski. Następne 2 turnieje rangi Mistrzostw Świata były dla niego nieudane, lecz w 1970 roku po raz kolejny sięgnął z reprezentacją po złote medale. Pele postanowił zakończyć karierę w 1974 roku, a jego pożegnalny mecz oglądały tłumy (przypuszczalnie ponad 200 tysięcy ludzi). Po pewnym czasie postanowił wrócić do piłki nożnej, grając dla drużyny New York Cosmos, a jego ostatni oficjalny mecz miał miejsce 1 października 1977 roku.Był to mecz pomiędzy dwoma brazylijskimi zespołami, w których Pele spędził większość kariery klubowej - Santos i Cosmos. W każdej z drużyn rozegrał po jednej połowie tego meczu. Po zakończeniu przygody z piłką nożną był dyrektorem sportowym piłkarskiej drużyny Santosu udzielał się również jako komentator sportowy. W 1995 został wybrany na ministra sportu w Brazylii oraz ambasadora Dobrej Woli UNESCO. Promował wiele firm, np. PepsiCo., czy MasterCard. Wystąpił, jako jeden z aktorów, w filmie "Ucieczka do zwycięstwa".
W 1999 roku został uznany najlepszym sportowcem XX wieku, a w 2006 roku, został wybrany do rozlosowania grup Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku. Pele rozegrał dla reprezentacji Brazylii 91 spotkań, w których strzelił 77 bramek. Reprezentacyjny debiut nastąpił 7 lipca 1957 roku, podczas meczu Brazylia - Argentyna, a jego ostatni występ w narodowych barwach to potyczka z Jugosławią 18 lipca 1971 roku. Z reprezentacją Brazylii odniósł 66 zwycięstw, 14 razy remisował, a 11 razy poniósł porażkę. Brazylijczyk wpisywał się na listę strzelców w 51 meczach, 7-krotnie popisując się hat-trickami. Brał udział w 4 edycjach Mistrzostw Świata, w latach 1958-1970 (w Szwecji, Anglii, Chile oraz Meksyku). Tylko raz brał udział w Copa America, zdobywając koronę króla strzelców po zdobyciu 8 goli w 6 spotkaniach. Pele grał również w 23 meczach reprezentacji uznanych za nieoficjalne, strzelając w nich 18 goli. Pele przez większość swojej kariery (18 lat) grał w brazylijskim klubie Santos. W barwach tego klubu zadebiutował 7 września 1956 roku, strzelając jednego z goli w wygranym meczu z Corinthians (7-1), a jego ostatni występ w Santosie to zwycięstwo nad Ponte Preta (2-0) 2 października 1974 roku. Z tym zespołem zdobył, między innymi: Copa Libertadores (2 razy) oraz Mistrzostwo Brazylii (10 razy).W latach 1975-1977 grał w zespole New York Cosmos, z którym zdobył Mistrzostwo ligi północnoamerykańskiej. Dzięki 12 golom zdobytych w Mistrzostwach Świata znajduje się na 5 miejscu na liście najskuteczniejszych strzelców tego turnieju, jest również jedynym piłkarzem, który z reprezentacją swojego kraju sięgał trzykrotnie po Mistrzostwo Świata. W 1367 oficjalnych meczach strzelił 1281 goli!
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Comentateiro
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
0
@Yoshi94 Owszem ten komentarz nie jest pisany moimi słowami. Powiem więcej, 99 procent moich komentarzy nie jest pisana przezemnie ale ja się tym wogóle nie przejmuje i nawet nie mam zamiaru brać tego wszystkiego w cudzysłów! A co do regulaminu, czy go łamie czy też nie, to prosze kierować skargi do dyrekcji tej strony internetowej. Ja napewno nie zamierzam się tobie użytkowniku z tego tłumaczyć...
9
Z historii Barçy:
23 października 1971 r. otwarto Palau Blaugrana. Przez prawie 75 lat historii Barcelonie brakowało hali sportowej z prawdziwego zdarzenia. Wreszcie w 1971 r. wybudowano wielofunkcyjny obiekt, który mógł służyć różnym sekcjom klubu. Prezydent Agustin Montal w swoim przemówieniu przypomniał całą historię FC Barcelony, otwarcie dwóch słynnych stadionów piłkarskich(Camp de Les Corts i Camp Nou) i obiecał że hala będzie służyła wszystkim socios. Już pierwszego dnia, krótko po otwarciu, odbyły się spotkania żeńskiej siatkówki i pierwszoligowy mecz piłki ręcznej.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
0
@Yoshi94 Której konkretnie wypowiedzi?
5
@FCBparasiempre
Był to Vic Buckingham. Co miał wspólnego z Ajaksem? Dwukrotnie krótko prowadził ekipę z Amsterdamu. Ważniejszym jest chyba jednak fakt, że w trakcie swojego pierwszego pobytu w Holandii odkrył pewnego utalentowanego 12-latka, Johana Cruijffa. Drugi epizod z Joden zaowocował debiutem w pierwszym zespole 17-letniego wówczas geniusza. Legenda głosi, że wpływ Anglika na życie i karierę Cruijffa był tak wielki, że został ojcem chrzestnym jednego z dzieci El Flaco (to bez cienia wątpliwości nieprawda a szkoda, bo byłby to fantastyczny smaczek). Całość piłkarskiej kariery Buckinghama związana była z Tottenhamem – jedynym klubem, którego barwy reprezentował w rozgrywkach Football League. Wziął udział w 204 spotkaniach Spurs na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych. Co ciekawe, Tottenham grał w tamtym czasie na poziomie ówczesnej drugiej ligi, przez co Anglik nigdy nie zaznał gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. W gruncie rzeczy najcenniejszym fragmentem tej części jego biografii jest prawdopodobnie sama jej końcówka, kiedy to zetknął się z Arthurem Rowe’em i jego przełomową filozofią ,,push and run” (polegającą w uproszczeniu na szybkim podaniu do partnera, obiegnięciu kryjącego zawodnika rywala i otrzymaniu podania zwrotnego już za obrońcą. Taka gra dała Kogutom pierwszy w historii tytuł mistrza Anglii w 1951 roku; Vic zakończył karierę piłkarską w 1949). Buckinghama pamięta się lepiej z ławki trenerskiej niż z boiska, ale dzisiaj postać ta wydaje się być niemal całkowicie zapomniana. Vic Buckingham trenował wiele drużyn w Anglii, Holandii, Hiszpanii czy Grecji. Pierwszy pobyt w Ajaksie przypada na lata 1959-1961. Przed przeprowadzką do Holandii trenował West Bromwich Albion. W tym czasie The Baggies należeli do Wielkiej Piątki angielskiej piłki. To było jak na tamte czasy naprawdę niezwykłe, że Buckingham wybrał właśnie Ajax. Oczywiście, trenerzy już wcześniej opuszczali Anglię na rzecz drugiej strony Kanału, ale były to zazwyczaj nazwiska, które nie miały akurat zbyt wiele wspólnego z wyspiarską czołówką. W moim odczuciu pokazuje to, jak bohater artykułu wyprzedzał swoją epokę, jak bardzo chciał grać krótkimi podaniami, skupiać się na posiadaniu futbolówki. To było oczywiście niemal całkowicie sprzeczne z tym, jak postrzegało się wtedy piłkę w Anglii. Pierwsza kadencja Buckinghama w Amsterdamie to mistrzostwo oraz puchar Holandii. Anglik bagatelizował jednak swoje osiągnięcia, większość zasług przypisując swojemu poprzednikowi, rodakowi Jackowi Reynoldsowi. W swojej skromności powiedział podobno: ,,Piłkarze Ajaksu, których tutaj zastałem podstawy mieli już opanowane. Wszystko, co musiałem zrobić, to nauczyć ich dłuższego utrzymywania się przy piłce”. Sam Buckingham może i bagatelizował swój wpływ na rozwój drużyny, która miała potem zdominować piłkarską Europę, ale wielu ekspertów to właśnie jego wskazuje jako ojca chrzestnego futbolu totalnego.
W roku 1961 po Buckinghama zgłosiło się Sheffield Wednesday i Anglik wrócił do swojej ojczyzny. Udało mu się trzy razy z rzędu zająć w lidze szóste miejsce. Nieźle jak na klub, który poprzednią dekadę spędził na ciągłych spadkach do Division 2 i awansach do najwyższej klasy rozgrywkowej. Vic Buckingham poprowadził też drużynę do ćwierćfinału Pucharu Miast Targowych, w którym po porażce 3-4 w dwumeczu, Sowy odpadły z Barceloną. To właśnie ta konfrontacja miała zwrócić uwagę Blaugrany na bohatera tego tekstu – Anglik miał zaimponować włodarzom ekipy z Katalonii stylem gry jego podopiecznych i znaleźć się na liście potencjalnych przyszłych trenerów hiszpańskiego giganta. Czas Buckinghama w Sheffield dobiegł końca w kwietniu 1964 roku wskutek skandalu łapówkarsko-bukmacherskiego, który zdemolował tego roku dużą część angielskiej piłki. Dwóch podopiecznych urodzonego w Greenwich szkoleniowca wraz z jednym byłym zawodnikiem ,,The Owls” było zamieszanych w cały skandal. Chociaż nigdy nawet nie zasugerowano, że Buckingham mógłby mieć z aferą cokolwiek wspólnego, zarząd klubu wyszedł z założenia, że jeżeli trener byłby dla swoich piłkarzy bardziej surowy, do skandalu by nie doszło. I tak, pomimo nie schodzenia poniżej szóstego miejsca w lidze, Anglik stracił pracę. Lato 1964 roku przyniosło powrót do Amsterdamu. Niestety, ale tym razem sukcesy były zdecydowanie mniejsze. Zastał starzejący się skład zawodników, którzy tylko tracili na jakości i zmuszony był skorzystać w bardzo dużej mierze z młodzieży, w tym ze wspomnianego już Cruijffa. Wyniki były słabe, a wizja walki o utrzymanie sprawiła, że już w styczniu następnego roku ustalono, że najlepiej będzie jeżeli Buckingham obejmie wolną posadę w Fulham. Jego następcą został Rinus Michels i raptem cztery lata później Ajax grał w pierwszym z wielu w tamtych latach finałów europejskich pucharów. Powrót do Holandii może i nie był bezdyskusyjnym sukcesem, ale, jak już wcześniej wspomniano, zdaniem wielu Anglik położył fundament pod ekipę, która miała później totalnie zdominować europejski futbol. Po trzech latach w Fulham i roku w Grecji Buckingham został nieoczekiwanie zatrudniony w FC Barcelonie, która faktycznie zapamiętała go sobie z potyczki w Pucharze Miast Targowych. Drużynę objął pod koniec 1969, kiedy Barça znajdowała się raptem cztery punkty nad strefą spadkową. Poprowadził zespół do czwartego miejsca, a następny sezon zakończył w lidze zaraz za Valencią, którą udało się zresztą pokonać w finale Copa del Generalísimo. Do opuszczenia swojej posady po raptem półtora roku zmusiła go operacja spowodowana nawracającymi problemami z plecami. Co ciekawe, ponownie jego następcą został Rinus Michels. Buckingham miał też pośredni wpływ na przeprowadzkę Cruijffa do FC Barcelony w 1973 – Anglik był jednym z najważniejszych zwolenników zakończonej sukcesem kampanii na rzecz zniesienia zakazu kontraktowania zagranicznych piłkarzy przez hiszpańskie kluby.
Przed odejściem na zasłużoną emeryturę w 1980, Buckingham trenował jeszcze Sevillę oraz Olympiakos i Rodos. Zmarł w 1995 roku. W dużej mierze zapomniany w swojej ojczyźnie. Bardzo ciepło wspominają go jednak kibice Ajaksu i Barcelony. Vic Buckingham. Wspaniały trener, który pod wieloma względami wyprzedzał swoje czasy. Postać tę najlepiej podsumowują chyba jego własne słowa z 1993 roku, które znaleźć można w książce Davida Winnera ,,Brilliant Orange”: ,,Futbol oparty na posiadaniu piłki to jest to, nie kick and rush. Granie długich piłek jest zbyt ryzykowne. W zdecydowanej większości przypadków dużo lepsze efekty dają wyuczone umiejętności, nastawienie. Jeżeli masz piłkę – trzymaj ją. Przeciwnik nie będzie w stanie zdobyć bramki”.
7
Twórca futbolu totalnego:
Wiele źródeł podaje, że był kiedyś szanowany angielski trener, którego przedmeczowa rozmowa z prowadzonymi przez niego piłkarzami FC Barcelony składała się ze słów „jebać Betis” oraz precyzyjnie wymierzonego kopniaka w tablicę z taktyką, po której ta przeleciała przez całą szatnię (Alex Ferguson u swego szczytu byłby dumny). Kim był ten trener? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360