FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Kto wygra mistrzostwo świata?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Premierowe Derby w Primera Division:
Pierwszy oficjalny mecz La Liga pomiędzy Barçą i RCD Español został rozegrany 7 kwietnia 1929 roku na „Camp de Les Corts”. Barça wygrała minimalnie 1:0 po golu Josepa Sastre'a w 80-tej minucie spotkania, co odpowiadało 8. kolejce La Liga tamtego sezonu. W raporcie opublikowanym następnego dnia na łamach „El Mundo Deportivo” można było przeczytać, że mecz był raczej nudny i nieciekawy, zwłaszcza w pierwszej połowie a bramkę, która zadecydowała o wyniku, opisano następująco: była ona wynikiem „świetnej gry”: „Dośrodkowanie Parery, Campabadala, niepilnowany, odbija piłkę głową a Sastre wykorzystuje piłkę, by w końcu umieścić ją w siatce wielkiego Ricardo . Entuzjazm tłumu jest szalony. Owacja trwa długo a tysiące chusteczek powiewa w powietrzu. Zespół Blaugrany obejmuje się z dziecięcą radością”. Osobą, której nie spodobał się gol, który ostatecznie rozstrzygnął mecz na dziesięć minut przed końcem, był trener „papużek”, Jack Greenwell, dla którego Sastre uznał to za „bardzo wyraźny spalony, którego żaden z nich(jego piłkarzy) nie potrafił dostrzec i przyznać się do niego”. I więcej: „To był spalony, całkiem wyraźnie, i nie wierzę, że Zamora tego nie widział. Sastre był na spalonym, kiedy strzelał a sędzia wahał się z wydaniem orzeczenia. Gdyby ktoś się wtedy odwołał, Escartín nie uznałby gola. Jestem tego pewien!” Raport „EMD” stwierdził jednak, że zwycięstwo FC Barcelony było całkowicie zasłużone dzięki jej pomocnikom, którzy „byli architektami triumfu w znakomitej drugiej połowie, pełnej emocjonujących momentów i monumentalnych obron Zamory ”. Josep Sastre grał w barwach Barçy od 1926 do 1931 roku. W ciągu sześciu lat gry w drużynie strzelił łącznie 60 goli. Jego osobistym rekordem były 3 gole, które zdobył przeciwko Lidze Europejskiej w sezonie 1928-29, w którym nie został jednak najskuteczniejszym strzelcem Blaugrany: zakończył rozgrywki z 10 golami, o jedną mniej niż Manuel Parera Penella.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
14
Kubala, geniusz, który zmienił historie Dumy Katalonii:
Gdybym zapytał cię dzisiaj, kto jest najlepszym piłkarzem w historii FC Barcelony, prawdopodobnie wymieniłbyś Messiego. Gdybym jednak zapytał cię 25 lat temu, bez wahania wymieniłbyś nazwisko bohatera tej historii. Dzisiejsza Legenda została pierwszą zagraniczną gwiazdą hiszpańskiej piłki nożnej a jej przybycie na początku lat 50-tych zmieniło historię Blaugrany. Jego wyjątkowa technika i niesamowite gole odmieniły grę katalońskiej drużyny, która dzięki niemu zaczęła gromadzić trofea. Dziś w programie Football Memories opowiadamy historię Ladislao Kubali, piłkarza, który z uchodźcy wojennego stał się idolem całego miasta. László Kubala Stecz urodził się 10 czerwca 1927 roku w Budapeszcie. Syn słowackiego murarza i piłkarza, László odziedziczył po ojcu miłość do piłki nożnej i już w wieku 12 lat grał w młodzieżowej drużynie Ganza. W wieku 16 lat podpisał kontrakt z Ferencvárosem a mając 17 lat, zadebiutował w pierwszej drużynie i zdobył swój pierwszy tytuł mistrza Węgier. Po śmierci ojca, Kubala w wieku 18 lat wyemigrował na Słowację, kraj pochodzenia matki, i zaczął grać w Bratysławie. „Laszy” rozegrał 6 meczów w reprezentacji Węgier, ale jego dobra gra i słowackie pochodzenie rodziny pozwoliły mu uzyskać obywatelstwo czechosłowackie i zadebiutować w reprezentacji tego kraju. W 1948 roku piłkarz został ponownie zrekrutowany przez węgierską federację piłkarską i podpisał kontrakt z klubem Vasas w Budapeszcie. Tym razem jednak jego pobyt w ojczyźnie okazał się bardzo krótki. Wraz z wybuchem II wojny światowej Węgry znalazły się w bloku komunistycznym, a czując się przytłoczony przez rząd, Kubala zdecydował się na emigrację. Przebrany za rosyjskiego żołnierza, piłkarz wraz z towarzyszami uciekł z kraju ciężarówką z radzieckimi tablicami rejestracyjnymi i po przekroczeniu granicy z Austrią rozpoczął odyseję jako uchodźca. Węgry wydały nakaz aresztowania Kubali, twierdząc, że jest przestępcą i oszustem a FIFA zawiesiła go na rok, zakazując mu gry w jakimkolwiek klubie zawodowym. Bez grosza przy duszy i dokumentów, Kubala przeżywał bardzo trudne chwile, aż dotarł do Włoch, gdzie ostatecznie się osiedlił. Wiele włoskich klubów było zainteresowanych jego pozyskaniem, ale przeszkody biurokratyczne ze strony Węgier i FIFA uniemożliwiły mu transfer do Interu lub Torino, ówczesnej najlepszej drużyny w kraju. Jak na ironię, nieudany transfer uratował mu życie, ponieważ rok później, w 1949 roku, Torino uległo katastrofie lotniczej, w której zginęli wszyscy zawodnicy. Kubali udało się połączyć z żoną i synem we Włoszech. W obliczu niemożności gry, wraz ze swoim szwagrem i trenerem Ferdinandem Daučíkiem stworzył drużynę wygnanych piłkarzy, która otrzymała nazwę „Hungaria”. Złożona z piłkarzy różnych narodowości drużyna Hungaria rozgrywała mecze pokazowe na całym kontynencie i przybyła do Hiszpanii w 1950 roku. Podczas tych meczów pokazowych Kubala był bliski podpisania kontraktu z Realem Madryt, ale odmowa klubu na włączenie Daučíka do sztabu szkoleniowego uniemożliwiła jego transfer. Wkrótce potem, po meczu z Espanyolem, jego występ zaimponował José Samitierowi. Była legenda FC Barcelony, która była wówczas sekretarzem technicznym klubu, natychmiast go podpisała a po odbyciu zawieszenia Kubala zadebiutował w koszulce Blaugrany 29 kwietnia 1951 roku.
W tym roku Barcelona zdobyła Puchar Króla i rozpoczęła triumfalną dekadę z Kubalą, jako główną postacią. Węgier bardzo szybko zaadaptował się do miasta i na pozycji ofensywnego pomocnika lub napastnika pokazał swoją wyśmienitą technikę, potężny strzał i sprawność fizyczną. Pomimo długiego okresu przerwy w rozgrywkach na najwyższym szczeblu, Kubala pokazał, że wciąż jest w formie i w swoim pierwszym pełnym sezonie strzelił 39 goli w niebiesko-czerwonym stroju. 10 lutego 1952 roku Kubala ustanowił rekord, którego do tej pory nie udało się pobić żadnemu innemu piłkarzowi, strzelając 7 z 9 goli, jakie Barça strzeliła Sportingowi w jednym meczu. Z Węgrem na czele Duma Katalonii stworzyła drużynę marzeń i w 1952 roku zdobyła wszystkie 5 tytułów mistrzowskich (La Liga, La Copa de España, La Copa Latina, Copa Eva Duarte oraz Copa Martini & Rossi). W 1953 roku reżim Franco przyznał mu obywatelstwo hiszpańskie i, zgodnie z ówczesnymi przepisami, został jedynym piłkarzem, który reprezentował trzy kraje. Rozegrał 19 meczów w reprezentacji Hiszpanii, strzelając 11 bramek, choć, podobnie jak jego bliski przyjaciel Di Stéfano , nigdy nie zagrał na Mistrzostwach Świata. Argentyński napastnik ostatecznie grał w Realu Madryt, ale podczas gdy spór transferowy był rozwiązywany, trenował i dzielił linię ataku z Kubalą w kilku meczach towarzyskich. Oprócz wyjątkowej wizji gry na boisku, Węgier stał się bezwzględnym specjalistą od stałych fragmentów gry. Kubala, pionier taktyki, która później zyskała miano „paradinha ”, nigdy w swojej karierze nie spudłował rzutu karnego. Jego potężny strzał uczynił go jednym z pierwszych piłkarzy, którzy posyłali rzuty wolne ponad mur, a jego wyrafinowana technika urzekła kibiców Barcelony. Wszyscy chcieli zobaczyć fenomen Węgier, a z powodu ogromnego popytu na bilety, Barça musiała opuścić stary stadion Les Corts, aby zbudować nowy, gigantyczny Camp Nou. Od 2009 roku stoi tam brązowy pomnik Kubali, oddający hołd pierwszemu wielkiemu idolowi medialnemu klubu. Pomimo imponującej kariery, László był pełen niepowodzeń i nieoczekiwanych zdarzeń. Węgier pokonał 19 kontuzji i chorób, w tym gruźlicę, która pozostawiła dziurę w płucach. W meczu Pucharu Króla z Athletic Bilbao mógł grać z drewnianą nogą po zerwaniu więzadła krzyżowego przedniego i pomimo licznych problemów mięśniowych, László zbudował karierę na lata. Uważany za jednego z najlepszych piłkarzy wszech czasów, Kubala zagrał dwa mecze w FIFA World XI, strzelając trzy gole. W koszulce Barcelony rozegrał 256 meczów i strzelił 194 gole w ciągu 12 sezonów. Węgierska gwiazda zdobyła 14 tytułów z Barceloną: cztery tytuły La Liga (1952, 1953, 1959 i 1960), pięć tytułów Copa del Rey(1951, 1952, 1953, 1957 i 1959), Puchar Łaciński w 1952 roku oraz Puchar Miast Targowych (poprzednik Pucharu UEFA ) w 1958 i 1960 roku. W 1961 roku był bliski wzniesienia swojego pierwszego Pucharu Europy, ale słabe wykończenie i kwadratowe słupki na stadionie Bernabéu doprowadziły do porażki w finale z Benficą.
Po tym rozczarowaniu Barcelona postanowiła rozstać się ze swoją legendą i chociaż Kubala chciał kontynuować grę, musiał rozpocząć karierę trenerską. W 1962 roku objął stanowisko trenera Barcelony na sezon, ale po wygaśnięciu kontraktu zaskoczył wszystkich, podpisując kontrakt z odwiecznym rywalem z miasta. Rok po zakończeniu kariery Kubala ponownie założył strój, aby dołączyć do Espanyolu i dzielić linię ataku z Di Stéfano, który również został zwolniony z Realu Madryt. Pozostał menedżerem Espanyolu przez kilka miesięcy, ale nie dokończył kontraktu. W 1965 roku spędził krótki okres w Zurychu a następnie przeniósł się do Toronto, gdzie w wieku 40 lat zakończył karierę piłkarską. W 1968 roku wrócił do Hiszpanii, gdzie prowadził Cordobę, a rok później objął posadę selekcjonera reprezentacji Hiszpanii. Kubala był menedżerem reprezentacji Hiszpanii przez 11 lat (1969-1980), stając się najdłużej pracującym menedżerem w historii reprezentacji. Po epizodzie w reprezentacji narodowej na krótko wrócił do składu Barcelony, gdzie po raz drugi zawiódł. Przez cztery lata był trenerem w Arabii Saudyjskiej a po tym, jak prowadził Murcię, Malagę i Elche, był członkiem sztabu szkoleniowego, który zdobył olimpijskie złoto w Barcelonie w 1992 roku. 24 kwietnia 1993 roku Kubala odebrał hołd od kibiców podczas meczu Hiszpanii z Katalonią na Stadionie Olimpijskim. Następnie został powołany do Paragwaju jako selekcjoner reprezentacji tego kraju. W wieku 66 lat utrzymywał doskonałą kondycję fizyczną, co pozwalało mu na kontynuowanie gry w piłkę nożną i codzienne pokonywanie 50 km na rowerze. W 1999 roku Kubala został wybrany najlepszym piłkarzem w historii Barcelony i do dziś pozostaje czwartym najlepszym strzelcem w historii klubu. Piłka nożna wypełniała całe życie Kubali i 17 maja 2002 roku zmarł w wieku 75 lat w Barcelonie, mieście, które odmieniło jego życie i w którym przekształcił Blaugrane w jeden z najlepszych klubów na świecie.
@Szalik
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
12
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
6 kwietnia 1939 r. w Chorzowie urodził się Eugeniusz Faber. Jeden z najlepszych skrzydłowych w historii chorzowskiego Ruchu. Godny następca Gerarda Wodarza. W 1954 r. rozpoczął pracę w kopalni Prezydent i szybko został zawodnikiem zakładowego klubu. Swoją grą zrobił wrażenie na Erwinie Michalskim, który chętnie powoływał go do reprezentacji miasta. Kiedy Roman Lentner odniósł kontuzję, to właśnie Michalski optował za tym, żeby do reprezentacji Śląska powołać w jego miejsce Fabera. Ojga, jak mówili na niego koledzy, spisał się na tyle dobrze, że wkrótce ściągnął go do Ruch. W drużynie Niebieskich szybko się zaadaptował i od pierwszych meczów zrobił wrażenie na kibicach. Uwielbiali go nie tylko za wspaniałe umiejętności, szybkość i strzelecką precyzję, ale też za to, że zawsze grał czysto i fair. Raz tylko dał się sprowokować i uderzył rywala, za co został zawieszony na rok, ale po trzech miesiącach PZPN go ułaskawił. W Ruchu występował przez 12 lat i przez cały ten okres był jednym z najlepszych w zespole. Dwukrotnie sięgał po mistrzostwo kraju (1960 i 1968). Reprezentacyjny debiut zaliczył w starciu z Finlandią (wygrana 6:2) w ramach eliminacji do igrzysk w Rzymie. Jego głównym rywalem do gry na lewej flance był Roman Lentner, dlatego też Faber nieraz występował na prawym skrzydle, gdzie radził sobie równie dobrze. Pojechał na igrzyska, ale w samym turnieju nie zagrał. W reprezentacji występował przez 10 lat. Pożegnał się wygranym meczem z Holandią (2:1) 7 września 1969 r. Z Ruchu odszedł niedługo po przyjściu trenera Vičana. Szkoleniowiec nie chciał mieć w zespole zbyt wielu starszych zawodników a sam Faber nie miał już tyle sił, żeby wytrzymać ciężkie treningi nowego trenera. Wyjechał do Francji, gdzie został zawodnikiem Lens. W 1961 r. Ruch grał tam mecz towarzyski a Faber swoim występem zrobił na tamtejszym prezesie duże wrażenie. O transferze nie mogło być wówczas mowy. Kiedy jednak Francuzi dowiedzieli się, że piłkarz może odejść z klubu, to z miejsca się po niego zgłosili i po paru dniach był już w Lens. Z klubem awansował do I ligi, grał w finale pucharu Francji. W końcu wrócił do Polski, gdzie prowadził zespoły trzecioligowe. 12 grudnia 1981 r. wyjechał do Francji na święta do znajomych. Kiedy wprowadzono stan wojenny, zdecydował się pozostać na emigracji. Eugeniusz Faber zmarł w 2021 roku właśnie we Francji w wieku 82 lat. W Reprezentacji rozegrał 36 meczów, strzelając 11 goli.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani
15
To był zaiste WIELKI(!) Widzew:
6 kwietnia 1983 r. Juventus pokonał Widzew Łódź 2:0 na Stadio Olimpico Gran Torino, po golach Tardelliego i Bettegi w ramach pierwszego półfinału Pucharu Mistrzów. Półfinał Pucharu Europy Mistrzów Krajowych to największy sukces w historii występów Widzewa w europejskich pucharach. To także jedno z największych osiągnięć polskiego klubu na arenie międzynarodowej. Dalej dotarł jedynie Górnik Zabrze, który zagrał w finale, tyle że mniej prestiżowego Pucharu Zdobywców Pucharów. Początek drogi do półfinału był łatwy, bo w pierwszej rundzie łodzianie trafili na maltański Hibernians FC i bez problemów wygrali obydwa spotkania (3:1 oraz 4:1). Schody zaczęły się już od kolejnego rywala. Los przydzielił Rapid Wiedeń. Mistrz Austrii (dwa lata późnej zagrał w finale PZP) wygrał u siebie 2:1, ale w Łodzi Widzew szybko odrobił straty (po półgodzinie prowadził 3:0) i zwyciężył 5:3. W ćwierćfinale trafił się już przeciwnik z najwyższej półki - Liverpool FC. U siebie podopieczni trenera Władysława Żmudy wygrali 2:0, w rewanżu prowadzili 2:1, ale w końcówce Anglicy strzelili dwa gole. To było jednak za mało, by wyeliminować łodzian. „Jesteście wspaniali. Do zobaczenia w Atenach. Zbyszek" - napisał wtedy do byłych kolegów z Widzewa Zbigniew Boniek, który był już piłkarzem Juventusu. Były prezes PZPN-u w ten sposób życzył, by te zespoły zagrały ze sobą w finale. Stało się inaczej i podczas losowania już w półfinale Widzew trafił na Włochów. Pierwszy mecz(w Turynie) odbywał się tuż po Wielkanocy. Dlatego piłkarze trenowali w świąteczną niedzielę a w Lany Poniedziałek polecieli do Włoch. Trener Żmuda jeszcze przed wylotem analizował na podstawie zapisu wideo mecz Juventusu z Torino. Podkreślał, że rywale dali sobie wbić trzy gole w pięć minut. Paolo Rossi, napastnik Juventusu, stwierdził, że to będzie podobne spotkanie do tego z 1982 r. podczas mundialu w Hiszpanii, kiedy Włochy pokonały Polskę 2:0.
Najwięcej miejsca włoska prasa poświęcała oczywiście Bońkowi. Ba, dziennikarze "La Gazetta Dello Sport" wcześniej odwiedzili Polskę, by napisać reportaż o Zibim. "Niejednokrotnie mówiłem, że nastąpił dość nieszczęśliwy zbieg okoliczności, który sprawił, że musimy spotkać się z Widzewem już w półfinale. Dziś jestem piłkarzem Juventusu, kierują mną sportowe ambicje i chciałbym zdobyć ze swą drużyną Puchar Europy. Dlatego też dołożę wszelkich starań, by przyczynić się do zrealizowania tych marzeń" – cytował Bońka "Dziennik Łódzki". "Dziś w Turynie supermecz" - zapowiadała polska prasa. Włosi podkreślali rekordowe zainteresowanie kibiców. Do kasy Juventusu ze sprzedanych biletów wpłynęło 1 mld 100 tys. lirów (wtedy około 800 tys. dolarów). To był nowy rekord Włoch pod względów wpływów z wejściówek. "Jeżeli w pierwszych 15 minutach nie popełnimy błędów, wówczas osiągniemy bardzo korzystny rezultat. Jestem pewny, że sprawimy naszym sympatykom prezent" - twierdził Mirosław Tłokiński. Jak się okazało, rację miał Paolo Rossi. Tłokiński też nie minął się z prawdą, bo widzewiacy nie utrzymali bezbramkowego rezultatu przez kwadrans. Gola stracili już w ósmej minucie. Na oczach 70 tys. widzów Widzew przegrał 0:2, choć wcale tak nie musiało się skończyć. "Widzew nie do końca wykorzystał swoje szanse. Nie było widać zbyt wyraźnej przewagi mistrza Włoch, a nawet powiedziałbym więcej, że przez wiele fragmentów właśnie piłkarze Widzewa zamykali zespół gwiazd na ich połowie" - pisał korespondent DŁ. " ,,Gospodarze zaimponowali mi konsekwencją i mieli więcej sił. W pierwszej połowie byliśmy równorzędnym partnerem. Drugą część moi chłopcy rozpoczęli fatalnie, popełnili wiele błędów i straciliśmy drugiego gola. Wyróżniam Młynarczyka i Smolarka" - mówił trener Żmuda.
Składy obu drużyn:
Widzew: Młynarczyk, Świątek, Grębosz, Wójcicki, Kamiński, Wraga (81. Myśliński), Romke, Rozborski, Surlit, Tłokiński, Smolarek.
Juventus: Zoff, Gentile, Scirea, Brio, Cabrini, Boniek, Bonini, Platini, Tardelli, Bettega, Rossi (78. Marocchino).
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
10
Strach ma wielkie oczy:
6 kwietnia 2011 r. FC Barcelona rozgromiła Szachtar Donieck 5:1 na Camp Nou w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Blaugrana oczywiście była zdecydowanym faworytem zmagań z Szachtarem ale w Katalonii pamiętano w jakich mękach Barça pokonywała tego rywala w 2009 r. w meczu o Superpuchar Europy. Jedyny gol padł wówczas dopiero w dogrywce w 115 minucie. Ponadto tajniki warsztatu Guardioli doskonale znał Czyhrynski, kupiony w 2009 r. przez kataloński klub z Szachtara za 25 milionów euro i sprzedany rok później za 15. Na domiar złego pogłębiły się kłopoty Barçy ze stoperami, gdyż u Abidala wykryto guza wątroby i Francuz na dłuższy czas wypadł ze składu. Mimo tych perturbacji Blaugrana wygrała pierwszy mecz 5:1 ale wszystko mogło potoczyć się inaczej gdyby przy prowadzeniu gospodarzy 1:0 Brazylijczycy z Szachtara byli skuteczniejsi. Rewanż w Doniecku okazał się meczem bez historii, który Katalończycy wygrali 1:0.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
17
Arcydzieło Messiego:
6 kwietnia 2010 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Arsenal 4:1 w rewanżowym spotkaniu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Wszystkie 4 gole strzelił genialny Messi. Ten mecz jest uważany za jeden z najlepszych indywidualnych występów Argentyńczyka w całej karierze. Mecz zaczął się dość niespodziewanie. Już w 18 minucie Kanonierzy wyprowadzili szybką akcje, po której Wallcot wyłożył piłke Bendtnerowi a duński napastnik otworzył wynik. Raptem 3 minuty później Messi doprowadził jednak do wyrównania a jeszcze przed przerwą skompletował hattricka. Pod koniec spotkania dokończył dzieła i ustalił wynik meczu. Hiszpanie określają taki wyczyn mianem ,,Pokera”, co odnosi się do układu znanego w Polsce jako ,,kareta”.
To trzeba sobie przypomnieć:
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
12
Cześć i chwała legendom Blaugrany:
Dokładnie 50 lat temu zmarł nagle Julio Cesar Benitez. 27-letni Urugwajski piłkarz FC Barcelony zmarł w wyniku zakażenia przewodu pokarmowego po zjedzeniu zepsutych owoców morza. Tragiczne wydarzenie nastąpiło na 3 dni przed arcyważnym pojedynkiem z Realem Madryt w Primera Division. 150 tysięcy ludzi uczestniczyło w ostatniej drodze Beniteza, który na Camp Nou występował od 1961 r. Grał przeważnie w obronie stając się z czasem ulubieńcem publiczności. Jego poświęcenie najlepiej oddają słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią: „Do boju chłopaki! Pokonamy Real 2:0!”. Mecz z Królewskimi został przełożony o 2 dni, lecz koledzy Urugwajczyka nie byli w stanie się pozbierać i zremisowali 1:1. Pod koniec tamtego sezonu Katalończycy wygrali jednak z Realem finał krajowego pucharu i zadedykowali trofeum zmarłemu koledze.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Jego dziedzictwo jest wieczne:
Minęło dziesięć lat bez Johana Cruyffa. Bez „Boga”, jak nazywali go piłkarze Barcelony w latach 1988-1996. W ciągu ośmiu lat Latający Holender zmienił historię najważniejszej instytucji sportowej Katalonii. Nie tylko dzięki czterem kolejnym tytułom mistrzowskim i pierwszemu Pucharowi Europy. Cruyff był rewolucyjnym, kontrkulturowym trenerem, potężnym z potężnymi i zawsze buntowniczym. Starł się z ówczesnym prezydentem, Josepem Lluísem Núñezem ale jego dziedzictwo na Camp Nou jest wieczne. Jako piłkarz, poprowadził drużynę FC Barcelony, która wygrała La Ligę w 1974 roku, po niezapomnianym zwycięstwie 5:0 na Bernabéu i niemożliwej do zdobycia bramce przeciwko Atlético Madryt. Jako trener, jego wpływ był ogromny. David Torras, jeden z dziennikarzy, którzy najlepiej znali Johana Cruyffa, opowiedział o swoim ostatnim spotkaniu z holenderskim geniuszem. Zaledwie kilka dni przed jego śmiercią, obaj spacerowali po Carretera de les Aigües w bardzo swobodnej atmosferze. Cruyff zdawał się wyzdrowieć po zdiagnozowanym u niego nowotworze i wzruszył się, gdy wysoko na górze ujrzał Camp Nou. „ To piękne ” – powiedział mężczyzna, który zrzucał z siebie twardziela i który za życia odpowiadał tylko przed swoją żoną Danny. Przed nikim innym. „To była pierwsza wizyta Cruyffa na Carretera de les Aigües i był pod wrażeniem Camp Nou. Bez wątpienia to on wywarł na mnie największy wpływ ze względu na swoje zrozumienie piłki nożnej i samego życia. Nie bał się niczego. Podczas tego spaceru powiedział mi, że wygrywa 2:0 z rakiem i że bardzo poruszył go rzut karny Messiego i Suáreza przeciwko Celcie, który naśladowali z rzutu karnego, który wykonał w Ajaxie . Nie czuł, że jego życie się kończy” – wspomina David. Xavier Torres, dziennikarz TV3, a także bliski przyjaciel byłego trenera Barcelony i zagorzały zwolennik jego piłkarskiej filozofii, towarzyszył im w spacerze. Były szef działu sportowego w El Periódico de Catalunya i obecny dyrektor ds. komunikacji w Gironie dodaje: „ Johan zawsze oceniał porażki z dystansu i był osobą o dużej intuicji. Pep Guardiola, uczeń, który ostatecznie przewyższył mistrza, powiedział, że pracował ciężej, ponieważ nie był tak błyskotliwy. Jego zaletą, jak mówi Pep, jest to, że Cruyff zawsze stawiał na swoim. Zawsze” – podsumowuje David, który pamięta również dzień, w którym Holender zadzwonił do niego, aby ubolewać nad zwolnieniem Andoniego Zubizarrety ze stanowiska dyrektora sportowego Barcelony, dokonanym przez byłego prezydenta Bartomeu. Wolałby nie powtarzać niektórych swoich komentarzy. W swoim artykule Torras wspominał o trosce Zubizarrety o jego zdrowie, wyjaśniał, że był trenerem najbardziej szanowanym przez Romario i rozkoszował się historią dnia, w którym Hristo Stoiczkow padł ofiarą najokrutniejszego żartu. Przed meczem bułgarski napastnik powiedział Johanowi, że strzeli dwa gole w pierwszej połowie. Założyli się o 100 000 peset(600 euro) a Johan ostrzegł go, że przegra zakład. Po strzeleniu pierwszej bramki trener go zmienił a Stoiczkow rozpętał potok obelg i rzucił buty w przypływie wściekłości. W dniu swojej śmierci wspominał tę anegdotę z uśmiechem. A także z wieloma łzami. Dagoberto Escorcia były szef działu sportowego „La Vanguardia” również miał wspaniałe doświadczenia z Cruyffem. „Był rewolucyjnym trenerem, który zmienił mentalność Barcelony. Zawodnicy wiedzieli, że to mądry człowiek” – wspomina dziennikarz.
„ Cruyff odszedł 10 lat temu ale cruyffizm nigdy nie umrze. Jego piłka nożna, oparta na kontakcie z piłką i inteligencji, jest nietykalna w Barcelonie. Prawdą jest również to, że miał świetnych piłkarzy” – dodaje Dagoberto, który wspomina na przykład, że Johan „robił dziwne rzeczy na Bernabéu, jak na przykład zmuszanie Guardioli do krycia Butragueño. Był geniuszem, który nie bał się porażki ”. Innym razem wybrał swojego najniższego obrońcę, Txapi Ferrera, do krycia Peneva, najwyższego napastnika Valencii. I to się sprawdziło. Domènec García również znał Cruyffa, zarówno jako piłkarz, jak i trener. Na własne oczy przekonał się o napiętej relacji między Holendrem a Núñezem, pełniąc funkcję rzecznika prasowego Barcelony pod koniec lat 90. „Był prekursorem nowego sposobu postrzegania piłki nożnej. Jego styl urzekał ludzi i przetrwał próbę czasu. Jego filozofia piłkarska opierała się na posiadaniu piłki i budowaniu przestrzeni” – wyjaśnia. García, obecnie na emeryturze, wskazuje również na początek swojego upadku: „Johana zabił Jordi, który nie miał kwalifikacji, by grać w pierwszym zespole Barcelony”. „ Z Núñezem miał dwa problemy: chciał pieniędzy klubu i stał się sztandarowym przedstawicielem partii politycznej, która chciała kontrolować Blaugranę ” – dodaje Domènec, wyraźnie nawiązując do byłego „Convergència” i „Unió”. Cruyff miał ostre spory z Núñezem, a ich pożegnanie było szczególnie napięte. Johan kiedyś wyjawił osobisty sekret komuś, komu całkowicie ufał: „Różnica między nami jest taka, że ja zapominam o nim sekundę po każdym spotkaniu. On natomiast ciągle o mnie myślał i mnie krytykował”. Jordi był naocznym świadkiem konfliktu między ojcem a Núñezem i przez wiele lat nosił w sobie ciężar swojego nazwiska. Zwłaszcza w Barcelonie. Były zastępca dyrektora sportowego Barcelony zawsze twierdził, że „ Johan był wobec mnie bardzo wymagający ”. „Ale mój ojciec nigdy nie przyniósł do domu zwycięstwa ani porażki. Był osobą bardzo rodzinną, która zapominała o piłce nożnej, gdy była z rodziną” – dodaje. Czy to w Barcelonie, w swojej rezydencji w górnej części miasta, czy w „El Muntanyà”, gdzie izolował się od medialnego szumu i był po prostu jednym z członków rodziny. Obecny dyrektor sportowy Ajaksu wspomina, że lekarze wywołali poród Cruyffa, aby „mógł zagrać w 5:0 Clásico na Bernabéu ”. „Z czasem zdałeś sobie sprawę, że był wyjątkową, bardzo sympatyczną osobą. Jako trener zawsze cenił inteligencję bardziej niż sprawność fizyczną” – podkreśla Jordi. Jordi, który wrócił do Barcelony z Joanem Laportą na stanowisku prezesa, potrzebował trochę czasu, aby oswoić się ze śmiercią ojca. „ Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Cierpiał tylko przez dwa dni ” – wspominał były piłkarz Barcelony, który zawsze chwalił „pozytywne nastawienie” Johana.
Dziennikarka i agentka piłkarska Joan Patsy podkreśla, że „Cruyff zmienił historię FC Barcelony, przekształcając klub przegrywający w zwycięski”. Pep Guardiola zawsze bronił i rozwijał to stwierdzenie. „Kiedy miałem 18 lat, Cruyff mnie onieśmielał. To on zmienił moje spojrzenie na piłkę nożną. To najodważniejszy trener, jakiego znałem a każdy trening był dla mnie prawdziwą lekcją. Nie wiedziałem nic o piłce nożnej, dopóki go nie poznałem ” – twierdzi obecny menedżer Manchesteru City, którego Johan Cruyff wybrał na następcę Franka Rijkaarda w FC Barcelonie w 2008 roku. Guardiola, uczeń Cruyffa, doprowadził do perfekcji dzieło największego holenderskiego sportowca wszech czasów.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Jeszcze odnośnie piątkowego jubilata mam dla was o nim krótki reportaż:
Salvador Sadurní bronił bramki FC Barcelony przez 16 lat, najdłużej ze wszystkich piłkarzy. Odrzucił oferty i bujne życie, które mogłyby oderwać go od powolnego tempa życia w L'Arboç, miasteczku, w którym się urodził i w którym spędził całe życie. Nigdy nie bronił innych barw klubowych. Bramkarz „Baix Penedès” powiedział „nie” ofercie Cosmosu, aby grać u boku Beckenbauera; Agustín Domínguez kupił mu bilet do Madrytu i podpisał kontrakt z Realem, który odnosił sukcesy w latach 60-tych a Roque Olsenowi nigdy nie udało się kupić mieszkania w Barcelonie, gdy poślubił swoją żonę Mercè Calaf i Rull. Mając 84 lata, Sadurní nie żyje już tylko legendą. W „L'Arboç” wiedzie tradycyjne i spokojne życie. Uprawia kilka winnic, które ostatnio przycina codziennie, a także dba o ogród warzywny i drzewa owocowe, z których produkuje owoce do spożycia przez dom. „Nie uważam się za rolnika ale naprawdę lubię rolnictwo”. O 7:30 wstaje a o 8:30 siada przy stole w spółdzielni, gdzie codziennie jada obiad w towarzystwie przyjaciół rolników. Rozmowy o problemach wsi a teraz o opryskach mających na celu zapobieganie szkodnikom, toczą się przy talerzach w kształcie widelców, kawie i ,,carajillos”. „W spółdzielni zabieramy winogrona, z których powstaje wino” – dodaje Mercè. Pewne jest, że podczas tej dyskusji poruszono kwestię debaty między Iñakim Peñą a Szczęsnym. „Lubię Peñę. Wykorzystał swoją szansę i był w dobrej formie. Drugi bramkarz miał kilka szans poza polem karnym, które… Zamierzam podpisać kontrakt z bramkarzem, który przeszedł na emeryturę, nie wiem; każdy trener ma swojego faworyta”. Salvador jest „ twardzielem ” i ma ostrożną naturę mieszkańca wsi. Sadurní są jak ambasadorzy l'Arboç (4700 mieszkańców). Jadąc drogą krajową 340 w kierunku Vendrell, warto zwrócić uwagę na wieżę Giralda, która jest jego najsłynniejszym zabytkiem, oraz kościół Sant Julià. „ Mamy tu Giraldę w Sewilli, Dziedziniec Lwów w Alhambrze w Granadzie i Salę Ambasadorów w Alkazarze w Sewilli. Obecny właściciel, Manuel Camino, który był prezesem Sant Andreu, jest tu od wielu lat ” – wyjaśnia Salvador. Całość prac ukończono w 1908 roku a kierował nimi miejscowy mieszkaniec, Joan Roqué Marí. „Na Major Street domy zbudowane przez Indianos, gdy wrócili, są bardzo popularne, podobnie jak muzeum 'Puntes al coixí'. W dzień Firy, w Santa Llúcia, odbywa się wystawa 'puntaires', rzemiosła o długiej historii. Tutaj, jak głosi przysłowie: 'Arbòç terra de bon ví i de puntes de coixí'.” Dwa lśniące koty przechadzają się po ganku jego domu. Salon jest pełen trofeów i pamiątek, w tym trzech tytułów „Zamoras”, które zdobył w najlepszym okresie Blaugrany(68-69, 73-74 i 74-75). Tam powracają wspomnienia związane z jego rodziną, dziećmi Mercè, Judith i Salvadorem oraz wnukami Marcem, Martiną, Nil, Aranem i Polem. Siedząc na kanapie, wspomina młodość i lata amatorskie oraz wypożyczenie do Mataró, dokąd podróżował i wracał na motocyklu Mondial 250 cm³, który kupił mu ojciec. Przyjęcie Franco na Euro 64. Zjadliwość „finału butelkowego” z 1968 r. Ligi drużyny z Madrytu, „która miała lepszy zespół, ale też pomagała, gdy było to potrzebne”. I grillowane dania, które Michels zamawiał dla nas, abyśmy jedli pod linią boczną Camp Nou i dzięki temu mogli się zintegrować w trudnych chwilach. Z L'Arboç przywiózł żeberka i „escalivadę”.
1. Debiut. 11 maja 1961 roku zadebiutował między słupkami w meczu Pucharu przeciwko Sportingowi w Gijón. Nie spodziewałem się tego, to było domyślne. „Wiele rzeczy się złożyło: Ramallets był kontuzjowany, drugi bramkarz, Medrano, był obcokrajowcem a Celdrán grał w Pucharze z Condalem. Orizaola we mnie wierzył, ale Ramallets również. Powiedział im: „Zaufaj Sadurníemu”, chociaż w ogóle go nie znałem. Był wtedy moim idolem”. Nie został zgłoszony do finału w Bernie i w sezonie 1961/62 przejął rolę bramkarza, zastępując Pesudo, gdy Kubala, później w lidze, zastąpił Miró na ławce rezerwowych. Culé uważało go za następcę Ramalletsa ze względu na jego trzeźwość.
2. Obsada angielska. Z Buckinghamem (1969-71) przeżył przemianę z królową, która była katastrofą. Anglik uległ gniewowi tłumu na „Cordoban” po porażce 0:5 z CSKA Moskwa na Stadionie Gampera w 1970 roku. Zmiana ta była uciążliwa dla bramkarzy i wywołała wybuch złości na trybunach. W tym sezonie kataloński bramkarz otrzymał ofertę od Realu Madryt w Casablance, którą negocjował w zamian za obniżenie swojej pensji u Montala. „Zostaniesz tutaj. Ustalimy, że Buckingham będzie grał co drugi dzień, powiedział mi prezydent i przekonał mnie”.
3. Bramkarz na plakacie. Był bramkarzem na słynnym plakacie ligowym z sezonu 1973-74, który wisiał w każdym domu. Przybycie Cruyffa zmieniło wszystko. „Był genialnym graczem, który wyniósł nas na wyższy poziom. Biedny Sotil grał z przodu, aby przyjmować ciosy a Johan grał z tyłu, aby je przyjmować. Nie było mnie przy zwycięstwie 5-0 z powodu kontuzji; polegaliśmy na Morze”. Świetność tego sezonu nie miała kontynuacji.
4. Metoda Ww. Weisweiler (1975-76) jest jedynym trenerem, który zakłóca monotonię. „Najpierw na liście meczów towarzyskich stawiał weteranów Torresa, Rifé i mnie; nigdy w zawodach. Nigdy nie widziałem trenera takiego jak Weisweiler. Nie miał żadnej taktyki. Jego asystent trenował tylko żeńską drużynę hokejową. Cruyff nawet rzucił w niego koszulką ”.
@Ogorinho1974
@Safrani
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
O awansie zadecydował pierwszy mecz:
5 kwietnia 2005 r. FC Liverpool pokonał Juventus Turyn 2:1 w ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów. 29 maja 2005 roku w 20 rocznicę tragedii na „Heysel” miał odbyć się charytatywny mecz tych zespołów, z którego dochód i jego organizator, szef związku rodzin 39 śmiertelnych ofiar wydarzeń z 1985 roku planował oczywiście przekazać właśnie im. Tymczasem okazało się że The Reds oraz Bianconeri zmierzą się wcześniej i to bynajmniej nie towarzyska. Przeddzień pierwszego od dwóch dekad starcia obu zespołów w ośrodku treningowym w Liverpoolu zagrały reprezentację ich kibiców a przed meczem na Enfield uczestnicy finału na Heysel- Ian Rush iMichelle Platini wnieśli flagę z nazwiskami ofiar. Sędzią nieprzypadkowo był Frank De Blackere. Funi Liverpoolu ułożyli napis „Amcisia” (przyjaźń). Wybaczenia jednak tak do końca nie było, gdyż spora część kibiców Juve podczas " You Never Walk Alone" odwróciła się plecami Do Murawy. Sam mecz okazał się bardzo ciekawy. Dudek nie mógł zagrać z powodu kontuzji a zastępujący Go Sport Carson podarował bramkę gościom. Wcześniej jednak dwa razy trafili grający bardzo śmiało gospodarze. Drugi gol autorstwa Louisa gersi, który zresztą asystował też przy pierwszym był chyba najładniejszy w całej kampanii. Już pan huknął z dystansu lewą nogą w samo okienko bramki gianluidiego Buffona. Ostatecznie skończyło się na 2:1 dla The Reds. Przed meczem rewanżowym na ulicach Turynu kibice Juve ganiali fanów Liverpoolu aby wywrzeć na nich pomstę za wydarzenia sprzed 20 lat ale na szczęście nie doszło do tragedii. Po czteromiesięcznej przerwie wreszcie mógł zagrać chabi Alonso, co od razu dodało angielskiemu zespołowi polotu. Hiszpan był najlepszy na boisku. Tak sterował akcjami swojego zespołu że gracze Juve często długo Nie potrafili zabrać rywalowi piłki. Tego dnia narodziła się jego legenda jako wytrawnego stratega i mistrza długich przerzutów. Dudek też poradził sobie z kontuzją mięśnia dwugłowego i również został bohaterem spotkania w Turynie. Nie puścił gola A dzięki remisowi 00 Liverpool grał dalej. Po meczu zaś Polski golkiper powiedział piłce nożnej: trzy dni przed pierwszym gwizdkiem zaczęliśmy pracę nad taktyką. Mieliśmy bronić w wyniku 2:1. Dlatego intensywnie przygotowywaliśmy wariant z pięcioma obrońcami. To wypaliło a Juventus nie grał dobrze".
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@Terroriser Jeśli nawet to on, to raczej nie on jest pierwszy, który to powiedział. Jak tylko się natkne na autora tego powiedzenia to dam znać...
0
@Bernard777 A mnie się wydaje że to powiedzenie należy do Śp. Johana Cruyffa, aczkolwiek moge się mylić...
10
Pewne zwycięstwo już do przerwy:
5 kwietnia 2018 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou FC Seville 3:0 w ramach 30-tej kolejki La Liga. Duma Katalonii bez większych kłopotów ograła FC Sevillę 3:0, ustalając wynik już w pierwszej połowie. Dwa gole strzelił Lionel Messi a jednego(po asyście Argentyńczyka) dołożył Luis Suarez. Starcia Blaugrany z FC Sevillą zawsze obfitowały w wiele goli. Podobnie było w środowy wieczór, kiedy to gospodarze już do przerwy zapewnili sobie korzystny wynik. Błyszczał przede wszystkim Lionel Messi, który najpierw wypracował bramkę Luisowi Suarezowi(piękny, akrobatyczny strzał) a następnie sam dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Gospodarze dominowali a przyjezdni kompletnie nie potrafili odnaleźć się na Camp Nou. Dopiero po przerwie goście zagrali trochę lepiej, ale to i tak nie powstrzymało rozpędzonych gospodarzy przed stwarzaniem okazji. Szansę na skompletowanie hat-tricka miał Messi, ale Sergio Rico poradził sobie z lobem. Druga połowa była wyrównana, ale piłkarze Barçy mieli wszystko pod kontrolą i zasłużenie zanotowali kolejne trzy punkty. Przynamniej na kilka godzin awansowali też na fotel lidera La Liga.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
9
Skromne zwycięstwo w obliczu rewanżu:
Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona pokonała na Camp Nou Atletico Madryt 2:1. Luis Suarez zdobył dwa gole, zapewniając zwycięstwo 2:1 nad grającym od 35 minuty w dziesiątke Atletico Madryt w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Pierwszy gol zdobył zawodnik gości Fernando Torres, który później został wyrzucony z boiska. Po serii szans dla gospodarzy, Luis Suarez wyrównał z bliskiej odległości w 63. minucie, a następnie strzelił zwycięskiego gola głową w 74. minucie, dając obrońcom Ligi Mistrzów przewagę przed rewanżem w przyszłym tygodniu na Vicente Calderon. Pomimo idealnego początku, kiedy Torres w 25. Minucie z podania Koke umieścił piłke między nogami bramkarza Barcelony Marca-Andre ter Stegena, Atletico poniosło siódmą z rzędu porażkę z Barceloną . Podopieczni Diego Simeone stracili dwóch zawodników, gdy przegrali z Katalończykami w La Liga i ponownie zostali ukarani za brak dyscypliny. Torres zobaczył czerwoną kartkę po 2 żółtych kartkach za faule na Neymarze i Sergio Busquetsie w odstępie sześciu minut. Atletico wytrzymywało nieustanną presję, aż do momentu, gdy Suarez z bliskiej odległości obronił niskie podanie Jordiego Alby a Urugwajczyk przypieczętował powrót na boisko, kierując dośrodkowanie Daniego Alvesa obok Jana Oblaka ku uciesze wiernych kibiców Camp Nou.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
11
W drodze ku chwale:
Dokładnie 20 lat temu FC Barcelona pokonała na Camp Nou Benfike Lizbona 2:0 w rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. W rewanżu dominowała Blaugrana. Wprawdzie w 5 minucie Ronaldinho nie wykorzystał rzutu karnego ale później szybko dał swojej ekipie prowadzenie, którego gospodarze nie wypuścili już do końca. Na 2:0 podwyższył niezawodny Samuel Eto’o i awans do półfinału stał się faktem.
Spójrzmy na chwile:
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
Duma Katalonii w Pucharze Króla:
5 kwietnia 1925 r. FC Barcelona na legendarnym ,,Camp de Les Corts” rozgromiła Stadium Zaragoza(późniejszy Real Saragossa) aż 8:0(!) w ostatnim meczu grupowej fazy Copa del Rey i awansowała do półfinału. Jeśli się nie mylę było to najwyższe zwycięstwo z tą drużyną w Pucharze Króla. Gole strzelali: Patricio Arnau(4), Vincenc Piera(2) oraz Josep Samitier(2). Natomiast w półfinale Blaugrana bardzo męczyła się z Atletico Madryt i potrzebny był trzeci dodatkowy mecz z ,,Rojiblancos” ale o tym wspomnę w rocznice tego meczu dodatkowego a mianowicie 3 maja.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Marusek
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Gary A wiesz że nawet nie sprawdzałem. Całkiem możliwe że z IFK...
10
Mało przekonywujące zwycięstwo Blaugrany:
4 kwietnia 2018 r. po dwóch samobójczych golach FC Barcelona pokonała 4:1 AS Romę w pierwszym ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów. "Wczoraj CR7, dziś Messi" - podgrzewał tytuł na pierwszej stronie katalońskiego dziennika "Mundo Deportivo", nawiązując do wtorkowego zwycięstwa Realu z Juventusem (3:0) i dwóch bramek Cristiano Ronaldo. "Barcelona chce wypracować przewagę na Camp Nou, które jest niezdobytą twierdzą w Lidze Mistrzów" - można było przeczytać we wprowadzeniu do tekstu. Stadion Barcelony, choć pozostał niezdobytą twierdzą, to środowy mecz wyglądał zupełnie inaczej, niż można się było tego spodziewać. Przede wszystkim dlatego, że goście ani myśleli stawiać autobus we własnym polu karnym. Podjęli rękawice a przy odrobinie szczęścia mogli wywieźć z Katalonii korzystniejszy wynik. Mieli jednak pecha, choć może to nieodpowiednie słowo. Porażka po dwóch samobójczych bramkach właśnie to sugeruje, jednak nie wynikały one z niefrasobliwości rzymskich obrońców, co z presji piłkarzy Barçy. Przy golu na 1:0 dla gospodarzy Daniele De Rossi próbował przeciąć w polu karnym podanie Andresa Iniesty do Messiego, ale w efekcie pokonał własnego bramkarza. Później Konstantinos Manolas próbował na raty przeszkodzić Samuelowi Umtitiemu, który fetując bramkę pocałował klubowy herb i ukłonił się kibicom. Zupełnie jakby chciał zapewnić, że pogłoski o jego odejściu z Barcelony, to tylko medialne spekulacje. Trzecia bramka to zasługa wciąż szukającego swojej pierwszej od ponad roku bramki w Lidze Mistrzów Luisa Suareza. Po technicznym strzale Urugwajczyka bramkarz Romy wybił piłkę wprost pod nogi stojącego w polu karnym Gerarda Pique a ten wpakował futbolówkę do pustej bramki. Kontaktowy gol Edina Džeko pozwalał gościom mieć nadzieję, że jeszcze nie wszystko jest stracone ale w końcówce dobił ich Luis Suarez.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Niemoc w skuteczności z rzutów rożnych:
4 kwietnia 1993 r. FC Barcelona strzeliła gola po rzucie rożnym w wygranym 3:0 meczu z CD Logroñes. I co z tego zapytacie?. Otóż zdobywanie goli po dośrodkowaniach z kornerów za trenera Cruijffa przychodziło Blaugranie niezwykle ciężko. Właśnie 4 kwietnia Katalończycy strzelili takiego gola po główce Bakero. Na kolejną taką okazje przyszło czekać… 20 miesięcy! Autorem gola w meczu Ligi Mistrzów był… ponownie Bakero. Ekipa Cruijffa potrzebowała w tamtym czasie średnio 162 rzuty rożne czyli mniej więcej 26 spotkań aby pokonać bramkarza rywali po bezpośrednim dośrodkowaniu.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Stoiczkow pokazał wysoką klase:
4 kwietnia 1989 r. FC Barcelona pokonała CSKA Sofia 4:2 w pierwszym półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Podobnie jak w potyczkach z Lechem Poznań najpierw emocje przeżywała scena Camp Nou wygrała Barça ale na ustach wszystkich obserwatorów znalazło się nazwisko Stoiczkowa, autora dwóch goli dla Bułgarów. Dwubramkowa zaliczka wydawała się Katalończykom wystarczająca, jednak na wszelki wypadek woleli wspomagać się... statystyką. Otóż występując po raz czwarty w półfinałach Pucharu Europy Zdobywców Pucharów nigdy nie schodzili z boiska pokonani. W meczach z FC Kõeln, Beveren, Tottenhamem i CSKA odnieśli pięć zwycięstw i dwukrotnie remisowali. Dlaczegóż więc passa miałaby się skończyć(?) tym bardziej że w pucharowych zmaganiach przed laty Duma Katalonii pozbawiała już złudzeń bułgarskie jedenastki: CSKA, Levskiego i Trakiję Płowdiv. Przewidywania faworytów spełniły się co do joty. Najpierw Lineker odebrał piłkę Dmitrowowi w połowie boiska i w szarży na bramkę Wałowa już nikt nie zdołał go powstrzymać. Po przerwie Stoiczkow ożywił na moment nadzieje bułgarskie ale definitywnie przeciął je Amor. Kapitalny dwumecz Stoiczkowa zapewnił mu niebawem bajeczny kontrakt z katalońskim klubem. Niebieskie, ze względu na żądanie telewizji stroje Blaugrany okazały się dla gości szczęśliwe. ,, Graliśmy swój Football, mogliśmy strzelić jeszcze parę goli"- obwieścił Cruijff po meczu.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Narodziny „Boca”:
Dokładnie 121 lat temu pięciu włoskich imigrantów zebrało się w „Plaza Solís”, położonym w samym sercu ,,La Boca”, portowej dzielnicy Buenos Aires. Esteban Baglietto, Alfredo Scarpatti, Santiago Sana, oraz bracia Juan i Teodoro Farenga założyli klub Boca Juniors, 32-krotny mistrz Argentyny i 6-krotny zdobywca Copa Libertadores. Nazwę Boca Juniors można tłumaczyć jako „młodzież z Boca”. ,,La Boca” to jedna z 47 dzielnic Buenos Aires, natomiast słowo „Juniors” zostało dodane celem zwiększenia prestiżu oraz nadania nazwie angielskiego brzmienia(to głównie brytyjscy marynarze, budowniczy kolei i robotnicy jako pierwsi przywieźli piłkę nożną do Ameryki Południowej).
Pozdrawiam wszystkich sympatyków ,,Bosteros”.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
Porażka z Jugosławią nie pozbawiła polskiej reprezentacji awansować na mundial jako debiutant:
3 kwietnia 1938 roku biało-czerwoni zmierzyli się w Belgradzie z reprezentacją Jugosławii. Gospodarze postawili przyjezdnym trudne warunki w walce o awans na mundial, ale polscy piłkarze pokazali charakter. Droga na pierwsze mistrzostwa świata w wykonaniu kadry Polski, czyli francuski mundial w 1938 roku, była wyjątkowo krótka. Los (a właściwie FIFA) zestawił biało-czerwonych z Jugosławią, a o tym, kto pojedzie na turniej, miał zadecydować dwumecz. Pierwotnie jednak Polska miała mieć zupełnie innych rywali - były nimi Irlandia i Norwegia. Ostatecznie przy zielonym stoliku zdecydowano jednak, że wobec braku Hiszpanii wśród walczących o awans drużyn (nie została dopuszczona w związku z wojną domową) powstaną trzy grupy, w których będą po dwa zespoły. Pod uwagę brano kryterium geograficzne i biało-czerwoni zostali zestawieni z piłkarzami z Bałkanów. Podopieczni legendarnego Józefa Kałuży rozstrzygnęli losy tej rywalizacji właściwie już w pierwszym spotkaniu, do którego doszło 10 października 1937 roku. Na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie, w obecności 30 tysięcy kibiców, biało-czerwoni dosłownie rozbili rywali w pył. Po końcowym gwizdku było 4:0 dla gospodarzy, dwa gole zdobył Leonard Piątek, a dzieła zniszczenia dokończyli Jerzy Wostal i Ernest Wilimowski. Sytuacja przed rewanżem była wymarzona, jednak spotkanie w Belgradzie nie było spacerkiem. Mogło być to pewne zaskoczenie, ponieważ w poprzednim roku lepsi byli zawodnicy z Bałkanów, którzy zwyciężyli aż... 9:3, do przerwy prowadząc na własnym boisku 5:0. Co prawda Polacy grali wtedy bez zawieszonego Ernesta Wilimowskiego, ale wynik mógł dawać do myślenia i nie napawać optymizmem przed decydującym starciem. Zwłaszcza że Jugosłowianie chwilę wcześniej przegrali minimalnie (4:5) z Czechosłowacją.
Jugosłowianie szybko ruszyli na Polaków, starali się zdominować mecz, wiedząc, że potrzebują tu okazałego zwycięstwa. Mieli za sobą ponad 20 tysięcy kibiców, którzy byli bojowo nastawieni na ten mecz, podróżujący całą dobę pociągiem goście mieli prawo być zdeprymowani. Jednak udało im się stanąć na wysokości zadania, niewiele robiąc sobie z gorącej atmosfery. Biało-czerwoni skupili się na obronie, kilka razy postraszyli rywali, ale prasa w Jugosławii żaliła się na to, że w tym spotkaniu ich ulubieńcom towarzyszył ogromny pech. Nie potrafili zamienić swoich sytuacji na gole, a w bramce świetnie spisywał się Adolf Krzyk. Polacy, choć nie zagrali pięknie, osiągnęli swoje - zdołali uzyskać wynik, który dał im awans i zapisał się w historii. Przegrana 0:1 tym razem okazała się być zwycięstwem.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
2
@Safrani Niewykluczone że masz dużo racji ale ja aż takiej wiedzy nie posiadam a po drugie nie mam teraz tyle czasu aby o tym rozprawiać...
0
@Safrani No, Biblii to szczerze nie studiowałem i generalnie nie potrafie wyjaśnić skąd bierze się ścisły post w Wielki Piątek? A jeśli chodzi o te odłamy to jakoś mnie to nie przekonuje. Dla mnie to coś w rodzaju wymyślonej religii, jak w przypadku jechowych...
1
@Safrani Odłamy powiadasz. No to rzeczywiście bardzo ciekawe bo ja jestem wychowany w takiej wierze katolickiej że absolutnie nie spożywa się w tym dniu potraw mięsnych.
3
@Safrani Co!? Chopie(!) dzisiaj WIELKI PIĄTEK!!! Co tobie???
11
Pierwsze w historii ligowe derby Warszawy:
3 kwietnia 1927 r. Warszawianka pokonała Legie 4:1(0:0). Mecz dostarczył widzom wiele emocji i przyniósł nieoczekiwane zwycięstwo Warszawiance. W tym spotkaniu to Legia uchodziła za faworyta więc rozmiary jej porażki zadziwiły tym bardziej że Warszawianka, jak podał sprawozdawca ,,Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, grała chaotycznie i bez planu. Legia przegrała mimo wielkiej przewagi. Przez cały czas pierwszej połowy Legia miała dużą przewagę, po przerwie ten sam obraz gry. Na dodatek przez 80 minut Warszawianka grała w 10-tke a ostatnie 10 minut nawet w 9-tke! Mało tego, pierwszy gol w tym meczu(57 minuta) padł bezpośrednio z rzutu rożnego(!) a więc zapisał się w historii polskiej ligi jako pierwsze tego typu trafienie. Autorem tego gola był napastnik Warszawianki Jan Luxenburg.
Oraz pierwsze w historii ligowe derby Krakowa:
3 kwietnia 1927 r. Jutrzenka Kraków poległa na własnym boisku z Wisłą Kraków 0:4(0:2). Pierwsze krakowskie derby przyniosły umiarkowane emocje ze względu na wyraźną przewagę Wisły, w której zadebiutowali pozyskany z BBSV bramkarz Emil Folga oraz pomocnik Bronisław Makowski z Cracovii. Dużym wzmocnieniem był też powrót Balcera, który przebywał w Poznaniu. Komentatorzy, zaznaczając różnice klas obu drużyn, podkreślali ambitną gre Jutrzenki. Drużyna ta została wzmocniona Grünbergiem wcześniej występującym w ŻKS Amatorzy. W trakcie meczu doszło do pierwszej zmiany w historii Polskiej Ligi Piłki Nożnej. Jeszcze przed pierwszym golem kulejącego bramkarza Jutrzenki Mellera zastąpił Elsner. Na słowa uznania zasłużył też łódzki sędzia Dancygier.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
1
@FcPortoFan1999 Otóż to! Bardzo licze na Wisełke, zresztą na "Niebieskich" też, gdyż to wielkie legendarne firmy i zasługują na jubileusz w Extraklasie!
9
Absolutna premiera Polskiej Ligi Piłki Nożnej:
W niedziele 3 kwietnia 1927 r. odbyła się premierowa kolejka rozgrywek Polskiej Ligi Piłki Nożnej. Na inauguracje rozegrano siedem spotkań(w tym aż pięć derbowych). Przez kilkadziesiąt lat nikt nie próbował ustalić, który zawodnik był strzelcem pierwszego gola w ekstraklasie. Informacja na ten temat została opublikowana dopiero w roku 2000 na kartach książki ,,O tytuł mistrza Polski”, wydanej w ramach serii ,,Encyklopedia Piłkarska Fuji”. Przedstawiono tam analizę, z której wynikało że pierwszy mecz rozpoczął się w Łodzi o godz. 15.00 na boisku przy ul. Wodnej(a nie na placu Hallera, jak początkowo twierdziła jedna z publikacji). Był to mecz Klub Turystów Łódź – ŁKS Łódź 0:2. W czasie jego trwania pierwszego gola zdobył Jan Durka w 22 minucie meczu. W Łodzi 2 października 2012 r. odsłonięto nawet tablice upamiętniającą rozegranie przed 85 laty pierwszego meczu ligowego i zdobycie pierwszego gola w historii ekstraklasy. Tymczasem sprawa owego pierwszeństwa wcale nie była oczywista. Po dokładnej analizie można było dojść do wniosku że napis na pamiątkowej tablicy należałoby zmienić. Na kartach dwóch książek przedstawione zostały bowiem argumenty sugerujące historyczną pomyłke, która niesłusznie uczyniła z Durki zdobywcę pierwszego gola. Analiza prasowa wskazuje bowiem że również o 15.00 rozpoczęło się spotkanie w Toruniu, w którym miejscowy TKS pokonał Polonię Warszawa 4:3. Potwierdza to przedmeczowa zapowiedź zamieszczona w ,,Słowie Pomorskim”. Już w 6 minucie toruńskiego pojedynku gola zdobył Paweł Gumowski. Ten fakt w sposób oczywisty zaprzecza twierdzeniu, jakoby pierwszego gola w ekstraklasie mógł zdobyć Durka. Warto podkreślić że po obu historycznych boiskach nie ma już dziś nawet śladu. Co ciekawe, Łódź jako gospodarz jednego z premierowych meczów zapisała się w historii ekstraklasy rekordowym osiągnięciem, choć zupełnie innego rodzaju. To właśnie tam oglądano prawdopodobnie najmłodszego uczestnika zmagań inauguracyjnej kolejki. Bramkarz Klubu Turystów Alfred Lass w chwili swego debiutu miał zaledwie 17 lat i 10 dni.
Do miana gospodarza pierwszego meczu mógłby kandydować także trzeci mecz, choć trudno jednoznacznie ocenić, o której godzinie rozpoczęły się rozgrywki w Katowicach. W zapowiedziach przedmeczowych zarówno katowicka ,,Polonia”, jak i krakowski ,,Ilustrowany Kurier Codzienny” podały informacje, adresowaną zapewne do potencjalnych widzów, że mecz 1.FC - Ruch rozpocznie się o godzinie 15.00. Tymczasem w pomeczowej relacji ,,Przegląd Sportowy” napisał że: ,,O godzinie 16 na boisku stanęły obie drużyny”. Jako najbardziej wiarygodną należy przyjąć zapowiedzi zamieszczone w niemieckojęzycznych dziennikach ,,Kattowitzer Zeitung” oraz ,,Der Oberschlesische Kurier”, ponieważ były to gazety opisujące najbardziej szczegółowo sprawy związane z klubem 1.FC Katowice, gospodarzem tego meczu. Przyjmujemy jako ostateczną tą właśnie wersje, choć trudno wyzbyć się w tym względzie wszelkich rozterek. Z całą pewnością można jednak stwierdzić że właśnie piłkarze z Katowic, po zwycięstwie z Ruchem aż 7:0, zostali pierwszym liderem rozgrywek ekstraklasy. Napastnik 1.FC Karol Kossok był natomiast pierwszym ,,ligowcem”, który zdobył cztery gole w jednym meczu. W premierowej kolejce ekstraklasy nie zabrakło także innych osobliwości. Sędziowie podyktowali aż 7 rzutów karnych, z których wykorzystano 3. Kilku zawodników opuściło plac gry z powodu kontuzji ale tylko jednego zastąpił gracz rezerwowy, bowiem możliwe zmiany obejmowały wyłącznie bramkarzy. Z kolei kibice w Warszawie oglądali gola zdobytego bezpośrednio z rzutu rożnego autorstwa Jana Luxenburga, zawodnika Warszawianki. W derbach Lwowa Pogoń wygrała z Hasmoneą aż 7:1! Jednak z powodu udziału w meczu dwóch nieuprawnionych zawodników, występujących, co ciekawe, w składach obu rywali, wynik meczu został anulowany. Najbardziej ucierpiał na tym strzelec pierwszego klasycznego hattricka w historii ligi Wacław Kuchar, gdyż w zaistniałej sytuacji derby Lwowa trzeba było powtórzyć w późniejszym terminie, gdzie dość niespodziewanie Hasmonea wygrała powtórzone spotkanie 2:1 i tylko ten drugi wynik zapisano w ligowych tabelach. W związku z tym formalnym strzelcem pierwszego w historii klasycznego hattricka okazał się zawodnik łódzkiego Klubu Turystów Karol Bersch a dokonał tego w 2 kolejce ligowej w wygranym meczu z Wisłą Kraków 5:1.
@Adran360
@Arkon
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:
3 kwietnia 2012 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou AC Milan 3:1(2:1) po dwóch golach Messiego i jednym Iniesty oraz po honorowym trafieniu Nocerino, w ramach rewanżowego meczu ćwierćfinałowego Ligi Mistrzów. W rewanżu Blaugrana pierwsze dwa gole strzeliła z rzutów karnych, przy czym drugi rzut karny podyktowany za ciągnięcie Busquetsa za koszulke przez Neste był bardzo kontrowersyjny. Ibrahimovič i inni członkowie ekipy Milanu pieklili się po meczu oskarżając Kuipersa o stronniczość i mówili że teraz rozumieją Mourinho i jego żale na temat sędziowania na Camp Nou. W takiej atmosferze Barça po raz piąty z rzędu awansowała do półfinału Ligi Mistrzów.
Składy:
FC Barcelona: Valdes - Alves, Mascherano, Pique (Adriano, 75.), Puyol, Xavi (63.), Iniesta, Busquets, Fabregas (Keita, 78.), Messi, Cuenca
AC Milan: Abbiati; Abate, Mexès, Nesta, Antonini; Nocerino, Ambrosini, Seedorf (Aquilani, min.60); Boateng (Pato, min.69) [Maxi López, min.83]; Robinho, Ibrahimovič
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360