16

Legendy, o których prawdziwi cules nigdy nie zapominają:

21 stycznia 1901 r. w Barcelonie urodził się Ricardo Zamora, wielka legenda nie tylko Barçy lecz i światowego futbolu. Jeden z najlepszych bramkarzy w historii tej dyscypliny. Swoją karierę rozpoczynał w Espanyolu. Miał zaledwie 16 lat gdy zadebiutował w zespole lokalnego rywala Barçy. W roku 1919 przeniósł się do FC Barcelony, która wówczas potrzebowała klasowego bramkarza. Jego ojciec poprosił go wtedy aby zawiesił karierę i dokończył studia. Ricardo spełnił życzenie ojca ale wraz z innymi socios założył czwartą drużynę Barçy, która grała co niedziele dla własnej przyjemności. Władze Blaugrany uznały to za marnotrawstwo jego talentu i w końcu udało się namówić piłkarza do powrotu w szeregi pierwszej drużyny. Zamora miał świetne warunki fizyczne(186 cm./82 kg), doskonały refleks, potrafił wyczuć intencje strzelca i rzucić się w odpowiedniej chwili w stronę właściwego słupka. Słynął również z solidności i stalowych nerwów. Bardzo szybko zaczął uchodzić za jednego z najlepszych bramkarzy świata. W Dumie Katalonii Ricardo spędził 3 sezony, dwukrotnie zdobywając Puchar Króla(La Liga jeszcze wówczas nie istniała) i trzykrotnie mistrzostwo Katalonii. W 1922 Zamora opuścił jednak Dume Katalonii, po konflikcie jaki wynikł pomiędzy nim a władzami klubu. Ricardo zażądał od prezydenta Gampera podwyżki, na którą ten się nie zgodził. Wykorzystali to dyrektorzy Espanyolu, którzy proponując zawodnikowi 25 tys. peset za przejście do ich klubu oraz miesięczne pobory w wysokości 1 tys. peset, zapewnili sobie jego powrót. Za ten transfer hiszpańska federacja nałożyła na zawodnika karę. Za opuszczenie Blaugrany bez zgody tegoż klubu Zamora nie mógł występować przez rok. Z Espanyolem zdobył Puchar Hiszpanii a kilka lat później przeniósł się do Realu Madryt gdzie zakończył swoją wielką karierę. Zamora do dziś uważany jest za najlepszego bramkarza swojej epoki. Ponieważ we wszystkich sezonach La Ligi od jej powstania w 1928 r. aż do zakończenia kariery, Zamora był bramkarzem, który miał na koncie najmniej puszczonych goli w każdym z sezonów, to od jego nazwiska nazwano trofeum wręczane co roku najskuteczniejszemu bramkarzowi tych rozgrywek. Mimo że na Camp Nou spędził tylko 3 sezony to jednak cules uważają go do dziś za swoją wielką legende. Rodzinne miasto uczciło Zamore nazywając jego imieniem jeden z placy nieopodal Camp Nou.

Cześć i chwała legendom Barçy!

@Adran360
@Arkon
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Pnog37 Jak na taki potencjał to jednak za mało....

0

@lajcior Oj nie wiem, nie wiem, już i tak sporo ponakupowali tych piłkarzy a efektów nie widać...

3

Prawie rok temu pisałem żeby Pepito dał już sobie spokój z "Obywatelami". Z całym szacunkiem do Guardioli ale wcale bym się nie zdziwił gdyby włodarze Manchesteru City zwolnili Katalończyka po sezonie a nawet jeszcze w tym tygodniu! W końcu sam bym stracił cierpliwość...

12

Żywe legendy urugwajskiego futbolu:

Dokładnie 70 lat temu urodził się Rodolfo Sergio Rodríguez Rodríguez, urugwajski bramkarz. Piłkarską karierę rozpoczął w 1971 roku w klubie CA Cerro, skąd w 1976 przeniósł się do Club Nacional de Football, gdzie rozpoczęła się jego kariera zawodowa. W Nacionalu występował do 1984 roku zdobywając w tym okresie trzykrotnie mistrzostwo Urugwaju (1977, 1980 i 1983) oraz wygrywając turniej Copa Libertadores 1980 a następnie Puchar Interkontynentalny. W 1984 Rodríguez przeniósł się do Brazylii, do klubu Santos FC, z którym jeszcze w tym samym roku zdobył mistrzostwo stanu São Paulo (Campeonato Paulista). W Santosie grał do 1988 roku. Następnie Rodríguez rozegrał jeden sezon w portugalskim klubie Sporting CP, skąd w 1990 wrócił do Brazylii, gdzie grał w klubie Portuguesa São Paulo, z którego po dwóch latach przeszedł do EC Bahia. Z klubem Bahia dwukrotnie został mistrzem stanu Bahia - w 1993 i 1994. Rodríguez bronił bramki reprezentacji Urugwaju w czterech meczach grupowych nieudanego turnieju Copa América 1979. Urugwaj grał w grupie z Paragwajem i Ekwadorem, plasując się ostatecznie na drugim miejscu za Paragwajem (późniejszym trumfatorem). Z reprezentacją Urugwaju Rodríguez wygrał rozegrany na przełomie lat 1980 i 1981 prestiżowy turniej ,,Mundialito” zorganizowany w 50 rocznicę pierwszych mistrzostw świata. W turnieju Copa América 1983 Urugwaj zdobył mistrzostwo Ameryki Południowej a Rodríguez był podstawowym bramkarzem drużyny, broniąc jej bramki we wszystkich ośmiu meczach: z Chile i Wenezuelą w fazie grupowej, z Peru w półfinale oraz w dwóch finałowych spotkaniach z Brazylią. Będąc piłkarzem brazylijskiego klubu Santos FC był w kadrze reprezentacji Urugwaju w finałach mistrzostw świata w 1986 roku, gdzie Urugwaj dotarł do 1/8 finału. Choć był podstawowym bramkarzem reprezentacji, z powodu kontuzji nie zagrał w żadnym meczu. Zastąpił go Fernando Álvez.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

13

Wybitne legendy hiszpańskiego futbolu:

20 stycznia 1921 r. urodził się Telmo Zarraonandia Montoya, genialny napastnik. Zanim Cristiano Ronaldo i Lionel Messi zaczęli swój kosmiczny wyścig, najlepszym strzelcem w historii ligi hiszpańskiej był Telmo Zarra. Urodzony w Erandio zawodnik stał się największą legendą Athletiku Bilbao(277 meczów i 251 goli), zdobywając w tym klubie tytuł mistrzowski, pięć krajowych pucharów i sześciokrotnie sięgając po koronę króla strzelców. Do dziś trofeum najlepszego hiszpańskiego snajpera w Primera Division jest nazywane jego nazwiskiem. Zarra świetnie radził sobie również w reprezentacji Hiszpanii (20 meczów i 20 goli!). Zagrał też na mistrzostwach świata w 1950 roku a jego zwycięski gol w meczu z Anglią zadecydował o tym, że uważający się za najlepszych na świecie Anglicy nie wyszli z grupy.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

1

@Safrani Oski? Echhhh, ten Oski...

1

@Safrani To dlaczego FC Porto napisał że będzie lepszy niż w Liverpoolu?

12

Premierowy oficjalny gol w historii FC Barcelony miał szkocki wydźwięk:

Około dwa lata po pierwszym meczu w historii FC Barcelony, drużyna rozegrała swój pierwszy oficjalny mecz w Copa Macaya, w którym zadebiutowała 20 stycznia 1901 r. przeciwko Hispania na „Campo del Hotel Casanovas” przy Gran Vía. Był to mecz otwierający turniej, który zakończył się porażką Blaugrany 1-2, ale gol Szkota George'a Girvana powiększył ich dorobek, otwierając długą i pełną sukcesów passę strzelecką Blaugrany. W tym meczu obok Girvana Barça wystawiła Reiga (bramkarz), Witty'ego, Mauchana (obrońcy), Valdésa, Terradesa, Maiera (pomocnicy), Blacka, Freemana, Gampera i Parsonsa (napastników). Girvan urodził się w szkockim miasteczku Motherwell. Miał wówczas 22 lata, grał na pozycji napastnika i rozegrał zaledwie osiem meczów w barwach Barcelony. Jego drugi oficjalny gol padł dwa tygodnie po pierwszym, również w meczu Copa Macaya przeciwko drużynie francusko-hiszpańskiej. Mecz ten drużyna Blaugrany wygrała 13-0 a Joan Gamper, strzelił aż 9 goli! W każdym razie Hispania wygrała ten Puchar a Barça zajęła drugie miejsce. Girvan osiedlił się w Barcelonie ze względu na pracę w szkockiej firmie tekstylnej w Sant Martí de Provençals, popularnie zwanej „La Escocesa” a jako zagorzały kibic piłki nożnej, w którą grał już wcześniej, wkrótce po przyjeździe założył FC Escocés. Dołączył do Barcelony jako wzmocnienie właśnie na pierwszą edycję Copa Macaya i nie był jedynym piłkarzem ze swojej szkockiej drużyny, który w pewnym momencie grał w FC Barcelona, zwłaszcza po rozwiązaniu szkockiego klubu. Niektórzy z nich, jak sam Girvan, ostatecznie podpisali kontrakt z Hispanią. Po powrocie do ojczyzny strzelec pierwszego oficjalnego gola dla Blaugrany przez kilka lat pełnił funkcję burmistrza Newmilns, zmarł w 1968 roku w wieku 90 lat.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

2

@Safrani O! To ten Szwed co grał w Liverpoolu? No to super!

11

@FCBparasiempre
1925. Niektórzy zapamiętają ten rok jako jeden z nielicznych, w których nastąpiło całkowite zaćmienie słońca. Niektórzy, jako rok przełomowy dla historii Włoch, bo wtedy Mussolini ogłosił się dyktatorem. Inni, jako rok, w którym powstał grecki Olympiakos. A Ci, co fascynują się Premier League, jako rok, w którym Kanonierów objął Herbert Chapman, twórca słynnego WM, legenda klubu z północnego Londynu. Urodzony w Kiveton Park, Chapman był zawodnikiem przeciętnym. Przez kilkanaście lat swej kariery nie osiągnął wiele. Zapisanie na kartach historii miała mu zapewnić przyszła praca. Swą przygodę trenerską rozpoczął w Northampton, by potem prowadzić Leeds i Huddersfield Town(dwa mistrzostwa kraju), by w końcu latem 1925 podjąć najważniejszą życiową decyzję. Zgodził się zastąpić na pozycji trenera Kanonierów Leslie Knightona. ,,Nikt nie spodziewał się, że ten kiepski piłkarz osiągnie takie sukcesy na Highbury. Arsenal jest otwarty na oferty objęcia stanowiska menedżera zespołu. Musi on posiadać doświadczenie i najwyższe kwalifikacje na to stanowisko, zarówno pod względem umiejętności i charakteru” – ogłoszenie Sir Henry’ego Norris w Athletic News. Chapman objął zespół w ciężkim momencie. Gdy razem z Huddersfield zdobywał mistrzostwo, Arsenal walczył do końca o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Anglik nie bał się podjąć wyzwania. Jedną z jego pierwszych decyzji było sprowadzenie 34-letniego napastnika, Charlie Buchana. Przybycie dwóch nowych ludzi na Highbury nastąpiło w momencie zmiany przepisu o spalonym – od tamtej pory przed zawodnikiem do którego kierowana była piłka mogło być już tylko dwóch zawodnikiem (łącznie z bramkarzem), a nie trzech jak to było dotychczas. Odpowiedzią na tą zmianę była taktyczna rewolucja Chapmana. Słynne pociski „WM” nie powstałyby bez pomocy Buchana, który w rozmowie z trenerem miał zasugerować zmianę ustawienia z dotychczas używanego 2-3-5 na 3-4-3, by móc skutecznie wykorzystać zmianę w przepisach. Tak o taktyce Arsenalu w latach dwudziestych piszą autorzy książki „Wielcy piłkarzy sławne kluby”: ,,Rewolucyjny pomysł Chapmana polegał na zwiększeniu siły defensywy i lepszym wykorzystaniu zawodników w środkowej strefie boiska poprzez cofnięcie środkowego pomocnika pod własną bramkę- tak narodziła się funkcja stopera (…) Jego zadania defensywne i ofensywne zostały rozłożone na dwóch łączników, czyli cofniętych napastników (…) Od ustawienia zawodników wzięła się nazwa systemu, który obok atutów- wzmocnienie defensywy i możliwości lepszego opanowania środkowej strefy boiska, miał też ujemne skutki. Dość wyraźnie zwiększał obciążenia łączników i pomocników. (…) System WM Chapmana rozwinęła dopiero w zasadzie ,,brazyliana” Feoli, w ponad 30 lat później!”. Z nowym napastnikiem i ustawieniem Chapman wyciągnął w sezonie 1925/26 Arsenal z ligowego dna na drugą pozycję w lidze, przegrywając walkę o mistrzostwo jedynie z Huddersfield Town (pierwszy raz ktoś zdobył wówczas trzy mistrzostwa z rzędu). Następne lata pokazały, że Anglik to właściwa osoba na właściwym miejscu. ” Zamierzam uczynić Arsenal największym klubem na świecie” Liczne dyskusje z zarządem, udostępnienie jak na tamte czasy znaczących funduszy transferowych, które skończyło się ściągnięciem takich graczy, jak: Bill Harper(Hibernian), Joe Hulme(Blackburn), czy Herbie Roberts(Oswestry) sprawiło, że nastały złote czasy w historii Arsenalu. Chapman, który zmarł 6 stycznia 1934 roku w wieku 55 lat, był świadkiem tylko niektórych z nich, lecz bezsprzecznie położył kamień węgielny pod budowę silnych Kanonierów. Pod wodzą Anglika, Arsenal przegrał w 1927 w finale Pucharu Anglii 0:1 z Cardiff, by po trzech latach w 1930 zdobyć go po wygranej 2:0 z Huddersfield. Największy sukces w swej karierze Herbert Chapman odniósł w kampanii 1930/1931, gdy z siedmiopunktową przewagą wygrał ligę. Było to pierwsze mistrzostwo zdobyte przez Arsenal w historii. Zdobyte wówczas w 42 meczach 66 punktów pozostawało rekordem, aż do 1969 roku. Potem udało mu się poprowadzić Kanonierów do wicemistrzostwa w 1932 i finału Pucharu Anglii. Przedwczesna śmierć nie pozwoliła być świadkiem pięknych trzech sezonów Arsenalu, które zawsze kończyli na pierwszym miejscu powtarzając wyczyn Huddersfield. ” Piłkarz jest panem swojego losu. Ma swój kontrakt i żaden klub nie może go zmusić do zerwania go”

Chapman to nie tylko taktyczny rewolucjonista. To także człowiek, który był jednym z pierwszych tak zwanych menedżerów biorących pełną odpowiedzialność za zespół, dbających o szczegóły. Wierzył również, że sprawność fizyczna to składowa niezbędna do osiągnięcia sukcesu, zatrudniając masażystów i fizykoterapeutów. Teraz to czynność powszechnie stosowana, kiedyś mało kto o tym myślał. Wpłynął na zmianę strojów Arsenalu, dodając do nich białe rękawy. Był zwolennikiem wprowadzenia numerów na koszulkach i korzystania podczas meczu z białych piłek. Rzeczy teraz nam tak dobrze znane, kiedyś nie istniały. Angielska piłka nie zapomniała Herberta Chapmana. W 2003 roku został częścią piłkarskiej Galerii Sław za swoje niezwykłe dokonania. W marcu 2005, na domu znajdującym się w Hendon, została umieszczona tabliczka upamiętniająca miejsce, w którym Anglik mieszkał przez ostatnie 7 lat swego życia. Dziesięć lat temu The Sunday Times uznał go za najlepszego brytyjskiego menadżera w historii. Chapman został upamiętniony nie tylko na poziomie krajowym. Jeszcze, gdy Arsenal występował na Highbury, rzeźbiarz Jacob Epstein stworzył popiersie, którego kopia została podarowana Huddersfield Town 6 sierpnia 2008, gdy miało miejsce niezwykłe wydarzenie. Tego piątkowego popołudnia Arsenal i Huddersfield rozegrali mecz, którego stawką było trofeum Herberta Chapmana. W meczu obejrzanym na żywo przez 19 044 widzów(najwyższa frekwencja w meczu przedsezonowym na Galpharm Stadium) Arsenal wygrał 2:1. Obecnie każdy człowiek odwiedzający Emirates, może zrobić sobie zdjęcie przy pomniku Chapmana, który został odsłonięty 9 grudnia 2011 z okazji 125-lecia klubu z północnego Londynu.

1

@Bernard777 No właśnie! Ja akurat kibicując Barcie od 2004 jakoś tego nie pamiętam, chyba już tego nie było. A teraz jakiś jeden wielki azjatycki piknik na Camp Nou...

12

Blaugrana w Superpucharach:

19 stycznia 1983 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Aston Ville 1:0 w pierwszym meczu o Superpuchar Europy. Zwycięskiego gola zdobył Marcos Alonso Peña w 52 minucie meczu. Siedem miesięcy po zdobyciu Pucharu Europy Aston Villa zmierzyła się z FC Barceloną w Superpucharze UEFA – dwumeczowym finale, w którym zwycięzcy Pucharu Europy mierzyli się ze zwycięzcami (nieistniejącego już) Pucharu Zdobywców Pucharów UEFA. To była ich pierwsza wizyta na stadionie od porażki w ćwierćfinale Pucharu UEFA w 1978 roku. Z tamtego meczu pozostało już tylko trzech zawodników – Ken McNaught, Gordan Cowans i Dennis Mortimer, którzy po raz trzeci w swojej karierze stanęli w kolejce, by zmierzyć się z hiszpańskimi gigantami. Po raz kolejny Aston Villa została pokonana jednym golem a Nigel Spink nie był w stanie zapobiec odbiciu strzału z 25 jardów, który trafił w narożnik bramki. Nie wszystko jednak było stracone. Tony Barton powtórzył to, co lokalna prasa określiła jako najlepszy występ FC Barcelony w sezonie 1982/83. Gospodarze nadal jednak nie wykorzystali kilku okazji i mecz zakończył się skromnym 1:0. Mimo wielu bardzo dogodnych okazji na zdobycie gola, tego wieczoru Aston Villa była wdzięczna że takim wynikiem skończyło się to spotkanie, gdyż mogła wrócić do Birmingham i czekać z niecierpliwością na rewanż.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

15

Szczęśliwe El Clasico:

19 stycznia 1991 r. FC Barcelona pozbawiona kontuzjowanego Koemana i Stoiczkowa, który został zawieszony za nadepnięcie na noge sędziego pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:1 w ramach 19 kolejki Primera Division. Jednym z goli dla Barçy było samobójcze trafienie Spasicia w 62 minucie i to ono zadecydowało o zwycięstwie Blaugrany. Pierwszego, znakomitego gola w tym meczu strzelił dla Blaugrany Laudrup w 18 minucie. Ten gol wywołał taką eksplozje okrzyków i kanonadę pomarańczowych oraz niebieskich rac odpalonych przez „boixos nois” zajmujących północną trybune że Zubizarreta poprosił sędziego by na chwile przerwał mecz. Stadion pogrążył się w jarzącej się mgle. David Miller z „Timesa” wyraził wątpliwość czy Barça zdołała strzelić bardziej spektakularnego gola od czasów, gdy Sandor Kocsis był w życiowej formie 30 lat wcześniej. Natomiast honorowe trafienie zaliczył Butragueño w 28 minucie. To zwycięstwo pozwoliło FC Barcelonie utrzymać pozycje lidera z czteropunktową przewagą nad Atletico i aż 10-punktową nad Realem Madryt!

Przypomnijmy:



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

4

@esem91 Raczej nie powinno zabraknąć. Podkreślam że wczoraj to była Anoeta plus brak Raphinii. Dalej to już powinno być dobrze, oczywiście w La Liga!

1

@Marusek Mówcie co chcecie ale dla mnie numerem drugim po Garcii powinien być Ter Stegen. Mimo że nie cierpie szwabów, tak on jest bardzo klasowym golkiperem i powinien bronić! A Remiro? No jest dosyć dobrym bramkarzem ale czy na te chwile lepszym od Niemca to ciężko powiedzieć? W przypadku definitywnego odejścia Ter Stegena to Remiro może spokojnie być numerem drugim.

14

Ku pamięci wybitnych Katalońskich legend:

Dokładnie 90 lat temu rozegrano pożegnalny mecz legendarnego Josepa Samitiera. Reprezentacja Katalonii zremisowała z czeskimi Židenicami 1:1. Tak oto ostatnie chwile Samitiera na boisku relacjonował dziennik ,,El Mundo Deportivo”: ,,Pepe Samitier, jeden z najbardziej podziwianych piłkarzy katalońskich, z najlepszą grą indywidualną, od dłuższego czasu zasługiwał na pożegnanie”. Ostatecznie Židenice wygrały trofeum dzięki większej liczbie….. wykonanych rzutów rożnych(9-8).

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

6

Cóż za kapitalny, pasjonujący spektakl zaprezentowali wczoraj "Txuri-Urdin" na Estadio Anoeta! Na tym piekelnym od miemal zawsze Anoeta Baskowie nawet grający w dzięsiątke potrafili dzielnie stawiać "nam" czoła. Bohaterem meczu został bez dwóch zdań Alex Remiro, który usunał w cień niepewnie interweniującego Garcie. Takie porażki w kraju Basków są dla mnie wkalkulowane w drodze po mistrzostwo, więc nie robiłbym z tego jakiejś większej tragedii...

1

@Marusek Szczerze? Nie dzierże rapu! Dla mnie to nie piosenki tylko jakieś wynaturzenie...

1

@Safrani A widzisz...... :)

1

@Marusek Aha... No ja na przykład nie znam żadnego Grubbsona?

10

@FCBparasiempre
W pełni zorganizowana piłkarska liga na terenie getta? Specjalna obozowa gazetka, redagowana przez kilkunastoletnich więźniów? Brzmi jak ponure zderzenie sacrum i profanum. Nie w Theresiensadt, kompleksie złożonym z obozu koncentracyjnego i getta.. Tam piłka nożna dla więźniów nierzadko stanowiła wybawienie i ucieczkę od nazistowskiego terroru – nawet, jeśli wybawienie trwało dwie trzydziestopięciominutowe połowy.

Forteca w Terezinie (kraj ustecki, Czechy) została wzniesiona pod koniec XVIII wieku na rozkaz cesarza Józefa II i nazwano ją na cześć jego matki, cesarzowej Marii Teresy. Warto wspomnieć, że to tutaj przebywał skazany za zabójstwo arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Gawriło Princip. W 1939 roku, po wcześniejszym zajęciu Nadrenii i anschlussie Austrii, Hitler kontynuował swoją ekspansję i zajął tereny Czechosłowacji, w tym także Terezin. Cesarską twierdzę zaadaptował, według nazistowskiej propagandy, na „miejsce odosobnienia, w którym Żydzi będą wolni od wojny”. Cały kompleks dzielił się zasadniczo na dwie części: Małą Warownię (więzienie dla elit, członków ruchu oporu, przestępców) i Dużą Warownię – tą drugą stanowiły getto i obóz koncentracyjny. Założeniem polityki prowadzonej w kompleksie było ukazanie modelowego życia społecznego niemieckich, czechosłowackich czy austriackich (później także duńskich czy holenderskich) Żydów w nowej, nazistowskiej rzeczywistości. W 1944 roku nakręcono film propagandowy pt. ” Terezin. Dokument o żydowskim przesiedleniu.”, który miał ukazać „uroki” beztroskiego życia. Tak naprawdę pierwotnym celem było skupienie jak najliczniejszej żydowskiej elity, tak, by ich uwięzienie stanowiło przedmiot sporu z innymi państwami, które miały się za nimi wstawiać. Na zamkniętym terenie znajdowało się mnóstwo żydowskich przedstawicieli inteligencji, artystów czy sportowców – jedni z najsłynniejszych więźniów to rabin Leo Baeck, kompozytor Viktor Ullmann, Ester Adolphine – siostra Zygmunta Freuda czy Alfred Flatow, pierwszy żydowski zdobywca złotego medalu olimpijskiego. W pewnym momencie kulturalne życie zaczęło rozkwitać i przybierać formę zorganizowanych zajęć. Wykłady, dyskusje o Platonie, założeniach Majmonidesa, Talmudzie czy Biblii; recitale, wieczorki poetyckie czy koncerty jazzowe – choć trudno w to uwierzyć, wpisało się to w obozową rzeczywistość i pomogło w szerzeniu nazistowskiej propagandy skierowanej na zachód. Także Judenrat „zarządzający” gettem określany był mianem swoistego „resortu kultury”. Bogate kulturalne życie w modelowym obozie miało przecież świadczyć o humanitarnym traktowaniu więzionych i zadawać kłam pogłoskom o rzekomych obozach zagłady – choć z wywożenia do obozów zagłady i wcale nie zrezygnowano i widmo śmierci było stale obecne. Na podstawie źródeł, którymi dysponowałem, trudno wskazać, czy ktokolwiek stworzył ligę w Terezinie ex officio, i ktoś za pomocą dyrektywy jednoznacznie zarządził, że takie rozgrywki mają powstać. Narodziny Ligi Terezin przypisać można raczej celowej i świadomej polityce SS, polegającej na stopniowym reformowaniu obyczajów, udostępnianiu kolejnych „udogodnień” i pozornego łagodzenia nazistowskiego reżimu. Za jednego z takich reformatorów uważa się Alfreda Hirscha, jednego z więźniów wyznaczonych przez kierownictwo SS do opieki nad dziećmi., Był niemieckim Żydem – co powodowało, że był w pewnym stopniu szanowany przez część członków SS. To Hirsch był jednym z tych, którzy nalegali na utworzenie boiska dla dzieci, na udostępnienie im przyborów malarskich czy instrumentów – i choć kojarzony jest głównie jako opiekun dzieci, to jego działalności obozowej można przyznać spory wkład w rozwój sportu i kultury na terenie obozu. Inną sylwetką godną przypomnienia jest Frantisek Maier. Był on 20-letnim madrichem, a więc młodszym opiekunem i jednym z ulubieńców w młodzieżowych kwaterach Theresienstadt. Dziecięce kwatery były oddzielone od dorosłych, tak by nie musiały patrzeć na zgoła inne, często znacznie brutalniejsze traktowanie starszych. Franta, jak go pieszczotliwie nazywano, zajmował się chłopcami z pokoju siódmego. Wspominany przez Pavla Weinera, jednego z podopiecznych, był niby starszy brat – ciepły, troskliwy, ale potrafiący utrzymać dyscyplinę. To on aktywizował młodzież i sprawiał, że – jak wspomina Weiner w swoim dzienniku – „ich życie w obozie było na swój sposób wyjątkowe”. Autor dziennika dodaje: „Franta ciągle wymyślał nam jakieś zabawy i aktywizował nas; do tego kładł silny nacisk na piłkę nożną” Nie działał jak bezduszny brygadzista czy majster, stworzył raczej silną, zwartą grupę przyjaciół – to pozwoliło chłopcom stworzyć drużynę młodzieżową, nazwaną przez nich Nesharim, co w języku hebrajskim oznacza „Orły”. Franta nie należał do Nesharim. Sam był bramkarzem w zespole Jugendfuersorge, czyli opiekunów młodzieży. To właśnie Maier widoczny jest na jednym z kadrów filmu propagandowego. Kreatywni i zaradni chłopcy w swojej fascynacji poszli jeszcze dalej – zaczęli redagować gazetkę Rim, Rim, Rim! , nazwaną tak od okrzyku motywacyjnego przed meczami i turniejami. Pierwszy numer, napisany na maszynie, ukazał się w sześciu kopiach i dotyczył głównie spraw związanych z futbolem i sylwetkami ulubionych sportowców. Łącznie zachowały się 23 numery czasopisma, a tematyka Rim, Rim, Rim! przestała ograniczać się wyłącznie do sportu. Chłopcy zaczęli poruszać tematy znacznie bardziej uniwersalne, dotyczące życia, sztuki czy osobistych doświadczeń. We wrześniu 1944 Maiera, wraz z chłopcami z pokoju siódmego wysłano do Auschwitz, a Rim, Rim, Rim! przestało się ukazywać. Z grupki przyjaciół przetrwał jedynie starszy brat. Większość sformowanych ekip stanowiły określone grupy robotnicze złożone z więźniów. Kucharze (Köche), elektrycy (Elektriker) czy krawcy czy stanowili trzon całych rozgrywek. Jedną z gwiazd ligi był pomocnik olimpijskiej reprezentacji Czechosłowacji Pavel Mahrer. Jednak skład ligi nierzadko się zmieniał – podobnie jak zasady jej funkcjonowania – dzielono ją na ligę jesienną i wiosenną, a do tego grano o obozowy puchar. Oprócz wyżej wymienionych grup zawodowych istniały także drużyna lekarzy – Aeskulape, grupy skupiające członków organizacji syjonistycznej Blau-Weiß (młodzieżówka), reprezentacje Wiednia, Pragi, Czech czy Moraw. Prawdziwie eklektyczna liga, tworzona przez najrozmaitszych przedstawicieli różnych grup społecznych, profesji czy narodowości. W rozgrywkach uczestniczyli nawet strażnicy getta, tworzący drużynę „Gettowache”. Co ciekawe, z relacji świadków wynika, że nawet funkcjonariusze SS, mimo pozorów, jakie mieli zachowywać, gorąco kibicowali i wrzeszczeli podczas meczów. Wyniki w meczach pomiędzy drużynami były więcej niż hokejowe: 14:2, 9:1 czy 2:8 stanowiły rutynę. W jednym ze spotkań pomiędzy Kucharzami a SC Linden padł wynik 19:2! W jesiennych rozgrywkach w 1943 sam Hagibor Theresienstadt (nota bene ostatni w ligowej tabeli) w jedenastu meczach stracił łącznie 77 goli, a ekipa kucharzy przez tyle samo spotkań zdobyła 82 gole. U kierownictwa getta można było ubiegać się o specjalne stroje dla swojej drużyny. Zwykle grano w systemie 6+1 a połowa spotkania trwała 35 lub 30 minut. Boisko (oczywiście bez murawy) o wymiarach 45 na 75 metrów znajdowało się na dziedzińcu na terenie koszar. Widzowie w czasie spotkania siedzieli na ławkach ustawionych wokół boiska. Wielu ściskało się w okropnej ciżbie w oknach i murach koszar, byleby tylko obejrzeć mecz. „Graliśmy w niedzielę po południu, oglądało nas 3500 osób, byliśmy prawdziwymi idolami” – wspominał Jirka Taussig – Tesar, bramkarz młodzieżowej reprezentacji Czechosłowacji, który także przebywał w Terezinie. Świadectwo Tesara to bardzo mocny dowód na ogromne zainteresowanie obozowej społeczności futbolem – jedną z możliwości zapomnienia o beznadziejnym położeniu. „Kiedy tam trafiłem, wiele drużyn walczyło o mnie jakbym był częścią przetargu, ale zdecydowałem że dołączę do Kleiderkammer (odzieżówki). Miałem dzięki temu gdzie zanocować i pracować – a to na pewno pomogło mi przetrwać w getcie” – tu znów Tesar.

Do twierdzy na północno-zachodnim krańcu Czech przewieziono łącznie około 140-150 tysięcy Żydów, z czego co najmniej 15 tysięcy stanowiły dzieci. Różne są informacje na temat ofiar – liczba zmarłych na skutek fatalnych warunków waha się od 30 do 60 tysięcy. Do obozów śmierci (Auschwitz-Birkenau, Mały Trościeniec) wysłano co najmniej 80 tysięcy osób. Mimo zręcznych działań hitlerowskiej propagandy, nikt nie miał wątpliwości. „W Theresienstadt dostawałeś wszystko, o co tylko poprosiłeś, ale cała tragedia polegała na tym, że to była jedynie przykrywka i ludzie nie przestawali ginąć” mówił Franta po latach. Franta Maier po wojnie zmienił zapis imienia na amerykańskie „Francis” i wyjechał do Stanów. Zmarł w listopadzie ubiegłego roku. George, czyli Jiri Tesar nie żyje już od czterech lat. Czy piłka nożna potrafiła całkowicie wyzwolić z doświadczania okrucieństwa? Czy nadchodzący mecz czy zwycięstwo dawały cień szansy na przeżycie? Oczywiście że nie – Maier wspominał, zastrzelenie fotografa podczas meczu pomiędzy reprezentacjami Czech i Moraw. Dlaczego go zastrzelono? Ot tak, po prostu.

Historia Franty i jego kilkudziesięciu podopiecznych to opowieść o sile, nadziei i pragnieniu przetrwania i(co chyba najważniejsze) o niewątpliwym braterstwie, którego spoiwem był futbol w najbardziej pierwotnej postaci; nie ten współczesny, tak dobrze nam znany, oparty na rywalizacji i wyścigu – futbol w Theresienstadt stanowił czystą rozrywkę i dawał radość. Nie był wyścigiem. Był ucieczką.

1

@Marusek Widze że uwielbiasz takie rockowe klimaty a nawet ostrzejsze?
Ja generalnie za rockiem aż tak bardzo nie przepadam aczkolwiek z tego gatunku to akurat najbardziej lubie właśnie Gawlińskiego, Budke Suflera i rzecz jasna Lady Punk. Jednak najbardziej uwielbiam muzyke disco. Moim pierwszym niebotycznym idolem był(zresztą nadal jest) Modern Talking a drugim(również jest i będzie) Zenon Martyniuk. Nie wiem dlaczego discopolo jest tak nielubiane, w końcu to są romantyczne teksty i to jak mówi młodzież: zajebista muza. Dla mnie extra muza do wytańczenia się gdziekolwiek i z kimkolwiek...

4

@FCBparasiempre
Sędzia Malka i jego dwaj sędziowie liniowi wrócili do hotelu dopiero półtorej godziny po traumatycznym wydarzeniu na „Easter Road”. Chociaż poszarzała twarz Malki wyraźnie zdradzała jego stan psychiczny, chętnie zgodził się na wywiad. Powiedział, że przygotuje pełny raport dla FIFA, ale nie mógł wymienić z imienia i nazwiska żadnego konkretnego zawodnika, który go kopnął lub uderzył, poza bramkarzem Medrano, który w rzeczywistości był bardziej zdenerwowany niż agresywny. Dodał, że po sędziowaniu ponad czterdziestu meczów międzynarodowych i międzymiastowych „po raz pierwszy zostałem zaatakowany i potrzebowałem ochrony policyjnej”. Sędzia został rzeczywiście popchnięty, powalony i kopnięty przez zawodnika Barcelony, a sędzia liniowy również został powalony i kopnięty, jak powiedział, przez środkowego napastnika Barcelony, Martíneza. „The Daily Record”: Szkoccy kibice z osłupieniem obserwowali, jak Hibernian przełamał impas w meczu z hiszpańską drużyną, po czym na boisku wybuchł chaos. Tylko interwencja policji uratowała niemieckiego sędziego. Jeden z organizatorów Pucharu Miast Targowych powiedział: „Czułem się bardziej jak w Ameryce Południowej niż w Szkocji”. Obrońca Blaugrany, Foncho, stanął przed półkolem mężczyzn w niebieskich strojach, z uniesionymi pięściami, jakby miał zamiar zaatakować całą grupę. Trener Hibernianu dołączył do policji na boisku. Po wielu gestach i wysiłku, gdy 22 zawodników ustawiło się w szeregu, gra została wznowiona. W szatni napięcie utrzymywało się nawet po meczu. Sędzia poprosił o lekarza i przybył lekarz drużyny Hibernian. Lekarz drużyny Barcelony również o niego poprosił, ale pozwolono mu przybyć dopiero później, co też uczynił. Policja utworzyła ścisły kordon, aby obserwować, jak drużyna FC Barcelony maszeruje do swojego autobusu. Drużyna, która odjechała przed sędzią, udała się do pociągu. Pan Malka jechał tym samym pociągiem, zaledwie kilka wagonów dalej, bez wiedzy hiszpańskiej drużyny. Hiszpańscy działacze pogratulowali zwycięzcom: „Wygrywaliśmy Puchar co roku od jego powstania. To naturalne, że i wy go wygracie”. Zapytany, czy obawiają się ewentualnych przyszłych działań dyscyplinarnych wobec klubu, wiceprezydent Barcelony wzruszył ramionami w bardzo ekspresyjny, bardzo hiszpański sposób: „Nie sądzę. To były tylko nerwy”. Alec Young w „The Scottish Daily Mail”: „Bitwa o Easter Road” – Wraz ze wzrostem liczby kibiców piłki nożnej, narastają również komplikacje, jakie ze sobą niesie. Gwałtowne nastroje, podekscytowane, krzyczące tłumy, ogromne sumy pieniędzy… wszystko to znacznie zwiększa napięcie”. Teraz mecz „Estar Road”. Mecz zbliża się do ostatnich minut. Hibernian otrzymuje rzut karny. Piłkarze Barçy spieszą się z protestem do sędziego. Ale decyzja pozostaje w mocy… Wraz z tym wynikiem kończy się jedna z największych atrakcji finansowych, ale jednocześnie reputacja Hiszpanii nieco spada. Wersja Antonio Valencii zamieszczona w czasopiśmie „Marca” jest prawdopodobnie najbardziej wiarygodna i pozwala na najlepszą rekonstrukcję wydarzeń sportowych i pozasportowych: „FC Barcelona wygrywała mecz, który stał się jeszcze bardziej skomplikowany, gdy ich przeciwnik, dzięki czystej determinacji i dumie, zdołał wyrównać. Nie był to zły wynik, ponieważ remis dawał możliwość rozegrania trzeciego meczu, który został już wcześniej ustalony w Barcelonie. Wszystko jednak legło w gruzach, gdy sędzia podyktował rzut karny za niefortunny incydent w polu karnym Barcelony. Dla hiszpańskich kibiców była to niesprawiedliwa decyzja, choć komentator w „ El Mundo Deportivo” zauważył, że sędzia ukarał już Barcelonę dwoma pośrednimi rzutami wolnymi z pola karnego i że w obliczu tego trzeciego, pod presją kibiców, zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Następnie piłkarze Barcelony nękali sędziego aż do środkowego koła, protestując przeciwko tej decyzji. Policja musiała interweniować, aby sędzia mógł wykonać rzut karny. Przy wyniku 3:2, hiszpańscy piłkarze zareagowali jeszcze bardziej gwałtownie na sędziego, który ponownie zwrócił się do policji. Mecz został wznowiony i dokończony, z uwzględnieniem około pięciu minut doliczonego czasu gry, aby zrekompensować czas stracony w wyniku incydentów. Po końcowym gwizdku piłkarze Blaugrany wyrazili swoje niezadowolenie z decyzji o podyktowaniu rzutu karnego”. Ta rekonstrukcja obnaża złośliwą i ewidentnie hispanofobiczną narrację brytyjskiej prasy: wskazują oni Luisa Suáreza jako przywódcę protestów i agresji, zamierzając zrzucić całą winę na najlepszego piłkarza Barcelony i niedawnego zdobywcę Złotej Piłki; twierdzą, że sędziego rzucono na ziemię i kopnięto, pomimo braku jakichkolwiek zdjęć w prasie brytyjskiej ani hiszpańskiej, które by to potwierdzały; przypisują ksenofobiczne oświadczenie rzekomemu urzędnikowi Pucharu Miast Targowych, mówiąc: „Czułem się bardziej, jakbym był w Ameryce Południowej niż w Szkocji”, nie wymieniając jego nazwiska ani stanowiska. Zakładając, że to Francisco Román był autorem tego komentarza, drugim podejrzanym był Stanley Rous, choć żadne doniesienia nie wskazują, że przyjechał na mecz. Być może najlepszym dowodem na to, że brytyjska wersja wydarzeń jest całkowicie fałszywa, jest zachowanie sędziego. Wszystko wskazuje na to, że piłkarze Barcelony posunęli się za daleko w swoich protestach, nawet popchnęli sędziego, choć go nie powalili. Nie wyrzucił jednak żadnego zawodnika z boiska, być może przytłoczony sytuacją. A gdy wynik zmienił się na 3:2, a protesty Hiszpanów nasilały się, sędzia nie przerwał meczu, a wręcz przeciwnie – doliczył pięć minut doliczonego czasu gry, podczas których Barcelona szukała wyrównania. Wreszcie, w rzekomym raporcie, który miał przesłać do FIFA, również nie wymienił nazwisk żadnych zawodników.

9

@FCBparasiempre
Kiedy kibice FC Barcelony często wspominają sezon 1960/61, skupiają się niemal wyłącznie na przegranym finale z Benficą w Bernie. Rzeczywiście, był to ich udaremniony awans do Pucharu Europy; jednakże był to również logiczny finał burzliwego roku, który zapoczątkował przedłużający się, mroczny okres dla klubu, pełen błędów. Sportowa porażka była nie tylko odzwierciedleniem fatalnego zarządzania, które rozpoczęło się od zmiany trenera z powodu słabej formy w lidze a następnie kontynuowało się wraz z rezygnacją zarządu Blaugrany; należy również dodać, że w tej toksycznej atmosferze drużyna była uwikłana w poważne incydenty podczas Pucharu Miast Targowych, które mogły skutkować wykluczeniem z rozgrywek. Wybitna praca Francisco Romána, prezesa Katalońskiego Związku Piłki Nożnej i członka Komitetu Organizacyjnego Pucharu Miast Targowych, odegrała kluczową rolę w umożliwieniu Barcie udział w edycji 1961/62. Puchar Miast Targowych narodził się w cieniu ekonomicznego i sportowego sukcesu Pucharu Europy na europejskiej scenie piłkarskiej. Niejednorodny Komitet Wykonawczy, złożony z przedstawicieli FIFA i UEFA, również odegrał pewną rolę, choć faktyczną władzę decyzyjną miały federacje krajowe i członkowie rad miejskich klubów uczestniczących w rozgrywkach. Z tego powodu UEFA nie uwzględnia tych rozgrywek w swojej historii, ponieważ nie była odpowiedzialna ani za ich organizację, ani za przebieg. Po pierwszej edycji, która charakteryzowała się licznymi problemami organizacyjnymi i terminowymi, które wydłużyły ją o trzy sezony, Komitet Wykonawczy Pucharu Miast Targowych postanowił przezwyciężyć te trudności. Po pierwsze, zauważono, że udział klubów, nawet podszywających się pod lokalne drużyny, dodał energii turniejowi. W rzeczywistości, spośród czterech półfinalistów w 1958 roku, trzy miasta były reprezentowane przez kluby: Lozanna z Lausanne-Sports, Birmingham z Birmingham City FC i Barcelona z FC Barcelona. Dlatego w drugiej edycji uczestniczące federacje mogły bezpośrednio rejestrować kluby, które miały rywalizować z drużynami z miast. FC Barcelona, Inter Mediolan, Birmingham City i Lausanne-Sports powróciły, podczas gdy Chelsea zastąpiła londyńską drużynę, a Hannover 96 zastąpił drużynę z Frankfurtu. Po drugie, mimo że uczestnicy byli grupowani według stref i innych kryteriów, od pierwszej rundy rywalizacja toczyła się w systemie bezpośredniej eliminacji składającym się z dwóch meczów, co eliminowało ligę fazy grupowej. Po trzecie, liczba uczestników wzrosła z 12 do 16, otwierając drogę Olympique Lyon (Francja), Union San Gil (Belgia) i Újpest Dózsa (Węgry), a także pozwalając na udział drugiego włoskiego reprezentanta, Romy. Kolejnym nowym klubem był Belgrad, który wypełnił lukę po wycofaniu się Wiednia z inauguracyjnej edycji konkursu. Spowodowało to, że drugi Puchar Miast Targowych rozciągnięto na dwa sezony i pomimo skrócenia go o rok, prawda jest taka, że nie był to dobry bilans: 30 meczów w ciągu dwóch lat! Na trzecią edycję praktycznie wszyscy reprezentanci powrócili, z wyjątkiem Anglii, która oddała jedno miejsce – londyńskie – Szkocji, a ich miejsce zajął Hibernian z Edynburga. Komitet Wykonawczy zobowiązał się do rozegrania wszystkich rund pucharowych w jednym sezonie, ponieważ UEFA wywierała na nią znaczną presję: utworzono Puchar Zdobywców Pucharów, wzorowany na Pucharze Mistrzów Ligi. To zepchnęło Puchar Miast Targowych na jeszcze niższy poziom. Poniższe wersy stanowią przegląd krajobrazu europejskich rozgrywek klubowych. Aby dopełnić ten obraz, warto przypomnieć, że do tej pory Real Madryt wygrał wszystkie pięć rozgrywanych Pucharów Europy, a FC Barcelona, w swoim pierwszym zwycięstwie w stolicy Katalonii, wygrała obie edycje Pucharu Miast Targowych. Innymi słowy, tytuły mistrzowskie nie opuściły Hiszpanii, co zaczynało niepokoić UEFA, która nie kryła zainteresowania poszerzeniem listy klubów reprezentowanych w swojej gablocie z trofeami.

Korzystając z faktu, że Puchar Europy i Puchar Miast Targowych miały różnych organizatorów, CF Barcelona – węgierski klub Újpesti Dózsa również brał udział w obu turniejach w tym roku – stanęła w sezonie 1960/61 z dwoma otwartymi frontami międzynarodowymi i zdeterminowana, by zwyciężyć w obu. Nie trzeba dodawać, że głównym celem był Puchar Europy, z dodatkową motywacją w postaci zdetronizowania odwiecznych rywali bez utraty dominacji w Pucharze Miast Targowych, co wydawało się całkiem osiągalne, biorąc pod uwagę siłę uczestników. Na szczeblu krajowym potencjał drużyny Barçy pozwolił jej aspirować do zdobycia trzeciego z rzędu tytułu mistrzowskiego, czego nie dokonał wcześniej żaden hiszpański klub. I zaczęli nieodparcie: cztery zwycięstwa w czterech meczach ligowych, a w Pucharze Europy zapewnili sobie miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej dzięki dwóm zwycięstwom nad skromną belgijską drużyną Lierse… aż do pierwszych niepowodzeń. W kolejkach 5 i 7 dwa mecze wyjazdowe zakończyły się dwiema porażkami, oddając prowadzenie Realowi Madryt, który od tego momentu obserwował, jak jego przewaga maleje coraz bardziej. W Pucharze Miast Targowych z pewnymi trudnościami rozprawili się z Zagrzeb Select XI, którą w rzeczywistości było Dynamo Zagrzeb, panujący wicemistrz Jugosławii. Po remisie w pierwszym meczu, goście objęli niepokojące prowadzenie 0-2 w rewanżu, deficyt, który szybko został odrobiony dzięki skutecznemu powrotowi Barcelony po golach Luisa Suáreza, Eulogio Martíneza, Gensany i Czibora. W listopadzie rozegrano historyczny i kontrowersyjny mecz Real Madryt-FC Barcelona (2:2 i 1:2), w którym Real Madryt został zdetronizowany, co uczyniło FC Barcelonę faworytem do zdobycia najważniejszego tytułu mistrzowskiego w Europie. Co prawda, Real Madryt wziął rewanż w La Liga, wygrywając 3:5 na Camp Nou, co skłoniło kibiców Barcelony do skupienia się na Europie i odłożenia na bok krajowego mistrzostwa. Następnie, w połowie grudnia, nadeszła druga runda Pucharu Miast Targowych. Tym razem przeciwnik był rzekomo znacznie łatwiejszy, ponieważ Hibernian z Edynburga był drużyną ze środka tabeli szkockiej ligi, która w tamtym czasie nie miała w składzie żadnego zawodnika z zagranicy. Mieli fatalny początek sezonu: ich pierwsze osiem meczów ligowych zakończyło się porażkami. Następnie odwrócili losy meczu i w kolejnych ośmiu meczach zdobyli 10 punktów: cztery zwycięstwa, dwa remisy i dwie porażki. Hibernian nie rozegrał pierwszej rundy Pucharu Miast Targowych, ponieważ ich przeciwnik, Lozanna, wycofał się z rozgrywek. Pierwszy mecz miał się odbyć 14 grudnia 1960 roku w Edynburgu, ale mgła tej nocy uniemożliwiła jego rozegranie. Oficjalny protokół meczowy głosił: „ Ćwierćfinał, który miał się odbyć 14 grudnia 1960 roku, został przełożony przez niemieckiego sędziego, pana Malkę z Düsseldorfu, z powodu złej pogody i wyjątkowo gęstej mgły ”. Protokół został podpisany przez samego sędziego, Johannesa Malkę, Harry'ego Swana z Hibernian i Antonio Juliá de Campmany'ego z Barcelony. Tego samego dnia, 27 grudnia, potwierdzono datę rozegrania meczu w Barcelonie, w oczekiwaniu na nową datę zaproponowaną przez oba kluby, która musiałaby zostać zatwierdzona przez Komitet Pucharu Miast Targowych oraz dwie zaangażowane federacje krajowe. Rewanż był więc lustrzanym odbiciem pierwszego, a to, czego Szkoci obawiali się jako finansowego ciosu – dotkliwej porażki, która mogłaby zniechęcić kibiców do drugiego spotkania – okazało się czymś zupełnie przeciwnym. Zaskakujący remis 4:4 na Camp Nou pozostawił losy spotkania otwarte. Szkoci objęli prowadzenie 2:0 w ciągu pierwszych dwudziestu minut. Kocsis wyrównał, ale w 74. i 75. minucie Preston i Baker przywrócili Hibernianowi dwubramkową przewagę. W 84. minucie Kocsis a w 87. Evaristo, zapewnili sobie zwycięstwo, które oznaczało konieczność wygranej w Edynburgu. Zwycięstwo na Easter Road, domowym boisku Hibernianu, nie miało być pamiętnym osiągnięciem, lecz raczej koniecznym krokiem do powrotu na właściwe tory. Jednak oprócz naturalnego wsparcia szkockich kibiców dla klubu, w grę wchodziły również inne czynniki, takie jak imponująca passa Hibernianu między grudniem a styczniem – osiem kolejnych meczów ligowych bez porażki i awans do dwóch pierwszych rund Pucharu, w tym miażdżące zwycięstwo 15:1 nad skromnym Peebles Rovers. Tymczasem w Barcelonie euforia związana z wyeliminowaniem Realu Madryt z Pucharu Europy już opadła, a rzeczywistość była taka, że drużyna zajmowała czwarte miejsce w tabeli ligowej, tracąc aż 15 punktów do Realu Madryt! W 16. kolejce remis u siebie z Athletic Bilbao kosztował menedżera Ljubišę Broćicia posadę – drużyna traciła wtedy osiem punktów do lidera ligi – a jego miejsce zajął Enrique Orizaola, co tylko pogorszyło sytuację.

Nic więc nie pozostało z przewidywań z połowy grudnia dotyczących meczu, który później został przełożony. Wszystko wydawało się o wiele bardziej wyrównane. Zaledwie cztery dni przed meczem z Barceloną, Hibernian zakończył swoją passę zwycięstw, przegrywając na wyjeździe z Celtikiem 2:0. Nie popsuło to jednak nastrojów kibiców Hibernian , którzy wypełnili po brzegi Easter Road. I nie zawiedli się, ponieważ ich drużyna stanęła na wysokości zadania w starciu z Barceloną, zdeterminowaną, by wygrać, marzącą o historycznym dublecie w europejskich pucharach. W marcu czeka ich skromny Spartak Hradec Králové w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Mecz rozpoczął się fatalnie dla hiszpańskiej drużyny, która straciła pierwszą bramkę już po 11 minutach. Jednak ich reakcja była zdecydowana i jeszcze przed przerwą Eulogio Martínez i Kocsis odwrócili losy spotkania. Ale druga połowa, rozegrana bardziej zachowawczo, skomplikowała się, gdy Hibernians wyrównał w 73. minucie. Ten wynik oznaczał powtórkę w Barcelonie – zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami obu klubów – więc dzwonki alarmowe w zespole Barcelony zabrzmiały dopiero… w 84. minucie, gdy sędzia podyktował rzut karny za faul w polu karnym gości. Weteran Kinloch wykorzystał go, ustalając wynik na 3:2. Barcelona odpadła! Próbując dziennikarskiej bezstronności, Carlos Pardo na stronie drugiej „El Mundo Deportivo” wyjaśnił: „McLeod, w polu karnym, został sfaulowany, według Szkotów, przez Garaya, i poślizgnąwszy się, pociągnął za sobą zawodnika FC Barcelony, według hiszpańskiej wersji, którą mogliśmy wywnioskować z meczu. W tym samym artykule zauważył: Obiektywnym jest zauważenie, że w dwóch poprzednich przypadkach, gdy szkoccy napastnicy byli faulowani w polu karnym, podyktował pośrednie rzuty wolne, co na pierwszy rzut oka wydaje się potwierdzać, że niemiecki sędzia jest dość wrażliwy na to, co dzieje się między liniami losu”. Kronika, której nagłówek jest cytowany w tym artykule, tak relacjonowała tę sytuację: McLeod zaatakował, a Garay interweniował, obaj upadli, a sędzia ogłosił poważny faul. W dalszej części relacji czytamy: Rzut karny spowodował serię incydentów z powodu wątpliwego charakteru faulu, który trwał kilka minut, a Kinloch ostatecznie zamienił rzut karny na gola, który miał być zwycięskim golem, ponieważ chociaż Barcelona próbowała wyrównać do samego końca, który trwał pięć minut, nie udało jej się to z powodu świetnej obrony Szkotów, którzy walczyli niestrudzenie, aczkolwiek z nadmierną siłą. […] Kiedy sędzia zasygnalizował koniec niemal dramatycznego meczu, publiczność zgotowała swoim zawodnikom entuzjastyczną i długotrwałą owację. Nie możemy powiedzieć tego samego, wręcz przeciwnie, o hiszpańskich piłkarzach, a wręcz można by dodać, że o towarzyszącym im sztabie. W innej części reportażu narracja przybiera bardziej stronniczy ton, ujawniając wyraźne pominięcie kluczowych zawodników: Garay gonił McLeoda, gdy ten wchodził w pole karne; obaj upadli na ziemię, Bask został pociągnięty przez Szkota, piłka niebezpiecznie minęła bramkę, a niemiecki sędzia podyktował rzut karny. Decyzja ta została tak zignorowana przez wszystkich, że piłkarze Barcelony odmówili jej zaakceptowania, podobnie jak równie zaskoczeni kibice na trybunach. Reportaż kontynuuje fragment, który zasługuje na miejsce w antologii złego dziennikarstwa: „ Sędzia wycofał się na środek boiska, na boisko weszli fotografowie, a za nimi, w sposób demonstracyjnie demonstrujący, pojawiła się policja, która zdołała na chwilę przywrócić porządek, wypędzając intruzów”. Pomija fakt, że sędzia wycofał się na środek boiska, nękany przez piłkarzy Barcelony do tego stopnia, że policja musiała interweniować, aby umożliwić wykonanie rzutu karnego. Kronikarz Barcelony dokończył opowieść, znów ignorując zachowanie Blaugrany: Kinloch rozpoczął karę, surowo i celowo, odtworzono nieprzyjemne sceny, nastąpiła nowa inwazja fotografów i policji, a przywrócenie spokoju zajęło kilka minut. Antonio Valencia, zastępca redaktora naczelnego gazety Marca , w swoim raporcie meczowym relacjonuje akcję, która doprowadziła do trzeciego gola dla Szkocji: 84 i pół minuty. McLeod wyrywa się, mija dryblingiem pomocnika i wbiega w pole karne, ścigany przez Garaya. Gdy traci piłkę i prawie traci równowagę, Garay atakuje go, posyłając obu na murawę. Ku zdumieniu hiszpańskich piłkarzy, sędzia dyktuje rzut karny, który po serii incydentów opisanych w raporcie meczowym Kinloch bezlitośnie zamienia na zwycięskiego gola. A tak relacjonuje te incydenty: „Sędzia podyktował rzut karny, ku wielkiemu oburzeniu piłkarzy Barcelony i powszechnej radości kibiców. Dla nich to było tak, jakby sam Święty Mikołaj przysłał im prezent należny w dniu, w którym miał się odbyć przełożony mecz. Medrano i kilku piłkarzy Barcelony popychało sędziego. Oddziały policji wkroczyły na boisko, aby przywrócić porządek, podczas gdy szkoccy piłkarze siedzieli na trawie, zadowoleni z końca filmu. Po dwóch lub trzech minutach przerwy Kinloch bezlitośnie wykonał rzut karny”.

Jak widać, madrycki dziennikarz skupia się na informacjach najbardziej zbliżonych do faktów. Komentarze niektórych piłkarzy Barcelony opublikowano w El Mundo Deportivo: Orizaola(trener): „Szczerze mówiąc, z mojego doświadczenia piłkarskiego dzisiejszy mecz był bezprecedensowy. Nie przypominam sobie, żeby sędziowie podejmowali tak stronnicze decyzje”. Segarra: „Przez piętnaście lat gry w piłkę nożną nigdy nie byłem świadkiem takiej niesprawiedliwości. Moi koledzy z drużyny i ja zareagowaliśmy w logiczny sposób. Byliśmy wściekli i mieliśmy ku temu powody. Wierzę, że Hibernian nie wyeliminował nas z boiska. Sędziowanie było kluczowym czynnikiem”. Medrano(który zastąpił Ramalletsa): „Naprawdę ważne jest to, że zostaliśmy wyeliminowani bez powodu. Podyktowany rzut karny był zbrodnią. Do tego momentu graliśmy znakomicie i z wielkim entuzjazmem. Chcieliśmy zadedykować to zwycięstwo Barcelonie i jej kibicom”. Gensana: „Uważam, że wynik jest nienormalny. Przyczyny można określić jednym winowajcą: sędzią”. Następnego dnia, po powrocie do Barcelony, piłkarze rozszerzyli swoje wypowiedzi: Garay: „Nawet nie dotknąłem McLeoda. Pobiegł po piłkę, która minęła go, zgubił ją, poślizgnął się, upadł, ale bez żadnych teatralnych gestów. Medrano spokojnie przejął piłkę i wtedy sędzia podyktował rzut karny. Nasze zaskoczenie i oburzenie są nie do opisania. Sam McLeod był zaskoczony, a jego mina zdawała się mówić: „To nie moja wina, to po prostu część futbolu”. Ale to nie był jedyny sposób, w jaki zostaliśmy skrzywdzeni; były też inne. Zapytajcie na przykład Vergésa”. Vergés: „Krótko mówiąc, w akcji, która doprowadziła do naszego drugiego gola, Baker bezceremonialnie mnie odepchnął, gdy właśnie miałem wybić piłkę głową. Ponieważ nie mogłem jej wybić, piłka trafiła do Prestona, który umieścił ją w siatce. Protestowałem, ale nic to nie dało! Sędzia nawet nie raczył wysłuchać. Potem był rzut karny, który wymyślił z niczego. To było żałosne”. Medrano: „Garay, widziałem to doskonale, nie dotknął skrzydłowego, który stracił równowagę z powodu prędkości, z jaką się poruszał, próbując wykonać obrót. Na początku myślałem, że sędzia odgwiżdże faul na Szkocie za przeszkadzanie lub spalonego. Nie myślałem o karze”. Ale to Francisco Román, delegat FC Barcelony w Edynburgu, zaalarmował wszystkich: „Rzut karny? To nie był rzut karny. Sędzia się pomylił. Na pewno złożę raport z meczu i pracy sędziego…”. -Jaka jest sytuacja Barcelony przed kolejnym Pucharem? Zgodnie z regulaminem, to Komitet decyduje, czy kluby wezmą udział w Mistrzostwach. Dlatego też, czy Barça zagra w tym Pucharze, nie będzie wiadomo aż do następnego posiedzenia Komitetu. Wierzę jednak, że Barcelona zagra. Co więcej, chciałbym, żeby w rozgrywkach wzięły udział dwie hiszpańskie drużyny”. Następnego dnia, 24 lutego, „Marca” opublikowała oświadczenie sędziego Johannesa Malki. Treść oświadczenia brzmiała następująco: „Niemiecki sędzia, który sędziował cztery mecze międzynarodowe i międzymiastowe, oświadczył: „To pierwszy raz, kiedy zostałem zaatakowany i chroniony przez policję”. Następnie dodał: „To był zły mecz, ale winą za to można obarczyć Hiszpanów. Mogłem zakończyć mecz, ale nie chciałem. Teraz chcę tylko o wszystkim zapomnieć”. Malka złoży raport do FIFA. Zapytany, czy zgodziłby się sędziować kolejny mecz Barcelony, Malka, uśmiechając się, odpowiedział: „Tak, oczywiście, ale włożyłbym łopaty do butów, wziąłbym broń, a gdybym miał przyznać rzut karny, upewniłbym się, że w pobliżu jest patrol policji, zanim bym na to zwrócił uwagę”. Hugh McIlvanney w „The Scotsman”: „Herr Malka, niemiecki sędzia, został zaatakowany przez piłkarzy FC Barcelony i brutalnie pobity na boisku po tym, jak Hibernian wykorzystał rzut karny, który wyeliminował mistrzów Hiszpanii z Pucharu Miast Targowych. Sędzia biegł jak człowiek bojący się o swoje życie, gdy czterech zawodników, z Suárezem, reprezentantem lewego środkowego, rzuciło się na niego z furią, gdy tylko rzut karny Kinlocha trafił do siatki. Sędzia upadł na ziemię, a jego prześladowcy mieli go już dotkliwie pobić, gdy kilkudziesięciu policjantów wbiegło na boisko, by ratować Herr Malkę. Zaatakowali również rozwścieczonych hiszpańskich piłkarzy, aż w końcu zostali rozproszeni. Nawet wtedy Suárez, Garay, Segarra i kilku innych próbowało zaatakować funkcjonariusza. Kilku piłkarzy Hibernian, którzy próbowali ich uspokoić, również zostało popychanych. Minęło ponad siedem minut, zanim można było wznowić grę… Pod koniec meczu Herr Malka roztropnie ustawił się w niewielkiej odległości od miejsca, gdzie stali obrońcy „policjanci”. Jeden z jego liniowych miał mniej szczęścia, a jeden z hiszpańskich zawodników mocno go kopnął, gdy zmierzał w stronę szatni. Taki był haniebny koniec najbardziej haniebnego epizodu, jaki kiedykolwiek widziała szkocka piłka nożna”.

9

Dume Katalonii chciano wyrzucić z Pucharu Miast Targowych(część I):

@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

3

@Bernard777 Wiesz co, napewno już gdzieś to czytałem ale dawno i nie pamiętam! Jak tylko gdzieś znajde to dam ci znać.

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?