FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
36 obserwujących
0 obserwowanych
Czy Barcelona powinna sprzedać Ferrana Torresa?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
11
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
22 marca 1917 r. urodził się Ewald Cebula, obrońca. Spora była grupa piłkarzy, którym II Wojna Światowa zabrała najlepsze lata kariery. Trwała w końcu blisko 70 miesięcy. Jeśli ktoś miał na jej początku 22 lata, to wyzwolenia doczekał tuż przed trzydziestką, czyli w wieku bliskim kresu kariery, zwłaszcza w tamtych czasach. Taki los był także udziałem Cebuli. Mimo to zdołał zapisać swą niepowtarzalną karte w dziejach ligi. Zdarzyło się kilku zawodników Ekstraklasy, którzy zagrali w reprezentacji Polski zarówno przed wojną, jak i po zakończeniu okupacji. Tylko jeden z nich powołany został natomiast na dwa wielkie turnieje międzynarodowe w obu okresach. Był nim właśnie Ewald Cebula. W 1938 znalazł się w składzie zgłoszonym na mistrzostwa Świata. Ostatecznie jednak został w domu, ponieważ Polska nie miała wystarczających środków finansowych aby zabrać wszystkich zgłoszonych zawodników. Czternaście lat później pojechał już na Igrzyska Olimpijskie do Helsinek. Tam wystąpił tylko w meczu rundy wstępnej z Francją i doznał wtedy poważnej kontuzji kolana. Te wydarzenia przedzieliła cezura wprowadzona do światowej historii przez Adolfa Hitlera 1 września 1939 r. Jeszcze 4 dni wcześniej Cebula był jednym z współautorów znakomitego zwycięstwa 4:2 nad Węgrami, uznawanego za kapitalny polski triumf reprezentacyjny przed II Wojną Światową. ,,Cebula początkowo sztywny, nagle się rozruszał. Nie był może ideałem kierownika ataku ale zawziętością swą i nieustępliwością w walce stwarzał defensywie węgierskiej sporo kłopotów”- pisano o nim w ,,Przeglądzie Sportowym”. Selekcjoner kadry Józef Kałuża powołał go tez na kolejny mecz, który miał się odbyć tydzień później, przeciwko Bułgarii. Ostatecznie jednak Cebula zamiast na murawie, znalazł się na froncie. Grał w czasie wojny dla TuS Schwientochlowitz i był kandydatem do gry w kadrze III Rzeszy. Kiedy jednak otrzymał powołanie do Wermachtu, udało mu się zbiec do Armii Andersa. We Włoszech, przez które wiódł jego szlak bojowy , grywał w drużynie wojskowej, był zawodnikiem klubu Ancona Calcio i podobno zachwyciło się nim nawet Lazio Rzym. On zdecydował się na powrót do Polski. W Ekstraklasie ponownie pojawił się w 1948 r. w barwach Ruchu Chorzów. Działo się to już 13 lat po jego debiucie w najwyższej klasie rozgrywkowej a zarazem… 12 po rozegraniu ostatniego meczu w elicie. Jego pierwsze zetknięcie z tym szczeblem było bowiem krótkotrwałe. Zaliczył je w Śląsku Świętochłowice, który w kolejnej edycji, po premierowym występie Cebuli, spadł z ligi i już do wybuchu wojny nie zdołał powrócić do elity. Sam zawodnik pozostał zaś wierny temu klubowi. Do mundialowej kadry został więc powołany jako przedstawiciel A klasy, czyli ówczesnego drugiego poziomu rozgrywek. Do Ekstraklasy powrócił w barwach nie tylko innego klubu ale też… z nowym imieniem. Komunistyczne władze wymogły na nim zmiane niemiecko brzmiącego Ewalda na Edwarda. Zresztą Cebula z racji Andersowskiej przeszłości był szczególnie narażony na szykany ze strony notabli. Uratował go od większych prześladowań Wiktor Markiewka, były napastnik Śląska Świętochłowice a po wojnie poseł. ,,Edward” odwdzięczył się znakomitą grą.
Z początku wspomagał Gerarda Cieślika, Henryka Alszera i Czesława Suszczyka w ataku. Z czasem jednak trenerzy zczeli go cofać. Skończył ostatecznie jako środkowy obrońca.. Nie była to dla niego nowość. Jeszcze w 1939 selekcjoner reprezentacji przesunął go w trakcie gry na tą pozycje w meczu ze Szwajcarią. Wszechstronny zawodnik wszędzie odnajdował się z równym powodzeniem. Z Ruchem Chorzów wywalczył 2 mistrzostwa Polski(w tym jedno przyznane za zdobycie Pucharu Polski). Do historii przeszedł szczególnie drugi z tych tytułów. Przed sezonem 1952 świeżo upieczonemu Olimpijczykowi powierzono funkcje pierwszego szkoleniowca. Z zadania wywiązał się bez zarzutu. Doprowadził klub do wygranej w Ekstraklasie. Co więcej, dowodził nim nie z ławki rezerwowych ale z boiska! Rozegrał 8 z 12 spotkań tamtej edycji. Dzięki temu stał się jedynym w dziejach polskiego futbolu grającym trenerem z mistrzowskim tytułem w Ekstraklasie. Nie ograniczył się tylko do statystowania w tym triumfalnym pochodzie. ,,Przegląd Sportowy” uznał go boiskowym bohaterem pierwszego z dwóch spotkań finałowego dwumeczu(wtedy dwie najlepsze drużyny w tabeli spotykały się w bezpośrednim starciu decydującym o tytule), który Ruch wygrał aż 7:0! z Polonią Bytom. Był wówczas jedynym zawodnikiem, który w Ekstraklasie grał jeszcze w sezonie 1935. Od 1949 r. wraz ze Stanisławem Baranem z ŁKS tworzyli duet jedynych formalnych uczestników mundialu występujących na polskich boiskach w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mistrzostwo zdobyte w roli grającego trenera jednocześnie zakończyło jego wyczynową karierę. Pozostał jednak szkoleniowcem klubu. Udało mu się obronić mistrzostwo w kolejnym sezonie a przy kolejnym powrocie do klubu brał udział w triumfie w 1960 r. Mistrzostwo zdobył też z Górnikiem Zabrze w 1963. Czyni to z niego jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w historii ligi. To on dał ponadto zadebiutować 16-letniemu Lubańskiemu w lidze. Wielokrotnie pełnił role asystenta selekcjonerów. Przed słynnym meczem z ZSRR w 1957, osobiście długo namawiał Henryka Reymana, by dał szanse późniejszemu bohaterowi potyczki- Gerardowi Cieślikowi. Podczas zgrupowanie przed tym starciem musiał się też opędzać od natrętnego wynalazcy, który próbował mu wcisnąć maszyne… do przepowiadania składu. Po zakończeniu kariery nadano mu członkostwo honorowe PZPN. Zmarł 1 lutego 2004 r. w Chorzowie.
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
12
Wybitne legendy Blaugrany:
22 marca 1922 r. urodził się Mariano Gonzalvo Falcon(znany bardziej jako Gonzalvo III), pomocnik, bez wątpienia najlepszy z trojga braci przebywających w FC Barcelonie. W latach 40-tych i 50-tych wielu ekspertów uważało go za najlepszego pomocnika ligi. Początki z Dumą Katalonii nie były łatwe, gdyż trenerzy nie zauważyli jego doskonałego talentu. Szukając ogrania przeniósł się na jeden sezon do Saragossy. W końcu dostał się do składu Blaugrany, obok takich znakomitości jak Ramallets, Segarra, Escola, Basora, Cesar Rodriguez i genialny Kubala. Gonzalvo prezentował wspaniałą technikę, która onieśmielała kolegów z zespołu. Dobra gra głową to również był jeden z wielu atutów Gonzalvo. Kariere zakończył w Club Deportivo Condal w 1957 r. Przypomne tylko iż Condal to był pierwotnie drugi zespół FC Barcelony. Mariano grając w Dumie Katalonii zdobył 5 mistrzostw Hiszpanii, 3 Puchary Hiszpanii, 2 Puchary Łacińskie oraz 3 Puchary Evy Duarte.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
@LOPEZ16 Miałem na myśli oczywiście zwycięstwo Argentyny. Tak się czasami mówi po zwycięstwie: Mamy to!
1
Mamy to! Urugwaj pokonany na własnej ziemi! Warto było nocke zarywać, zwłaszcza dla tego prześlicznego gola strzelonego przez Thiago Almade, jeśli się nie myle to pierwszego przeciw Urugwajowi. Wprawdzie Celestes zawsze są groźni u siebie ale wczoraj o dziwo nie mieli w zasadzie nic do powiedzenia. Swoją drogą coż to za sprawiedliwość żeby mistrz świata musiał grać eliminacje...?
Viva la Argentina! Para siempre!
4
Prosze nie robić krzywdy Litwie, w końcu to nasza druga ojczyzna...
2
@Lionel_Messi10 Aaa Cristian Romero! No to pisz troche bardziej po ludzku...!
Ps. Bardzo obawiam się tego starcia. Urugwaj na ,,Centenario" jest bardzo groźny! remis biore w ciemno...
1
@Lionel_Messi10 A kim jest do cholery Cuti?
2
@Sysia11 Podłączam się do pytania
14
Wybitne legendy futbolu:
21 marca 1961 r. urodził się Lothar Matthäus, niemiecki obrońca i defensywny pomocnik. 8 marca 2000 roku, o godzinie 22:37 na Stadionie Olimpijskim odbyło się uroczyste pożegnanie zasłużonego gracza Bayernu, Lothara Matthäusa. Zgromadzona w komplecie publiczność dopingowała swoją drużynę podczas ważnego, europejskiego meczu z Realem Madryt. Wygrane 4:1 spotkanie dla Matthäusa było zarazem ostatnim, wynikającym z umowy meczem w monachijskiej drużynie. Opuszczającego w 90 minucie murawę, zawodnika z numerem 10 publiczność nagrodziła nieustającymi brawami oraz wszelakimi transparentami pożegnalnymi. W Monachium Matthäus spędził 12 lat, jednak początki jego kariery związane są z FC Herzogenaurach. Tam po raz pierwszy podpisał kontrakt zawodowy. Niedługo potem menadżer Borussii Mönchengladbach zauważył utalentowanego 18-latka i w 1979 roku Lothar zmienił pracodawcę. Po 5 latach, młody obrońca ostatecznie zdecydował się na FC Bayern, gdzie nastąpił gwałtowny "rozkwit" jego kariery. 7 razy cieszył się z Mistrzostwa Niemiec (1985-87, 1994, 1997, 1999, 2000), 3-krotnie z Pucharu DFB (1986, 1998, 2000) i w 1996 roku z Pucharu UEFA. Szczęśliwa pasa przerwana została w 1988 roku, kiedy Matthäus został wypożyczony do włoskiego Interu na 4 lata. W tym czasie zdobył Mistrzostwo Italii (1989) oraz Puchar UEFA (1991). Ukoronowaniem wysiłku niemieckiego obrońcy było zdobycie z reprezentacją kraju Mistrzostwa Świata w 1990 roku. W drużynie narodowej wystąpił aż 150 razy, co nie udało się nikomu wcześniej. Rozegrał również 302 spotkania ligowe dla Bayernu, trafiając 85 razy do siatki przeciwnika. W 1990 i 1999 roku odznaczono go mianem "Najlepszego Piłkarza Niemiec". Dodatkowo w 1990 roku został zauważony w Europie, a w 1990 i w 1991 roku wybrano go "Najlepszym Piłkarzem Świata". Lothar Matthäus jako jeden z dwóch graczy na świecie brał udział w 5 Mistrzostwach Świata. Jako piłkarz Matthäus odznaczał się szybkością, chęcią do walki, siłą strzału i odpowiedzialnością, jednak jego najważniejszą umiejętność stanowiły przejrzyste, dokładne i długie podania, często gwarantujące sukces. Wiosną 2000 roku, po oficjalnym meczu pożegnalnym z udziałem wielu gwiazd światowego futbolu, Lothar opuścił klub. Dziś swoją pracę kontynuuje jako trener. Nie wyklucza również powrotu do Bayernu w tej roli za kilka lat.
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
10
Blaugrana w europejskich pucharach:
21 marca 1984 r. FC Barcelona poległa na ,,Old Trafford” 3:0 w rewanżowym pojedynku ćwierćfinałowym Pucharu Zdobywców Pucharów. Co prawda w pierwszym meczu Blaugrana wygrała 2:0, lecz w rewanżu nie miała nic do powiedzenia wobec takich przeciwników jak Robson, Wilkins, Stapleton czy Whiteside.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Safrani Ja natomiast pole orałem i do lasu jeździłem wycinać drzewa...
11
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
21 marca 1979 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou w meczu rewanżowym Ipswich Town 1:0 w ramach ¼ Pucharu Zdobywców Pucharów. W obliczu rewanżu barceloński tygodnik ,,Don Balon” publikuje zestawienia zawodników najlepiej zarabiających. Otwierają listę dwukrotny wicemistrz świata holender Neeskens i Austriak Krankl. Obaj starają się przekonać że są warci krociowych honorariów ale jedynego gola strzela doświadczony reprezentant Hiszpanii obrońca Migueli. W pierwszym meczu Ipswich wygrało 2:1 a więc te 1:0 i klucz podwójnego liczenia goli ,, wyjazdowych" otwiera Blaugranie drzwi do półfinałów.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Adran360
@Arkon
1
@Safrani Aaa no rzeczywiście coś mi się tam obiło. W tamtych latach nie śledziłem Widzewa jak wcześniej, czy teraz...
1
@Safrani A kto to taki? Pierwszy raz o nim słysze?
11
Szanowni cules, pamiętamy i nigdy nie zapominamy:
Feliz cumleaños panie Ronaldzie! Z okazji 62 urodzin
Feliz cumpleaños panie Ronaldo de Asis Moreira! Z okazji 45 urodzin
Feliz cumpleaños panie Alba! Z okazji 36 urodzin
Cóż za wybitne legendy Blaugrany obchodzą dzisiaj urodziny! To trzeba uczcić, choćby lampką wina… ale po pracy oczywiście
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
7
@FCBparasiempre
Kiedy Roman
Siergiejewicz Zobnin zawalił w ostatnim meczu Euro 2020 Dania – Rosja gola na
2:0, nieostrożnym podaniem otwierając drogę do bramki Yussufowi Poulsenowi,
duńskojęzyczne zakamarki internetu zasypane zostały imieniem i nazwiskiem dość
często występującym w Skandynawii: Jesper Olsen. Dlaczego? Wiąże się to z
jednym konkretnym Jesperem Olsenem, niegdyś niepozornej postury blondwłosym chłopakiem,
który właśnie kończy 64 lata. Wypatrzony jako nastolatek przez Ajax, skrzydłowy
znany jako „Pchła” przez trzy lata popisywał się na holenderskich boiskach
dryblingami, unikaniem wślizgów, szybkością. Należał do drużyny, która
bombardowała przeciwników golami, m.in. rozbijając Feyenoord 8:2!(Olsen został
zawodnikiem meczu). Miał okazję grać z samym Johanem Cruyffem; to właśnie Olsen
asystował przy pamiętnym i tylekroć pokazywanym golu z rzutu karnego. W zespole
byli także jego rodacy, Søren Lerby i Jan Mølby, później gracze odpowiednio
Bayernu i Liverpoolu a także Wim Kieft, Gerald Vanenburg, Marco van Basten oraz
Frank Rijkaard. Jesper zadebiutował w kadrze jeszcze jako zawodnik Næstved IF,
w towarzyskim meczu ze Związkiem Radzieckim. Już jako piłkarz Ajaxu strzelił
dwa gole w eliminacjach do Euro 1984, w tym decydującą bramkę na 2:2 w ostatnich
chwilach spotkania z Anglią na Wembley. Pojechał z kadrą do Francji i wystąpił
w meczu otwarcia przeciwko gospodarzom, zmieniając na prawym skrzydle Franka
Arnesena z mocnego wówczas Anderlechtu (w przyszłości zdobywcę Potrójnej Korony
z PSV) chwilę po trafieniu Michela Platiniego na 1:0. W 87. minucie Olsen
nieprzepisowo zatrzymał Manuela Amorosa, a wściekły obrońca Trójkolorowych
najpierw niecelnie rzucił w Duńczyka piłką, po czym po prostu walnął mu w czoło
z główki. Niemiec Volker Roth natychmiast wyrzucił zawodnika gospodarzy z
boiska, lecz i Jesper otrzymał żółtą kartkę. Mimo przewagi jednego gracza,
podopieczni Seppa Piontka nie zdołali wyrównać. Reprezentacja Danii straciła
być może największą gwiazdę: Allana Rodenkama Simonsena. Były gracz Borussii
Mönchengladbach i FC Barcelony oraz zdobywca Złotej Piłki to również ciekawa
postać, temat na osobny tekst. Turniej zakończył w straszny sposób już w
pierwszej połowie starcia w Paryżu: Yvon Le Roux złamał mu nogę. Simonsena
zastąpił John Lauridsen z Espanyolu. Trener Piontek miał do dyspozycji kilku
ciekawych piłkarzy. Oprócz wspomnianych już w tekście Arnesena i Lerby’ego byli
to choćby Michael Laudrup, Morten Olsen (Anderlecht), John Sivebæk (w
przyszłości piłkarz Manchesteru United), Preben Elkjær Larsen czy Ivan Nielsen.
Drużyna pojechała do Lyonu i rozbiła Jugosławię 5:0, po czym wywalczyła awans w
Strasbourgu, pokonując Belgię 3:2, choć Enzo Scifo, Jan Ceulemans, Jean-Marie
Pfaff i koledzy zaczęli od prowadzenia 2:0. W półfinale czekali zwycięzcy drugiej
grupy: Hiszpanie. Wynik meczu w Lyonie otworzył Lerby już w siódmej minucie. W
67. Wyrównał Antonio Maceda, wobec czego Piontek powtórzył manewr z pierwszego
spotkania i zmienił Arnesena, a wpuścił Olsena. I tym razem 23-letni wtedy
Olsen nie wpłynął na grę na tyle, by Duńczycy zdobyli gola, zarobił jednak znów
żółtą kartkę. W dogrywce z powodu drugiego żółtego kartonika boisko opuścić
musiał Klaus Berggreen. Wynik 1:1 utrzymał się do ostatniego gwizdka, o awansie
do finału zadecydować miały rzuty karne. Skuteczniejsi okazali się podopieczni
Miguela Muñoza, zwyciężając 5:4. Olsen nie mógł sobie nic zarzucić, gdyż swoją
okazję wykorzystał. Jako jedyny pomylił się Elkjær, który fatalnie
przestrzelił. Po turnieju tak Mølby (jedynie rezerwowy), jak i Jesper Olsen
trafili do Anglii. Jesper, z dwoma tytułami mistrza kraju oraz pucharem
Holandii, został sprowadzony za 350 tys. funtów do Manchesteru United, gdzie
Ron Atkinson planował zastąpić nim innego byłego gracza Ajaxu, o dziesięć lat
starszego Arnolda Mührena (swoją drogą – kolejna bardzo ciekawa postać,
związana m. in. z widowiskowym golem; to on cztery lata później asystował przy
fenomenalnym trafieniu Marco van Bastena w finale Euro 1988).
Czas
angielskiego trenera powoli dobiegał końca, jednak zdołał jeszcze wywalczyć
drugi Puchar Anglii w trakcie swego pobytu na Old Trafford. Olsen wystąpił w
finale, a w lidze w swoim pierwszym sezonie strzelił pięć goli, szóstego
dokładając w Pucharze Ligi. Występował także regularnie w Pucharze UEFA. W
kolejnych rozgrywkach niestety nie mógł się zaprezentować na europejskich
boiskach ze względu na wykluczenie angielskich klubów. Zdobył jednak aż
trzynaście bramek (jedenaście w lidze i dwie w FA Cup), często wykonując rzuty
karne. Był to wynik tym lepszy, iż część sezonu Jesper stracił przez kontuzję;
kupiony został nawet następca, Peter Barnes z Coventry City (mający już za sobą
wypożyczenie do United), lecz wobec powrotu Duńczyka do zdrowia nie zagrzał
miejsca w wyjściowym składzie. Olsen zanotował m. in. hattricka w meczu First
Division przeciwko West Browmich Albion, w którym z „wapna” trafił do siatki
dwukrotnie. W trakcie sezonu do United dołączył Sivebæk. Obaj Duńczycy zostali
powołani na mundial w Meksyku. Forma Olsena oznaczała, że tym razem będzie
podstawowym zawodnikiem. Los zetknął Danię ze Szkocją przez Alexa Fergusona. W
jej barwach grał klubowy kolega Jespera, Gordon Strachan, a wśród rezerwowych
był kolejny, Arthur Albiston. Mecz między tymi dwoma drużynami zakończył się
wygraną Danii (1:0 po golu Elkjæra), a Olsen grał do 80. minuty, kiedy zmienił
go Mølby (trochę wcześniej Sivebæk wszedł za Andresena). Drugi mecz skrzydłowy
Manchesteru United rozpoczął na ławce rezerwowych. Przeciwnikiem była
reprezentacja Urugwaju, która od 19. minuty musiała sobie radzić w dziesiątkę,
ponieważ dwie żółte kartki otrzymał Miguel Bossio. Duńczycy prowadzili wtedy
już 1:0 dzięki kolejnemu trafieniu Elkjæra. Przed przerwą podwyższył Lerby, a
kontaktowego gola do szatni strzelił z rzutu karnego Enzo Francescoli. Nie
wybiło to półfinalistów ostatnich mistrzostw Europy z rytmu. Na początku
drugiej połowy do siatki trafił Laudrup, a następnie hattricka skompletował
Elkjær, wysuwając się przy okazji na czoło wyścigu o koronę króla strzelców
turnieju. Olsen wchodził na murawie już przy stanie 5:1, niecałych dziesięć
minut przed końcem podstawowego czasu gry. 25-latek zmienił Laudrupa i dopełnił
dzieła zniszczenia, w 88. minucie ustalając wynik meczu na 6:1. Grupa E
mistrzostw świata w Meksyku była tą, dzięki której w anglojęzycznej prasie
spopularyzowano określenie „grupa śmierci”, znane od lat tam, gdzie mówi się po
hiszpańsku. Poza Danią, naszpikowaną gwiazdami ligi angielskiej, Szkocją oraz
walecznymi ,,Urusami” (rok później niektórzy z nich po raz drugi z rzędu
zdobyli Copa America) trafili tam także wicemistrzowie świata z poprzedniego (a
jak się miało wkrótce okazać – także i właśnie trwającego) mundialu: piłkarze z
RFN. Duńczycy jednak zostawili w pokonanym polu wszystkie trzy ekipy. Po
odprawieniu Szkotów i Urugwajczyków, na deser przypieczętowali awans pewnym
zwycięstwem 2:0, choć i tym razem nie obyło się bez czerwonej kartki. Olsen
pokonał kapitana Niemców, Haralda Schumachera, strzałem z jedenastki w 43.
minucie spotkania. W drugiej połowie na 2:0 podwyższył rezerwowy John Eriksen,
który w przerwie zmienił Elkjæra, co tylko podkreślało przygotowanie składu
Piontka. Potem, około dwudziestu minut przed końcem meczu, Olsena zmienił
niemal 34-letni Simonsen. W końcówce drugą żółtą kartkę otrzymał Arnesen, lecz
dwie bramki różnicy utrzymały się do ostatniego gwizdka. Dania zakończyła
zmagania fazy grupowej jako jedna z dwóch (obok Brazylii) reprezentacji z
kompletem trzech zwycięstw, a dzięki wysokiemu zwycięstwu z Urugwajem miała
wraz z ZSRR najlepszy stosunek bramkowy (9:1). Po dwóch meczach na ,,Estadio
Neza 86” Jesper Olsen i koledzy zostali w Queretaro. W 1/8 finału na arenie
zwycięskiego meczu z Niemcami mieli zmierzyć się po raz kolejny z Hiszpanami.
Piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego zajęli drugie miejsce w grupie D, przegrywając
jedynie ze wspomnianą Brazylią (0:1), a następnie przeganiając demony z
Walencji (gospodarze poprzedniego mundialu przegrali tam z Irlandią Północną
0:1; tym razem zwyciężyli 2:1) i przekonująco odprawiając Algierię (3:0). Tym
razem w wyjściowych jedenastkach znalazło się trzech Hiszpanów i aż dziewięciu
Duńczyków, którzy dwa lata wcześniej wzięli udział w półfinałowym spotkaniu w
Lyonie. Reprezentacje prowadzili także ci sami trenerzy. Sepp Piontek posłał w
bój m. in. Olsena. Sivebæk, który także zagrał w pamiętnym półfinale, tym razem
znalazł się na ławce rezerwowych.
I tu
dochodzimy wreszcie do konkluzji. Jesper przeżył w Queretaro największy dramat
w karierze. Wydawało się, że może zostać bohaterem. W 33. minucie spotkania
kolejnym strzałem z rzutu karnego zdobył swojego trzeciego gola na mundialu, a
zarazem piątego (i jak się miało okazać ostatniego) w narodowych barwach, dając
Danii prowadzenie. Jednak do historii i do duńskiego języka potocznego Olsen
wszedł dziesięć minut później. Otrzymał podanie od bramkarza, Larsa Høgha.
Chciał zwrócić mu futbolówkę, lecz zrobił to zdecydowanie zbyt słabo. Emilio
Butragueño dopadł do piłki i strzelił Duńczykom gola do szatni. Druga połowa
rozpoczęła się zatem przy stanie 1:1. Hiszpanie poszli za ciosem. Butragueño w 56.
minucie dał im prowadzenie. Na 3:1 Andoni Goikoetxea trafił do siatki z rzutu
karnego, a na przestrzeni ostatnich dziesięciu minut podstawowego czasu gry
Butragueño najpierw skompletował hattricka (jako czwarty zawodnik na
mistrzostwach w Meksyku), a później strzałem z „wapna” dorzucił czwartą bramkę
– zdobywając cztery gole jako pierwszy piłkarz na mundialu od czasu Eusebio 20
lat wcześniej (w ćwierćfinale z Koreą Północną, wygranym przez Portugalię 5:3).
Hiszpanie zwyciężyli zatem 5:1. Olsen nie dograł meczu do końca. W 71. minucie,
przy stanie 1:3, zmienił go Mølby. Klęska drużyny Piontka była na tyle
dotkliwa, że trudno stwierdzić, aby to właśnie błąd 25-letniego wówczas
,,Czerwonego Diabła” kosztował reprezentację awans. O wiele bardziej można byłoby
mieć pretensje do Elkjæra z powodu wspomnianego pudła na wcześniejszym turnieju
Euro. Niemniej jednak powiedzenie „en rigtig Jesper Olsen” (prawdziwy Jesper
Olsen), a często po prostu „Jesper Olsen” weszło do języka duńskiego. Stało się
wyrażeniem używanym na określenie sytuacji, kiedy ktoś coś zupełnie spartoli.
Wyrównującego gola Butragueño można porównać np. do samobója Janusza Jojki, a
nazwisko naszego bohatera wywołuje skojarzenia jak np. „Kuszczak – Wpuszczak”
po pamiętnym meczu z Kolumbią czy „zrobić Wawrzyniaka” w kontekście
poślizgnięcia się. Z drugiej strony – jak już wspomniano, skrzydłowy zdobył na
turnieju trzy gole. Spośród jego kolegów tylko wspomniany Elkjær mógł się
pochwalić lepszym dorobkiem (cztery trafienia). Dalsza kariera Olsena to powolny
schyłek. W październiku pobił się na treningu z Remim Mosesem i znalazł się na
liście transferowej. To jednak menadżer, „Duży Ron”, opuścił Manchester United
jako pierwszy. Zastąpił go Alex Ferguson. Widział on nadal miejsce dla
duńskiego skrzydłowego w swojej drużynie – pozbył się m. in. Petera Barnesa,
który odszedł do Manchesteru City, i nie ściągnął Johna Barnesa z Watfordu, gdy
była po temu okazja (skrzydłowy z Karaibów trafił do Liverpoolu, gdzie spędził
aż dziesięć lat). Jednak sam Jesper widział, że coraz trudniej mu było
dostosować się do zmieniającego się futbolu. Ostatniego gola dla Czerwonych
Diabłów zdobył nieco ponad rok po przejęciu sterów przez Fergusona. Powołany
został na kolejne mistrzostwa Starego Kontynentu, lecz nie zagrał ani minuty. W
wieku 27 lat odszedł z Old Trafford, zanim szkocki trener przekształcił United
niemal w żywiącego się trofeami potwora. Następnych kilka lat Olsen spędził we
Francji, aż po poważnej kontuzji zakończył karierę w 1992 roku, choć ponoć
interesowały się nim Blackburn Rovers oraz Nottingham Forest. Zamieszkał w
Australii. W maju 2006 r. przeszedł krwotok podpajęczynówkowy, na szczęście
wyszedł z tego. Od kilkunastu lat zajmuje się promowaniem piłki nożnej na
Antypodach. Przez krótki czas był asystentem trenera Melbourne Heart (obecnie
Melbourne City). Dla rodaków, niestety, chyba na zawsze pozostanie „prawdziwym
Jesperem Olsenem”.
6
Duński pechowiec, który przeszedł do historii:
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_
1
@OzzyFCB O tak, tak! Masz racje, to bardzo zabolało! Jednak też z drugiej strony tak jak bardzo kochamy Messiego, tak w tamtym meczu,kiedy spartolił rzut karny, byłem na niego tak wściekły jak nigdy!
12
Wybitny wyczyn Legii:
20 marca 1991 roku Sampdoria Genua zremisowała w rewanżowym starciu ćwierćfinałowym Pucharu Zdobywców Pucharów z Legią Warszawa 2:2 i odpadła z rozgrywek. „Jak do tego doszło, nie wiem” – jak dziś zaśpiewałby pan Zenon Martyniuk z grupy Akcent. Włosi powiedzieliby: incredibile (niewiarygodne)! W marcu 1991 roku dziennikarze, sami piłkarze a także kibice obu drużyn nie byli w stanie uwierzyć w to, co się stało. Stołeczny zespół, który w lidze spisywał się fatalnie, nie potrafił wygrywać i zajmował odległe 11. miejsce, walczył jak równy z równym z pewnie kroczącą po mistrzostwo Włoch Sampdorią. Meczowi w Genui towarzyszyły ogromne emocje i spora dramaturgia. Legioniści prowadzili 2:0 po popisie 19-letniego Wojciecha Kowalczyka, ale gospodarze zdołali wyrównać. Wojskowi kończyli spotkanie w dziesiątkę, bo w 88. minucie czerwoną kartkę (2. żółtą) obejrzał znakomicie broniący tego dnia Maciej Szczęsny. Jako, że Władysław Stachurski wykorzystał limit zmian (obowiązywały wówczas dwie), między słupki wszedł Marek Jóźwiak. Gola na szczęście nie wpuścił i to Legia zameldowała się w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów!
,,To był mój jedyny raz w bramce. Mogłem stanąć między słupkami podczas gry w Guingamp, ale trener się na to nie zdecydował. I to był jego błąd, bo kolega wpuścił dwie bramki, a myślę, że ja na jego miejscu lepiej bym się spisał. Do końca było mało czasu, więc musieli przedostać się pod naszą bramkę najprostszymi środkami. Posyłali, jak to się mówi, długą lagę do przodu i liczyli na łut szczęścia. W naszym polu karnym było dużo zamieszania ale koledzy z obrony spisali się bardzo dobrze, dzięki czemu nie miałem za dużo pracy”-Marek Jóźwiak, były obrońca Legii w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
1
@Tarnowitz Jakżesz mógłbym nie oglądać(!) kiedy Barcunie pokochałem zaledwie 2 lata wcześniej. Miałem wówczas 34 lata...
Jakżesz chciałbym mieć teraz choćby jeszcze 45 lat!
1
@Szalik Ja natomiast wściekałem się że Rijkaard postawił na ,,swojego" patałacha Van Bommela a na ławce dusił takie tuzy jak Iniesta i Larson!
1
@lithotripter Tak, tak, po prostu źle w pierwszej chwili cię odczytałem :)
1
@lithotripter No dokładnie! Człowiek nie komputer wszystkiego na raz nie zweryfikuje...
0
Komentarz usunięty przez użytkownika
1
@lithotripter Masz racje! Sama wikipedia donosi że zagrał 214 meczów! Nie pamiętam skąd kopiowałem ten tekst ale najwyraźniej ktoś popełnił błąd przy jego pisaniu a ja tego nie sprawdziłem...
13
Żywe legendy hiszpańskiego futbolu:
20 marca 1984 r. urodził się Fernando Torres, były hiszpański napastnik. Fernando Torres jest wychowankiem Atletico Madryt. Zaczynał w nim grać, kiedy klub był na zapleczu Primera Division. Zadebiutował w 2001 roku, kiedy miał 17 lat i 68 dni, co uczyniło go najmłodszym debiutantem w historii klubu. Tydzień później zdobył swojego pierwszego ligowego gola. W latach 2001-07 rozegrał dla Atletico 82 spotkania, w których zdobył 82 gole. W 2007 roku za 38 milionów euro został kupiony przez Liverpool, w którym był absolutną gwiazdą. W 102 meczach dla ,,The Reds” strzelił 65 goli. Cztery lata później za około 55 milionów euro przeszedł do Chelsea. W Londynie miał jednak duże problemy z regularnym strzelaniem, a nawet stał się pośmiewiskiem wśród kibiców. W ciągu trzech lat uzbierał zaledwie 20 trafień. W 2014 roku pół roku spędził na wypożyczeniu do Milanu ale tam również nie był w optymalnej formie. Dlatego Włosi zdecydowali się go wykupić z Chelsea, ale zaraz po tym został wypożyczony do Atletico Madryt, gdzie ich trener, Diego Simeone wskrzesił snajperskie umiejętności Hiszpana. W Atletico zagrał w finale Ligi Mistrzów w 2016 r. ale przegrał z Realem Madryt. Fernando Torres ma na swoim koncie również ponad 100 meczów w reprezentacji Hiszpanii. W 2008 roku został mistrzem Europy, a dwa lata później mistrzem świata. Podczas Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie znowu sięgnął po złoto a on sam z 5 golami został królem strzelców imprezy.
@Adran360
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_
13
Rekordy ,,La Pulgi”:
20 marca 2012 r. Lionel Mesi ustanowił klubowy rekord goli o stawke w wygranym 5:3 meczu La Liga z Granada FC. Argentyńczyk zdobył wówczas hattricka dzięki czemu najpierw wyrównał a później pobił rekord należący do Cesara Rodrigueza wynoszący 232 gole. Swoją drogą trzeba przyznać iż pochodzący z Leon Cesar, był naprawdę genialnym snajperem. Przypomne tylko iż w czasach Cesara Rodrigueza nie rozgrywano tylu meczów o stawke co dzisiaj i nie było żadnych Superpucharów czy klubowych mistrzostw Świata.
@Sysia11
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Adran360
9
Zapomniane El Clasico:
20 marca 1960 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madrid 3:1 w ramach 26 kolejki Primera Division. Gole dla Barçy zdobywali znakomici snajperzy, Sandor Kocsis i Eulogio Martinez oraz Ramon Alberto Villaverde. Honorowego gola dla Królewskich zanotował wielki Alfredo Di Stefano. Tym samym Duma Katalonii zrównała się punktami z Królewskimi i już nie oddała prowadzenia do końca rozgrywek wyprzedzając Real Madrid lepszym bilansem pojedynków bezpośrednich, triumfując po raz 8 w historii mistrzostw Hiszpanii.
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
9
Czy wiecie że…
Lech Poznań obchodzi swoje 103. urodziny. Dokładnie 19 marca 1922 roku zarejestrowano klub KS "Lutnia" Dębiec, który zapoczątkował historię współczesnego ,,Kolejorza”. Przez ponad wiek klub napisał wspaniałą historię, sięgając osiem razy po mistrzostwo Polski oraz pięć razy po Puchar Polski.
19 marca 1922 roku - jest to oficjalna data rejestracji Lecha Poznań. Choć tak naprawdę historia Kolejorza sięga 1920 roku, gdy Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży postanowiło założyć klub pod nazwą KS "Lutnia" Dębiec. Obecnie Dębiec jest jedną z dzielnic Poznania, jednak ponad 100 lat temu były to przedmieścia. Przez Lecha Poznań przewinęło się tysiące osób, piłkarzy, dziesiątki trenerów, a przede wszystkim wspomnień. Kolejorz w swojej historii osiem razy sięgał po mistrzostwo Polski, pięć razy po Puchar Polski oraz sześć razy po Superpuchar Polski. Oprócz tego jest trzykrotnym srebrnym medalistą oraz siedmiokrotnym brązowym medalistą MP. Nie zabrakło też wielkich spotkań na arenie międzynarodowej. Pojedynki z Austrią Wiedeń, Manchasterem City, Juventusem czy chociażby te ostatnie z Villarrealem oraz Fiorentiną zapisały się złotymi głoskami w historii klubu.
@Stinger_
@Safrani
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Adran360
0
@Kgorecki2500 Jak mam to rozumieć? Jacy użytkownicy?