FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Czy Barcelona powinna sprzedać Ferrana Torresa?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
8
,,Maestro” z Montevideo:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
1
@NeroTFP1 Z całą przyjemnością! Mówisz i masz!
12
Po raz pierwszy z Brazylią jak równy z równym:
5 czerwca 1938 r. reprezentacja Polski rozegrała z Brazylią pierwszy w swojej historii mecz i to na mistrzostwach świata. Nikt nie miał pojęcia jak będzie przebiegał ten mecz. Brazylia była pierwszym przeciwnikiem z Ameryki Południowej, znane były w Polsce nazwiska jej najlepszych graczy z Leonidasem na czele, wiedziano że wszyscy są świetni technicznie ale czy są do pokonania? Na igrzyskach w Berlinie Polacy zobaczyli jak wygląda wielki turniej, więc nie jechali na mundial przestraszeni. W niedziele 5 czerwca po południu reprezentacja Polski wybiegła w następującym składzie: Madejski, Szczepaniak(kapitan), Gałecki, Góra, Dytko, Nyc, Piec, Piątek, Scherfke, Wilimowski, Wodarz. Mecz na Stade de la Meinau przeszedł do historii nie tylko Polski ale i mistrzostw świata. Remis 4:4 po 90 minutach, dogrywka, 11 goli, rywalizacja Leonidasa z Wilimowskim, 6:5 dla Brazylii- wszystko to decydowało o atrakcyjności. Na stadionie zebrało się około 15 tys. widzów. Było wśród nich wielu Polaków ale niezorganizowanych i rozproszonych po trybunach, więc ich doping był mało słyszalny. ,,Start Brazylijczyków był tak mocny że beznadziejny wydawał się wszelki wysiłek. Pierwszy gol dla Brazylii padł w 18 minucie i trzeba przyznać ze był on dojrzałym owocem zdecydowanej supremacji. Toteż nawet gdy Scherfke wyrównał po 5 minutach z karnego, za faul na Wilimowskim, który miał wszelkie szanse ulokować piłke w siatce, nie wierzyło się by mogło to skończyć się dobrze. Wprawdzie atak nasz miał kilka zrywów, wprawdzie pod bramką niebieskich piłkarzy tworzyły się niebezpieczne ogniska, jednak wyczuwało się że naszym brak sił, zdecydowania i pewności by je należycie wyzyskać. W ataku nie szło tak jak można było tego oczekiwać a ponieważ pomoc i obrona nie mogły wytrzymać nacisku, więc dwa załamania przyniosły utrate dalszych dwóch goli. Szczególnie trzeci był bolesny. Padł niemal w momencie gwizdu, zwiastującego zakończenie pierwszej połowy.
O ile wolno było wierzyć w wyrównanie przy 1:2, to 1:3 zdawało się przekreślać wszelkie nadzieje. Tymczasem zmieniła się pogoda. Z zachmurzonego nieba zaczęły już pod koniec pierwszej połowy padać pierwsze krople, które później zmieniły się w solidną ulewe. Wiedzieliśmy że Brazylijczycy boją się deszczu że obawiają się go jak najgroźniejszego przeciwnika. Liczyliśmy jedynie na zahamowanie tempa, które tak bardzo dało nam się we znaki”- pisał ,,Przegląd Sportowy”. Na drugą połowe Polacy wyszli całkiem odmienieni. Impet Brazylijczyków osłabiło coraz cięższe, mokre boisko ale i coraz lepsza, bardziej zespołowa gra polskiej drużyny, w której zresztą i tak nie wszyscy zagrali na swoim normalnym poziomie. Dotyczy to zwłaszcza Piątka, Pieca i bojaźliwego Wodarza. Coraz lepiej grał Scherfke, świetnie w środku boiska Dytko ale głównie to był mecz genialnego Wilimowskiego. W ciągu 6 minut po przerwie strzelił 2 gole, doprowadzając do remisu 3:3. Peracio odpowiedział golem na 4:3- strzelił z daleka, mokra piłka uderzyła w poprzeczke, w plecy Madejskiego i wpadła do bramki. Polacy się nie załamali, Wilimowski trafił w słupek. Piec nie trafił do pustej bramki. Deszcz ciągle padał. Na minute przed końcem na przebój zdecydował się Leonard Piątek. Minął dwóch Brazylijczyków, strzelił, w tłoku piłka odbiła się od Scherfkego, trafiła pod nogi Wilimowskiego, który nie zmarnował takiej okazji i wyrównał na 4:4! Przed dogrywką piłkarze poszli do szatni a Brazylijczycy zarzucali sędziemu że przedłużył mecz, dzięki czemu Polacy wyrównali. Nadzieje oparte na tym iż Brazylijczycy załamią się a na błocie nie będą w stanie przeprowadzić składnych akcji, spełzły na niczym. Już w 3 minucie dogrywki Leonidas strzelił 5 gola a 6 minut przed końcem szóstego. Zerwał się jeszcze raz Wilimowski, zdobywając niemal w ostatniej chwili piątego gola dla Polski a swojego czwartego. Żaden inny piłkarz na mistrzostwach świata nie dokonał przed nim(i długo po nim) takiej sztuki. Wilimowski dopiero kilkanaście dni po turnieju kończył 22 lata, był więc młodszy niż najlepszy polski napastnik w przededniu mistrzostw Europy 2012 Robert Lewandowski. O przegraną nikt nie miał pretensji. Porażka oznaczała jednak wyeliminowanie z turnieju.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
1
@NeroTFP1 Ubiegłeś mnie z tą rocznicą meczu z Brazylią ale to nic, gdyż ja zamieszczam niemal zawsze pierwszy komentarz o ,,naszej" Barcuni a dopiero później o polskim futbolu...
14
Przełomowe data w dziejach Dumy Katalonii:
5 czerwca 2008 r. Josep Guardiola podpisał kontrakt na prowadzenie pierwszego zespołu FC Barcelony. Decyzja Joana Laporty o zatrudnieniu byłej gwiazdy wydawała się zaskakująca. Jedynym doświadczeniem trenerskim Guardioli było prowadzenie Barçy B, którą objął rok wcześniej i z którą wywalczył awans z czwartej do trzeciej ligi hiszpańskiej. Wśród potencjalnych następców Franka Rijkaarda wymieniało się Michaela Laudrupa a nawet Jose Mourinho ale ostatecznie zdecydowano się na 37-letniego Katalończyka, który podpisał dwuletnią umowę. Jak się okazało pan Laporta miał wówczas bardzo dobrego nosa. Swoją drogą bardzo ciekawe jak by to się potoczyło gdyby Laporta zdecydował się jednak zatrudnić Mourinho…?
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Sysia11
1
@FcPortoFan1999 Wątpie abyśmy mogli wygrać wówczas Euro. RFN a troche później Francja były dla nas za silne na takich turniejach. No i tak jak powiedziałeś, sam awans byłby już sukcesem...
8
@FCBparasiempre
4 czerwca 1958 r. urodził się Leszek Lipka, pomocnik. Gdy reprezentacja Polski ostatni raz pokonała Holandie(2:0), na Stadionie Śląskim błyszczał debiutant: najmłodszy w drużynie Leszek Lipka. ,,Udał się nam wielki mecz.”- uśmiecha się były pomocnik krakowskiej Wisły, który asystował przy golu Bońka. 2 maja 1979 r. Polacy grali w Chorzowie piekielnie ważny mecz w eliminacjach ME. Holendrzy byli aktualnymi wicemistrzami świata, w finale mundialu wystąpili drugi raz z rzędu. Na Śląskim nie dali jednak rady Biało-Czerwonym, którzy po trochę rozczarowującym starcie na mundialu w Argentynie wciąż marzyli o wielkich sukcesach. Jeszcze nigdy nie zagrali w mistrzostwach Starego Kontynentu. Ekipa Kuleszy przymierzyła się do tego celu. W grupie zdążyła się jednak potknąć, przegrywając w Lipsku z NRD(1:2). Wobec tego 2 tygodnie później należało bezwzględnie wygrać ze świetną ekipą Oranje. Rywali ,,napoczął” w 20 minucie Boniek po kapitalnej akcji: Lipka do Bońka, Boniek do Lipki, znowu Lipka do Bońka i holenderska defensywa posypała się w drobny mak. 1:0 dla Polski! Dzięki prowadzeniu w drugiej połowie nasi mogli częściej czyhać na błędy rywali i kontrować. Po jednej z takich akcji na pustą już bramke strzelał Lato a kapitan Ruud Krol zatrzymał piłke ręką. Rzut karny ,,w stylu Panenki” wykorzystał Włodzimierz Mazur. Cała Polska była w euforii! Wróciła wiara w moc drużyny, która potrafi przenosić góry. Lipka uczestniczył w meczu raczej niespodziewanie. Filigranowy, błyskotliwy zawodnik Wisły Kraków mógł się cieszyć że w ogóle został wezwany na kadre ale żeby od razu znaleźć się w jedenastce? Selekcjoner ustawił go na prawej pomocy, w tej formacji zagrał też zorientowany bardziej na ofensywę Boniek i mający więcej zadań defensywnych klubowy kolega Lipki Adam Nawałka. Komentujący mecz z Holandią Ciszewski w zachwycie stwierdził że to ,,najmłodsza druga linia świata”. Zachwyt jak najbardziej uzasadniony. Boniek miał wtedy 23 lata, Nawałka 22 a Lipka 21. Jak niestety wielu byłych reprezentantów i ludzi, którzy coś dla polskiego futbolu naprawdę zrobili, dzisiaj jest na peryferiach piłkarskiego świata. Nie chodzi po telewizyjnych studiach, nie udziela się jako ekspert. Niektórzy twierdzą że z takim charakterem kariera trenera czy działacza jest niemożliwa bo z piłkarzami sprawa wygląda inaczej, naprawdę dobry na boisku zawsze się obroni bez względu na charakter a on akurat był dobrym zawodnikiem. Wszystko zaczęło się od turnieju dzikich drużyn. ,,Zebraliśmy się na osiedlu i z pomocą opiekuna zgłosiliśmy swój udział w zawodach. Grało się 7 na 7 na małych boiskach. Dużo było w tym zabawy ale też zdrowej pasji jedenastoletnich dzieciaków. Naszej rywalizacji przyglądali się trenerzy Wisły i mieli co oglądać bo było ze sto drużyn. Wpadłem im w oko. Kazali przyjść na trening, trafiłem do trampkarzy. Jego drużyna miała całkiem groźną nazwe: Everton i w ten sposób do Wisły trafiłem z Evertonu”- śmieje się późniejszy reprezentant Polski. Przy Reymonta szybko stał się jednym z ulubieńców trybun bo trudno było nie lubić faceta, który zawsze biega, drybluje i walczy. Klub szczycił się swoimi wychowankami, on był jednym z nich. W 1975 r. drużyna prowadzona przez Lucjana Franczaka zdobyła mistrzostwo Polski juniorów. Finał z Wartą Poznań odbył się na Stadionie Śląskim jako przedmecz reprezentacji Polski z… Holandią. Wtedy też chodziło o eliminacje ME, Holendrzy również byli wicemistrzami świata i też przegrali(1:4). ,,Oglądałem ten mecz z trybun miedzy innymi w towarzystwie Nawałki. Mogliśmy pomarzyć o występie w tak niesamowitym meczu, na oczach takich tłumów”- przyznaje Lipka. Za to 4 lata później jego marzenia się spełniły. W kadrze nie grał zbyt długo ale za to bardzo intensywnie. Należal do ulubieńców Ryszarda Kuleszy, który ufnie na niego stawiał. ,,My naprawdę mielismy podobne charaktery. Skupialiśmy się na robocie, unikaliśmy niepotrzebnej wrzawy. Nadawaliśmy na tych samych falach”- opisuje pan Leszek. Najlepszy dla Lipki był rok 1979. Wisła była mistrzem Polski, tytułu nie obroniła ale świetnie grała w Pucharze Europy. Na początek, jeszcze jesienią 1978, odprawiła z kwitkiem FC Brugge. Na wyjeździe przegrała 1:2, w rewanżu długo utrzymywał się wynik 1:1 i wtedy do siatki trafił Lipka. Osiem minut do końca. Wiślacy dostali skrzydeł, strzelili jeszcze jednego gola i awansowali bez dogrywki. Po wyeliminowaniu Zbrojovki Brno byli już w ćwierćfinale elitarnych rozgrywek, w których wtedy grali jeszcze wyłącznie mistrzowie krajów. Wiosną Białą Gwiazde czekało starcie z Malmö FF. W Krakowie wygrała 2:1. Na wyjeździe Kmiecik w 58 minucie zdobyl gola na 1:0 a potem wydarzyło się coś, co dla każdego wiślaka na zawsze pozostanie traumą. Mistrzowie Szwecji wyrównali w 66 minucie z rzutu karnego a następnie strzelili jeszcze 3 gole! Gdy było 1:3, trener Lenczyk zdjął z boiska słabo dysponowanego bramkarza Goneta… To były 24 minuty, które wstrząsnęły Wisłą. ,,Do tej pory nie mogę sobie wytłumaczyć, co się wtedy z nami stało, choć nie raz się zastanawiam bo nawet po ponad 40 latach trudno machnąć ręka na wielka szanse, która w dziwny sposób wymknęła nam się z rąk. Czasami słyszało się że ktoś mógł ten mecz Szwedom puścić ale ja zwyczajnie nie wierze. Przecież bylibyśmy już w półfinale z perspektywami na awans do finału Pucharu Mistrzów! No kto mógłby cos takiego zlekceważyć, to jest nie możliwe”- dowodzi Lipka, jakby ciągle sam siebie przekonywał. Wtedy przykrą porażke nieco sobie osłodził zwycięstwem nad Holandią, lecz uważa że jeśli chodzi o walory piłkarskie, to lepiej zagrał w rewanżu z NRD. Problem w tym że Polacy we wrześniu 1979 na Stadionie Śląskim tylko zremisowali(1:1) i w eliminacyjnej grupie ustawiło ich to pod ścianą. Co z tego że potem w Amsterdamie wydarli punkt Holandii(1:1)skoro potrzebowali zwycięstwa a nie remisu. Tercet Lipka, Boniek, Nawałka już nie był tak efektywny, choć wciąż miał widoki na przyszłość. Właśnie jesienią 1979 Lipka został wybrany na najlepszego polskiego piłkarza w XI Plebiscycie katowickiego ,,Spory”. Docenił go też ,,Przegląd Sportowy” bo dostawał najwyższe noty za ligowe występy. ,,Kmiecik strzelał najcelniej a Lipka grał najlepiej”- informowała na pierwszej stronie gazeta w artykule podsumowującym piłkarską jesień. Po ekstraklasowych trawnikach biegały wtedy takie tuzy, jak Boniek, Lato czy Szarmach ale chwilowo byli w cieniu młodszego od nich Lipki. Tylko że 3 lata później oni strzelali gole na medalowych dla nas mistrzostwach świata a jego w Hiszpanii w ogóle nie było. Kiedy po aferze na Okęciu odszedł z kadry selekcjoner Kulesza, skończyła się też reprezentacyjna historia Lipki. W wyjazdowym meczu z Maltą, który otwierał kwalifikacje do hiszpańskiego mundialu, w 77 minucie strzelił swojego jedynego gola w kadrze, na 2:0. Maltańscy piłkarze a z nimi miejscowi kibice uznali że gol padł ze spalonego. Sędzia liniowy rzeczywiście podniósł chorągiewke ale sygnalizował w ten sposób pozycje Marka Dziuby, nie biorącego udziału w akcji. Sędzia główny ,,puścił” gre. Na sędziów, piłkarzy i na polska ławke rezerwowych poleciały nie tylko butelki ale i kamienie. Mecz został zakończony przed czasem. Kulesze zastąpił Piechniczek i powołał Lipke na pierwsze, zimowe zgrupowanie, zagrał w jego selekcjonerskim debiucie z Rumunią(0:2) i na tym koniec. Wiślak wypadł z kadry na zawsze. ,,Gdyby nie afera na Okęciu, trenerem pewnie dalej byłby Kulesza, to może i ja nadal byłbym w reprezentacji”- zastanawia się Lipka, który ciągle był wierny Białej Gwieździe. Został w niej nawet wtedy, gdy spadła z ekstraklasy i aż 3 lata trzeba było walczyć o powrót do elity. Z sukcesem. ,,Do dzisiaj gdy spotykam starszych kibiców, słyszę że tę moja wierność klubowym barwom doceniają i wiecie co? Miło się tego słucha…”- przyznaje jeden z bohaterów ostatniej zwycięskiej bitwy z Holandią.
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
10
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
4 czerwca 1906 r. w Łodzi urodził się Antoni Gałecki. Mimo niezbyt imponujących warunków fizycznych był znakomitym obrońcą. Potrafił wielokrotnie przewidywać zachowania rywala i był bardzo rozważny. Jako junior trenował w Harcerskim KS, ale pod koniec 1925 r. trafił do ŁKS-u, któremu był wierny aż do 1947 r. W 1928 r. dostał pierwsze powołanie do reprezentacji, mimo że ŁKS nie należał wówczas do ligowej czołówki. Zadebiutował 27 października w meczu z Czechosłowacją. Nie był jednak etatowym reprezentantem i kolejne występy w narodowych barwach zaliczał w odstępach dwuletnich. Łódzkiej drużynie różnie się wiodło, zmieniali się szkoleniowcy, ale Gałecki zawsze był jednym z filarów zespołu. Zimą piłkarskie buty zamieniał na łyżwy i grał w hokeja. W 1934 r. przez pewien czas pełnił funkcję grającego trenera, ale później wolał się skupić tylko na grze. Wreszcie zaczął odgrywać ważniejszą rolę w reprezentacji. Pojechał na igrzyska olimpijskie do Berlina, gdzie jego partnerami w obronie byli Władysław Szczepaniak i Henryk Martyna. Ze Szczepaniakiem stworzyli znakomity duet, który w reprezentacyjnych barwach rozegrał wiele meczów, w tym pamiętne spotkanie z Brazylią. Ostatni raz wystąpił w narodowych barwach w przegranym 2:3 wyjazdowym meczu z Irlandią. Kiedy wybuchła wojna, został zmobilizowany. Walczył w kampanii wrześniowej, później przedostał się na Węgry, gdzie wraz z ekipą Junaka Drohobycz został internowany w Egerze. W 1941 r. uciekł do Jugosławii. Tam przez pół roku występował w barwach akademickiego HASK Zagrzeb. Po agresji III Rzeszy przez Turcję trafił do Palestyny, gdzie wstąpił do II korpusu generała Andersa. Walczył pod Tobrukiem i Monte Cassino. Dosłużył się stopnia podporucznika, a pod koniec wojny przebywał w Anglii. Wrócił do kraju i wiosną 1947 r. rozegrał kilka meczów w ramach eliminacji do reaktywowanej ligi. Szybko jednak zmuszono go do zaprzestania gry a także do rezygnacji z funkcji trenera ŁKS-u. Szkolił mniej znaczące kluby w okolicy. Zmarł kilka miesięcy po zdobyciu przez jego ukochany klub pierwszego w historii mistrzostwa Polski. W reprezentacja rozegrał 18 meczów.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
9
@FCBparasiempre
4 czerwca 1938 r. meczem III Rzesza Niemiecka – Szwajcaria, zainaugurowano trzecie w historii mistrzostwa świata. Gospodarzami trzecich w historii Mistrzostw Świata byli Francuzi. Kraj dobrze zaprezentował się podczas organizacji Letnich Igrzysk Olimpijskich 14 lat wcześniej, więc FIFA nie miała obaw co do swojego wyboru z sierpnia 1936 roku. Inną sprawą jest fakt, że nie miała większej alternatywy, bo jedyni konkurenci, Holandia i Belgia, wycofali swoje wnioski przed wyłonieniem organizatora. Pewny udział w turnieju miał, jako gospodarz, kraj znad Loary i obrońcy tytułu, Włosi. Do eliminacyjnych bojów stanęło 37 drużyn. Podzielono je, na wzór eliminacji do poprzedniego Mundialu, na grupy lub pary zgodnie z położeniem geograficznym. Polska została skojarzona z Jugosławią. Biało-Czerwoni bez problemu pokonali swoich rywali na stadionie Legii 4:0. W rewanżu w Belgradzie ulegli co prawda 0:1, co i tak nie miało wpływu na losy awansu. Polska stała się jednym z czterech debiutantów na Mistrzostwach Świata, obok Norwegii, Kuby i Holenderskich Indii Wschodnich. Podczas eliminacji okazało się, że nie tylko Francja i Włochy wywalczyły awans bez wychodzenia na murawę. Tego samego „dokonały” ekipy Kuby, Holenderskich Indii Wschodnich, Brazylii i Rumunii, ponieważ ich kwalifikacyjni rywale wycofali się z walki o prawo do udziału w zawodach. Spory wpływ na listę uczestników Mundialu miała coraz bardziej napięta sytuacja polityczna w Europie. Hiszpania, pochłonięta wojną domową, nie przystąpiła do eliminacji. Antysemickie i mocarne zapędy Benito Mussoliniego i Adolfa Hitlera budziły postrach w ogromnej części Europy, szczególnie środkowo-wschodniej. Udział na Mistrzostwach Świata wywalczyli Austriacy, jednak przez dokonany w pierwszej połowie 1938 r. Anschluss, w wyniku którego austriackie tereny zostały włączone do III Rzeszy, nie było możliwości, by na turnieju zagrał kraj, który de facto nie istniał. Z tego powodu organizatorzy zaprosili Anglików, którzy standardowo podziękowali, tłumacząc sobie, że są najlepsi na świecie i że nie muszą tego nikomu udowadniać. Trzeba jednak przyznać, że zaczęli interesować się turniejem, bo wysłali do Francji kilku swoich przedstawicieli, by ci uważnie śledzili boiskowe wydarzenia. Trzon reprezentacji Austrii został wcielony do drużyny III Rzeszy, co z miejsca uczyniło ją jednego z największych faworytów do końcowego zwycięstwa. Tragicznym bohaterem tych wydarzeń był najlepszy w historii piłkarz austriacki, Matthias Sindelar. Zawodnik ze względów politycznych nie chciał reprezentować obcego kraju. Nie mógł tego powiedzieć głośno, więc decyzję chciał obronić swoim wiekiem (35 lat) i częstymi kontuzjami. Takie tłumaczenie nie zadowalało Niemców, którzy wzięli go sobie pod uważną obserwację. Kiedy na początku następnego roku Sindelar wdał się w romans z włoską żydówką, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach zatruty tlenkiem węgla. Oczywiście razem z kochanką. Do walki o Złotą Nike stanęło więc 15 zespołów. Dwanaście z Europy (Francja, Włochy, Polska, Węgry, Szwecja, III Rzesza, Norwegia, Rumunia, Szwajcaria, Czechosłowacja, Holandia, Belgia) i po jednej z Ameryki Południowej (Brazylia), Ameryki Środkowej (Kuba) i Azji (Holenderskie Indie Wschodnie). Z uwagi na dużą liczbę drużyn europejskich, turniej nazywano żartobliwie mistrzostwami Starego Kontynentu. Format zawodów był dokładnie taki sam jak cztery lata wcześniej we Włoszech. Piętnastu uczestników zostało podzielonych na pary 1/8 finału. Swoisty handicap otrzymała Szwecja, której przydzielona została Austria. Skandynawowie awansowali do ćwierćfinału bez powąchania murawy. Biało-Czerwoni trafili na Brazylię. Mundial rozegrano na 10 przygotowanych stadionach. Co ciekawe, Polacy podeszli do turnieju niemal z marszu, bo PZPN nie zaplanował przerwy w rozgrywkach ligowych. Piłkarze nie mieli więc okazji na złapanie świeżości. Odbyli jedynie sześciodniowe zgrupowanie w Wągrowcu. Do Francji udali się pociągiem sypialnianym z Berlina. Znacznie dłuższą i męczącą podróż musieli przebyć ich rywale z 1/8 finału, Brazylijczycy. Morski rejs parowcem z Rio de Janeiro trwał aż 17 dni. Reprezentacja Canarinhos była dla Polaków wielką niewiadomą. W meczu otwarcia, 4 czerwca 1938 roku w Paryżu, III Rzesza podejmowała Szwajcarię. Po remisie 1:1 zarządzono powtórzenie meczu następnego dnia. Wówczas rozegrano także pozostałe sześć spotkań pierwszej fazy turnieju, w tym najważniejsze starcie dla polskiego kibica, Brazylia – Polska, o czym napisze jutro.
Do ćwierćfinału, obok Brazylii i Szwecji, awansowali Szwajcarzy (1:1 i 4:2 z III Rzeszą), Węgrzy (6:0 z Holenderskimi Indiami Wschodnimi), Kubańczycy (3:3 i 2:1 z Rumunią), Francuzi (3:1 z Belgią), Włosi (2:1 z Norwegią) i Czechosłowacja (3:0 z Holandią). W tym ostatnim starciu doszło do precedensowego wydarzenia. Pierwszy raz w historii Mistrzostw Świata zdarzyło się, by w regulaminowych 90 minutach gry padł bezbramkowy remis. Dotyczy to zarówno samych turniejów mistrzowskich, jak i eliminacji. W każdym z poprzednich 89 meczów takiej rangi padał co najmniej jeden gol. Chyba nikogo nie zaskoczy, jeśli napiszę, że w turniej znów wplątała się polityka. Oczywiście ponownie za sprawą Benito Mussoliniego. Znakomicie pokazał to ćwierćfinałowy mecz pomiędzy Francją a Włochami. Il Duce nakazał swoim rodakom wystąpić w czarnych koszulkach na cześć wspieranej przez dyktatora Falangi. Dla Mussoliniego nie było innego scenariusza niż ten, że Włosi ponownie zdobędą tytuł Mistrzów Świata, co jeszcze bardziej podkreśli potęgę budowanego przez niego kraju faszystowskiego. Sędziowie grali w jednej drużynie z gośćmi z Półwyspu Apenińskiego, wspomagając ich w newralgicznych momentach spotkań. Italia pokonała Francję 3:1. Tym samym Francuzi zapisali się na kartach futbolu jako drużyna, która jako organizator Mistrzostw Świata rozegrała najmniej spotkań (dwa). W pozostałych ćwierćfinałach Węgrzy pokonali 2:0 Szwajcarię, Szwedzi rozgromili Kubę 8:0, a brutalne starcie między Brazylią a Czechosłowacją, zakończone remisem 1:1, trzeba było powtórzyć. W powtórce Canarinhos zwyciężyli 2:1. W półfinałach Węgry pewnie pokonały Szwecję 5:1, a Włosi podejmowali Brazylię. Wielkie ryzyko podjął trener Canarinhos, Asemar Pimenta, dając odpocząć swojemu najlepszemu zawodnikowi, Leonidasowi. Według szkoleniowca napastnik miał oszczędzać siły na finał. Na finał, w którym zabrakło zarówno Leonidasa, jak i pozostałych kolegów z drużyny, bowiem ulegli Italii 1:2. Awans do wielkiego finału dał Włochom wątpliwy rzut karny wykorzystany przez Giuseppe Meazzę. Trafienie wzbudziło na trybunach salwę śmiechu, bo zmierzającemu do piłki zawodnikowi Interu spadły spodenki. Będąc w biegu złapał jedną ręką za dolną część swojego piłkarskiego stroju i posłał futbolówkę obok zdezorientowanego Waltera. Zwycięstwo z Brazylią było szeroko komentowane we Włoszech. Faszystowskie media, przychylne reprezentacji i kontrolowane przez Benito Mussoliniego, pisały: ,,Składamy hołd włoskiej inteligencji, która zatriumfowała nad brutalną siłą czarnych”. W starciu o trzecie miejsce lepsi okazali się Brazylijczycy, ogrywając Szwecję 4:2. Wielki finał pomiędzy Włochami a Węgrami rozegrano 19. czerwca w Paryżu. Na kilka godzin przed rozpoczęciem widowiska Vittorio Pozzo otrzymał telegram z bardzo krótką wiadomością: Zwycięstwo albo śmierć. Oczywiście nie trudno się domyśleć, że nadawcą był nie kto inny jak Benito Mussolini. Włoski szkoleniowiec wziął sobie mocno do serca przekazaną mu depeszę i w obawie o swoje życie motywował swoich zawodników do zagorzałej walki. Madziarzy również byli bardzo zmotywowani. Wybuchowa mieszanka 22 zawodników walczących z całych sił o zwycięstwo spowodowała, że starcie musiało zostać przerwane na kilka minut. Przerwa była konsekwencją regularnej bójki, do której doszło między dwiema stronami. Włosi wygrali 4:2 po dubletach Colaussiego i Pioli. Dla Węgrów trafiali Titkos i Sarosi. Piłkarze znad Dunaju bardzo dobrze zdawali sobie sprawę, z jakim ciężarem psychicznym przystąpili do finału ich przeciwnicy, czego dowodem są pomeczowe słowa bramkarza, Antala Szabo: ,,Pozwoliłem wbić sobie aż cztery gole ale przynajmniej uratowałem im życie”. Azzurri zostali pierwszą drużyną, która obroniła tytuł mistrzowski sprzed czterech lat. Ceremonii zakończenia Mundialu przewodniczył sam Mussolini. Na jego żądanie podopieczni Pozzo musieli założyć mundury, w których bardziej przypominali żołnierzy niż piłkarzy. Dzień po triumfie Włochów, na łamach Lo Sport Fascita ukazał się tekst: ,,W kraju i poza granicami, w sporcie i poza nim, my, Włosi, drżeliśmy i wciąż drżymy z pozytywnych emocji na widok tych rasowych atletów, którzy pokonali tak wielu zacnych oponentów. Widzimy w nich symbol nieposkromionego marszu Włochów Mussoliniego”. Królem strzelców Mistrzostw Świata został Leonidas, autor 7 trafień. Brazylijczyk był pierwszym piłkarzem z kraju kawy i słońca, który zdobył międzynarodową sławę. Rozkochał w sobie rzeszę kobiet, a francuskie media pisały, że podczas gry sprawia wrażenie, jakby miał sześć nóg. Zasłynął z niezliczonej liczby pięknych goli, zwłaszcza strzelanych przewrotką. Niektóre z nich były tak magiczne, że chwilę po ich strzeleniu odbierał gratulacje od pokonanych chwilę wcześniej bramkarzy. Był nazywany Diamente Negro (Czarny Diament). Gdy wszystkie ekipy rozjeżdżały się do swoich krajów, większość żyła w przekonaniu, że za cztery lata na terenie III Rzeszy odbędzie się kolejny mundialowy turniej. Mało kto przypuszczał, że na następne Mistrzostwa Świata przyjdzie zaczekać aż dwanaście lat…
10
,,Święto futbolu” po raz trzeci w historii:
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
9
El Clasico w finale Copa del Rey:
4 czerwca 1983 r. na Estadio de La Romareda FC Barcelona pokonała w finale Pucharu Hiszpanii Real Madryt 2:1 i sięgnęła po to trofeum po raz 20-ty w historii. W finale błyszczał ,,Boski” Diego Maradona, który w 32 minucie asystował przy golu Victora Muñoza. W drugiej połowie w 55 minucie wyrównał Santillana, jednak ostatnie słowo należało do Blaugrany. Obie drużyny chciały odkupić swoje winy po niezbyt udanym sezonie. Nuñez postanowił wykorzystać tę okazję aby zmobilizować piłkarzy i kibiców, używając języka, który mógł odnieść widoczny skutek: ,, Mam nadzieję że cała drużyna zdaje sobie sprawę że podczas tego meczu reprezentuje nasze państwo i w związku z tym musi mnie kierować duch jedności i siły". Przepięknie wymierzone i wymagające wielkiej wyobraźni piłkarskiej podanie Maradony w 32 minucie meczu umożliwiło Victorowi zdobycie pierwszego gola w tym spotkaniu. Real doprowadził do wyrównania tuż po rozpoczęciu drugiej połowy meczu, kiedy Santillana wykorzystał nieporozumienie w defensywie pomiędzy Gerardo i bramkarzem Urrutim. Barça dominowała przez resztę spotkania a zarówno Maradona jak i Schuster udowodnili swoją piłkarską jakość, doprowadzając do zdobycia zwycięskiego gola. Gdy sędzia chciał już odgwizdać koniec drugiej połowy, Julio Alberto popędził lewym skrzydłem, wrzucił piłkę w pole karne a niekryty Marcos Alonso oddał tak precyzyjny strzał z woleja że bramkarz Realu Miguel Angel mógł tylko wyjąć piłkę z siatki, zastanawiając się jak takie uderzenie w ogóle było możliwe. Schuster nie miał już żadnych wątpliwości, jak zakończy się to spotkanie i na oczach Króla Hiszpanii zaprezentował piłkarzom ,,Królewskich” hiszpański odpowiednik gestu ,, pieprz się". Nuñez wyglądał jakby miał pęknąć z dumy, gdy kapitan jego zespołu Sanchez poprowadził Maradona i resztę drużyny aby odebrać puchar z rąk Juana Carlosa. Przez najbliższą noc i kolejny dzień cała Barça świętowała w swoim charakterystycznym stylu a Maradona, Menotti i Schuster zostali bohaterami. Wspomnień czar:
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Sysia11
0
@hooligun Bez przesady z tym ,,walczyliśmy jak równy z równym do ostatniej kolejki"!
Bodaj na 3 kolejki przed końcem było już ,,pozamiatane"...
1
Bać to się powinna tego idioty Tebasa i tego co może nawyczyniać Joan Laporta ze swoim zarządem...
12
Przełomowa data w życiorysie ,,Boskiego” Diego:
4 czerwca 1982 r. FC Barcelona dokonała transferu Diego Maradony. Operacje zakończono tydzień przed rozpoczęciem Mundialu w Hiszpanii. Niespełna 22-letni wówczas Argentyńczyk pobił transferowy rekord świata. Blaugrana zapłaciła Boca Juniors 1 miliard 200 milionów peset(równowartość 5 milionów funtów). Około 2/3 tej kwoty trafiło do Argentinos Juniors, drużyny, której Diego był wychowankiem. Dwa lata później ,,Boski Diego” wyśrubował transferowy rekord, odchodząc do SSC Napoli za 1 miliard 400 milionów peset, choć niektóre źródła podają iż Włosi zapłacili sume identyczną jak wcześniej Barça. Pamiętajmy że w latach 80-tych nie było lepszego piłkarza na świecie od Diego. ,,El pelusa” był wówczas wart każdych pieniędzy.
@Sysia11
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
13
Wybitna legenda Katalońskiej Dumy:
Szanowni cules dokładnie 100(!) lat temu urodził się Antoni Ramallets, legendarny bramkarz FC Barcelony i reprezentacji Hiszpanii. Jego talent objawił się przypadkowo. Antoni był zmuszony zastąpić jedną z gwiazd Barçy- Valasco, który doznał kontuzji w 1949 r. Od tamtej pory jego forma wzbudzała podziw na całym świecie. Apogeum formy Ramalletsa przyszedł na Mundialu w Brazylii w 1950 r. Wtedy jego bezbłędne interwencje spowodowały iż do Hiszpana przyległo określenie ,,Gato de Maracana”(kot Maracany). W barwach swojego klubu rozegrał łącznie 538 meczów w tym 288 w Primera División. Jego ostatni mecz miał miejsce 6 marca 1962 roku w wygranym przez Barcę 5:1 meczu z Hamburger SV. Od roku 1950 do 1962 Antonio rozegrał 35 meczów w reprezentacji Hiszpanii. Od czasu właśnie Ramalletsa zaczęto nazywać bramkarza ‘Portero’.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
3
@NeroTFP1 Dokładnie! Pozostaje ogromny żal że nie chcieli ,,nas" zaprosić(dopuścić) do jedynego prestiżowego turnieju klubowego w Europie a mianowicie Copa Mitropa. Mielibyśmy wówczas co wspominać...
12
Cóż to musiał być za mecz!?
Do meczu z Garbarnią Kraków(3.06.1934) żadne zawody piłkarskie Ruchu Hajduki Wielkie nie oglądały takich tłumów publiczności jakie właśnie zebrały się na meczu Ruch-Garbarnia. Ponad 12.000 widzów zjechało się na emocjonujące zawody do Hajduk. Nic dziwnego. Stawka meczu była wysoka albowiem zwycięzca zapewnił sobie prowadzenie w lidze a że obie ekipy znajdowały się wówczas w najlepszej może formie ze wszystkich zespołów ligowych, zrozumiałe jest że mecz ten wywołał tak wielkie zainteresowanie. ,,Nawet występy mistrza Austrji Admiry, w Katowicach i w Król Hucie nie zgromadziły w obu dniach więcej niż 2 tys. osób”- takimi słowami tygodnik ,,Raz, Dwa, Trzy” rozpoczął relacje z meczu, który bez wątpienia elektryzował całą piłkarską publiczność w kraju. Niebiescy wystąpili w swoim najsilniejszym składzie: Ploch-Wadas, Katzy-Zorzycki, Badura, Dziwisz-Urban, Giemza, Peterek, Wilimowski, Wodarz. Relacje prasowe są zgodne iż początek meczu należał do Garbarni, która miała okazje do zdobycia gola. Po jednej z interwencji Plocha, który trudną piłke wybił na róg, gra się wyrównała a po chwili Ruch przejął inicjatywę. W 16 minucie gola zdobył Giemza po rogu bitym przez Urbana. W 20 minucie drugiego gola strzelił Wilimowski a w 29 minucie Peterek trzeciego. Taki też wynik utrzymał się do przerwy. Po wznowieniu gry w 47 minucie Peterek zdobył kolejnego gola. Wydawało się że wynik meczu jest rozstrzygnięty, lecz krakowscy gracze rzucili się do ataku i w 51 minucie zdobyli pierwszego a w 57 drugiego gola. Gracze Garbarni uzyskali wyraźną przewagę i kiedy wydawało się że kolejne gole dla gości to kwestia czasu, w 67 minucie Peterek został sfaulowany w polu karnym. Rzut karny egzekwował sam poszkodowany, który zdobył piątego gola dla Ruchu. Gra się zaostrzyła, co spowodowało iż Dziwisz i Pazurek zostali wyrzuceni z boiska. Po chwili szóstego gola zdobył Wilimowski, lecz i Garbarnia odpowiedziała trafieniem. W 89 minucie gola dla Ruchu ponownie zdobył Peterek po świetnym podaniu Giemsy, jednakże minute później Garbarnia strzeliła czwartego gola. Wynik 7:4(!) do częstych nie należał, co podkreślała prasa a i liczba łącznie strzelonych jedenastu goli była nie lada atrakcją dla zebranej publiczności. Oczywiście gazety podkreślały świetną dyspozycje napadu Ruchu, co rzecz jasna dziwić nie może, jednakże część zwróciła uwagę na słaby punkt, którym był bramkarz Hajduczan- Ploch, który dał sobie wbić aż 4 gole.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
13
Prezentacja Neymara na Camp Nou 3 czerwca 2013 r.:
Niezwykle utalentowany Brazylijczyk był w kręgu zainteresowań niemal wszystkich największych europejskich klubów, lecz Barça ubiegła konkurencje i(jeśli wierzyć spekulacjom) już wiele miesięcy wcześniej praktycznie zapewniła sobie transfer wychowanka FC Santos. Ostateczna suma transferu nie jest znana do dziś z powodu wielu niejasnych zapisów kontraktowych i faktu iż prawa do karty zawodniczej Neymara rościło sobie poza jego drużyną kilka innych podmiotów.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Kessie
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
12
Na zakończenie sezonu:
3 czerwca 1979 r. FC Barcelona pokonuje FC Seville 1:0 po golu Neeskensa w 25 minucie 34(ostatniej) kolejki Primera Division. Ostatecznie Blaugrana uplasowała się na 5 pozycji w tabeli, tracąc 9 punktów do mistrzowskiego Realu Madrid.
Jak widzimy w historii(nie aż tak dalekiej) Blaugrany bywały znacznie gorsze sezony niż ten miniony...
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Visca_barca
10
@FCBparasiempre
Euro 2008
Przed turniejem w 2008 roku trofeum zostało zmodernizowane i powiększone, gdyż stare wyglądało zbyt skromnie przy innych trofeach UEFA, jak np. puchar Ligi Mistrzów. Nowa wersja pucharu wykonana jest ze srebra, wazy 8 kilogramów i mierzy 60 centymetrów wysokości. Jest o 2 kilogramy cięższe i 18 centymetrów wyższe. Marmurowy cokół, który służył jako podstawa, został usunięty. Nową srebrną podstawę pucharu powiększono, aby była stabilna. Nazwy zwycięskich krajów, które widniały na tabliczkach przyklejonych do cokołu są obecnie wygrawerowane na odwrocie trofeum pod słowem Coupe Henri Delaunay. Mistrzostwa Europy w 2008 roku rozegrano po raz drugi w historii w dwóch krajach. Tym razem siły połączyły Austria i Szwajcaria. Kwalifikacje do Euro 2008 rozpoczęły się 16 sierpnia 2006 a skończyły 24 listopada 2007. Reprezentacje Austrii i Szwajcarii, jako gospodarzy turnieju, automatycznie otrzymały prawo do gry w finałach. Dla Austrii był to debiut w turnieju finałowym. 50 zespołów podzielono na 7 grup 7-zespołowych z wyjątkiem grupy A (8-zespołowej), do finałów awansują po dwie najlepsze drużyny z każdej grupy. Nie rozgrywano więc żadnych baraży, jak poprzednio. Biało-czerwoni w eliminacjach grali w grupie A wraz z Portugalią, Serbią, Finlandią, Belgią, Armenią, Azerbejdżanem i Kazachstanem. Zespół prowadzony przez Holendra Leo Beenhakkera niespodziewanie wygrał grupę w dość niebywałych okolicznościach. Reprezentacji Polski zdarzyły się takie wpadki, jak porażka z Finlandią u siebie (1:3), czy Armenią na wyjeździe (0:1), ale też spektakularne sukcesy, jak zwycięstwo z Portugalią na Stadionie Śląskim w Chorzowie (2:1), czy remis z tą samą drużyną na wyjeździe (2:2). Polacy zgromadzili łącznie 28 punktów i zajęli pierwsze miejsce w tabeli, za drugą Portugalią - 27 punktów, trzecią Serbią - 24 punkty i czwartą Finlandią również 24 punkty. Był to pierwszy w historii awans polskiej kadry narodowej do turnieju głównego mistrzostw Europy. Wielka w tym zasługa Euzebiusza Smolarka, który zdobył w kwalifikacjach najwięcej goli w tej grupie - aż 9 trafień. Wyprzedził zatem nawet samego Cristiano Ronaldo, który zaliczył 8 goli. Z pozostałych grup awansowały ekipy: Włoch, Francji, Grecji (obrońcy tytułu), Turcji, Czech, Niemiec, Chorwacji, Rosji, Hiszpanii, Szwecji, Rumunii i Holandii. Euro 2008 rozegrano w czterech miastach Austrii - Wiedniu, Klagenfurcie, Salzburgu, Innsbrucku oraz czterech miastach w Szwajcarii - Genewie, Bazylei, Bernie i Zurychu. Drużyny podzielono na cztery grupy, jak dotychczas, z których pierwsze dwa zespoły awansowały do ćwierćfinału. Z grupy A wyszły drużyny Portugalii i Turcji. Ku rozpaczy fanów ze Szwajcarii - odpadła ich ekipa współgospodarzy turnieju, a także drużyna Czech. W grupie B zdecydowanie najlepsze okazały się ekipy Niemiec (9 punktów) i Chorwacji (6 punktów). Po jednym punkcie zdobyła druga ekipa współgospodarzy - Austria oraz zespół reprezentacji Polski. Biało-czerwoni w pierwszy meczu przegrali 0:2 z Niemcami, potem zremisowali 1:1 z Austrią, by na koniec stracić szansę na awans po porażce z Chorwacją 0:1. W grupie C bezkonkurencyjna okazała się Holandia a wraz z nią awans wywalczyli Włosi. Odpadły ekipy Rumunii i Francji. Stawkę uzupełniły Hiszpania i Rosja z grupy D. Z turniejem pożegnały się Szwecja i obrońcy tytułu - Grecy, którzy nie zdołali w tym turnieju wywalczyć choćby jednego punktu.
W pierwszym ćwierćfinale mieliśmy kapitalny pojedynek Portugalii z Niemcami, którzy ostatecznie wygrali piłkarze Joachima Loewa 3:2. W drugim ćwierćfinale nieoczekiwanie odpadli Chorwaci, którzy po remisie w 1:1 z Turcją odpadli w seriach rzutów karnych (1:3). Ekipa z Bałkanów jeszcze na minutę przed końcem dogrywki prowadziła 1:0 po golu Nikoli Kalinicia ale w 122. minucie - doliczonym czasie dogrywki remis, który później przekuty został w zwycięstwo zapewnił Turkom - Semih Senturk. Kolejną sensacją było odpadnięcie ekipy Holandii z Rosją. W regulaminowym czasie "Pomarańczowym" udało się uratować remis na cztery minuty przed końcem, gdy na 1:1 trafił Ruud van Nistelrooy. Jednak w dogrywce lepsi okazali się piłkarze ze Wschodu, prowadzeni zresztą przez Holendra - Guusa Hiddinka. Najpierw Dmitrij Torbinski a potem Andrej Arszawin pokonali bramkarza "Pomarańczowych", by awansować do półfinału. W ostatnim meczu 1/4 finału Hiszpanie po bezbramkowym remisie z Włochami wygrali w rzutach karnych 4:2. W półfinale znów ze świetnej strony pokazali się Turcy, którzy prowadzili wyrównany bój z faworyzowanymi Niemcami, jednak gol w ostatniej minucie meczu Philippa Lahma na 3:2 pozbawił ich nadziei na grę w finale. W drugim pojedynku tej fazy Hiszpanie nie dali szans ekipie Rosji, którą ograli 3:0. Finał na stadionie Ernsta Happela w Wiedniu również rozstrzygnęli na swoja korzyść piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego. W decydującym spotkaniu, na stadionie Ernsta Happela w Wiedniu, spotkały się naprawdę dwie najlepsze drużyny EURO 2008 – Hiszpania i Niemcy. Kibice kochają niespodzianki i tym razem też ich nie zabrakło, ale finał był już wewnętrzną sprawą gigantów futbolu. Mimo to sam mecz nie był porywającym widowiskiem. Zadecydowała jedna akcja, w której po błędzie Lahma jedynego gola zdobył w 33 minucie Fernando Torres. Hiszpanie triumfowali w wielkim turnieju po raz pierwszy od 1964 roku. Królem strzelców turnieju został natomiast David Villa z 4. golami na koncie. Był to drugi sukces reprezentacji Hiszpanii w mistrzostwach Europy. Wcześniej zdobywali trofeum w 1964, gdy byli gospodarzami turnieju. ,,Najważniejsza była kwestia psychiki, pozbycie się mentalności przegranych”– komentował trener Luis Aragones, który po turnieju zrezygnował z pracy z kadrą. ,,Już nikt nie mógł powiedzieć, że gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze”– wtórował Iker Casillias. Kraj, z którego kluby regularnie triumfowały w europejskich pucharach, od 1984 roku nie przeszedł fazy ¼ Mistrzostw Europy czy Świata. Teraz jednak szykował się na kilkuletnią futbolową dominację…
8
Historia mistrzostw Europy część 13:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
10
@FCBparasiempre
2 czerwca 1962 miała miejsce tzw. "Bitwa o Santiago". W drugiej kolejce fazy grupowej mistrzostw świata w Chile gospodarze zmierzyli się z Włochami w meczu, który przeszedł do historii jako "najbardziej przerażający, obrzydliwy i haniebny pokaz futbolu w historii" i jednocześnie zainspirował wprowadzenie żółtych i czerwonych kartek. To był od początku bardzo brutalny mundial. W meczu otwarcia Muhamed Mujić z Jugosławii złamał nogę Eduarda Dubinskiego z ZSRR. Uraz przyczynił się u niego do rozwinięcia mięsaka, który doprowadził do jego przedwczesnej śmierci siedem lat później. Mujić nie wyleciał nawet z boiska. W sumie przez pierwsze dwa dni turnieju trzech zawodników złamało nogę. ,,Zespoły obawiają się wczesnego powrotu do domu i zapominają, że to tylko gra. Z każdego z czterech stadionów docierają informacje o przemocy, złych manierach i poważnych kontuzjach”– pisał brytyjski "Telegraph". "Express" poszedł dalej: ,,Wszystko wskazuje na to, że turniej przemienia się w krwawą jatkę. Relacje z meczów brzmią jak korespondencje z frontu”. Spotkanie Włochy – Niemcy zostało opisane jako "wojenne manewry". W pierwszej kolejce Włosi zremisowali z Niemcami 0:0. W drugiej nie mogli sobie pozwolić na porażkę, jeśli chcieli zachować szanse na wyjście z grupy. Zadanie mieli jednak niełatwe – grali z gospodarzami, na oczach 66 tysięcy fanatycznych kibiców w stolicy Chile, Santiago. Przed turniejem włoska prasa zaszła im za skórę. W "La Nazione" i "Corriere della Sera" pojawiły się artykuły mocno krytykujące stan przygotowań w kraju, który zaledwie dwa lata wcześniej przeżył największe trzęsienie ziemi w historii ludzkich pomiarów. W jego wyniku zginęły tysiące ludzi, a cztery z ośmiu stadionów stały się niezdalne do użytku. "W Santiago nie działają telefony, taksówki są tak rzadkie jak wierni mężowie a za telegram do Europy płaci się ręką i nogą. Panują tu niedożywienie, analfabetyzm, alkoholizm i bieda, a prostytucja jest na porządku dziennym" – pisali Antonio Ghiredelli i Corrado Pizzinelli. Ich korespondencje tak rozwścieczyły Chilijczyków, że dziennikarze musieli ratować się ucieczką z kraju. Jeden z argentyńskich reporterów został wzięty za Włocha i dotkliwie pobity. Nawet takie tło nie tłumaczy jednak boiskowych wydarzeń. ,,Mecz, który za chwilę państwo zobaczą, najgłupszy, najbardziej przerażający, obrzydliwy i haniebny pokaz piłki nożnej, być może w całej historii tej gry” – mówił brytyjski komentator BBC David Coleman we wstępie do swojej relacji.
Mundial w Chile nie był pokazywany na żywo w Europie. Skomentowane relacje były wysyłane za Ocean samolotem. Dopiero cztery lata później MŚ w Anglii transmitowano na żywo do wielu innych krajów. Początkowo do prowadzenia spotkania wyznaczono sędziego z Hiszpanii. Po proteście Włochów zmieniono go na doświadczonego Anglika, Kena Astona. Sędziował on jednak stronniczo. Nie dostrzegał fauli i prowokacji gospodarzy, nie zauważył nawet, gdy Leonel Sanchez (syn zawodowego boksera) lewym sierpowym złamał nos kapitana Italii, Humberto Maschio. Obwiniał później za to niedoświadczonych sędziów liniowych. Tymczasem już po czterech minutach Aston wyrzucił z boiska pierwszego z Włochów, Giorgio Ferriniego. Ten odmówił zejścia. Musiała interweniować uzbrojona policja. Od tego momentu na boisku zapanowała już zupełna samowolka. Mnożyły się niewiarygodnie brutalne ataki, choć po latach obie drużyny twierdziły, że one się tylko broniły. W drugiej połowie z boiska wyleciał Mario David. Grający w dziewiątkę Włosi nie byli w stanie utrzymać bezbramkowego remisu. Przegrali 0:2 po golach Jaime Ramireza w 73. i Jorge Toro w 87. minucie. Komentujący spotkanie Coleman był w szoku, że zostało dokończone. Sędzia Aston naciągnął w nim ścięgno Achillesa i nie poprowadził już żadnego meczu ani na tym, ani na kolejnych mundialach. Zasiadł za to w Komisji Sędziowskiej FIFA i był głównym szefem arbitrów na MŚ 1966, 1970 i 1974. Był pomysłodawcą wprowadzenia żółtych i czerwonych kartek (pierwszy raz pojawiły się na mundialu w Meksyku 1970). Być może przekonało go do tego wspomnienie z Santiago... ,,Spodziewałem się trudnego meczu, ale nie aż takiego... Przyszło mi do głowy, by go przerwać, ale obawiałem się, co wówczas stałoby się z włoskimi zawodnikami. Wiedziałem tylko, że nie doliczę do tego nawet minuty!”– wspominał. W trzeciej kolejce RFN wygrało z Chile 2:0, co dla Włochów oznaczało pożegnanie z turniejem. Niechęć chilijsko-włoska jeszcze wzrosła. Jeden z lokalnych działaczy oskarżył Azzurrich o grę pod wpływem narkotyków. Rywale nazwali gospodarzy kanibalami, a w Rzymie wysłano wojsko do ochrony chilijskiego konsulatu. Chile doszło do półfinału, w którym przegrało z późniejszym triumfatorem, Brazylią. Trzecie miejsce to najlepszy wynik w historii tego kraju. Cały turniej do końca obfitował jednak w agresywne faule i boiskowe bijatyki. Zresztą, zdrowie zawodników nie było priorytetem dla FIFA jeszcze przez długie lata. Za to przemowa komentatora BBC przeszła do historii. Coleman kończył: ,,Nacje te spotkały się po raz pierwszy i miejmy nadzieję, że ostatni. Jeśli mistrzostwa świata przetrwają w obecnej formie, to należy coś zrobić z drużynami grającymi w ten sposób. Powinny one być natychmiast usuwane z rywalizacji”.
7
Bitwa o Santiago:
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
11
Półfinał na piątke:
2 czerwca 1957 r. FC Barcelona ,,rozjeżdża” Real Sociedad na Estadi d'Atotxa 1:5 w ramach pierwszego półfinału Copa del Generalissimo. Po dwa gole zdobyli Justo Tejada i Eulogio Martinez, jedno trafienie zaliczył Urugwajczyk Ramón Alberto Villaverde. Co ciekawe, tydzień później rewanż na ,,Les Corts” zakończył się rezultatem… również 5:1 dla Blaugrany.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
10
Zapomniane legendy światowego futbolu:
2 czerwca 1904 r. w Pradze urodził się František Plánička, legendarny czeski bramkarz. Jest jedną z największych legend czechosłowackiego futbolu i uchodzi za jednego z najlepszych bramkarzy w historii futbolu. Graczem Slavii Praga był w latach 1923-1938, pełnił funkcję kapitana zespołu. Wielokrotnie był mistrzem Czechosłowacji(1925, 1929, 1930, 1931, 1933, 1934, 1935, 1937) a w 1938 triumfował także w prestiżowym Pucharze Mitropa. W barwach Slavii rozegrał 969 meczów. Bronił w golfie, którego gruba wełna łagodziła upadki. Często wychodził na boisko w czapce z daszkiem ażeby wyglądać na wyższego. Miał bowiem niewiele ponad 170 cm wzrostu ale był bardzo skoczny. W reprezentacji Czechosłowacji zagrał 73 razy. Debiutował 17 stycznia 1926 r. w meczu z reprezentacją Włoch a ostatni raz zagrał w 1938 roku. Wielokrotny kapitan, w tej roli poprowadził Czechosłowację do wicemistrzostwa świata w 1934. Cztery lata później w meczu z Brazylią na mundialu we Francjii doznał kontuzji i był to jego ostatni reprezentacyjny występ. Wielokrotnie nagradzany, w 1985 został uhonorowany nagrodą fair play UNESCO.
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
11
Swoiste debiuty:
2 czerwca 1952 r. FC Barcelona po raz pierwszy w swojej historii rozegrała mecz z Manchesterem City. Był to mecz towarzyski wygrany przez Barçe 5:1. Jednocześnie w tym meczu zadebiutował legendarny lewy obrońca Sigfrid Gracia, strzelając jednego z goli. Wówczas ,,The Citizens” nie byli tak silną ekipą jak dziś a do tego w Blaugranie ,,szalał” Kubala więc nie można się dziwić takiemu wynikowi.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
6
@FCBparasiempre
Euro 2004
Trzykrotnie triumfatorom Pucharu Delaunaya nie udało się awansować na kolejne mistrzostwa. Tak było w przypadku Hiszpanii(1968), Włochów(1972) oraz Francji(1988), jedynych trzech drużyn, które wygrywały turniej w roli gospodarza. Natomiast żadna drużyna nie obroniła zdobytego tytułu. Najbliżej tego osiągnięcia był ZSRR(1964) oraz RFN(1976). W obu przypadkach przypadkach musieli zadowolić się tylko drugim miejscem. Francuzi nie mieli więc łatwego zadania. Wiary w powtórzenie sukcesu nie dodawał fakt kompromitacji na mundialu w Korei i Japonii. Gwarantem powrotu na piłkarski top miał być nowy trener Jacques Santini. Pod jego batutą Francuzi w wielkim stylu przeszli przez eliminacje. Jak na mistrzów przystało wygrali wszystkie mecze w grupie i z przytupem awansowali na turniej. Największą niespodzianke, wręcz sensacje w eliminacjach sprawiła Grecja, która wygrała swoją grupe spychając na drugą pozycje(gwarantującą baraże) samą Hiszpanie! Grecy w ostatnich 4 meczach do turnieju wygrali… po 1:0, prezentując futbol bez wyrazu, toporny i schematyczny. Jeszcze jedną(niemiłą) niespodzianke zgotowali kibicom reprezentanci… Polski! Polacy byli sami sobie winni. Przegrywając w Warszawie z Łotyszami 0:1, zapalili im ,,zielone światło” na drodze do Portugalii. Swoje trzy grosze wtrącili także piłkarze ,,Trzech Koron”. Przed ostatnią kolejką spotkań Polacy i Łotysze mieli taką samą liczbe punktów. Biało-czerwoni wygrali w Rydze 2:0, więc bilans bezpośrednich gier wskazywał na ich korzyść. Trzeba było tylko pokonać Węgrów i liczyć na porażke Łotwy ze Szwecją. Skandynawowie pewni awansu zapowiedzieli wprawdzie gre fair play ale w dniu meczu zapadli na amnezje i od niepamiętnych czasów przegrali na własnym obiekcie 0:1. W efekcie Łotwa zagrała w barażach przeciwko Turcji, trzeciej drużynie świata i… sensacyjnie pokonała ją w dwumeczu awansując po raz pierwszy w historii na Euro. Początkowo postulowano aby gospodarzami XII mistrzostw Europy byli Portugalczycy i Hiszpanie ale ci ostatni nie wyrazili ostatecznie zgody, chcąc samodzielnie podjąć się tego wyzwania. Gospodarze turnieju trafili do jednej grupy ze swoimi sąsiadami i(jak się wydawało) najgroźniejszymi rywalami do awansu. Jednak to nie Hiszpanie a Grecy okazali się najbardziej wymagający. W meczu otwarcia skutecznie zaryglowali dostęp do swojej bramki, nie pozwalając rywalom na zbyt wiele. Sami objeli prowadzenie po strzale Karagounisa. Na 2:0 podwyższył z rzutu karnego Basinas i tylko honorowe trafienie Cristiano Ronaldo pozwoliło nieco wyjść z twarzą z tej konfrontacji, jednak sensacja stała się faktem. Grecy poszli za ciosem i urwali 2 punkty Hiszpanii(1:1) co w efekcie poskutkowało odpadnięciem tych drugich z turnieju. Najwięcej emocji przyniosła rywalizacja w tzw. grupie śmierci(B). Dużych wrażeń dostarczyło starcie Anglii z Francją. To miał być pojedynek gigantów i kolegów z Realu Madryt, czyli Zidane’a z Beckhamem. W pierwszej połowie meczu obu graczy przyćmił Lampard, zdobywając gola w 38 minucie. Później w rolach głównych wystąpili wspomniani piłkarze. ,,Becks” mógł zostać bohaterem Albionu, gdyby wykorzystał rzut karny przy stanie 1:0 dla Anglii. Niestety przegrał z Barthezem wojne nerwów. Więcej zimnej krwi zachował ,,Zizou”. Najpierw doprowadził do remisu a po 2 minutach, na sekundy przed końcem meczu strzelił zwycięskiego karnego a to wszystko w doliczonym czasie gry! Anglicy zawiedzeni Beckhamem, rozkochali się w Rooney’u, który w meczu ze Szwajcarią strzelił 2 gole, stając się najmłodszym w historii ME zdobywcą gola. Liczył sobie wówczas 18 lat i 237 dni. Jego wyczyn cztery dni później poprawił szwajcarski napastnik Vonlanthen, mając 18 lat 1 141 dni. Rooney zyskał zdecydowanie więcej bo sympatię Albionu a jego kolejne 2 gole w meczu z Chorwacją(4:2) uczyniły zeń niemal bohatera narodowego. Anglia udowodniła że jest groźna i będzie się liczyć w walce o medale. Grupe śmierci wygrali Francuzi przed Anglikami a Chorwaci i Szwajcarzy pożegnali się z imprezą.
Wielkimi przegranymi Euro 2004 okazali się wicemistrzowie Europy, Włosi. W pierwszym meczu zaledwie zremisowali bezbramkowo z Danią, w drugim również remis, ze Szwecją(1:1) i dopiero w ostatnim meczu z Bułgarią wymęczyli zwycięstwo 2:1, lecz na nic to się zdało, gdyż lepszym bilansem bramkowym, ,,azzurich” wyprzedzili Duńczycy i Szwedzi. Kolejną ,,grupe śmierci” stworzyły Niemcy, Holandia, Czechy i Łotwa. Ci ostatni byli głównie tłem dla pozostałych, choć 1 punkt urwany Niemcom, należy traktować jako ogromną niespodzianke. Strata punktów z Łotyszami kosztowała w końcowym rozrachunku drużynę Niemiec odpadnięcie z turnieju. Czesi z kolei szli jak burza wygrywając wszystkie mecze i awansując z pierwszego miejsca. Natomiast ,,Pomarańczowych” uratowało zwycięstwo w ostatnim meczu z Łotwą(3:0), dzięki czemu awansowali z drugiego miejsca. Piłkarze znad Wełtawy grali jak w transie. W ćwierćfinale rozbili Danie(3:0), zgłaszając uzasadnione aspiracje do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Do ćwierćfinałowej niespodzianki doszło na ,,Jose Alvalade” gdzie Grecy w ,,swoim stylu”(1:0) odprawili do domu Francje. W najciekawszej parze ¼ zmierzyli się Anglicy z Portugalczykami. Obie ekipy stworzyły kapitalny spektakl. W meczu tym było wszystko, ofensywna gra, niespodziewane zwroty akcji, piękne gole, meczowa dramaturgia i osobiste piłkarskie tragedie… Strzelecki maraton rozpoczął Owen, zdobywając cudownego gola. Minimalna przewaga Anglików utrzymywała się do końca meczu. Wreszcie dał o sobie znać wprowadzony na ostatni kwadrans drugiej połowy Postiga. Wykorzystał dośrodkowanie Sabrosy i wygrywając powietrzną walke z obrońcami, strzałem głową pokonal Jamesa. Sędzia zarządził więc dogrywke a w niej Anglicy zdobywają gola,lecz arbiter go nie uznaje. Dobiega 110 minuta gry. Wspaniały rajd Rui Costy między angielskimi piłkarzami kończy się efektownym strzałem zza pola karnego tuż pod poprzeczke. Zawodnicy Scolariego jedną nogą w półfinale. Tymczasem po 5 minutach Lampard doprowadza do wyrównania i o wejściu do najlepszej czworki zadecydują rzuty karne. Pierwszy do piłki podszedł Beckham ale jego strzał przelatuje nad bramką! Konsternacja wśród angielskich kibiców, radość w obozie przeciwnika. W trzeciej kolejce myli się Rui Costa. Przy stanie 5:5 do środka pola karnego zmierza Darius Vassel a jego niepewny strzał paruje Ricardo broniący… gołymi rękoma. Po chwili portugalski golkiper staje vis a vis Jamesa. Bramkarski pojedynek ma przesądzić kto pożegna się z turniejem. Ricardo trafił i uciął spekulacje. Anglia wyeliminowana. Pora na półfinały a w nich gospodarze minimalnie lepsi od Holandii. Ozdobą meczu był fantastyczny gol Maniche’a, który popisał się zaskakującym strzałem z narożnika pola karnego. Piłka omijając van der Sara odbiła się jeszcze od słupka i dopiero wpadła do siatki. W tym meczu strzelali tylko Portugalczycy, gdyż samobójczego gola zanotował Jorge Andrade. Wynik końcowy 2:1 dla gospodarzy. W drugim półfinale Czesi podejmowali Greków i wiele wskazywało na to że tym razem ofensywny czeski futbol weźmie góre nad wyrachowaniem i kunktatorstwem. Nic z tych rzeczy. Po obiecującym początku(Jankulovski trafił w poprzeczke) zaczął się czeski dramat. W 40 minucie plac gry musiał opuścić kontuzjowany Pavel Nedved. Załamany pomocnik schodził z boiska ze łzami w oczach. Godzine później całe Czechy pogrążyły się w rozpaczy a wszystko przez ,,srebrnego gola”. Decydenci FIFA zrewidowali swoje wcześniejsze pomysły i odeszli od zasady ,,złotego gola”. Teraz wymyślili jej złagodzoną wersje, obowiązującą tylko w pierwszej części dogrywki. Mecz kończył się po doliczonych 15 minutach, jeżeli jedna z drużyn uzyskiwała w tym czasie przewagę bramkową. Dawało to szanse przeciwnikom na strzelenie wyrównującego gola jeszcze przed przerwą, nie skazując ich od razu na ,,nagłą śmierć”. Srebrny gol Dellasa padł jednak w ostatniej minucie pierwszej części dogrywki. Czesi nie mieli już czasu na odrobienie strat i sensacja stała się faktem. Czy o tym również niesprawiedliwym przepisie zdawali sobie do końca sprawę działacze FIFY? Naprawde śmiem wątpić… Po raz pierwszy w dziejach finał Portugalia-Grecja i to w dodatku absolutny debiutant w tymże finale. Obie ekipy już spotkały się na tym turnieju, tyle ze w fazie grupowej. Tam lepsi okazali się Grecy zwyciężając 2:1 ale finał to już inna bajka. Dotychczas tylko dwukrotnie zdarzało się aby drużyny, które grały ze sobą w jednej grupie na turnieju, awansowały później do finału. Tak było podczas Euro ’88 i ’96. Gospodarze byli wyjątkowo zmobilizowani i zdeterminowani. Grecy nie czuli podobnej presji. Oni na tym turnieju już swoje zrobili, nie mieli zatem nic do stracenia. Koncentrowali się wyłącznie na realizowaniu założeń taktycznych wyznaczonych przez niemieckiego szkoleniowca Rehhagela i robili to doskonale. Grecki rygiel obronny połączony z metodycznym punktowaniem rywali okazał się skuteczną bronią i kluczem do udziału w finale. W pierwszych minutach meczu inicjatywę przejeli Portugalczycy; strzały Paulety i Cristiano Ronaldo nie sprawiły jednak Nikopolidosowi większych trudności. Do wysiłku zmusił go dopiero Miguel ale i jego uderzenie zdołał sparować grecki golkiper. W rewanżu Charisteas usiłował postraszyć Ricardo ale strzał nie był na tyle niebezpieczny aby mógł poważnie zagrozić portugalskiej bramce. Po pierwszej połowie zatem 0:0. Piłkarze Scolariego w dalszym ciągu atakowali ale poza utrzymywaniem się przy piłce nie potrafili zdyskontować wypracowanej przewagi. Grecy zwarli szyki obronne, ograniczając swoja aktywność w grze jedynie do kontrataków. Po jednej z takich akcji uzyskali rzut rożny. Do narożnika boiska udał się Basinas; chwile potem dośrodkował w pole karne, Charisteas uprzedził Carvalho oraz Andrade i głową wpakował piłke do siatki. To był decydujący cios, który oszołomił gospodarzy. Po tym golu Portugalczycy nie zdołali się już otrząsnąć a tylko cudem uniknęli straty kolejnego gola. Szanse na odrobienie strat mieli jeszcze Figo i Ronaldo ale nie potrafili ich wykorzystać. W 85 minucie meczu na boisko wtargnął kibic z szalikiem FC Barcelony i rzucił nim w grającego na co dzień w Realu Madryt Luisa Figo. Pięć minut później było już po meczu. Triumfujący Grecy rzucili na kolana upokorzonych Portugalczyków. Puchar Delaunaya pierwszy raz w historii powędrował pod Akropol.
5
Historia mistrzostw Europy część 12:
@Visca_barca
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
1
@Adran360 No właśnie, masz racje, choć faworyci nie zawsze triumfują...