2

Kalendarium Ligi Mistrzów:

11 grudnia 2002 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Newcastle United 3-1 w II fazie grupowej Ligi Mistrzów, po golach Daniego, Kluiverta oraz Thiago Motty. Honorowego gola dla Newcastle strzelił Ameobi.

3

Barça w europejskich pucharach:


11 grudnia 1963 r. FC Barcelona remisuje na wyjeździe z Hamburger SV 0:0 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu tych drużyn na Camp Nou padł niecodzienny remis 4:4! Wówczas nie liczyły się podwójnie strzelone gole na wyjeździe, w wyniku czego potrzebny był mecz dodatkowy, o którym napisze za tydzień.

5

Nie tylko dla kibiców Widzewa:

10 grudnia 1980 r. Widzew Łódź pokonał Ipswich Town 1:0 w 1/8 Pucharu UEFA. Po wyeliminowaniu drużyny klanu Agnellich, Widzew wylosował w kolejnej rundzie angielski Ipswich Town. Wyspiarze nie byli murowanymi faworytami w starciu z wicemistrzami Polski, którzy w 1/32 finału wyeliminowali słynny Manchester United i cieszyli się w Anglii dużym szacunkiem. Piłkarze Ipswich Town odrobili jednak pracę domową i na swoim terenie pokonali łodzian aż 5:0. Rewanż na zaśnieżonym stadionie przy al. Unii 2 był formalnością, ale widzewiacy honorowo pokonali przeciwników 1:0 po bramce Marka Pięty, co przypominano m.in. w archiwalnym materiale Telewizji Polskiej. Tamtą edycje PUEFA wygrał właśnie Ipswich pokonując w dwumeczu AZ Alkmaar. Pomyśleć że dzisiaj takie Ipswich(mistrz Anglii), Sunderland(6-krotny mistrz Anglii) czy choćby Portsmouth(dwukrotny mistrz Anglii) tułają się na trzecim poziomie rozgrywek w Anglii….

Pozdrawiam wszystkich sympatyków Widzewa :)

0

@Emial22 Powiem szczerze że było by co oglądać, ponieważ Wisła zawsze gra ofensywnie, a Barca zresztą też, więc można byłoby się spodziewać wielu goli a to przecież bardzo cieszy oko kibica:)

3

No cóż to był za mecz!
Na wstępie chciałbym pozdrowić pana Henia Kasperczaka, którego bardzo cenie i szanuje. Otóż 10 grudnia 2002 r. Krakowska Wisła pokonała na wyjeździe Schalke 04 1:4 w rewanżowym spotkaniu 3 rundy PUEFA. Okazałe zwycięstwo i awans do ćwierćfinału Pucharu UEFA stały się faktem! Rewanżowym spotkaniem z Schalke, Wisła Kraków napisała piękną historię, którą z wielkim sentymentem wspominają nie tylko kibice pod Wawelem, ale także w pozostałych częściach Polski. Pomeczowa radość Wiślaków na opustoszałej Arena AufSchalke – te obrazki kibice zapamiętają na zawsze! Gole dla Wisły: Żurawski(2), Kalu Uche oraz Kosowski. Honorowego gola dla Schalke strzelil Tomasz Hajto.

0

@Kwiatek67 Kogo masz na myśli? porównując do chłopaków z Orlika?

5

El Clasico!

10 grudnia 2011 r. FC Barcelona pokonała na Santiago Bernabeu Real Madryt 3:1(1:1). Mecz rozpoczął się kapitalnie dla Realu, który objął prowadzenie już w 1. minucie, ale później bramki padały już tylko dla mistrzów Hiszpanii. Spotkanie rozpoczęło się fantastycznie dla Realu Madryt, który potrzebował niespełna minuty na objęcie prowadzenie. Piłkę spod własnej bramki fatalnie wybijał Victor Valdes, ta trafiła do Angela Di Marii, a po chwili do siatki wpakował ją Karim Benzema. Barcelona po kiepskim początku szybko doszła do siebie. W 30. minucie Lionel Messi uruchomił kapitalnym podaniem Alexisa Sancheza, który strzałem w długi róg nie dał szans Ikerowi Casillasowi. Druga bramka dla Barcelony padła w kuriozalnych okolicznościach. Xavi Hernandez uderzył piłkę z woleja zza pola karnego, ta trafiła w Marcelo, odbiła się od słupka, po czym wpadła do bramki. Stracony gol zupełnie zbił z tropu graczy „Królewskich". W 66. minucie wynik ustalił Cesc Fabregas, który wykorzystał znakomite podanie Daniego Alvesa. FC Barcelona dzięki trzem punktom zdobytym na Santiago Bernabeu została nowym liderem Primera Division. Warto również przypomnieć iż w tym meczu Blaugrana zagrała z pierwszą reklamą na koszulkach. Zarząd klubu ujawnił że napis ,,Qatar Foundation” będzie pierwszą reklamą na koszulkach Blaugrany, za którą klub zacznie pobierać pieniądze. Obecny wcześniej Unicef nie tylko nie płacił nic za reklamę ale wręcz otrzymywał dodatkowe wsparcie finansowe. Kontrakt opiewał na 5 lat i 30 mln euro za każdy sezon. To o 6,7 mln euro więcej, niż zarabiały wówczas na reklamach Manchester United i Liverpool. Zdaniem Javiera Fausa, wiceprezydenta ds. ekonomicznych, ,,jest to najlepsza umowa w historii futbolu i gdyby nasz prezydent pojawiał się częściej w mediach, nie udało by się uzyskać tak korzystnego kontraktu”. Dodał też: ,,Gdyby to była marka komercyjna, nie doszło by do podpisania umowy”. Niecały rok później zarząd zmienił jednak zdanie i na koszulkach pojawiła się reklama Qatar Airways.

2

@Janiama O! No to super! W taki razie masz bardzo miłe wspomnienia na całe życie! No cóż tylko pozazdrościć...

3

Pamiętamy i dziękujemy! Wszystkiego najlepszego panie Januszu!
„Jak tylko się urodziłem, to już do kołyski dostałem pierwszą piłkę od taty” - 9 grudnia, 66 lat temu, urodził się jeden z najlepszych polskich pomocników przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Janusz Kupcewicz. Został wybrany najlepszym zawodnikiem 90-lecia Arki Gdynia. Zadebiutował w drużynie narodowej mając 21 lat. Trener tysiąclecia Kazimierz Górski postanowił go przetestować w meczu towarzyskim z Argentyną. 24 marca 1976 wszedł na ostatnie 16 minut w przegranym spotkaniu w Chorzowie 1:2. Następny występ miał miejsce po ponad roku. Selekcjonerem był już wtedy Jacek Gmoch. Zabrał Kupcewicza na mistrzostwa świata w 1978 roku. Na tym mundialu nie było mu dane zadebiutować. Musiał poczekać cztery lata. Szansę dał mu Antoni Piechniczek. Zabrał Kupcewicza do Hiszpanii w 1982 roku. Ten mundial rozpoczął na trybunach. Po remisie z Włochami i Kamerunem w kadrze nastąpiły zmiany. „Moim zdaniem, w piłce i w życiu trzeba zawsze mieć sporo szczęścia. Bez szczęścia w życiu ciężko się „przebijać” (…) Jedni twierdzą, że to decyzja trenera Piechniczka, inni że to zasługa trenera Hajdasa, który był w sztabie szkoleniowym (…) Zostałem włączony do szerokiej kadry, a następnie dowiedziałem się, że w kolejnym meczu z Peru zagram. Wygraliśmy wtedy 5:1, zaliczyłem jedną asystę i asystę drugiego stopnia. Wyszedłem na to spotkanie bez stresu, bo tak naprawdę niczym nie ryzykowałem” -opisał swój debiut na mistrzostwach w wywiadzie na wmzpn.pl. Od tego momentu grał już we wszystkich spotkaniach. Strzelił jedną z najładniejszych bramek w historii występów Polski na Mundialu. Mecz odbył się 10 lipca 1982 roku w Alicante. O trzecie miejsce na świecie rywalizowaliśmy z Francją. W tamtych czasach to był drużyna najeżona wielkimi gwiazdami jak Michel Platini czy Jean Tigana. Mecz rozpoczął się od gola dla przeciwników. W 12. minucie zdobył go strzałem z około 20 metrów Rene Girard. Na szczęście nie załamało to naszych piłkarzy. W 41. minucie, po podaniu Zbigniewa Bońka, Andrzej Szarmach uderzył na bramkę. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Poszliśmy za ciosem. Właśnie wtedy swój geniusz pokazał Kupcewicz. Trzy minuty później wykonywał rzut rożny. Posłał futbolówkę bardzo precyzyjnie w pole karne. Tam wspaniałą główką bramkę zdobył Stefan Majewski. 2:1 do przerwy. Druga połowa rozpoczęła się wspaniale. Z prawej strony francuskiej bramki został sfaulowany Boniek. Do piłki podszedł Kupcewicz. Trójkolorowi spodziewając się dośrodkowania ustawili tylko dwuosobowy mur. A Polak uderzył obok muru na krótki słupek. Całkowicie zaskoczył bramkarza Jeana Castenadę. Wspaniałe uderzenie, piękna bramka, wyjątkowo inteligentne zagranie. Najwyższa klasa światowa. Prowadziliśmy 3:1. Trójkolorowi odpowiedzieli tylko jednym golem. Wygraliśmy i drugi raz w naszej historii zdobyliśmy trzecie miejsce na mistrzostwach świata. Janusz Kupcewicz w reprezentacji Polski zagrał 20 spotkań, w których strzelił 5 goli. Opisywana powyżej była jego najważniejszą w karierze. Został piłkarzem 90-lecia Arki Gdynia i rozstał się z ukochanym klubem. Dzięki swojej postawie, umiejętnościom i serduchu jakie zostawił w klubie z wybrzeża został wybrany najlepszym piłkarzem w jego 90-letniej historii. Niestety zaraz po tym wielkim wyróżnieniu rozstał się z klubem. „Nie mam żalu, że nie przedłużyłem kontraktu. Arka Gdynia była, jest i będzie Chciałbym, aby już za rok wróciła do ekstraklasy, ale za bardzo w to nie wierzę. Degradacja to efekt tego, że od lat nie było odpowiednich wzmocnień, a wśród zagranicznych transferów zbyt dużo było niewypałów” - mówił Janusz Kupcewicz na sport.trójmiasto.pl. ". Jak się okazuje nowi właściciele nie uszanowali ikony klubu z Gdyni. A bez historii nie ma przyszłości.

3

Był sobie….. pierwszy taki Dembele



9 grudnia 1996 r. Emanuel Amunike pojawił się w Barcelonie aby podpisać kontrakt. Nigeryjczyk był niezłym piłkarzem, lecz ze względu na kontuzje nie osiągnął wróżonego mu poziomu. Historia jego transferu i pobytu w Blaugranie jest jednak niecodzienna. W czerwcu 1996 r. ówczesny piłkarz Sportingu Lisbona miał zostać zawodnikiem FC Barcelony ale nie przeszedł badań medycznych. Zdaniem Katalończyków Amunike miał kontuzjowane kolano. Portugalczycy twierdzili natomiast że… jest zupełnie zdrowy. W lipcu wiceprezydent Gaspart oskarżył Sporting o oszustwo. Portugalczycy nie chcieli aby piłkarz przeszedł gruntowne badania kontuzjowanej nogi, odrzucając propozycje artroskopii kolana. Prezydent Nuñez oświadczył nawet że Amunike jest ,,nowym samochodem z awarią silnika”. 9 grudnia 1996 r. Nigeryjczyk pozytywnie przeszedł wszystkie badania i trafił do Barcelony za 3,6 mln euro. Trener Bobby Robson przedstawił go jako ,,transfer najwyższej klasy’ i jego ,,największy koszmar” z czasów, gdy trenował FC Porto i grał przeciwko drużynie Amunike. Z biegiem czasu okazało się iż Nigeryjczyk stał się koszmarem FC Barcelony. Przez 3,5 roku przeszedł 5 operacji: trzy artroskopie, jedną osteotomie i transplantację chrząstki stawu kolanowego uzyskanej od zmarłego pacjenta. W październiku 1999 r. Barça próbowała rozwiązać jego kontrakt, starając się udowodnić że Amunike nie może wykonywać zawodu piłkarza. W tym samym czasie Nigeryjczyk domagał się… pieniędzy za jedną z operacji, które przeszedł w USA. Blaugrana zakazała mu treningów z zespołem ale w kwietniu decyzje tą uchylił hiszpański ubezpieczyciel. W 2000 r. po zakończeniu kontraktu ,,kukułcze jajo” przejęło Albacete. W kontrakcie zapisano klauzule że w przypadku kolejnej kontuzji kolana klub może rozwiązać kontrakt z piłkarzem. 13 stycznia 2001 r. Amunike doznał urazu… ścięgien Achillesa, co w praktyce zakończyło jego karierę piłkarską ale uniemożliwiło Albacete pozbycie się Nigeryjczyka z listy płac.

3

Co to znaczy skreślony? W jaki sposób? z czego? z listy płac? z listy powołanych na mecz? Pani Julio, pani dalej się bawi w kotka i myszke z nudów?

8

Visca el Barca, Visca el Catalonia, Parasiempre!!!

0

Kalendarium Barçy:


9 grudnia 1959 r. FC Barcelona pokonuje Reprezentacje Belgradu w rewanżowym meczu półfinału Miast Targowych 3:1 po golach: genialnego Kubali, świetnego Evaristo oraz błyskotliwego Eulogio Martineza i awansuje do finału, który odbył się na wiosne przyszłego roku w formule dwumeczu.

1

@Peciak Lenglet i jego klasa! No to ja nie mam więcej pytań i odpowiedzi!

0

@Nihas Jakiego ty piłkarza(wzmocnienia) oczekujesz za 9,6 miliona euro po awansie do 1/8? Przecież z taką kadrą to nie tylko nie awansujemy do ćwierćfinału ale z dużym prawdopodobieństwem skompromitujemy się w 1/8! Takie pieniądze to są śmieszne dla takiego klubu jak Barca, starczą jedynie na pensje dla piłkarzy.

0

No prosze, wystarczy udać się do Saint Petersburga i bardzo dobra, klasowa Chelsea gra tam jak... zupełnie inna Chelsea niż ta z Premiere League!

4

Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak FC Barcelona nie może istnieć bez historii:


8 grudnia 1921 r. w Gran Teatre del Bosc(teatr założony w 1905 r.) zarząd FC Barcelony wynajął jego szeroki parter aby zorganizować tutaj generalne zgromadzenie socios. Głównym punktem porządku dnia było przedstawienie projektu nowego stadionu. Szefowie klubu chcieli uzyskać przyzwolenie socios aby skonkretyzować kupno terenu, na którym miał stanąć przyszły Estadio Camp de Les Corts. W trakcie zebrania Gamper i inni członkowie rady, jak Joan Cabot i sekretarz Josep Julines, przemówili do zebranych, wskazując na konieczność doprowadzenia do realizacji tego projektu, który zaprezentowali jako naglącą potrzebę dla klubu. Ich wystąpienie zakończyło się owacją , będącą wyrazem jednogłośnej aprobaty dla propozycji przedstawionej przez dyrekcję. Gran Teatre del Bosque stał się więc teatrem marzeń barcelonizmu, gdzie narodził się przyszły, wymarzony stadion.

4

(Nie)zapomniane legendy futbolu:
8 grudnia 1941 r. urodził się Goeffrey Hurst, angielski napastnik, Mistrz Świata z 1966 r. Piłkarz, który został bohaterem finału Mistrzostw Świata w Anglii(1966) jeszcze pół roku wcześniej w ogóle nie grał w reprezentacji! Alf Ramsey miał wśród napastników duży wybór, Hurst był jednym z wielu. Nie pomogło mu nawet wywalczenie z drużyną West Ham Pucharu Zdobywców Pucharów(1965). Z punktu widzenia angielskiego trenera miernikiem wartości piłkarza były rozgrywki ligowe i pucharowe we własnym kraju. A ponieważ tutaj Hurstowi szło całkiem dobrze, Ramsey postanowił zaryzykować. Geoffrey zadebiutował w reprezentacji w lutowym meczu przeciw RFN, do rozpoczęcia mundialu zagrał jeszcze tylko cztery razy i z takim marnym dorobkiem musiał rozpoczynać turniej na ławce rezerwowych. Tym bardziej iż najlepszy strzelec Anglii-Jimmy Greaves osiągnął wysoką formę(4 gole przeciwko Norwegii na 2 tygodnie przed Mundialem). Ale w meczu z Urugwajem rozpoczynającym Mundial Anglia nie strzeliła żadnej bramki. Dwa kolejne-z Meksykiem i Francją-wygrywała takim samym wynikiem 2:0 ale Ramsey nie był zadowolony i za każdym razem próbował innych napastników. Zaczynał z Greavsem i Conelym, w drugim meczu jego miejsce zajął Teryy Paine a w trzecim Ian Callaghan. Żaden z nich nie spisywał się zgodnie z oczekiwaniami selekcjonera a w dodatku Greaves doznał kontuzji i Ramsey na ćwierćfinałowy pojedynek z Argentyną z konieczności wystawił Hursta.

I obydwaj dobrze na tym wyszli ponieważ Anglia wygrała 1:0 a jedynego gola strzelił właśnie Hurst, który doskonale współpracował z klubowym kolegą Martinem Petersem i wiadomo było że zdobył miejsce w drużynie a miał wówczas 24 lata. W półfinale z Portugalią Geoffrey gola nie strzelił ale w sobotę 30 lipca 1966 roku przeszedł do historii futbolu. Nikt inny nie zdobył 3 goli w finale mistrzostw świata. W dodatku Hurst pokazał niespotykaną wszechstronność. Pierwszą bramkę zdobył głową, drugą(tę dyskusyjną) prawą nogą a trzecią-lewą. Cztery lata później pojechał na Mundial do Meksyku. Wiosną 1972 roku wystąpił w kadrze po raz ostatni, ponownie przeciw RFN, która w jednym z najlepszych meczów w historii futbolu pokonała na Wembley Anglików 3:1. Hurst w 49 meczach dla Anglii zdobył 24 gole. Na mundial do Hiszpanii(1982) pojechał jako asystent trenera, który go wychował w West Ham-Rona Greenwooda. Geoffrey Hurst otrzymał z rąk królowej tytuł szlachecki. Koszulka, w której grał podczas finału na Wembley osiągnęła na aukcji wartość 80 tys. funtów. Hurst sprzedał ją mimo iż sytuacja materialna go do tego nie zmuszała. Natomiast piłkę, którą Hurst strzelił 3 gole zabrał Niemiec Helmut Haller. Dopiero z górą po 30 latach wystawił ją na aukcji, dzięki czemu wróciła do Anglii.

0

@Wossi61FCB Osobiście nie sądze że Barca odpuściła całą drugą połowe. Ostatnie 15 minut to się zgodze, ponieważ Bayern musiałby w tym czasie strzelić 3 gole. Nie zmienia to jednak faktu że z Niemcami na ich terytorium gra się bardzo ciężko i rzadko się wygrywa.

1

W 2015 r. nasza kochaniutka Barcunia była zdecydowanie najlepsza na świecie! Jednak będąc wówczas potęgą z Luisem Suarezem, Neymarem i Messim na czele nie dała rady nawet zremisować na Alianz Arena z Bayernem 12 maja. Wówczas Robert Lewandowski zdobył jednego z goli dla Bayernu. Dzisiaj mamy o niebo słabszą drużyne więc tylko chyba jakiś cud pozwoliłby nam wygrać ten mecz. Ponoć cuda się zdarzają.....?

8

Ten pierwszy raz!

8 grudnia 1899 r. FC Barcelona rozegrała swoje pierwszy mecz w historii klubu! Pierwszym przeciwnikiem Blaugrany byli członkowie brytyjskiej colonii. Tak oto dziennik ,,La Vanguardia’’zrelacjonował to spotkanie: ,,Wspaniała była wczorajsza gra na starym Velodromo de la Bonanova pomiędzy członkami stowarzyszenia ,,Foot-ball Club de Barcelona’’ i młodymi przedstawicielami kolonii angielskiej w stolicy Katalonii. O ustalonej wcześniej godzinie(to jest trzeciej po południu), obie drużyny złożone z dziesięciu graczy spotkały się na trawniku wspomnianego Velodromu. Mecz rozpoczął ze słabym północno-zachodnim wiatrem ,,team’’ Barcelona i później nastąpiła seria zdarzeń, które czynią ten ,,sport’’ tak atrakcyjnym dla silnych nacji. W drużynie Barcelony wyróżniali się- kapitan Joan Gamper, Urruela, Lomba i Wild ze względu na łatwość posługiwania się piłką. Na koniec należy gorąco podziękować zarówno ,,Foo-tball Club Barcelona’’ za tak udaną inaugurację swojego istnienia, jak i młodym anglikom za rozegranie dobrego, inteligentnego meczu. Drużynę ,,Barcelona foot-ball Club’’ reprezentowali Wild, A. Kamper, Urruela, Lomba, Orio de llobet, Lopez, Terradas, Kunzli i Schilling”. Mecz zakończył się zwycięstwem drużyny angielskiej 1:0 pomimo przewagi FC Barcelony. Wynik tego historycznego meczu na ówczesny czas był najmniej ważny. Wówczas liczyło się szlachetne fair-play pod każdym względem, czego dzisiaj próżno szukać nawet u anglików, którym w dużej mierze zawdzięczamy powstanie klubu. Dodam jeszcze że Velodromo de la Bonanova to było wówczas boisko duże ale bardzo nierówne i twarde, pełne kamieni, wyrw i kępek trawy. Miało jednak znakomite położenie, blisko stacji kolejowej La Bonanova w dzielnicy Sarii i to właśnie przekonało zarząd by korzystać z niego do rozgrywania meczów. W tamtych czasach boiska używano wspólnie z innymi drużynami z miasta. Grał ten, który przyjeżdżał jako pierwszy. Wśród drużyn, które korzystały z boiska była m.in. FC Catala, Barceloński klub założony zaledwie kilkanaście dni po FC Barcelonie.

0

@KacperVEB Nie wzmocnimy zespołu za te 9 czy 10 milionów. Takie pieniądze to co najwyżej na pensje dla piłkarzy. Dlatego też nie zaszkodziłoby zagrać w Lidze Europy, przynajmniej porządnie ograli by się młodzi piłkarze i nabrali doświadczenia a nawet niektórzy z La Masii.

2

Mecze, które przeszły do historii futbolu:

7 grudnia 1932 r. Anglia pokonała Austrie 4:3(2:1). W muzeum Historycznym w Wiedniu znajduje się namalowany w 1948 r. obraz Paula Meissnera ,,Das Wunderteam”. Przedstawia on wybiegającą na boisko najlepszą jedenastke w dziejach austriackiego futbolu i jej trenera, Hugona Meisla. Obraz ma wymiary 200 x 160 cm. A jego kopie zdobią wiele siedzib austriackich klubów. O tej drużynie na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku słyszał cały świat. Losy jej piłkarzy wplotły się w historie Europy. Nazwę Wunderteam nadał austriackiej reprezentacji niemiecki dziennikarz tuż po jej zwycięstwie nad Niemcami 6:0! w maju 1931 r. Od tamtej pory do lutego 1933 r. rozegrała ona 15 meczów, z których dwanaście wygrała, ponosząc tylko jedną porażke(3:4 z Anglią w Londynie). Ostatni mecz, który uważa się za koniec Cudownej Drużyny, rozegrany został 12 lutego 1933 r. na Parc des Princes w Paryżu. Austria rozgromiła wówczas Francje 4:0. Niemal każda wielka drużyna miała wyjątkowego trenera, w tym wypadku Hugo Meisla, który był również cenionym sędzią, współtworzył przepisy gry i działał w FIFA. Pod koniec lat 20-tych opracował projekt pierwszych w historii międzynarodowych rozgrywek klubowych w Europie, tzw. Mitropa Cup, będących pierwowzorem Pucharu Mistrzów. Pełnił godność sekretarza Austriackiego Związku Piłki Nożnej ale przede wszystkim prowadził reprezentacje. Po serii 10 zwycięstw w 12-tu meczach, 1 grudnia 1932 r. Austriacy wsiedli w Wiedniu do Orient Expressu jadącego do Londynu. Trenowali na boisku Arsenalu, przyjęto ich bankietem w restauracji stadionu Wembley a mecz z Anglią rozgrywali na Stamford Bridge. Byli pierwszą reprezentacją z Europy Środkowej, zaproszoną przez The Football Association. O Austrii można było wówczas powiedzieć że to nieoficjalny mistrz Europy. Anglia natomiast była potęgą. Rok wcześniej pokonała Hiszpanię 7:1(z Zamorą w bramce) a przez 56 lat nie wygrała z nią żadna reprezentacja spoza Wysp Brytyjskich(pierwsza była Hiszpania, 4:3 w Madrycie w 1929). Anglicy zaprosili jako rozjemcę najlepszego sędziego przed wojną, Belga Johna Langenusa. Anglicy prowadzili od 5 minuty po strzale napastnika Blackpool Jimmy’ego Hampsona. W 17 minucie ten sam piłkarz podwyższył na 2:0. Austriacy zdobyli pierwszego gola po strzale Zischka, 6 minut po przerwie. Ludzie na trybunach już nie siedzieli. Ogladali mecz na stojąco, bo i tak wstawali niemal bez przerwy po akcjach jednych i drugich. William Houghton strzelił na 3:1, po czym legendarny Sindelar na 3:2. Samuel Crooks na 4:2 i wreszcie Schall ustalił wynik na 4:3. W ciągu ostatnich 7 minut przewagę mieli Austriacy, lecz nie udało im się wyrównać. O meczu pisała prasa całej Europy. Langenus stwierdził że był to najlepszy mecz jaki kiedykolwiek w życiu sędziował. Kilka miesięcy później, po porażce z Czechosłowacją już nie mówiło się o Cudownej Drużynie ale jej piłkarze wciąż grali i to nieźle. Na mistrzostwach świata w 1934 r. zajeli 4 miejsce. Mogło być lepiej ale Austriacy mieli pecha. W półfinale trafili na gospodarzy- Włochów, których sędziowie bezpiecznie konwojowali do finału. To nie wszystko. Mecz w Mediolanie toczył się podczas padającego deszczu, w błocie po kostki a w takich warunkach Austriacy, opierający swoja gre na szybkich podaniach po ziemi, mieli znacznie mniejsze szanse. O zwycięstwie Włochów zadecydował jeden celny strzał. Przed kolejnymi mistrzostwami świata Niemcy zaanektowały Austrie. Hugo Meisl już tego nie doczekał. W lutym 1937 r. zmarł na atak serca, dożywszy zaledwie 55 lat. Wykańczała go sytuacja polityczna i coraz bardziej dotkliwe objawy antysemityzmu. Po wojnie znalazł się w Galerii Sław ludzi pochodzenia żydowskiego, mających wpływ na rozwój piłki nożnej.

5

W oczekiwaniu na cud:

Mecz z Bayernem urasta do rangi meczu z PSG z marca 2017 r. Co nam dała tamta historyczna remontada poza kilkoma milionami euro i awansie do ćwierćfinału?, w którym Barça odpadła w konfrontacji z Juventusem. Biorąc pod uwagę jakim potencjałem dysponowała wówczas Blaugrana to nie dało nam to właściwie nic! Do czego zmierzam? Otóż co nam da ewentualny jutrzejszy przysłowiowy ,,Cud na Alianz Arenie”? po za awansem do 1/8 L.M.? Naturalnym tokiem myślenia jest awansować wysoko a najlepiej wygrać Lige Mistrzów! Tylko ja się pytam ,,z czym do ludzi!?”. Dowiedziałem się że za awans do 1/8 klub otrzymuje 9,6 miliona euro, tak? Zatem postawmy sobie pytanie kim można wzmocnić naszą Barçe taką kwotą? Jakim przede wszystkim konkretnym napastnikiem, który mógłby nam realnie pomóc w awansie przynajmniej do ćwierćfinału? Moim skromnym zdaniem żadnym! Za taką kwote nie pozyskamy nawet porządnego obrońcy. W związku z tym, my nie mamy właściwie żadnych szans na awans do ćwierćfinału tychże rozgrywek. Wyczytałem również że za wygranie Ligi Europy klub może zarobić 8,6 milionów euro. Pytanie nasuwa się na ile nam się opłaca za wszelką cene awansować do 1/8 L.M. żeby zaraz po niej odpaść, i to nie wykluczone że w kompromitującym stylu? Czyż nie lepszym rozwiązaniem za trochę mniejsze pieniądze byłoby tzw. Porządne otrzaskanie się w Lidze Europy? A nóż, widelec mogłoby się nawet udać wygrać po raz pierwszy w historii te rozgrywki? Z całą pewnością stać na to Blaugrane. Nawet gdyby się nie udało wygrać L.E. to w letnim okienku transferowym jest znacznie łatwiej znaleźć jakiegoś wartościowego napastnika a zarazem pozbyć się takich piłkarzy jak Luk de Jong, Umtiti, Lenglet, Sergi Roberto, Mingueza czy choćby Desta a nawet Dembele za godziwe pieniądze.

4

Blaugrana w europejskich pucharach:



7 grudnia 1977 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou w rewanżowym spotkaniu 1/8 Pucharu UEFA Ipswich Town 3:0. Po pierwszym meczu w Ipswich przegranym 3:0, szanse na awans spadły niemal do zera. Ś.P. Rinus Michels stwierdził ,,że w takich meczach najważniejsze jest strzelenie gola na wyjeździe’’. Dodał również: ,,Najważniejsze jednak że zostało przed nami 90 minut i 3 gole do odrobienia’’. Holenderski szkoleniowiec okazał się prorokiem. Na deszczowym spotkaniu na Camp Nou, na trybunach zasiadło zaledwie 30 tys. Widzów. W poprzednim tygodniu Barça przegrała u siebie Klasyk z Realem 2:3, więc zawodnicy chcieli wynagrodzić kibicom porażke z odwiecznym rywalem. Po 2 golach Cruyffa Blaugrana pewnie prowadziła 2:0, lecz do dogrywki potrzebny był jeszcze jeden gol. Wreszcie w 88 minucie Carles Rexach wyrównał rezultat dwumeczu strzelając gola z rzutu karnego. Dodatkowy czas gry nie przyniósł zmiany wyniku i tak jak w poprzedniej rundzie z AZ Alkmaar, Barça musiała walczyć w serii ,,jedenastek’’. Anglicy wykorzystali zaledwie jeden z czterech karnych i Cruyff nie musiał już wykonywać swojej próby w 5 kolejce. Po pokonaniu 3:1 w karnych anglików, Duma Katalonii dotarła do półfinału tych rozgrywek gdzie odpadła w dwumeczu z PSV Eindhoven. Pamiętajmy że gdyby nie genialny trener Rinus Michels to nie oglądalibyśmy Johana Cruyffa w Barcelonie, a gdyby Johan nigdy nie trafił do Barcelony…? Tak więc Michelsowi nie tylko zawdzięczamy futbol totalny.

4

(Nie)zapomniane legendy futbolu:

6 grudnia 1937 r. w Ancon urodził się Alberto Spencer, wybitny ekwadorski napastnik, 3-krotny zdobywca Copa Libertadores, 2-krotny zdobywca Pucharu Interkontynentalnego oraz 7-krotny Mistrz Urugwaju(z Peñarol)! Już jako chłopiec odznaczał się niezwykłą sprawnością. Było jasne że ten diament wymaga szlifu i równie oczywiste iż Ekwador jest dla niego za ciasny. W Peñarol Montevideo u boku takich znakomitości jak Martinez, Hohberg, Goncalvez, Cubilla czy Rocha, jego talent rozkwitał w imponującym tempie. W doświadczone trenerskie ręce wziął go Roberto Scarone. Już 1 kwietnia 1960 w Wielkich Derbach Montevideo strzelił gola, dzięki któremu Peñarol zremisował z odwiecznym rywalem-Nacionalem. W tymże roku debiutował w rozgrywkach Copa Libertadores w meczu z boliwijskim Jorge Wilsterman zdobywając na dzień dobry 4 gole! A potem ruszyła niepowstrzymana lawina goli strzelanych na wszystkie możliwe i niemożliwe sposoby. Spencer uderzał równie celnie obiema nogami jak i głową. Trafiał z woleja, z przewrotki a niekiedy szedł na samotny przebój. Jednak głównie wykorzystywał precyzyjne podania kolegów rzucających mu piłkę na dobieg na wolne pole. Dzięki wrodzonej szybkości potrafił niemal zawsze uprzedzić obrońców. Decydowały sekundy i centymetry, lecz ekwadorski atleta posiadał nieprawdopodobny refleks i orientację chociaż zazwyczaj na plecach siedziało mu przynajmniej dwóch przeciwników. Większość wysokich dośrodkowań również zamieniał na bramki. Słowem okazał się graczem na którego Peñarol czekał wiele lat. W systemie 4-2-4 pełnił funkcję ,,punta de lanza’’(ostrze włóczni)-napastnika najbardziej wysuniętego do przodu. Zarówno z Sasią jak i Peruwiańczykiem Joyą doprowadził do perfekcji słynną ,,pared’’ czyli ścianę-błyskawiczną wymianę podań. Jego rekordy strzeleckie w lidze urugwajskiej ustępują tylko wyczynom Atillo Garcii i Fernando Moreny. Łącznie w karierze zdobył 326 goli a byłoby ich pewnie znacznie więcej gdyby nie częste kontuzje bowiem stanowił obiekt bezpardonowych interwencji. Po zderzeniu z bramkarzem Nacional Robertem Sosą doznał nawet otwartego złamania nogi. Czterokrotnie był goleadorem rozgrywek krajowych a mistrzem Urugwaju siedmiokrotnie. Swą 200-setną bramkę dla Peñarol strzelił w okolicznościach jakby wymarzonych dla takiego jubileuszu. 22 maja 1966 na Estadio Nacional w Santiago w trzecim już dodatkowym meczu finałowym Copa Libertadores przeciwnikiem urugwajczyków był sam River Plate. I właśnie strzał, którym Spencer wyprowadził w pole najsłynniejszego bramkarza Argentyny-legendarnego Amadeo Carrizo-dał Peñarolowi upragniony puchar. Wyczyny ekwadorskiego bombardiera w tej klubowek konkurencji nie mają sobie równych. Trzykrotnie zdobywał Copa Libertadores a dwukrotnie Copa Intercontinental równoznaczny z tytułem najlepszej drużyny klubowej świata! Nikt do tej pory nie pobił jego rekordu-w rozgrywkach Copa Libertadores z 54 golami(48 dla Peñarolu i 6 dla Barcelony Guayaquil) pozostaje snajperem wszechczasów w dziejach tej imprezy! Po zakończeniu niezwykłej kariery już w latach 80-tych ten ,,najwybitniejszy w historii ambasador Ekwadoru’’ został prawdziwym dyplomatą, pełniąc funkcję sekretarza administracyjnego ambasady w Montevideo, gdzie od dawna już zamieszkiwał na stałe. Ale też nikt nie rozsławił w tej mierze egzotycznego kraju nad Oceanem Spokonjym jak Alberto Spencer. Zmarł na skutek powikłań po ataku serca w klinice w Stanach Zjednoczonych 3 listopada 2006 roku.

1

Kalendarium El Clasico:



6 grudnia 2003 r.(w pierwszym sezonie Franka Rijkaarda) FC Barcelona poległa na Camp Nou w El Clasico 1:2. Real niemal przez 20 lat nie potrafił wygrać na tym stadionie w La Liga. W międzyczasie udało mu się to w Pucharze Króla i w Lidze Mistrzów w 2002 r. ale w Primera Division zdołał jedynie pięciokrotnie zremisować w 20 meczach. Niestety w 2003 r. Duma Katalonii nie dała rady obronić swojej twierdzy, tracąc 2 gole po rykoszetach. Zbyt późno strzelony gol kontaktowy Kluiverta nie pozwolił już na doprowadzenie do remisu. Brak Ronaldinho i świetny mecz Casillasa były główną przyczyną tryumfu Los Blancos. No cóż, ale co się odwlecze to nie uciecze, ponieważ w rewanżu podopieczni Rijkaarda wygrali na Santiago Bernabeu identycznym rezultatem jak na Camp Nou czyli 2:1, po golach: ponownie Kluiverta oraz Xaviego.

2

Najstarsze i najciekawsze turnieje w dziejach futbolu:



5 grudnia 1959 r. Brazylia pokonała w Guayaquil Paragwaj 3:2. To był mecz otwierający 27 edycje Copa America. Po raz pierwszy i jedyny w historii Campeonato Sudamericano odbyło się dwukrotnie w tym samym roku. Jeszcze nie przebrzmiały echa i komentarze po wiosennej imprezie w Buenos Aires a już w grudniu tegoż 1959 roku najlepsi piłkarze z kontynentu zjeżdżali do Ekwadoru. Formalnym powodem było uroczyste otwarcie nowego, pięknego Estadio Modelo w Guayaquil, mieszczącego ponad 55 tys. widzów. Rzeczywiście frekwencja dopisała nad podziw i niemal na każdym meczu trybuny były szczelnie wypełnione. Żywe wciąż było w Guayaquil wspomnienie fantastycznego turnieju z 1947 i niezapomnianych wyczynów Moreno, Di Stefano, Loustau, Valeriono Lopeza, Gambetty czy Livingstone”a. Obrońca tytułu, Argentyna wydawała się murowanym faworytem. Postanowiono powtórzyć eksperyment z połowy dekady, zestawiając po raz drugi w historii w komplecie klubową piątke napadu. Ponieważ rozgrywki ligowe sezonu 1959 w wielki stylu wygrało San Lorenzo, reprezentacyjny atak sformowali: Facundo, Ruiz, Omar Garcia, Sanfilippo, Boggio. Wprawdzie formacja ta żadnego meczu nie dokończyła w takim zestawieniu bo na zmiany wchodzili Pizzuti i Belen, niemniej słynny rekord Independiente został wyrównany. Formacja ta była idealnie zgrana i rozumiejąca się ,,na pamięć”. Potwierdziło się to w pierwszym, zwycięskim meczu z Paragwajem(4:2). Rozbicie tej formacji już w następnym meczu z Ekwadorem zakłóciło płynność gry, co w efekcie zakończyło się nieoczekiwaną stratą punktu. Cztery dni później przeciwnikiem Argentyny był Urugwaj. Ciągłe roszady w składzie Albicelestes i brak konsekwencji taktycznej doprowadziło do klęski, której rozmiary były zatrważające. Po 25 minutach Urugwajczycy prowadzili 3:0, potem już tylko niemiłosiernie punktując rozbitych psychicznie przeciwników. Wynik 5:0 był szokiem dla całej sportowej Argentyny i zwiastował nadejście ciężkich czasów dla jej futbolu. Nie pomogło w niczym zwycięstwo nad Brazylią 4:1, tym bardziej iż mistrzowie Świata przysłali do Ekwadoru trzeciorzędną ekipe, złożoną z graczy stanu Minas Gerais. Urugwaj natomiast zaczął rozgrywki od wygranej z Ekwadorem i zakończył stratą punktu ze słabiutkim Paragwajem. Mimo zwycięstwa Celestes w turnieju, przez prase przetoczyła się namiętna fala krytyki a na trenerze Corazzo nie zostawiono suchej nitki. Wytykano mu złą koncepcje kadrową, rezygnacje z renomowanych piłkarzy Peñarol i tysiąc innych grzechów. Jednak personalnie eksperymenty trenera miały swoje uzasadnienie. Po niepowodzeniu w poprzednim turnieju postanowił on radykalnie odmłodzić zespół i głębiej sięgnąć do przebogatych rezerw, które jak słusznie podejrzewał, tkwią w mniejszych klubach. Trzon drużyny stanowili zawodnicy Nacional Montevideo, u boku których wspaniale rozkwitły nowe talenty. Podobny schemat zastosował Atilio Narancio w roku 1923. W efekcie Urugwaj tryumfuje po raz 10-ty w historii, wyprzedzając o 2 punkty Argentynę i o 3 Brazylię. Królem strzelców turnieju zostaje legendarny napastnik Jose Sanfilippo z dorobkiem 5 goli. Natomiast najlepszym piłkarzem turnieju wybrano Alcidesa Silveire.

2

Był sobie… Vulgar, Bulgar:

5 grudnia 1990 r. Christo Stoiczkow z premedytacją nadepnął na sędziego. Na początku lat 90-tych XX wieku mecze Superpucharu Hiszpanii odbywały się w trakcie sezonu i cieszyły się dużo mniejszym zainteresowaniem niż obecnie. Nawet El Clasico w tych rozgrywkach nie wywoływało dużych emocji. Barça w raz z Realem zaprezentowały składy z wieloma zmiennikami a na trybunach Camp Nou pojawiło się zaledwie 40 tys. kibiców. Mecz toczył się pod dyktando gospodarzy aż do końcówki pierwszej połowy. Cruijff wściekł się po decyzji arbitra Azpitarte, który nie ukarał gracza Realu po drugim faulu w ciągu kilku sekund. W efekcie arbiter odesłał go na trybuny a do akcji wkroczył Stoiczkow, słynący z kontrowersyjnych zachowań. Najpierw próbował przekonać Azpitarte do zmiany decyzji, chwytając go za ręke a po otrzymaniu drugiej żółtej kartki przydepnął noge sędziego. Po chwili Meksykanin Hugo Sanchez z Realu jeszcze podgrzał atmosferę, chwytając się za przyrodzenie i kierując ten gest w strone kibiców Barçy. Bułgar początkowo został zawieszony na ponad 2 miesiące, później kare powiększono aż do pół roku. Po niemal 17 latach sędzia i Bułgar spotkali się w programie telewizyjnym. ,,Stoiczkow jest świetnym człowiekiem, lecz na boisku zmieniał się nie do poznania. Za swoje nadepnięcie jest mi winien koszulkę”- żartował Azpitarte.

0

@Vebrol Argentyna z Włochami??? Niby z jakiej okazji? Towarzyski?

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?