0

@DariaFCB No to fajno. Tylko co ja mam z tym wspólnego użytkowniczko/użytkowniku?

10

Barça na „piątke”:


Dokładnie 5 lat temu FC Barcelona pokonała u siebie Real Betis 5:2 (1:1) w 9. kolejce La Ligi. W zespole Ronalda Koemana tym razem od początku nie wystąpił Leo Messi. Argentyńczyk pojawił się na boisku dopiero w drugiej połowie i poszła za tym spora poprawa w jakości gry gospodarzy. Blaugrana była stroną przeważającą w pierwszej połowie, ale brak Messiego był zauważalny w finalnej fazie akcji. Ze swoich zadań słabo wywiązywał się także Antoine Griezmann, który już w pierwszym kwadransie gry zmarnował dwie znakomite sytuacje. Skuteczniejszy był za to Ousmane Dembele – w 22. minucie ładnie przełożył sobie piłkę w polu karnym, a apotem dokładnym uderzeniem pokonał Claudio Bravo. Potem Griezmann miał świetną okazję, aby dać Barsie drugiego gola, ale Francuz nie wykorzystał rzutu karnego podyktowanego za faul na Ansu Fatim. W doliczonym czasie gry z kolei na 1:1 trafił dla Betisu Antonio Sanabria. Na początku drugiej połowy na boisku pojawił się Messi. Wejście Argentyńczyka szybko przyniosło efekt, bo już w 49. minucie Griezmann strzelił na 2:1 po podaniu Jordiego Alby. Lider zespołu nie zaliczył asysty, ale przepuścił piłkę Francuzowi, myląc tym samym linię obrony. Potem kapitan sam trafił na 3:1, zdobywając gola po rzucie karnym. Real Betis było jeszcze stać na gola na 2:3, którego strzelił Loren, ale po główce napastnika bramki zdobywali już tylko rywale. Najpierw Messi dołożył drugie trafienie a w doliczonym czasie gry drugiej połowy wynik spotkania ustalił Pedri.


@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@AxelF No raczej nie bo niemal 100 % meczów Barcuni mam w... no może nie w paluszku ale napewno w swojej prywatnej kronice.

1

@AxelF Tak, Karolek był wielkim i oddanym "Cracovianinem". Ten mecz towarzyski, który rzekomo mogli zagrać to masz na myśli Barce z Cracovią? Bo tak się składa że 3 lata po narodzinach Wojtyły to właśnie Cracovia gościła w Barcelonie na dwóch meczach towarzyskich.

10

Duchowe wspomnienie:

7 listopada 1982 r. Papież Jan Paweł II odprawił mszę świętą na murawie Camp Nou w jednym z ostatnich dni swojej pielgrzymki do Hiszpanii. Pomimo ulewnego deszczu na Camp Nou zebrało się 120 tys. ludzi a wśród nich prezydent Generalitat Jordi Pujol, burmistrz Barcelony Narcis Serra a także prezydent klubu Josep Lluis Nuñez z żoną. Po uroczystości Nuñez zaprosił polskiego papieża do pomieszczeń klubowych i wręczył mu karnet socio o numerze 108 000.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360

1

@Safrani Ooo! Nie wiedziałem, więc już spiesze z życzeniami: przedewszystkim dużo zdrowia, pogody ducha, miłości i życzliwości od najbliższych oraz miłych przeżyć z Barcunią i naszym Widzewem :)

9

Legendarna golleada:

7 listopada 1915 r. FC Barcelona rozgromiła Universitari S.C. 12:2(!) w ramach 3 kolejki mistrzostw Katalonii. Warto a nawet trzeba wspomnieć że aż 5(!) goli w tym meczu ustrzelił znakomity snajper Vicenç Martinez. O jednego gola mniej zanotował genialny Paulino Alcantara, który został królem strzelców mistrzostw Katalonii edycji 1915/16 z dorobkiem 23 goli. Pozostałe gole dołożyli Castells(2) oraz Enric Peris. Mistrzostwo Katalonii zgarnęła naturalnie Duma Katalonii wyprzedzając o 3 punkty nieistniejący już klub FC Espanya.

@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974

5

Kolejorzu zawsze cię lubiłem ale teraz to chyba wręcz uwielbiam!
Brawo Lechici! Vamos Kolejorz!

9

Sebastian ,,załadował!”:

6 listopada 2003 r. Manchester City zremisował z Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp. 1:1 w ramach drugiej rundy Pucharu UEFA. Piękny sen trwał nadal. Po wyeliminowaniu Herthy BSC Berlin o klubie z niewielkiego Grodziska Wielkopolskiego pierwszy raz usłyszeli kibice w Europie. Piłkarze Groclinu Dyskobolii podkreślali jednak, że po dwumeczu z ekipą z Bundesligi nie można już było liczyć na to, że ktoś ich zlekceważy. Druga runda przyniosła kolejne wielkie wyzwanie, któremu podopieczni Dušana Radolský’ego postanowili sprostać. Na City of Manchester Stadium stoczyli otwarty bój z faworyzowanym rywalem i mimo, że to „The Citizens” stworzyli więcej dogodnych okazji, goście kilkukrotnie im się rewanżowali. Do historii polskiego, klubowego futbolu przeszedł też efektowny gol Sebastiana Mili z rzutu wolnego, który jak się później okazało, był kluczowy w kwestii awansu do trzeciej rundy Pucharu UEFA.

,,Jestem rozczarowany wynikiem, choć wcześniej ostrzegałem zawodników, że wicemistrzowie Polski nie będą się tylko i wyłącznie bronić. Że lubią grać ofensywnie. Uważam remis za wynik sprawiedliwy”- pomeczowa wypowiedź trenera Manchesteru City Kevin Keegan.

,,Zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie. Remis w Manchesterze nie oznacza wcale, że jesteśmy w trzeciej rundzie Pucharu UEFA. Przed nami ciężki mecz rewanżowy i ostrzę sobie apetyt na awans”- pomeczowa wypowiedź trenera Groclinu Dušan Radolský

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

9

Podział punktów na ,,Giuseppe Meazza”:

6 listopada 2018 r. Inter Mediolan zremisował na San Siro 1:1 (0:0) z FC Barceloną w fazie grupowej LM i przybliżył się do wymarzonego awansu do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Cenny punkt gospodarzom zapewnił Mauro Icardi w 87. minucie meczu. Zgodnie z przedmeczowymi przewidywaniami, to goście od początku dłużej utrzymywali się przy piłce i starali się konstruować akcje w ataku pozycyjnym. Chaotyczność przeprowadzanych akcji spowodowała jednak, iż Katalończycy mieli duże problemy z zagrożeniem bramki strzeżonej przez Samira Handanovicia. A nawet jeśli oddali już celny strzał z dobrej pozycji, słoweński golkiper znów udowadniał, że jest jednym z najlepszych fachowców w tej dziedzinie na świecie. Najlepszą sytuację FC Barcelona stworzyła sobie trzy minuty przed końcem pierwszej połowy. Na strzał z dystansu zdecydował się Coutinho i chociaż piłka została zablokowana przez obrońców, to szybko spadła na nogę nadbiegającego Luisa Suareza. Urugwajczyk huknął mocno z linii pola karnego, lecz oczywiście czujnie zachował się Handanović, wybijając piłkę na rzut rożny. Inter był pasywny i niewidoczny. Bardzo rzadko stwarzali jakiekolwiek zagrożenie pod bramką Marca Andre ter-Stegena, skupiając się przede wszystkim na skutecznej obronie. Po przerwie obraz gry nie zmienił się. Podopieczni Ernesto Valverde prowadzili grę, ale nie potrafili otworzyć wyniki spotkania. W 60. minucie umieścili nawet piłkę w siatce, jednak sędzia Szymon Marciniak uznał, że przy dośrodkowaniu Ivana Rakiticia do Luisa Suareza piłka wyszła poza pole gry. Chwilę później kapitalną okazję zmarnował Coutinho, który nieprecyzyjnym strzałem z bliskiej odległości pozwolił na skuteczną paradę Handanoviciowi. 180 sekund później to gospodarze mogli wyjść na niespodziewane prowadzenie. Do dobrego dośrodkowania Ivana Perisicia z lewej strony doszedł Matteo Politano, jednak fatalnie przestrzelił. W kolejnych fragmentach spotkania, gra nieco się wyrównała i wydawało się, iż wszystko zmierza do bezbramkowego remisu. Nic jednak bardziej mylnego. W 81. minucie na murawie pojawił się Malcom, który już 120 sekund później otworzył wynik meczu. Brazylijczyk oddał płaski, precyzyjny strzał z rogu pola karnego i zaskoczył nieskutecznie interweniującego Handanovicia. Inter nie zamierzał się jednak poddawać i chciał wywalczyć choćby jedno oczko. Udało się! Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry do siatki gości trafił Mauro Icardi, wykorzystując bezpańską piłkę po zablokowanym strzale Matiasa Vecino. Argentyńczyk z charakterystyczną dla siebie skrupulatnością i spokojem skierował futbolówkę obok bezradnego ter-Stegena. Do końca meczu już nic się zmieniło, choć goście starali się jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Bramkowy remis wydaje się być korzystny dla obu drużyn. FC Barcelona praktycznie zapewniła sobie awans do 1/8 finału, natomiast Inter przystępować miał z trzypunktową przewagą nad Tottenhamen Londyn, z którym zmierzyć się miał już w następnej kolejce na Wembley.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

16

Dublet ,,La Pulgi” w Champions League”:

6 listopada 2013 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou AC Milan 3:1 w 4 kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Gole dla gospodarzy strzelali Messi(30(karny) i 83 minuta) oraz Busquets(40 minuta). Ponadto samobójcze trafienie dołożył Gerard Piqué. Katalończycy rozpoczęli mecz w następującym składzie: Valdés; Alves, Piqué, Mascherano, Adriano; Xavi, Sergio, Iniesta; Alexis Sanchez, Messi, Neymar. Podopieczni Martino rozpoczęli tradycyjnie dla siebie a więc spokojnym rozgrywaniem futbolówki. Pierwsza groźna sytuacja miała miejsce już po kilku minutach od pierwszego gwizdka meczu. Neymar podał do Messiego a ten szybko odegrał piłkę do Brazylijczyka, który lepiej przyjmując piłkę znalazłby się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. W 19. minucie meczu bliski zdobycia gola był Alexis, kiedy po dobrym dośrodkowaniu Adriano Chilijczykowi zabrakło może pół metra do umieszczenia piłki w siatce. Jednak już dziesięć minut później Azulgranie udało się otworzyć wynik meczu. Faulowany w polu karnym był Neymar a do rzutu karnego podszedł Messi, który strzałem w środek bramki pokonał Abbiatiego. Kilka minut później argentyński napastnik miał szansę na drugą bramkę, gdy ograł Zapatę, ale jego próba lobu była bardzo niecelna. Jednak minutę później było już 2:0. Xavi dobrze dośrodkował z rzutu wolnego, a niepilnowany w polu karnym Busquets umieścił piłkę w bramce. Kiedy wydawało się, że pierwsze czterdzieści pięć minut zakończy się dwubramkowym prowadzeniem gospodarzy Milan wyprowadził groźną kontrę. Kaka wykorzystał nieobecność Alvesa i dośrodkował w pole karne. Tam bardzo niefortunnie interweniował Piqué, który skierował piłkę do własnej bramki. Druga część spotkania zaczęła się od groźnej akcji Messiego, którego dramatycznym wejściem zatrzymywać musiał Zapata. Chwilę później pokazał się, zmieniony w przerwie, Balotelli. Jego strzał z ostrego kąta zatrzymał Valdés. Włoch nadal starał się nękać gospodarzy, jednak obrońcy Blaugrany umiejętnie radzili sobie z napastnikiem Milanu. W 73. minucie Neymar popisuje się genialną akcją. Brazylijczyk mija 4 zawodników gości, ale w decydującym momencie oddaje niecelny strzał. Szkoda! Już kilkanaście sekund później dogodną okazję miał Alexis, ale Chilijczyk nie potrafił pokonać bramkarza włoskiego klubu. Trzynaście minut przed końcem meczu na murawie pojawił się Fabregas i po chwili Barça strzeliła kolejną bramkę. Messi zagrał do Fabregasa, ten doskonale odegrał do Argentyńczyka, który minął obrońcę i pewnym strzałem pokonał Abbiatiego. Pięć minut przed zakończeniem meczu Messi miał okazję na hat-tricka ale w dobrej sytuacji zdołał go dogonić Mexes i zablokować uderzenie. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie.

@Sysia11
@Safrani
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360

0

@VALERON No mam nadzieje bo tak dalej być nie może.....!

10

Przełomowe wydarzenie w dziejach Dumy Katalonii:

6 listopada 1991 r. Jose Maria Bakero strzelił słynnego gola w Kaiserslautern. Do 89 minuty Barça była za burtą rozgrywek Pucharu Europy. Przegrywała 3:0 z mistrzem Niemiec i nic nie wskazywało na to iż może strzelić upragnionego gola, który da awans do fazy grupowej. Niestety dla gospodarzy niemiecki pomocnik Haber w niegroźnej sytuacji sfaulował obrońcę Blaugrany Miguela Nadala. Wówczas Koeman wstrzelił piłke w pole karne, gdzie niski ale świetnie grający głową Bakero wyskoczył pomiędzy obrońcami Kaiserslautern i skierował piłke do siatki. Jeszcze w doliczonym czasie gry Niemcy mieli szanse na odwrócenie losów dwumeczu, lecz Zubizarreta obronił strzał głową Habera. FC Barcelona dzięki awansowi do pierwszej w historii fazy grupowej Pucharu Europy uczyniła pierwszy krok ku zdobyciu tego trofeum. ,,Bez pomocy Boga nie dojdzie się do niczego. Graliśmy najgorsze spotkanie w tym sezonie ale szczęście było przy nas. Teraz wierzę w zdobycie Pucharu Europy”- powiedział po meczu szczęśliwy Cruijff. Ja jeszcze tylko przypomnę że w tamtym sezonie debiutował w europejskich pucharach meczem z Hansą Rostock Josep Guardiola.

Kultowy gol:



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

1

Panie Flick, granie linią defensywną ustawioną na połowie przeciwnika jest niepoważne, zwłaszcza tak niskiej jakości defensywą. W taki sposób nie będziemy wygrywać meczów i odnosić sukcesów. Przypominam że wczoraj to był tylko Club Brugge...

0

Z tą tylko ogromną różnicą że owe DNA nie będzie nam wygrywać meczów a co za tym idzie nie będzie sukcesów. Pańska nazbyt ryzykowna taktyka rzadko kiedy zdaje egzamin.

11

Wybitne postacie argentyńskiego futbolu:

5 listopada 1938 r. w Rosario urodził się Cesar Luis Menotti, były napastnik i trener. Jako trener Menotti nie tylko odmienił grę na boisku ale także pozostawił niezatarty ślad w filozofii i podejściu do piłki nożnej. Jego ofensywny styl gry i pasja do kreatywnego futbolu uczyniły go wizjonerem, który wywarł głęboki wpływ na pokolenia piłkarzy i trenerów. Jako piłkarz 11-krotnie występował w reprezentacji Albicelestes strzelając 2 gole. Reprezentował rodzime Rosario Central, Racing Club, Boca Juniors oraz m.in. FC Santos, gdzie za partnera miał młodszego o 2 lata Pelego. W 1965 r. zdobył mistrzostwo Argentyny z Boca Juniors a w 1968 r. mistrzostwo Brazylii z FC Santos. Kariere trenerską rozpoczął w rodzinnym Rosario ale sławe zdobył jako nauczyciel Huracanu. W roku 1973 zdobył z nim mistrzostwo kraju. Kiedy Argentyna w 1974 r. zawiodła na mundialu w RFN, Menotti zajął miejsce trenera Capa. Wkrótce powierzono mu opieke nad wszystkimi argentyńskimi reprezentacjami. Miał filizofie swojego wielkiego nauczyciela- Juana Carlosa Lorenzo, w którego drużynach nie było miejsca na przypadek. Menotti cieszył się opinią niezależnego filozofa futbolu, wypowiadającego się także ze swadą na temat kultury i polityki. Stał się nowym typem trenera piłkarskiego, który nie ograniczał swoich zainteresowań do boiska. Był wysoki, nosił przezwisko ,,El Flaco”(Chudy), elegancki, przystojny, z włosami do ramion i papierosem w ręku; był w latach 70-tych i 80-tych jednym z najbardziej rozpoznawalnych ludzi futbolu. Po wygranym mundialu w Argentynie i mistrzostwie świata drużyn młodzieżowych mógł stawiać warunki. Po mundialu w Hiszpanii 1982 zrezygnował z pracy z kadrą, przyjmując propozycję FC Barcelony. Mając tam Maradonę, Schustera i Simonsena, w roku 1983 zdobył z nią Puchar Króla. Trenował potem najlepsze kluby ale już bez sukcesów na jakie wszyscy liczyli. Miał opinie człowieka junty, przeciw czemu zażarcie protestował. Nie robił nic takiego, co w tych trudnych dla Argentyny czasach wystawiało by mu złe świadectwo. Później demonstrował poglądy lewicowe, opowiedział się też po stronie prezydenta Carlosa Menema, polityka, który w przeciwieństwie do dyktatora Videli, futbol autentycznie kochał a że i na tej miłości zbijał kapitał to już inna sprawa. Menotti zmarł 5 maja tego roku. Szkoleniowiec zmagał się z dużymi problemami zdrowotnymi. Jak podały argentyńskie media, Menotti jeszcze miesiąc przed śmiercią trafił do szpitala z powodu poważnej anemii, jednak po 12 dniach otrzymał wypis dzięki polepszeniu się stanu zdrowia. Poza tym mówiło się też o problemach z układem krwionośnym.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

15

Na wstępie chciałbym pozdrowić gorąco wszystkich sympatyków Widzewa, zwłaszcza WIELKIEGO WIDZEWA, który współtworzył największe sukcesy polskiego futbolu:

5 listopada 1980 r. Widzew Łódź wyeliminował Juventus Turyn! Po dramatycznym rewanżu i konkursie rzutów karnych czerwono-biało-czerwoni awansowali do kolejnej rundy Pucharu UEFA kosztem Juventusu Turyn. Dwa tygodnie wcześniej Widzewiacy zszokowali piłkarski świat, pokonując u siebie wielki, naszpikowany gwiazdami Juventus Turyn 3:1! To była dopiero trzecia kampania europejska czerwono-biało-czerwonych i choć Widzew dwa lata wcześniej w pierwszej rundzie Pucharu UEFA wyeliminował po dwóch remisach Manchester City, tak spektakularnego i pewnego zwycięstwa na arenie międzynarodowej jeszcze nie odniósł. Oczywiście zwycięstwo w pierwszym meczu nie dawało jeszcze awansu, ale łodzianie mogli poważnie myśleć o tym, żeby wyeliminować europejskiego giganta. ,,Wiedzieliśmy, że będzie ciężko. W Juventusie grała wówczas połowa reprezentacji Włoch. Ale mieliśmy świadomość, że możemy coś ugrać”- wspomina po latach nastroje zespołu przed rewanżem Andrzej Grębosz, strzelec pierwszego gola w Łodzi. ,,Gdybym nie wierzył w sukces, poprosiłbym trenera o niewystawienie mnie do gry”- powiedział włoskiej telewizji Zbigniew Boniek, cytowany również przez "Sport". Od początku meczu w Turynie emocji nie brakowało. Obie drużyny miały swoje okazje, choć to gospodarze byli bliżej zdobycia bramki. Obili nawet poprzeczkę bramki strzeżonej przez Józefa Młynarczyka. Mocno dawał się łodzianom we znaki Marco Tardelli. I to właśnie on, tuż przed przerwą, otworzył wynik. Mało tego. Zaraz po zmianie stron turyńczycy prowadzili już 2:0, a w kolejnych minutach mogli nawet wyżej! Nadzieję gościom dała dwójkowa akcja Bońka i Marka Pięty zakończona golem tego drugiego. Odpowiedź Włochów przyszła już dwie minuty później. Wynik na 3:1 ustalił w 61. minucie Liam Brady. Do końca regulaminowego czasu gry rezultat meczu nie uległ zmianie, co oznaczało dogrywkę. W niej Juventus dominował, ale nie przełożył tego na kolejne trafienia. O awansie do 1/16 finału Pucharu UEFA zadecydować miał konkurs rzutów karnych. Jego bohaterem okazał się Młynarczyk, który wybronił dwie pierwsze "jedenastki" Starej Damy. Jego koledzy, strzelcy nie mylili się i ostatecznie po pewnym trafieniu Bońka łodzianie wygrali 4:1 i dopełnili sensacji, eliminując z dalszej gry Juventus. ,,Oprócz rywala była jeszcze jedna mała przeszkoda w postaci sędziego. Nie uznał nam prawidłowo bramki, przez cały mecz delikatnie faworyzował gospodarzy. Nie było łatwo”- przypomina wizytę w Turynie Grębosz. Jakby na potwierdzenie jego słów po meczu Gaetano Scirea przyznał kolegom w szatni, że w pierwszej połowie faulował w polu karnym Bońka, na co arbiter pozostał niewzruszony. Żadne przeciwności losu nie przeszkodziły jednak Widzewowi w odniesieniu jednego z największych triumfów w historii polskiej piłki klubowej.

,,W tamtych czasach ograć Juventus to była nie lada sztuka, a my tego dokonaliśmy. Mieliśmy wielki zespół z charakterem, indywidualności, przed nikim nie klękaliśmy, to wszystko dało nam ten sukces”– podkreśla dziś Młynarczyk.

Strzelcy rzutów karnych: Mirosław Tłokiński, Franco Causio (pudło), Andrzej Grębosz, Antonio Cabrini (pudło), Włodzimierz Smolarek, Liam Brady, Zbigniew Boniek.

Juventus Turyn: Dino Zoff - Antonio Cabrini, Claudio Gentile, Gaetano Scirea, Antonello Cuccureddu, Marco Tardelli, Liam Brady, Pietro Fanna (91’ Vinicio Verza), Giuseppe Furino, (46’ Cesare Prandelli), Franco Causio, Roberto Bettega. Trener: Giovanni Trapattoni

Widzew Łódź: Józef Młynarczyk, Bogusław Plich (93’ Jan Jeżewski), Andrzej Grębosz, Władysław Żmuda, Andrzej Możejko, Mirosław Tłokiński, Zdzisław Rozborski, Zbigniew Boniek, Krzysztof Surlit, Marek Pięta, Włodzimierz Smolarek. Trener: Jacek Machciński

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

1

@AxelF Służe uprzejmie. Jest mi niezmiernie miło z tego powodu. Również miłego dnia i okazałego zwycięstwa :)

12

Blaugrana w europejskich pucharach:

5 listopada 1980 r. FC Barcelona poległa na Camp Nou 0:4(!) z 1. FC Köln w rewanżowym starciu 2 rundy Pucharu UEFA i odpadła z rozgrywek. Barça mimo zwycięstwa 0:1 na wyjeździe, w rewanżu u siebie doznała kompromitującej porażki. Kontuzje Sancheza i Migueliego na początku meczu kompletnie rozbiły drużynę Blaugrany. Legendarny ,,Tarzan” wrócił jeszcze na chwile na boisko jako… napastnik. Quini przeniósł się do pomocy, Asensi trafił na pozycje Alexanco a ten zastąpił… Migueliego w obronie! Kilka minut później padł pierwszy gol dla gości a Migueli chwile później ostatecznie opuścił plac gry. Przegrana kosztowała Kubale posade trenera, natomiast FC Barcelona po sezonie sprowadziła z FC Köln Schustera aby wyprowadził drużynę z kryzysu. No cóż, jak się nie raz już przekonaliśmy, nie każdy genialny piłkarz może bez problemu parać się trenerką.

@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Sensacja przy Bułgarskiej:

Dokładnie 15 lat temu Lech Poznań pokonał Manchester City 3-1 w fazie grupowej Ligi Europy. Gole zdobyli: Dimitrije Injac 31', Manuel Arboleda 86', Mateusz Możdżeń 90' oraz Emmanuel Adebayor 51'. „Dzisiaj Poznań na pewno wcześnie, po takim wyniku, po takim meczu, nie położy się spać. Piękny wieczór przy Bułgarskiej”– tymi słowami zakończył telewizyjną transmisję komentujący spotkanie na antenach Polsatu, Mateusz Borek. I rzeczywiście, po niespodziewanym, by nie powiedzieć sensacyjnym ograniu angielskiego giganta, fanom Lecha z pewnością niespieszno było do łóżek. Po takim występie kibice Kolejorza jeszcze długo pozostawali na stadionie i oklaskiwali swoich ulubieńców. Debiutujący w roli trenera poznaniaków José Mari Bakero, który dzień wcześniej zastąpił na tym stanowisku Jacka Zielińskiego, o lepszym starcie w nowych barwach nie mógł marzyć. Lechici rozstrzygnęli spotkanie w samej końcówce, gdy do siatki Manchesteru City trafiali Manuel Arboleda i Mateusz Możdżeń. Bramka zdobyta przez 19-latka była ozdobą tego meczu. Wygrana pozwoliła poznaniakom powrócić na 1. miejsce w tabeli grupy A Ligi Europy. Konfrontacja z ,,The Citizens” jest po dziś dzień miło wspominana przez sympatyków Kolejorza.

Brawo Kolejorz!

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

9

Wybitne legendy rodzimego futbolu:

Dokładnie 100(!) lat temu urodził się Teodor Anioła, napastnik. Już od najmłodszych lat przejawiał wielki talent piłkarski. Potrafił znaleźć się w sytuacjach podbramkowych, co więcej miał niesamowitą skuteczność, można powiedzieć, że strzelał więcej goli niż miał okazji. Jego kariera tak naprawdę rozpoczęła się po zakończeniu II wojny światowej. Jako 20-latek trafił do Kolejowego KS, czyli obecnego Lecha. Do dzisiaj żaden z Lechitów nie jest w stanie nawet nawiązać do jego bramkowych zdobyczy. Świetnie przywitał się z poznańską publicznością, zdobywając hat-tricka w swoim debiucie. Podczas całej swej kariery w Poznaniu strzelił 138 goli! Obecnie jest ósmym snajperem w całej historii naszej rodzimej ligi oraz trzykrotnym jej królem strzelców. Ustanowił rekord, którego do dziś nikt nie pobił. W wygranym meczu 11:1 z Szombierkami Bytom strzelił 6 goli. W okresie powojennym liga nie funkcjonowała. Lech był uznaną marką tylko na szczeblu regionalnym, w tym czasie prym wiódł inny klub z Poznania – Warta. Dopiero w 1948 roku PZPN zdecydował się na przeprowadzenie eliminacji do nowo założonych rozgrywek. W nich Anioła potwierdził swój instynkt strzelecki, w 15 występach strzelił 23 gole, które dały upragniony awans do pierwszej ligi ,,Kolejorzowi”! W swoim pierwszym sezonie na najwyższym szczeblu rozgrywek Lech zajął bezpieczną szóstą pozycje a Teodor został najlepszym strzelcem drużyny z dorobkiem 12 goli. Jego talent eksplodował jednak w kolejnych latach. Jako 24 letni zawodnik mógł pochwalić się już tytułem króla strzelców polskiej ligi. W następnych rozgrywkach powtórzył wyczyn, a jego wkład w sukces drużyny był kluczowy. Dzięki wspomnianemu wcześniej Tercetowi ABC, Lech walczył o najwyższe lokaty, znajdując się na podium tabeli, co zaowocowało brązowymi medalami. Ostatni swój tytuł strzelecki zdobył w 1951 roku, następnie Lech widocznie osłabł, stając się drużyną tylko środka tabeli. Anioła nie zdobył już żadnego indywidualnego wyróżnienia, miał silną konkurencję w lidze w postaci Pohla czy Cieślika, którzy dominowali. Mimo to, w kolejnych latach był najlepszym strzelcem swojego zespołu.

,,Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że należał do tych piłkarzy, którzy urodzili się zdecydowanie za wcześnie”– pisze Rędzioch na łamach czasopisma „Hej Lech”. – Grając dziś zyskałby z pewnością status gwiazdy i niemałe profity z tego płynące. Jedną z ciekawych sytuacji było to, że w latach 1953-1955 z wyjątkiem meczu z AKS Chorzów, żaden inny piłkarz Lecha nie potrafił strzelić gola. A trwało to aż… 596 dni! Widać, jak bezcennym piłkarzem był Anioła. Wystąpił tylko w siedmiu meczach z orzełkiem na piersi, zdobywając jedynie dwa gole w spotkaniu z NRD. Ponoć nie mógł rozwinąć skrzydeł, był stłamszony i nie mógł wpasować się w ówczesną reprezentację. Rozegrał także siedem meczów w kadrze B. W pozytywnych słowach wypowiadał się o nim Jan Rędzioch, historyk poznańskiego klubu. W 1959 roku namówiony przez działaczy Warty Poznań, zdecydował się opuścić II ligowego Lecha. Wywołał ogromny skandal, przechodząc do rywala zza miedzy. Został zdyskwalifikowany na pół roku, w tym czasie nie grał w piłkę. Klub odebrał mu mieszkanie, więc w ostatecznym rozrachunku do przenosin nie doszło. Wraz z końcem roku wrócił do Lecha. Rok później pomógł swoimi trafieniami awansować do Ekstraklasy swojemu klubowi, jednak po powrocie do niej, rozegrał tylko jeden mecz, który był pożegnalnym. Jego karierę zakończyła kontuzja, miał wówczas 36 lat. Na piłkarskiej emeryturze, próbował swoich sił jako trener rezerw w Poznaniu, równocześnie pracował jako urzędnik kolejowy. Lech w kolejnych latach nie mógł poszczycić się sukcesami a tym bardziej wyborowym strzelcem. Jego godnym następcą był Mirosław Okoński, niestety Teodor nie doczekał już czasów lubianego dzisiaj przez wszystkich „Reksia”. Zmarł 10 listopada 1993 roku. Ku pamięci Anioły, od połowy lat dziewięćdziesiątych rozgrywany jest coroczny memoriał jego imienia.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

0

@AxelF Ależ z największą przyjemnością! Generalnie mam limit oznaczanych użytkowników ale postaram się od czasu do czasu ,,wcisnąć" ciebie gdzieś tam. Przynajmniej na początku a później zobaczymy...

1

@blakkudium Co to za dziewczyny i co maja napisane na tyłkach?

9

Ruch Hajduki Wielkie przypieczętowuje mistrzostwo Polski:

4 listopada 1934 r. ,,Niebiescy” zmierzyli się z nieistniejącą już Warszawianką w Warszawie w ostatnim meczu ligowym. Ruch pomimo zapewnionego już mistrzostwa zagrał ambitnie, skutecznie i ładnie dla oka. ,,Przegląd Sportowy” napisał: ,,7:1. Warszawianka została formalnie ,,znokautowana” przez mistrza Polski, który podkreślił wyraźnie, jaka różnica dzieli go od innych zespołów ligowych”. Z twierdzeniem warszawskiej gazety trzeba się zgodzić. Ruch był bezapelacyjnie najrówniejszą oraz najbardziej bramkostrzelną drużyną w sezonie ligowym 1934. W meczu z Warszawianką, który był pięknym epilogiem całorocznego występu ,,Niebieskich”, aż 4(!) gole strzelił genialny Ernest Wilimowski a po jednej Wodarz, Kubisz i Peterek. To był czwarty mecz w sezonie Wilimowskiego, w którym strzelał co najmniej 4 gole(!) a przecież tym sezonem debiutował w naszej ekstraklasie. Łącznie w swoim debiutanckim sezonie nastrzelał aż 34 gole(!), co dało mu tytuł króla strzelców. Mówimy tutaj o piłkarzu, który w czerwcu tamtego roku skończył zaledwie 18 lat…

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

2

@AxelF A dziękuje ci ślicznie. Ja przedstawiam tutaj większość fajnych i wciągających artykułów. Czyżbyś dopiero teraz to zauważył?

8

@FCBparasiempre
4 Listopada 1876 roku to data kiedy wszystko się zaczęło. Tak jak i cały futbol, początek zawodów międzynarodowych miał miejsce w Anglii i był raczej skromny. W Londynie na stadionie krykietowym „The Oval” spotkało się dwóch zdobywców krajowych pucharów. Queen’s Park Football Club, które kilka miesięcy wcześniej zapewniło sobie swój trzeci z rzędu Puchar Szkocji oraz Wanderers F.C. zdobywcy Pucharu Anglii. Nie był to pierwszy mecz pomiędzy angielską i szkocką drużyną, dość powiedzieć, że rok wcześniej Wanderers pojechali rozegrać mecz z Queen’s Park na ich terenie, był to początek pewnej tradycji, jaką była rywalizacja zdobywców trofeów z dwóch różnych państw. „The Spiders” rozbili gospodarzy 6-0, a choć spotkanie nie przykuło wielkiego zainteresowania, to w następnej dekadzie zorganizowano jeszcze pięć następnych starć między zdobywcami pucharów obu krajów. Wszystkie wygrali Szkoci. Przełom nastąpił w roku 1887 kiedy to Aston Villa zatriumfowała nad Hibernian aż 3-0. Zwycięstwo Anglików było kluczowe do… nadania spotkaniu znaczenia. Choć już przed spotkaniem gazety reklamowały ten mecz jako starcie dwóch silnych zespołów, a zainteresowanie znacznie przewyższyło to sprzed dekady (szacuje się, że mecz oglądało około 7000 widzów. Dla porównania finał FA Cup w roku 1887 oglądało 15,500 widzów, ale jeszcze przed rokiem 1885 nigdy nie przyciągnął on widowni większej niż 10,000 osób.) to wciąż był on reklamowany jako mecz czysto towarzyski. Tak też opisywały go później szkockie media, ale Anglicy nie po to odnieśli zwycięstwo, by się nim nie chwalić. „Preston Herald” opisał po nim Aston Villę jako zespół posiadający „prawo i roszczenie do bycia mistrzem świata piłki nożnej tym roku.”. Tezę tą, należy uznać za pierwszy luźny pomysł wyłaniania międzynarodowego mistrza piłki nożnej. Pomysł, który przyjął się błyskawicznie. Już w następnym roku starcie pomiędzy Renton a West Bromwich Albion było reklamowane jako mecz o mistrzostwo świata. Nawiasem mówiąc, szkockie Renton zwyciężyło 3-0, a Anglicy nigdy nie pogodzili się z porażką. Upierali się, że warunki na Hampden Park były okropne (rzeczywiście nad stadionem przeszła burza.) i domagali się rewanżu w Anglii. Nigdy jednak do tego nie doszło. Zawody o „Mistrzostwo świata” utrzymały się jednak aż do roku 1904, a wartym naszej uwagi jest jeszcze jeden finał. W sezonie 1891/92 dwumecz stoczyły między sobą Everton oraz Rangers. Everton wygrał 4-1 na wyjeździe i utrzymał przewagę u siebie, gdzie uległ tylko 0-2, ale sam mecz nie był aż tak hucznie reklamowany. Ważnym jest jednak to, że oba kluby nie były zdobywcami krajowych pucharów, tylko mistrzami kraju po triumfie w rozgrywkach ligowych. Był to pierwszy taki przypadek w historii. Anglicy i Szkoci bawili się na własnym podwórku jeszcze długo, rozgrywając charytatywny brytyjski Puchar Ligi w 1902 roku, a także towarzyski „Budapest Cup”, który zdobywcy krajowych pucharów Celtic oraz Burnley rozegrali w 1914 roku w stolicy Węgier, lecz nie byli oni osamotnieni. Początek XX wieku to gwałtowna ekspansja futbolu na Europę, tym samym pole do rozgrywek międzynarodowych nieskładających się już tylko z Anglików i Szkotów. Trzeba jednak Brytyjczykom oddać ogromny wpływ na popularyzację tej dyscypliny. To bowiem anglik, hydraulik John Gramlick był inicjatorem Challenge Cup, pierwszego międzynarodowego turnieju na kontynencie. Gramlick, będący także współzałożycielem Vienna Cricket and Football Club, ufundował trofeum dla rozgrywek, które wystartowały w roku 1897. Challenge Cup był pucharem międzynarodowym, ale nie międzypaństwowym! Jak to możliwe? Otóż otwarty był on dla wszystkich drużyny należących do Imperium Austro-Węgier. Puchar miał ambitne założenia, lecz został brutalnie zweryfikowany. W praktyce bowiem przystępowały do niego głównie zespoły reprezentujące trzy narody, a nawet precyzyjnie, trzy największe miasta imperium. Kluby z Wiednia, Pragi i Budapesztu były jedynymi, które dotarły do finału pucharu, a oprócz nich w „Challenge Cup” udział wzięło tylko kilka innych drużyn. S.C. Baden, Viehofen, Mödling były drużynami Austriackimi, mniejsze zespoły z Czech i Węgier pojawiły się dopiero po roku 1902 kiedy wprowadzono kwalifikacje regionalne, a drużyny z Polski, Ukrainy, Rumunii, Jugosławii i Włoch nie pojawiły się nigdy (wymienione tu państwa po rozpadzie Austro-Węgier przejęły fragment jego terytorium albo wyzwalając się spod okupacji jak Polska, albo uzyskując nowe tereny jak Włochy). Turniej rozgrywano dziesięciokrotnie, a jego ostatnia edycja odbyła się w sezonie 1910/11.

Challenge Cup, choć w założeniach był ambitny, w rzeczywistości nigdy nie wyrósł ponad zmagania największych miast jednego państwa. Za pierwszy międzypaństwowy turniej rozgrywany na kontynencie należy więc uznać Challenge International du Nord. Zawody rozpoczęte w roku 1898 i trwające nieprzerwanie do roku 1914. Spowodowane zostały one nieumyślnie przez USFSA, czyli Związek Francuskich Stowarzyszeń Sportowych. Do organizowanych przez siebie rozgrywek o tytuł mistrza Francji dopuścił on bowiem tylko ekipy z Paryża, zmuszając ekipy z innych części kraju to zakładania własnych zawodów. Na północy z inicjatywą wyszedł Sporting Club de Tourcoing, który nie tylko zaprosił do udziału w turnieju ekipy z Francji, ale także z Belgii. Do 1905 roku był to turniej pomiędzy tymi dwoma państwami, a Belgia odnosiła znaczne sukcesy, wygrywając sześć z siedmiu turniejów, trzykrotnie tocząc wewnątrz belgijskie boje w finale. Tylko w roku 1900 zatriumfował zespół z Francji, gdy Le Havre pokonało Club Français w jedynym finale wewnątrz francuskim. Zabawną ironią jest to, że Le Havre rok wcześniej zostało pierwszym mistrzem Francji spoza Paryża, USFSA dopuściła bowiem mistrzów poszczególnych departamentów do rywalizacji z mistrzem Paryża w roku 1899. Mały przełom nastąpił w roku 1905 kiedy to do turnieju zaproszono ekipy z Holandii oraz Szwajcarii. Holenderska Prinses Wilhelmina dotarła nawet do finału, lecz tam uległa Union Saint-Gilloise 1-3. Tytuł pozostał w Belgii aż do roku 1909 gdy to turniej przeszedł swoją ostatnią przemianę. Belgowie wycofali się z udziału, a zastąpiły ich amatorskie kluby z Anglii. Francusko-angielską rywalizacją amatorów pozostał on już do roku 1914 kiedy wojna zakończyła jego istnienie. Był on ciekawym pucharem międzynarodowym, lecz nie mający wielkiego statusu, a zespoły w nim uczestniczące nie należały do najlepszych w swoich krajach. Zupełnie inaczej było w przypadku „Coup Van der Straeten Ponthoz”, pierwszego turnieju określanego przez prasę mianem klubowych mistrzostw starego kontynentu. Puchar został utworzony w roku 1900 z inicjatywy hrabiego Carla Van der Srtaeten-Ponthoz, który również ufundował trofeum dla zwycięzcy. Do pierwszej edycji zaproszono kluby z sześciu państw, lecz Niemcy i Austriacy nie wystawili przedstawiciela. Udział wzięli mistrzowie Belgii (Racing Club de Bruxelles), Szwajcarii (Grasshopper Club), Holandii (H.V.V.) oraz Francji (Iris Club Lille), a także zaproszone gościnnie zespoły z Belgii (Royal Leopold FC i Antwerp Daring Club) i Holandii (R.A.P). Z uwagi na nieparzystą ilość drużyn dwa zespoły awansowały do półfinału na zasadzie wolnego losu. Był to Grasshopper, który półfinał przegrał 2-3 z holenderskim R.A.P i Iris Club Lille który… wycofał się z niejasnych powodów. Nie był on pierwszym zespołem, który się wycofał. Belgijski Antwerp D.C. miał rozegrać mecz preeliminaycjny z Royal Leopold, ale zrezygnował, obawiając się siły rywala. W efekcie turniej okazał się belgijskim koszmarem. Royal Leopold został rozbity przez H.V.V 1-8 a Racing najpierw uległ R.A.P 1-2, a potem po otrzymaniu szansy zastąpienia Lille w półfinale, przegrał 0-3 z H.V.V. Tym samym pierwszy turniej o tytuł klubowego mistrza Europy skończył się finałem wewnątrz holenderskim. Zwyciężyli go piłkarze R.A.P w dość dramatycznych okolicznościach. Od pierwszej minuty spotkania przegrywali po bramce samobójczej, ale dwie późne bramki (80 i 85 minuta) pozwoliły im odmienić losy spotkania. Co ciekawe król strzelców turnieju, Eetje Sol z H.V.V. wszystkie pięć goli zdobył w pierwszym spotkaniu przeciwko Royalowi Leopold. Były to skromne początki zawodów, które niestety nie zdołały utrzymać prestiżu. W następnym roku do udziału zgłosiły się tylko kluby z Belgii i Holandii, a sukcesem zawodów były kontrowersje sędziowskie na tyle duże, by podnieść dyskusje na temat potrzeby zaistnienia międzynarodowego organu do zarządzania piłką nożną. Wiele pomysłów z tamtej dyskusji stało się podstawą założenia FIFA w 1904 roku. Potem w pucharze udział wzięli jeszcze angielscy amatorzy, ale pomimo rokrocznych zawodów aż do 1907 roku nie udało im się znów zebrać mistrzów kilku europejskich krajów w jednym turnieju. ,,Coup Van der Straeten Ponthoz” jest jednak najbliższy idei Pucharu Europy i należy traktować go jako dalekiego przodka tych rozgrywek. Po nim nastały jeszcze turnieje organizowane we Włoszech, „Torneo Internazionale Stampa Sportiva” w roku 1908 oraz „Sir Lipton Thomas Trophy” w latach 1909 i 1911, a udział w nich brały kluby z Włoch, Anglii, Szwajcarii i Niemiec, lecz nie byli to krajowi mistrzowie, ciężko mówić więc o zapowiedzi Pucharu Europy. Pierwszą fazę kształtowania się międzynarodowego futbolu brutalnie przerwała wojna w roku 1914. I choć nie było wtedy blisko utworzenia tego co dziś znamy pod nazwą Ligi Mistrzów, to warto pamiętać, że już w pierwszej dekadzie XX wieku, w Europie szukano sposobu, by uczynić futbol międzynarodowym.

6

2

@AxelF Szansa jest zawsze a jak wyjdzie to zobaczymy...

1

@AxelF Jak na razie niekoniecznie...

8

Czy tego chcemy czy nie:

Luis Figo kończy dzisiaj 53 lat. Oczywiście wszyscy wiemy jak zachował się wobec ,,naszego” klubu, jednak nie wszyscy pamiętają że miał bardzo duży wkład w zdobycie 2 mistrzostw Hiszpanii, 2 Pucharów Króla oraz Pucharu Zdobywców Pucharów, będąc kapitanem Blaugrany. Mało tego, Figo miał również bardzo pozytywny wpływ na rozwój kariery zarówno Puyola jak i Xaviego, którzy debiutowali w barwach Blaugrany u boku Portugalczyka. Zresztą Puyol sam się o tym wypowiadał, jak pomocny był dla niego Figo.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

Media

Sonda

Kto wygra mistrzostwo świata?