- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 811 Culés
Gorące dyskusje
kodi77
174
Córeczka odeszła mi rok temu więc dzisiejszy dzień ojca boli podwójnie ale mam nadzieję że z... » Czytaj dalej
31 odpowiedzi
Conradxc
6
Messi 3 bramki z Algierią (iksDE): wOoOoOWoowowowow kOsMiTaRonaldo 2 bramki z Uzbekistanem: żodyn... » Czytaj dalej
35 odpowiedzi
Deathwing112
5
Zmieńcie program na Kanał Zero. Słuchajcie co ten lekarz mówi. Przecież to powinien być... » Czytaj dalej
35 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 811 Culés
5
Historia mistrzostw Europy część 12:
@Visca_barca
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
6
@FCBparasiempre
Euro 2004
Trzykrotnie triumfatorom Pucharu Delaunaya nie udało się awansować na kolejne mistrzostwa. Tak było w przypadku Hiszpanii(1968), Włochów(1972) oraz Francji(1988), jedynych trzech drużyn, które wygrywały turniej w roli gospodarza. Natomiast żadna drużyna nie obroniła zdobytego tytułu. Najbliżej tego osiągnięcia był ZSRR(1964) oraz RFN(1976). W obu przypadkach przypadkach musieli zadowolić się tylko drugim miejscem. Francuzi nie mieli więc łatwego zadania. Wiary w powtórzenie sukcesu nie dodawał fakt kompromitacji na mundialu w Korei i Japonii. Gwarantem powrotu na piłkarski top miał być nowy trener Jacques Santini. Pod jego batutą Francuzi w wielkim stylu przeszli przez eliminacje. Jak na mistrzów przystało wygrali wszystkie mecze w grupie i z przytupem awansowali na turniej. Największą niespodzianke, wręcz sensacje w eliminacjach sprawiła Grecja, która wygrała swoją grupe spychając na drugą pozycje(gwarantującą baraże) samą Hiszpanie! Grecy w ostatnich 4 meczach do turnieju wygrali… po 1:0, prezentując futbol bez wyrazu, toporny i schematyczny. Jeszcze jedną(niemiłą) niespodzianke zgotowali kibicom reprezentanci… Polski! Polacy byli sami sobie winni. Przegrywając w Warszawie z Łotyszami 0:1, zapalili im ,,zielone światło” na drodze do Portugalii. Swoje trzy grosze wtrącili także piłkarze ,,Trzech Koron”. Przed ostatnią kolejką spotkań Polacy i Łotysze mieli taką samą liczbe punktów. Biało-czerwoni wygrali w Rydze 2:0, więc bilans bezpośrednich gier wskazywał na ich korzyść. Trzeba było tylko pokonać Węgrów i liczyć na porażke Łotwy ze Szwecją. Skandynawowie pewni awansu zapowiedzieli wprawdzie gre fair play ale w dniu meczu zapadli na amnezje i od niepamiętnych czasów przegrali na własnym obiekcie 0:1. W efekcie Łotwa zagrała w barażach przeciwko Turcji, trzeciej drużynie świata i… sensacyjnie pokonała ją w dwumeczu awansując po raz pierwszy w historii na Euro. Początkowo postulowano aby gospodarzami XII mistrzostw Europy byli Portugalczycy i Hiszpanie ale ci ostatni nie wyrazili ostatecznie zgody, chcąc samodzielnie podjąć się tego wyzwania. Gospodarze turnieju trafili do jednej grupy ze swoimi sąsiadami i(jak się wydawało) najgroźniejszymi rywalami do awansu. Jednak to nie Hiszpanie a Grecy okazali się najbardziej wymagający. W meczu otwarcia skutecznie zaryglowali dostęp do swojej bramki, nie pozwalając rywalom na zbyt wiele. Sami objeli prowadzenie po strzale Karagounisa. Na 2:0 podwyższył z rzutu karnego Basinas i tylko honorowe trafienie Cristiano Ronaldo pozwoliło nieco wyjść z twarzą z tej konfrontacji, jednak sensacja stała się faktem. Grecy poszli za ciosem i urwali 2 punkty Hiszpanii(1:1) co w efekcie poskutkowało odpadnięciem tych drugich z turnieju. Najwięcej emocji przyniosła rywalizacja w tzw. grupie śmierci(B). Dużych wrażeń dostarczyło starcie Anglii z Francją. To miał być pojedynek gigantów i kolegów z Realu Madryt, czyli Zidane’a z Beckhamem. W pierwszej połowie meczu obu graczy przyćmił Lampard, zdobywając gola w 38 minucie. Później w rolach głównych wystąpili wspomniani piłkarze. ,,Becks” mógł zostać bohaterem Albionu, gdyby wykorzystał rzut karny przy stanie 1:0 dla Anglii. Niestety przegrał z Barthezem wojne nerwów. Więcej zimnej krwi zachował ,,Zizou”. Najpierw doprowadził do remisu a po 2 minutach, na sekundy przed końcem meczu strzelił zwycięskiego karnego a to wszystko w doliczonym czasie gry! Anglicy zawiedzeni Beckhamem, rozkochali się w Rooney’u, który w meczu ze Szwajcarią strzelił 2 gole, stając się najmłodszym w historii ME zdobywcą gola. Liczył sobie wówczas 18 lat i 237 dni. Jego wyczyn cztery dni później poprawił szwajcarski napastnik Vonlanthen, mając 18 lat 1 141 dni. Rooney zyskał zdecydowanie więcej bo sympatię Albionu a jego kolejne 2 gole w meczu z Chorwacją(4:2) uczyniły zeń niemal bohatera narodowego. Anglia udowodniła że jest groźna i będzie się liczyć w walce o medale. Grupe śmierci wygrali Francuzi przed Anglikami a Chorwaci i Szwajcarzy pożegnali się z imprezą.
Wielkimi przegranymi Euro 2004 okazali się wicemistrzowie Europy, Włosi. W pierwszym meczu zaledwie zremisowali bezbramkowo z Danią, w drugim również remis, ze Szwecją(1:1) i dopiero w ostatnim meczu z Bułgarią wymęczyli zwycięstwo 2:1, lecz na nic to się zdało, gdyż lepszym bilansem bramkowym, ,,azzurich” wyprzedzili Duńczycy i Szwedzi. Kolejną ,,grupe śmierci” stworzyły Niemcy, Holandia, Czechy i Łotwa. Ci ostatni byli głównie tłem dla pozostałych, choć 1 punkt urwany Niemcom, należy traktować jako ogromną niespodzianke. Strata punktów z Łotyszami kosztowała w końcowym rozrachunku drużynę Niemiec odpadnięcie z turnieju. Czesi z kolei szli jak burza wygrywając wszystkie mecze i awansując z pierwszego miejsca. Natomiast ,,Pomarańczowych” uratowało zwycięstwo w ostatnim meczu z Łotwą(3:0), dzięki czemu awansowali z drugiego miejsca. Piłkarze znad Wełtawy grali jak w transie. W ćwierćfinale rozbili Danie(3:0), zgłaszając uzasadnione aspiracje do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Do ćwierćfinałowej niespodzianki doszło na ,,Jose Alvalade” gdzie Grecy w ,,swoim stylu”(1:0) odprawili do domu Francje. W najciekawszej parze ¼ zmierzyli się Anglicy z Portugalczykami. Obie ekipy stworzyły kapitalny spektakl. W meczu tym było wszystko, ofensywna gra, niespodziewane zwroty akcji, piękne gole, meczowa dramaturgia i osobiste piłkarskie tragedie… Strzelecki maraton rozpoczął Owen, zdobywając cudownego gola. Minimalna przewaga Anglików utrzymywała się do końca meczu. Wreszcie dał o sobie znać wprowadzony na ostatni kwadrans drugiej połowy Postiga. Wykorzystał dośrodkowanie Sabrosy i wygrywając powietrzną walke z obrońcami, strzałem głową pokonal Jamesa. Sędzia zarządził więc dogrywke a w niej Anglicy zdobywają gola,lecz arbiter go nie uznaje. Dobiega 110 minuta gry. Wspaniały rajd Rui Costy między angielskimi piłkarzami kończy się efektownym strzałem zza pola karnego tuż pod poprzeczke. Zawodnicy Scolariego jedną nogą w półfinale. Tymczasem po 5 minutach Lampard doprowadza do wyrównania i o wejściu do najlepszej czworki zadecydują rzuty karne. Pierwszy do piłki podszedł Beckham ale jego strzał przelatuje nad bramką! Konsternacja wśród angielskich kibiców, radość w obozie przeciwnika. W trzeciej kolejce myli się Rui Costa. Przy stanie 5:5 do środka pola karnego zmierza Darius Vassel a jego niepewny strzał paruje Ricardo broniący… gołymi rękoma. Po chwili portugalski golkiper staje vis a vis Jamesa. Bramkarski pojedynek ma przesądzić kto pożegna się z turniejem. Ricardo trafił i uciął spekulacje. Anglia wyeliminowana. Pora na półfinały a w nich gospodarze minimalnie lepsi od Holandii. Ozdobą meczu był fantastyczny gol Maniche’a, który popisał się zaskakującym strzałem z narożnika pola karnego. Piłka omijając van der Sara odbiła się jeszcze od słupka i dopiero wpadła do siatki. W tym meczu strzelali tylko Portugalczycy, gdyż samobójczego gola zanotował Jorge Andrade. Wynik końcowy 2:1 dla gospodarzy. W drugim półfinale Czesi podejmowali Greków i wiele wskazywało na to że tym razem ofensywny czeski futbol weźmie góre nad wyrachowaniem i kunktatorstwem. Nic z tych rzeczy. Po obiecującym początku(Jankulovski trafił w poprzeczke) zaczął się czeski dramat. W 40 minucie plac gry musiał opuścić kontuzjowany Pavel Nedved. Załamany pomocnik schodził z boiska ze łzami w oczach. Godzine później całe Czechy pogrążyły się w rozpaczy a wszystko przez ,,srebrnego gola”. Decydenci FIFA zrewidowali swoje wcześniejsze pomysły i odeszli od zasady ,,złotego gola”. Teraz wymyślili jej złagodzoną wersje, obowiązującą tylko w pierwszej części dogrywki. Mecz kończył się po doliczonych 15 minutach, jeżeli jedna z drużyn uzyskiwała w tym czasie przewagę bramkową. Dawało to szanse przeciwnikom na strzelenie wyrównującego gola jeszcze przed przerwą, nie skazując ich od razu na ,,nagłą śmierć”. Srebrny gol Dellasa padł jednak w ostatniej minucie pierwszej części dogrywki. Czesi nie mieli już czasu na odrobienie strat i sensacja stała się faktem. Czy o tym również niesprawiedliwym przepisie zdawali sobie do końca sprawę działacze FIFY? Naprawde śmiem wątpić… Po raz pierwszy w dziejach finał Portugalia-Grecja i to w dodatku absolutny debiutant w tymże finale. Obie ekipy już spotkały się na tym turnieju, tyle ze w fazie grupowej. Tam lepsi okazali się Grecy zwyciężając 2:1 ale finał to już inna bajka. Dotychczas tylko dwukrotnie zdarzało się aby drużyny, które grały ze sobą w jednej grupie na turnieju, awansowały później do finału. Tak było podczas Euro ’88 i ’96. Gospodarze byli wyjątkowo zmobilizowani i zdeterminowani. Grecy nie czuli podobnej presji. Oni na tym turnieju już swoje zrobili, nie mieli zatem nic do stracenia. Koncentrowali się wyłącznie na realizowaniu założeń taktycznych wyznaczonych przez niemieckiego szkoleniowca Rehhagela i robili to doskonale. Grecki rygiel obronny połączony z metodycznym punktowaniem rywali okazał się skuteczną bronią i kluczem do udziału w finale. W pierwszych minutach meczu inicjatywę przejeli Portugalczycy; strzały Paulety i Cristiano Ronaldo nie sprawiły jednak Nikopolidosowi większych trudności. Do wysiłku zmusił go dopiero Miguel ale i jego uderzenie zdołał sparować grecki golkiper. W rewanżu Charisteas usiłował postraszyć Ricardo ale strzał nie był na tyle niebezpieczny aby mógł poważnie zagrozić portugalskiej bramce. Po pierwszej połowie zatem 0:0. Piłkarze Scolariego w dalszym ciągu atakowali ale poza utrzymywaniem się przy piłce nie potrafili zdyskontować wypracowanej przewagi. Grecy zwarli szyki obronne, ograniczając swoja aktywność w grze jedynie do kontrataków. Po jednej z takich akcji uzyskali rzut rożny. Do narożnika boiska udał się Basinas; chwile potem dośrodkował w pole karne, Charisteas uprzedził Carvalho oraz Andrade i głową wpakował piłke do siatki. To był decydujący cios, który oszołomił gospodarzy. Po tym golu Portugalczycy nie zdołali się już otrząsnąć a tylko cudem uniknęli straty kolejnego gola. Szanse na odrobienie strat mieli jeszcze Figo i Ronaldo ale nie potrafili ich wykorzystać. W 85 minucie meczu na boisko wtargnął kibic z szalikiem FC Barcelony i rzucił nim w grającego na co dzień w Realu Madryt Luisa Figo. Pięć minut później było już po meczu. Triumfujący Grecy rzucili na kolana upokorzonych Portugalczyków. Puchar Delaunaya pierwszy raz w historii powędrował pod Akropol.
1
@FCBparasiempre 0-1 z Łotwą. Mecz po którym dostaliśmy chyba drugą najbardziej ikoniczną okładkę, zatytułowaną "OBCIACH" ze zwróconą plecami między innymi "szóstką". Lubię do niej wracać, kiedy słyszę dyrdymały w studiu via Hajto lub na komentatorskim majku via Żewłakow.