FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Czy Barcelona powinna sprzedać Ferrana Torresa?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Bocheno1 Z tym ,,za długi" to bym polemizował, no ale z redakcją niestety się nie polemizuje...
2
@Bocheno1 Tak, tak, przyznaje się bez bicia! Po prostu był długi, choć widywałem już ,,deczko" dłuższe...
9
@FCBparasiempre
Według wielu kibiców piłki nożnej Pele uchodzi za najlepszego gracza, jaki kiedykolwiek stąpał po kuli ziemskiej. Normalne więc, że wokół jego postaci narosła spora ilość mitów. Szczególnie że czasy, w których Pele znajdował się u szczytu popularności, nie pozwalały na weryfikowanie wszystkich plotek i spekulacji. Być może część z was słyszała kiedyś opowieść o tym, że gwiazdor Santosu i reprezentacji Brazylii przyczynił się swoim przyjazdem do Nigerii do tymczasowego zawieszenia broni w trakcie trwającej w tym kraju wojny domowej. Czy faktycznie tak było? W 1967 r. południowo-wschodnia część Nigerii, bogata w ropę naftową, zamieszkana w większości przez chrześcijan i członków grupy etnicznej Ibo, ogłosiła secesję. Lokalni politycy oskarżali władze w Lagos o marginalizację ekonomiczną regionu, pozbawianie Ibo stanowisk państwowych i inicjowanie pogromów na zislamizowanej północy kraju. Proklamowano utworzenie Republiki Biafrańskiej. Nowy kraj, o powierzchni ok. 75 tys. km2, nazwę wziął od Zatoki Biafrańskiej, części znacznie większej Zatoki Gwinejskiej. Pieczę nad nowopowstałym krajem, którego niepodległość poparły m.in: Tanzania, Gabon czy Zambia, sprawował pułkownik Chukwuemeka Odumegwu Ojukwu. Wkrótce władze Nigerii postanowiły odpowiedzieć zbrojnie na niepodległościowe zapędy Biafry. Wojna Domowa toczyła się w latach 1967-1970. Ostatecznie Ojukwu musiał salwować się ucieczką z kraju, a wyniszczone działaniami militarnymi quasi-państwo powróciło pod pieczę władz nigeryjskich. Jeśli chcielibyście poczytać więcej na temat tamtego konfliktu zbrojnego, to polecam wam książkę “Ostatnia walka”, będącą wspomnieniami byłego pilota Dywizjonu 303, poszukiwacza przygód i najemnika – Jana Zumbacha. Ten polski as lotnictwa walczył po stronie rebeliantów, będąc jednocześnie dowódcą skromnych Sił Powietrznych Biafry. W 1969 roku ekipa Santos FC udała się na tournée po Afryce. Ich celem były: Kongo, Mozambik, Ghana, Algieria i Nigeria. Takie piłkarskie “trasy koncertowe” były w tamtych czasach bardzo popularne, a Santos uskuteczniał je ze szczególną lubością. Nic dziwnego. Wszak mieli w swoich szeregach największą gwiazdę futbolu. Kurę znoszącą złote jajka, którą klubowi działacze eksploatowali do granic możliwości. Tak więc 26 stycznia 1969 roku mieszkańcy Lagos, w którym odbył się mecz pomiędzy brazylijskim zespołem i reprezentacją Nigerii, mieli okazję zobaczyć w akcji piłkarskiego półboga, który ustrzelił dublet w spotkaniu zakończonym remisem 2-2. Mimo to część opinii publicznej miała wątpliwości co do sensu płacenia Santosowi 11 tysięcy funtów w zamian za możliwość obejrzenia w akcji Pelego. Związkowi działacze twierdzili jednak, że jest to cena okazyjna, jak za możliwość obejrzenia w akcji przez lokalnych kibiców brazylijskich mistrzów futbolu. A i reprezentanci tego afrykańskiego kraju mogą się przecież czegoś nauczyć, podpatrując poczynania przybyszów z Ameryki Południowej. Wkrótce po rozegraniu tego meczu w świat popłynął jeszcze jeden przekaz. Przybycie do Lagos wielkiego Pele, tak bardzo zaaferowało lokalsów, że ci zdecydowali się na czas 48 godzin zawiesić bratobójczy konflikt. Brazylijski As nie dość, że był uznawany za gracza o umiejętnościach przekraczających ludzkie pojęcie, to teraz dodatkowo otrzymał łatkę gołąbka pokoju. Mit ten rósł z każdym kolejnym rokiem i był powielany w kolejnych publikacjach. Podtrzymywali go również działacze Santosu i zawodnicy, którzy wystąpili w omawianym spotkaniu. Niektórzy z nich twierdzili jednak, że zawieszenie broni nie potrwało 48 godzin. Gdy Brazylijczycy odlatywali z lotniska w Lagos, mieli rzekomo usłyszeć ponowne wystrzały.
O trzydniowym zawieszeniu broni mogli za to przeczytać czytelnicy tygodnika Time, który opisał całą sprawę w 2005 roku. A jak było naprawdę? W 2015 roku ową historię postanowił dogłębnie zbadać nigeryjski bloger Oloajo Aiyegbayo, który przestudiował większość dostępnych materiałów prasowych z tamtego okresu i … nie znalazł żadnej wzmianki o rzekomym zawieszeniu. Santos zimą 1969 roku zagrał w Nigerii dwa mecze. Pierwszym był wspomniany pojedynek z tamtejszą kadrą narodową. Drugi natomiast został rozegrany kilka dni później. Przeciwnikiem brazylijskiej ekipy byli piłkarze z Beninu (nie mylić z państwem Benin), trzeciego co do wielkości miasta Nigerii. Tamtejsi działacze na ostatnią chwilę zdołali uzbierać kwotę potrzebną do opłacenia renomowanego rywala. Starcie miało miejsce 4 lutego i zakończyło się triumfem Pelego i spółki wynikiem 2-1. Zwolennicy teorii o zawieszeniu broni właśnie ten mecz wskazują jako przyczynek do lobbowanej przez nich historii. Dowodem ma być fakt, że lokalne władze postanowiły otworzyć na czas tego wydarzenia most, łączący Benin City (miasto gospodarza meczu) z Biafrą. Problem polega na tym, że owy most był otwierany na czas każdego meczu rozgrywanego w Beninie. Mało prawdopodobnym jest także, aby mieszkańcy zbuntowanej Biafry ryzykowali podróż na terytorium wroga nawet dla obejrzenia tak ikonicznej postaci jak Pele. A temu miało służyć rzekome zawieszenie broni i otwarcie mostu, dzięki któremu powstał mit o futbolowym herosie, który na 48 godzin wstrzymał wojnę, by zwaśnione ludy wspólnie mogły obejrzeć jego popisy z piłką przy nodze. Sam Edson Arantes do Nascimento również kilkukrotnie budował swoimi wypowiedziami narrację, mającą na celu wzmocnienie legendy o tym, jakoby wizyta Santosu przyczyniła się do chwilowego zaprzestania działań militarnych. W wywiadzie dla CNN w 2011 roku mówił: ,,Tak, jestem z tego dumny. Wiesz, masz to w filmie i mojej biografii, jak wspólnie z kolegami z Santosu zatrzymaliśmy wojnę. Ludzie byli tak zbzikowani na punkcie futbolu, że zastopowali wojnę byle obejrzeć Santos grający w Afryce”. Cóż, każda wielka gwiazda stara się podtrzymywać i dokładać kolejne cegiełki do budowy swojej legendy. Możliwe jest jednak, że Pele myli pewne fakty. W swojej autobiografii były piłkarz pisze o tym, że incydent w Nigerii miał miejsce w 1967 roku. Prawdą jest jednak, że Santos swoje mecze towarzyskie w tym kraju rozegrał dwa lata później. Jednakże we wspomnianym 1967 roku Brazylijczycy udali się do Demokratycznej Republiki Konga oraz Gabonu. Obydwa te państwa również targane były wewnętrznymi konfliktami. Gdy w 2012 roku Pele odwiedził Gabon, w następujący sposób zwrócił się do miejscowych kibiców: ,,Mówili nam, że tutaj panuje wojna i jesteśmy szaleni, bo nie powinniśmy tu grać. Graliśmy w Liberville oraz Kinszasie. Prezydent Omar Bongo rządził wówczas krajem i powiedział do nas: ,,Musimy przerwać wojnę, bo wszyscy idziemy obejrzeć Pele i przerwał. Zagraliśmy i to było fantastyczne. Nie mogę o tym zapomnieć”. Czy możliwe, że Pele i historycy futbolu pomieszali dwa wydarzenia? Czy może cała sytuacja z przerwaniem wojny to bujda wyssana z palca? Pewne jest jedno. Wokół owej historii narosło mnóstwo mitów i jej prawdziwego oblicza zapewne nigdy nie poznamy. Możemy być jednak pewni tego, że Pele jako gołąbek pokoju z miejsca zatrzymujący wszelkie konflikty, jest tak samo wiarygodny jak historia o studentach wyrzuconych z okna w kartonie z napisem “Misja na marsa”. Obydwie te historie możemy uznać za miejskie legendy.
11
Redakcja usuneła mi komentarz o Pele, więc ponowiam go w odpowiedzi na mój komentarz.
Pele i jego Santos w Nigerii:
@Symson
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Comentateiro
@Arkon
@Adran360
10
Wybitne postacie polskiego futbolu:
11 listopada 1889 r. w Świątnikach Górnych urodził się Tadeusz Synowiec. Pierwszy kapitan polskiej reprezentacji, współzałożyciel ,,Przeglądu Sportowego” i jeden z najlepszych zawodników w polskim futbolu w jego pionierskim okresie. Pochodził z biednej rodziny i dość wcześnie został osierocony. Później od rówieśników zaczął naukę, ale był najlepszym uczniem krakowskiego gimnazjum Utrzymywał się z lekcji, których udzielał uczniom młodszych i starszych klas. Piłkę kopać zaczął w klubie RKS Rudawa, a w wieku 20 lat w 1909 r. trafił do Cracovii. Stał się symbolem klubu, dla którego rozegrał 317 spotkań. Od 1913 r. pełnił funkcję kapitana. W trakcie I wojny światowej przebywał w okolicach Kijowa, gdzie w latach 1914-1917 występował w zespole Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego w Kijowie. W 1921 r. razem z kolegami został pierwszym w historii mistrzem Polski. Stanisław Mielech wspominał, że podczas jednego z wyjazdów niewiele brakowało, a Synowca zostawili by na dworcu. Czekali na peronie na przyjazd pociągu, a gdy ten nadjechał, wszyscy rzucili się, żeby zająć jak najwygodniejsze miejsca. Pociąg miał już ruszać, ale wtedy ktoś zapytał: gdzie jest Tadek? Synowiec spokojnie, niczym się nie przejmując, siedział sobie na ławce i pogrążał się w lekturze sportowej prasy. To m.in. dzięki niemu powstał ,,Przegląd Sportowy”. Był jego pierwszym redaktorem naczelnym i tę funkcję pełnił już wtedy, kiedy jechał z kolegami na premierowy występ polskiej reprezentacji w Budapeszcie. W kadrze zagrał osiem razy. We wszystkich meczach pełnił zaszczytną funkcję kapitana zespołu. Ostatni występ zaliczył 18 maja 1924 r. w przegranym 1:5 meczu ze Szwecją. Na paryskich igrzyskach był rezerwowym. W sierpniu 1925 r. przejął obowiązki kapitana związkowego PZPN, z których wywiązywał się do końca 1927 r. Prowadził reprezentację w 12 meczach (11 oficjalnych). Jako zawodnik znakomicie potrafił się ustawiać i imponował skutecznością w odbiorze piłki. Nigdy jednak nie atakował przeciwnika jako pierwszy, starał się wyczuć jego ruchy i zwykle udawało mu się wybić futbolówkę. Sporadycznie się zdarzało, że ktoś minął go dryblingiem. Był niezrównany w grze głową i nigdy nie wpadał w panikę. Zawsze, nawet w największym zamieszaniu, potrafił zachować spokój. Grał bardzo fair i nigdy nie faulował, nigdy też nie miał zatargów z sędziami. Imponował kondycją i przygotowaniem fizycznym, a dzięki swojemu uporowi, nieustępliwości i bezwzględnemu wykorzystywaniu błędów rywali, krakowska publiczność nadała mu przydomek Żyła. Nie umiał przerzucać piłki na drugą stronę boiska, nie potrafił strzelać goli głową z rzutów rożnych, albo poprzez linię obrony. Ale gdy Kożeluh na treningu zarządził strzelanie o czekoladę do starego kapelusza leżącego w bramce, w cylinder pierwszy trafiał „Żyła”. Styczeń, który był „pies na czekoladki” narzekał, że Tadzio nigdy się nie spieszył z napoczęciem czekolady i z poczęstunkami. W Reprezentacji rozegrał 8 meczów.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
9
Serce się kraje, gdy człowiek przypomni sobie co wrogowie Polski robili z Danutą Siedzikówną, Witoldem Pileckim, Orlętami Lwowskimi i wieloma innymi bohaterami oraz zapomnianymi żołnierzami naszej ojczyzny, rozsianymi po całym świecie. Cześć ich pamięci!
12
Blaugrana w Superpucharach:
11 listopada 1992 r. FC Barcelona pokonała na Vicente Calderon Atletico Madryt 1:2 i tym samym sięgnęła po raz trzeci w swojej historii po Superpuchar Hiszpanii. Tydzień po tym jak Barça sensacyjnie odpadła z Pucharu Europy(porażka z CSKA Moskwa) Blaugrana stanęła przed szansą na przynajmniej częściowe zatarcie złego wrażenia z europejskich pucharów. Po pierwszym meczu na Camp Nou i zwycięstwie 3:1 z Atletico szansa na Superpuchar jeszcze wzrosła. W rewanżu osłabieni brakiem Schustera gospodarze zaatakowali w pierwszych minutach, aczkolwiek Futre nie wykorzystał dwóch dogodnych sytuacji. Gol Beguiristaina w 21 minucie właściwie rozstrzygnął rywalizację. ,,Kluczowy był wynik pierwszego meczu a zwłaszcza fakt nadrobienia strat ze stanu 0:1”- podsumował dwumecz Johan Cruijff.
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
10
Kultywowanie historii FC Barcelony:
Dokładnie 70 lat temu zaprezentowano makietę Camp Nou. Wystawę modelu stadionu w skali 1:200 otwarto w samym centrum miasta i cieszyła się ogromnym powodzeniem. W przetargu na budowę stadionu wygrała firma INGAR SA, która zaproponowała najniższą stawke(podobnie jak AGROMAN- 66 mln. peset), ale przewidywała dużo krótszy czas budowy(18 miesięcy, o 10 mniej niż rywale). W sumie sam projekt kosztował klub prawie 35 mln peset, z których 16 pochodziło z kredytu. Już na samym początku prac okazało się iż budowa pochłonie dużo więcej niż przewidywano. Najpierw kwota wzrosła do 100 mln peset, następnie do 162 mln, aż w końcu pełne koszty konstrukcji wraz z kosztem terenów i podatków osiągnęły zawrotną sume 242 mln peset. Z uwagi na to, że była to suma przekraczająca możliwości Barcelony, wyemitowano obligacje i papiery wartościowe na sume 160 mln peset, które gwarantowały 7% zysków w skali roku.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
1
Czyżby zaczynała nam się odradzać klątwa Anoeta? O tym przekonamy się dopiero w przyszłym sezonie, o ile oczywiście Baskowie nie spadną do Segunda Division.
0
@Bartula No powiedzmy....
0
Przecież ten cały War to jest zbrodnia na futbolu! To cholerstwo trzeba jak najszybciej zlikwidować!
Ps. De Jong to jest zakała rodziny i piąte koło u wozu. Trzeba jak najszybciej się go pozbyć!
1
@Symson Dzisiejszy mecz Lecha również będzie niezapomniany. Bravissimo ,,Kolejorz"!
5
Leże sobie bardzo wygodnie na sofie i oglądam bardzo fajniutki meczyk w telewizorze na TVP2. Absolutnie nie żałuje że zdecydowałem się oglądać właśnie ten mecz Ekstraklasy a do tego mój sympatyczny Kolejorz punktuje... niesympatyczną dla mnie Legie, z czego jestem całkowicie ukontentowany...
10
Spełnienie dziecięcych marzeń:
Nie, nie było dokładnie tak samo jak w przypadku Diego Maradony 5 lipca 1984 roku ale mało brakowało. O ile na stadion San Paulo w Neapolu na prezentację Argentyńczyka przyszło 70 000 osób, o tyle w Barcelonie 21 lipca 2003 roku na trybunach Camp Nou zasiadło 30 000 kibiców. To absolutny rekord w stolicy Katalonii. Żadna inna gwiazda, która grała wcześniej w barwach Azulgramy nie została przywitana przez tak liczną publiczność. Ronaldinho miał być pierwszym z wielu. Kiedy Brazylijczyk wyszedł na boisko w koszulce z numerem 10 i zaczął pokazywać swoje piłkarskie akrobacje, kibice oszaleli z zachwytu a rzadko zdarza się by Katalończycy, tak bardzo europejscy, tak powściągliwy, mniej emocjonalnie niż Hiszpanie z innych prowincji dawali upust swemu entuzjazmowi. Wszystko ma swoje wytłumaczenie. Po pierwsze publiczność była szczęśliwa, ponieważ po utracie szansy na sprowadzenie Beckhama do drużyny wreszcie trafiła gwiazda. Nie był to wprawdzie piłkarz, którego się spodziewali ale nikt nie mógł zaprzeczyć że trafił im się prawdziwy talent. Prasa reklamowała Ronaldinho jako nowy piłkarski fenomen a wielu kibiców pamiętało jego znakomite występy podczas mundialu w Korei i Japonii albo niektóre z jego magicznych akcji w barwach PSG. Jednak to wszystko nie mogło wystarczyć aby usprawiedliwić tak wielką mobilizację tłumu. Istniał inny, głębszy powód, zrodzony z rozczarowania. Sezon 2002/03 był fatalny, Barça zagrała słabo i wyniki gorsze być nie mogły. Drużyna została wyeliminowana z Pucharu Króla przez Noveldę, zespół z trzeciej ligi; w Champions League odpadła w ćwierćfinale ulegając Juventusowi; w Primera Division zajęła dopiero szóste miejsce, mając 22 punkty straty do Realu Madryt, który w ostatniej kolejce zdobył tytuł mistrzowski. Na ławce trenerskiej zasiadało dwóch trenerów: Luis Van Hall, który poniósł klęskę i zrezygnował oraz Radomir Antič. Serb próbował uniknąć całkowitego pogrążenia drużyny i udało mu się ostatecznie wywalczyć awans do pucharu UEFA, jednak klub nie przedłużył z nim kontraktu. Pod koniec czerwca jego miejsce zajął Frank Rijkaard, kolejnych Holender podziwiany jako piłkarz, lecz niedoświadczony jako trener. Kibice jednak z nadzieją spoglądali na nowe szefostwo i nową gwiazdę Ronaldinho. Oczekiwali że Brazylijczyk będzie zbawcą że poprowadzi Barcelonę na szczyt. Bardziej niż wywalczenie wysokiego miejsca w tabeli pragnęli żeby zespół grał dobrze i odzyskał prestiż. Kibice Azulgrany zawsze byli bardzo wymagający i krytycznie wobec swojej drużyny wolą widzieć jak przegrywa mecz, grając w sposób spektakularny niż oglądać zwycięstwo wywalczone po słabym występie. Mają takie podejście już od czasów Fernando Daucika, który trafił do Barcelony razem ze swoim szwagrem Ladislao Kubalą, jedną z pierwszych gwiazd klubu.
Nie wiemy czy nasz bohater zdawał sobie sprawę gdzie tak naprawdę trafił, czy był świadomy czego publiczność oczekuje od niego i od nowej Barçy. Niewątpliwie był pod wrażeniem 30 000 kibiców, którzy bili mu brawo i skandowali jego imię na znak powitania. Znał już atmosferę Camp Nou, wszak reprezentacje Katalonii i Brazylii grały tutaj mecz towarzyski przed mistrzostwami świata w 2002 roku. Canarinhos wygrali wtedy 3:1 a publiczność była zachwycona Ronaldinho, autora dwóch goli. Mimo to po prezentacji Ronnie powiedział że nie wyobrażał sobie tak wyjątkowego, gorącego powitania. Dodał też że jest bardzo szczęśliwy że znakomicie czuje się w nowej drużynie i że gra w Barcelonie jest spełnieniem jego marzeń: ,, Od małego chciałem naśladować Romario a później Ronaldo. Widziałem ich jak występowali w koszulkach Blaugrany i myślałem że pewnego dnia ja też zagram w tym klubie. Zawsze byłem zakochany w Barsie". W lipcu 2003 roku nowa Barcelona udała się na tourne po USA. 27 lipca w Bostonie zagrała z Juventusem. W regulaminowym czasie gry było 2:2 a w rzutach karnych 6:4 dla Barçy. Ronaldinho wszedł w drugiej połowie i strzelił gola z rzutu karnego ale prasa więcej niż o nim pisała o Rustu, tureckim bramkarzu. 31 lipca w Waszyngtonie Barça odniosła kolejne zwycięstwo 2:0 z Milanem Didy i Szewczenki. Ronaldinho zaliczył pierwszą asystę podając piłkę do Quaresmy. Trzeci mecz rozegrano w Filadelfii gdzie Katalońska drużyna przegrała 1-3 z Manchesterem United. Po tej porażce piłkarze wrócili do Barcelony a następnie udali się do Anglii i Irlandii by zagrać tam kolejne mecze towarzyskie. 24 sierpnia odbył się mecz o trofeum imienia Joana Gampera, w którym Barça zmierzyła się z Boca Juniors. Na Camp Nou przyszło 90 000 widzów pragnących zobaczyć debiut Ronaldinho, który jednakowoż nie wyróżnił się niczym w tym meczu. Dwa dni później Blaugrana wygrała puchar Katalonii nie było to trofeum szczególnie istotne ale pierwsze zdobyte po bardzo długim czasie i traktowano je jako dobry znak przed rozpoczynającymi się 30 sierpnia rozgrywkami ligowymi. Media przedstawiały sezon 2003/04 jako pojedynek między Beckhamem i Ronaldinho. Z jednej strony gwiazda futbolu, medialny fenomen, kapitan reprezentacji Anglii, nowy galaktyczny Real Madryt a z drugiej kolejny uśmiechnięty Brazylijczyk, który przychodził z ligi francuskiej, gdzie zbytnio nie błyszczał. Mimo tego to właśnie ten ostatni był nadzieją na wskrzeszenie Barçy…
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
4
@FCBparasiempre
W Parmie cały czas miał status gwiazdy. Coraz częściej jednak dawał o sobie znać jego charakter. Można było poczytać w tabloidach o jego barwnym życiu prywatnym. Przyczyniał się do tego również jego romans z niemiecką modelką Petrą Scharbach. Mimo wszystko w sezonie 1994/95 pozostawał nadal ważną częścią w żółto-niebieskiej układance Nevio Scali. Zagrał we wszystkich rozgrywkach 41 razy i zdobył 10 goli. Był też „ojcem sukcesu” w półfinałowej potyczce włoskiego zespołu z Bayerem Leverkusen w Pucharze UEFA. Dzięki jego trzem bramkom w dwumeczu z Niemcami, zawodnicy Parmy trzeci sezon z rzędu dotarli do finału europejskich rozgrywek. Rywalem Asprilli i spółki w najważniejszym meczu, tym razem był ich inny znajomy z Serie A – Juventus. Podopieczni Nevio Scali na własnym boisku pokonali Starą Damę 1:0, zaś w stolicy Piemontu zremisowali 1:1. Tino zagrał pełne 180 minut. Bohaterem Parmy został jednak tym razem Dino Baggio, który pokonał Angelo Peruzziego dwukrotnie. Asprilla po raz kolejny mógł wznieść klubowe trofeum w górę. Kłopoty Ośmiornicy zaczęły się jednak sezon później. Na Stadio Ennio Tardini pojawili się między innymi Hristo Stoiczkow, który przywędrował do Włoch z wielkiej Barcelony, a także 23-letni Filippo Inzaghi, który sezon wcześniej strzelił dla Piacenzy 15 goli w Serie A (Asprilla w najlepszym sezonie zdobył 10). Zwiększenie konkurencji w składzie oraz mało profesjonalny rytm życia Asprilli, uwielbiającego nocne eskapady, spowodował, że Kolumbijczyk nie był już jedną z najważniejszych kart w talii trenera Parmy. W pierwszej części sezonu zameldował się na boisku jedynie sześć razy. Faustino musiał się zastanowić nad swoją przyszłością. W przerwie zimowej zgłosił się menedżer Newcastle United – Kevin Keegan. Sroki walczyły wówczas o zdobycie mistrzostwa Anglii. Zimą 1996 roku Faustino Asprilla opuścił słoneczną Italię, żeby zagrać w powstałej dopiero Premier League. Sam, we wspomnianym wcześniej wywiadzie dla FourFourTwo, utrzymuje, że jego odejście było spowodowane podpisaniem kontraktu z Fabio Capello, który miał objęć po sezonie stery Gialloblu i nie widział miejsca dla Tino. Ostatecznie Capello Parmy nie poprowadził, gdyż wybrał ofertę Realu Madryt, ale Asprilli w zespole już nie było. Czy taka wersja wydarzeń jest prawdą? Patrząc na brak zaufania, jakim od początku sezonu 1995/96 darzył Kolumbijczyka Nevio Scala, trudno przypuszczać, by jego transfer do Newcastle stał się faktem jedynie za sprawą Capello. Luty 1996 roku. Tłumy fotoreporterów oraz kibice i przedstawiciele Newcastle entuzjastycznie witają na lotnisku, wychodzącego z prywatnego odrzutowca (wysłanego specjalnie po niego) Faustino Asprillę. Głęboko wierzą, że oto na ich ziemię zstępuje ten, który da zespołowi upragniony tytuł mistrza Anglii. Twarz ich wybawcy nie do końca jednak bije pewnością siebie, jakiej oczekiwano od wspaniałego herosa. Bardziej przypomina on zagubionego chłopca, który właśnie pomylił samoloty i wylądował nie w miejscu docelowym. W Anglii w ten dzień szalała śnieżyca, a mieszkający całe życie w krajach o ciepłym klimacie Faustino, w młodości zdecydowanie bardziej wolał biegać po szkolnym boisku, niż uczęszczać na lekcje geografii. Kompletnie nie był przygotowany na trzaskający mróz, który czekał na niego w Wielkiej Brytanii. ,,Widziałem na mapie, że Newcastle leży gdzieś nad morzem. Cóż, co miałem pomyśleć, jeśli nie to, że są tam plaże i jest gorąco?”. Zadebiutował już 24 godziny po przylocie do Anglii. W meczu z Middlesbrough zmienił w 67. minucie Keitha Gillespie. Gdy pojawiał się na boisku, jego koledzy z drużyny przegrywali 0:1. Newcastle wygrało a Asprilla asystował przy jednej z bramek. Zmiana dała partnerom z drużyny odpowiedni zastrzyk energii. Nie wszystko potoczyło się jednak tak dobrze. Gdy Kolumbijczyk przybywał na St. James Park, Newcastle United miało dziewięć punktów przewagi nad drugim w tabeli Manchesterem United. Kibice głęboko wierzyli, że po niemal 70 latach uda się zdobyć upragniony tytuł. Zwłaszcza, że Kevin Keegan sprowadził posiłki. Oczy wszystkich zwrócone były jednak w głównej mierze na czarnoskórego latynosa. Nadmuchany do granic możliwości balonik pękł z hukiem. W ostatnich 14 meczach, zawodnicy The Magpies zdobyli zaledwie 21 punktów. W tym samym czasie Czerwone Diabły sir Alexa Fergusona w 13 spotkaniach wywalczyły ich aż 33, notując zaledwie jedną porażkę. Podopieczni Keegana dali się wyprzedzić. Po sezonie zaczęło się szukanie winnych. Gromy posypały się również na głowę El Tino, który w tych 14 meczach zaledwie trzy razy trafił do siatki. Keeganowi eksperci zarzucali zaś, że po przyjściu Kolumbijczyka zmienił ustawienie taktyczne, by wpasować go w tryby swojej drużyny, a przez to zepsuł dobrze naoliwioną maszynę.
Asprilla pojawił się w zespole w momencie rozpoczęcia kryzysu. Sam szkoleniowiec również bronił swojego gracza, często podkreślając, że w wielu meczach dawał on jego zespołowi najwięcej jakości ze wszystkich. Tak było chociażby w starciu „o sześć punktów” z Manchesterem United, który Newcastle przegrało pechowo po bramce Erica Cantony. Przyszły selekcjoner reprezentacji Anglii uznał Asprillę najlepszym zawodnikiem tamtego meczu. Większość osób, które obejrzały tamto spotkanie uznało nim jednak Petera Schmeichela, który powstrzymał biało-czarną nawałnicę pod swoją bramką. Po latach sam jednak przyznał, że był to jeden z tych wieczorów, w czasie którego „wszystkie piłki trafiały w niego”. Ta potyczka była jednym z punktów zwrotnych sezonu. Mimo to Asprilla i koledzy zebrali sporo braw od swoich kibiców za starcie z United. Pod wrażeniem piłkarskich umiejętności kolegi z zespołu był także Peter Beardsley: ,,Asprilla był wspaniałym graczem. Miał wysublimowane podanie, świetną wizję gry i umysł piłkarza”. Na zarzuty o to, że Faustino był głównym winowajcą niepowodzenia Newcastle w tamtym sezonie odpowiedział: ,,Stanowił łatwy cel, ale to po prostu nie było prawdą”. Nie zawsze jednak koledzy z drużyny i menadżer zachwycali się postawą El Tino. Najbardziej naraził im się po przegranym 0:2 meczu z Arsenalem na Highbury, kiedy po meczu szybko wziął prysznic i pospiesznie wymknął się tylnym wyjściem ze stadionu i pognał motocyklem na lotnisko, nie czekając na pomeczową odprawę. Uzasadnił to tym, że… nie mówi po angielsku, więc i tak nie zrozumiałby słów Kevina Keegana. Pojedyncze przebłyski geniuszu Ośmiornicy dawały jednak nadzieje, że w kolejnym sezonie na dobre stanie się on liderem drużyny. Za rekordową sumę 15 milionów funtów ekipę z Newcastle wzmocnił król strzelców Euro 1996, Alan Shearer, otrzymując jednogłośny status największej gwiazdy zespołu. Asprilla grywał na skrzydle lub siedział na ławce rezerwowych. Z ławki musiał oglądać choćby rewanż na Manchesterze United. Newcastle rozbiło rywala aż 5:0. W przeciwieństwie do Asprilli, nadzieje kibiców spełniał Shearer, który został w tamtym sezonie królem strzelców całych rozgrywek z liczbą 25 goli. El Tino w 24 spotkaniach strzelił cztery. Do tego ze stanowiska menadżera zespołu zrezygnował na początku 1997 roku Kevin Keegan. Można było mieć wątpliwości, czy zastępujący go na trenerskiej ławie Kenny Dalglish znajdzie miejsce dla Kolumbijczyka. Legenda Liverpoolu nie odstawiła jednak Asprilli całkowicie na boczny tor. W sezonie 1996/97 Newcastle znów zajęło drugie miejsce w lidze i doszło do ćwierćfinału Pucharu UEFA. W tych drugich rozgrywkach Asprilla spisywał się zdecydowanie lepiej, strzelając pięć goli w sześciu spotkaniach. Na początku kolejnego sezonu sytuacja Faustino znów się zmieniła. Z drużyny odeszli Les Ferdinand i David Ginola, zaś Shearer doznał urazu więzadeł w czasie przedsezonowego turnieju. W nogach Asprilli miała spoczywać odpowiedzialność za tworzenie sytuacji bramkowych. Octopus zaczął sezon w świetnym stylu, zapewniając swojemu zespołowi zwycięstwo w pojedynku z Sheffield Wednesday w pierwszej kolejce. Zdobył w tamtym spotkaniu dwie bramki. Jak się miało okazać… były to jego jedyne dwa gole ligowe. Dzięki drugiemu miejscu z poprzedniego sezonu, ekipa znad rzeki Tyne mogła przystąpić do rundy kwalifikacyjnej Ligi Mistrzów. Tam nie bez kłopotu rozprawili się z Dinamem Zagrzeb i awansowali do rozgrywek grupowych. Pierwszym przeciwnikiem zespołu Kenny’ego Dalglisha była Barcelona. Asprilla od zawsze bardzo dobrze czuł się w rozgrywkach pucharowych. Kibice Newcastle na pewno jednak spodziewali się tego, co zrobił 17 września 1997 roku na St. James Park. Każdy wielki piłkarz ma w swojej karierze spotkanie, które może wspominać latami. Takim meczem dla Asprilli z pewnością był pojedynek z Blaugraną. W 22. minucie pozwolił się sfaulować w polu karnym rywala bramkarzowi Ruudowi Hespowi, by następnie samemu pokonać go z „wapna”. Osiem minut później głową skierował futbolówkę w okienko bramki holenderskiego golkipera Barcy. Na początku drugiej połowy El Tino wbiegł między obrońców katalońskiego zespołu i po wyskoku rodem z NBA zdobył hat-tricka. Po wszystkim długo celebrował swój wyczyn pod trybunami, robiąc fikołki i świętując z kibicami Newcastle. Barcelona na hat-trick Asprilli odpowiedziała tylko dwoma golami i trzy punkty zostały na wybrzeżu. Był to epizod, który na zawsze wyrył się złotymi zgłoskami w historii klubu z Anglii, a także w życiorysie naszego bohatera. Sezon miał jednak nieudany. W Lidze Mistrzów również nie strzelił już bramki, a Sroki odpadły w grupie, zwyciężając jeszcze tylko raz z Dynamem Kijów. Zimą 1998 roku przygarnął go klub, w którym zaczął swoją przygodę z europejską piłką. Po dwóch latach przerwy wrócił do Parmy.
Wszystko to było już tylko odcinaniem kuponów. Parma odkupiła go z Anglii za kwotę sześciu milionów funtów. Dokładnie tyle samo włoscy działacze otrzymali wcześniej od Newcastle. Przez dwa sezony zagrał zaledwie w 12 meczach ligowych. W 1999 roku wywalczył swój drugi Puchar UEFA. Parma pokonała w finale Marsylię 3:0. El Tino zagrał w decydującym starciu sześć minut, zmieniając w końcówce spotkania Hernana Crespo. Było to już czwarte europejskie trofeum, które udało mu się zdobyć. Tym razem jednak jego wkład w sukces był symboliczny. Niedługo potem wybudował ranczo, które chyba było już wyrazem tęsknoty za powrotem do swojej ojczyzny. Po epizodzie w Parmie powrócił na swój kontynent. Przez kolejne kilka lat tułał się po Ameryce Południowej, grając kolejno w Brazylii (Fluminense i Palmeiras), Meksyku (Atlante), Kolumbii (Atletico Medellin), Chile (Universidad Chile), Argentynie (Estudiantes La Plata) i ponownie w Kolumbii (Cortulua), gdzie w 2004 roku zawiesił buty na kołku. Trzy lata wcześniej po raz ostatni przywdział koszulkę reprezentacji Kolumbii. Dla Los Cafeteros zagrał 57 spotkań i zdobył 20 bramek. Pojechał na dwa mundiale (1994, 1998) i trzy razy był w składzie reprezentacji na Copa America. Jak wspomniałem na początku tego tekstu, Asprilla był postacią bardzo barwną. Kochał piękne kobiety, dobrą zabawę i nadal kocha życie. Po zakończeniu kariery został ekspertem w telewizji ESPN. Promuje również własną markę… prezerwatyw. W kolumbijskim radiu LA FM tak się wypowiadał na ten temat: ,,Myślę, że to świetny pomysł. Mam nadzieję, że zostaną wykorzystane w kampanii przeciwko niechcianym ciążom nastolatek”. W czasach gry w Newcastle podrywał podobno dziewczyny, wmawiając im, że w jego mieszkaniu znajduje się David Ginola. Rozochocone dziewczyny chętnie wchodziły wówczas do domu Kolumbijczyka, chcąc poznać przystojnego, francuskiego piłkarza. Oczywiście na miejscu napotykały pusty apartament. Gianfranco Zola utrzymywał zaś, że gdy jedyny raz zabrał Asprillę na ryby, to ten połamał mu wszystkie wędki. Tino jest również fanem broni palnej, z którą w czasie gry w Chile przyszedł kiedyś na trening, mówiąc kolegom, że jeśli nie zaczną uciekać, to zacznie do nich strzelać. Pojawiał się także roznegliżowany na okładkach czasopism w Kolumbii i Włoszech. Aktywnie udziela się również na Twitterze. Aktualnie większość czasu spędza na swoim ranczo w rodzinnym Tulua, gdzie między innymi hoduje konie. Świetna technika, dobry przegląd pola, niekonwencjonalne decyzje. Czego więc zabrakło Asprilli, by zrobić większą karierę? Zapewne każdy odpowie podobnie. Charakter „południowca” zbyt często dawał o sobie znać. Popadanie w skandale, romanse, zbyt gorąca głowa, niechęć do reżimu treningowego i słabość do wszelkich życiowych pokus. To demony, które pogrążyły już niejedną gwiazdę futbolu rodem z Ameryki Południowej. Z drugiej jednak strony, skoro Asprilli prowadzenie takiego żywota odpowiada, jest szczęśliwy i zadowolony ze swojej kariery, to czy mamy prawo go osądzać? Możemy się jedynie cieszyć, że futbolowi bogowie stworzyli kolejną postać, której historii życia słucha się z zapartym tchem.
6
@FCBparasiempre
Z pewnością wielu z was oglądało serial „Narcos”. Kokainowe kartele, bojówki ukrywające się w zakamarkach amazońskiej puszczy, konflikty polityczne, korupcja. Wiele osób w ten sposób postrzega właśnie Kolumbię. Gdzieś tam w tle przewija się także futbol. Gdy pomyślimy o gwiazdach tego sportu z lat 90-tych, to na myśl przychodzą nam: ekscentryczny bramkarz Rene Higuita, Carlos Valderrama i jego bujna czupryna, czy zamordowany po strzeleniu samobójczej bramki na mundialu w USA Andres Escobar. Jest także i on. Bohater naszego dzisiejszego tekstu – Faustino Asprilla. Urodził się 10 listopada 1969 roku jako Faustino Hernan Asprilla Hinsteroza, w liczącym sobie 200 tysięcy mieszkańców Tulua, leżącym przy Autostradzie Panamerykańskiej i będącym głównym ośrodkiem tańca Salsa, znanym w całej Ameryce Południowej. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w słynnej szkółce „Carlos Sarmiento Lora” w Cali. Ta piłkarska akademia została założona w 1984 roku przez siostrzenicę lokalnego społecznika, (zmarł cztery lata wcześniej), aby uczcić jego pamięć. Jest ona małą kopalnią piłkarskich diamentów. Oprócz Asprilli, „wyprodukowała” takich graczy jak chociażby Faryd Mondragon czy Mario Yepes. Nauka futbolu w tak prestiżowym miejscu miała poskutkować w przypadku Asprilli transferem do któregoś z utytułowanych klubów z Cali – America bądź Deportivo. Szczególnie ten drugi klub często czerpał ze źródełka akademii „Carlos Sarmiento Lora”, która początkowo była nawet jego przybudówką. Żaden z tych klubów nie zdecydował się jednak na podpisanie kontraktu z Tino. Trafił on do Cucuta Deportivo. Klub niewiele znaczył na piłkarskiej mapie Kolumbii. W swojej ponad 60-letniej historii nie mógł poszczycić się zdobyciem jakiegokolwiek krajowego trofeum. Leżąca przy granicy z Wenezuelą Cucuta okazała się jednak trampoliną dla 20-letniego Faustino. Spędził tu zaledwie rok. Tyle wystarczyło, żeby zwrócić na siebie uwagę. W sezonie 1988 rozegrał 36 spotkań i zapakował rywalom 17 bramek. Jego zespół zajął spokojne ósme miejsce w tabeli. Oko na młodym zawodniku zawiesili działacze Atletico Medellin i to właśnie tam przed sezonem 1989 trafił Tino. Opieszałość klubu z Cali, napędzanego „narkopieniędzmi” braci Orejuela, wykorzystało Medellin, wspierane bogactwem tamtejszego kokainowego kartelu. Sprawa Asprilli – 1:0 na korzyść Pablo Escobara. W pierwszym sezonie dla nowego klubu, Octopus (pol. Ośmiornica), jak nazywali Faustino przyjaciele z dzieciństwa (a wiązało się to z niepohamowanym apetytem napastnika) zagrał tylko 16 razy (15 spotkań ligowych i jeden w Pucharze Kolumbii). Stało się tak dlatego, że rozgrywek ligi kolumbijskiej w 1989 roku nie dokończono. Powodem podjęcia takiej decyzji, była śmierć sędziego liniowego – Alvaro Ortegi. Stało się to po tym, jak Ortega nie uznał bramki dla Atletico Medellin w prestiżowym starciu z… a jakże, America de Cali. Asprilla zdołał zdobyć dla Los Verdolagas dziewięć goli. W dwóch następnych sezonach stawał się coraz ważniejszym ogniwem zespołu. Przez dwa kolejne lata przywdziewał zielono-biały trykot 61 razy i pokonywał bramkarza rywali 21-krotnie. Tino nigdy nie był typem klasycznego egzekutora. Często wystawiano go na prawym skrzydle lub za plecami napastnika. Trenerzy lubili wykorzystywać jego kreatywność, zwinność i szybkość. Nie tylko pokonywał bramkarzy rywali. Potrafił również obsłużyć kolegów z zespołu doskonałym podaniem. W sezonie 1990 finiszował wraz z drużyną na drugim miejscu w lidze kolumbijskiej, zmuszony uznać wyższość największego rywala z Cali. W 1991 roku to już jego team zgarnął najważniejszy skalp na krajowym podwórku, ciesząc się z pierwszego od 10 lat mistrzostwa Kolumbii dla Medellin. Postawa ciemnoskórego gracza nie uszła uwadze obserwatorów z kontynentu europejskiego. Początek sezonu 1992 rozpoczął jeszcze w barwach klubu ze światowej stolicy przemytu kokainy, ale zdołał dla niej zagrać ledwie 13-krotnie (siedem goli). Kolumbijczyk wylądował w Serie A, będącej wówczas uznawaną za najsilniejszą ligę piłkarską na świecie. Zasilił szeregi Parmy. Na Półwysep Apeniński powędrował za niecałe 11 milionów dolarów. Do ekipy Gialloblu dołączył w momencie, gdy ta wchodziła w swój „złoty okres”. Była akurat świeżo po zdobyciu pucharu Włoch, pierwszym znaczącym trofeum w historii. Na Stadio Ennio Tardini latynoski piłkarz miał okazję trenować z takimi tuzami jak: Tomas Brolin, Gianfranco Zola czy Roberto Sensini. Nad klubem z północy Włoch pieczę sprawował trener Nevio Scala. Tino szybko odnalazł się w Europie. W debiutanckim sezonie strzelił 12 bramek. Tifosi Parmy zapamiętali najbardziej jego piękne uderzenie z rzutu wolnego w samo okienko bramki Milanu na San Siro. Sebastiano Rossi odprowadził piłkę wzrokiem, a Asprilla pomknął do linii bocznej, celebrując gola w charakterystyczny dla siebie sposób – zrobił salto. Zapewnił zwycięstwo swojemu zespołowi i jednocześnie przerwał trwającą od 58 spotkań serię meczów bez porażki podopiecznych Fabio Capello.
Był doceniany przez ekspertów. W 1993 roku zajął szóste miejsce w plebiscycie na Piłkarza Roku FIFA. W klasyfikacji tej wyprzedził m.in. takich graczy jak Bebeto i Ronald Koeman. Parma zajęła trzecie miejsce. Największym sukcesem klubu z północy Italii w sezonie 1992/93 był jednak triumf w Pucharze Zdobywców Pucharów. Faustino zdobył w tych rozgrywkach cztery gole. Kolumbijczyk pokonywał kolejno golkiperów: węgierskiego Ujpestu, Sparty Praga i dwukrotnie Atletico Madryt w półfinale rozgrywek. W najważniejszym momencie sezonu jednak zawiódł, ale nie przez słabą grę, a z powodu swojego szalonego charakteru. Dał o sobie znać temperament południowca, przez który nabawił się kuriozalnej kontuzji. Jak wspominał w jednym z wywiadów, gdy przebywał w Kolumbii, w jego samochód uderzył autobus. Nic mu się nie stało, jednak postanowił wyjaśnić całą sytuację z kierowcą, który spowodował kolizję. Kierowca zdążył w pośpiechu zatrzasnąć drzwi autobusu. Tino wybił szybę w pojeździe i pokiereszował sobie odłamkami szkła nogę. Na tyle, że wykluczył się z finałowego starcia z Royalem Antwerpia. Absencja Asprilli nie przeszkodziła podopiecznym Nevio Scali w wywalczeniu europejskiego trofeum. W finale rozgrywanym na Wembley AC Parma odprawiła Belgów z kwitkiem, wygrywając 3:1. Asprilla mógł się tylko przyglądać temu triumfowi z trybun. Jego wybuchowy charakter nie po raz pierwszy napytał mu biedy. Okazja do „odkucia się” nadarzyła się już rok później. Włosi znów przebili się do finału PZP. Szło im bardziej opornie niż we wcześniejszej edycji. Maccabi Hajfę pokonali dopiero po rzutach karnych, a w półfinale zwyciężyli z Benficą dzięki bramce zdobytej na wyjeździe. Asprilla tym razem dołożył zaledwie dwie bramki i to obie strzelone w jednym meczu szwedzkiemu Degerfors IF. W wielkim finale Gialloblu trafili na Arsenal. Asprilla tym razem trzymał przed najważniejszym starciem nerwy na wodzy i 4 maja 1994 roku mógł wybiec w pierwszym składzie. Trofeum nie udało się jednak obronić. Nie pomógł w tym kolumbijski napastnik. Kanonierzy zwyciężyli dzięki bramce Alana Smitha w 19. minucie. Asprilli udało zapisać się w kajecie sędziego jedynie za sprawą żółtej kartki. Podopieczni Nevio Scali nie zakończyli jednak sezonu 1993/94 bez europejskiego trofeum. Już na samym początku sezonu zdołali sobie wywalczyć Superpuchar Europy. Zwyciężyli w dwumeczu z Milanem. Octopus zdobył w tamtym sezonie łącznie 16 goli, występując w 44 spotkaniach. Zapracował sobie w tamtym momencie na miano gwiazdy zespołu i ulubieńca trybun Stadio Ennio Tardini. Pojechał z reprezentacją Los Cafeteros na igrzyska w Barcelonie w 1992 roku. Szybko pożegnał się jednak z olimpijskimi zmaganiami, zajmując ostatnie miejsce w swojej grupie. W kadrze seniorskiej zadebiutował w 1993 roku. Już w pierwszym meczu z Chile wpisał się na listę strzelców, pokazując selekcjonerowi Francisco Maturanie, że szybko może stać się ważnym ogniwem reprezentacji. Kilka tygodni później selekcjoner zabrał go na turniej Copa America. Kolumbijczycy zdobyli tam brązowe medale. Tino dwukrotnie nie pomylił się w konkursach jedenastek, które Kolumbijczycy musieli rozegrać dla rozstrzygnięcia spotkań ćwierćfinałowego i półfinałowego. Jedno z najlepszych spotkań w barwach Los Cafeteros Asprilla zagrał we wrześniu 1993 roku. Drużyna Maturany mierzyła się z Argentyńczykami, którzy kilka miesięcy wcześniej wygrali wspomniane Copa America, a w półfinale wyeliminowali właśnie Kolumbię. W Buenos Aires (eliminacje MŚ 1994) Asprilla i koledzy wzięli srogi rewanż na Albicelestes, rozbijając mistrzów Ameryki Południowej aż 5:0. Dwa gole w tamtym spotkaniu strzelił bohater tekstu. Do dziś triumf na argentyńskiej ziemi z 1993 roku, przez wielu ekspertów uważany jest za najlepszy mecz Kolumbijczyków w historii. Kolumbijczycy przeszli przez wewnątrzamerykańskie eliminacje jak burza, nie przegrywając żadnego meczu. Kibice głęboko wierzyli, że w Stanach Zjednoczonych Los Cafeteros mogą spełniać rolę czarnego konia. Tino oczywiście został powołany na turniej. Po porażkach z Rumunią i sensacyjnie z gospodarzami mistrzostw – Amerykanami – Asprilla i spółka wiedzieli, że czas pakować manatki i udać się na wakacje. Na osłodę pokonali jeszcze Szwajcarię, ale niewiele to już zmieniło. Fatalny występ Faustino i jego kolegów poskutkował tragedią, na jaką nikt sobie nie zasłużył. Za samobója w meczu z USA, najwyższą karę zapłacił Andres Escobar. Kibic-psychopata zastrzelił go w jednym z klubów w Bogocie, krzycząc „Gol!” w chwili oddawania każdego ze strzałów. To zrobiło ogromne wrażenie na Asprilli, który tak wspomina ostatnią rozmowę z Escobarem w wywiadzie dla FourFourTwo: „Czułem się bardzo źle… myślę, że wszyscy tak się czuliśmy. Dużo płakałem. Był naprawdę dobrym przyjacielem i świetną osobą. Bardzo zabawną, zawsze żartującą. W samolocie, gdy wracaliśmy z USA do Kolumbii, mówił do mnie: „Nie wychodź na ulicę, to naprawdę bardzo niebezpieczne. Wiem, że lubisz imprezować, ale coś ci się może stać, mogą cię zabić. Zostań w domu.” Powiedziałem: „Ok, zostanę”. Osobą, która wyszła był on. Nie skorzystał z rady, którą dał mnie”. Po tamtym wydarzeniu Asprilla i Carlos Valderrama zawiesili swoje kariery reprezentacyjne.
6
Latynoskie legendy futbolu:
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
8
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
10 listopada 1913 r. urodził się Artur Woźniak. Czołowy piłkarz krakowskiej Wisły w latach 30-tych i dwukrotny król strzelców (1933 i 1937). Jako drugi gracz w historii klubu przekroczył granicę stu goli w lidze. Wyróżniał się doskonałą techniką i boiskową inteligencją. Do zespołu Wisły dołączył jako 14-latek. Jego piłkarscy idole zdobywali wówczas mistrzostwo kraju w pierwszym ligowym sezonie. W zespole juniorów spędził cztery lata. Prezentował się na tyle dobrze, że 15 sierpnia 1931 r. dostał szansę debiutu na ekstraklasowych boiskach. Wystąpił w przegranym 0:2 meczu z Ruchem. Dwa tygodnie później zdobył swoją pierwszą bramkę w lidze a Wisła wygrała z warszawską Polonią 3:0. W kolejnym sezonie stał się już podstawowym zawodnikiem zespołu. Występował na pozycji łącznika i w 19 meczach strzelił 13 goli – najwięcej w zespole. W 1933 r. kiedy z boiskiem w dramatycznych okolicznościach pożegnał się Henryk Reyman, Woźniak został przesunięty na środek ataku i godnie zastąpił wielkiego mistrza. Z 19 golami na koncie zdobył swój pierwszy tytuł króla strzelców. W Wiśle występował aż do wybuchu wojny. Wystąpił też w decydujących o mistrzostwie meczach w 1947 r. Nigdy nie udało mu się zdobyć mistrzostwa kraju. Trzykrotnie musiał się zadowolić drugim miejscem (1931, 1936 i 1947). W czasie okupacji występował w meczach konspiracyjnych. Był żołnierzem Armii Krajowej o pseudonimie „Władysław”. Z powodu swojej działalności w podziemiu poszukiwało go Gestapo. Przeniósł się do Warszawy, ale został tam aresztowany w trakcie Powstania Warszawskiego. Trafił do obozu Mauthausen-Gusen jako więzień polityczny, w którym przebywał do czasu oswobodzenia w maju 1945 r. Mimo znakomitych umiejętności strzeleckich i bardzo pewnej pozycji w krakowskim klubie tylko pięciokrotnie wystąpił w reprezentacji. Debiutował w wygranym 4:3 meczu z Jugosławią 10 września 1933 r. Na kolejną szansę musiał czekać dwa lata. Nie był brany pod uwagę przy ustalaniu kadry na igrzyska w Berlinie i mistrzostwa świata we Francji. Ostatni występ w biało-czerwonych barwach zaliczył w 1938 r. w spotkaniu z Łotwą (porażka 1:2). Trudno oprzeć się wrażeniu, że zawodnik o takim potencjale ofensywnym mógł w narodowej drużynie osiągnąć więcej. Dla Wisły strzelił przecież 102 gole w 140 meczach. Pamiętajmy jednak, że konkurencja w reprezentacyjnym ataku była wówczas ogromna. Po zakończeniu kariery Woźniak spełniał się jako trener. Prowadził ŁKS, Garbarnię, Lecha, Zawiszę, Ruch, Zagłębie Sosnowiec, Śląsk Wrocław i oczywiście Wisłę. W Reprezentacja rozegrał 5 meczów.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
10
Barça wypunktowała Betis:
10 listopada 2013 r. FC Barcelona pokonała Real Betis 1:4 w 13-tej kolejce Primera Division. Mimo, że od 22. minuty FC Barcelona musiała sobie radzić bez kontuzjowanego Leo Messiego, to i tak bardzo pewnie pokonała w Sewilli ostatni w tabeli Betis. Mecz, w którym gospodarze długo mieli przewagę, ostatecznie zakończył się rezultatem 1:4 a dwa gole dla gości strzelił Cesc Fabregas. Przez większą część pierwszej połowy Betis miał wyraźną przewagę i momentami nie schodził z połowy Barcelony. Rewelacyjnie w bramce gości spisywał się jednak Victor Valdes, który pewnie bronił groźne strzały m.in. Moliny i Caro. W 22. minucie po ostrym wejściu tego ostatniego, boisko musiał opuścić Leo Messi. Jeszcze w trakcie meczu Blaugrana poinformowała na swojej stronie internetowej, że Argentyńczyk doznał urazu mięśnia lewego uda. Messi borykał się z urazami mięśni uda od początku roku. Nieobecność największej gwiazdy nie przeszkodziła jednak gościom w odniesieniu zwycięstwa. Barça przetrzymała napór rywala i momentalnie uderzyła. Dwa gole w zaledwie dwie minuty skutecznie podcięły skrzydła gospodarzom. Pierwszy gol padł po centrze Fabregasa, którą wykorzystał Neymar a minutę później piłkę na wolne pole dostał Pedro, który uciekł obrońcom i strzałem z ostrego kąta pokonał Sarę. W drugiej połowie Betis próbował odrobić straty, lecz jak w transie bronił Valdes, który powstrzymywał kolejne ataki gospodarzy. Niewykorzystane sytuacje jednak się mszczą i w 64. minucie pierwszą ze swoich dwóch bramek strzelił Fabregas. Wykorzystał on centrę od Montoyi, a 16 minut później w podobny sposób dobił rywali, strzelając bramkę głową. Wynik spotkania ustalił w doliczonym czasie gry Molina, który sam wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Daniego Alvesa. Dzięki temu zwycięstwu Barcelona powiększyła do trzech punktów swoją przewagę nad drugim w tabeli Atletico Madryt, które w niedzielę zremisowało na wyjeździe z Villarreal 1:1.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
9
Bardzo smutne wspomnienie:
10 listopada 2009 r. samobójstwo popełnił Robert Enke, który zaczynał grać w FC Barcelonie w 2002 r. Do stolicy Katalonii trafił za darmo z Benfiki, odrzucając jednocześnie oferte z Manchesteru United. Niemiec nie potrafił wywalczyć sobie miejsca w składzie ani u trenera van Gaala, ani u Anticia, będąc pod koniec sezonu 2002/03 trzecim golkiperem. W sumie przez cały sezon rozegrał jedynie cztery spotkania, w tym jedno ligowe. Od 2003 r. grał krótko w Fenerbahce i CD Tenerife a następnie trafił na 5 lat do Hannoveru, gdzie w sezonie 2008/09 został wybrany najlepszym bramkarzem ligi niemieckiej. 10 listopada 2009 r. popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg. Od wielu lat chorował na depresje, która pogłębiła się po śmierci jego dwuletniej córki. Kilka miesięcy przed samobójstwem wraz z żoną adoptował dziewczynkę Leile, lecz nie pomogło to w walce z chorobą. Jego kolega z Hannoveru Marco Villa wiedział o chorobie kolegi, który myślał o samobójstwie już od dłuższego czasu. Krótko przed śmiercią Enke wysłał mu nawet smsa: ,,Powstań, gdy leżysz na ziemi”, będącego cytatem z piosenki ,,Die Totten Hosen”. Wiadomość pozostała bez odpowiedzi.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Symson
0
Biedny Pepito i kryzysowe City. Wprawdzie nie ogladałem ale z drugiej strony to i dobrze bo serce się nie kraje, gdy się nie widzi...
0
@MesQueUnClub96 Modern Talking i Akcent(naturalnie ten Polski)
2
@FCBparasiempre
O wcześniejszej niestabilności niech świadczy chociażby historia z zatrudnieniem na stanowisku selekcjonera Niemca Dettmara Cramera. Cramer w lipcu 1974 roku podpisał 4-letnią umowę z amerykańską federacją. Drużynę poprowadził jednak tylko w dwóch spotkaniach. W grudniu tego samego roku, gdy był z reprezentacją na zgrupowaniu w Izraelu, otrzymał bowiem propozycję objęcia posady trenera Bayernu. Niedługo potem przyjął ofertę i zrezygnował z pracy w USA. Na pewno nie żałował tego ruchu, bo z Bawarczykami dwukrotnie wygrał Puchar Europy. Piłka nożna, mimo całej otoczki związanej z NASL, przez wiele lat traktowana była w Stanach raczej jako ciekawostka. System zdecydowanie mocniej wspierał futbol amerykański, baseball, koszykówkę, hokej na lodzie, ewentualnie sporty indywidualne – lekkoatletykę, pływanie czy tenis. To właśnie, ćwicząc te dyscypliny, młodzi sportowcy mieli największe szanse na sławę i pieniądze. Nic dziwnego, że soccer przez długie lata nie mógł się przebić. Systemu nie skruszyli nawet imigranci tak licznie przybywający do Stanów Zjednoczonych z krajów znacznie silniejszych piłkarsko. Ich drużyny, często skupiające w sobie przybyszów z tego samego państwa, interesowały jedynie niewielką garstkę fanów. Jednak dzięki takim zespołom jak Philadelphia Ukrainians, New York Hungaria, Maccabi Los Angeles, San Francisco Italian Athletic, New York Pancyprian-Freedoms czy New York Greek American Atlas soccer w pewnych okresach w ogóle był obecny pod niektórymi szerokościami geograficznymi. W maju 1978 roku Amerykanie dowiedzieli się, że ich kraj, a konkretnie miasto Los Angeles, za 6 lat będzie gospodarzem igrzysk olimpijskich. W kraju oczekiwano ogromnego sukcesu organizacyjnego i sportowego. Sprawa była tym bardziej prestiżowa, że cztery lata wcześniej impreza gościła po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny, w Związku Radzieckim. Amerykanie mieli swoich faworytów do medali w większości dyscyplin, ale w rywalizacji piłkarskiej na olimpijski sukces za bardzo nie liczyli. Ale również na tym polu chcieli pokazać się z dobrej strony. Tymczasem powodów do optymizmu nie było. Jak wspomnieliśmy w latach 1981-83, reprezentacja praktycznie nie istniała. Dopiero na rok przed igrzyskami do kupy zaczął ją zbierać trener Alkis Panagoulias. Jeszcze zanim Panagoulias przejął stery reprezentacji, szef NASL Howard Samuels wpadł na pomysł stworzenia drużyny składającej się tylko z Amerykanów, która mogłaby rywalizować w lidze, którą zarządzał. W 1982 roku, gdy Samuels przedstawiał swój projekt, NASL znajdowało się w głębokim marazmie. Meczów ligi nie transmitowała żadna telewizja, liczba zespołów w niej występujących gwałtownie spadała, a frekwencja na trybunach była coraz gorsza. Wszystko to składało się na kiepski wynik finansowy. Działacz miał nadzieję, że Team America stanie się panaceum na kryzys trapiący soccer. Po pierwsze ekipa – właśnie ze względu na to, że w składzie są sami Amerykanie – miała wzbudzić duże zainteresowanie fanów. Po drugie – rodzimi zawodnicy otrzymali możliwość regularnych występów, podczas gdy w innych zespołach często przegrywali rywalizację z obcokrajowcami. Po trzecie – była ona substytutem reprezentacji, która w tamtym czasie grała bardzo rzadko, a przecież zaistniała potrzeba przygotowania do Igrzysk. Do udziału w Team America zaproszono 21 czołowych amerykańskich piłkarzy, m. in. Hernana „Chico” Borję, Grega Villę czy Borisa Bandova. Prowadzenie drużyny powierzono Panagouliasowi. Niestety, ani wynik sportowy, ani ekonomiczny nie był zadowalający, toteż zaledwie po roku ekipę wycofano z rozgrywek. Mimo problemów na igrzyskach Amerykanie spisali się lepiej niż przyzwoicie. Co prawda nie udało im się wyjść z grupy, ale zwycięstwo z Kostaryką, minimalna porażka z Włochami i remis z Egiptem wstydu nie przyniosły. Głównie dzięki igrzyskom i dobrej postawie zawodników soccer – przynajmniej na poziomie reprezentacyjnym – w Stanach Zjednoczonych odżył. Drużyna znów zaczęła grać regularnie. Jeszcze w tym samym roku Jankesom udało się awansować, po raz pierwszy w historii, do mistrzostw CONCACAF. Z obowiązku dziennikarskiego trzeba jednak podkreślić, że tym razem jedyną przeszkodą na ich drodze do turnieju były Antyle Holenderskie. Na mistrzostwach CONCACAF, które były jednocześnie eliminacjami do mundialu 1986, Amerykanie nie pokazali się ze swojej najlepszej strony. Nie wyszli nawet z grupy. Turniej wygrali zaś Kanadyjczycy i znaleźli się w gronie finalistów światowego czempionatu. Co ciekawe, Amerykanie ubiegali się o prawa do organizacji Mistrzostw Świata 1986. Pierwotnie turniej miał gościć w Kolumbii, ale w 1982 roku władze tego państwa uznały, że nie podołają finansowo zadaniu. W takiej sytuacji o rolę gospodarza zaczęły starać się trzy północnoamerykańskie kraje: Meksyk, Stany Zjednoczone oraz Kanada. Bezkonkurencyjni w tej rywalizacji okazali się Meksykanie, których oferta uzyskała jednogłośne poparcie.
Bardzo zawiedziony takim rozstrzygnięciem był słynny dyplomata Henry Kissinger, który w 1983 roku, gdy decydowano o tym, kto zastąpi Kolumbię, kierował NASL i lobbował za kandydaturą amerykańską. ,,Żałujemy, że komitet nie odwiedził nas, gdy o to prosiliśmy. Mamy poparcie prezydenta i jednomyślny kongres. To więcej niż może osiągnąć sam prezydent” – mówił na łamach „New York Timesa”. Swoją pierwszą próbę piłkarskiej dyplomacji Kissinger nazwał „zdecydowania nieudaną”. Człowiek o tak szerokich horyzontach jak Kissinger zdawał sobie sprawę, że kluczem do rozwoju soccera w Stanach jest organizacja w kraju dużej piłkarskiej imprezy. Dlatego nie zrezygnował ze starań o mundial w USA. Efekt przyszedł wkrótce. W 1988 roku delegaci FIFA zdecydowali, że Mistrzostwa Świata 1994 odbędą się w kraju Wuja Sama. Kres boiskowych rozczarowań nastąpił w 1989 roku. Reprezentacja USA, dowodzona przez Boba Ganslera, po raz kolejny stanęła wtedy do walki w Mistrzostwach CONCACAF, dzięki którym można było dostać się do mistrzostw świata. Amerykanie w turnieju grali nieźle, choć nie olśniewająco. W efekcie przed ostatnią kolejką zajmowali trzecie miejsce w tabeli z taką samą ilością punktów co drugi Trynidad i Tobago. Wicemistrzem opłacało się jednak zostać, ponieważ dwie najlepsze drużyny otrzymywały przepustki do Włoch, gdzie w czerwcu i lipcu 1990 roku miał się odbyć mundial. A że zwycięstwo w rywalizacji wcześniej zapewniła sobie Kostaryka, było jasne, że drugim finalistą będzie albo Trynidad i Tobago albo USA. Los chciał, że o tym, kto zajmie drugie miejsce, miał zdecydować bezpośredni mecz między tymi dwiema drużynami. Zawodnikom z Karaibów wystarczał remis. Na ich korzyść przemawiał też fakt, że spotkanie odbywało się na ich śmieciach, w Port of Spain. Amerykanie, żeby pojechać do Włoch, musieli zwyciężyć. Spotkanie rozstrzygnęło się w 30. minucie. Strzał zza pola karnego oddał Paul Caligiuri. Nie było to ani mocne, ani wybitnie precyzyjne uderzenie, ale wystarczyło na trynidadzkiego bramkarza, Michaela Maurice’a. Golkiper potem argumentował, że nie widział piłki, bo oślepiło go słońce. Był to jedyny gol w meczu. – Złamałem wytyczne trenera Ganslera, który chciał, żebym pilnował tyłów w obawie przed kontratakiem. Poszedłem jednak do przodu, by rozpocząć atak, a niekoniecznie go dokończyć. To był czysty instynkt – wspominał swojego gola Paul Caligiuri. Trafienie Caligiuriego przerwało wieloletnią serię klęsk reprezentacji USA i na zawsze zapisało się w historii soccera. Doczekało się nawet swojej specjalnej nazwy – „Shot heard round the world” (strzał słyszany na całym świecie). Słowa te są nawiązaniem do wiersza Ralpha Waldo Emersona „Concord hymn”, upamiętniającego Bitwę pod Concord, pierwszą potyczkę wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. „Shot heard round the world” uratował finanse będącej blisko bankructwa amerykańskiej federacji soccera. Organizacja za awans piłkarzy na mundial otrzymała od FIFA 2 miliony dolarów. Coraz lepiej było też pod względem piłkarskim. Amerykanie, począwszy od 1990 roku, zagrali na 7 mundialach, raz docierając nawet do najlepszej ósemki. Udało im się również zagrać w finale Pucharu Konfederacji i 6 razy zwyciężyć w Złotym Pucharze CONCACAF (kontynuator Mistrzostw CONCACAF). W 2015 legendarny amerykański bramkarz Tony Meola tak podsumował awans na MŚ 1990: ,,To nie było tak jak dzisiaj. Nie mieliśmy profesjonalnej ligi, pieniędzy, a nasza organizacja była bardzo mała. Patrząc wstecz, to niesamowite, co osiągnęliśmy. Mieliśmy chłopaków, którzy grali w półprofesjonalnych i niedzielnych ligach, którzy po prostu starali się utrzymać w formie. Ostatecznie udało się. Wszystko, co USA osiągnęło od tamtej pory, opiera się na tym zwycięstwie".
6
@FCBparasiempre
9 listopada minęło dokładnie 34 lat od pamiętnego zwycięstwa Stanów Zjednoczonych nad Trynidadem i Tobago w eliminacjach do Mistrzostw Świata 1990. Ten triumf miał szczególne znaczenie, gdyż dał Amerykanom powrót na mundial po 40 latach przerwy. Amerykanie, o czym mało kto pamięta, mają całkiem spore tradycje futbolowe (i nie mówimy tu o futbolu amerykańskim). Do czasu wybuchu II wojny światowej czterokrotnie zagrali na Igrzyskach Olimpijskich i dwa razy na mistrzostwach świata. A w pierwszym mundialu, którego gospodarzem był Urugwaj, dotarli nawet do półfinału, zaś ich najlepszy zawodnik, Bert Patenaude, zajął trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców turnieju. Jankesom w następnych latach na piłkarskiej scenie nie szło już tak dobrze. Udział w turnieju o mistrzostwo globu, rozgrywanym w 1934 roku we Włoszech, zakończyli już po jednym, wysoko przegranym meczu z gospodarzami. Do kolejnego światowego czempionatu, który odbył się cztery lata później we Francji, nie awansowali, bo wycofali się z udziału w eliminacjach. Do elity wrócili po wojnie. W Brazylii, gdzie w 1950 roku zorganizowano następny mundial, nie zdołali jednak wyjść grupy, choć wygrali sensacyjnie z Anglią mającą w składzie np. Stanleya Matthewsa czy Stana Mortensona. Któż pomyślałby wtedy, że Jankesi następny raz w elitarnym gronie finalistów MŚ znajdą się dopiero lat 40 lat później? Droga do mistrzostw świata w Kraju Kawy nie była dla reprezentantów USA przesadnie trudna. FIFA przewidziała bowiem dwa miejsca dla drużyn zrzeszonych w NAFC (North America Football Confederation). Wystarczyło więc zająć pierwszą lub drugą lokatę w Mistrzostwach NAFC 1949, w których wzięły udział zaledwie 3 zespoły: Stany Zjednoczone, Meksyk oraz Kuba. Jankesom ta niezbyt wymagająca sztuka się udała (uplasowali się na 2. miejscu za El Tri) i dlatego mogli cieszyć z awansu. Schody zaczęły się przed kolejnym mundialem. Włodarze FIFA uznali, że ekipy z NAFC będą musiały bić się o awans do mistrzostw z reprezentacjami z innej federacji, CCCF (Confederación Centroamericana y del Caribe de Fútbol), którą tworzyły drużyny z Ameryki Środkowej i Karaibów. W dodatku liczbę miejsc w finałach dla zespołów z tej części świata zredukowano do jednego. Jankesi walkę o upragnione bilety do Szwajcarii przegrali z Meksykiem. Po mistrzostwach w kraju Helwetów system eliminacji do mistrzostw uległ kolejnej zmianie. Tym razem wyglądało to tak, że jedną grupę kwalifikacyjną tworzyły 3 drużyny z NAFC, zaś drugą trzy drużyny z CCCF. Zwycięzcy obu grup mieli się ze sobą zmierzyć w dwumeczu decydującym o awansie na mundial. Z ekip NAFC najlepiej spisali się Meksykanie, którzy daleko w tyle zostawili Kanadę i USA. Z kolei wśród ekip CCCF pewnie triumfowała Kostaryka. W decydującej rywalizacji zwyciężyli ci pierwsi, co dało im trzeci z rzędu udział w światowym czempionacie. System eliminacyjny dalej ewoluował, ale nie na korzyść Amerykanów. Przed kwalifikacjami do MŚ 1962 ekipy zrzeszone w NAFC i CCCF podzielono na trzy grupy. Pierwszą tworzyły zespoły z NAFC, a dwie pozostałe z CCCF, z czego w jednej znalazły się reprezentacje z Ameryki Środkowej, a w drugiej z Karaibów. Grę w kolejnej, decydującej rundzie zapewniało tylko zwycięstwo w swojej grupie. Jankesi nie mieli wtedy okazji zagrać bezpośrednio o miejsce na mundialu, ponieważ już w pierwszej rundzie wyraźnie ulegli Meksykowi. Zresztą El Tri po raz kolejny wygrali całe eliminacje i dzięki temu mogli zagrać na zbliżających się wielkimi krokami mistrzostwach w Chile. Trzeba przyznać, że taki podział, ustanowiony kluczem geograficznym, nie był zbyt szczęśliwy dla USA, ponieważ już na wstępie musieli walczyć z bardzo silnymi Meksykanami. Tymczasem w pozostałych grupach, a zwłaszcza w karaibskiej, rywale mieli o wiele niższe notowania. Jednak z drugiej strony, patrząc na siłę tamtejszych reprezentacji, nie można mieć wątpliwości, że najlepszą drużynę w tej części globu tworzyli właśnie El Tri.
Niedługo po zakończeniu eliminacji do chilijskiego mundialu, 18 września 1961 roku w Mexico City, zapadła decyzja o połączeniu NAFC, zrzeszającej Kanadę, Meksyk i Stany Zjednoczone, oraz Confederación Centroamericana y del Caribe de Fútbol (CCCF), obejmującą Kostarykę, Kubę (wcześniej była w NAFC), Curaçao, Salwador, Gwatemalę, Haiti, Honduras, Nikaraguę, Panamę oraz Surinam. Nowy twór otrzymał nazwę CONCACAF (skrót od: Confederation of North, Central American and Caribbean Association Football). W stolicy ustalono też zasady eliminacji do kolejnych mistrzostw świata. Ekipy z CONCACAF znów rozdzielono na trzy grupy, choć już nie trzymano się tak ściśle klucza geograficznego. Amerykanie jednak ponownie musieli na starcie zmierzyć się z Meksykiem. Skończyło się tak jak zwykle – El Tri przeszli do decydującej fazy kosztem USA i Hondurasu, a tam bez większych kłopotów poradzili sobie z Kostaryką i Jamajką. Mundial 1966 stanął przed nimi otworem. Od października 1964 roku było wiadomo, że organizatorem mistrzostw świata w 1970 roku będzie Meksyk. Z tego tytułu El Tri uzyskali automatyczną kwalifikację do turnieju. Oznaczało to jednocześnie, że w stawce finalistów będzie jeszcze jedno miejsce dla drużyn ze strefy CONCACAF. W pierwszej rundzie eliminacji na przeszkodzie Amerykanów stanęli reprezentanci Kanady i Bermudów. Mimo początkowych trudności (porażka z Kanadą), Jankesi wygrali swoją grupę. W kolejnym etapie, będącym jednocześnie kwalifikacją do mistrzostw CONCACAF, na Amerykanów czekali już Haitańczycy. Dwumecz z Les Grenadiers był koszmarem dla graczy z kraju Wuja Sama. Piłkarze z Karaibów wygrali dwukrotnie. USA znów musiało obejść się smakiem. Mistrzostwa w Meksyku ominęły też graczy z Haiti. A wszystko dlatego, że po pokonaniu Amerykanów trzeba było również ograć Salwador. Ta sztuka im się nie udała. Na turniej pojechali więc Salwadorczycy. Następna szansa awansu na mundial pojawiła się na przełomie sierpnia i września 1972 roku. Wtedy rozpoczęły się eliminacje do mistrzostw CONCACAF 1973. Ale żeby zagrać w RFN, nie dość, że trzeba było przejść kwalifikacje do tego turnieju, to jeszcze należało go wygrać. Amerykanie w eliminacjach do mistrzostw CONCACAF nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Znów obowiązywał ścisły klucz geograficzny, więc ich przeciwnikami w pierwszej fazie rywalizacji byli sąsiedzi z Meksyku i Kanady. W 4 meczach zdobyli tylko jeden punkt i zajęli ostatnie miejsce w grupie. A przepustki do gry w RFN zdobyli ostatecznie Haitańczycy, którzy zwyciężyli w Mistrzostwach CONCACAF. Te same zasady eliminacji obowiązywały przed Mistrzostwami Świata 1978 i 1982. Reprezentanci USA w obu przypadkach już na pierwszym etapie okazywali się gorsi od swoich sąsiadów. Impulsem do rozwoju soccera w Stanach Zjednoczonych było duże zainteresowanie Amerykanów mundialem w Anglii. Stało się to przyczynkiem do utworzenia w 1966 roku United Soccer Association, profesjonalnej ligi piłkarskiej działającej na terenie USA i Kanady. W grudniu 1967 roku United Soccer Association połączono z NPSL, inną profesjonalną ligą utworzoną zaledwie kilka miesięcy wcześniej. W wyniku fuzji powstała NASL, która przetrwała aż do 1984 roku. NASL, mimo trudności finansowych prowadzących do spektakularnego upadku, osiągnęła umiarkowany sukces. Zainwestowano w nią spore pieniądze, co pozwoliło na ściągnięcie takich graczy jak: Pelé, Franz Beckenbauer, Johan Cruyff, Johan Neeskens, Gerd Müller czy George Best. Przyjazd gwiazd i inne zabiegi marketingowe (np. koncerty Beach Boys towarzyszące meczom) spowodowały spory, aczkolwiek dość krótkotrwały, wzrost zainteresowania soccerem wśród Amerykanów. W latach 50-tych reprezentacja USA grała rzadko. W tym czasie wystąpiła zaledwie 24-krotnie (ani razu nie wybiegła na boisko w 1951 i 1958). A trzeba sobie jasno powiedzieć, że wynik ten byłby jeszcze gorszy, gdyby nie uczestnictwo w Igrzyskach Panamerykańskich 1959, podczas których Amerykanie musieli wyjść na boisko 6 razy. Jeszcze gorzej było w latach 1961-1970 – zaledwie 22 spotkania (bez meczu w 1966 i 1970 roku). Dopiero w kolejnej dekadzie Amerykanie zaczęli grać częściej. Przez 10 lat rozegrali 80 spotkań (najwięcej w 1972 – 13, najmniej 1974 – 2). Inna sprawa, że częstotliwość nie szła w parze z wynikami, np. w 1975 w 9 spotkaniach tylko raz nie przegrali. Większość spotkań, jakie Amerykanie rozegrali w latach 70-tych, nie miało stawki. Wyjątkami były wspomniane mecze kwalifikacyjne do Mistrzostw CONCACAF, Mistrzostw Świata oraz spotkania w ramach Igrzysk Panamerykańskich (Pan American Games). Jankesi opierali się więc na pojedynkach towarzyskich, w których jednak wygrywali dość rzadko. Chyba najcenniejszy rezultat w tamtej dekadzie osiągnęli 12 sierpnia 1973 roku, kiedy pokonali u siebie Polskę 1:0 po golu Ala Trosta. Niespełna dwa lata później Biało-Czerwoni wzięli na Jankesach dwa srogie rewanże. Najpierw w Poznaniu wygrali 7:0, a później w Seattle 4:0. Niestety, lata 1981-1983 to okres kolejnej stagnacji – w tym czasie Jankesi wystąpili tylko dwukrotnie. Nie tylko brak meczów o stawkę pogrążał amerykański futbol reprezentacyjny. Postępowi nie sprzyjały z pewnością ciągłe zmiany selekcjonerów. Dość powiedzieć, że pierwszym człowiekiem, który poprowadził amerykańską drużynę narodową w więcej niż 10 meczach był pochodzący z okolic Lwowa Walt Chyzowych, który posadę objął w 1976 roku i utrzymał ją przez 4 lata.
5
40 lat cierpienia:
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
1
@Safrani Aaaa, no to całkiem zrozumiałe...
1
@Safrani Z jakiego powodu?
3
@FCBparasiempre
W momencie odejścia z Juventusu, Del Piero miał rocznikowo 38 lat i czuł, że to jeszcze nie czas na zawieszeniu butów na kołku. Nie zdecydował się jednak na grę w Europie. Włoch chciał kontynuować karierę w zupełnie innym zakątku świata i wybrał Australię. Promował tam piłkę nożną poprzez grę dla Sydney FC. Po dwóch latach Alex spróbował swoich sił w kolejnym kraju, gdzie futbol nie jest sportem wiodącym. Włoch trafił do Indii i założył koszulkę Delhi Dynamos. Tamtejsza Indian Super League potrafiła skusić wiele byłych europejskich gwiazd. Trafili tam bowiem m.in. Marco Materazzi, David Trezeguet, Robert Pires i Fredrik Ljunberg. Po kilkumiesięcznej przygodzie w Azji Del Piero zakończył karierę na początku 2015 r. Po opuszczeniu Indii Włoch zamieszkał wraz z rodziną w Los Angeles. Od 2015 r. jest jednym z komentatorów Sky Sport. Alex lubi cały czas pokopać piłkę i bierze często udział w meczach i turniejach dla byłych piłkarzy, które mają przeważnie charakter charytatywny. Ponadto, od 2018 r. jest właścicielem amatorskiego klubu LA 10. Poza piłką nożna i golfem, Pinturicchio postanowił spróbować swoich sił w wyścigach samochodowych. W 2013 r. założył wraz z aktorem Patrickiem Dempseyem zespół samochodowy Dempsey/Del Piero Racing, który zadebiutował w tym samym roku w 24-godzinnym wyścigu Le Mans oraz w mistrzostwach American Le Mans Series. Piłkarz zawsze lubił szybko jazdę. Kibice kojarzyli się go już wcześniej z zamiłowania do jazdy na motocyklu. Pinturicchio do dziś cieszy się popularnością w wielu miejscach. Hołd wybitnemu napastnikowi postanowiło oddać miasto Jesolo w północno-wschodnich Włoszech. Można tam spacerować ulicą imienia Alessandro Del Piero. Co prawda, najczęściej takie przywileje spotykają już martwe osoby, ale Włoch z pewnością nie miał nic przeciwko. To nie jedyne odznaczenie, jakie Alex otrzymał w Jesolo. Włoch dostał również dedykowaną gwiazdę. W ten sam sposób odznaczeni zostali tam Umberto Veronesi, Mike Bongiorno i Sophia Loren. Pytanie postawione w podtytule jest bardzo trudne, więc na koniec oddam głos byłym gwiazdom futbolu. ,,Ciężko jest znaleźć słowa, aby opisać Del Piero. Grał w Juve przez prawie 20 lat – jest historią tego klubu. Kiedy ktoś na świecie wymawia słowo ‘Juve’, w jego głowie pojawia się obraz Del Piero. Myślę, że to wszystko wyjaśnia”– Pavel Nedved. ,,Jeśli chodzi o sytuację Del Piero, moje myśli są bardzo klarowne. Podsumowałbym to w trzech słowach: Del Piero to Juventus”– Marcello Lippi. ,,Zawsze będzie naszym kapitanem”– Andrea Agnelli. ,,Del Piero to najlepszy włoski piłkarz”– Ryan Giggs. ,,To najlepszy piłkarz, przeciwko któremu grałem. Drybluje w niesamowity sposób”– Gary Neville. ,,Del Piero to najlepszy piłkarz w historii włoskiej piłki. Jest osobą, do której mam nie tylko dużo szacunku, ale także dużo uczucia”– Raul. ,,Jest inny niż Zinedine Zidane. Bawi się grą, czuje ją w duszy. Między nim i Francuzem, wybieram jego”– Diego Maradona. ,,Na trening przychodził zawsze z uśmiechem i dobrym słowem dla każdego. Na tym polega jego wielkość: pokora… jest złotym człowiekiem”– Alessio Tacchinardi. ,,Alessandro Del Piero był symbolem klubu przez wiele lat”– David Trezeguet. ,,Alex… co za przeciwnik! Co za piłkarz! Co za osoba! Prawdziwy symbol, mistrz, który dał trofea kibicom Juventusu, kocha tę koszulkę i przyprawia o ból głowy bramkarzy. Alessa, im starszy jestem, tym bardziej boję się spotkać cię na boisku. Jesteś jednym z najlepszych w grze, podziwiam cię i szanuję”– Francesco Totti. Niech opiszą go również gole. Nie sposób zapomnieć, że znakiem firmowym Del Piero były rzuty wolne.
Osiągnięcia klubowe:
Juventus:
6 x Mistrzostwo Włoch 1994–95, 1996–97, 1997–98, 2001–02, 2002–03, 2011–12
1 x Puchar Włoch: 1994–95
1 x Superpuchar Włoch: 1995, 1997, 2002, 2003
1 x Mistrzostwo Serie B: 2006–07
1 x Puchar Interkontynentalny: 1996
1 x Liga Mistrzów: 1995–96
3 x 2 miejsce Ligi Mistrzów: 1996–97, 1997–98, 2002–03
1 x 2 miejsce Pucharu UEFA: 1994–95
1 x Puchar Intertoto: 1999
1 x Superpuchar UEFA 1996
Osiągnięcia reprezentacyjne:
1 x Mistrzostwo Europy U-21 1996
1 x Mistrzostwo Świata 2006
1 x Vicemistrzostwo Europy 2000
Osiągnięcia Indywidualne:
Zawodnik meczu Pucharu Interkontynentalnego 1996
Najlepszy strzelec Ligi Mistrzów UEFA (10 goli) 1997-98
Najwięcej asyst w Serie A 1999–00
Najlepszy strzelec Pucharu Włoch (5 goli) 2005-06
Król strzlców Serie B (20 goli) 2006-07
Król Strzelców Serie A (21 goli) 2007-08
Drużyna sezonu ESM: 1995–96, 1996–97, 1997–98
Europejski Piłkarz Sezonu wg UNICEF: 1995-96
Nagroda Bravo: 1996
Najlepszy strzelec Tournoi de France (3 gole) 1997
AIC Serie Włoski Piłkarz Roku: 1998, 2008
AIC Serie A Most Loved Player: 2001, 2008
FIFA 100
Plebiscyt na Złoty Jubileusz UEFA: 49 miejsce
Nagroda Krajowa Giuseppe Prisco: 2006
Piemoncki Sportowiec Roku: 2006[
Nagroda Specjalna Gentleman Silver Cup: 2006
San Siro Gentleman Award Serie A: 2006
Nagroda Golden Foot: 2007[
Najlepszy Sportowiec wg Telegatto: 2007
ASF Top 100 graczy wszech czasów – #60: 2007
Strzelec bramki roku AIC Serie A: 2008
Premio Nazionale Carriera Esemplare „Gaetano Scirea”: 2008
Pallone d’Argento: 2008-09
Międzynarodowa Nagroda Sportu i Obywatelstwa -Ambasador Sportu: 2009
Złota Nagroda Sportowca Roku: 2010
Dubai D’or: 2011
Nagroda Fair Play Novara: 2011
Nagroda AIC za całokształt: 2011
Gol A-League w sezonie: 2012-13
Sydney FC Golden Boot: 2013,2014
Drużyna sezonu PFA: 2013
Nagroda Piłkarza Roku Sydney FC: 2013
Nagroda Członków Sydney FC: 2013
Mecz A-League All Stars: 2014
Drużyna AFC Dekady: 2015
Drużyna dekady Sydney FC: 2015
Galeria sław Sydney FC: 2015
Galeria sław włoskiego futbolu: 2017
Juventus Greatest XI wszech czasów: 2017
Rekordy:
Najwięcej występów dla Juventusu we wszystkich rozgrywkach (705 występów)
Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Serie A (478 występów)
Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w meczach ligi włoskiej (w tym Serie A i Serie B) (513 występów)
Najwięcej występów dla Juventusu w Supercoppa Italiana (8 występów od 13 sierpnia 2017)
Najlepszy strzelec wszech czasów Juventusu (290 goli: 186 goli z gry, 62 gole z rzutów karnych, 42 gole z rzutów wolnych)
Zdobywca wszech czasów decydujących bramek dla Juventusu (135)
Drugi pod względem liczby rozegranych minut gracz Juventusu (48 363)
Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Supercoppa Italiana (6 występów)
Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Lidze Mistrzów UEFA (92 występy)
Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w rozgrywkach klubowych UEFA (124 występy)
Najwięcej występów dla Juventusu w międzynarodowych rozgrywkach klubowych (130 występów)
Drugie najwięcej goli strzelonych w Supercoppa Italiana, obok Samuela Eto’o, Andrija Szewczenki i Carlosa Teveza (3)
Najwięcej goli strzelonych w jednym sezonie przez zawodnika Sydney FC (14)[
Trzeci najwyższy strzelec z rzutów karnych w Serie A (50)
Trzeci najwyższy strzelec z rzutów wolnych w Serie A (22)
Najlepszy włoski strzelec wszech czasów z rzutów wolnych we wszystkich rozgrywkach (52 gole: 46 goli na poziomie klubowym, 6 goli z reprezentacją Włoch)
Włoski zawodnik z największą liczbą sezonów z 10 bramkami lub więcej we wszystkich rozgrywkach klubowych (17 sezonów)
Najwięcej goli strzelił reprezentant Włoch jako rezerwowy (5)
Czwarty najskuteczniejszy strzelec dla Włoch (27 goli, obok Roberto Baggio)
7
@FCBparasiempre
Dokładnie 50 lat temu urodził się Alessandro del Piero, włoski napastnik, mistrz świata, zdobywca Ligi Mistrzów, 6-krotny mistrz Włoch. Może się wydawać, że nawet przeciętny kibic wie o Del Piero absolutnie wszystko. Czy jednak na pewno? Każdego piłkarza łączą niebanalne historie, które zawsze wzbudzają ciekawość kibiców. W tym tekście postaram się Wam przedstawić Alexa od strony, której (mam nadzieję) jeszcze nie znacie. Alessandro Del Piero przyszedł na świat 9 listopada 1974 r. w Conegliano. Karierę rozpoczął w wieku dziewięciu lat w San Vendemiano. Z dzieciństwem piłkarza łączy się pierwsza ciekawostka. Chodzi mianowicie o matkę Alexa, Brunę, która chciała, aby syn występował na pozycji bramkarza. W ten sposób nie musiałby zbyt wiele biegać, pocić się i zbytnio narażać na kontuzje. Czy ktoś w ogóle potrafi wyobrazić sobie Del Piero na bramce? Prawdopodobnie i tak później wszystko zweryfikowałby jego niski wzrost. Znając jednak etykę pracy włoskiego mistrza nie można niczego wykluczyć. No dobra, zejdźmy na ziemię. Na szczęście brat piłkarza, Stefano, szybko zauważył, że młody Alex jest urodzony, aby grać na pozycji nr 10. Tak już zostało, a efekty decyzji poznał cały piłkarski świat. W 1988 r., 13-letni wówczas Włoch został zauważony przez działaczy AC Padwy, która występowała w Serie B. Przygoda Del Piero w juniorskim i seniorskim zespole wspomnianego klubu trwała pięć lat. Napastnika zapragnęli mieć Juventus i Milan. Mało kto wie, że ówczesny prezydent Padwy, Marino Puggina był kibicem Rossonerich i historia mogła się potoczyć zupełnie inaczej. Alex wspomniał o kulisach tamtych wydarzeń w wywiadzie udzielonym La Gazzetta dello Sport. Milan Sacchiego był dla wszystkich punktem odniesienia. Każdy jasno rozumiał, że tamta drużyna zmieniła futbol. Fajnie byłoby partnerować w ataku van Bastenowi – przyznał po latach Del Piero. Padwa chciała zarobić na piłkarzu duże pieniądze i ostatecznie Juventus zdołał spełnić te oczekiwania w postaci 5 miliardów lirów, czyli dzisiejszych ok. 2,8 miliona euro. W debiutanckim sezonie 19-letni Alex zdołał zanotować łącznie 14 meczów w lidze, Pucharze Włoch i Pucharze UEFA. W pamięci kibiców zapadł jego hat-trick przeciwko Parmie. Ostatecznie pięć ligowych goli Del Piero pomogło Juve zająć drugie miejsce w Serie A. W kolejnym sezonie piłkarz świętował swój pierwszy tytuł mistrza Włoch. W tamtych rozgrywkach Del Piero zanotował osiem ligowych trafień. Rok później Alex mógł cieszyć się pierwszym Pucharem Włoch. Najbardziej pamiętny był sezon 1995/1996. Wówczas Del Piero był już postacią pierwszego składu, a Juventus sięgnął po scudetto, Ligę Mistrzów i Puchar Interkontynentalny. 8 listopada 1998 nastąpił moment, który mocno zahamował karierę włoskiego zawodnika. W meczu z Udinese, niespełna 24-letni napastnik doznał ciężkiej i bardzo skomplikowanej kontuzji. Powrót do gry zajął piłkarzowi aż dziewięć miesięcy. W tym samym roku, jeszcze przed feralnym zdarzeniem, Del Piero znalazł się na celowniku Interu. Wówczas w niebiesko-czarnej koszulce występował Il Fenomeno – Luis Nazario da Lima, znany wszystkim jako Ronaldo. Brazylijczyk naciskał prezydenta Nerazzurrich, Massimo Morattego, aby ten wyrwał Alexa z Juve. ,,Nie ma sensu kupować wielu zawodników, wystarczy Del Piero i będziemy świetni”– stwierdził Ronaldo. Włoski napastnik pozostał oczywiście wierny Starej Damie ale można sobie wyobrazić, jak genialny atak mógłby stworzyć wraz z ,,Il Fenomeno”. Od początku tekstu nazwałem piłkarza wiele razy Alexem. Nie jest to jednak jedyny przydomek Del Piero. Warto wspomnieć, w jaki sposób napastnika określił były prezes Juventusu, słynny Gianni Agnelli. ,,Nadałem Del Piero przezwisko Pinturicchi, ze względu na estetykę, sposób, w jaki gra. Jego bramki są zawsze doskonałe”– wytłumaczył Agnelli. Kim był Pinturicchio? To malarz wywodzący się ze szkoły umbryjskiej, który żył na przełomie XV i XVI wieku. Podobnie jak Del Piero, był niewielkiego wzrostu. Tak samo jak piłkarz, posiadał wielki talent, który przełożył się na niezwykłe zdolności malarskie. Pozwoliły mu one lepiej opanować style malowania na drewnie, freski i miniatury.
W latach 1999-2002 Del Piero był trenowany przez Carlo Ancelottiego, a następnie powracającego Marcello Lippiego. Jedyny w tym okresie puchar to scudetto zdobyte w ostatniej kolejce sezonu 2001/2002. Podczas Euro 2000 Alex dotarł wraz z reprezentacją Włoch do wielkiego finału. Tam Squadra Azzurra mierzyła się z Francją. Włosi szybko objęli prowadzenie po bramce Marco Delvecchio. Później Del Piero nie zdołał jednak wykorzystać dwóch znakomitych okazji na dobicie rywala. W samej końcówce wyrównał Sylvain Wiltord, a w dogrywce złotego gola zdobył David Trezeguet. Niewykorzystane okazje potrafią się mścić. Alexowi na pocieszenie został fakt, że Trezegol został po turnieju jego klubowym partnerem. W sezonie 2002/2003 Del Piero prezentował dobrą formę i wspólnie z Trezeguetem i Nedvedem poprowadził Juventus do finału Ligi Mistrzów. Po drodze Bianconeri wyeliminowali m.in. obrońcę trofeum – Real Madryt. Wielu kibiców Juventusu uważa, że starcie z Królewskimi w Turynie było najlepszym meczem Starej Damy w XXI wieku. Del Piero kręcił wówczas niemiłosiernie obroną Los Blancos, a efektem tego była piękna bramka na 2:0. W finale w Manchesterze Juve mierzyło się z Milanem. Zabrakło zawieszonego za kartki Nedveda, co wyraźnie osłabiło ekipę Lippiego. Doszło do serii rzutów karnych. Del Piero wykorzystał swoją jedenastkę, ale koledzy strzelali gorzej i po puchar sięgnęli Rossoneri. Sezon 2003/2004 był fatalny w wykonaniu Juventusu. Bianconeri nie zdobyli żadnego trofeum, a w pamięci kibiców została szczególnie ligowa porażka z Romą 0:4. To wówczas Francesco Totti wykonał słynny gest czterech palców. Po słabych wynikach z pracą pożegnał się Lippi. Gorszy okres w klubie nie oznaczał jednak, że Del Piero nie mógł odkrywać nowych pasji. Wraz z Alessio Tacchinardim został miłośnikiem golfa. Dwaj koledzy z boiska poznali ten sport, dzięki wizytom we francuskim Chatillon. Od tamtej pory, w przerwie od rozgrywek piłkarskich, w gazetach można było często znaleźć zdjęcie Alexa, który relaksował się na polu golfowym. Z czasem Włoch przestał to traktować jako jedynie rozrywkę. Zaliczał coraz więcej dołków i stał się ostatecznie profesjonalnym golfistą. W 2016 r. wziął udział w słynnym turnieju Ryder Cup. W 2004 r. Starą Damę objął Fabio Capello, którego zespół wzmocnili Emerson, Zebina, Mutu, Ibrahimović i Cannavaro. Przez dwa kolejne lata mówiło się o konflikcie na linii Del Piero – Capello, ponieważ włoski szkoleniowiec wolał stawiać na młodego Zlatana. Juventus nie prezentował wówczas porywającej piłki, ale sięgnął po dwa kolejne mistrzostwa. Gorzej było w Lidze Mistrzów, gdzie na poziomie ćwierćfinału Stara Dama była eliminowana przez Liverpool i Arsenal. Mimo nie najlepszej sytuacji, Del Piero wspierał regularnie zespół swoimi bramkami. W drugim sezonie pod wodzą Capello, Alex stał się najskuteczniejszym strzelcem w historii Juventusu. W tej klasyfikacji wyprzedził Giampiero Bonipertiego. Przywołanie zdobycia mistrzostwa świata w Niemczech w 2006 r. rozgrzewa zawsze wszystkich Włochów. Drużyna Marcello Lippiego przedzierała się dzielnie przez kolejne fazy turnieju. W półfinale Azzurri mierzyli się z gospodarzami turnieju, Niemcami. Potrzebna była dogrywka, po której Włosi zwyciężyli 2:0. Drugą bramką zdobył Del Piero, który wykorzystał podanie Alberto Gilardino i dobił gospodarzy. W finale Włosi zrewanżowali się Francuzom z porażkę sprzed sześciu lat. Zwycięstwo zostało odniesione po serii jedenastek, a Del Piero nie zmarnował swojego strzału. Był to czwarty tytuł mistrzów świata w historii reprezentacji Włoch. Równocześnie z niemieckim mundialem, w Italii wybuchła afera Calciopoli. W jej wyniku Juventusowi zostały odebrane dwa ostatnie tytuły mistrzowskie, a klub został zdegradowany do Serie B. W ten sposób Del Piero dokonał wraz z Gianluigim Buffonem i Mauro Camoranesim nietypowej rzeczy. Zostali bowiem mistrzami świata jako gracze drugiej ligi. Wcześniej identyczną historię przeżył Franco Baresi, który wygrał w 1982 r. jako obrońca drugoligowego Milanu. Trzeba jednak zaznaczyć, że młody wówczas stoper nie odgrywał w klubie i kadrze tak wielkiej roli, jak Del Piero, Buffon i Camoranesi. Rok 2006 był wyjątkowy dla włoskiego sportu również z innego powodu. W Turynie zorganizowano bowiem zimowe igrzyska olimpijskie. Tradycyjnie odbyła się sztafeta z ogniem olimpijskim, a wśród jej uczestników znalazł się Del Piero. W ten sposób napastnik został uhonorowany w swoim sportowym domu. Po degradacji do drugiej ligi, Juventus opuścili m.in. Vieira, Emerson, Thuram, Ibrahimović, Cannavaro i Zambrotta. Del Piero nie myślał jednak ani chwilę o takim rozwiązaniu. ,,Dżentelmen nie opuszcza swojej damy”– powiedział napastnik ku pokrzepieniu serc wszystkich sympatyków turyńskiego klubu.
Rozgrywki Serie B były dla Starej Damy prawdziwą udręką, ponieważ wiele zespołów grało na absolutnym maksimum, mając świadomość, że już nigdy nie przyjdzie im się mierzyć z tak wielkim zespołem. Alex poprowadził kolegów do awansu i zdobył tytuł króla strzelców. Pinturicchio nie zwalniał tempa po powrocie do elity. Po tytule capocanoniere (wł. król strzelców) w Serie B, powtórzył to osiągnięcie również w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wówczas Juventus osiągnął znakomity wynik, zajmując trzecie miejsce. Rok później było jeszcze lepiej, ponieważ Bianconeri sięgnęli po wicemistrzostwo. W tamtym sezonie warto jest zwrócić uwagę na grę Starej Damy w Lidze Mistrzów. Juventus wygrał swoją grupę z Realem Madryt, Zenitem Petersbrug i BATE Borysów. W dwumeczu z Królewskimi Alex strzelił trzy piękne bramki. Szczególnie w jego pamięci pozostanie rewanżowy mecz na Santiago Bernabeu. Ówczesny trener Juve Claudio Ranieri postanowił zmienić napastnika w końcówce spotkania. Ponad 70 tys. kibiców na stadionie Realu postanowiło podziękować piłkarzowi za wspaniały występ, okraszony dwiema bramkami. Owacje na stojąco poruszyły mocno Pinturicchio. Przy tej okazji, niedawno zmarły Diego Maradona przyznał, że tacy piłkarze jak Del Piero nigdy się nie starzeją. Piłkarz kojarzony jest głównie z reklamami Adidasa, ale pojawiał się na ekranie również przy innych okazjach. W 2008 r. jako on sam wystąpił w filmie Trener piłki 2. Można go było również oglądać w jednym z odcinków Bondi Rescue (australijskiego odpowiednika Słonecznego Patrolu). Co więcej, na Del Piero została odwzorowana jedna z postaci Kapitana Tsubasy. Japoński film animowany był znany we Włoszech pod nazwą Holly & Benji. W serii Road 2002, do Juventusu dołącza Mark Lenders, a jego mentorem w klubie zostaje Alex Delpi. Poza ekranem, Del Piero zaangażował się również w świat muzyki. Włoch nie wygrał nigdy Złotej Piłki, ale ma za to koncie Złotą Płytę, którą przyznano za 50 tys. sprzedanych egzemplarzy Del Piero Selection. Jest to osobista kompilacja ulubionych artystów piłkarza. Przy tej okazji narodziła się przyjaźń z Noelem Gallagherem z zespołu Oasis. Sezony 2009/2010 i 2010/2011 były katastrofą w wykonaniu Juventusu. Dwa siódme miejsca w lidze załamały kibiców Starej Damy. Odrodzenie przyszło wraz z powrotem do Turynu Antonio Conte. Były pomocnik spisał się świetnie na ławce trenerskiej w pierwszym rok pracy. Zespół, którego kapitanem był wciąż Del Piero, odzyskał po wielu latach scudetto i zameldował się w finale Pucharu Włoch. Ponowny triumf oznaczał również koniec Alexa w Juventusie. Kibice długo domagali się od zarządu Starej Damy przedłużenia umowy kapitana. Do dziś nie wiadomo jednak, dlaczego prezydent Andrea Agnelli nie doszedł do porozumienia z legendą klubu. Pinturicchio pożegnał się z sympatykami Bianconerich 13 maja 2012 r. w spotkaniu z Atalantą. Włoch strzelił bramkę, a w drugiej połowie został zmieniony przez Simone Pepe. Do końcowego gwizdka kibice nie skupiali się już na boiskowych wydarzeniach, tylko śpiewali na cześć na kapitana i oddawali mu hołd. Del Piero odbył rundę honorową wokół murawy, pozdrawiając fanów i zbierając od nich rzucane szaliki. Wiele osób płakało, było to jedno z najbardziej emocjonalnych pożegnań w historii piłki nożnej. Rok 2012 przywołuje również inne ciekawe wydarzenie, gdzie główną rolę odegrał Del Piero. W styczniu dwunastoletnia Giada Scalise oglądała mecz Juventusu w telewizji, kiedy dostała krwotoku mózgowego i zapadła w śpiączkę. Kilka dni po tym zdarzeniu, zdesperowani rodzice zwrócili się z prośbą o pomoc do gwiazd futbolu. Alex odpowiedział na apel. Piłkarz przysłał nagranie, w którym zwrócił się do dziewczynki: ,,Cześć Giada, z tej strony Alessandro Del Piero. Mam nadzieje, że się obudzisz tak szybko, jak to możliwe, aby obejrzeć wiele naszych meczów”. Pielęgniarki puszczały to codziennie pacjentce. Ku uciesze rodziców, po dwóch tygodniach dziewczynka w końcu się poruszyła i odzyskała przytomność. Ojciec małej Włoszki, Francesco Scalise powiedział lokalnej prasie, że nie ma wątpliwości, iż głos Pinturicchio przyczynił się do przełomu w całej sprawie. Giada musiała jeszcze trochę poczekać, aby ponownie zobaczyć Del Piero i Juventus w akcji. Niezależnie od tego, czy powiązanie słów Alexa z wybudzeniem dziewczynki było tylko przypadkiem, trzeba przyznać, że to podnosząca na duchu historia.
6
Żywe legendy futbolu:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani