FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Kto wygra mistrzostwo świata?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@LeoMesjasz Jeśli dobrze pamietam to ja już miałem tutaj konto właśnie w 2012 lub rok później, oczywiście pod inną nazwą tyle że redakcja mnie usneła. Ciebie nie kojarze z tamtych lat ale już takiego Don-Corleone jak najbardziej.
4
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
24 stycznia 1934 r. w Bytomiu urodził się Henryk Kempny. W latach 50. był czołowym strzelcem i prawdziwą gwiazdą polskiej ligi. Dorastał w Bytomiu w niemieckiej rodzinie. Kiedy na początku 1945 r. zbliżał się front, cała rodzina była już spakowana i gotowa do wyjazdu w głąb Niemiec. W ostatniej chwili będąc już na dworcu, jego rodzicie jednak zmienili zdanie. Zostali w Polsce, a młody Heniek już w 1948 r. zaczął chodzić na mecze Polonii. Wkrótce razem z dwoma kolegami postanowił spróbować swoich sił w klubie. Na ich talencie poznał się trener Józef Słonecki i chłopcy trafili do juniorskiego zespołu Polonii. W 1951 r. w jednym z meczów juniorów strzelił pięć bramek. Seniorski zespół miał wówczas problemy ze skutecznością, więc pod naciskiem prasy trener na kolejny mecz ligowy wystawił Kempnego w pierwszym składzie. Debiut zaliczył 23 września 1951 r. w przegranym 0:1 meczem z AKS-em Chorzów. Rok później w skróconym z powodu przygotowań do igrzysk w Helsinkach sezonie grał już we wszystkich spotkaniach. W 1954 r. swoimi 13 bramkami bardzo pomógł zespołowi w zdobyciu pierwszego w historii tytułu mistrza kraju. Sam zdobył wówczas koronę króla strzelców. Po utalentowanego snajpera sięgnęła warszawska Legia. Kiedy w listopadzie Kempny hucznie świętował z kolegami sukces, miał już w kieszeni bilet do wojska. Miał początkowo wątpliwości czy to dobry krok. Dodatkowo dyrektor kopalni Radzionków przekonywał go, żeby dołączył do jego zespołu, a on zapewni mu etat górnika, dzięki czemu uniknąłby wojska. Do Legii przekonała go jednak rozmowa z pułkownikiem Malczewskim, który obiecał mu, że po odbyciu służby będzie miał wolną rękę. W stołecznym klubie trafił pod opiekę trenera Steinera, który ustawiał go na skrzydle. Legia dzięki śląskiemu zaciągowi zdobyła pierwszy dublet, a Kempny odegrał w tym sukcesie ważną rolę. Rok później Koncewicz przesunął go na środek ataku, a zawodnik odwdzięczył się strzeleniem 21 bramek w 22 meczach i na koniec sezonu mógł świętować swoje trzecie z rzędu mistrzostwo Polski i dorzucił do tego kolejny triumf w pucharze Polski. W Warszawie został jeszcze rok, a później wrócił do Bytomia. W Polonii grał do 1963 r. Pod koniec miał problemy z kontuzjami. W 1960 r. złamał nogę po raz pierwszy i z trudem doszedł do dawnej formy. Kiedy jednak w starciu z Jackiem Gmochem kości ponownie nie wytrzymały, wiedział, że jego kariera dobiega końca. Dla Polonii w lidze rozegrał 194 spotkania i strzelił 100 goli. Był klasycznym środkowym napastnikiem, pewnym siebie, zdecydowanym i nadzwyczajnie skutecznym. Grał dynamicznie, elegancko i czarował techniką. Jako trener próbował swoich sił w Górniku Wałbrzych i CKS Czeladź, a także w ukochanej Polonii. W 1989 r. wyemigrował do Niemiec. W reprezentacji grał tylko przez trzy lata. Zdążył w tym czasie rozegrać 16 spotkań i sześć razy trafić do siatki rywali. Brał udział w meczach z ZSRR w 1957 r. Pożegnał się z kadrą meczem z NRD w 1958 r., w którym strzelił ostatniego gola.
1
Byłem bardzo zaskoczony że Laporta go zwolnił. Tak nie powinno się postępować z takim autorytetem w klubie. Zabolało mnie to ze strony Laporty i bardzo mi tym podpadł. Wypada teraz tylko życzyć sukcesów Garcii w nowym klubie.
6
Feliz cumpleaños panie Luisie! Swoje 35 urodziny kończy dziś Luis Alberto Suarez Diaz, bardzo dobrze znany wszystkim cules. Dziękujemy serdecznie ,,gryzoniu” za zaangażowanie, ducha walki i wiele ważnych i wspaniałych goli. Zdrówka i wszystkiego najlepszego!
0
Mam niepokojące wrażenie iż te wszystkie puchary w naszej trudnej sytuacji pod każdym względem, będą wychodzić nam jakiś czas bokiem począwszy od dzisiejszego meczu. Obym się bardzo mylił...
4
23 stycznia 1939 r. w Wiedniu został(prawdopodobnie) otruty Mathias Sindelar, legendarny austriacki napastnik, najlepszy piłkarz Austrii XX wieku. Jego ciało piłkarza i jego kochanki Camilli Castagnoli znaleziono w jego mieszkaniu. Oficjalna przyczyna śmierci to zatrucie tlenkiem węgla, w co nikt w Wiedniu nie uwierzył. Historie tego fenomenalnego napastnika opisze przy okazji jego urodzin(10 lutego).
8
,,Osobistości” Blaugrany:
23 stycznia 2014 r. prezydent FC Barcelony Sandro Rosell podał się do dymisji. Ta informacja była ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich cules gdyż nic nie zapowiadało odejścia prezydenta w połowie kadencji. Rosell podkreślał iż jego czas w klubie się skończył a także opowiadał o pogróżkach, które otrzymywała jego rodzina. Sandro tłumaczył się również z nieprawidłowości przy transferze Neymara, które zdaniem wielu komentatorów były głównym powodem jego odejścia. „Nie chce aby niesprawiedliwy atak wpłynął negatywnie na wizerunek klubu”- podsumował.
,Niesprawiedliwy atak’? I on ma jeszcze czelność domagać się sprawiedliwości? Co za łajdak! Kto został jego następcą dobrze wiemy. Jakaż szkoda że w tym 2014 cały zarząd nie podał się do dymisji. Dzisiaj bylibyśmy zapewne w zupełnie innej sytuacji, zwłaszcza finansowej…
3
Czy wiesz że…
22 stycznia 1927 r. odbyła się pierwsza w historii transmisja radiowa z meczu piłki nożnej: Arsenal – Sheffield United ze stadionu Highbury w Londynie. Również w tym samym roku po raz pierwszy w radiu transmitowano finał Pucharu Anglii: Cardiff City – Arsenal na Wembley 23 kwietnia. W celu ułatwienia słuchaczom orientacji w grze, władze stacji zdecydowały się na rozwiązanie wyprzedzające czasy. Mapę boiska podzielonego na sektory wydrukowano w oficjalnym magazynie radiowym BBC. Oprócz Teddy’ego Wakelama, który stał się najważniejszym komentatorem sportowym w Wielkiej Brytanii w okresie międzywojennym, słuchacze mogli usłyszeć głos drugiego komentatora, czytającego cyfry oznaczające sektor, w którym znajdowała się piłka. Na antenie BBC na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych transmitowano około stu meczów piłkarskich rocznie. Audycje trafiały do coraz większej liczby Brytyjczyków; ponad połowa gospodarstw domowych w tym kraju miała odbiorniki radiowe. Był to jeden z powodów zmniejszenia frekwencji na stadionach, władze ligi piłkarskiej zdecydowały się zatem na drastyczny krok, wprowadzając trwający ponad dekadę zakaz relacji ze spotkań. Jedynym wyjątkiem był mecz finałowy Pucharu Anglii. Oprócz tego wydarzenia stałym punktem programu radiowego były wyścigi konne Grand National i Derby, tenisowy Wimbledon, międzynarodowe mecze krykietowe oraz zawody wioślarskie między uniwersytetami Oxford i Cambridge.
2
Niedoścignione rekordy FCB:
22 stycznia 2006 r. FC Barcelona pokonuje Deportivo Alaves 2:0. Jest to ostatni mecz z passy 19 kolejnych wygranych drużyny Franka Rijkaarda. Stanowi to klubowy rekord! Od 22 października 2005 Blaugrana wygrała 13 kolejnych meczów w La Liga, 3 w Lidze Mistrzów, 2 w Pucharze Króla oraz jeden w Pucharze Katalonii. Bilans bramkowy wyniósł 60 do 8. Niestety 4 dni później fantastyczną serie przerwała porażka 4:2 z Realem Saragossa w pierwszym meczu ćwierćfinału Pucharu Króla.
4
Legendy, o których cules nie zapominają:
21 stycznia 1901 r. w Barcelonie urodził się Ricardo Zamora, wielka legenda nie tylko Barçy lecz i światowego futbolu. Jeden z najlepszych bramkarzy w historii tej dyscypliny. Swoją karierę rozpoczynał w Espanyolu. Miał zaledwie 16 lat gdy zadebiutował w zespole lokalnego rywala Barçy. W roku 1919 przeniósł się do FC Barcelony, która wówczas potrzebowała klasowego bramkarza. Jego ojciec poprosił go wtedy aby zawiesił karierę i dokończył studia. Ricardo spełnił życzenie ojca ale wraz z innymi socios założył czwartą drużynę Barçy, która grała co niedziele dla własnej przyjemności. Władze Blaugrany uznały to za marnotrawstwo jego talentu i w końcu udało się namówić piłkarza do powrotu w szeregi pierwszej drużyny. Zamora miał świetne warunki fizyczne(186 cm./82 kg), doskonały refleks, potrafił wyczuć intencje strzelca i rzucić się w odpowiedniej chwili w stronę właściwego słupka. Słynął również z solidności i stalowych nerwów. Bardzo szybko zaczął uchodzić za jednego z najlepszych bramkarzy świata. W Dumie Katalonii Ricardo spędził 3 sezony, dwukrotnie zdobywając Puchar Króla(La Liga jeszcze wówczas nie istniała) i trzykrotnie mistrzostwo Katalonii. W 1922 Zamora opuścił jednak Dume Katalonii, po konflikcie jaki wynikł pomiędzy nim a władzami klubu. Ricardo zażądał od prezydenta Gampera podwyżki, na którą ten się nie zgodził. Wykorzystali to dyrektorzy Espanyolu, którzy proponując zawodnikowi 25 tys. peset za przejście do ich klubu oraz miesięczne pobory w wysokości 1 tys. peset, zapewnili sobie jego powrót. Za ten transfer hiszpańska federacja nałożyła na zawodnika karę. Za opuszczenie Blaugrany bez zgody tegoż klubu Zamora nie mógł występować przez rok. Z Espanyolem zdobył Puchar Hiszpanii a kilka lat później przeniósł się do Realu Madryt gdzie zakończył swoją wielką karierę. Zamora do dziś uważany jest za najlepszego bramkarza swojej epoki. Ponieważ we wszystkich sezonach La Ligi od jej powstania w 1928 r. aż do zakończenia kariery, Zamora był bramkarzem, który miał na koncie najmniej puszczonych goli w każdym z sezonów, to od jego nazwiska nazwano trofeum wręczane co roku najskuteczniejszemu bramkarzowi tych rozgrywek. Mimo że na Camp Nou spędził tylko 3 sezony to jednak cules uważają go do dziś za swoją wielką legende. Rodzinne miasto uczciło Zamore nazywając jego imieniem jeden z placów nieopodal Camp Nou.
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
21 stycznia 1948 r. w Nysie urodził się Zygmunt Kukla, bramkarz, wychowanek i legenda Stali Mielec, z którą dwa razy zdobył mistrzostwo Polski. 20 razy zagrał w reprezentacji Polski, w tym w dwóch meczach w finałach MŚ 1978 w Argentynie. Urodził się z dala od Mielca, jednak to właśnie z niewielkim miastem na Podkarpaciu związał całe swoje życie (podobnie jak urodzony w Malborku Grzegorz Lato). Do Stali zapisał się w wieku 12 lat, został wicemistrzem Polski juniorów, jednak przez pewien czas zawiesił przygodę z futbolem na rzecz piłki ręcznej (tam też był bramkarzem). Szybko wrócił i w 1965 r. trafił do pierwszej drużyny. Prawie rok czekał na swoją szansę: ,,Do składu dostałem się przez przypadek. Pierwszy bramkarz złamał obojczyk, drugi w trzech meczach zagrał i wszystkie trzy „czapa”. Spadliśmy do trzeciej ligi. Piękny początek kariery, nie? Ale później awans i już poszło – rok po roku. Druga liga, pierwsza. Dziesiąte miejsce, piąte i wreszcie mistrz. Dwa razy mistrzostwo Polski w Mielcu, na wsi! ‘’– mówił w wywiadzie dla Weszło.com. Debiutował w sierpniu 1966 r. w meczu z Olimpią Poznań (w ówczesnej drugiej lidze). Wszedł w przerwie, kiedy Stal przegrywała 0:3 i „zamurował” bramkę. Skończyło się 4:3 dla Stali, a bluzy z numerem 1 nie oddał aż do 1980 r. Zagrał dla ekipy z Mielca 340 ligowych spotkań, co do dzisiaj stanowi klubowy rekord. W 1979 r. w plebiscycie krakowskiego Tempa został uznany za najlepszego bramkarza ligi. Ostatni raz w barwach Stali Mielec wystąpił we wrześniu 1980 r. Potem dostał telefon od trenującego Apollon Ateny Jacka Gmocha i wyjechał do Grecji, z której wrócił po trzech latach. Miał wtedy 35 lat i działacze prosili go, aby pomógł Stali wrócić do ekstraklasy. Postanowił jednak zakończyć karierę, odrzucił także propozycję posady trenera i rozpoczął pracę w WSK Mielec. W reprezentacji zadebiutował 16 października 1976 r. w meczu eliminacji MŚ 1978 z Portugalią (wygrana w Porto 2:0). Podobno Jacek Gmoch typował go na pierwszego bramkarza kadry w finałach MŚ 1978 w Argentynie, jednak ostatnie miesiące przed turniejem Zyga spędził na leczeniu złamanej nogi. Ostatecznie wystąpił w dwóch meczach – w wygranym 1:0 z Peru i ostatnim, przegranym 1:3 z Brazylią. 17 października 1979 r. zanotował kapitalny występ w Amsterdamie, a Polska zremisowała w meczu eliminacji Euro 1980 z Holandią 1:1. Niestety, ten wynik oznaczał, że Polska na finały Euro do Włoch nie pojechała, a dla Kukli był to dwudziesty i ostatni mecz w bluzie z orzełkiem na piersi. W mieleckiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego pracował tylko trzy lata, bo w 1986 r. wózek widłowy zmiażdżył mu stopę i dwa lata walczył o uniknięcie jej amputacji. Przeszedł na rentę, a w latach 90. przyplątał się jeszcze rak krtani. Kukla pokonał nowotwór, ale w 2016 r. nie miał już tyle szczęścia – po wylewie nie odzyskał przytomności i zmarł w wieku 68 lat. W Reprezentacji rozegrał 20 meczów, 14 straconych goli.
1
@Pawel13sz 3:0 prowadził Urugwaj do przerwy
2
U siebie zawsze mocni:
21 stycznia 1956 r. Urugwaj pokonał Paragwaj 4:2(3:0) na Estadio Centenario. Ten mecz zapoczątkował 24 edycje Copa America. Do stolicy Urugwaju zjechała cała kontynentalna śmietanka. Tym razem zabrakło Ekwadoru, Boliwii i Kolumbii, niezawodnych dostarczycieli punktów. Wyłącznie dobrzy i bardzo dobrzy byli skazani na siebie. Monumentalny stadion Centenario huczał wrzawą 80 tysięcy ludzi tylko wówczas, kiedy na murawe wybiegała jedenastka ,,Celestes”. W innym przypadku raczej świecił pustkami a chętnych obejrzenia zmagań Chile z Paragwajem znalazło się raptem 4 tysiące. Gospodarze dołożyli wszelkich starań by drużyna była przygotowana wzorowo. Trenerem został Bagnulo, ongiś świetny piłkarz a jeszcze wcześniej obiecujący… pięściarz, postać barwna i polemiczna, lecz z wielkim autorytetem, do tego wytrawny pedagog. Bagnulo potrafił z niezwykłym wyczuciem dotrzeć do psychiki swych podopiecznych, wyzwalając w nich poczucie pewności siebie i ambicje graniczącą z determinacją. W gruncie rzeczy była to stara tradycja ,,garra”, ów mityczny urugwajski ,, lwi pazur”, który należało tylko należycie wyostrzyć, nadając mu należytą wytrzymałość. Do tego celu nikt nie nadawał się lepiej niż profesor Alberto Langlade, najsłynniejszy ,,preparador fisico” w dziejach urugwajskiego futbolu. Spod twardej ręki Langlade wyszło jedenastu atletów nie do zdarcia. Siłą teamu Bagnulo-Langlade był zwarty, zgrany zespół, choć nie brakowało w nim indywidualności. Święci patroni Montevideo, Filip i Jakub, mieli w niebie dodatkowe powody do satysfakcji. Urugwaj był poza zasięgiem rywali. Wygrał 4 mecze a tylko z Brazylią zremisował 0:0, łącznie zyskując 9 punktów i do ostatniego meczu z Argentyną przystępując z Pucharem Ameryki w kieszeni. To rozstrzygnięcie przed czasem nieco obniżyło dramaturgie imprezy, co nie znaczy ze było nudno. Ostatecznie Urugwaj pokonał Argentyne 1:0 po golu Ambroisa, pieczętując 9 w historii tytuł Copa America. Właściwie tylko Paragwaj i Peru odstawały trochę od reszty. Paragwajczycy nastawili się na przygotowania do eliminacji MŚ ’58, traktując Sudamericano jako mniej ważny przystanek na drodze do celu głównego. Peruwiańczycy natomiast grali bez zwykłej dla nich werwy, ospale i wolno, chociaż na wysokim technicznym poziomie. Rozgrzali publiczność tylko w ciekawym meczu z Chile, przegranym 3:4, po bezpardonowej wymianie ciosów. Pozostałe 3 ekipy: Chile, Argentyna i Brazylia, zebrały po 6 punktów. Blado wypadła Brazylia, najlepsza w wygranym 1:0 meczu z Argentyną. Jednak klęska z Chile zatarła dobre wrażenie. Zastanawiało iż świetna defensywa canarinhos, w której szeregach grało tylu przyszłych mistrzów Świata(Gilmar, Djalma Santos, Mauro i de Sordi) momentami pozostawała zupełnie bezradna. Na swoją wielkość Brazylia musiała jeszcze trochę poczekać. Z kolei Argentyna pokazała solidną obronę i pomoc, identyczną jak w 1955 i mocno przemeblowany atak, z którego pozostali Micheli, Grillo, Labruna a w niektórych meczach także grający wcześniej Cecconato, Cucchiarioni i Bonelli. Kiedy indziej na skrzydłach występował Pentrelli i coraz częściej zastępujący w River Plate samego Loustau, malutki Zarate. Tych zmian było stanowczo za dużo. Powszechną uwagę przykuwała natomiast filigranowa sylwetka pomocnika River a mianowicie Omara Sivoriego, który popisywał się kapitalnymi sztuczkami technicznymi. Tym razem służyły one tylko ku ozdobie, chociaż nie ulegało wątpliwości że pojawił się piłkarz nietuzinkowy. W sumie eksperymenty w linii ataku nie dały efektów. Trener Stabile wyciągnął z tej lekcji wnioski na przyszłość. Rewelacją było za to Chile, może jeszcze lepsze niż przed rokiem, kiedy to dopiero na finiszu uznało wyższość Argentyny. Teraz uległo jej wprawdzie dość gładko po 2 golach Labruny ale zwycięskiemu Urugwajowi ustąpiło minimalnie pola po wyrównanym boju(1:2), zaś Brazylię wprost znokautowało 4:1! bezlitośnie dziurawiąc jej zagubioną obronę błyskawicznymi wypadami. Euforia Chilijczyków po tej historycznej wiktorii była tak wielka że cała ekipa jeszcze w szatni wspólnie odśpiewała hymn narodowy a w Santiago na wieść o niewyobrażalnym wcześniej w takich rozmiarach sukcesie, ogromny tłum kibiców zapełnił place i ulice hałaśliwie manifestując swój entuzjazm. Konsekwencją między innymi zwycięstwa z Brazylią był wywalczony przez Chilijczyka Hormazabala tytuł króla strzelców imprezy z dorobkiem 4 goli.
0
@mrlogic90 Generalnie się zgodze i rozumiem że piłkarze nie zaczną z tego powodu strajkować. Jednak ten sezon jest bardzo wyjątkowy: plaga kontuzji, ogromne problemy finansowe plus covid. W takiej sytuacji, dla dobra zespołu trener powinien wystawić niemal rezerwowy skład(i de facto odpuścić te rozgrywki) a najsilniejszym grać o 4 lokate w lidze, ponieważ liga mistrzów to absolutny priorytet! Zobacz ile jest kontuzji, zmęczenia itd. Uważasz że my w takiej sytuacji w tym sezonie utrzymamy 3 sroki za ogon? czyli wygramy Puchar Króla, Lige Europejską i 4 miejsce w La Liga? To jest wręcz niemożliwe w takiej sytuacji a kadra co raz bardziej się przez te rozgrywki kurczy...
3
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
21 stycznia 1927 r. w Czeladzi urodził się Stanisław Hachorek. Przygodę z piłką zaczynał jako skrajny obrońca, ale szybko dał się poznać jako niezwykle ambitny, przebojowy i skuteczny napastnik. Pochodził z Czeladzi, ale złotymi zgłoskami zapisał się w historii Gwardii Warszawa, gdzie wymienia się go w gronie klubowych legend. Swoje pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w lokalnym CKS Czeladź, a potem w WMKS Katowice, szybko jednak przeniósł się do stolicy. Zasilił szeregi nowo powstałego wielosekcyjnego klubu sportowego WKS Gwardia Warszawa, który szybko udowodnił, że ma ambicje do poważnego grania. ,,Harpagany” relatywnie szybko wywalczyły awans do najwyższej ligi i w pierwszych sezonach zajmowały miejsce tuż za podium. W sezonie 1954 Gwardia sensacyjnie zdobyła Puchar Polski pokonując w finale 3:1 Wisłę Kraków. Walnie przyczynił się do tego Hachorek, który zdobył dwa pierwsze gole w meczu. Poza niezwykłą skutecznością pod bramką rywala, czego dowodem był tytuł króla strzelców w sezonie 1955, jego atutem była wprawiająca w zdumienie kondycja.. Podczas jego gry w Gwardii, ta występowała w najwyższej lidze przez 9 sezonów. Hachorek zdobył w tym czasie 86 bramek w 174 spotkaniach, co do dziś stanowi rekord klubowy. Uwzględniając pozostałe sezony strzelił on łącznie 111 bramek w 206 meczach jako piłkarz Harpaganów. W 1962 roku przeniósł się do Warszawianki, w której zakończył karierę piłkarską i rozpoczął przygodę trenerską. Ta niestety nie była zbyt owocna. Hachorek to przede wszystkim reprezentant drużyny narodowej i uczestnik igrzysk olimpijskich 1960 w Rzymie. Debiutował w 1955 r. w starciu z Rumunią i strzelił nawet gola. Łącznie rozegrał w biało-czerwonych barwach 16 spotkań, w których zdobył 8 goli. Jedną z nich zanotował na igrzyskach w pojedynku z Tunezją.
3
Bardzo dobrze się stało. Bardzo dobrze że odpadamy z Pucharu Hiszpanii. Po co? Ja się pytam po co nam w tym sezonie ten Puchar ,,waszego Króla"? Czy ten puchar zagwarantuje nam środki na tragiczną linie defensywną(poza Araujo)? W końcu najważniejsze, czy ten puchar zagwarantuje nam 4 miejsce w tabeli gwarantujące absolutnie priorytetową Lige Mistrzów? Poza La Ligą jeszcze tylko wygranie Ligi Europejskiej może nam zagwarantować Lige Mistrzów. Pytanie tylko czy z taką jakością defensywy stać nas na to? Moja odpowiedź brzmi nie! Wniosek: Lige Europejską również sobie odpuśćmy. Zajmijmy tą czwartą lokate na koniec sezonu, wzmocnijmy latem defensywe, pozbądźmy się starej gwardii, kupmy sensownego napastnika i ruszajmy w nowy sezon.
0
@Gopee Sprawdziłem, zaledwie od 3 sezonów tak się dzieje że od półfinałów są dwumecze. Według mnie to całkowicie kłóci się z ideą pucharów i jest w dużej mierze niesprawiedliwe. Gdybyśmy dzisiaj odpadli to wyszło by nam to tylko na dobre.
0
@Gopee Jak to jeden? Przecież w 1/8 zawsze grało się mecz i rewanż
0
@David_Beckham Jaki z tego morał i co masz na myśli?
0
Remis, zwłaszcza bramkowy będzie bardzo dobrym rezultatem przed rewanżem na Camp Nou. Tylko czy nam aby nie przeszkodzą te puchary w wywalczeniu 4 miejsca na koniec sezonu w La Liga. W końcu priorytetem jest gra w Lidze Mistrzów!
3
Legendy hiszpańskiego futbolu:
20 stycznia 1921 roku w Baskonii urodził się Telmo Zarra, a właściwie Telmo Zarraonandia Montoya. Był siódmym z dziesięciorga dzieci Telma Zarraonandia oraz Tomasy Montoya. Jego wczesne życie nie było łatwe. Ojciec nie popierał pomysłu syna, który zakładał, że w przyszłości zostanie profesjonalnym piłkarzem. Ponieważ dwaj starsi bracia Zarry trenowali już piłkę nożną, według niego była to już wystarczająca liczba graczy w tej rodzinie. Baskijski zawodnik początkowo grał niezwykle ostrożnie. Przyległo do niego przezwisko „Telmito strachliwy”. Wydawało się, że nie posiada cech napastnika, który musi być przecież pewny siebie, odważny, niebojący się ryzyka. Wkrótce to, jak go postrzegano, miało jednak ulec zmianie. W latach 40. Athletic Bilbao poszukiwał graczy, aby odbudować drużynę (rozwiązaną kilka lat wcześniej przez panującą wówczas wojnę). Klub rozpoczął rekrutację młodych, zdolnych zawodników (z dużym potencjałem) z Erandio – drużyny grającej na poziomie drugiej ligi, a której graczem był wówczas Zarra. Tak rozpoczęła się jego przygoda z futbolem na najwyższym światowym poziomie. Zarraonandia zadebiutował w Bilbao 29 września 1940 roku w meczu ligowym przeciwko Valencii. Pierwszy występ w Primera Division należał do niezwykle udanych. Zawodnik strzelił w tym spotkaniu dwie bramki, przy czym pierwszą już po niespełna 17 minutach. W sezonie 1941/1942 Zarra był zmuszony opuścić klub, gdyż został powołany do wojska. Wysłano go do Ceuty, gdzie rozegrał kilka meczów towarzyskich. Powrót na boisko nie odbył się w wielkim stylu i z całą pewnością był najgorszym momentem, z jakim kojarzony jest hiszpański zawodnik. W odbywającym się wówczas finale Copa del Rey nie wykorzystał rzutu karnego w doliczonym czasie gry, oddając tym samym zwycięstwo Barcelonie. Najlepszym czasem w karierze piłkarza był sezon 1944/1945. To właśnie wtedy zdobył po raz pierwszy Trofeo Pochichi, za 20 bramek strzelonych w 26 spotkaniach. Zarra otrzymał tę nagrodę jeszcze pięciokrotnie: w 1946, 1947, 1950, 1951 i w 1953 roku. W maju 1950 roku Athletic Bilbao znów grał w finale Copa del Rey. Tutaj Zarra dał popis swoich możliwości. Pierwszą bramkę Hiszpan zdobył w 14. minucie. W doliczonym czasie gry zdobył dla Bilbao hat-tricka, stając się tym samym rekordzistą w liczbie strzelonych bramek w finale Pucharu Króla, i w ten sposób zapewnił drużynie zwycięstwo. Zarraonandia zakończył karierę w Athleticu Bilbao na koniec sezonu 1954/1955. Od tego czasu grywał w kilku drużynach na poziomie drugiej ligi. Blisko 60 lat dzierżył rekord liczby strzelonych goli w Primera División z wynikiem 251 bramek. W 1957 roku oficjalnie przeszedł na piłkarską emeryturę. Zmarł w wieku 85 lat. Tuż po śmierci piłkarza dziennik sportowy „ Marca” utworzył trofeum jego imienia, które jest przyznawane najlepszym strzelcom Primera Divison urodzonym w Hiszpanii. Najlepszy napastnik w dziejach Athleticu, ale także zawodnik, który najczęściej wygrywał klasyfikację króla strzelców La Liga. Zawodnik, który stał się autorytetem wielu współczesnych piłkarzy. Mimo że zarówno Messi, jak i Ronaldo starali się pobić jego rekordy, Zarraonandia na stałe zapisał się na kartach historii hiszpańskiej piłki nożnej.
4
Premierowe starcie:
20 stycznia 1901 r. FC Barcelona rozegrała pierwszy w swojej historii mecz o punkty. Działo się to na Camp del Hotel Casanovas w Barcelonie, gdzie Blaugrana niestety uległa lokalnemu rywalowi Hispania AC 1:2 w rozgrywkach o Puchar Macaya. Pierwszego a zarazem honorowego gola dla Blaugrany strzelił Guirvan.
5
(Nie)zapomniane El Clasicos:
19 stycznia 1991 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:1 w ramach 19 kolejki Primera Division. Jednym z goli dla Barçy było samobójcze trafienie Spasicia w 62 minucie i to ono zadecydowało o zwycięstwie Blaugrany. Pierwszego gola w tym meczu strzelił dla Dumy Katalonii Laudrup w 18 minucie, natomiast honorowe trafienie zaliczył Butragueño w 28 minucie. To zwycięstwo pozwoliło FC Barcelonie utrzymać pozycje lidera z czteropunktową przewagą nad Atletico i aż 10-punktową nad Realem Madryt! Na koniec sezonu FC Barcelona wyprzedziła Atletico aż o 10 punktów i po raz 11-ty w historii sięgneła po mistrzostwo Hiszpanii.
6
Ku pamięci legend:
19 stycznia 1936 r. rozegrano pożegnalny mecz legendarnego Josepa Samitiera. Reprezentacja Katalonii zremisowała z czeskimi Židenicami 1:1. Tak oto ostatnie chwile Samitiera na boisku relacjonował dziennik ,,El Mundo Deportivo”: ,,Pepe Samitier, jeden z najbardziej podziwianych piłkarzy katalońskich, z najlepszą grą indywidualną, od dłuższego czasu zasługiwał na pożegnanie”. Ostatecznie Židenice wygrały trofeum dzięki większej liczbie….. wykonanych rzutów rożnych(9-8).
10
(Nie)zapomniane El Clasico:
Dokładnie 10 lat temu Real Madryt poległ na Santiago Bernabeu z FC Barceloną 1:2 w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym Pucharu Hiszpanii. Gole dla Barçy zdobyli: Puyol oraz Abidal, natomiast honorowego gola dla Królewskich strzelił nie kto inny jak Cristiano Ronaldo. Mecz został zapamiętany z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest drugi(i ostatni) gol Erica Abidala w barwach Blaugrany. Francuz wykorzystał świetne podanie Messiego i ustalił wynik meczu. Cieniem na tym pojedynku rzuciła się jednak sytuacja z 68 min., gdy Pepe celowo nadepnął na ręke leżącego Messiego. Sytuacje zarejestrowały kamery, lecz nie widział jej arbiter, skończyło się więc bez wykluczenia z gry Portugalczyka. Komitet arbitrażowy hiszpańskiej federacji również postanowił nie karać Pepe za tę sytuację, choć była to recydywa obrońcy Realu, znanego z prowokacyjnych zachowań i fauli bez piłki. Dlaczego mnie(a być może i większość z was) to nie dziwi? Madryt nigdy nie był i nie będzie przychylny Barcelonie pod każdym względem i to się już raczej nigdy nie zmieni. Nie mam pojęcia kto zasiada w komitecie arbitrażowym ale podejrzewam że większość z nich jest przychylna tylko i wyłącznie Madrytowi!
45
Feliz cumpleaños Pep!!! Josep Guardiola właśnie kończy dzisiaj 51 lat! No, Pepito! Chopie, ileż ty mi(i wszystkim cules) dałeś radości to głowa mała! Niechaj szczęście Tobie sprzyja a smutek omija. Dobry Pan miłością otacza, Anioł swe skrzydła nad Tobą roztacza. Bóg w zdrowiu niechaj zachowa Cię i radością z uśmiechem obdarza Cię. Wszystkiego najlepszego i dużo zdrowia legendo! Sto lat!
7
Wybitne legendy futbolu:
17.01.1906 r. w Buenos Aires urodził się Guillermo Stabile, Wicemistrz Świata(1930), Król strzelców I Mistrzostw Świata(1930) oraz Sześciokrotny Zdobywca Copa America jako trener(z kadrą Argentyny). W roku 1930 odbywały się pierwsze w dziejach Mistrzostwa Świata gdzie Guillermo strzelił w nich 8 goli co dało mu koronę pierwszego króla strzelców na Mundialu a zaczynał je jako rezerwowy(nie zagrał tylko w pierwszym meczu z Francją). W debiucie na Mundialu popisał się hat-trickiem w spotkaniu z Meksykiem(pierwszym w historii mistrzostw) a potem zdobywał gole w każdym kolejnym meczu-z Chile dwa, Stanami Zjednoczonymi również dwa a w finale z Urugwajem jeden gol. Stabile nie miał nawet 170 cm wzrostu ale był bardzo szybki i świetny technicznie, coś w rodzaju Leo Messiego. Jego rekord życiowy na sto metrów wynosił 11 sekund! Nazywano go ,,El Filtrador’’ co miało oddawać umiejętność przejścia przez nawet najbardziej szczelną obronę przeciwnika. Cieszył się szacunkiem także dlatego iż grał bardzo fair. Karierę piłkarską rozpoczynał w argentyńskim Huracan Buenos Aires. Szybko wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie drużyny. Był niezwykle skuteczny, potrafił z zimną krwią wykorzystać każdy błąd rywala. Po dwunastu latach spędzonych na krajowym podwórku został kupiony przez włoską Genuę. Po zaledwie roku pozyskali go działacze Napoli, by po kilku miesiącach oddać go ponownie Genui. Kilka poważnych kontuzji i brak szczęścia nie zagwarantowało mu sukcesów w Serie A.Nie powiodło mu się również w Red Star Paris(chociaż namawiano go do zmiany obywatelstwa i obiecywano grę w reprezentacji) i tuż przed wojną wrócił do Argentyny. Natomiast zrobił wielką karierę jako trener. Od roku 1941 do 1958(i krótko w 1960) prowadził reprezentację Argentyny, pracując jednocześnie w klubach. Trzy razy z rzędu zdobył z Racingiem Mistrzostwo Argentyny(1949-1951). Reprezentację kraju doprowadził 6 razy do tytułu mistrza Ameryki Południowej(Copa America). Po raz pierwszy po wojnie wywalczył z Argentyną awans na Mundial w Szwecji(1958). Wychował wielu argentyńskich piłkarzy, którzy przeszli do historii futbolu od Alfredo di Stefano, Adolfo Pedernery, Angela Labruny i Felixa Lustau po Oresta Corbattę, Omara Sivoriego, Humberto Maschio i Jose Sanfilippo. Był wykładowcą w wyższej szkole wychowania fizycznego, komentatorem radia Libertad a pieniądze zdobyte na boisku pomnażał w branży cukierniczej. Był w swojej ojczyźnie bardzo popularny i bogaty. Zmarł w roku 1966 w wieku 60 lat.
7
Cristiano Ronaldo, naprawde wybitny i ambitny piłkarz. Tyle że jakoś nie da się lubić go. Przynajmniej ja go jakoś czegoś nie lubie...
2
Gospodarz jak zwykle górą:
17 stycznia 1967 r. Urugwaj pokonał Boliwie 4:0 na Estadio Centenario w meczu otwarcia 29 edycji Copa America. Po raz pierwszy w historii wystąpił absolutny kopciuszek latynoskiego futbolu a mianowicie Wenezuela. Tym samym po 51 latach od założenia CSF ostatni członek tej organizacji dołączył wreszcie do grona uczestników Pucharu Ameryki. Ilekroć turniej toczył się w Montevideo, niezmiennie na najwyższym podium stawali gospodarze. Było zatem jasne iż między nimi i Argentyną rozegra się główna batalia o mistrzostwo. Boliwia natomiast mimo niezłej gry Blacutta, grała wprost beznadziejnie, ulegając nawet 0:3 wenezuelskiemu debiutantowi. Niewiele lepszy był Paragwaj, zespół bez oblicza i bez wielkich indywidualności. Nie najgorzej za to wypadło Chile, któremu udało się urwać cenny punkt samemu Urugwajowi. Uwagę publiczności i obserwatorów przykuli zwłaszcza dwaj zawodnicy: Elias Figuerora Brander oraz Ignacio Prieto Urrejola. W zasadzie od początku turnieju liczyły się tylko Urugwaj i Argentyna. Gospodarze stracili punkt z ambitnym Chile, podczas gdy Albicelestes szli jak burza od zwycięstwa do zwycięstwa, w przededniu ostatniego meczu gromadząc 8 punktów, podczas gdy Celestes zebrali ich tylko 7. Wszystko zatem miało się rozstrzygnąć w ostatnim(de facto finałowym) starciu tych gigantów. Urugwajczyków poprowadził do decydującego boju ojciec zwycięstwa z 1959, sędziwy Juan Corazzo, zaś Argentyńczyków równie wiekowy Renato Cesarini. Wieczór 2 lutego 1967 był pochmurny aż wreszcie lunęło jak z cebra. W gęstym deszczu toczyło się to zacięte spotkanie, w którym linie obronne górowały nad ofensywnymi. Celestes nawiązali do chwalebnej tradycji swej ,,garra uruguaya”, zajadłej walki do upadłego o każdą, nawet pozornie beznadziejną piłke. W ich szeregach wyróżniało się szczególnie dwóch zawodników. Bramkarz Ladislao Mazurkiewicz, z pochodzenia Polak, o którym napisze przy okazji jego urodzin(14 luty) oraz rozgrywający Pedro Virgilio Rocha, którego Pele zaliczył do grona ,,pięciu najlepszych napastników świata”. Właśnie ten król środka pola zapewnił Urugwajowi Puchar Ameryki tego turnieju. W 74 minucie bezlitośnie wykorzystał potknięcie Rattina na śliskiej nawierzchni, przejął jego zbyt krótkie podanie i pokonał bramkarza Rome. Był to trzeci w dziejach Copa America zwycięski gol dla Urugwaju strzelony w kierunku szczęśliwej trybuny Colombes. Tych dwóch asów Celestes miało oparcie w zwartej, ambitnej drużynie, w której wyróżniali się ponadto pomocnik Mujica, obrońca Cincunegui oraz napastnicy Domingo Perez i Hector Salva. Na koniec trzeba jeszcze nakreślić sylwetke króla strzelców. Został nim wybitny argentyński snajper Luis Artime, który w tym turnieju uzyskał 5 goli. Dodam jeszcze że Artime w reprezentacji Argentyny rozegrał 25 spotkań strzelając 24 gole. Luis do perfekcji absolutnej doprowadził technikę użytkową a zwłaszcza technikę strzału. Nie gustował w dryblingach, nie kręcił finezyjnych kółeczek, tylko podawał, przyjmował piłke albo też bez przyjęcia strzelał. Pojawiał się na polu karnym niczym zjawa aby w tej jednej najbardziej sprzyjającej sekundzie przyłożyć głowe lub noge do piłki. Szybki ruchliwy, sprytnym manewrem potrafił wyprowadzić w pole każdego obrońcę. Grał czysto, będąc pod każdym względem ideałem sportowca w nieco staroświeckim rycerskim stylu. Wspaniały kolega, gentelmen w każdym calu, zaskarbił sobie zasłużenie powszechny podziw i sympatie w całej Ameryce. Jednak nawet tak wspaniały atak z Artime, Bernao, Rojasem i Masem wyszczerbił sobie zęby na urugwajskiej obronie. To był ostatni turniej rozgrywany wedle tradycyjnej formule, czyli każdy z każdym. W następnej edycji Copa America(1975) wprowadzono rywalizacje w grupach.
3
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
17 stycznia 1947 r. w Szczecinie urodził się Władysław Szaryński, jeden z ciekawszych napastników polskiego futbolu. ,,Kiedy zmieniałem klub mówili że zdradziłem Szczecin, lecz tylko ja wiem że gdy wybierałem się do odsłużenia wojska w Zawiszy Bydgoszcz, ryczałem jak bóbr. Tak samo, gdy jechałem na dworzec na pociąg do Rybnika. Musiałem opuścić rodzinne miasto bo chciałem grać w ekstraklasie”- opowiadał Szaryński, jeden z nielicznych szczęściarzy, którzy wystąpili w polskiej drużynie w finale europejskiego pucharu. Wychodząc w podstawowym składzie Górnika Zabrze na finałowy mecz Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem City, czuł jak nigdy że te wszystkie poświęcenia miały sens. Dopiero co skończył 23 lata, a tu w ataku u boku Banasia i Lubańskiego zaraz miał rozpocząć mecz, który przykuwał uwagę już nie tylko całej piłkarskiej polski ale również Europy. Zabrzanie przegrali 1:2, lecz ich wyczyn wciąż jest nieosiągalny dla jakiegokolwiek innego polskiego klubu. Szaryński już wcześniej dołożył cegiełke do sukcesu. W walce o ćwierćfinał z Glasgow Rangers na Stadionie Śląskim ,,huknął” z ponad 20 metrów tak kapitalnie że ponad 70 tys. ludzi przez minutę biło mu brawo na stojąco! To był gol na 2:0, gospodarze ostatecznie wygrali 3:1 i ze spokojem mogli jechać na rewanż do Glasgow, gdzie również pokonali Rangersów 3:1! Do Zabrza Szaryński trafił z ROW Rybnik i był to jeden z kilku skomplikowanych transferów w jego karierze. Zawsze uparcie pchał się wyżej i efekty były dość zaskakujące jak na tamtą piłkarską epoke, ponieważ w ekstraklasie występował w aż 5 klubach(Arkonia Szczecin, Zawisza Bydgoszcz, Row Rybnik, Górnik Zabrze i Zagłębie Sosnowiec). W 1974 został właśnie piłkarzem Zagłębia i znowu była to transferowa niespodzianka. Zagłebie na półmetku zajmowało ostatnie miejsce w tabeli, na gwałt potrzebowało wzmocnień. Problemem podobno osobiście zainteresował się Edward Gierek. Nic dziwnego że transakcja doszła do skutku. Szaryński bardzo pomógł nowemu klubowi w utrzymaniu a w 1977 i 1978 jako kapitan zdobywał z nim Puchar Polski. Jeżeli nawet mógł mieć żal że Górnik tak łatwo pogodził się z jego odejściem, na koniec nie powinien był narzekać, bo zdążył zostać jedną z legend Zagłębia Sosnowiec. ,,Jestem wdzięczny losowi że tyle w piłce osiągnąłem. Wcale nie miałem łatwo, wiele było zakrętów, gróźb dyskwalifikacji, łez i niepewności, więc tym bardziej trzeba się cieszyć”- zapewniał Władysław Szaryński.