FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Kto wygra mistrzostwo świata?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Bernard777 Ja ten film oglądałem bodaj ze dwa razy ale Van Himsta wogóle nie kojarze? Jeśli chodzi o reprezentacje Belgii na mundialu Italia '90 to też zupełnie nie pamiętam, choć z pewnością ich mecze ogladałem. Natomiast doskonale pamiętam Belgie z Mexico "86 gdzie była rewelacją i gdzie dopiero ,,boski" Diego ją zatrzymał. Pfaff, Gerets, Ceulemans, Scifo czy Claesen to były gwiazdy światowego futbolu. W efekcie Belgowie zajeli 4 miejsce po porażce z Francją w meczu o brązowy medal ale zostawili po sobie spektakularne wrażenie...
12
„Raz na tysiąc lat”:
3 października 1983 r. FC Barcelona przegrała na Camp Nou 1:4 z FC Metz w ramach 1/16 Pucharu Zdobywców Pucharów. Barça Terry’ego Venablesa w pierwszym sezonie wszystko robiła efektownie. W La Liga wygrywała wszystkie mecze a w Pucharze Zdobywców Pucharów odpadła z rozgrywek w równie ,,efektowny” sposób. Po zwycięstwie w Metz 2:4 droga do awansu wydawała się otwarta, zwłaszcza że w 33 minucie meczu rewanżowego Blaugrana objęła prowadzenie. W dotychczasowych 4 meczach ligowych Katalończycy dali sobie strzelić tylko jednego gola. W takiej sytuacji strata 4 goli u siebie, potrzebnych przeciętnej francuskiej drużynie do awansu, wydawała się niemożliwa. Barça stosowała w tym meczu taktykę wymuszania spalonych wymyśloną przez Menottiego, polegającą na ustawianiu wysuniętej linii obrony, co Metz wykorzystało dwukrotnie w ciągu 2 minut, jeszcze w pierwszej połowie. W przerwie meczu nawet prezydent Metz nie wierzył w niespodziankę: ,,Sanchez(gracz Barçy, zdobywca samobójczego gola) dał nam prezent ale potrzebujemy jeszcze kilku aby zrekompensować nasze cztery podarunki z pierwszego meczu”. W drugiej połowie kolejne niemal identyczne zagrania za plecy stoperów zakończyły się trzecią i czwartą decydującą bramką dla gości. Wiceprezydent Joan Gaspart nie przebierał w słowach: ,,Proszę mnie nie pytać o naszych zawodników, bo mogę powiedzieć coś obraźliwego. Takie rzeczy dzieją się raz na tysiąc lat!”.
Pewne 3 punkty:
3 października 2001 roku w 6. kolejce Primera Division FC Barcelona pokonała na Camp Nou RCD Mallorca 3:0. Po pierwszych pięciu kolejkach Barça jest 4. w lidze - z jedenastoma punktami traci jedno "oczko" do Betisu Sewilla oraz Villarrealu. Jednocześnie ma tyle samo punktów co 3. Celta Vigo. Mallorca nie rozpoczęła sezonu najlepiej, przez co zajmuje dopiero 18. pozycję. Carles Rexach nie może skorzystać aż z dziewięciu swoich zawodników. Kontuzje mają Fábio Rochemback, Philippe Christanval, Alfonso Pérez, Michal Reiziger, Abelardo Fernández i Dani García, chory jest Marc Overmars, a Rivaldo i Francesco Coco wyjechali na mecze swoich reprezentacji. Dużo weselej nie jest w Mallorce. Kontuzjowani są Ariel Ibagaza, Leo Franco, Vicente Engonga i Gustavo Siviero, a Samuel Eto'o jest zawieszony. Od początku wszystko idzie zgodnie z planem Blaugrany. Już w 8. minucie na prowadzenie drużynę wyprowadza Luis Enrique, który zdobył gola strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. W 26. minucie Hiszpan podwyższa rezultat, a w 31. minucie swojego drugiego gola w Primera División strzela Javier Saviola. W drugiej połowie na murawie nie pojawia się już Sergi Barjuán, który doznał kontuzji. Barça kontroluje spotkanie i próbuje utrzymać wynik. Ułatwia to Fernando Niño, który w 50. i 61. minucie otrzymuje żółte kartki i jest zmuszony do przedwczesnego zejścia z boiska. Bramkę dla gości zdobywa jeszcze Albert Luque, ale poprawną deyzję podejmuje arbiter tego spotkania, który odgwizduje spalonego i nie uznaje trafienia. FC Barcelona awansuje na pierwszą pozycję i ma punkt przewagi nad 2. Betisem i 3. Villarrealem. Mallorca w dalszym ciągu utrzymuje 18. miejsce.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
13
Wybitne legendy belgijskiego futbolu:
2 października 1943 r. urodził się Paul van Himst. Paul był jednym z najwybitniejszych belgijskich piłkarzy był obdarzony fantastyczną techniką i instynktem strzeleckim. Właśnie ze względu na umiejętności i styl gry nazywano go Białym Pele. Miał też inne przezwiska takie jak „Polle Slalom” (ze względu na drybling) i „Polle Gazon” (za to że był bardzo często faulowany). Debiutował w barwach RSC Anderlecht jako 16 latek i do dziś jest uznawany za najlepszego piłkarza w historii Fiołków z Astrid Park (457 spotkań i 233 bramki). Zdobył osiem tytułów mistrzowskich i cztery krajowe puchary, czterokrotnie był wybierany najlepszym piłkarzem Belgii. Na swoją doskonałą reputację zapracował też grając w reprezentacji Belgii (81 meczów i 30 goli). Warto wspomnieć, że van Himst zagrał również wraz Pelem i Bobby’m Moorem i Kazimierzem Deyną w filmie „Ucieczka do zwycięstwa”.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
8
@FCBparasiempre
Dokładnie 90 lat temu urodził się Omar Sivori, argentyński pomocnik i napastnik, Zdobywca Copa America-1957 ; Zdobywca Złotej Piłki ,,France Football’’ z 1961 roku oraz 3-krotny Mistrz Włoch. Z Argentyny do Włoch kilka tysięcy kilometrów. Kiedy jednak zajrzeć do kronik "calcio" można dojść do wniosku, że oba kraje dzieli miedza a w dodatku przechodzić można wyłącznie w jedną stronę, z Argentyny do Italii. Orsi, Monti, Libonatti, Demaria, Montuori, Cesarini, Lojacano, Ricagni, Angelillo, Maschio, Martino, Peasaola, Pucirelli czy Scopelli, to tylko nieliczni z najwybitniejszych graczy, którzy przywędrowali z Argentyny na Półwysep Apeniński. Jedni przyjechali do Europy pragnąc znaleźć się w kraju swoich przodków, drugich skusiła wizja solidnych zarobków. I chyba nie będziemy w błędzie twierdząc, iż ten drugi aspekt miał istotniejsze znaczenie, bowiem Argentyńczycy pojawili się również w Hiszpanii (di Stefano) czy Francji. Zbliżonym szlakiem podążył najlepszy piłkarz Europy 1961 roku, Omar Sivori. Urodził się w San Nicolas, kilkunastotysięcznym mieście w prowincji Buenos Aires, nad Paraną. W przeciwieństwie do wielu sławnych piłkarzy, których biografie rozpisano niemal na dni, od czasów chłopięcych począwszy, niewiele wiemy o początkach jego przygody z futbolem. Dopiero jako siedemnastolatka, identyfikuje go nam River Plate, chociaż wedle innych źródeł grę w tym klubie rozpoczął mając dziewiętnaście lat. Zresztą rozbieżności w interpretacji argentyńskiego fragmentu życiorysu Sivoriego, bez liku. Pozostaje wszak niepodważalne, iż w 1955 roku był już gwiazdą River. Miał szczęście doskonalić swój talent u boku takich znakomitości jak Labruna, Loustau czy Nestor Rossi. Ale rychło uczeń przerósł mistrzów. Oto w 1955 i 1956 roku Omar Sivori był najskuteczniejszym zawodnikiem "milionerów". Wprawdzie jego osiągnięcia: 10 i 11 bramek, wyglądają dosyć skromnie przy zdobyczach Labruny, Ferreyry, Moreno, Artime, Masa czy Morete, ale przecież "ważyły swoje". Nieprzeciętny talent zjednał mu uznanie opiekunów reprezentacji, budujących kadrę na mistrzostwa świata w Szwecji. Nazwisko Sivoriego znajdujemy w składzie drużyny narodowej, która triumfowała w XXV Mistrzostwach Ameryki Południowej, rozgrywanych na peruwiańskich boiskach w 1957 roku. Doskonale spisywała się w Peru środkowa trójka napadu: Maschio, Angelillo, Sivori. Jednak nadzieje Argentyńczyków na zmontowanie silnej reprezentacji prysnęły niczym bańka mydlana. Angelillo znalazł się w Interze, Maschio w Bolonii, zaś Sivori - za 180 milionów lirów - w Juventusie! Argentyński Związek Piłkarski (AFA) uznał, że "synowie marnotrawni" niegodni są występów w MŚ. Trener Guillermo Stabile, "król strzelców" I światowego championatu, musiał z nich zrezygnować. Wejście Sivoriego do Juventusu okazało się imponujące. Wraz z Walijczykiem Charlesem stworzył wyśmienity tandem, wspomagany przez Włocha Bonipertiego. W sezonie 1957/58 turyńczycy sięgnęli po prymat z przewagą ośmiu punktów nad Fiorentiną. Charles z 29 golami wygrał rywalizację strzelców, Sivori zajął w tej konkurencji trzecią pozycję z 22 trafieniami. W 1960 i 1961 Juventus znów był najlepszy we Włoszech, a prym w drużynie nadal wiodła trójka: Charles, Sivori i Boniperti, lecz w dorobku bramkowych Argentyńczyk zdecydowanie przodował. Zwyciężył w konkurencji "kanonierów" ligi w 1960 - 27 bramek, w następnym był drugi - 25, zaś w 1963 trzeci - 16. W tym czasie zespołowi, finansowanemu przez koncern "Fiata", dwukrotnie przypadł Puchar Italii. Sivori grał w Juventusie przez osiem sezonów, potem jeszcze cztery - do 1969 - w Napoli. Podczas występów na włoskich stadionach zdążył strzelić 188 goli, co dało mu eksponowaną lokatę wśród najskuteczniejszych zawodników historii "calcio". Swoją grą w turyńskiej armadzie zyskał europejską sławę. Synonim niedoścignionego kunsztu technicznego - pisano - czarował publiczność i fachowców niepowtarzalnym dryblingiem, bajecznym panowaniem nad piłką, instynktem rasowego strzelca. Wielka ruchliwość, iście południowy temperament oraz wyjątkowa zwinność, sprawiły iż przylgnął doń przydomek: "Scioattolo della Juve" (wiewiórka z Juve).
Gdzie indziej charakteryzowano odmienne oblicze piłkarza: " Sivori był przez parę ładnych lat bożyszczem włoskich kibiców, nie tylko ze względu na wysokie umiejętności piłkarskie, lecz również z powodu malowniczego sposobu zachowywania się na boisku. Niemal w każdym meczu popadał w konflikt z sędzią a raz dopuścił nawet do bójki z trenerem drużyny... rywali. Charakter miał ogromnie wybuchowy. Pewien dziennikarz nazwał go aniołem i demonem "calcio". Omar Sivori lubił też popisywać się nieprawdopodobnymi sztuczkami. W czasach występów w Argentynie doprowadził do rozpaczy Chilijczyków. Otrzymawszy piłkę wpadł w istny trans. Minął w niewiarygodnym pląsie szesnastu (!) atakujących go przeciwników i by nie pozostawić wątpliwości, że jest panem sytuacji, uwieńczył "kiwkę" bramką. Ponoć do dziś mówi się o tym trafieniu - "gol Ameryki". Albo trenując w Juventusie przepadał za "przekomarzaniem" się z Charlesem. Kiedyś 20 razy zagrał mu piłkę między nogami co w piłkarski żargonie zowie się "założeniem siatki", innym razem przez godzinę podbijał nogą piłeczkę... ping-pongową, wygrywając zakład z Walijczykiem.Po trzech latach pobytu na Półwyspie Apenińskim, otrzymał obywatelstwo włoskie i mógł kandydować do reprezentacji Italii. Zadebiutował w niej potyczką z Irlandią Północną, 25 kwietnia 1961, strzelając jedną z trzech (3:2) bramek. 15 czerwca, na stadionie Comunale we Florencji gościli Argentyńczycy. Włosi zdeklasowali przybyszów 4:1, a dwoma trafieniami popisał się "oriundi" - Sivori. Ale prawdziwy koncert zaprezentował w eliminacyjnym spotkaniu mistrzostw świata z Izraelem (6:0), czterokrotnie pokonując bramkarza Hodorova. Ciekawe, że partnerował mu w ataku... Angelillo (Roma) a w następnym meczu, w maju 1962 roku z Francją... Maschio (Atalanta). Przyjaciele z reprezentacji Argentyny spotkali się w teamie Italii! "Wiewiórka z Juve" pojechała na MŚ do Chile, ale popisywała się tylko w meczach z RFN (0:0) i Szwajcarią (3:0). Dalszych okazji nie było, ponieważ po przegranej z Chile Włosi zostali wyeliminowani z turnieju. Gra przeciw Szwajcarom - 7 czerwca 1962 roku - stała się zarazem ostatnią, dziewiątą w reprezentacji Włoch. Wcześniej, 26-letni Sivori odniósł ogromny sukces. Oto wychowanek River Plate, zawodnik Juventusu wybrany został piłkarzem numer 1 Starego kontynentu za 1961 rok, w plebiscycie "France Football". Sivori z 46 punktami wyprzedził Luisa Suareza - 40, Anglika Haynesa - 22, Jaszyna - 21, Puskasa - 16, Di Stefano i Seelera po 13. W ogóle przedziwny był to plebiscyt. Eksperci zgłosili nazwiska aż 43 zawodników, skąd Sivoriemu wystarczyła do zwycięstwa skromna ilość punktów. Ani we wcześniejszych, ani późniejszych wydaniach plebiscytów "FF" pierwszeństwo laureata nie wyglądało tak mało przekonujące. Po kilkunastu latach flirtu z "calcio" i europejskim futbolem, Włoch Omar Enrique Sivori, odnalazł w sobie argentyńską duszę i wrócił do ojczystego kraju. Pracował troche jako przedstawiciel "Fiata", ale przecież bardziej pociągała go piłka. Zajął się tedy botą Argentinos Juniros, lecz w klubie nie działał długo. Wzuwało go wyższe cele. Prowadził najpierw młodzieżówkę, a niebawem powierzono mu ster pierwszej reprezentacji, po rezygnacji Pizuttiego. Sivori zabrał się z pasją do wykonywania nowej funkcji. Przyświecało mu ambitne zadanie - stworzenie zespołu, który awansuje do finału MŚ w RFN i odegra w nich niepoślednią rolę. Odmłodził drużynę i aby ją scementować wyruszył na europejsko-azjatyckie tournee. 14 lutego 1973 na stadionie olimpijskim w Monachium doszło do super sensacji. Team Sivoriego zwyciężył mistrzów Europy, zespół RFN - 3:2. "Argentyna będzie mistrzem świata!" - miał podobno powiedzieć po tym spotkaniu. Nadeszły eliminacyjne mecze MŚ z Boliwią i Paragwajem, ale też pojawiły się charakterystyczne kłopoty. Koncepcje Sivoriego nie zjednywały mu sympatyków w Argentyńskim Związku Piłki Nożnej. Działacze AFA nie chcieli przystać na propozycję comiesięcznych zgrupowań kadry. Ponadto jego współpracownicy nie zawsze nadążali za tokiem myślenia szefa. Za Sivorim musiał sie nawet ujmować ówczesny prezydent Argentyny - Juan Peron. Głośnym echem odbyła się scysja Sivoriego z Miguelem Ignomierielo. Otóż przed meczem z Boliwią, wysłano tam wcześniej rezerwy by przekonać się jak zawodnicy zareagują na specyficzne warunki - stolica Boliwii leży na wysokości 3800 metrów nad poziomem morza. Drużynie "duchów" towarzyszył Ignomierielo. Kiedy Sivori przybył do La Paz z zasadniczymi siłami, Ignomierielo oświadczył, że powinni wystąpił jego podopieczni. Ostatecznie w zwycięskim 1:0 uczestniczyło tylko czterech zawodników spośród wybrańców Sivoriego. Sukces z Paragwajem (3:1) przypieczętował awans Argentyńczyków do finałów MŚ. "Zrobiłem co do mnie należało - powiedział "directore tecnico" - moja misja skończona. Rezygnuję." Goryczy Sivoriego dopełniły odejścia najlepszych zawodników stworzonego przezeń zespołu do drużyn europejskich, Carnavaliego, Ayali i Gueriniego do Hiszpanii, Bargasa do Francji, partykularne interesy argentyńskich potentatów klubowych. Uznał, iż przy tych przeciwstawnościach nurtująca go wizja - Puchar Świata dla Argentyny! - nie może się ziścić. Kiedy we Frankfurcie n/Menem odbywało się losowanie MŚ a fortuna skojarzyła w jednej grupie Argentynę, Haiti, Włochy i Polskę, nominację na opiekuna "azul y biano" miał w kieszeni Vladislao Cap.
12
Wybitne legendy, nie tylko argentyńskiego futbolu:
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
8
,,Biała gwiazda” jako pierwsza w historii:
2 października 1927 r. Wisła Kraków pokonuje u siebie Polonie Warszawa 7:1(!) w pierwszych w historii rozgrywkach ligowych w Polsce i tym samym zostaje pierwszym mistrzem tychże rozgrywek. Po pierwszej październikowej kolejce Wisła miała aż 10 punktów przewagi nad swoim najgroźniejszym rywalem, drużyną 1.FC Katowice, która w czterech ostatnich meczach mogła zdobyć co najwyżej 8 punktów. Mistrzostwo Polski wywalczone przez Wisłę najbardziej bolało kibiców ze Lwowa. Ich Pogoń była bowiem najlepszą polską drużyną w latach 1922-1926 i uchodziła za faworyta rozgrywek. Nie wystarczyło pokonanie Wisły ani we Lwowie(4:1), ani w Krakowie(2:0) i koniec końców to właśnie ,,Biała Gwiazda” sięgnęła po historyczny triumf.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
12
,,Golazo Olimpico”:
Po zmianie przepisów IFAB w czerwcu, kiedy zwycięska ekipa Urugwaju wróciła z olimpiady w Amsterdamie w 1924 r., Argentyna zaproponowała rozegranie meczu towarzyskiego aby uczcić ten wielki sukces. Mecz odbył się 2 października w Buenos Aires a Urugwaj przegrał jednym golem(2:1), którego autorem był lewoskrzydłowy Cesareo Onzari. Uderzył on piłke z rzutu rożnego a ta, niepokojona przez nikogo, wpadła do urugwajskiej bramki. To był pierwszy taki gol w historii futbolu! Urugwajczyków zamurowało a kiedy odzyskali mowe, zaczęli protestować, twierdząc że ich bramkarz Mazali został popchnięty, gdy piłka była w powietrzu. Arbiter nie uwzględnił tych protestów. Wówczas zdesperowani zawodnicy Urugwaju zaczęli go przekonywać że Onzari nie miał zamiaru strzelać bezpośrednio na bramke a piłke wepchnął do siatki podmuch wiatru. Gol ten, ze względu na jego nadzwyczajność, nazwano nieco ironicznie ,,olimpijskim’’. Do dziś tak właśnie nazywa się podobne gole, które padają jednak niezwykle rzadko. Onzari przez całe życie zapewniał że nie było w tym przypadku ale mimo upływu lat wątpliwości pozostały: za każdym razem, kiedy piłka uderzona z rogu wpada nietknięta do siatki, widzowie wiwatują ale tak naprawdę nie wierzą własnym oczom.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
11
Pasja milionów:
2 października 1921 r. na „Estadio Sportivo Barracas” w Buenos Aires, od meczu Argentyna-Brazylia rozpoczęła się 5 edycja turnieju Copa America. W meczu otwarcia Argentyna pokonała Brazylię 1:0 po golu legendarnego Julio Libonattiego. Wprawdzie w turnieju zabrakło Chilijczyków, których zatrzymały wewnętrzne konflikty i rozdarcia, lecz w ich miejsce pojawił się nowy uczestnik ,,Copy” a mianowicie Paragwaj. Paragwajczycy wprowadzili wiele ożywienia i świeżej krwi w dotychczasowy układ sił. Powszechny podziw budziła ich niezwykła zaciętość i bezgraniczne poświęcenie. Byli oni bardzo szybcy, sprawni i wytrzymali, potrafili również zaimponować walorami, cechującymi wyższą szkołe piłkarskiej jazdy. Kolejnym uczestnikiem turnieju był jak zawsze silny Urugwaj. Wprawdzie zabrakło w ekipie ,,Celestes” legendarnego Gradina i Hectora Scarone, lecz to nie tłumaczy ich sensacyjnej porażki właśnie z Paragwajem 2:1. Paragwajscy Indianie dosłownie zabiegali ,,urusów”. Tak jak i w poprzednich edycjach Copa America, tak i teraz każdy z zespołów grał z każdym po jednym meczu. Gospodarze nie przegapili życiowej szansy, wygrywając wszystkie 3 spotkania, w tym ostatnie(de facto finałowe) z Urugwajem 1:0, jednocześnie sięgając po pierwsze w historii trofeum Copa America. Argentyna długo i namiętnie napawała się pierwszym w historii tryumfem. Co prawda najlepszym zawodnikiem turnieju wybrano Argentyńskiego bramkarza Tresoriere, to wypada również wspomnieć o jednej z pierwszych w historii ,,Albicelestes” gwiazd a mianowicie o napastniku Julio Libonattim. W tym turnieju był nie do zatrzymania, niczym zaprogramowana maszyna, w każdym meczu strzelając akurat tego decydującego gola, co dało mu tytuł ,,goleadora” turnieju z dorobkiem 3 goli. Nie zapominajmy też, że Libonatti był pierwszym w historii tzw. ,,oriundi”, który wyjechał do Włoch by grać dla słonecznej Italii i AC Torino.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
14
Był sobie piłkarz….
2 października 1917 r. urodził się João Ramos do Nascimento. 2:00 w nocy. Ktoś Ciebie, drogi czytelniku, budzi gwałtownie i rzuca hasło: Pele. W amoku spowodowanym taką pobudką, pewnie i tak byłbyś w stanie wydusić kilka słów o Brazylijczyku. Kim był João Ramos, zwany potocznie Dondinho? Istnieje cień szansy, że gdzieś błysnął Ci przed oczami, podczas lektury tekstów o legendarnym Pele. Mianowicie był jego ojcem. Jeśli ktoś zastanawia się, po kim ikona brazylijskiej piłki odziedziczyła talent, to już zna odpowiedź. João Ramos był piłkarzem niezwykle uzdolnionym, a co najważniejsze piekielnie skutecznym. Podczas swojej kariery występował w kilku mniejszych klubach, miał też okazję zakładać trykot Atletico Mineiro. Niestety Dondinho nie udało się zaimponować właścicielom klubu. W szeregach ,,Alvinegro” spędził zaledwie dwa lata. W późniejszym okresie grał między innymi dla Sao Lourenco czy pochodzącego z tej samej miejscowości Vasco. Swoją kanonadę strzelecką rozpoczął w 1946 roku, kiedy trafił do Bauru. Począwszy od 1946, do 1952 roku, grając dla tego klubu, zdobył 460 goli w 500 spotkaniach. Niestety jego kariera została przerwana na skutek uszkodzenia więzadeł i nigdy więcej nie wrócił już do piłki. Po częściowym wyleczeniu urazu, został sprzątaczem w lokalnym szpitalu. Wedle wyliczeń, w całej swojej karierze zdobył 893 gole w 775 meczach(!) a podczas jednego z nich popisał się nie lada wyczynem. W ciągu jednego meczu zdobył pięć goli, niby nic wyjątkowego, gdyby nie to, że wszystkie strzelił głową.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Comentateiro
@Bernard777
1
@Bernard777 Super! To mi się podoba... :)
0
@Gary Legenda, charyzma, ikona!
13
Oficjalny debiut ,,Tarzana”:
2 października 1999 r. Carles Puyol zadebiutował w meczu o punkty. Premierowy występ w pierwszej drużynie zaliczył przeciwko Realowi Valladolid na „Estadio Nuevo Zorria”. Wszedł w drugiej połowie za Simão Sabrose i był obok Kluiverta najlepszy na boisku. Właściwie było to spotkanie bez historii, w którym Barça pewnie zwyciężyła 2:0. Tydzień później wobec absencji Franka de Boera i Bogarde(który w meczu z Valladolid został ukarany czerwoną kartką), Puyol pojawił się na boisku jako pierwszy rezerwowy w El Clasico i również tym razem należał do najlepszych graczy na placu. W ten sposób na stałe wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
Ja też pragne podzielić się opinią co do meczu z PSG. Otóż przegrać z taki rywalem jak PSG to nie jest żaden wstyd, w końcu to klubowy mistrz Europy! Jednakże przegrać z PSG aż tak poważnie osłabionym to już jednak graniczy ze wstydem, zwłaszcza że w drugiej połowie fragmentami nie wychodziliśmy z własnej połowy! Linia defensywna na bardzo niskim poziomie a Pedri z Yamalem sami meczu nie wygrają. Luis Enrique zdecydowanie przewyższa warsztat trenerski Flicka a przynajmniej na tą chwile. Tak jak na tą chwile napewno nie wygramy Ligi Mistrzów! Co będzie ,,jutro" nie wiadomo? Na szczęście to nie faza pucharowa...
1
@Bernard777 Ja akurat zakochałem się w Widzewie dokładnie 2 lata później, gdy zaczął przygode w Pucharze Mistrzów, zwłaszcza ze słynnym dwumeczem z wielkim Liverpoolem...
1
@Safrani O prosze! Tego to nie wiedziałem. Fajna ciekawostka, dzięki śliczne :)
14
WIELKI WIDZEW:
1 października 1980 r. Widzew Łódź remisuje na stadionie ŁKS-u z Manchesterem United w rewanżowym meczu I rundy Pucharu UEFA. Tego dnia Widzew sprawił wręcz sensacje na ówczesne Polskie realia i zadziwił piłkarską Europę, eliminując w pierwszej rundzie Pucharu UEFA, Manchester United! W Anglii podopieczni Jacka Machcińskiego zremisowali 1:1. W rewanżu do awansu wystarczył bezbramkowy remis. „Jak spadać, to z wysokiego konia” - z takiego założenia wychodzili widzewiacy przed losowaniem europejskich pucharów. ,,Nie chcieliśmy jechać do Europy Wschodniej. Po pierwsze szaro, co dobrze znaliśmy, a po drugie zespoły ze Związku Radzieckiego czy Bułgarii grały bardzo brutalnie. Manchester to był wymarzony kierunek. Również, że tak powiem, pod względem turystycznym” – wspominał Marek Pięta w książce „Wielki Widzew”.
Sezon 1980/81 Widzew rozpoczynał ze znacznie wzmocnioną defensywą. Z Odry Opole pozyskano Józefa Młynarczyka, ze Śląska Wrocław przyszedł brązowy medalista Mistrzostw Świata 1974 oraz wicemistrz olimpijski z Montrealu (1976), Władysław Żmuda. W meczu z wicemistrzami Anglii nowa widzewska defensywa przeszła najpoważniejszy z dotychczasowych testów. 17 września 1980 roku na stadionie Old Trafford angielscy kibice przeżyli szok. Gospodarze prowadzili co prawda od 4. minuty, gdy sposób na Młynarczyka znalazł reprezentant Irlandii Północnej, Sammy McIlroy, ale już 120 sekund później do remisu kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego doprowadził niezawodny Krzysztof Surlit. Legendarny pomocnik mógł w tym meczu powtórzyć swój wyczyn, lecz Gary Bailey zdołał obronić jego drugą „bombę” z dystansu. Doskonale ustawiony taktycznie Widzew nie pozwolił pograć angielskim skrzydłowym, zatem wytrącił United największą broń – dośrodkowania w pole karne. Po meczu w Manchesterze nawet Anglicy uważali, że to widzewiacy byli bliżsi zwycięstwa. Przed rewanżowym spotkaniem na stadionie przy alei Unii, na trybunach zasiadł komplet widzów. Na parkingu przed stadionem – samochody z rejestracjami z całej Polski. Kibice mieli w pamięci zwycięskie boje z Manchesterem City sprzed trzech lat i liczyli na powtórkę. Wszak przed pierwszym gwizdkiem arbitra to Widzew był w korzystniejszej sytuacji. Trener gości, Dave Sexton mógł skorzystać z najgroźniejszego napastnika, Joe Jordana, który nie grał w pierwszym spotkaniu. Wielkim Szkotem skutecznie zaopiekował się Andrzej Grębosz. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, choć oba zespoły były bliskie szczęścia – słupki „ostemplowali” Steve Coppell i Zbigniew Boniek. Ostatecznie widzewiacy dowieźli cenny remis do ostatniego gwizdka arbitra i niecierpliwie czekali na losowanie drugiej rundy. Los postawił przed ekipą Machcińskiego kolejne wielkie wyzwanie, bowiem Widzew trafił na Juventus Turyn ale o tym wspomnę 22 października, w rocznice tego meczu.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
2
@Safrani Myśle że Adam Nawałka byłby dobrą opcją, pytanie tylko czy on rzeczywiście pisze się na Widzew? Generalnie jestem bardzo zniesmaczony wynikami, grą i tą całą sytuacją w naszym Widzewie już co najmniej pół roku...
10
Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:
1 października 1921 r. urodził się pomocnik Ernesto Grillo, zdobywca Copa America 1955; 3-krotny mistrz Argentyny z Boca Juniors oraz mistrz Włoch z AC Milan w 1959. W 1946 roku trafił do czwartej drużyny River Plate. Miał 17 lat. Na jego pozycji w pierwszym składzie brylował podziwiany przez niego Idol Angel Labruna. Trener Peucelle, wicemistrz świata z 1930, opiekujący się głębokimi rezerwami River po paru meczach zaproponował młodemu Ernesto miejsce na prawym skrzydle. Grillo odparował z punktu: „Nie interesuje mnie bieganie wzdłuż linii, wolę grać bardziej w środku". Peucelle spokojnie wysłuchał argumentów nastolatka i odparł: ,,W tym rzecz że ja akurat potrzebuję skrzydłowego ale masz rację. Poszukaj czegoś gdzie indziej. Zrobisz dobrze". Wówczas Grillo zaczepił się w czwartej drużynie Independiente. Ostrzyżony króciutko przy samej skórze zyskał ironiczny przydomek ,,pelado". Rozwijał się szybko awansując do trzeciego zespołu a w pierwszej lidze debiutując w 1949, kiedy dla takich młodych zdolnych zwolniło się miejsce po strajku najlepszych zawodowców. Grillo błyskawicznie wybił się na plan pierwszy. Mocno zbudowany, barczysty, z potężnie umięśnionymi udami nie był jednak typem napastnika w stylu brytyjskim, chociaż potrafił twardo walczyć w powietrzu i wytrzymywał najostrzejsze wejścia obrońców. Nie zaliczał się też do sprinterów. Jego atutem był rewelacyjny drybling, porównywalny z magią Zito, de la Maty czy Garcii. Panował nad piłką tak perfekcyjnie że na przestrzeni dwóch, trzech metrów niemal w miejscu ośmieszał kilku obrońców. Do historii przeszedł jego gol strzelony 14 maja 1953 r. reprezentacji Anglii na stadionie River i wówczas atak tworzyło pięciu Asów Independiante. Grillo otrzymał podanie od Lacassi, jednym ruchem zwiódł Wrighta i Barlowa, przy samej linii końcowej objechał płynnie Barrasa i niemal z zerowego konta wrzucił piłkę w samo okienko bramki Ditchburna. Po meczu wygranym przez Argentynę 3:1 po golach Mitchellego i ponownie Grillo rozżaleni Anglicy wywodzili że ,, to było niemożliwe", ponieważ wedle wszelkich zasad sztuki Grillo ,, powinien był centrować do Cecconato". Wyspiarski trener w skrajnej desperacji wykrzyknął nawet: ,, to był błąd taktyczny Grillo!". Tak owa słynna bramka widnieje w annałach futbolu jako ,, error tactico". Nawiasem mówiąc anegdotka owa dobrze oddaje dogmatyzm panujący w ówczesnym futbolu brytyjskim. Przecież w tym samym okresie Węgrzy rozgromili Anglię 6:3 i 7:1, popełniając nagminnie dziesiątki podobnych ,, błędów taktycznych"...
W 1957 roku Grillo przeszedł do włoskiego Milanu. Independiente skasowało bajońską sumę trzech milionów 300 000 pesos. Do kieszeni Grillo padło 600 000 plus rozliczne premie. Z Milanem zdobył mistrzostwo ligi i doszedł do finału Pucharu Europy Mistrzów klubowych. W przeciągu trzech lat zdobył wprawdzie tylko 18 goli w 77 meczach ale to było raczej zadaniem jego rodaka Cucchiaroniego, Brazylijczyka Altafiniego i Urugwajczyka Schiaffino. We Włoszech narodził się nowy Grillo i kiedy w 1960 wrócił do kraju wzmacniając Boca Juniors, zdumieni kibice przecierali oczy ze zdumienia. Ujrzeli oto w pełni dojrzałego stratega, mistrza wyrafinowanych podań, oszczędnego w ruchach, po profesorsku kierującego grą całej drużyny. Sam Grillo tak określał swoją przemianę: ,, tamten futbol się skończył. Kiedyś kiwałem trzech, czterech rywali i to dawało mi przewagę. Sześć lat temu obrońca stał w odległości 10 m. Dziś Wciąż czuję jego oddech na plecach i muszę przewidywać, wyprzedzać go, nie przestając wcale dominować nad piłką ale to już inny typ dominacji". Łącznie Grillo w Barwach Independiente, Milanu i Boca Juniors w latach 1949-66 rozegrał 382 mecze strzelając 125 goli. W reprezentacji Argentyny rozegrał 20 spotkań zdobywając 7 goli.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
12
Zapomniane legendy Dumy Katalonii:
Julio César Benítez Amoedo urodził się 1 października 1940 r. w Montevideo. Urugwajczyk swój pierwszy kontakt z piłką zaliczył na ulicach miasta a następnie jako piętnastolatek, w 1955 roku zaczął występować w młodzieżowych sekcjach Racingu Club de Montevideo, zespołu, z którym pozostał aż do przejścia do Realu Valladolid w 1959 roku, kiedy to zauważył go ówczesny trener tej ekipy Luis Saso podczas odbywania swojego tournée po Ameryce Południowej. W Valladolid spędził rok a następnie przeniósł się do Saragossy, gdzie również występował tylko przez jeden sezon. Jego znakomite występy, w trakcie tych dwóch pierwszych lat spędzonych w Hiszpanii, spowodowały że zawodnikiem zainteresowała się sama FC Barcelona. Ostatecznie Benítez zdecydował się na przejście do tego katalońskiego klubu w 1961 roku za osiem milionów peset. Benítez był piłkarzem kompletnym, potrafiącym oddawać strzały obiema nogami, co sprawiało że znacznie wyróżniał się nad resztą zawodników z swojego zespołu. Benítez wyróżniał się jednak nie tylko formą fizyczną. Jego łatwość wykonywania rzutów wolnych, pozwalała klubowi na zdobywanie większej ilości bramek. Jego potężne strzały sprawiały, ze obrona nie miała żadnych szans, gdy Urugwajczyk podchodził do piłki. Niestety niespodziewana śmierć piłkarza zakończyła jego bardzo obiecującą karierę. Jak się później okazało jej przyczyną było najprawdopodobniej spożycie owoców morza (małży), które nie były w najlepszym stanie. Niektórzy uważają, że piłkarz stał się ofiarą celowego otrucia.
Mineło już tyle lat od tragicznej śmierci, która zaszokowała cały klub i miasto. 6 kwietnia 1968 roku zmarł César Benítez(jeden z idoli ówczesnego zespołu) w wyniku niespodziewanych problemów z wątrobą, których żaden z członków sztabu medycznego FC Barcelony, (wśród których był Eduardo Alcántara, syn słynnego Paulino) nie był w stanie wyjaśnić. Wydawało się to wręcz nieprawdopodobne, że gracz, który znajduje się w życiowej formie, zginął w takich okolicznościach, mając zaledwie 27 lat. Śmierć Beníteza miała miejsce na dzień przed ważnym spotkaniem Blaugrany z Realem Madryt, które mogło zadecydować o tym, kto ostatecznie zdobędzie tytuł mistrzowski w tamtym sezonie. Jednak taki niespodziewany rozwój wydarzeń spowodował, że ten pojedynek został przeniesiony na następny wtorek, ktory ostatecznie zakończył się remisem i dał tytuł mistrzowski Realowi. Barçy nie udało się więc oddać hołdu zmarłemu koledze, ale zrobiła to później, po pokonaniu Królewskich w finale Pucharu Króla (0:1). Niestety niespodziewana śmierć piłkarza zakończyła jego bardzo obiecującą karierę.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
9
Campeonato Sudamericano de Selecciones:
30 września 1917 r. w Montevideo, meczem Urugwaj-Chile, rozpoczął się drugi w kolejności historycznej(i najstarszy na świecie) międzynarodowy turniej Copa America. W tym meczu otwarcia gospodarze pewnie pokonali Chilijczyków 4:0 po dwóch golach Carlosa Scarone i dwóch Angela Romano, który został królem strzelców turnieju z dorobkiem 4 goli. Cały turniej toczył się na niedawno wzniesionym stadionie Parque Pereyra, bardziej znanym jako Parque Central, pierwotnie zaplanowanym na 15 tys. widzów, chociaż na mecz gospodarzy z Argentyną zdołało wcisnąć się blisko 40 tys. chętnych. Nie ma co się dziwić, przecież wówczas telewizja nie istniała a radio było w powijakach. Od początku było jasne że podobnie jak przed rokiem liczyć się będą tylko Argentyna i Urugwaj. Futbol Chilijski był tylko tłem tego turnieju, natomiast Brazylia niezła technicznie nie miała większych szans rywalizować jak równy z równym. W efekcie 14 października 1917 doszło do decydującego starcia w turnieju między Argentyną a Urugwajem, w którym to gospodarze pokonali ,,Albicelestes” 1:0 po golu Hectora Scarone, 8 lat młodszego brata Carlosa, który został wybrany najlepszym piłkarzem turnieju. Hector Scarone, zdecydowanie lepszy od swojego starszego brata, grał nawet w 1926 przez pół roku w FC Barcelonie, lecz nie zrobił tam wielkiego wrażenia. Argentyńczycy na ten decydujący mecz musieli specjalnie podróżować całą noc do Montevideo, czego efektem było ogromne zmęczenie ale o tym postaram się napisać właśnie 14 października. Ciekawostką turnieju jest pierwszy w historii Copa America gol samobójczy, którego strzelił Chilijczyk Luis Alberto Garcia w 75 minucie meczu Argentyna-Chile.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
9
Żywe legendy rodzimego futbolu:
30 września 1962 r. urodził się Dariusz Dziekanowski, napastnik. W Polsce obwołany następcą Bońka. Swemu wielkiemu poprzednikowi wprawdzie nigdy nie dorównał sukcesami drużynowymi, jednak pod względem barwności życia pozaboiskowego, niewielu rywali z murawy mogło się z nim równać. Dziekanowskiego często nazywano pierwszym polskim ,,piłkarskim celebrytą”. Po wyjeździe Bońka kilku zawodników przymierzano do roli króla Ekstraklasy. Największą indywidualnością, zdecydowanie wybijającą się ponad reszte, był jednak w tym gronie właśnie ,,Dziekan”. Skuteczniejszy, może nawet lepiej technicznie usposobiony od ,,Zibiego”, lecz jednak nie tak silny mentalnie ale kiedy miał swój dzień, oglądanie go na boisku przy piłce było prawdziwą przyjemnością. Elegancki, dystyngowany, dobrze zbudowany a przy tym obdarzony znakomitą techniką i naturalnym ciągiem na bramke, łatwo przyciągał uwagę kibiców oraz ekspertów. W Ekstraklasie zadebiutował nie długo po 17 urodzinach w barwach Gwardii Warszawa. W kilkanaście miesięcy zapracował na transfer do Widzewa Łódź. Z nóg zrzucała kwota. Ówcześnie mistrzowie Polski wykupili go za 21 milionów złotych. Było to absolutnym rekordem ligi w tym czasie. Dziekanowski dostał proste zadanie – wejść do gry za Bońka. Tak dobrze jednak nie było. Wrodzona chimeryczność nie pozwalała mu utrzymać na dłużej takiej dyspozycji. Denerwował też swoimi niezliczonymi protestami wobec sędziów. Bardzo długo czekał na pierwsze mistrzostwo Polski. Z Widzewem zdobył srebro i brąz. Z Legią, gdzie trafił z łódzkiej drużyny, w pierwszej przygodzie zgarnął ten sam zestaw. Dopiero po pierwszej zagranicznej przygodzie udało mu się zawiesić na szyje złoto, choć… zrobił to z odległości, Wojskowych wspomagał bowiem tylko w rundzie jesiennej mistrzowskiej edycji rozgrywek. Do tego dochodzą jeszcze 3 Puchary Polski. Niezwykle bogata jest też kolekcja indywidualnych osiągnięć tego zawodnika. W 1985 r. zdobył tytuł Piłkarza Roku według tygodnika ,,Piłka Nożna”. Był pierwszy triumfatorem tego plebiscytu, który w zwycięskim roku reprezentował 2 różne kluby. Trzy lata później wygrał natomiast ranking ,,Złotych Butów”. W tym samym sezonie ,,Dziekan” został też królem strzelców rozgrywek. W 1985 był na 7. Miejscu w Plebiscycie ,,Przeglądu Sportowego”. Przy mundialu w 1982 r. trener Piechniczek nie zdecydował się jeszcze dać mu szansy, choć debiut ,,Dziekana” przypadł na mecz kwalifikacji do tych mistrzostw. Od razu w premierowym występie piłkarz ten wpisał się na liste strzelców. Później czynił to jeszcze 19 razy. W latach 80-tych nikt go nie przebił pod tym względem. Jedno z jego trafień dało między innymi zwycięstwo nad Włochami w meczu towarzyskim(1:0).
W kolejnych eliminacjach był już sztandarową postacią ekipy Piechniczka. Zagrał w 4 z 6 meczach kwalifikacyjnych. Na mundialu zakończonym występem w ⅛ finału pojawił się w podstawowym składzie we wszystkich meczach Polaków. Trener krytykował go za brak agresji w grze ale to właśnie on zanotował asyste przy jedynym trafieniu biało-czerwonych na tym turnieju. ,,Po powrocie z MŚ na Dziekanowskiego czekał tłum rozgorączkowanych nastolatek. Gdy pojawił się w Sali, histeria była nie mniejsza niż na koncertach bitowych z początku lat 60-tych.”- komentował ,,Dziennik Łódzki”. Zdziwienia tym nie krył Włodek Smolarek, który podobno zdecydowanie nie nadawał z ,,Dziekanem” na jednych falach. Może, jak wielu, denerwowała go butna natura napastnika. ,,Nie obawiamy się zbytnio Brazylijczyków. Na ten mecz wyjdziemy sprężeni.”- stwierdził on przed ostatnim meczem na tych MŚ. Kariere w kadrze zakończył tak jak zaczął – od zdobytego gola w starciu z Turcją. Zagrał 63 razy w biało-czerwonych barwach. Zdobył też brązowy medal ME U-18 w 1981 r. Grał również w Celticu Glasgow i Bristol City. Miejscowi kibice znali go jako ,,Jackiego”. Później na krótko wrócił do Legii a następnie pojawił się w Bundeslidze( Alemannia Aachen i 1. FC Köln). Kariere zakończył zaś w Polonii Warszawa. Odniósł spore sukcesy i zyskał ogromna sławe ale umiejętności predestynowały go do jeszcze większych osiągnięć. Na drodze stanął jednak jego charakter i upodobanie do barwnego życia poza boiskowego. Po zakończeniu kariery odnalazł się jako felietonista i komentator w prasie oraz telewizji. Pracował też jako trener, był asystentem Beenhakera w pierwszej reprezentacji i wedle słów Listkiewicza, szykowano go do roli następcy Holendra na stanowisku selekcjonera. Samodzielnie prowadził reprezentacje juniorską. Pełnił funkcje radnego wojewódzkiego i zajmował stanowisko Przewodniczącego Klubu Wybitnego Reprezentanta. Swój życiorys opisał w książce pt. ,,Dziekan”.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
1
@misterio Wydaje mi sie że Atalanta z Club Brugge powinno obfitować w wiele goli, podobnie Chelsea z Benficą. Mnie osobiście interesuje mecz Atletico z Eintrachtem i jesli się nie myle to chyba jeszcze ze sobą nie grali w Lidze Mistrzów?
10
Genialny ,,Ezi”:
30 września 1934 r. Ruch Hajduki Wielkie pokonuje u siebie lwowską Pogoń aż 5:0(!) w 19-tej kolejce polskiej ligi i jest już niemal na wyciągnięcie ręki mistrzem Polski. Wchodzących na boisko piłkarzy Pogoni przywitały gwizdy, zupełnie inaczej niż przy wejściu na murawe sędziego Schneidera, który cieszył się wśród publiki opinią sprawiedliwego. Warto dodać że przed meczem legendarny Jan Badura otrzymał upominek z okazji 10 lat występowania w koszulce Ruchu. ,,Niebiescy” wystawili najmocniejszy z możliwych składów, lecz(jak informował ,,Przegląd Sportowy”): ,,Ruch pojawił się przybrany w koszulki graczy z przedmeczu nosząc na piersiach napis KS Slavia, bowiem jego zwykłe kostiumy były identyczne z lwowskimi. Warto dodać iż Pogoń uskrzydlona zwycięstwem nad AC Milanem, poprosiła o dodatkową ochrone policji, spodziewając się niespodzianki w starciu z Ruchem i reakcji miejscowych kibiców. Niespodzianki jednak nie było. Ruch rozgromił Pogoń aż 5:0, z czego aż 4(!) gole strzelił(już wówczas gwiazda ligi i reprezentacji) Ernest Wilimowski. To był czwarty mecz Wilimowskiego w sezonie, w którym strzelił przynajmniej 3 gole(!) a przypominam że to był debiutancki sezon genialnego ,,Eziego”.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
12
,,Dzieciństwo” Blaugrany:
30 września 1906 r. przerwano mecz FC Barcelony z powodu… zapadających ciemności. Spotkanie z FC Catala stanowiące część Copa Salut, przerwano w 65 minucie z powodu braku odpowiedniej widoczności i dokończono po tygodniu. W finale tych rozgrywek Barça spotkała się z Club X(taką nazwą posługiwał się Espanyol do roku 1909). Przy prowadzeniu 3:1 przeciwnicy zrezygnowali z dalszej gry. Cały turniej rozgrywano w dziewięcioosobowych składach. Takie to były romantyczne, pionierskie czasy futbolu w Barcelonie.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@misterio Dałem ci herba zielonego z sympatii bo i tak po chińsku to ja nie panimaju a i po rusku też nie specjalnie...
11
Feliz cumpleaños panie Frank! Z okazji 63 urodzin oczywiście. 30 września 1962 r. urodził się Frank Rijkaard, znakomity piłkarz oraz były już trener ,,naszej” Dumy Katalonii. Ja, jako cule, dziękuje mu z całego serca że mogłem kochać i cieszyć się jak małe dziecko z mojego ukochanego klubu.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Celtic za burtą!
29 września 1976 r. Wisła Kraków pokonała Celtic Glasgow 2:0 w rewanżowym meczu 1/32 Pucharu UEFA i awansowała do następnej rundy. Zdobywcę Pucharu Mistrzów z 1967 roku za pucharową burtę wyrzucił niezawodny Kazimierz Kmiecik. Arcyskuteczny snajper w 6 minut strzelił dwa gole. Drugi z nich to przepiękny lob z około 25 m, po tym jak napastnik Wisły zauważył że bramkarz Latchford wyszedł za daleko ze swojej ,,świątyni". Zaraz po meczu Jock Stein, słynny menedżer Celticu chciał od razu kupić kilku piłkarzy Wisły. Biedak się rozczarował, gdyż przecież krakowski zespół był pod kuratelą Milicji Obywatelskiej...
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Moskwa podbita:
29 września 1982 r. Śląsk Wrocław pokonał na wyjeździe Dynamo Moskwa 0:1 w 1/32 Pucharu UEFA i awansował do kolejnej rundy. W meczu rewanżowym zdecydowanym faworytem byli już Rosjanie. Jednak piłkarze Śląska postarali się i wygrali w Moskwie. W 17 minucie fantastycznym strzałem z dystansu popisał się Ryszard Tarasiewicz. Był to jeden z piękniejszych o ile nie najpiękniejszy gol tego zawodnika w karierze. Gospodarze rzucili się do huraganowych ataków. ,,Wojskowi” umiejętnie się bronili próbując grać z kontry. Wraz z upływającym czasem gospodarze grali coraz bardziej nerwowo i ich ataki nie zawsze były przemyślane, Jednakże zdobyli bardzo dużą przewagę. W ostatnim kwadransie WKS grał już tylko ,, obronę Częstochowy” ale zdołał dowieźć wynik do końca. Rosjanie pamiętając a może nie chcąc pamiętać atmosfery z Wrocławia zorganizowali dla gości z Polski różne atrakcje, w rodzaju zwiedzania mauzoleum Lenina czy wycieczki do Borodino na miejsce słynnej bitwy z epoki napoleońskiej.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
10
@FCBparasiempre
29 września 1913 r. urodził się Silvio Piola. Ten włoski snajper strzelał gole zarówno po trzydziestce, jak i przed nią. Strzelał tak dużo, że po dziś dzień nikt w lidze włoskiej nie może pobić jego rekordu – 274 zdobytych goli! Chyba nikt nie będzie w stanie pobić tego rekordu. Dlaczego? Po pierwsze – Piola miał niesamowity talent do gry. Był wszechstronnym napastnikiem. Strzelał gola zarówno prawą, jak i lewą nogą. Mimo skromnych warunków fizycznych (178 centymetrów wzrostu) dobrze grał głową. W uderzaniu piłki tą częścią ciała nie przeszkadzały mu nawet szwy na głowie. Adrenalina wytworzona przy okazji derbów Wiecznego Miasta z Romą zrobiła swoje. Potrafił strzelać gole lokalnemu rywalowi, grając ze spuchniętą kostką czy złamanym żebrem. Siłę fizyczną łączył z doskonałą techniką. Piola(tak jak dzisiaj Cristiano Ronaldo czy Lionel Messi) ani myślał schodzić z boiska. Nierzadko grywał kontuzjowany lub chory. Nic nie powstrzymywało go przed chęcią strzelania bramek. Grając w Pro Vercelli (o tym klubie możesz przeczytać tutaj) wrócił do gry dwa tygodnie po złamaniu kości piszczelowej, choć lekarz zalecał dwa miesiące przerwy. Przez niektórych uważany jest za wynalazcę gola określanego w języku angielskim mianem ,,bicycle kick”. We Włoszech o takim strzale mówiło się ,,przewrotka alla Piola”. Siłę strzałów Pioli porównywano do siły uderzenia pioruna. Na boisku okrutny i bezlitosny był tylko wtedy, kiedy trzeba było posłać piłkę do siatki. W 1943 w derbach Rzymu przez cały mecz Piolę brutalnie faulował Luigi Allemandi. Po meczu Silvio… podziękował mu za grę. Poza boiskiem wiódł spokojne życie u boku swojej żony Aldy Ghano, z którą ożenił się w 1948 roku i żył aż do śmierci. Państwo Piola doczekali się dwójki dzieci: córka Paola jest psychologiem, natomiast syn Dario próbował swoich sił jako obrońca Pro Vercelli, po czym został prawnikiem i politykiem. We krwi prawnuka Alonso (urodzony w 1979 roku) płynie także krew brazylijska. Nie było innej możliwości jak kolejny piłkarz w rodzinie. Alonso grał w niższych ligach Włoch, Szwajcarii i Ameryki Południowej.
Umiejętności Włocha to jedno a boiskowa długowieczność to drugie… Piola zadebiutował w Serie A w barwach Pro Vercelli w roku 1930, mając zaledwie siedemnaście lat. Ostatni mecz w lidze rozegrał jako piłkarz Novary niemal ćwierć wieku później (!), bo w roku 1954. 24 lata grania i regularnego strzelania. Silvio był skazany na futbol. Starszy brat Serafino także grał w piłkę, jednak musiał porzucić karierę sportowca z powodu poważnej wady wzroku. Zawód piłkarza zamienił na pracę księgowego. Piłkę kopał także Paolino – kuzyn Silvio. Do piłki Piolę przekonał Giuseppe Cavanna – bramkarz Pro Vercelli, a prywatnie brat matki Silvio. Cavanna w 1934 roku zdobył z Włochami mistrzostwo świata jako rezerwowych bramkarz. Cztery lata później dokona tego samego jego bratanek… Cavanna zaszczepił Silvio bakcyla do futbolu, natomiast na głębokie wody futbolowego oceanu wypłynął dzięki… księdzu. Opatrzność zesłała Pioli i Pro Vercelli kapłana Don Sassiego, który polecił go w 1928 roku klubowi. Napastnik był kapitanem drużyny sekcji młodzieżowej Pro Vercelli o nazwie Veloce. Właścicielem dziecięcej drużyny był szef sklepu sportowego nazwiskiem Bernasconi. Wziął on pod swoje skrzydła grupkę bardzo zdolnych dzieciaków, między innymi późniejszą legendę Juventusu Teobaldo Depetrini, Ermesa Bosettiego i mistrza świata z 1938 roku Pietro Ferrarisa. Dobra gra Pioli sprawiła, że po konsultacji z opiekunem grupy młodzieżowe Mario Ardissone, trener dorosłej drużyny Jozsef Nagy przesunął szesnastoletniego wówczas Silvio do swojej ekipy. Przez cztery lata gra dla ,,Lwów” strzelił 51 goli. Po dziś dzień jest najlepszym strzelcem w historii klubu. W meczu z Fiorentiną aż sześciokrotnie pokonał bramkarza rywali. Zdarzyło mu się nawet strzelić bramkę… swojemu wujkowi, kiedy ten reprezentował Napoli. W 1934 roku Piola został zawodnikiem Lazio Rzym. Napastnik został zmuszony do zmiany barw klubowych. Palce przy transferze maczał sekretarz Partii Faszystowskiej Giovanni Marinelli i generał Georgio Vaccaro. Starające się o napastnika Torino oraz Inter musiały obejść się smakiem. Silvio był z natury spokojnym człowiekiem. Od polityki o wiele bardziej interesowały go psy, wędkarstwo i polowania. Ostatnią pasją Piolę zaraził jego ojciec, który na urodziny kupił mu karabin. Stronił od alkoholu i papierosów. Nie chciał niszczyć sobie kariery i życia przez bunt; zwłaszcza, że na zarobki w Lazio narzekać nie mógł. Na początku zarabiał 70 000 lirów rocznie. Z czasem pensja wzrosła do niemal pół miliona lirów za rok gry. Przeciętny Włoch o takich pieniądzach mógł tylko pomarzyć. Piola w ciągu dziewięciu lat gry dla Lazio strzelił 143 gole w 227 meczach. W kronikach rzymskiego klubu widnieje jako najlepszy strzelec wszech czasów. Dwa razy Silvio zostawał królem strzelców Serie A (1937 i 1943). Co z tego, skoro Lazio z nim w składzie nigdy nie zdobyło mistrzostwa? Partyjnym dygnitarzom nie o to chodziło. Niezadowolony i obawiający się o swoje stanowisko prezydent Lazio Remo Zanobi chciał pozbyć się Pioli z klubu pod pretekstem… zamiłowania piłkarza do polowań. Eugenio Gualdi także chciał usunięcia napastnika z klubu. Zniechęcał go do pozostania w klubie karami finansowymi za rzekome spóźnianie się na treningi, ale autorytet Pioli w oczach drużyny i kibiców sprawił, że to prezydent musiał opuścić Lazio.
Zbliżająca się klęska wojenna faszystowskich Włoch zmusiła Piolę do opuszczenia Rzymu. Piłkarz przeniósł się do Turynu. Tam występował zarówno w barwach Torino (1944), jak i Juventusu (1945-1947). ,,Stara Dama” kupiła go za kolosalną jak na tamte czasy kwotę trzech milionów lirów. W styczniu 1945 roku gruchnęła wiadomość o śmierci napastnika. Liga włoska pod koniec II wojny światowej nie grała, więc na boiskach Silvio nie był widywany. Miał on zginąć w zamachu bombowym. W intencji jego duszy odprawiono nawet mszę. W maju 1945 roku plotki zdementowano. Piola wrócił do świata żywych… W 1947 roku Silvio Piola został zawodnikiem Novary, gdzie grał do końca swojej kariery. W debiutanckim sezonie snajpera klub wygrał Serie B i uzyskał awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Tam trzymał się wraz z trwaniem kariery Pioli. Sezon po przejściu piłkarza na emeryturę, Novara wróciła do Serie B. W tym klubie także jest najlepszym strzelcem. 86 goli w 185 meczach sprawiło, że stadion w Novarze dziś nosi imię legendarnego napastnika. Władze kluby postanowiły o tym rok po śmierci legendy w roku 1997. Ostatniego gola strzelił mając 40 lat, 6 miesięcy i 9 dni. Nikt starszy nie zdobył bramki w Serie A aż do czasów Alessandro Costacurty. Silvio Piola był nie tylko z jednym z najlepszych, a może i najlepszym napastnikiem w historii Serie A, ale przede wszystkim częścią niezapomnianej ekipy Vittorio Pozzo. Pierwsze powołanie otrzymał na mecz z Austrią w 1935 roku w Wiedniu. Tuż przed meczem Piola zniknął. Okazało się, od debiutu w reprezentacji wolał… polowanie w miejscowym lesie. Zadanie odszukania Silvio miał ówczesny golkiper Lazio Giacomo Blason. Wycieczki do lasu omal nie przepłacił życiem. Piola wziął go za zwierzynę i… postrzelił. Blason w meczu nie zagrał, a Piola już tak. Ba! Strzelił nawet dwa gole, a Włosi zwyciężyli 4-2. Po meczu twórca znakomitego ,,Wunderteamu” Hugo Meisl nazwał Piolę ,,Bestią”. Inny jego boiskowy przydomek brzmiał ,,Taran”. W barwach narodowych snajper – tak jak w klubach – strzelał gola za golem, ale Pozzo długo przekonywał się do Silvio, narzekając na jego wyszkolenie techniczne. Włoscy kibice byli zszokowani, gdy Pozzo nie powołał Pioli na mundial w 1934 roku. Sam piłkarz był bardzo rozżalony, ponieważ nie mógł reprezentować ojczyzny na własnej ziemi. Na francuskim czempionacie bez Pioli Włosi nie obroniliby mistrzowskiego tytułu. Napastnik uratował Italii skórę już w pierwszym meczu, kiedy to w czwartej minucie dogrywki strzelił decydującego gola Norwegii. W ćwierćfinale zdobył dwie bramki w potyczce z gospodarzami turnieju, a Włochy wygrały 3-1. W półfinale z Brazylią strzelali inni, ale finał na Colombes był popisem ówczesnego gracza Lazio. On i Gino Colaussi strzelili po dwa gole, a Włosi wygrali decydujący bój 4-2 i zapisali się na kartach historii jako pierwszy zespół, który obronił Puchar Świata. Ćwierćwiecze Pioli w roli piłkarza było pasmem sukcesów. Na każdym szkle znajduje się jednak rysa. Silvio Piola nigdy nie był mistrzem Włoch. Trzy razy był drugi: raz z Lazio (1937), a dwa razy z Juventusem (1946 i 1947). Do klubu ze stolicy Piemontu przeniósł się głównie po to, aby zdjąć klątwę. Zniechęcony ciągłymi niepowodzeniami w walce o scudetto, zamienił wielkie Juve na małą Novarę. Wszędzie, gdzie był zostawał legendą i ulubieńcem tłumów, a to wszystko we Włoszech – kraju, gdzie jedna jest tylko matka i ukochana drużyna…
10
Legenda i najlepszy strzelec w historii Serie A:
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_