- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1161 Culés
Gorące dyskusje
Kgorecki2500
8
GTA w pudełku ale bez płyty? 350 zł Panie Rockstarze, co tylko sobie zarządasz Panie... » Czytaj dalej
68 odpowiedzi
Ilka
3
Jak zapatrujecie się na chodzenie w takie upały w centrum miasta, po galeriach itp. bez koszulek... » Czytaj dalej
44 odpowiedzi
Ilka
5
A teraz najlepsze piwko :) https://zapodaj.net/images/c51c9a84e695e.jpgJest to moje drugie piwo od... » Czytaj dalej
30 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1161 Culés
9
Dume Katalonii chciano wyrzucić z Pucharu Miast Targowych(część I):
@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
@FCBparasiempre
Kiedy kibice FC Barcelony często wspominają sezon 1960/61, skupiają się niemal wyłącznie na przegranym finale z Benficą w Bernie. Rzeczywiście, był to ich udaremniony awans do Pucharu Europy; jednakże był to również logiczny finał burzliwego roku, który zapoczątkował przedłużający się, mroczny okres dla klubu, pełen błędów. Sportowa porażka była nie tylko odzwierciedleniem fatalnego zarządzania, które rozpoczęło się od zmiany trenera z powodu słabej formy w lidze a następnie kontynuowało się wraz z rezygnacją zarządu Blaugrany; należy również dodać, że w tej toksycznej atmosferze drużyna była uwikłana w poważne incydenty podczas Pucharu Miast Targowych, które mogły skutkować wykluczeniem z rozgrywek. Wybitna praca Francisco Romána, prezesa Katalońskiego Związku Piłki Nożnej i członka Komitetu Organizacyjnego Pucharu Miast Targowych, odegrała kluczową rolę w umożliwieniu Barcie udział w edycji 1961/62. Puchar Miast Targowych narodził się w cieniu ekonomicznego i sportowego sukcesu Pucharu Europy na europejskiej scenie piłkarskiej. Niejednorodny Komitet Wykonawczy, złożony z przedstawicieli FIFA i UEFA, również odegrał pewną rolę, choć faktyczną władzę decyzyjną miały federacje krajowe i członkowie rad miejskich klubów uczestniczących w rozgrywkach. Z tego powodu UEFA nie uwzględnia tych rozgrywek w swojej historii, ponieważ nie była odpowiedzialna ani za ich organizację, ani za przebieg. Po pierwszej edycji, która charakteryzowała się licznymi problemami organizacyjnymi i terminowymi, które wydłużyły ją o trzy sezony, Komitet Wykonawczy Pucharu Miast Targowych postanowił przezwyciężyć te trudności. Po pierwsze, zauważono, że udział klubów, nawet podszywających się pod lokalne drużyny, dodał energii turniejowi. W rzeczywistości, spośród czterech półfinalistów w 1958 roku, trzy miasta były reprezentowane przez kluby: Lozanna z Lausanne-Sports, Birmingham z Birmingham City FC i Barcelona z FC Barcelona. Dlatego w drugiej edycji uczestniczące federacje mogły bezpośrednio rejestrować kluby, które miały rywalizować z drużynami z miast. FC Barcelona, Inter Mediolan, Birmingham City i Lausanne-Sports powróciły, podczas gdy Chelsea zastąpiła londyńską drużynę, a Hannover 96 zastąpił drużynę z Frankfurtu. Po drugie, mimo że uczestnicy byli grupowani według stref i innych kryteriów, od pierwszej rundy rywalizacja toczyła się w systemie bezpośredniej eliminacji składającym się z dwóch meczów, co eliminowało ligę fazy grupowej. Po trzecie, liczba uczestników wzrosła z 12 do 16, otwierając drogę Olympique Lyon (Francja), Union San Gil (Belgia) i Újpest Dózsa (Węgry), a także pozwalając na udział drugiego włoskiego reprezentanta, Romy. Kolejnym nowym klubem był Belgrad, który wypełnił lukę po wycofaniu się Wiednia z inauguracyjnej edycji konkursu. Spowodowało to, że drugi Puchar Miast Targowych rozciągnięto na dwa sezony i pomimo skrócenia go o rok, prawda jest taka, że nie był to dobry bilans: 30 meczów w ciągu dwóch lat! Na trzecią edycję praktycznie wszyscy reprezentanci powrócili, z wyjątkiem Anglii, która oddała jedno miejsce – londyńskie – Szkocji, a ich miejsce zajął Hibernian z Edynburga. Komitet Wykonawczy zobowiązał się do rozegrania wszystkich rund pucharowych w jednym sezonie, ponieważ UEFA wywierała na nią znaczną presję: utworzono Puchar Zdobywców Pucharów, wzorowany na Pucharze Mistrzów Ligi. To zepchnęło Puchar Miast Targowych na jeszcze niższy poziom. Poniższe wersy stanowią przegląd krajobrazu europejskich rozgrywek klubowych. Aby dopełnić ten obraz, warto przypomnieć, że do tej pory Real Madryt wygrał wszystkie pięć rozgrywanych Pucharów Europy, a FC Barcelona, w swoim pierwszym zwycięstwie w stolicy Katalonii, wygrała obie edycje Pucharu Miast Targowych. Innymi słowy, tytuły mistrzowskie nie opuściły Hiszpanii, co zaczynało niepokoić UEFA, która nie kryła zainteresowania poszerzeniem listy klubów reprezentowanych w swojej gablocie z trofeami.
Korzystając z faktu, że Puchar Europy i Puchar Miast Targowych miały różnych organizatorów, CF Barcelona – węgierski klub Újpesti Dózsa również brał udział w obu turniejach w tym roku – stanęła w sezonie 1960/61 z dwoma otwartymi frontami międzynarodowymi i zdeterminowana, by zwyciężyć w obu. Nie trzeba dodawać, że głównym celem był Puchar Europy, z dodatkową motywacją w postaci zdetronizowania odwiecznych rywali bez utraty dominacji w Pucharze Miast Targowych, co wydawało się całkiem osiągalne, biorąc pod uwagę siłę uczestników. Na szczeblu krajowym potencjał drużyny Barçy pozwolił jej aspirować do zdobycia trzeciego z rzędu tytułu mistrzowskiego, czego nie dokonał wcześniej żaden hiszpański klub. I zaczęli nieodparcie: cztery zwycięstwa w czterech meczach ligowych, a w Pucharze Europy zapewnili sobie miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej dzięki dwóm zwycięstwom nad skromną belgijską drużyną Lierse… aż do pierwszych niepowodzeń. W kolejkach 5 i 7 dwa mecze wyjazdowe zakończyły się dwiema porażkami, oddając prowadzenie Realowi Madryt, który od tego momentu obserwował, jak jego przewaga maleje coraz bardziej. W Pucharze Miast Targowych z pewnymi trudnościami rozprawili się z Zagrzeb Select XI, którą w rzeczywistości było Dynamo Zagrzeb, panujący wicemistrz Jugosławii. Po remisie w pierwszym meczu, goście objęli niepokojące prowadzenie 0-2 w rewanżu, deficyt, który szybko został odrobiony dzięki skutecznemu powrotowi Barcelony po golach Luisa Suáreza, Eulogio Martíneza, Gensany i Czibora. W listopadzie rozegrano historyczny i kontrowersyjny mecz Real Madryt-FC Barcelona (2:2 i 1:2), w którym Real Madryt został zdetronizowany, co uczyniło FC Barcelonę faworytem do zdobycia najważniejszego tytułu mistrzowskiego w Europie. Co prawda, Real Madryt wziął rewanż w La Liga, wygrywając 3:5 na Camp Nou, co skłoniło kibiców Barcelony do skupienia się na Europie i odłożenia na bok krajowego mistrzostwa. Następnie, w połowie grudnia, nadeszła druga runda Pucharu Miast Targowych. Tym razem przeciwnik był rzekomo znacznie łatwiejszy, ponieważ Hibernian z Edynburga był drużyną ze środka tabeli szkockiej ligi, która w tamtym czasie nie miała w składzie żadnego zawodnika z zagranicy. Mieli fatalny początek sezonu: ich pierwsze osiem meczów ligowych zakończyło się porażkami. Następnie odwrócili losy meczu i w kolejnych ośmiu meczach zdobyli 10 punktów: cztery zwycięstwa, dwa remisy i dwie porażki. Hibernian nie rozegrał pierwszej rundy Pucharu Miast Targowych, ponieważ ich przeciwnik, Lozanna, wycofał się z rozgrywek. Pierwszy mecz miał się odbyć 14 grudnia 1960 roku w Edynburgu, ale mgła tej nocy uniemożliwiła jego rozegranie. Oficjalny protokół meczowy głosił: „ Ćwierćfinał, który miał się odbyć 14 grudnia 1960 roku, został przełożony przez niemieckiego sędziego, pana Malkę z Düsseldorfu, z powodu złej pogody i wyjątkowo gęstej mgły ”. Protokół został podpisany przez samego sędziego, Johannesa Malkę, Harry'ego Swana z Hibernian i Antonio Juliá de Campmany'ego z Barcelony. Tego samego dnia, 27 grudnia, potwierdzono datę rozegrania meczu w Barcelonie, w oczekiwaniu na nową datę zaproponowaną przez oba kluby, która musiałaby zostać zatwierdzona przez Komitet Pucharu Miast Targowych oraz dwie zaangażowane federacje krajowe. Rewanż był więc lustrzanym odbiciem pierwszego, a to, czego Szkoci obawiali się jako finansowego ciosu – dotkliwej porażki, która mogłaby zniechęcić kibiców do drugiego spotkania – okazało się czymś zupełnie przeciwnym. Zaskakujący remis 4:4 na Camp Nou pozostawił losy spotkania otwarte. Szkoci objęli prowadzenie 2:0 w ciągu pierwszych dwudziestu minut. Kocsis wyrównał, ale w 74. i 75. minucie Preston i Baker przywrócili Hibernianowi dwubramkową przewagę. W 84. minucie Kocsis a w 87. Evaristo, zapewnili sobie zwycięstwo, które oznaczało konieczność wygranej w Edynburgu. Zwycięstwo na Easter Road, domowym boisku Hibernianu, nie miało być pamiętnym osiągnięciem, lecz raczej koniecznym krokiem do powrotu na właściwe tory. Jednak oprócz naturalnego wsparcia szkockich kibiców dla klubu, w grę wchodziły również inne czynniki, takie jak imponująca passa Hibernianu między grudniem a styczniem – osiem kolejnych meczów ligowych bez porażki i awans do dwóch pierwszych rund Pucharu, w tym miażdżące zwycięstwo 15:1 nad skromnym Peebles Rovers. Tymczasem w Barcelonie euforia związana z wyeliminowaniem Realu Madryt z Pucharu Europy już opadła, a rzeczywistość była taka, że drużyna zajmowała czwarte miejsce w tabeli ligowej, tracąc aż 15 punktów do Realu Madryt! W 16. kolejce remis u siebie z Athletic Bilbao kosztował menedżera Ljubišę Broćicia posadę – drużyna traciła wtedy osiem punktów do lidera ligi – a jego miejsce zajął Enrique Orizaola, co tylko pogorszyło sytuację.
Nic więc nie pozostało z przewidywań z połowy grudnia dotyczących meczu, który później został przełożony. Wszystko wydawało się o wiele bardziej wyrównane. Zaledwie cztery dni przed meczem z Barceloną, Hibernian zakończył swoją passę zwycięstw, przegrywając na wyjeździe z Celtikiem 2:0. Nie popsuło to jednak nastrojów kibiców Hibernian , którzy wypełnili po brzegi Easter Road. I nie zawiedli się, ponieważ ich drużyna stanęła na wysokości zadania w starciu z Barceloną, zdeterminowaną, by wygrać, marzącą o historycznym dublecie w europejskich pucharach. W marcu czeka ich skromny Spartak Hradec Králové w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Mecz rozpoczął się fatalnie dla hiszpańskiej drużyny, która straciła pierwszą bramkę już po 11 minutach. Jednak ich reakcja była zdecydowana i jeszcze przed przerwą Eulogio Martínez i Kocsis odwrócili losy spotkania. Ale druga połowa, rozegrana bardziej zachowawczo, skomplikowała się, gdy Hibernians wyrównał w 73. minucie. Ten wynik oznaczał powtórkę w Barcelonie – zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami obu klubów – więc dzwonki alarmowe w zespole Barcelony zabrzmiały dopiero… w 84. minucie, gdy sędzia podyktował rzut karny za faul w polu karnym gości. Weteran Kinloch wykorzystał go, ustalając wynik na 3:2. Barcelona odpadła! Próbując dziennikarskiej bezstronności, Carlos Pardo na stronie drugiej „El Mundo Deportivo” wyjaśnił: „McLeod, w polu karnym, został sfaulowany, według Szkotów, przez Garaya, i poślizgnąwszy się, pociągnął za sobą zawodnika FC Barcelony, według hiszpańskiej wersji, którą mogliśmy wywnioskować z meczu. W tym samym artykule zauważył: Obiektywnym jest zauważenie, że w dwóch poprzednich przypadkach, gdy szkoccy napastnicy byli faulowani w polu karnym, podyktował pośrednie rzuty wolne, co na pierwszy rzut oka wydaje się potwierdzać, że niemiecki sędzia jest dość wrażliwy na to, co dzieje się między liniami losu”. Kronika, której nagłówek jest cytowany w tym artykule, tak relacjonowała tę sytuację: McLeod zaatakował, a Garay interweniował, obaj upadli, a sędzia ogłosił poważny faul. W dalszej części relacji czytamy: Rzut karny spowodował serię incydentów z powodu wątpliwego charakteru faulu, który trwał kilka minut, a Kinloch ostatecznie zamienił rzut karny na gola, który miał być zwycięskim golem, ponieważ chociaż Barcelona próbowała wyrównać do samego końca, który trwał pięć minut, nie udało jej się to z powodu świetnej obrony Szkotów, którzy walczyli niestrudzenie, aczkolwiek z nadmierną siłą. […] Kiedy sędzia zasygnalizował koniec niemal dramatycznego meczu, publiczność zgotowała swoim zawodnikom entuzjastyczną i długotrwałą owację. Nie możemy powiedzieć tego samego, wręcz przeciwnie, o hiszpańskich piłkarzach, a wręcz można by dodać, że o towarzyszącym im sztabie. W innej części reportażu narracja przybiera bardziej stronniczy ton, ujawniając wyraźne pominięcie kluczowych zawodników: Garay gonił McLeoda, gdy ten wchodził w pole karne; obaj upadli na ziemię, Bask został pociągnięty przez Szkota, piłka niebezpiecznie minęła bramkę, a niemiecki sędzia podyktował rzut karny. Decyzja ta została tak zignorowana przez wszystkich, że piłkarze Barcelony odmówili jej zaakceptowania, podobnie jak równie zaskoczeni kibice na trybunach. Reportaż kontynuuje fragment, który zasługuje na miejsce w antologii złego dziennikarstwa: „ Sędzia wycofał się na środek boiska, na boisko weszli fotografowie, a za nimi, w sposób demonstracyjnie demonstrujący, pojawiła się policja, która zdołała na chwilę przywrócić porządek, wypędzając intruzów”. Pomija fakt, że sędzia wycofał się na środek boiska, nękany przez piłkarzy Barcelony do tego stopnia, że policja musiała interweniować, aby umożliwić wykonanie rzutu karnego. Kronikarz Barcelony dokończył opowieść, znów ignorując zachowanie Blaugrany: Kinloch rozpoczął karę, surowo i celowo, odtworzono nieprzyjemne sceny, nastąpiła nowa inwazja fotografów i policji, a przywrócenie spokoju zajęło kilka minut. Antonio Valencia, zastępca redaktora naczelnego gazety Marca , w swoim raporcie meczowym relacjonuje akcję, która doprowadziła do trzeciego gola dla Szkocji: 84 i pół minuty. McLeod wyrywa się, mija dryblingiem pomocnika i wbiega w pole karne, ścigany przez Garaya. Gdy traci piłkę i prawie traci równowagę, Garay atakuje go, posyłając obu na murawę. Ku zdumieniu hiszpańskich piłkarzy, sędzia dyktuje rzut karny, który po serii incydentów opisanych w raporcie meczowym Kinloch bezlitośnie zamienia na zwycięskiego gola. A tak relacjonuje te incydenty: „Sędzia podyktował rzut karny, ku wielkiemu oburzeniu piłkarzy Barcelony i powszechnej radości kibiców. Dla nich to było tak, jakby sam Święty Mikołaj przysłał im prezent należny w dniu, w którym miał się odbyć przełożony mecz. Medrano i kilku piłkarzy Barcelony popychało sędziego. Oddziały policji wkroczyły na boisko, aby przywrócić porządek, podczas gdy szkoccy piłkarze siedzieli na trawie, zadowoleni z końca filmu. Po dwóch lub trzech minutach przerwy Kinloch bezlitośnie wykonał rzut karny”.
Jak widać, madrycki dziennikarz skupia się na informacjach najbardziej zbliżonych do faktów. Komentarze niektórych piłkarzy Barcelony opublikowano w El Mundo Deportivo: Orizaola(trener): „Szczerze mówiąc, z mojego doświadczenia piłkarskiego dzisiejszy mecz był bezprecedensowy. Nie przypominam sobie, żeby sędziowie podejmowali tak stronnicze decyzje”. Segarra: „Przez piętnaście lat gry w piłkę nożną nigdy nie byłem świadkiem takiej niesprawiedliwości. Moi koledzy z drużyny i ja zareagowaliśmy w logiczny sposób. Byliśmy wściekli i mieliśmy ku temu powody. Wierzę, że Hibernian nie wyeliminował nas z boiska. Sędziowanie było kluczowym czynnikiem”. Medrano(który zastąpił Ramalletsa): „Naprawdę ważne jest to, że zostaliśmy wyeliminowani bez powodu. Podyktowany rzut karny był zbrodnią. Do tego momentu graliśmy znakomicie i z wielkim entuzjazmem. Chcieliśmy zadedykować to zwycięstwo Barcelonie i jej kibicom”. Gensana: „Uważam, że wynik jest nienormalny. Przyczyny można określić jednym winowajcą: sędzią”. Następnego dnia, po powrocie do Barcelony, piłkarze rozszerzyli swoje wypowiedzi: Garay: „Nawet nie dotknąłem McLeoda. Pobiegł po piłkę, która minęła go, zgubił ją, poślizgnął się, upadł, ale bez żadnych teatralnych gestów. Medrano spokojnie przejął piłkę i wtedy sędzia podyktował rzut karny. Nasze zaskoczenie i oburzenie są nie do opisania. Sam McLeod był zaskoczony, a jego mina zdawała się mówić: „To nie moja wina, to po prostu część futbolu”. Ale to nie był jedyny sposób, w jaki zostaliśmy skrzywdzeni; były też inne. Zapytajcie na przykład Vergésa”. Vergés: „Krótko mówiąc, w akcji, która doprowadziła do naszego drugiego gola, Baker bezceremonialnie mnie odepchnął, gdy właśnie miałem wybić piłkę głową. Ponieważ nie mogłem jej wybić, piłka trafiła do Prestona, który umieścił ją w siatce. Protestowałem, ale nic to nie dało! Sędzia nawet nie raczył wysłuchać. Potem był rzut karny, który wymyślił z niczego. To było żałosne”. Medrano: „Garay, widziałem to doskonale, nie dotknął skrzydłowego, który stracił równowagę z powodu prędkości, z jaką się poruszał, próbując wykonać obrót. Na początku myślałem, że sędzia odgwiżdże faul na Szkocie za przeszkadzanie lub spalonego. Nie myślałem o karze”. Ale to Francisco Román, delegat FC Barcelony w Edynburgu, zaalarmował wszystkich: „Rzut karny? To nie był rzut karny. Sędzia się pomylił. Na pewno złożę raport z meczu i pracy sędziego…”. -Jaka jest sytuacja Barcelony przed kolejnym Pucharem? Zgodnie z regulaminem, to Komitet decyduje, czy kluby wezmą udział w Mistrzostwach. Dlatego też, czy Barça zagra w tym Pucharze, nie będzie wiadomo aż do następnego posiedzenia Komitetu. Wierzę jednak, że Barcelona zagra. Co więcej, chciałbym, żeby w rozgrywkach wzięły udział dwie hiszpańskie drużyny”. Następnego dnia, 24 lutego, „Marca” opublikowała oświadczenie sędziego Johannesa Malki. Treść oświadczenia brzmiała następująco: „Niemiecki sędzia, który sędziował cztery mecze międzynarodowe i międzymiastowe, oświadczył: „To pierwszy raz, kiedy zostałem zaatakowany i chroniony przez policję”. Następnie dodał: „To był zły mecz, ale winą za to można obarczyć Hiszpanów. Mogłem zakończyć mecz, ale nie chciałem. Teraz chcę tylko o wszystkim zapomnieć”. Malka złoży raport do FIFA. Zapytany, czy zgodziłby się sędziować kolejny mecz Barcelony, Malka, uśmiechając się, odpowiedział: „Tak, oczywiście, ale włożyłbym łopaty do butów, wziąłbym broń, a gdybym miał przyznać rzut karny, upewniłbym się, że w pobliżu jest patrol policji, zanim bym na to zwrócił uwagę”. Hugh McIlvanney w „The Scotsman”: „Herr Malka, niemiecki sędzia, został zaatakowany przez piłkarzy FC Barcelony i brutalnie pobity na boisku po tym, jak Hibernian wykorzystał rzut karny, który wyeliminował mistrzów Hiszpanii z Pucharu Miast Targowych. Sędzia biegł jak człowiek bojący się o swoje życie, gdy czterech zawodników, z Suárezem, reprezentantem lewego środkowego, rzuciło się na niego z furią, gdy tylko rzut karny Kinlocha trafił do siatki. Sędzia upadł na ziemię, a jego prześladowcy mieli go już dotkliwie pobić, gdy kilkudziesięciu policjantów wbiegło na boisko, by ratować Herr Malkę. Zaatakowali również rozwścieczonych hiszpańskich piłkarzy, aż w końcu zostali rozproszeni. Nawet wtedy Suárez, Garay, Segarra i kilku innych próbowało zaatakować funkcjonariusza. Kilku piłkarzy Hibernian, którzy próbowali ich uspokoić, również zostało popychanych. Minęło ponad siedem minut, zanim można było wznowić grę… Pod koniec meczu Herr Malka roztropnie ustawił się w niewielkiej odległości od miejsca, gdzie stali obrońcy „policjanci”. Jeden z jego liniowych miał mniej szczęścia, a jeden z hiszpańskich zawodników mocno go kopnął, gdy zmierzał w stronę szatni. Taki był haniebny koniec najbardziej haniebnego epizodu, jaki kiedykolwiek widziała szkocka piłka nożna”.
4
@FCBparasiempre
Sędzia Malka i jego dwaj sędziowie liniowi wrócili do hotelu dopiero półtorej godziny po traumatycznym wydarzeniu na „Easter Road”. Chociaż poszarzała twarz Malki wyraźnie zdradzała jego stan psychiczny, chętnie zgodził się na wywiad. Powiedział, że przygotuje pełny raport dla FIFA, ale nie mógł wymienić z imienia i nazwiska żadnego konkretnego zawodnika, który go kopnął lub uderzył, poza bramkarzem Medrano, który w rzeczywistości był bardziej zdenerwowany niż agresywny. Dodał, że po sędziowaniu ponad czterdziestu meczów międzynarodowych i międzymiastowych „po raz pierwszy zostałem zaatakowany i potrzebowałem ochrony policyjnej”. Sędzia został rzeczywiście popchnięty, powalony i kopnięty przez zawodnika Barcelony, a sędzia liniowy również został powalony i kopnięty, jak powiedział, przez środkowego napastnika Barcelony, Martíneza. „The Daily Record”: Szkoccy kibice z osłupieniem obserwowali, jak Hibernian przełamał impas w meczu z hiszpańską drużyną, po czym na boisku wybuchł chaos. Tylko interwencja policji uratowała niemieckiego sędziego. Jeden z organizatorów Pucharu Miast Targowych powiedział: „Czułem się bardziej jak w Ameryce Południowej niż w Szkocji”. Obrońca Blaugrany, Foncho, stanął przed półkolem mężczyzn w niebieskich strojach, z uniesionymi pięściami, jakby miał zamiar zaatakować całą grupę. Trener Hibernianu dołączył do policji na boisku. Po wielu gestach i wysiłku, gdy 22 zawodników ustawiło się w szeregu, gra została wznowiona. W szatni napięcie utrzymywało się nawet po meczu. Sędzia poprosił o lekarza i przybył lekarz drużyny Hibernian. Lekarz drużyny Barcelony również o niego poprosił, ale pozwolono mu przybyć dopiero później, co też uczynił. Policja utworzyła ścisły kordon, aby obserwować, jak drużyna FC Barcelony maszeruje do swojego autobusu. Drużyna, która odjechała przed sędzią, udała się do pociągu. Pan Malka jechał tym samym pociągiem, zaledwie kilka wagonów dalej, bez wiedzy hiszpańskiej drużyny. Hiszpańscy działacze pogratulowali zwycięzcom: „Wygrywaliśmy Puchar co roku od jego powstania. To naturalne, że i wy go wygracie”. Zapytany, czy obawiają się ewentualnych przyszłych działań dyscyplinarnych wobec klubu, wiceprezydent Barcelony wzruszył ramionami w bardzo ekspresyjny, bardzo hiszpański sposób: „Nie sądzę. To były tylko nerwy”. Alec Young w „The Scottish Daily Mail”: „Bitwa o Easter Road” – Wraz ze wzrostem liczby kibiców piłki nożnej, narastają również komplikacje, jakie ze sobą niesie. Gwałtowne nastroje, podekscytowane, krzyczące tłumy, ogromne sumy pieniędzy… wszystko to znacznie zwiększa napięcie”. Teraz mecz „Estar Road”. Mecz zbliża się do ostatnich minut. Hibernian otrzymuje rzut karny. Piłkarze Barçy spieszą się z protestem do sędziego. Ale decyzja pozostaje w mocy… Wraz z tym wynikiem kończy się jedna z największych atrakcji finansowych, ale jednocześnie reputacja Hiszpanii nieco spada. Wersja Antonio Valencii zamieszczona w czasopiśmie „Marca” jest prawdopodobnie najbardziej wiarygodna i pozwala na najlepszą rekonstrukcję wydarzeń sportowych i pozasportowych: „FC Barcelona wygrywała mecz, który stał się jeszcze bardziej skomplikowany, gdy ich przeciwnik, dzięki czystej determinacji i dumie, zdołał wyrównać. Nie był to zły wynik, ponieważ remis dawał możliwość rozegrania trzeciego meczu, który został już wcześniej ustalony w Barcelonie. Wszystko jednak legło w gruzach, gdy sędzia podyktował rzut karny za niefortunny incydent w polu karnym Barcelony. Dla hiszpańskich kibiców była to niesprawiedliwa decyzja, choć komentator w „ El Mundo Deportivo” zauważył, że sędzia ukarał już Barcelonę dwoma pośrednimi rzutami wolnymi z pola karnego i że w obliczu tego trzeciego, pod presją kibiców, zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Następnie piłkarze Barcelony nękali sędziego aż do środkowego koła, protestując przeciwko tej decyzji. Policja musiała interweniować, aby sędzia mógł wykonać rzut karny. Przy wyniku 3:2, hiszpańscy piłkarze zareagowali jeszcze bardziej gwałtownie na sędziego, który ponownie zwrócił się do policji. Mecz został wznowiony i dokończony, z uwzględnieniem około pięciu minut doliczonego czasu gry, aby zrekompensować czas stracony w wyniku incydentów. Po końcowym gwizdku piłkarze Blaugrany wyrazili swoje niezadowolenie z decyzji o podyktowaniu rzutu karnego”. Ta rekonstrukcja obnaża złośliwą i ewidentnie hispanofobiczną narrację brytyjskiej prasy: wskazują oni Luisa Suáreza jako przywódcę protestów i agresji, zamierzając zrzucić całą winę na najlepszego piłkarza Barcelony i niedawnego zdobywcę Złotej Piłki; twierdzą, że sędziego rzucono na ziemię i kopnięto, pomimo braku jakichkolwiek zdjęć w prasie brytyjskiej ani hiszpańskiej, które by to potwierdzały; przypisują ksenofobiczne oświadczenie rzekomemu urzędnikowi Pucharu Miast Targowych, mówiąc: „Czułem się bardziej, jakbym był w Ameryce Południowej niż w Szkocji”, nie wymieniając jego nazwiska ani stanowiska. Zakładając, że to Francisco Román był autorem tego komentarza, drugim podejrzanym był Stanley Rous, choć żadne doniesienia nie wskazują, że przyjechał na mecz. Być może najlepszym dowodem na to, że brytyjska wersja wydarzeń jest całkowicie fałszywa, jest zachowanie sędziego. Wszystko wskazuje na to, że piłkarze Barcelony posunęli się za daleko w swoich protestach, nawet popchnęli sędziego, choć go nie powalili. Nie wyrzucił jednak żadnego zawodnika z boiska, być może przytłoczony sytuacją. A gdy wynik zmienił się na 3:2, a protesty Hiszpanów nasilały się, sędzia nie przerwał meczu, a wręcz przeciwnie – doliczył pięć minut doliczonego czasu gry, podczas których Barcelona szukała wyrównania. Wreszcie, w rzekomym raporcie, który miał przesłać do FIFA, również nie wymienił nazwisk żadnych zawodników.