2

@Safrani No ma, gdyż to wybitny był piłkarz na swojej pozycji...

5

@FCBparasiempre
Gary Neville to piłkarz, który zasłynął ze swojej nieograniczonej miłości do Manchesteru United. Ulubieniec trybun zajmuje 5 miejsce pod względem liczby występów w barwach klubu z Old Trafford. Anglik zakończył karierę piłkarską w 2011 roku, ale wciąż jest na ustach kibiców piłki nożnej, za sprawą swojej kariery w roli eksperta Sky Sports. Oto jego historia. Gary Neville urodził się 18 lutego 1975 roku w miejscowości Bury. Od samego początku popisywał się wysokimi umiejętnościami w grze w obronie tak samo, jak jego młodszy o dwa lata brat Phil. W wieku szesnastu lat dołączył do akademii piłkarskiej Czerwonych Diabłów i szybko zaskarbił sobie uwagę Sir Alexa Fergusona. Będąc kapitanem młodzieżowej drużyny United, zdobył Fa Youth Cup w 1991 roku. Szybko wspinał się w hierarchii klubowej i już następnego lata zadebiutował w pierwszej drużynie Manchesteru United, kiedy ta mierzyła się z Torpedo Moskwa w Pucharze UEFA. Młody obrońca należał do młodzieżowej rewolucji, która w latach 90. odmieniła oblicze klubu z Old Trafford. Wraz z Garym Nevillem do tej rewolucji należeli do niej tacy piłkarze jak Ryan Giggs, Paul Scholes, czy David Beckham. Kariera Gary’ego Nevilla zaczęła się rozwijać wraz z rozpoczęciem 1994 roku. Wtedy to zadebiutował w reprezentacji Anglii, występując w czterech spotkaniach na Euro 1994, dochodząc aż do półfinału. Dołączył także do pierwszej jedenastki United w wyniku kontuzji Paula Parkera. Także w tym samym sezonie do pierwszej drużyny został powołany jego brat Phil, który w przeciwieństwie do Gary’ego, grał na lewej obronie. Obrona złożona z braci Neville już od samego początku pomogła Manchesterowi w zdobywaniu trofeów, takich jak mistrzostwo Premier League i FA Cup w sezonie 1995/96. Manchester United w 1997 roku ponownie wygrał ligę, a Gary Neville w końcu doczekał się pierwszej bramki w swojej karierze w zremisowanym 3 do 3 meczu przeciwko Middlesbrough. Łącznie w swojej karierze tylko siedem razy trafi do siatki. Następny sezon Czerwone Diabły zakończyły w cieniu Arsenalu, który wygrał ligę i FA Cup, ale w sezonie 1998/99 to United ponownie zostało najlepszą drużyną Anglii. W lidze wyprzedzili Arsenal o jeden punkt, a w finale FA Cup odnieśli zwycięstwo nad Newcastle. Po pokonaniu Bayernu Monachium w dramatycznym finale Pucharu Ligi Mistrzów, Gary Neville nie tylko świętował zdobycie potrójnej korony, ale także najlepszy sezon w karierze, gdyż zagrał w aż 54 meczach we wszystkich rozgrywkach. W kolejnych sezonach Gary Neville był nieodłączną postacią swojego zespołu, do którego przychodziły kolejne gwiazdy w postaci Cristiano Ronaldo, Wayna Rooneya, Rio Ferdinanda czy Edwina van der Sara. Obrońca z czasem wyrósł na lidera swojej szatni i w listopadzie 2005 roku otrzymał opaskę kapitana, kiedy z zespołu odszedł dotychczasowy kapitan Roy Keane. Niestety w marcu 2007 roku Neville doznał kontuzji w meczu z Bolton Wanderers. Kontuzja sprawiła, że zakończył swoją przygodę z reprezentacyjną i zabrakło go w finale Ligi Mistrzów, gdzie Manchester pokonał Chelsea w rzutach. Okres ponad rocznej rekonwalescencji poświęcił życiu prywatnemu, poślubiając swoją dotychczasową partnerkę Emmę Hadfield. Powrócił do gry w sezonie 2008/2009 ale problemy ze zdrowiem sprawiły, że nie zawsze się pojawiał w wyjściowej jedenastce United. Mimo wszystko, w ostatnich latach, rozgrywał ponad 20 spotkań rocznie i wciąż był cennym piłkarzem dla swojego ukochanego klubu, któremu pomagał w zdobywaniu kolejnych trofeów. Wciąż był gotów do powrotu do reprezentacji, co sam przyznał w wywiadzie dla The Times przed mistrzostwami świata w RPA. „Nie oszukujmy się, mam już 35 lat na karku i od ponad roku nie grałem w kadrze. Skupiam się na występach w klubie, jednak jeśli Fabio Capello znajdzie dla mnie miejsce w składzie reprezentacji Anglii, to na pewno mu nie odmówię”. Jego nieustępliwość w pomaganiu reprezentacji i klubowi nie mogła trwać wiecznie. Już nie udało mu się wrócić do takiej formy, by ponownie zostać powołanym do reprezentacji, a kariera klubowa także kroczyła ku końcowi. Gary Neville przez całą sportową karierę był związany z Manchesterem United i nie wyobrażał sobie kończenia kariery w innym klubie. Ostatecznie 2 lutego 2011 roku, niedługo przed swoimi 36 urodzinami, postanowił zawiesić buty na kołku. Spędził łącznie 20 sezonów z pierwszą drużyną United i zapisał się w historii piłki nożnej do wąskiego grona sportowców takich jak m i.n Paolo Maldini czy Francesco Totti, którzy całą swoją karierę spędzili tylko i wyłącznie w jednym klubie.

Gary Neville pomimo niewysokiego wzrostu (1.80 m), był świetnym obrońcą, rozgrywającym i piłkarzem asekurującym luki w obronie, kiedy pozostali koledzy z drużyny ruszali do ofensywy. Sam też uczestniczył w wielu rajdach, ale brakowało mu umiejętności technicznych i ofensywnych, co nie było wielką przeszkodą przy innych talentach. Jego styl gry był bardzo prosty, gdyż nie wychodził ze swojej roli prawego obrońcy: „Eric Harrison, trener zespołu młodzieżowego, w którym grałem miał na mnie, nieświadomy wtedy, wpływ poprzez to, jak kazał nam oglądać mecze. Jako juniorzy Manchesteru United oglądaliśmy każdy mecz seniorów na Old Trafford. I on nalegał, powtarzał nam, byśmy nie patrzyli na piłkę i to gdzie ona leci, tylko oglądali mecz przez pryzmat naszej pozycji. Więc jeśli ktoś był bocznym obrońcą, to przez całe spotkanie śledził grę Denisa Irwina i Paula Parkera. Nawet jeśli piłka była na lewym skrzydle, to ja patrzyłem na to, jak ustawiał się prawy obrońca. Co robił, jaką część boiska asekurował, w którym momencie podłączał się do ataku.” Przez większość swojej kariery klubowej i reprezentacyjnej (378 spotkań) współpracował z Davidem Beckhamem grającym na prawej pomocy. Ich porozumiewanie się na boisku było niemal perfekcyjne. Często w trakcie kreowania akcji ofensywnych, Neville wybiegał na skrzydło, by odciągnąć obrońców rywali. Wtedy Beckham, słynący z precyzyjnych dośrodkowań, otrzymywał więcej wolnego pola do zagrania bezpośredniej piłki w pole karne rywala. Jednocześnie, w trakcie takich wypadów Nevilla, Beckham asekurował jego pozycję w obronie, na wypadek kontrataku rywali. Ten prosty podział ról sprawdzał się przez wiele lat, a piłkarze zaprzyjaźnili się ze sobą, także w życiu prywatnym. Gary Neville wystąpił w 85 meczach reprezentacji Anglii, najwięcej w historii spośród wszystkich prawych obrońców. Zadebiutował pod wodzą trenera Terry’ego Venablesa przeciwko Japonii w czerwcu 1995 roku. Dwukrotnie brał udział w mistrzostwach świata (1998, 2006, Mundial w 2002 pominął z powodu kontuzji) i trzykrotnie na Euro (1996, 2000, 2004). Nigdy nie zdobył żadnej bramki. Razem ze swoim bratem Philem Nevillem są rekordzistami wszechczasów w ilości występów braci dla tej samej reprezentacji: 142 spotkania. Gary Neville ośmiokrotnie wygrywał Premier League i pięciokrotnie był wybierany do drużyny roku Premier League. Trzykrotnie wygrywał FA Cup, EFL Cup i Tarczę wspólnoty, a także dwukrotnie sięgnął po Puchar Ligi Mistrzów: w 1999 i 2008 roku. We wszystkich rozgrywkach rozegrał łącznie 602 spotkania w koszulce Manchesteru United, co czyni go piątym najczęściej występującym piłkarzem w historii Czerwonych diabłów. Rozegrał 400 spotkań w Premier League, a 148 razy drużyna z nim w składzie zachowała czyste konto. Strzelił łącznie 7 goli, 5 w Premier League, 2 w rozgrywkach pucharowych. Po zakończeniu kariery piłkarskiej Gary Neville nadal chciał wiązać swoje życie z piłką nożną. Tuż po zakończeniu kariery przeszedł do telewizji Sky Sports w roli eksperta. Chciał jednak spróbować swoich sił także w karierze trenerskiej i w latach 2012-2016 był asystentem trenera w Reprezentacji Anglii. Dodatkowo, w trakcie sezonu 2015/16, prowadził hiszpańską Valencie. Niestety jego umiejętności trenerskie odbiegały od umiejętności piłkarskich i po zwolnieniu z funkcji trenera poprzestał na dalszym poszukiwaniu pracy w tej roli. Powrócił do swojej roli eksperta w telewizji Sky Sports, którym pozostaje aż do tej pory. Jest bardzo ceniony za swój profesjonalny styl podchodzenia do piłki nożnej jako całości, a nie tylko do zdobywanych goli. Tak skomentował sytuacje, kiedy swego czasu Charlie Adam strzelił bramkę z połowy boiska: „Jeśli miałbym zanalizować taką bramkę, to po prostu puściłbym ją w normalnym tempie, mówiąc: Świetny gol, brawo! I tyle. Dlaczego? Bo wszyscy przed telewizorami widzą, jak on to zrobił, co to za gol i ja nie mogę dodać niczego nowego od siebie. Nie chcę traktować widza jak idiotę, nie chcę go oszukiwać. Mnie bardziej interesuje, dlaczego ta drużyna wygrała? Jak dana drużyna wygrała? (…) Kluczem jest sposób oglądania meczu. Próba odczytania wszystkiego, co się dzieje, a nie ciągłe patrzenie na piłkę. Myślę, że wiele ludzi ogląda mecze, ale nie widzi, co się w nich dzieje.”

Statystyki i osiągnięcia:

Osiągnięcia zespołowe:

Manchester United

8x Mistrzostwo Angli: (1995–96, 1996–97, 1998–99, 1999–2000, 2000–01, 2002–03, 2006–07, 2008–09)

3x Puchar Angli:(1995–96, 1998–99, 2003–04)

3x Puchar Ligi: (2005–06, 2008–09, 2009–10)

3x Tarcza Wspólnoty: (1996, 1997, 2008)

2x Liga Mistrzów: (1998–99, 2007–08)

1x Puchar Interkontynentalny: (1999)

1x Klubowe mistrzostwo Świata: (2008)

0

@KamQiX No nie, to nie jest stanie w miejscu, owszem. Tylko czy to jest utrudnianie przeciwnikowi? Przecież z drugiej strony trudno oczekiwać żeby stanał jak słup soli! Poza tym były dwie sytuacje, w których sędzia mógł śmiało podyktować rzut karny dla Rayo. Jakby nie patrzeć, to wczoraj przeciwnik bardzo łatwo wchodził w pole karne, co już samo w sobie podlega głębokiej krytyce...

8

Wspaniałe legendy futbolu:

18 stycznia 1967 r. urodził się Roberto Baggio, m.in. wicemistrz świata z 1994 r. oraz zdobywca ,,Złotej Piłki France Football” z 1993 r. Początki kariery Roberto to rok 1981 i klub Vicenza. W sezonie 1984/1985 razem z zespołem awansował do Serie B, strzelił w nim 12 goli w 29 meczach. Po roku zadebiutował w Serie A meczem z Sampdorią, który odbył się 21 września 1986 roku. Pierwszego gola zdobył grając przeciw Napoli 10 maja 1987. Przełom nastąpił w sezonie 1987/1988. Baggio zdobył w nim 9 goli i został powołany na mecz towarzyski Włochów z Holendrami. Miało to miejsce w listopadzie 1988 roku. W następnym sezonie Roberto Baggio osiągnął z Fiorentiną finał Pucharu UEFA, w finale tym doznał porażki z innym zespołem z Italii - Juventusem. W 1990 roku we Włoszech odbywał się Mundial a Baggio znalazł się w kadrze. Niestety nie wystąpił w pierwszych dwóch spotkaniach. W pierwszym swoim występie przeciwko Czechosłowacji zdobył przepięknego gola, uznawanego za jednego z najpiękniejszych w historii mistrzostw. Włosi przegrali półfinał z Argentyną i mundial ukończyli na trzeciej pozycji. Po mistrzostwach Roberto przeszedł do Juventusu Turyn. W pierwszym sezonie zdobył 14 goli w 33 spotkaniach. W następnym sezonie w 32 meczach Serie A udało mu się strzelić 18 bramek. W sezonie 1992/1993 Baggio sięgnął z Juventusem po Puchar UEFA. Zdobył w tych rozgrywkach w 9 meczach 6 goli. W lidze z kolei osiągnął jeszcze lepszy wynik strzelając 21 goli w 27 spotkaniach.

W następnym sezonie zdobył swoją setną bramkę we włoskiej pierwszej lidze. Uwieńczeniem sukcesów i znakomitej gry było otrzymanie przez Roberto Baggio "Złotej Piłki" dla najlepszego piłkarza Europy. Na mundialu w Stanach Zjednoczonych Baggio stanowił o sile włoskiej reprezentacji. Uważany za najlepszego wówczas piłkarza świata Baggio, prezentował się znakomicie i zdobył w tym turnieju pięć goli, a Włosi dotarli aż do finału, w którym zmierzyli się z Brazylijczykami. W regulaminowym czasie żadnemu zespołowi nie udało się strzelić gola, konieczny był konkurs rzutów karnych. Baggio przestrzelił najważniejszą jedenastkę i tytuł Mistrzów Świata przypadł "Canarinhos". Nie strzelony karny przez(zdaniem wielu) najlepszego piłkarza owego czasu i całych mistrzostw, stał się jednym z najsłynniejszych i najważniejszych nietrafień w historii piłki nożnej. W 1995 wciąż w Juventusie Turyn osiągnął w końcu mistrzostwo Włoch. Kontuzja nie pozwalała mu wejść na maksymalne obroty. W Juventusie pojawiła się nowa gwiazda - Alessandro del Piero, a Baggio musiał wybierać – zostać w drużynie tracąc 1/3 swoich dotychczasowych dochodów, albo odejść. Wybrał drugie rozwiązanie. Zdecydował się na AC Milan, z którym także sięgnął po Mistrzostwo Italii. W 1997 zdecydował się przejść do Bolonii. 22 strzelone gole pozwoliły mu znaleźć się w kadrze Włoch na Mistrzostwa Świata we Francji w 1998 roku. Na tym mundialu zdobył dwie bramki. W ćwierćfinale jego reprezentacja natknęła się na późniejszych mistrzów świata Francuzów. W meczu konieczna była dogrywka, Baggio nie wykorzystał w niej stuprocentowej okazji, niecelnie strzelając z woleja, milimetry obok lewego słupka francuskiej bramki. Mimo wykorzystania jedenastki przez Roberto w konkursie rzutów Karnych Włosi odpadli.

Po Mistrzostwach trafił do mediolańskiego Interu. Baggio podpadł tam w konflikt z trenerem, a drużyna wylądowała w jego pierwszym sezonie w nowym klubie na 8. miejscu. Roberto zmienił klub - w 2000 roku stał się zawodnikiem Brescii, gdzie zakończył karierę (2004 rok). W między czasie odrzucił oferty takich gigantów jak Real Madryt, czy Arsenal Londyn. W pierwszym sezonie Baggio wraz z Brescią zajął najwyższe w historii klubu 7. miejsce. Dawało to klubowi możliwość gry w Pucharze Intertoto, w którego finale Brescia w przegrała z Paris Saint Germain. Na kolejne Mistrzostwa Świata już nie pojechał, nie został powołany przez Giovanniego Trapattoni'ego. Baggio, w ostatnim meczu w barwach Brescii zmierzył się z Milanem, była to ostatnia kolejka sezonu 2003/2004, zaś Milan świętował swoje 17-te mistrzostwo Włoch. Ostatni mecz w reprezentacji swojego kraju Roberto Baggio zaliczył 28 kwietnia 2004 roku przeciwko Hiszpanom. Trzykrotnie był wicekrólem strzelców włoskiej Serie A. W lutym 2005, już po zakończeniu zawodowej kariery piłkarskiej wystąpił w meczu charytatywnym na rzecz ofiar azjatyckiego tsunami na Camp Nou w Barcelonie. W marcu 2004 roku Pele umieścił go na liście "FIFA 100" - 100 jego zdaniem najlepszych piłkarzy w historii futbolu.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

10

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

18 lutego 1950 r. w Radomsku urodził się Jan Benigier, napastnik. Pierwsze piłkarskie lekcje pobierał w zespołach Stali i Czarnych w rodzinnym Radomsku. Jako 16-latek trafił do Hali Sportowej Łódź, gdzie pod okiem trenera Leszka Jezierskiego wywalczył z kolegami tytuł mistrza Polski juniorów. Po pół roku zaliczył debiut w II-ligowym Starcie. Z Łodzi przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie od 1970 r. występował dla Zawiszy. Dobre występy nad Brdą zaowocowały transferem na Śląsk. Do Ruchu ściągnął go czeski trener Michal Vičan. W Chorzowie współtworzył jedną z najlepszych drużyn lat 70. w polskiej piłce klubowej. Trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Polski (1974, 1975 i 1979) i raz po puchar Polski (1974). Chorzowska drużyna świetnie radziła sobie również w europejskich pucharach. W Pucharze UEFA odpadła w ćwierćfinale po ciężkim, zakończonym dogrywką boju z Feyenoordem, a w Pucharze Europy w tej samej fazie pechowo odpadli z AS Saint-Étienne. Kazimierz Górski powoływał go do kadry, ale głównie na mecze nieoficjalne. Znalazł się nawet w szerokiej kadrze piłkarzy na mistrzostwa świata w Niemczech, ale na mundial nie pojechał. Sam wspominał, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wielka jest konkurencja na jego pozycji, ale po cichu liczył, że w końcu przyjdzie jego czas. W oficjalnym meczu zadebiutował 24 marca 1976 r. z Argentyną. Latem pojechał z kadrą na igrzyska olimpijskie w Montrealu. Tam wystąpił jednak tylko w jednym spotkaniu. W wygranym 3:2 pojedynku z Iranem wszedł na boisko w 65. minucie, zmieniając Kazimierza Kmiecika. To był jego ostatni występ w kadrze, których uzbierał w sumie ledwie cztery. W Ruchu grał do 1980 r. Później swoim Polonezem wyjechał do Belgii, gdzie został zawodnikiem RFC Seraing, ale po dwóch latach wrócił do Chorzowa. Karierę kończył w bytomskiej Polonii, choć dał się jeszcze namówić na występy w Przemszy Siewierz. Pracował jako trener w GKS Tychy, Szombierkach Bytom, Polonii Bytom czy Rymerze Niedobczyce. Ukończył szkołę trenerów PZPN w Warszawie.

@Adran360
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

1

@misterio To prawda, masz absolutną racje! El Clasico to zawsze El Clasico!

0

@JimMorrisonFCB Nic takiego nie miało miejsca jak uniemożliwianie Inigo Martinezowi udział w akcji. po prostu na niego wpadł. Gol powinien być uznany

8

Wybitne legendy trenerskie:

18 lutego 1933 r. urodził się Robert Wiliam Robson, legenda brytyjskiego futbolu, napastnik, pomocnik oraz wybitny trener m.in. FC Barcelony. Ten angielski ,,gentelmen” już od samego początku miał niesamowicie utrudnione zadanie, gdyż do Barcelony przyszedł jako następca samego boskiego Johana Cruyffa. Presja jaką na nim wywierano była wręcz kolosalna, a na dodatek, obojętnie czego by nowego nie wprowadził do drużyny, wszystkie jego nowatorskie pomysły na ustawienie i sposób gry, spotykały się z niesamowitą falą krytyki. Pomimo tej całej niezbyt przyjemnej otoczki, Bobby Robson nie ugiął się, a wszystkich niedowiarków przekonał do siebie dzięki odniesionym przez zespół wynikom. Barça, pod wodzą Anglika, zdołała uplasować się na drugim miejscu w Primera División i sięgnąć po dwa puchary. Pierwszym z nich był Puchar Zdobywców Pucharów, kiedy to wyższość Katalończyków musieli uznać zawodnicy z Paris Saint Germain przegrywając 0:1, jak również Copa del Rey, w finale to którego Betis Sevilla dał sobie wbić na Santiago Bernabéu 3 gole, strzelając przy tym tylko dwa. Kiedy to cała zwycięska drużyna powróciła do swego miasta, w tamtejszej twierdzy, Camp Nou, została przywitana niczym mityczni herosi. Pomimo tego, że Robsonowi dobrze wiodło się w roli szkoleniowca, od samego początku było wiadomo, że jego kadencja długo nie potrwa, gdyż w kolejce już od dawna stał trener, wydawało się - genialny, który to z Ajaxem Amstrerdam zdobył wszystko, co było do zdobycia i jeszcze trochę. Chodzi oczywiście o Luisa Van Gaala. Kiedy Holender zasiadł na ławce Camp Nou, Anglik musiał szybko podjąć decyzję co dalej, dlatego też przychylił się ku propozycji przystąpienia do zarządu FC Barcelony. Wcześniej jednak, kiedy to właśnie on jeszcze dowodził zespołem, udało mu się wypromować zawodnika, który może się poszczycić mianem jednego z najlepszych napastników w historii futbolu. Nikt chyba nie może zakwestionować geniuszu Brazylijczyka Ronaldo, który z miejsca został Pichichi Ligi Hiszpańskiej i ulubieńcem fanów Blaugrany, podobnie jak jego 'riserczer'. Sir Bobby Robson opuścił stolicę Katalonii w lecie 1998 roku, po tym, jak niezwykle kuszącą ofertę złożyło mu PSV Eindhoven.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

9

,,The Citizens” byli wówczas jeszcze za słabi na ,,nas”:

18 lutego 2014 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe Manchester City 0:2 w 1/8 Ligi Mistrzów. ,,Obywatele” długo świetnie dawali sobie rade z Blaugraną ale w 53 minucie Demichelis w jednym ze swoich słynnych ,,zaćmień” sfaulował w polu karnym Messiego, za co wyleciał z boiska a napastnik Barçy wykorzystał jedenastke. Manuel Pellegrini tak się pieklił na sędziego Jonasa Erikssona że potem dostał 2 mecze dyskwalifikacji a ekipa Chilijczyka ostatecznie poległa u siebie 0:2. Drugiego gola dołożył Dani Alves w 90 minucie.

@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

7

Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:

18 lutego 2003 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Inter Mediolan 3:0 w ramach drugiej rundy fazy grupowej Champions League po golach Savioli, Cocu i Kluiverta.



@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

0

@DTMisTheBest A co to znaczy: jakiś madryciok zhakował ci konto?

9

Hattrick Rivaldo w Pucharze Hiszpanii:

18 lutego 1998 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Saragosse 5:2 w pierwszym meczu półfinału Copa del Rey. W rezultacie taki wynik zapewnił Blaugranie awans do finału, gdyż w rewanżu na ,,La Romareda” podopieczni Luisa Van Gaala bezbramkowo zremisowali z tymże rywalem. Gole dla Barçy strzelali: Rivaldo(3, 6 i 47 minuta), Giovanni(11 minuta) oraz Luis Enrique(20 minuta).

@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

0

@Mitch_Atleta No wybacz ale ja nie widze tam żadnego bloku!

8

Towarzyskie El Clasico:

18 lutego 1920 r. FC Barcelona rozgromiła Real Madryt 7:1 w meczu towarzyskim. Hattrickiem popisał się genialny Paulino Alcantara a pozostałe gole dla Blaugrany strzelili: Vinyals, Sancho, Plaza oraz Lakatos. Pamiętajmy że wówczas mecze towarzyskie traktowano bardzo poważnie.

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360

0

@Mitch_Atleta Zawodnik Rayo, który był na spalonym uniemozliwił Inigo dobiegnięcie do zawodnika oddającego strzał? W jaki sposób? Przecież ten zawodnik stał w miejscu(!) więc nie mógł tego zrobić. Inigo zwyczajnie na niego wpadł!

0

@Mitch_Atleta Już napisałem o tym że w tej sytuacji nie zostały złamane przepisy gry i sędzia powinien uznać tego wyrównującego gola. Ja wiem że każdy cule powinien opowiadać się za swoim ukochanym klubem ale bądźmy obiektywni i sprawiedliwi, sędzia ewidentnie nam w tej sytuacji bardzo pomógł...

0

@Pedri16Future trolujesz? A co to wogóle za słowo?

0

@Mitch_Atleta No i właśnie w tym jest cały problem dyskusji że ja stanowczo obiektywnie uważam że nie wygraliśmy uczciwie a to dlatego że sędzia powinien uznać gola dla Rayo w pierwszej połowie a poza tym śmiało były podstawy do podyktowania co najmniej jednego karnego dla Rayo. Na tym polega stanowczy optymizm z mojej strony...

0

@Mitch_Atleta Ha ha ha, ukrytym kibicem Realu!? Nie jestem ślepy acz tylko i wyłącznie stanowczo obiektywny!

0

@Filipem Wygraliśmy tylko dlatego że nam sędzia pomógł, w normalnych okolicznościach to powinien być remis a nawet wygrana Rayo. Choćby przytrzymywanie przez Cubarsiego w polu karnym to powinien być rzut karny!

0

@Pedri16Future Piłkarz Rayo, który strzelił gola nie był na pozycji spalonej a ten, który był na spalonym nie brał udziału w grze...

0

@Pedri16Future Nie uznał prawidłowo strzelonego gola przez Rayo w pierwszej połowie, gdzie nie było mowy o spalonym!

11

Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak FC Barcelona nie może istnieć bez historii:

Na początku lat 20-tych ubiegłego wieku w FC Barcelonie powstała komisja, której zadaniem było wskazanie terenów pod budowę nowego stadionu. Ostatecznie znaleziono odpowiednie miejsce przy skrzyżowaniu ulicy Numancia z Travessera de Les Corts. Była to działka, na której znajdował się ,,Can Ribot”, zbudowany w XVI wieku trzypiętrowy wiejski dom, znany także jako ,,Can Guerra”. I tak 18 lutego 1922 r. prezydent Joan Gamper podpisał dokument nabycia ,,Can Ribot”. Następnego dnia, podczas zorganizowanej w tym miejscu ceremonii, wmurowano kamień węgielny pod budowę nowego stadionu ,,Camp de Les Corts”. Kilka dni później, wraz z początkiem robót, dom został zburzony. Wmurowanie kamienia pod budowę nowego stadionu zamieniło się w miejską fieste. Zorganizowano defiladę od stadionu Escopidora do terenów, na których miał stanąć nowy obiekt. Na czele pochodu szło 4 agentów Gwardii Miejskiej oraz Emili Ardevor, mistrz Katalonii w zapasach i członek tej sekcji, istniejącej w latach 1924-28, który niósł flagę Blaugrany. Orszak uzupełniały 4 drużyny klubu a także tłum ciekawskich i kibiców, którzy spontanicznie dołączyli do defilady. Po dotarciu na miejsce ojciec Lluis Sabater, kapelan klubu i socio numer 79, którego tygodnik ,,Xut” nazwał księdzem sałatą, pobłogosławił pierwszy kamień stadionu Les Corts, zaś Gamper zwrócił się do obecnych w języku katalońskim. Następnego dnia ruszyły prace przy budowie nowego obiektu.

@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

0

@Pedri16Future Oczywiście że z silnym, zgadza sie. Powiem więcej, gdyby nie błędy sędziowskie, to te silne Rayo powinno z nami wygrać wczoraj....

0

@szela1899 Uważam że jednak troche zawiedliśmy z Atletico, gdyż za wszelką cene całym zespołem chcielismy się ,,wepchać" do bramki a tak z Atletico(bardzo dobrze kontrującym) nie powinno się grać...!

2

Po obejrzeniu wczorajszego meczu z Rayo Vallecano to wogóle mnie nie przekonuje taka gra ,,naszej" Barcuni. Taka gra jak wczoraj nie przyniesie nam sukcesów, chyba że to się szybko poprawi. Poza tym mielismy troche szczęścia, gdyż tym razem to nam a nie ,,prześcieradłom" sprzyjał sędzia...

6

Żywe legendy rodzimego futbolu:

17 lutego 1972 r. urodził się Cezary Kucharski. Obecnie najbardziej znany jak rzutki menadżer i były już agent Roberta Lewandowskiego. W przeszłości Kucharski był jednak głównie skutecznym napastnikiem słynącym z ambicji i zawziętości. Jego charakter dobrze ilustruje historia z czasów gry w Stomilu Olsztyn. ,,Kucharz” wypożyczony przez Legie do niżej notowanego zespołu chciał udowodnić całemu światu że nadaje się jeszcze do gry na wyższym poziomie. W starciu z Polonią Warszawa brutalnym wślizgiem rozciął mu jednak łydke obrońca Tomasz Ciesielski. Za ten faul otrzymał tylko żółtą kartke. Zdenerwowany Kucharski leżąc na noszach wziął piłke… i uderzył nią sędziego w głowe. Arbiter pokazał mu więc czerwień. Na usprawiedliwienie Kucharskiego, rana była bardzo głęboka. Widać było nawet mięśnie. Sprawą zainteresowała się policja. Lekarze zaś stwierdzili że wystarczyłoby parę milimetrów aby zakończyć karierę tego zawodnika. Ostatecznie po miesiącu Kucharski zameldował się znów na murawie. Cel udało mu się wypełnić. Wrócił do Legii, zdobył z nią mistrzostwo Polski a potem pojechał na mundial i zagrał 65 minut w meczu z USA. W całej karierze w Ekstraklasie strzelił 90 goli w 256 meczach, co daje średnią 0,35 gola na mecz. Swój najlepszy sezon pod tym względem zaliczył w premierowej edycji. Jako gracz Siarki Tarnobrzeg 14-krotnie pokonał bramkarzy przeciwników. Do dziś z dorobkiem 20 goli jest najskuteczniejszym zawodnikiem Siarkowców w historii ich występów w Ekstraklasie. Największe sukcesy odniósł jednak razem z Legią. W barwach Wojskowych dwukrotnie był mistrzem Polski, zdobył Puchar Polski oraz Puchar Ligi. Imponująco wygląda także jego dorobek z europejskich pucharów. Dla stołecznej drużyny zdobył w nich w sumie aż 10 goli, co stawia go w klasyfikacji wszechczasów tylko za Deyną, Radoviciem, Pieszką, Kuchararczykiem i Żmijewskim. Pokonał m.in. bramkarzy Utrechtu, Besiktasu czy(dwukrotnie) Panathinaikosu Ateny. W reprezentacji Polski zagrał 17 meczów i strzelił 3 gole, w tym m.in. w starciu z Brazylią w składzie z Ronaldo i Romario. Był członkiem reprezentacji na MŚ w 2002 r. i zagrał na turnieju przeciwko USA. Został w ten sposób15-tym piłkarzem Legii w historii z występem na mundialu. Poza Polską grał w Szwajcarii, Hiszpanii oraz Grecji. Najdłuższy rozbrat z ojczyzną trwał jednak półtora sezonu, choć w pierwszym z tych krajów strzelił aż 18 goli w 45 meczach. Kariere zakończył w 2006 r. Później został posłem na Sejm a obecnie jest znanym menadżerem.

@Adran360
@Culer9002
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

1

To co dziś zyskamy a licze na 3 punkty, to nie wykluczone że stracimy w następnej kolejce w Las Palmas, przecież już nie raz tak bywało że och! i ach! a potem upadek z wysokiego konia. Oby moje dywagacje się nie sprawdziły. Zresztą nie mamy pewności czy zgarniemy dzisiaj te 3 punkty...?

8

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:


17 lutego 1933 roku w Warszawie urodził się Krzysztof Baszkiewicz. Zaczął grać w piłkę w zespole OMTUR Bielany, skąd w 1949 roku jeszcze jako junior przeniósł się do Budowlanych Wola. Po trzyletnim pobycie w gdańskiej Lechii, w 1953 roku trafił do Gwardii Warszawa, szybko stając się jednym z najlepszych zawodników tego klubu. Mając u boku tak wyśmienitych piłkarzy jak bramkarz Tomasz Stefaniszyn czy Edmund Zientara i Stanisław Hachorek w 1954 roku zdobył Puchar Polski. Gwardziści w finale dwukrotnie mierzyli się z Wisłą Kraków. Pierwsze spotkanie w Warszawie zakończyło się wynikiem 0:0, a z powodu zapadających ciemności zostało przerwane. W powtórzonym finale, we Wrocławiu Gwardia wygrała 3:1, a jedną z bramek zdobył Krzysztof Baszkiewicz. Dwa gole dla gwardzistów dołożył Stanisław Hachorek, a dla rywali trafił Włodzimierz Kościelny. W sezonie 1955/56 Gwardia Warszawa, jako pierwsza w historii reprezentowała Polskę w europejskich pucharach. Została zgłoszona do Pucharu Mistrzów (zastępując decyzją władz piłkarskich Polonię Bytom). Po bezbramkowym remisie z Djurgårdens Sztokholm, spotkanie rewanżowe ze Szwedami odbyło się na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie (w obecności 25 tysięcy widzów). Niestety przegrali 1:4, ustępując bardzo twardo grającym rywalom. Na pocieszenie naszej drużynie został pierwszy w historii gol zdobyty w tych rozgrywkach przez Krzysztofa Baszkiewicza. W 1957 roku ze swą drużyną był bliski zdobycia mistrzostwa Polski, jednak ligowa karuzela pozwoliła tylko na wywalczenie drugiego miejsca, tuż za Górnikiem Zabrze. Tego wyniku gwardziści już nigdy nie powtórzyli… W barwach Gwardii Warszawa Baszkiewicz rozegrał 173 mecze i strzelił 66 bramek. 29 maja 1955 zadebiutował w reprezentacji Polski w meczu towarzyskim z Rumunią, zremisowanym 2:2. W sumie w kadrze naszego kraju wystąpił w 20 spotkaniach i zdobył 4 gole. Jego karierę przerwała kontuzja, której nabawił się w meczu z Odrą Opole – tuż przed igrzyskami olimpijskimi w Rzymie. W latach 1964–1965 był asystentem trenera w reprezentacji Polski U-19. Zmarł w Warszawie 25 listopada 1993, miał zaledwie 60 lat…


@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Adran360

Media

Sonda

Czy Barcelona powinna sprzedać Ferrana Torresa?