1

No! Przed nami(krwawe?) derby Manchesteru po raz 198 w historii. Nowy trener "Czerwonych diabłów" i nowy nabytek "Obywateli" Gueie, czy jak mu tam? Teoretycznie powinno się dziać coś szalonego w tym meczu a więc zapinamy pasy i....

1

@Safrani Chopie, co ty tu wypisujesz!!? Do ku... nędzy?

0

@KrychaFCB Ter Stegen jest wciąż klasowym bramkarzem świata i powinien non stop grać! Mało tego, on zasłużył żeby grać jako przynajmniej pierwszy rezerwowy FC Barcelony!

10

Remontada na „Estadio Mestalla”:

17 stycznia 1943 r. FC Barcelona pokonuje na Mestalla CF Valencie 2:4 w 15 kolejce Primera Divison. Dublet w meczu zanotował znakomity napastnik Mariano Martin(62 i 63 minuta). Pozostałe 2 gole dołożyli Jose Bravo(53 minuta) oraz genialny napastnik Cesar Rodriguez(77 minuta). Blaugrana do czasu gola Jose Bravo przegrywała 2:0, jednak w drugiej połowie dokonała znakomitej remontady. W efekcie zwycięstwa Duma Katalonii uplasowała się na 7 pozycji w tabeli ze stratą 8 punktów do Athleticu Bilbao.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Hattrick Luisa Suareza:


Dokładnie 10 lat temu Lionel Messi, który wręczył kibicom piątą w swojej karierze Złotą Piłkę FIFA, przed rozpoczęciem meczu na Camp Nou, wykorzystał rzut karny, zapewniając FC Barcelonie zwycięstwo 6-0 nad 10-osobowym Athletic Bilbao. Z kolei najlepszy strzelec La Ligi, Luis Suarez, popisał się hattrickiem. Athletic sprokurował rzut karny na początku spotkania, gdy ich bramkarz, Gorka Iraizoz, powalił Suáreza i został ukarany czerwoną kartką, po czym Barça rozgromiła baskijski klub. Mistrzowie Hiszpanii i Europy, którzy rozegrali o jeden mecz mniej ze swoimi głównymi rywalami, tracili dwa punkty do Atlético, które zajmowało drugie miejsce a Real miał kolejne dwa punkty straty do niego, zajmującego trzecie miejsce. Athletic nie sprawiał Blaugranie żadnych problemów, nawet gdy grali w osłabieniu a Neymar podwyższył wynik na 2-0, przerzucając piłkę nad rezerwowym bramkarzem, Iago Herrerínem. Luis Suarez strzelił gola w drugiej połowie, wymieniając podania z Neymarem a napastnik Brazylii asystował Ivanowi Rakiticiowi, ustalając wynik na 4-0 w 62. minucie. Siedem minut później Suarez strzelił drugiego gola po podaniu Ardy Turana i skompletował hattrika, wysuwając się na prowadzenie w klasyfikacji strzelców z 18 golami, o dwa więcej niż Ronaldo i Benzema. „Wyrzucenie z boiska całkowicie odmieniło sytuację i mogliśmy to wykorzystać przez resztę meczu” – powiedział Suarez, ściskając piłkę meczową, hiszpańskiej telewizji. „Umieszczę to w muzeum, gdy tylko zdobędę podpisy kolegów z drużyny” – dodał napastnik Urugwaju.




@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@Adran360

10

Wspominamy zasłużonych prezydentów Dumy Katalonii:

17 stycznia 1968 r. wybory na Prezydenta FC Barcelony wygrał Narcis de Carreras. Urząd piastował zaledwie 2 lata lecz zasłynął na zawsze ze słynnej frazy: „El Barça es mes que en club” co wszem i wobec znaczy Barça to więcej niż klub. Ta fraza miała na celu podkreślić iż Blaugrana jest od dziesięcioleci symbolem i wizytówką Katalonii, a nie tylko zwykłym klubem piłkarskim. W czasach dyktatury Franco Katalończycy byli mocno prześladowani a Camp Nou było jednym z niewielu miejsc, w których można było rozmawiać po katalońsku i demonstrować lokalny patriotyzm.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

9

@FCBparasiempre
16 stycznia 1922 r. w Budapeszcie urodził się Ferenc Deak, wybitny węgierski napastnik. Deak swoją piłkarską przygodę rozpoczął jako nastolatek. Miał 13 lat, kiedy zgłosił się do klubu, w którym rozpoczął pierwsze treningi. Był to zespół z jego najbliższej okolicy – Szentlőrinci Atlétikai Club. Pierwsze kroki w futbolowym świecie stawiał jako bramkarz i był w tym całkiem dobry. Słynął z tego, że momentami ciężko było go pokonać a bramka wydawała się zaczarowana. W jednym z meczów został jednak mocno trafiony piłką w głowę i stracił przytomność. Według jednej z wersji tego zdarzenia autorem trafienia miał być brat Józsefa Bozsika. Chłopak doszedł do siebie, ale rodzice postawili stanowcze weto dalszej pasji syna. Piłki w tamtych czasach były dużo cięższe niż dzisiaj i szybciej nasiąkały wodą. Dla młodego, rozwijającego się ciągle organizmu skutki takich uderzeń mogły być bardzo groźne. Jednak młody Ferenc nie potrafił wyrzucić futbolu z własnego życia. Kiedy tylko mógł zachodził i zaglądał na stadion. Z żalem i zazdrością patrzył na trenujących kolegów. Żeby być choć trochę bliżej piłki, stawał z boku boiska i podawał futbolówkę kolegom, opuszczała plac gry. Uderzał ją przy tym nie tylko mocno, ale też bardzo precyzyjnie. Swoją postawą zdobył sympatię jednego z trenerów. Był nim Elemér Berkessy, który jako zawodnik grał w paryskim Racingu czy FC Barcelonie. Miał też za sobą występy w reprezentacji, więc potrafił ocenić, czy ktoś ma talent czy nie. Ferenc nie miał kłopotów z opanowaniem piłki, a po sposobie, w jaki ją uderzał, widać było, że ma naturalny talent. Szkoleniowiec postanowił więc spróbować przekonać jego rodziców do zmiany zdania. Ci zgodzili się ustąpić, ale troszcząc się o zdrowie syna, postawili warunek, że Ferenc nie może już grać jako bramkarz. Chłopak został więc przesunięty do przodu. Nie był jednak przyzwyczajony do gry w polu, więc potrzebował nieco czasu, żeby odnaleźć się w nowej roli. Wtedy właśnie zyskał sobie przezwisko Bamba. Określenie to w wolnym tłumaczeniu można przetłumaczyć jako dureń. Deák sprawiał wrażenie trochę nieporadnego, ale bardzo szybko zaczął wszystkim pokazywać, na co go stać. ,,Byłem tak nazywany już w Lőrinc, ponieważ zgodnie z moimi przyzwyczajeniami stałem zwykle w kole środkowym przy linii, wyglądając przy tym, jakbym nie miał nic do roboty. Sterczałem tak jak bambus, ale kiedy nadchodziła okazja, zawsze potrafiłem ruszyć szybko i niespodziewanie”– opowiadał Deák. Ferenc konsekwentnie pracował na treningach i wkrótce zaczął zbierać efekty tej pracy. Pierwszy mecz w barwach Szentlőrinci zagrał 3 września 1939 r. Zespół przegrał 1:3, ale młokos uświetnił swój debiut golem. Klub występował wówczas na drugim poziomie rozgrywkowym w Nemzeti Bajnokság B, ale sezon później grali już w trzeciej lidze. Deak szybko budował swoją pozycję w zespole a swoimi sześcioma trafieniami na tym poziomie wysłał czytelny sygnał, że coraz lepiej radzi sobie też pod bramką rywali. Drużyna zaczęła piąć się w górę a Deak został jednym z jej liderów i zapoczątkował jeden z najlepszych okresów w dziejach klubu. Strzelał jak na zawołanie, niejednokrotnie notując po cztery czy pięć trafień w jednym meczu. W sezonie 1942/43 wystąpił w 26 meczach i tylko w trzech nie pokonał bramkarza rywali. Łącznie uzyskał aż 49 goli. Kwestią czasu było, kiedy zespół zamelduje się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Cel ten udało się wywalczyć w sezonie 1943/44 i jesienią 1944 r. Deak miał szansę debiutu w ekstraklasie. Pierwsze trzy mecze zakończyły się dla Szentlőrinc AC kompletem zwycięstw a nasz bohater zdobył w tych pojedynkach dziewięć goli. Ligowe zmagania zostały jednak przerwane z uwagi na działania wojenne. Jesienią próbowano zorganizować mistrzostwa wojskowe, ale tych też nie udało się dokończyć. Deak również wtedy imponował skutecznością, strzelając pięć goli w dziesięciu spotkaniach.

Wiosna przyniosła kolejną radziecką ofensywę, a piłkarskie zmagania zostały ograniczone tylko do drużyn z Budapesztu. Szentlőrinci grał na drugim poziomie tych rozgrywek, ale braki w źródłach nie pozwalają na pełne odtworzenie bilansu zespołu. Dopiero kolejną ligową kampanię udało się rozegrać w pełni. Futbol był jednym z tych elementów życia, który pozwolił Węgrom szybciej stanąć na nogi po wojnie. Zasady się nie zmieniły ale zmienił się sam kraj, w którym władzę przejęli komuniści. Wkrótce nowe władze zaczną wykorzystywać sport dla własnych celów i organizować go na nowo. Nie ominie to też piłki nożnej. Na razie jednak rywalizacja toczyła się w miarę normalnie. Zespoły podzielono na dwie grupy, z których najlepszych pięć drużyn awansowało do grupy mistrzowskiej. Dalekie od normalności były jednak strzeleckie popisy Deaka. Ładował gola za golem i nic nie robił sobie z przeciwników. Nie ważne, czy naprzeciwko niego stała drużyna MTK, Ferencvárosu czy ktoś z dołu tabeli. Zawsze znajdował sposób na bramkarza rywali. W wygranym 13:0 spotkaniu z Kőbányai Barátság strzelił aż dziewięć goli! Pięć trafień zaaplikował Ferencvárosowi, a kolejnych sześć drużynie Debreceni VSC! Poza tym wielokrotnie strzelał dwa, trzy albo cztery gole. Deak był praktycznie nie do zatrzymania i w śrubowaniu rekordu nie przeszkodziło mu nawet to, że dwukrotnie został usunięty przedwcześnie z boiska. Ostatecznie sezon 1945/46 ukończył z 66 golami na koncie! Potrzebował do tego 34 meczów, więc łatwo policzyć, że średnio uzyskiwał niemal dwa gole w każdym występie! Nawet biorąc po uwagę nieco inny niż zwykle format rozgrywek, trudne czasy powojenne i zapewne sporą różnicę w poziomach między zespołami, takie osiągnięcie musi budzić największe uznanie. Wcześniejszy rekord ustanowił w 1939 r. Gyula Zsengellér, który 56 razy znajdował wówczas drogę do bramki rywali. Strzeleckie popisy Deaka nie wystarczyły jednak, żeby ugrać coś z zespołem na arenie krajowej. Zmagania w grupie zachodniej Szentlőrinci AC zakończyło na czwartej lokacie, a w grupie mistrzowskiej zajęli dopiero ósme miejsce w stawce dziesięciu ekip. Rok później ekstraklasa składała się już tylko z 16 zespołów, które normalnie rywalizowały w jednej grupie. Deak potwierdził wówczas swoje nieprzeciętne umiejętności i drugi raz z rzędu został królem strzelców. Trafiał „tylko” w 22 z 30 meczów, ale w czterech czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców a w trzech starciach aż pięć razy trafiał do siatki! Zespół znowu jednak zakończył zmagania w środku tabeli, zajmując siódmą lokatę. Po bramkostrzelnego zawodnika sięgnął w końcu jeden z największych i najbardziej utytułowanych klubów w kraju, czyli stołeczny Ferencvárosi Torna Club. Jedną z kart przetargowych przy transferze był dwupiętrowy dom, który zapewniono Deakowi. Bardzo entuzjastycznie na jego przyjście zapatrywali się też kibice, którzy liczyli, że nowy nabytek przywróci ich ukochanej drużynie utracony blask. Ferenc za otrzymane zaufanie odwdzięczył się najlepiej, jak mógł, czyli kolejnymi golami. Już w 3. kolejce cztery razy pokonał bramkarza rywali i poprowadził zespół do wygranej. W całym sezonie zespół zanotował tylko cztery remisy i pięć porażek, a pozostałe 23 spotkania wygrał. Deak był jednym z motorów napędowych zespołu i często to jego trafienia decydowały o zwycięstwach. Drużyna finiszowała na najniższym stopniu podium. Ferenc mógł być zadowolony ze swoich występów, choć w rywalizacji o koronę króla strzelców musiał uznać wyższość Ferenca Puskása, który zdobył 50 goli, podczas gdy Deak „zaledwie” 41 goli. W kolejnym sezonie pokazał razem z kolegami prawdziwą klasę. Ferencváros szedł jak burza i po kolei rozjeżdżał kolejnych rywali. Deak znowu zaliczył kilka meczów z czterema trafieniami i raz pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Pierwsze potknięcie zespół zanotował dopiero 13. kolejce, remisując 1:1 z MTK. Pierwsza porażka z kolei przyszła dopiero w 24. kolejce. W całym sezonie Ferenc z kolegami uzbierali ich ledwie trzy. W znakomitym stylu sięgnęli po krajowe mistrzostwo, dystansując wszystkich konkurentów w walce o tytuł. Nad drugim w tabeli MTK mieli aż 11 punktów przewagi. Ferenc Deak ze swoimi 59 golami w 30 meczach znowu zbliżył się do magicznej granicy dwóch goli na mecz i po raz trzeci został królem strzelców. Obok siebie miał znakomitych Sándora Kocsisa i Zoltána Czibora i trudno było sobie wyobrazić lepszy sposób na uczczenie jubileuszu 50-lecia klubu.

Latem 1950 r. razem z kolegami spędzał czas w jednym z klubów nocnych w mieście Siófok nad Balatonem. Towarzystwo trochę sobie wypiło, a że Deak był muzykalny i lubił śpiewać, to zaintonował wykonanie klubowego hymnu, który jednak nie cieszył się wówczas uznaniem w oczach władz. Pech chciał, że świadkami tego występu była dwójka funkcjonariuszy z Államvédelmi Hatóság, czyli politycznej policji węgierskiej. Przez moment tolerowali oni zachowanie Deaka, ale po chwili do niego podeszli i kazali mu się zamknąć. Deak zamilkł, odwrócił się w stronę baru i zamówił dwa drinki. Kiedy barman mu je przygotował, Ferenc wylał ich zawartość wprost na twarze oficerów i całą akcję zakończył dwoma precyzyjnymi ciosami, jak na dobrego napastnika przystało. Władze nie chcąc skandalu, starały się wyciszyć sławę, ale Deak był już u nich na cenzurowanym. Jeden z wysoko postawionych w ministerstwie działaczy Sándor Csáki postawił piłkarzowi ultimatum. Urzędnik był też jednym z działaczy Dózsa Sport Egyesület, czyli dzisiejszego Újpestu i przedstawił zawodnikowi propozycję nie do odrzucenia. Możesz zdecydować – idziesz do więzienia, albo do Újpestu! – zwrócił się Csáki do Deaka. Incydent nad Balatonem położył się też cieniem na jego karierze reprezentacyjnej. Gusztáv Sebes uznał go za element niepewny politycznie i przestał go powoływać. Miejsce Deaka na środku reprezentacyjnego napadu zajął Nándor Hidegkuti. Węgrzy w tamtych czasach dysponowali wieloma klasowymi zawodnikami, a siła ognia ataku drużyny narodowej czasami wręcz porażała, więc spokojnie mogli sobie pozwolić na rezygnację z usług takiego snajpera jak Deak. W reprezentacji debiutował on jeszcze w czasie wojny w spotkaniach nieoficjalnych. Pierwszy oficjalny występ zanotował 6 października w meczu z Austrią, strzelając dwa gole. Łącznie zdążył uzbierać 20 meczów w kadrze i tylko w trzech nie strzelił gola. Tych zdołał strzelić aż 29, co też musi budzić uznanie. Dwukrotnie wystąpił w meczach z Polską. Po raz pierwszy 19 września 1948 r. w wygranym 6:2 spotkaniu w Warszawie, gdzie strzelił jedną z bramek. Drugi raz zagrał przeciwko naszym reprezentantom 10 lipca 1949 r. W Debreczynie Węgrzy wygrali wówczas 8:2, a Ferenc Deak aż cztery razy zmusił do kapitulacji Henryka Borucza. W nowym klubie musiał pogodzić się z faktem, że to nie on jest już gwiazdą numer jeden w zespole. W Újpeście pierwsze skrzypce grał Ferenc Szusza. Deak ciągle jednak imponował skutecznością, choć jego osiągnięcia nie rzucały już na kolana. W 83 spotkaniach, jakie w ciągu czterech lat rozegrał dla klubu, strzelił 53 gole. Po przygodzie z Újpestem występował jeszcze przez parę lat w mniejszych klubach, aż w końcu w 1960 r. zakończył karierę w grającym wówczas w piątej lidze Siófoki Bányász SE. Pod koniec swojej przygody z piłką grywał już dalej od bramki przeciwnika i nie strzelał już tylu goli. Kiedy jednak już to robił, to zapadał kibicom w pamięć, jak wtedy, gdy trafił do bramki z połowy boiska. Nigdy nie pogodził się z decyzją o odsunięciu go od reprezentacji. Ominęły go wszystkie największe sukcesy węgierskiej ekipy – igrzyska olimpijskie w Helsinkach, mecz z Anglią na Wembley, czy mistrzostwa świata w Szwajcarii. Jedne trofeum, jakie zdobył z kadrą, to Puchar Bałkanów w 1947 r., gdzie oczywiście został królem strzelców. Po zakończeniu kariery podjął współpracę z rządem i pracował dla armii. Ukończył też szkołę oficerską policji i w oczach kibiców został towarzyszem Deakiem. Wszystkie te działania podejmował, żeby zapewnić utrzymanie rodzinie. Dodatkowo przed opuszczeniem Ferencvárosu zobowiązał się, że wszystkie okoliczności zmiany klubu zachowa w tajemnicy, przez co kibice długo nie mogli mu wybaczyć, że odszedł do największego rywala. Dobre imię zostało mu przywrócone dopiero po zmianie ustroju. W 1994 r. został uhonorowany Krzyżem Oficerskim Order Zasługi, a w 1999 r. pośmiertnie przyznano mu Nagrodę Dziedzictwa Węgierskiego. Na rok przed śmiercią, w 1997 r. w Monachium na gali IFFHS otrzymał tytuł króla strzelców stulecia. Zmarł 18 kwietnia 1998 r. w Budapeszcie. Swoimi rekordami na stałe zapisał się w historii futbolu a uzyskane przez niego 66(!) goli w jednym ligowym sezonie wydaje się być wynikiem nie do pobicia!

6

To był piłkarz, który strzelił więcej goli w sezonie ligowym od Lewandowskiego, Cristiano Ronaldo czy nawet Messiego! Dzisiaj przypada 104 rocznica jego urodzin. Kim był ten genialny snajper? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

11

David Villa z dubletem a Barça z rekordem:

Dokładnie 15 lat temu FC Barcelona pokonała Malage 4:1. Blaugrana kontynuuowała nieustępliwy marsz w Primera Division i kolejnym zdecydowanym zwycięstwem nad Malagą na Camp Nou wykorzystała porażkę Realu Madryt w Almerii powiększając jeszcze bardziej przewagę w walce o tytuł. Podopieczni Pepa Guardioli zakończyli pierwszą połowę sezonu z najwyższą liczbą punktów w historii: 52. Porażka z Hérculesem (0:2) i remis z Mallorcą (1:1) to jedyne dwa mecze, w których Barça nie zdobyła wszystkich trzech punktów. To najlepsza ekipa od czasów Rinusa Michelsa (1973-74), z 61 strzelonymi i 11 straconymi golami. Ich statystyki są lepsze niż w sezonie, w którym zdobyli sześć tytułów. Andaluzyjska drużyna Manuela Pellegriniego nie miała szans na sprawienie niespodzianki na Camp Nou, zwłaszcza że Iniesta dał im kontrolę nad meczem w siódmej minucie. Villa, z dwoma golami, i Pedro byli pozostałymi strzelcami. Pierwsze minuty meczu były, co nie dziwi, kompletnym monologiem Barçy. Piłkarze Malagi gonili za piłką, nie mogąc przebić się przez zbiorową grę podaniową, organizowaną przez Busquetsa, Iniestę, Xaviego, Messiego i spółkę. Pierwszy gol padł po siedmiu minutach, po oszałamiającym uderzeniu Iniesty. Urodzony w Albacete zawodnik wolejem skierował piłkę do bramki po dośrodkowaniu Alvesa z prawej strony i uderzył nią w wewnętrzną część prawego słupka, nie dając Sergio Asenjo żadnych szans. To szósty gol Iniesty w tym sezonie, co jak dotąd jest bezprecedensowym osiągnięciem. Od tego momentu Barça trzymała się swojego planu: kombinowała podania, tworzyła przestrzeń i tak dalej. Ich gra była wspaniała, jak zwykle, ale z dodatkową dawką szybkości, nie do zatrzymania dla żadnego przeciwnika. Malaga odczuła skutki pierwszej bramki. Asenjo zapobiegł zmianie na 2:0, broniąc strzału Pedro; miał też szczęście, gdy w 16. minucie zobaczył, jak strzał Xaviego z dystansu trafił w poprzeczkę. W następnej minucie, w 17. minucie, Messi asystował Villi a ten nie pomylił się. Wyjątkowa interwencja Busquetsa po wybiciu Malagi dała Argentyńczykowi piłkę idealnie podaną do Villi, która następnie wślizgnęła ją między nogi bramkarza.

Jedynym negatywnym akcentem dla Barcelony była zmiana Alvesa z powodu kontuzji w 27. minucie. Brazylijczyk będzie pauzował od dziesięciu do piętnastu dni, co oznacza, że opuści co najmniej kolejny mecz Pucharu Króla(rewanż z Betisem) i sobotni mecz na Camp Nou z Racingiem. Adriano był odpowiedzialny za zajęcie swojego miejsca na boisku. Dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy Barça przypieczętowała zwycięstwo, o ile wcześniej tego nie zrobiła. Po tym, jak Asenjo obronił sytuację sam na sam z Iniestą, Pedro wpakował piłkę do siatki. Tempo gry znacznie spadło w drugiej połowie. Wynik był już przesądzony i Barça nie chciała podejmować dalszego ryzyka. Malaga kontynuowała grę, robiąc, co mogła, i oddała pierwszy strzał na bramkę Valdésa w 65. minucie. W drugim strzale, w 67. Minucie Duda zdołał zamienić rzut wolny na gola honorowego. Po zdobyciu gola Andaluzyjczycy zwiększyli intensywność, ale to Barça się obudziła. Zmiana tempa Xaviego i rajd Villi wystarczyły, by zdobyć czwartego gola. Asturyjczyk zręcznie minął Asenjo dryblingiem i przypieczętował zwycięstwo (4:1, 73. minuta). Ostatnie minuty były doskonałą okazją, by dać szansę na grę nowemu nabytkowi, Holendrowi Ibrahimowi Afellayowi a także Bojanowi Krkiciowi.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

3

Niech odchodzi z klubu jak najszybciej i dokadkolwiek patałach jeden!
Już dawno nie powinno go tu być!

11

Madrycki prowokator:

16 stycznia 1921 r. FC Barcelona pokonała CE Europa 2:1 w mistrzostwach Katalonii. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt wywołania przez kibiców zamieszek na stadionie ,,Camp del Carrer Indústria”, gdzie rozgrywano ten mecz. Industria, popularnie nazywana ,,Escopidora” była pierwszym stadionem Blaugrany, który został zamknięty z nakazu federacji hiszpańskiej. Była to kara nałożona w następstwie zajść wywołanych przez kibiców Barçy zaraz po meczu właśnie z CE Europa. Mimo zwycięstwa, naciski i ataki na sędziego przyczyniły się do interwencji obecnej na stadionie policji z Gwardii Cywilnej. Wydarzenia te ówczesna prasa określiła mianem ,,nieprzyjemnych zajść". Doszło do nich pod koniec meczu, kiedy to madrycki sędzia Pablo Lemmel, były bramkarz klubów Gimnasia i FC Madrid, oraz według niektórych źródeł ,,cieszący się zasłużoną sławą antybarcelonisty oraz socio Espanyolu", został zaatakowany przez niektórych sympatyków Barçy. Agresja nieroztropnych kibiców kosztowała klub karę nałożoną przez Hiszpańską Federacje Piłkarską, która nakazała zamknąć ,,Escopidore” na 3 miesiące. W następną niedziele po zajściach Duma Katalonii rozgrywała kolejny mecz o mistrzostwo Katalonii na ,,Camp del Carrer Galileu” przeciwko FC Internacional. Kilka minut przed końcem legendarny napastnik Paulino Alcantara zdobył zwycięskiego gola dla Barçy. Było to nie lada osiągnięcie w starciu z walecznym rywalem, którego bramkarz Bru był najlepszym zawodnikiem. Paradoksalnie arbitrem tego spotkania był niezawodowy sędzia Massana, będący piłkarzem...Espanyolu. Kolegium Sędziów nie desygnowało na to spotkanie żadnego arbitra, ponieważ FC Barcelona nie wytłumaczyła się jeszcze z poprzednich zajść. Tak oto funkcjonował futbol w tamtej epoce…

@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

12

Zapomniana goleada Blaugrany:

16 stycznia 1910 r. FC Barcelona rozgromiła FC Central 12:0(!) w ramach 7 kolejki mistrzostw Katalonii. Trzeba wiedzieć że aż 5(!) goli w tym meczu zanotował legendarny napastnik Carles Comamala, który został królem strzelców w tamtej edycji(1909/10) mistrzostw Katalonii. Mistrzostwo zdobyła FC Barcelona, wyprzedzając Espanyol o 4 punkty.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Peru po raz pierwszy!

15 stycznia 1939 r. na Estadio Nacional w Limie, Paragwaj pokonał Chile 5:1. Ten mecz zapoczątkował 15-tą w historii edycje Copa America. Podczas gdy w 1939 r. Europa sposobiła się do wojny, Południowa Ameryka szykowała się do zupełnie bezkrwawej rywalizacji. Po raz kolejny Lima podejmowała uczestników nowej edycji Copa America. Zaszczyt ten przypadł Peruwiańczykom nie bez przyczyny. Po berlińskiej Olimpiadzie z 1936 r. chodzili oni w glorii pokrzywdzonych bohaterów, którym należy się nie tylko moralna satysfakcja. Istotnie coś było na rzeczy. W Berlinie ,,Inkowie” wprost olśnili wybredną, międzynarodową publiczność. Doskonale przygotowany zespół, tak dobrze prezentujący się już w 1935 r. rozgromił Finlandie 7:3 a z bardzo silną wówczas Austrią bawił się w kotka i myszkę wygrywając 4:2! Droga do finału i powtórzenia urugwajskich osiągnięć z lat 20-tych zdawała się być w zasięgu ręki. I oto kombinacje komisji regulaminowej sprawiły że wynik meczu z Austrią został anulowany. Prostoduszni Peruwiańczycy, zdruzgotani takim obrotem sprawy, w poczuciu ciężkiej i niezasłużonej krzywdy, na znak protestu natychmiast wrócili do domu. Witano ich niczym inkaskich herosów. W dowód kontynentalnej solidarności powierzono Bogocie organizacje pierwszych Igrzysk Boliwarskich w 1938, traktowanych jako moralne zadośćuczynienie za berliński afront. Zaś na tej samej fali emocjonalnej rok później Lima podejmowała uczestników Copa America.

Po nieszczęsnym epizodzie berlińskim w szeregach Peru doszły nowe indywidualności. Osią i filarem drużyny został kapitalny środkowy pomocnik Segindo Castillo. Znakomicie uzupełniali go w defensywie pracowici Carlos Tovar, Orestes Jordan i Pablo Pasache. Cennym nabytkiem okazal się przedstawiciel niezwykle usportowionej rodziny, Enrique Perales. Natomiast asami atutowymi ekipy ,,Inków” byli bracia Fernandez(Teodoro i Arturo) oraz bracia Alcalde(Jorge i Teodoro). Kolejnym debiutantem w imprezie był Ekwador, który wszelako oprócz ambicji nie wiele miał do powiedzenia. Z kolei zawiodło z kretesem Chile, chociaż filar jego defensywy, Ascanio Cortez, zaraz po ostatnim meczu podpisał kontrakt z samym River Plate. Paragwaj, jak zwykle bitny i ofiarny, tym razem wypadł słabiej. Z Peru i Urugwajem nie miał nic do powiedzenia. Pod nieobecność Argentyny i Brazylii tylko Urugwaj mógł sprostać idącym od zwycięstwa do zwycięstwa gospodarzom. ,,Celestes” dobrze przygotowali się do gry w wysokogórskim klimacie Limy. Imponowali sprawnością i wybieganiem. Zespół opierał się na graczach Nacionalu, który właśnie startował do największych w historii sukcesów. Wszystko rozstrzygnęło się w ostatnim, decydującym o tryumfie meczu Peru-Urugwaj. Zagrzewani szaleńczym dopingiem gospodarze, przejeli inicjatywę od pierwszych minut, spychając ,,urusów” do obrony. Gole Jorge Alcalde i Bielicha oraz honorowy Porty ustaliły wynik 2:1 dla gospodarzy. Limę ogarnęła euforia. Berlińska zniewaga została pomszczona, choćby i pośrednio. Bohaterowie Peru, bracia Alcalde oraz bracia Fernandez, wysoko w górze dzierżąc Puchar Ameryki, czuli się tak, jakby odnaleźli legendarny złoty skarb Inków!

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@MoralnyKarzel
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

10

Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:

12 stycznia 1918 r. urodził się Vicente de la Mata, legendarny napastnik; 3-krotny zdobywca Copa America(1937, 1945 i 1946) oraz 3-krotny mistrz Argentyny z CA Independiente. W 1937 roku przeszedł z prowincjonalnej Cordoby do wielkiego Independiente, gdzie stworzył (wraz z Antonio Sastre i paragwajskim fenomenem Arsenio Erico) wymarzony tercet. Nazywano go „Capote" (płaszcz), Gdyż po mistrzowsku prowadzoną piłkę jak gdyby rzeczywiście okrywał niewidzialnym płaszczem. Kapryśny i chimeryczny, nierzadko boiskowy pieniacz i awanturnik, w galerii najwspanialszych dryblerów Argentyny zajmuje miejsce poczesne. Do historii jako piłkarskie „dzieło sztuki" (Obra de arte) przeszła jego akcja podczas meczu z River Plate 12 października 1939 r., kiedy otrzymawszy podanie na pozycji lewego obrońcy z gracją baletmistrza objechał kolejno ośmiu(!) przeciwników i zwolniwszy bieg, niczym na spacerku z niezmąconym spokojem wolniutko wszedł do bramki z piłką przy nodze. „Capote" strzelał równie dobrze jak kiwał. W latach 1937- -52 zdobył w argentyńskiej lidze 152 gole. Natomiast w latach 1937- 46 rozegrał w barwach ,,Albicelestes” 13 meczów strzelając 6 goli.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11

0

@Damian11 Te słowa po chińsku oznaczają może "przy okazji"?

3

@Sysia11 Achhhh te wasze żarty..........!

0

@mkord No zgadza sie! Czyli konkretnie jak?

4

@Sysia11 Nie no, ty wierzysz w to co piszesz?

9

Naturalnie ja też jestem ukontentowany że Real Madrid odpadł z rozgrywek Cope del Rey ale(!) jest takie stare, mądre przysłowie: Nie śmiej dziadku z cudzego wypadku......

0

@mkord Aaa rzeczywiście coś tam gadał ale słabo kojarze...
Z drugiej strony to ciul go wie jak to się wymawia te chińszczyzne?

13

El Clasico w Supercopa:

15 stycznia 2023 roku Robert Lewandowski wywalczył pierwsze trofeum w barwach FC Barcelony. "Duma Katalonii" w świetnym stylu pokonała Real Madryt 3:1 i zdobyła po raz 14-ty Superpuchar Hiszpanii. Kapitan reprezentacji Polski zaliczył asystę i trafił do siatki. Już w pierwszej połowie Blaugrana udowodniła, że tego dnia jest drużyną wyraźnie lepszą. Podopieczni Xaviego Hernandeza wyszli na prowadzenie w 34. minucie gry. Podanie Lewandowskiego wykorzystał Gavi. Pomocnik Barcelony wyszedł na wolne pole i pewnie pokonał Thibault Courtois. Tuż przed przerwą było już 2:0. Tym razem Lewandowski i Gavi zamienili się rolami. Hiszpan popędził lewym skrzydłem i zagrał piłkę w pole karne do nabiegającego Polaka. 34-latek z bliskiej odległości skierował futbolówkę do siatki. Do przerwy Barça utrzymała dwubramkowe prowadzenie. Warto wspomnieć, że w pierwszej części spotkania "Królewscy" oddali tylko jeden strzał i było to uderzenie niecelne. Wydawało się, że po zmianie stron Real ruszy do odrabiania strat. Zespół Carlo Ancelottiego nie miał jednak sposobu na przedarcie się przez obronę "Dumy Katalonii". W 51. minucie meczu mogło być 3:0, ale doskonałą szansę na gola zmarnował Ousmane Dembele. W końcu jednak Blaugrana dopięła swego i zdobyła trzecią bramkę. Ponownie asystował Gavi a akcję wykończył Pedri. Sędzia jeszcze sprawdzał, czy 21-latek nie znalazł się pozycji spalonej. Ostatecznie trafienie zostało zaliczone. Po trzecim golu tempo gry spadło. FC Barcelona kontrolowała wynik i przebieg meczu. Real szukał gola honorowego, ale w atakach "Królewskich" brakowało pomysłu. Finalnie jednak w jednej z ostatnich akcji meczu jedynego gola dla ekipy z Madrytu zdobył Karim Benzema.



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

0

@mkord A jaki klasyk tak mawiał?

11

Byli sobie bracia:

15 stycznia 1999 r. bracia de Boer podpisali kontrakt z FC Barceloną. Od czasu przybycia van Gaala do Barcelony rozpoczął się zaciąg holenderski do klubu. W styczniu 1999 r. Blaugrana zaczęła negocjacje w sprawie kolejnych dwóch nabytków z kraju tulipanów. Jeszcze 13 stycznia o godzinie 13-tej wiceprezydent Gaspart oznajmiał iż bracia de Boer trafią do Barçy dopiero latem. Sześć godzin później transfer został jednak nieoficjalnie potwierdzony, brakowało jedynie testów medycznych obu zawodników. Kontrakt został w końcu podpisany 2 dni później. Frank i Ronald de Boer kosztowali Dumę Katalonii odpowiednio 11 i 10 mln euro, stając się po Kluivercie i Rivaldo najdroższymi nabytkami van Gaala. O kolonii ośmiu holendrów w Barcelonie(nie licząc wszystkich trenerów) wypowiedział się Pep Guardiola: ,, Gdybym ja był Holendrem, z trudem zaakceptowałbym ośmiu Katalończyków w Ajaksie ale jeżeli gra się dobrze i wygrywa, można zaakceptować wszystko”. Mówiło się nieoficjalnie że Blaugranie zależało głównie na Franku de Boerze a Ronald przyszedł niejako w pakiecie z bratem. Pierwszy z nich rzeczywiście został w Blaugranie na 5 sezonów i był podstawowym graczem a Ronald po dwóch nieudanych latach odszedł do Glasgow Rangers.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Wybitne legendy bułgarskiego futbolu:

14 stycznia 1959 r. urodził się Georgi Dimitrow, czołowy bułgarski obrońca lat 80-tych, wieloletni zawodnik CSKA Sofia i jeden z pierwszych Bułgarów, którzy zagrali w zachodniej Europie. Urodził się w nieistniejącej już dzisiaj wsi Gledaczewo i to klubie z rodzinnej miejscowości stawiał pierwsze piłkarskie kroki. W drużynie grywał już jako 14-latek i początkowo występował na pozycji napastnika. Na jednym z młodzieżowych turniejów został nawet królem strzelców. Jego talent został zauważony przez jednego ze znajomych matki, którym był Georgi Laskow. Postanowił on zabrać chłopaka na trening do lokalnego potentata, jakim był klub Beroe Stara Zagora, żeby tamtejsi trenerzy mogli mu się bliżej przyjrzeć. Młokos musiał pokazać się z dobrej strony, bo już niedługo później dołączył do młodzieżowej drużyny Beroe. Jako dziecko często bywał na meczach pierwszego zespołu, na które zabierał go tata, więc gra dla klubu stanowiła dla niego spore wyróżnienie. Do zespołu ze Starej Zagory dołączył w 1975 r., a już wiosną 1976 r. dostał szansę pokazania się na boiskach bułgarskiej ekstraklasy. Beroe było wtedy beniaminkiem Grupy „A”, a sezon zakończyło w dolnej połowie tabeli. Podobnie było w kolejnym roku, w którym Dimitrow cierpliwie budował swoją pozycję w zespole. Zaliczył wówczas już kilkanaście występów w pierwszej jedenastce i strzelił swojego pierwszego gola w lidze. Młody zawodnik wyróżniał się już wówczas na tyle, że parol na niego zagiął jeden z największych bułgarskich klubów – CSKA Sofia. Dimitrow wprawdzie chciał odejść do stolicy, ale w Starej Zagorze starano się go zatrzymać za wszelką cenę. Rozpoczęły się przepychanki między klubowymi działaczami, a o zamieszaniu z transferem listowenie powiadomiono nawet Todora Żiwkowa. CSKA miało jednak dużo mocniejszą pozycję w bułgarskim futbolu niż prowincjonalne Beroe. Dimitrow ostatecznie trafił właśnie do wojskowego klubu, ale zmiana barw kosztowała go dwutygodniowy pobyt w areszcie. Po latach wspominał, że wejście do szatni pełnej reprezentantów kraju było dla niego niemałym przeżyciem, ale dość szybko zaaklimatyzował się w nowym miejscu. Debiut w nowych barwach zaliczył 24 września 1977 r. Wszedł wtedy z ławki w spotkaniu z Lokomotiwem. Od tego momentu do końca sezonu zagrał we wszystkich meczach przez pełne 90 minut. W kolejnych latach ugruntował swoją pozycję w zespole, stając się jednym z jego liderów. Jako opoka defensywy miał swój wydatny udział w zdobyciu przez klub czterech tytułów mistrza kraju z rzędu (1979/80-1982/83) i dwóch Pucharów Bułgarii (1982/83 i 1984/85). W 1985 r. wybrany został piłkarzem roku w Bułgarii. Razem z CSKA zapisał też piękną kartę swoimi występami na arenie europejskiej. W sezonie 1981/82 bułgarska drużyna dotarła do fazy półfinałowej Pucharu Europy, czym wyrównała swój najlepszy wynik w tych rozgrywkach z sezonu 1966/67. Rok wcześniej mistrzowie Bułgarii już w pierwszej rundzie pokazali się z dobrej strony i pokonali angielskie Nottingham Forrest. Tamte rozgrywki zakończyli na ćwierćfinale, gdzie musieli uznać wyższość Liverpoolu. Obie ekipy los skojarzył ze sobą również wiosną 1982 r. Tym razem to Bułgarzy okazali się lepsi. W półfinale z kolei ich rywalem był Bayern Monachium. U siebie CSKA prowadziła już 4:1, ale dała sobie strzelić dwa gole w końcówce. Rewanż od początku przebiegał już po myśli Niemców, którzy pewnie wygrali 4:0. Według Dimitrowa zespołowi zabrakło wówczas wiary w to, że wcale nie są gorsi i są w stanie awansować do finału.

Przez lata kierował defensywą stołecznego klubu, skąd szybko trafił do reprezentacji. Debiutował 29 listopada 1978 r. w Sofii w starciu z Irlandią Północną. W drużynie narodowej zadomowił się na kolejnych parę lat i podobnie jak w CSKA, również tutaj stał się liderem formacji obronnej. Przez 10 lat gry dla kraju zgromadził 77 występów i strzelił siedem goli. 56 razy wyprowadzał reprezentację na boisko jako kapitan. Funkcję tę pełnił również podczas mundialu w Meksyku w 1986 r. Mimo błędów popełnionych podczas przygotowań, Bułgarzy, których prowadził Iwan Wucow, po raz pierwszy przeszli do drugiej rundy. W grupie zanotowali dwa remisy i porażkę, więc, mimo awansu, na pierwsze mundialowe zwycięstwo swoich ulubieńców kibice ciągle musieli czekać. To nie nadeszło niestety w 1/8 finału, gdzie 0:2 przegrali z Meksykiem. Dimitrow zagrał w pełnym wymiarze w każdym z czterech meczów. Po turnieju wyjechał do Francji, gdzie trafił do AS Saint-Étienne, w którym trenował go Henryk Kasperczak. Zespół był wówczas beniaminkiem francuskiej ekstraklasy, ale płacono w nim na tyle dużo, że Dimitrow zdołał nieco odłożyć. Dzięki temu poznał też wówczas smak jazdy Mercedesem i Alfą Romeo. W pierwszym sezonie po jego przyjściu zespół zajął miejsce w środku tabeli, ale już w kolejnym byli o krok od podium, plasując się na czwartej pozycji. Bułgar był wyróżniającym się zawodnikiem w lidze i został nawet uznany najlepszym obcokrajowcem, a konkurencję miał niemałą. W 1988 r. wrócił do kraju i w barwach CSKA wywalczył swoje ostatnie mistrzostwo i puchar kraju. Potem za namową trenera Iwana Wucowa związał się jeszcze na jeden sezon z drużyną Sławii Sofia, z którą zdobył wicemistrzostwo Bułgarii. Zaliczył też krótkie epizody w Izraelu, gdzie zamiast grać w barwach Maccabi zachorował na zapalnie wątroby, a także w Szwecji, gdzie związał się z drugoligowym Linköpings FF. Podjętą na początku lat 90. decyzję o zakończeniu kariery przyspieszyły kłopoty ze zdrowiem, z którymi mierzył się po zerwaniu więzadeł w kolanie. Od 1982 r. był członkiem Bułgarskiej Partii Komunistycznej, z której został usunięty w 1988 r. za opóźnienia w płaceniu składek członkowskich. Próbował swoich sił w pracy szkoleniowej, ale bez szczególnych osiągnięć. Prowadził mniejsze kluby, takie jak Wełbyżd Kiustendił, Minior Pernik, Wełbyżd Słokoszica i Marek Dupnica, ale w żadnym z nich nie zadomowił się na dłużej. Kilkanaście miesięcy przed śmiercią zdiagnozowano u niego raka jelita grubego. Mimo szybko podjętego leczenia, które wsparła bułgarska federacja i kilku zagranicznych operacji, choroba była już zbyt zaawansowana i na ratunek było za późno. Walkę z rakiem Dimitrow przegrał w wieku 62 lat.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

@Marusek No tak, samo państwo RPA rzeczywiście sporo zyskało, jednak mimo wszystko potwierdza to tylko że liczy się głównie kasa a nie duch sportu i to jest w tym wszystkim najsmutniejsze...

1

@misterio Przyznam że jesteś dużym optymista, gdyż ja nie podzielam w tym wypadku twojej opinii...

1

@Marusek Nie no, po prostu niewiarygodne(!) jak mogło do czegoś takiego dojść na profesjonalnym poziomie rozgrywek. Przecież ten mecz powinien zostać anulowany a przynajmniej powtórzony! Poza tym tutaj obie strony są skorumpowane, co tylko dowodzi piłkarskiej patologii na najwyższych szczeblach tej dyscypliny sportu...

14

W Europie trwała jeszcze wojna ale nie w Ameryce Południowej:

14 stycznia 1945 r. Chile pokonało Ekwador 6:3(3:2) w meczu otwierającym 18-tą edycje Copa America. Areną zmagań ponownie był „Estadio Nacional” w Santiago de Chile, jeszcze bardziej okazały niż 4 lata wcześniej. Mecz gospodarzy z Brazylią ściągnął na trybuny bagatela, 80 tys. ludzi. W turnieju zadebiutował zespół Kolumbii, kontynentalny outsider, który wszelako tanio skóry nie sprzedał, urywając aż 3 punkty innym słabeuszom jak Ekwador i Boliwia. Obrońca tytułu(Urugwaj) przywiózł kilku nowych interesujących zawodników, spośród których dwaj pięć lat później zdobyć miało mistrzostwo świata a mianowicie Maspoli i lewy obrońca Tejera. Doszedł również czarnoskóry pomocnik Viana. Jednak największym wydarzeniem stał się występ w ekipie ,,Celestes” środkowego napastnika, na którym nie poznała się Argentyna i który swoje przeznaczenie odnalazł w sąsiednim Urugwaju- Atilio Garcia. Gospodarze natomiast byli znów świetnie przygotowani do imprezy. Trenerem ich już wcześniej został legendarny Ferenc Platko, m.in. wybitny bramkarz FC Barcelony. Kwalifikacje trenerskie uzyskał w Paryżu i potwierdził je w Londynie. Prowadził FC Porto, rumuński Venus czy angielski Arsenal. Jeszcze później, w latach 1955-57 był szkoleniowcem budującej swą potęgę FC Barcelony. Ten jeden z najwybitniejszych trenerów swojej epoki po raz pierwszy narzucił Chilijczykom naprawdę nowoczesne metody. Słynne stały się jego przedmeczowe odprawy, gdzie na tablicy kreślił taktyczne schematy. Drużyne trzymał żelazną ręką ale też posłuch miał absolutny.

Podstawą gry uczynił czynną defensywę. Sergio Livingstone nieprawdopodobnymi robinsonadami doprowadzał napastników Urugwaju i Argentyny do rozpaczy. Obrona chilijska z Busquetsem na czele trwała niczym husycki tabor. Środkowy pomocnik przez prase nazwany ,,half policia”, jak srogi policjant nie odstępował na krok środkowego napastnika rywali. Była to nowinka taktyczna, bowiem w innych ekipach zadanie to zwyczajowo powierzano stoperowi. Z głębi pola organizowano groźne kontry, zaś w ataku Platko miał ruchliwego jak żywe srebro Cremaschiego i ostro strzelającego Medine. Zdyscyplinowani Chilijczycy, preferujący gre twardą i zespołową byli nawet bliscy ostatecznego tryumfu. Przed ostatnim meczem turnieju z Brazylią mieli już 9 punktów i w razie zwycięstwa zrównaliby się z przewodzącą w tabeli Argentyną. Niestety jedyny gol Brazylijczyka Heleno rozstrzygnął losy meczu. Argentyna mogła odetchnąć. Brazylii przypadło trofeum pocieszenia- „Copa Bolivia”. Chile ostatecznie zajęło 3 pozycje. Wcześniejsza batalia mistrza z wicemistrzem dostarczyła niezapomnianych wrażeń. Starły się dwie niewątpliwie najlepsze drużyny świata i dwie piątki napadów, o jakich tylko można marzyć. Tak jakby na jednej szyi zapleść dwie diamentowe kolie. Brazylijski naszyjnik błyszczał olśniewająco: Tesourinho, Zizinho, Heleno, Jair, Ademir. Argentyński przyprawiał o zawrót głowy: Boye, Mendez, Pontoni, Martino, Loustau. Każdemu z nich wypadałoby poświęcić już nie rozdział a wręcz osobny tom. Wystarczy powiedzieć tylko że Zizinho, Jair i Ademir byli w 1950 roku o włos od tytułu mistrzów świata a ostatniemu z tej trójki przypadło trofeum najlepszego snajpera. Ostatecznie Argentyna pokonała Brazylie 3:1 po hattricku genialnego napastnika Mendeza i honorowym trafieniu Ademira. Z kolei Tesourinha kunszt dryblingu wyniósł na takie wyżyny iż powszechnie uchodzi za najlepszego prawoskrzydłowego Brazylii przed pojawieniem się genialnego Garrinchy. Jeszcze postać chyba najbarwniejsza, strzelec złotego gola z Chile- Helenio de Freitas. Wytrawni eksperci po dziś dzień nie mają wątpliwości że w bogatych dziejach brazylijskiego futbolu nikt nie grał lepiej głową i nikt nie potrafił z taką maestrią strzelać ,,nożycami”. Podczas tego turnieju wyczyniał z piłką istne cuda. Z 6 golami został królem strzelców turnieju, dzieląc ten zaszczyt z argentyńskim bombardierem Norberto Mendezem.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11

2

@FcPortoFan1999 No liga może i tak. Ale 3 Polaków w FC Porto jednocześnie swoją wymowe jednak ma!

4

O prosze! Portugalski Klasyk na TVP Sport po raz 259 w historii i to możliwe że z udziałem trzech polskich piłkarzy! Wprawdzie nie będe w stanie obejrzeć całego meczu ale dlaczeguż nikt o tym nie wspomina?

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?