La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1195 Culés

8

10

@FCBparasiempre
12 lutego 1950 roku, Metropolitano. Atletico Madryt-Real Madryt.

Wejściówka na mecz była wydrukowana na cienkim i wyblakłym papierze złożonym na pół. W piątek o 11:00 Lucientes wezwał ją do gabinetu pod pretekstem, jakiejś sprawy związanej z niedzielnym dodatkiem. Redaktor naczelny „Informaciones” wcisnął jej bilet, jakby wręczał paczkę zapałek, które nie były mu już potrzebne. Taki miał sposób bycia, całkowicie pozbawiony elegancji czy powagi. Żeby nie być gorsza, Josefina Carabias udała, że z roztargnieniem chowa wejściówki do notesu, w którym miała zapisane numery telefonów do rzeźnika, sprzedawcy węgla czy do sklepu spożywczego. Po czym dziennikarka od tak pożegnała się z szefem i wyszła z gabinetu. Jednakże ta wejściówka nie była taka jak bilety, które Lucientes zwykł jej dawać żeby poszła na stadion i zapełniała kolumny w gazecie; to była wejściówka na derby Atletico - Real Madryt, najbardziej wyczekiwany mecz w stolicy. Reporterkę bawiła myśl bagatelizowania tego papierka, który nosiła w torebce razem z innymi przedmiotami o małej wartości, jak naboje do pióra, nożyczki czy szminka. Szczerze mówiąc, uważała że to nic takiego, ale kelner z kawiarni, do którego obowiązkowo chodziła codziennie na śniadanie nie podzielał jej zdania. Kiedy pokazała mu bilet, chłopak o mało nie padł z wrażenia: „Święta dziewico! Jak ja bym chciał mieć taki sam, panienko! Proszę go strzec jak oka w głowie”. To samo usłyszała u fryzjera, w kiosku i w kolejce do autobusu. Za każdym razem, gdy wyjmowała wejściówkę wszystkich obecnych ogarniały emocje i zazdrość. W takiej sytuacji nie dało się nie czuć zaciekawienia dziwnie urzekającą mocą biletu, na który Josefina zaczęła patrzeć innymi oczami. Wyjmowała go co pół godziny i delikatnie gładziła, wciągając się w tę grę, która(bez względu na to, jak była absurdalna) wydawała się bardzo zabawna. Doszło wręcz do tego, że robiło jej się żal mijanych na ulicy wyprostowanych jak struna kobiet, które mogą posiadać futro z norek albo hotele w górach, ale nigdy nie będą miały takiej wejściówki na Metropolitano jak ona. Jednakże w dniu meczu to uczucie uprzywilejowania nagle wyparowało. Na stadionie nie było ani jednego miejsca. Ilu ludzi! Josefina, drobna, lecz energiczna i zawsze zdeterminowana, utorowała sobie przejście między kibicami, aby dostać się na swoje stanowisko. Na szczęście tym razem Lucientes zachował się jak należy, załatwiając jej miejsce na trybunie głównej. Stamtąd będzie wszystko dobrze widoczne. Na mecz przyszła przygotowana niczym na swoje najlepsze batalie: spódnica do kolan, krótkie włosy, aby nie przeszkadzały jej w pisaniu, usta umalowane na czerwono, twarz przypudrowana i wisienka na torcie: notes przyciśnięty do klatki piersiowej. Kiedy wyciągała pióro, dziennikarka zdobywała status monarchini. Nikt nie śmiał jej przeszkadzać. Ta kobieta, z boiskiem leżącym u jej stóp, była żywym ogniem. Bez przerwy robiła notatki, kręcąc przy tym szyją z szybkością ptaka, aby uchwycić działanie w poprzedzającym momencie gry. Dynamiczna, pełna życia, wulkan energii: taka była Josefina Carabias. Kobieta, która w młodości sprzeciwiła się rodzicom i uciekła z domu, aby w Madrycie studiować prawo, niczym jakikolwiek chłopiec, któremu by na to pozwolono. Kobieta, która setki razy obładowana książkami przemierzała korytarze Ateneo, gdzie przeprowadzała wywiady z Pio Baroją, Miguelem de Unamuno, a nawet z samym Manuelem Azañą. Kobieta, która w czasie wojny domowej uciekła do Francji a potem samotnie wychowywała córke Carmen, ponieważ jej mąż siedział w więzieniu. Ta sama kobieta, która dzięki swej bezgranicznej determinacji, została pierwszą hiszpańską reporterką utrzymującą się ze swojego zawodu.

A teraz pionierka Josefina siedziała na derbach Madrytu, które wzbudzały w niej tak niewielkie zainteresowanie. Lubiła byki, arenę, „banderillas” i bogato zdobione stroje torreadorów a nie murawę, korki i śmieszne krótkie spodenki. Jej uwagi nie przyciągało nawet to, że tego popołudnia na boisku mierzyły się ze sobą drużyny znajdujące się w zupełnie odmiennej sytuacji. Pesymizmowi Realu Madryt, który nie zdobył mistrzostwa od czasów Republiki, przeciwstawiała się świeżość Atletico, tornado, które niszczyło przeciwników raz dwa. Potwierdził to pierwszy gol strzelony przez Mujice przed upływem 20 minut gry. Na ławce „Colchoneros" Helenio Herrera z arogancją zacisnął dłoń w pięść. Był trenerem na fali a jego oczy błyszczały nieustraszonością kogoś, kto zamierza napisać od nowa historię futbolu. Wszystko, co Carabias wiedziała o piłce nożnej, usłyszała od swoich sąsiadów na trybunie a dzięki wprawnemu uchu wyłapującemu akustykę stadionu, przekonała się że kobiety również bardzo intensywnie przeżywały to, co działo się na boisku. Każdemu, kto by się jej nawinął, mogłaby rzucić że ta gadka, jakoby one chodziły na stadion żeby kontrolować mężów, była wierutną bzdurą. Chociaż wystrojone, w futrach i kapeluszach, kibicki siadały na stadionie aby cieszyć się z goli, gwizdać na przeciwników i zżymać się na sędziego a nie po to, żeby je podziwiano. Chciały się oderwać od codziennych trosk domowego ogniska, zerwać łańcuchy rutyny a cała reszta, poczynając od własnego stroju czy sukienki sąsiadki, była im absolutnie obojętna. Losy meczu rozstrzygnęły się zdumiewającą łatwo. Kiedy Juncosa strzelił piątego gola po wybornym podaniu Ben Barka, przypieczętowując fiestę „Colchoneros", jedna z kibicek Atletico podwinęła dół sukienki i nachyliła się w stronę placu gry: "Ha! Nie mieliście szans nawet na remis... Co za pośmiewisko! Wasze zdziwione gęby widać na kilometr!"- wykrzyknęła radośnie. Niewątpliwie ta kibicka wróci do domu w doskonałym nastroju i z odnowionymi siłami rozpocznie nowy tydzień i być może w tym tkwił sekret fascynacji, jaką wywoływała w ludziach wejściówka na mecz, pomyślała Josefina, zbierając rzeczy; tylko ci czy ci niektórzy ją zdobyli, mieli realną szansę aby na kilka dni zamienić swoją egzystencję w coś lżejszego i znośniejszego a w tamtych czasach to nie było mało.

Marcel Beltran

@Safrani
@shaun
@Szalik

1

@FCBparasiempre Świetnie się czytało ten fragment!

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?