La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 801 Culés

10

Tournee po Francji:

31 października 1937 r. zorganizowano mecz Liga Polska – Francuska Liga Północna. W Lille w obecności 20 tys. widzów Polacy wygrali 2:1 po golach Leonarda Piątka i Ernesta Wilimowskiego. Następnie w Paryżu Polacy zagrali przeciw drużynie mistrza Włoch Bologna FC, pokonując ją 5:1(!) i znów w głównej roli pokazali się Ślązacy: 2 gole ,,Eziego”, po jednej Piątka, Wostala i Korbasa.

Co też tak frapującego wydarzyło się we Francji(?), tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.


@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

7

@FCBparasiempre
Prasa francuska była zauroczona postawą Wilimowskiego i Wodarza, których niezaprzeczalny talent oraz piłkarski kunszt robiły wrażenie. Zwłaszcza Wilimowski, dzięki swoim żonglerskim talentom, zyskał uznanie w oczach żurnalistów paryskich, którzy określili go najwybitniejszym zawodnikiem ,,Turnieju Wszystkich Świętych”. Wizyta polskich ligowców we Francji była doskonałą okazją dla działaczy francuskich na podjęcie kolejnej próby skaperowania Wilimowskiego. Działacze Racingu nie zrazili się marcową porażką i tym razem zarzucono też wędke na innych graczy. ,,Ezi” za gre we francuskim klubie miał otrzymać 3000 franków i regularne premie. Po powrocie piłkarzy media tradycyjnie rozkręciły afere. ,,Śląski Kurier Poranny” napisał: ,, Jeden z największych dzienników sportowych w Paryżu ,,L’Auto” zamieszcza w środowym numerze sensacyjną wiadomość. Oto czterej nasi znakomici piłkarze: Wilimowski, Piątek, Wodarz i Góra, podpisali kontrakt do Racing Clubu. Gdy wiadomość ta rozeszła się w Paryżu, zawodnicy nasi byli już w pociągu, udając się do Polski. Według jednak zebranych informacyj, sprawa skaperowania naszej czwórki piłkarzy przedstawia się następująco: W poniedziałek o godzinie 10-tej wieczorem, do hotelu, gdzie zamieszkiwali Polacy, przybyło kilku przedstawicieli Racing Clubu. Zabrali Wilimowskiego i Góre i udali się najpierw do jednej z restauracji w okolicach Folier Berger a później do lokalu Racing Clubu, gdzie uraczono ich obficie winem. Dotychczas nie udało się stwierdzić, czy w towarzystwie Góry i Wilimowskiego byli i inni zawodnicy. Portier hotelowy zauważył bowiem w stanie nietrzeźwym tylko Góre i Wilimowskiego. W kieszeni Wilimowskiego znaleziono gotowe kontrakty przystąpienia do Racingu, na ich nazwiska a oprócz tego kontrakty podpisane przez Piątka i Wodarza. Podczas wyjazdu ekspedycji polskiej z Paryża kilku dziennikarzy francuskich zapytywało Góre, czy wiadomość o podpisaniu kontraktu jest rzeczywiście prawdziwą. Zarówno Góra, jak i inni zawodnicy oświadczyli iż o niczym nie wiedzą. Z Wilimowskim nie można było przeprowadzić rozmowy, gdyż był on jeszcze w stanie zamroczenia. Paryskie ,,L’Auto” dodaje że Góra w dniu wyjazdu miał otrzymać list z Racing Clubu, w którym miała być wyszczególniona jego pensja miesięczna w wysokości 3.000 franków, czyli około 550 zł. Kontrakt ważny jest od dnia 1 listopada do 1 czerwca 1938 r. List adresowany do Góry miał podpisać prezes Racingu, Bernard Levi. Zainterpelowany przez dziennik ,,L’Auto”, Levi zaprzecza by jakiekolwiek listy podpisywał i wysyłał pod adresem Polaków. Nie neguje on jednak że klub jego zaraz po meczu z Bologną powziął decyzje zaangażowania kilku graczy polskich. Wiadomość o skaperowaniu w tak nieetycznych okolicznościach czterech czołowych graczów polskiej reprezentacji wywołała w PZPN olbrzymie wrażenie. Nie wątpliwie po powrocie do Warszawy Wilimowski i jego towarzysze będą przesłuchani przez władze PZPN, które wówczas zadecydują, jakie kroki poczynić w stosunku do Racing Clubu”.

O ile tekst ,,Śląskiego Kurjera Porannego” dość wiernie tłumaczył cały artykuł zamieszczony w ,,L’Auto”, o tyle pominął dwa dość istotne akapity. Na wstępie francuska gazeta stawia sprawę jasno że podpisanie kontraktu przez polskich graczy przypomina brytyjskie historie, w których sierżanci rekrutowali w trakcie szalonych wieczorów nieszczęśników, którzy następnego dnia budzili się jako marynarze Floty Jej Krolewskiej Mości z kontraktem na 5 lat. ,,L’Auto-velo” trafnie zauważyło że polscy piłkarze byli amatorami, zatem byli łatwym łupem dla zawodowych klubów francuskich. Z problemu zdawała sobie sprawę polska federacja, która oddelegowała specjalnie jednego ze swoich członków dla zapobiegania tego typu sprawom. Kiedy o godz. 7 rano portier budził owego opiekuna żeby zobaczył swoich piłkarzy, to najpierw zbladł, lecz gazeta wyraziła duże zdziwienie że jednak nie umarł na miejscu, kiedy zobaczył dwa kontrakty Góry i Wilimowskiego oraz kolejne dwa Piątka i Wodarza. W kolejnym numerze francuskiego ,,L’Auto-velo” wypowiedział się prezes Racingu(warto nadmienić iż był to mistrz Francji z 1936 r.), który najpierw zaprotestował że ktoś porównał rozmowy działaczy jego klubu z kaperowaniem do angielskiej floty. Dodatkowo w 6 punktach odniósł się do tego że już kilka miesięcy wcześniej Wilimowski wyrażał chęć grania w paryskim klubie i to od samego ,,Eziego” wyszła propozycja spotkania z włodarzami Racingu. O godz. 20.00 w trakcie spotkania z Wilimowskim i Górą polscy zawodnicy nie byli pijani. Sporządzono jedynie projekty umów a także pisma gwarantujące roczne wynagrodzenie wraz z regulaminem, które polscy zawodnicy mieli sobie przetłumaczyć już po powrocie do kraju. Dodatkowo prezes wprost powiedział że Wilimowski i Góra nic nie podpisywali, co zresztą Góra przekazał francuskim żurnalistom. Niestety ten artykuł nie przebił się do polskiej prasy. Z ogromnym więc zainteresowaniem oczekiwano we czwartek w godzinach przedpołudniowych przyjazdu naszej reprezentacji. Znaczna liczba kibiców, którzy przybyli powitać przede wszystkim graczy śląskich, stwierdziła z zadowoleniem że jednak mimo pogłosek Wilimowski, Piątek i Wodarz przyjechali z Francji. Zarzucono ic pytaniami dotyczącymi tej ciekawej afery. Zarówno Wilimowski, jak i Piątek oraz Góra stanowczo zaprzeczyli by podpisywali kontrakty. Wilimowski i Góra dodali że faktycznie byli gośćmi Racing Club. Trzeźwiejszy niż węszący sensacji dziennikarze osąd sytuacji wykazał tym razem wiceprezes PZPN Żołędziowski: Podpisanie kontraktu po pijanemu nie ma znaczenia, zwłaszcza że gracze nasi wsiedli już w pociąg i wracają do Polski. Już my ich stąd nie wypuścimy. Wilimowski idzie za kilka tygodni do wojska. Jego wyjazd do Francji jest więc niemożliwy. Trudno teraz przewidzieć, czy i jakie represje wyciągniemy w stosunku do czterech naszych graczy. Może się pewnie okazać że nie ponoszą oni żadnej winy i że podpisy ich wymuszonu wskutek nadużycia alkoholu. W każdym razie nie powstrzymamy się od wyciągnięcia konsekwencji w stosunku do tych działaczy francuskich, którzy nie cofnęli się przed podobnymi metodami. Można namawiać kogoś na zawodowstwo , uzyskać jego zgode ale nie przy pomocy takich sposobów. Zresztą nie można popierać takich metod postępowania w piłkarstwie. Piłkarze polscy, którzy przechodzą na zawodowstwo by zasilić kluby innych państw, muszą uzyskać zwolnienie z naszego związku. Bez tej formalności nie mogą grać w żadnym klubie, zrzeszonym w międzynarodowej federacji piłkarskiej. Nie trzeba chyba dodawać że o zwolnieniu nie ma mowy. Ciesze się jednak że gracze wracając dali w ten sposób dowód że nie poczuwają się do żadnej winy.

Stosowna wypowiedź działacza nie mogła oczywiście zrównoważyć ciekawości reporterów. Czytelnicy chcieli czytać o piłkarskich gwiazdorach, więc temat żył nadal swoim życiem. Poniżej podaje kilka sensacyjnych szczegółów związanych z kaperowaniem graczy polskich do Racingu. Szczegóły te różnią się znacznie od wywodów Wilimowskiego i Góry. Następnego dnia po nocy spędzonej w lokalu Racingu Wilimowski dal znać Wodarzowi i Piątkowi by przybyli do jego pokoju. Z Wodarzem i Piątkiem zjawił się u Wilimowskiego również Kotlarczyk, potem Wilimowski oświadczył im: No, ja już jestem w Racingu; kontrakt podpisałem. ,,Ty nie rób głupstw, odpowiedział Piątek, na co Wilimowski oświadczył że Góra też przechodzi do Racingu i że załatwili też przejście Wodarza i Piątka”. Następnie wyciągnął z pod poduszki jakieś dokumenty, z których nie wiele wiedzieli, gdyż żaden z obecnych nie znał języka francuskiego. Jeden z tych dokumentów potargał od razu Wodarz, drugi zaś Kotlarczyk poszedł oddać p. Frankowi. W międzyczasie Wilimowski wyjaśnił Piątkowi i Wodarzowi że w razie podpisania kontraktu otrzymają od razu czek na 36 tysięcy franków. P. Franek po zaznajomieniu się z treścią dokumentu otrzymanego od Kotlarczyka, zwrócił się do Wilimowskiego z twierdzeniem iż z treści pisma wynika że umowa jest już podpisana. Na to Wilimowski tłumaczył się że nic nie podpisywali że to są tylko wzory kontraktów. Podobnego zdania jest kierownik ekspedycji p. Delekta z Krakowa, który w wywiadzie z przedstawicielem ,,IKC” oświadczył: ,,Wszystko to wygląda na dużą przesadę. Przede wszystkim nasi gracze od samej chwili wyjazdu z Polski do ukończenia meczu finałowego w Paryżu, pozostawali pod ścisłą opieką kierownictwa ekspedycji, przy czym będąc sami przeświadczeni o doniosłości obydwu spotkań, zachowywali się wzorowo. Dopiero po zwycięstwie w finale nad FC Bologna drużyna udała się na wspólną kolacje, która nosiła już swobodniejszy charakter. Po kolacji gracze otrzymali ,,urlop”. Dodać przy tym należy że przedstawiciele Polonii francuskiej towarzyszyli naszym graczom i opiekowali się nimi nadzwyczaj serdecznie. Późną nocą cała drużyna powróciła do hotelu. Spóźnili się jedynie Wilimowski i Góra, którzy widocznie nie docenili siły wina francuskiego i zawieruszyli się na mieście. Rano drużyna udała się na wystawe i już wtedy rozeszły się pogłoski o rzekomym podpisaniu kontraktów przez dwóch graczy polskich. List paryskiego Racing Club, który znaleziono u Wilimowskiego, został przez kierownictwo drużyny ,,skonfiskowany”. Gdy drużyna polska przybyła na wystawe, oczekiwał już na nią jeden z managerów klubu paryskiego, który w dalszym ciągu namawiał ich do przejścia na zawodowstwo i do wstąpienia do jednej z drużyn francuskich. Propozycje te były kierowane nie tylko do Wilimowskiego i Góry ale do wielu graczy, lecz zostały z miejsca przez nich odrzucone. Więc mamy do czynienia z wielkim hałasem o nic? - W gruncie rzeczy tak jest. Mam nadzieje ze dalsze dochodzenia potwierdzą nasze przewidywania. Faktem niezaprzeczalnym jest że Wilimowski i Góra faktycznie przekroczyli miarę w użyciu alkoholu ale to już tak u nas jest, że po meczu, zwłaszcza wygranym, oblewa się suto zawody. Zwyczaj ten wykorzystali sprytni managerowie ale im się to nie udało. Okazje do zabrania głosu wykorzystał także piłkarz ŁKS-u Antoni Gałecki: ,,Powiem szczerze jak było. Graliśmy tak wspaniale że nie dziw iż zawodowe drużyny zainteresowały się niektórym i graczami. Na Wilimowskiego zarzucano już sieci w marcu, kiedy po raz pierwszy grał przeciwko lidze paryskiej. Już w Lille kręciły się jakieś typy dookoła niego. W Paryżu, po jego żonglerskiej grze, starano się do niego dostać. Podobno Wilimowski był w korespondencji z Racing Clubem i możliwe że dawali mu 50 tysięcy franków jako jednorazową sume dla ,,matki” i 36 tys. za gre w ciągu niespełna sezonu, gdyż za 10 miesięcy. Może cyfry są nie ścisłe, gdyż we wszystkim jest trochę przesady, choć prawde mówiąc on jest wart tej sumy. Widzieliśmy już zawodowców, którzy otrzymuję te wynagrodzenia a nie umywają się do klasy Wilimowskiego. Poważnie tylko nim się zainteresowano.

Po zwycięskim meczu nad Włochami udaliśmy się do hotelu ,,Ecosse” na kolacje a potem mieliśmy wieczór wolny, który zamierzaliśmy wspólnie spędzić. W międzyczasie hol hotelu zapełnił się kibicami i emigrantami, którzy przyszli dziękować za wrażenia z meczu i zaofiarowali swe usługi przy zwiedzaniu Paryża w nocy. Niespodziewanie wymknął się z hotelu Góra, pociągając za sobą następnie Wilimowskiego. Niby to wyszli ,,na chwile”, ,,zaraz wrócą”. Nikt nie przywiązywał większej wagi do tego faktu, gdyż i tak partiami wyszliśmy na miasto. Wróciliśmy do domu po północy. Ja mieszkałem razem z Górą w jednym pokoju. Kiedy wróciłem do pokoju hotelowego, nie było go jeszcze. Położyłem się spać i momentalnie zasnąłem. O godz. 7 rano wrócił w różowym humorze mój współtowarzysz. Zachowywał się głośno, obudził mnie. Byłem wściekły na niego za to, gdyż spałem twardo. Kiedy mu przygadałem odezwał się: Antek! Patrz! Podpisałem kontrakt do Racingu Club. Płacą 3 tys. franków miesięcznie! Pozostaje w Paryżu! I wykrzykując jakieś nie zrozumiałe zdania, pokazuje mi list pisany po francusku a ja do niego: Nie mieli by kogo angażować, tylko Ciebie? Puknij się w głowe. Z ludźmi podgazowanymi nie wolno się wdawać w dyskusje, to też odwróciłem się plecami do niego i dalej spałem. Wkrótce usnął i Góra. Przy śniadaniu pękła bomba z Wilimowskim. On miał większy humor niż Góra. Zachowywał się głośno wykrzykując: ,,Nie jade do Polski! Pozostaje w Paryżu!” Wilimowski nie kładł się tego dnia spać i do wieczora był w takim humorze. Wreszcie wyperswadowano mu nierozważne postępowanie. Wilimowski miał podobno również jakieś podpisane papiery i podobno we wtorek zgłosił się nawet ktoś z Racingu po niego. Kiedy obaj(Góra i Wilimowski) przyszli do siebie, zaczeli się wypierać całej historii i obrócili ją w żart. Dobrze się widocznie w towarzystwie Francuzów bawili i albo zakpili z nich, albo też nie zdawali sobie sprawy z tego co robią. Opinie o żarcie potwierdzają członkowie ekspedycji. Wiadomości o Wodarzu i Piątku są zmyślone. Obaj o niczym nie wiedzieli. - Jakie jest więc zdanie pana o tej całej sprawie? – Nie można tej całej historii brać poważnie. Wilimowski zdawał sobie sprawę ze we Francji pozostać nie może, jest bowiem w wieku przedpoborowym i nie otrzymał by prawa pobytu a o Górze nikt poważnie nie myślał. W ogóle nabroił Góra, który zabawił się w ,,ważnego”. Całą więc historie należy potraktować jeżeli nie jako żart, to w każdym bądź razie jako nieporozumienie. Piłkarze potrafili się bawić. Sprawa miała swój rozrywkowy ciąg dalszy i dostarczyła prasie kolejnych smakowitych kąsków. Koniec końców zarząd PZPN nie ukarał żadnego z zawodników wyżej wymienionych, gdyż nie miał ku temu podstaw. Mógł ich zdyskwalifikować z chwilą, gdy staliby się zawodowcami a PZPN zajmował się bowiem tylko graczami-amatorami. Generalnie cała afera medialna, której ponownie głównym bohaterem był Wilimowski, wyraźnie podniosła sprzedaż prasy. Artykuły o ,,Ezim” cieszyły się ogromną popularnością, w związku z tym dziennikarze gotowi byli na wiele aby zaspokoić żądnych sensacji czytelników. Sprawa Wilimowskiego miała jednak pewien pozytywny aspekt. W artykule ,,Un probleme se pose maintentat: le transfert international d’un joueur amateur” poruszono kwestię pozyskiwania graczy z zagranicy. Sprawa przejścia z klubu zawodowego do zawodowego między różnymi krajami była opisana w przepisach ale kwestia przejścia zawodnika z zespołu amatorskiego do zawodowego z dwóch różnych krajów nie miała żadnego uregulowania prawnego. W tym miejscu pojawiało się bardzo duże pole do nadużyć. Przykład próby pozyskania Wilimowskiego był pierwszym tego typu we Francji, po którym zasygnalizowano aby FIFA zajęła się tym zagadnieniem.

1

@FCBparasiempre Niecodzienny mecz.Mogliby obecnie zagrać taki mecz, najpewniej Francuzi by naszych ograli :(

1

@FCBparasiempre można by powiedzieć, że Polacy przysłużyli się do powstania prawa transferowego

1

@Safrani No właśnie! Już pomijając fakt jak wybitnych mieliśmy piłkarzy na czele z Wilimowskim przed wojną, to jeszcze taką niespotykaną historie dotyczącą prawa transferowego napisali Ślązacy...

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?