@RosjaninBut Był idealny dla Barcy, w której grali zawodnicy, dla których szybką, techniczna tiki-taka nie była szczytem artyzmu, a chlebem powszednim. Tutaj mógł swoją wizję footballu wdrażać w życie używając idealnie skrojonych do tego narzędzi. Niestety z innymi narzędziami nie umie wyrzeźbić podobnych arcydzieł. Co by znaczyło, że to jednak Iniesta i Xavi byli kluczowi w tym wszystkim co osiągnęła Barca, a nie Pep. Ewentualnie cała trójka świetnie się uzupełniała.
Obejrzałem sobie jeszcze raz wczorajszy mecz i stwierdzam jedną rzecz: ta porażka jest spowodowana dokładnie tym samym, co porażki z Liverpoolem i Romą. Wiecie czym? Brakiem koncentracji. Te 3 bramki stracone w 9 minut to było coś zupełnie niepotrzebnego. A chwilę wcześniej przy odrobinie większej końce tracji to Barca mogła strzelić 2 bramki. Wniosek jest taki - niech nasi zawodnicy jak najszybciej pójdą na jakąś terapię psychologiczną w celu poprawy koncentracji, albo niech piją ze 3 Red bulle przed każdym meczem.
@pluszek Zgadzam się, że to trudne zadanie. Ale nie niemożliwe. Nie mówię też, że wymiana składu ma nastąpić w jednym okienku transferowym. Zdaje sobie sprawę, że to będzie proces kilkuletni i trzeba się po prostu pogodzić z tym, że w tym okresie Barca nie będzie walczyć o najwyższe trofea. Trzeba dać czas nowemu trenerowi, na przykład 3 lata, żeby zbudował drużynę od nowa. Co do kochania Barcelony to najlepszym przykładem takiej sportowej miłości był Neymar. Nie mówię, że każdy jest taki jak on, ale pewne inne względy mogą ułatwić zawodnikowi podjęcie decyzji o odejściu z klubu. Na przykład oddelegowanie go do rezerw w sezonie przed Euro to dość skuteczna metoda, by zawodnik chciał jak najszybciej zmienić otoczenie. Albo sadzanie go ciągle na ławce. Oczywiście to już rola trenera i zarządu, żeby dobrać odpowiednie metody do zrestrukturyzowania Barcy.
@wojtek_debiec4 Nie wiem kto ma zostać. Niech oceni to nowy trener, a nie kibice. Być może Messi, mimo bycia najlepszym piłkarzem świata, ze względu na swój charakter, czy przyjaźnie zawarte w drużynie nie będzie wcale optymalnym zawodnikiem w projekcie nowego trenera.
W tej drużynie może zostać 2-3 piłkarzy. Reszta jest do sprzedania. Zmiana zarządu jest też potrzebna dla odświeżenia atmosfery. Po zwolnieniu trenera zarząd powinien w całości podać się do dymisji. Nowy zarząd zatrudnia nowego trenera, który pierwszy trening powinien zacząć od słów: "witajcie, jak widzicie jesteśmy zupełnie nową drużyną z czystą kartą, którą mam nadzieję że zapiszemy złotymi zgłoskami." Takie podejście jest niezbędne, żeby każdy piłkarz, który założy bordowo-granatowa koszulkę miał poczucie, że faktycznie nie ma nic wspólnego z tą byłą Barcoloną, która była tak poniżana w Europie w ostatnich kilku latach, tylko żeby raczej miał poczucie, że to jest coś zupełnie nowego, nowy projekt, nowa drużyna, której koszmary tej starej Barcelony zupełnie nie dotyczą. Dzięki temu będą mogli grać bez tego obciążenia mentalnego, które teraz widzimy u obecnych piłkarzy Barcy.
@Forseti zgadzam się, koleś jest tak wolny, że w życiu nie widziałem tak snującego się piłkarza. Ale generalnie cała drużyna gra bez jakiejkolwiek ambicji, jakby na pół gwizdka. Jak się patrzy na naszych rywali, to widać, że oni grają zawsze na maksa. Zawsze są skoncentrowani i w każdą akcję wkładają maksimum siły, szybkości i zaangażowania. A my od dwóch lat gramy bez tego powera, który jest po prostu standardem w przypadku innych drużyn.
Przeciez widać, że ta drużyna jest mentalnie zniszczona już od kilku sezonów. Wszystko się w klubie sypie. Zawodnicy są skłóceni z zarządem, zarząd jest skłócony z kibicami, zawodnicy są skłoceni z trenerem, a w dodatku zawodnicy zdają sobie sprawę, że grają fatalnie, są słabi, przeciętni. Trener nie ma ani pomysłu na grę, ani pomysłu jak przywrócić zawodnikom mentalność zwycięzców. Prawda jest taka, że już nie da się tego przywrócić. Ich psychika jest zdemolowana i jedyne co może im pomóc, to odejście do innych klubów, w których będą mogli odciąć się od koszmarów przeszłości, która jest źródłem ich frustracji i obaw, które powracają w każdym kolejnym meczu LM wiążąc im nie tylko nogi, ale przede wszystkim blokując głowy. W nowych klubach będą mogli zaczynać z czystą kartą. To dla nich jedyna szansa. W tym klubie może pozostać 4-5 zawodników, którzy otoczeni przez resztę zupełnie nowych kolegów, nowego trenera i nowy zarząd mogliby mieć także poczucie, że jest to zupełnie inna drużyna niż ta, która w ostatnich sezonach była tak słaba. W ten sposób tych 4-5 zawodników też mogłoby się odciąć się od koszmarów przeszłości, które ich mentalnie wyniszczają. Jeśli ktoś uważa, że tę drużynę można jeszcze przywrócić na zwyciężą ścieżkę, to jest w grubym błędzie. Bo problem polega na tym, że ta grupa zawodników jako pewien agregat sama dla siebie jest przekleństwem, bo to właśnie ta drużyna jako całość jest dla zawodników uosobieniem tych wszystkich obaw, klęsk i koszmarów. Zatem jeśli Ci wszyscy zawodnicy będą nadal grać w tym samym składzie, to już zawsze, przed każdym kolejnym meczem będą mieli świadomość, że są nadal tą samą frajerską, beznadziejną, wyszydzaną, rozgramianą drużyną, a tym samym będą w każdym kolejnym meczu LM sparaliżowani paniką wynikającą z obawy, że ten mecz może się okazać kolejnym koszmarem. Zatem ta drużyna musi się rozpaść. Dla swojego dobra.
Ter Stegen ale mnie wkurza z tymi stratami. W tym sezonie po prostu robi to nagminnie. Kilka razy w meczu ma tekie bezmyślne, albo niedokładne wybicia. To jest tak irytujące, że aż czasem marzę, żeby Barcelona zmieniła bramkarza na jakiegoś innego.
Od jakiegoś czasu coraz bardziej popularne jest zadawanie pytań w stylu: "co sądzisz o osobach LGBT?". Odpowiedzi padają różne. Jedni mówią, że nic do nich nie mają, inni że temat jest im obojętny, a jeszcze inni, że to chore, demoralizatorskie, grzeszne. A ja chciałbym zadać pytanie odwrotne, tzn. dotyczące tych, którzy jawnie krytykują osoby LGBT i z nimi walczą. Co sądzicie o takich osobach? One często powołują się na to, że są katolikami, ale czy Waszym zdaniem taka niechęć do osób LGBT przystoi katolikowi, chrześcijaninowi? W Biblii jest przecież wiele fragmentów, które wprost zakazują chrzescijanom osądzac innych ludzi itd.
@tbas pełna zgoda. Należy pałować jednych i drugich. Wszak nie od dziś wiadomo, że najlepsze jest poszukiwanie złotego środka. Wszelkie skrajności nie są nigdy z natury rzeczy optymalne. Dlatego skrajna prawica i skrajna lewica to nigdy nie będzie dobry wybór.
@speed1 Zbyt generalnie do tego podchodzisz. Znam przykład z mojego najbliższego otoczenia, gdzie dwie kobiety wychowywały 5 dzieci. Rodzice tych dzieci zginęli w wypadku, więc przysposobiła je babcia. A babcia była homoseksualna i żyła ze swoją partnerką od wielu, wielu lat. Z dzieci wyrosły 4 normalne heteroseksualne kobiety i jeden heteroseksualny facet. Dziś są już osobami, które mają swoje rodziny i dorosłe dzieci. Gdyby nie ich babcia, trafiłyby pewnie do sierocińca, a po takim doświadczeniu cholera wie, czy nie wyrosłaby z nich jakaś patola. Na pewno szanse byłyby na to większe niż w przypadku gdy były wychowywane przez kochającą babcię.
@SHIBA Świat będzie na pewno piękny. Znikną elektrownie węglowe i większość atomowych. Klimat się oczyści, bo auta będą wyłącznie elektryczne. Dzięki czemu w miastach będzie czysciej i będzie mniej śmierdziało. Stacje paliw zastąpią stacje ładowania. Będzie za to na pewno znacznie więcej wieżowców niż obecnie, bo nastąpi z pewnością wzrost populacji. Myślę też, że nie ma się co obawiać o to, że część populacji ludzkiej będzie niesłychanie bogata, a część będzie żyła w slumsach, tak jak to pokazują zazwyczaj futurystyczne filmy. Jestem przekonany, że w ciągu 50 lat Afryka znacząco podgoni świat pod względem cywilizacyjnym. Uważam, że za 50 lat afrykańskie miasta mogą wyglądać trochę podobnie do tych z Ameryki Południowej z drugiej połowy XX w. Problemem tam będzie jednak wciąż infrastruktura drogowa, ale głęboko wierzę w to, że znikną konflikty plemienne, ponieważ pogłębi się tożsamość narodowa Afrykańczyków, a ta plemienna znacznie osłabnie. Za 50 lat Rosja nie będzie już tym samym państwem co dzisiaj. Po śmierci Putina będą walki o władze w tym kraju, ale wierzę, że wygra tam w końcu prawdziwa demokracja. Krajem, który będzie najbardziej niebezpieczny, będą Chiny. Nie wiem tylko czy będzie to nadal taki gigant gospodarczy jak obecnie. Bo świat będzie chciał się od nich trochę uniezależnić, przeć co nie będą w stanie się już tak szybko bogacić. To spowoduje pewien izolacjonizm Chin i jednocześnie ich wzburzenie, dlatego to właśnie Chiny przejmą nieco pałeczkę Rosji jako tego złego, komunistycznego państwa, które będzie niezadowolone ze swojej pozycji geopolitycznej. Na pewno powstanie nawet jakaś część przygód Jamesa Bonda, w której będzie on walczył z Chińczykami. A propos - kino zasadniczo się nie zmieni. Co prawda powstaną pewnie sale, w których będzie można oglądać seanse VR, albo jakieś filmy holograficzne, natomiast będzie to raczej taka ciekawostka. Najbardziej popularne będą nadal tradycyjne kina, takie jakie znamy dziś, tzn. z obrazem 2D. Być może jednak będą one wyświetlane na ekranach microLED i w bardzo wysokiej rozdzielczosci. Bo kino to sztuka, a w formy artystycznego wyrazu nie zmieniają się co do zasady. Czasem stają się bardziej abstrakcyjne, ale nośniki dzieł danej muzy raczej się nie zmieniają. Tak jak kiedyś obrazy malowano na płótnie, czy tynku (freski - murale), tak i dziś się to robi. Książki pisało się na papierze i nadal, od wieków się to robi w ten sposób. I tak dalej. Owszem pojawiają się nowe nośniki, ale są one zawsze raczej tylko pewnym uzupełnieniem dla tych tradycyjnych. Jedynym wyjątkiem jest muzyka, która wciąż szuka swojego optymalnego nośnika, który pozwoli na zachowanie jakości dźwięku najbardziej zbliżonej do oryginalnych brzmień generowanych przez muzyka za pomocą instrumentów. Myślę, że za 50 lat muzyka będzie tylko i wyłącznie w wersji cyfrowej o bardzo wysokim bitrate. Bardzo szybki internet spokojnie na to pozwoli. Całkowicie zapomnimy o płytach CD, czy DVD. Do internetu będzie podłączona większość naszych urządzeń w domu już nie tylko TV czy zestaw hi-fi, ale także rolety na oknach, lodówki i mikrofalówki, czy nawet słuchawki bezprzewodowe, które też będą mogły strumieniować muzykę bezpośrednio ze Spotify czy innego serwisu streamingowego. Telefony komórkowe chyba pozostaną, aczkolwiek możliwe, że będą po prostu jakoś składane bardziej czy coś. Nie będziemy ich mieli wszczepianch w postaci jakichś czipów. Uważam tak, ponieważ posiadanie przy sobie urządzenia z ekranem, to jest bardzo wygodna sprawa ze względu na możliwość przeglądania internetu, filmów, czy zdjęć i ciężko byłoby to zrobić bez ekranu. Implantologia na pewno się rozwinie, ale tylko taka medyczna, a nie użytkowa. Na pewno nikt nie będzie sobie zamiast ręki robił jakiegoś metalowego, cybernetycznego implantu z jakimiś dodatkowymi funkcjonalnościami. Co to, to nie. Sądzę, że populacja ludzka bardzo się wymiesza rasowo. Będziemy mieli skośnookich czarnoskórych i tym podobne kwiatki. Widok różnych kolorów skóry na ulicach będzie całkowitym standardem. Wydaje mi się także, że takie multi-kulti będzie też przyczyną upadku znaczenia religii. Ludzie nadal będą wierzyć w swojego Boga, ale raczej w swoich domach, a nie w kościołach, synagogach, czy meczetach. Możliwe, że nabożeństwa będą odprawiane głównie online. Wspomniana już przeze mnie zwiekszona liczba ludzi na świecie spowoduje, że podróżując pociągami, czy autami na drugi koniec kraju, będziemy przez większość czasu poruszać się na terenach zabudowanych. I myślę że tu jest największy problem dla ludzkości, bo urbanizacja terenów, które dotąd były areałem uprawnym, przy jednoczesnej znacznie większej liczebności populacji ludzkiej może spowodować konieczność przejścia z rolnictwa na jeszcze bardziej intensywne, zwłaszcza w tych krajach, gdzie przyrost ludności jest największy, czyli w Chinach i Indiach. Ale generalnie ten problem dotknie cały świat. Dlatego uprawy będą coraz więcej nawożone, a może i nawet te uprawy, które dziś nie są szklarniowe, zaczną być przenosozne do szklarni, aby ich uprawa mogła być kontynuowana cały rok, a zbiory mogły odbywać się na przykład dwa razy w roku. Mam tu na myśli na przykład sąady owocowe. W takich szklarniach będą rosły drzewa zmodyfikowane w taki sposób, aby możliwe było dwukrotne zbieranie owoców w ciągu roku. W szklarniach będzie się w sposób sztuczny przyspieszać upływ poszczególnych pór roku. Czytałem w jakims Focusie, że tak naprawdę tak już jest z wiekszościa warzyw. Myślę, że za chwilę to samo stanie się standardem w przypadku bananów, pomarańczy, kiwi, a może i naszych jabłek, śliwek, czy truskawek. Tak - z pewnością intensyfikacja rolnictwa jest nieunikniona. Zastanawiam się nad medycyną. Mam wrażenie, że złote lata rozkwitu tej dziedziny życia są już za nami. Jeśli nie zostanie odkryty jakiś nowy sposób leczenia raka, to myślę, że niewiele się w tym zakresie zmieni. Aczkolwiek jestem prawie pewien, że zamiast karetek do chorych, czy rannych w wypadkach będą latać drony, które drogą powietrzną będą szybko i sprawnie mogły transportować te osoby do szpitali. No i tak jak wspomniałem wcześniej - na pewno rozwinie się implantologia medyczna. Na ulicach zobaczymy więcej ludzi z nowoczesnymi protezami utraconych, bądź niesprawnych rąk i nóg, być może także ze sztucznymi organami wewnętrznymi. Może i serce będzie można zastąpić jakimś nowoczesnym urządzeniem? Chciałbym także wierzyć w to, że na ulicach zobaczymy osoby niepełnosprawne poruszające się nie na tradycyjnych wózkach, lecz za pomocą jakichś egzoszkieletów. Prace nad tego typu urządzeniami trwają już przecież od lat i może w końcu coś takiego wejdzie do użytku za jakieś 20-30 lat, a za kolejne 20 lat stanie się standardem w ułatwianiu poruszania się osobom z dysfunkcjami narządu ruchu. To jednak nie tyle medycyna, co robotyka. Mam nadzieję, że częstotliwość występowania chorób cywilizacyjnych, w tym raka, zmniejszy się, bo nasze organizmy z czasem przyzwyczają się do tak dynamicznego trybu życia i do żywności pochodzącej z upraw zintensyfikowanego rolnictwa. A może nawet zmniejszy się ta liczba, bo paradoksalnie będziemy jadali znacznie więcej warzyw i owoców, których uprawa będzie łatwiejsza i tańsza niż hodowla bydła. Mięso będzie po prostu dużo droższe i tylko na specjalne okazje. Czystsze powietrze też może spowodować spadek zachorowalności. Tradycyjne sklepy może nie znikną, ale większość zakupów nawet spożywczych będzie się robiło tylko przez internet. Sklepy będą te zakupy dostarczać do domów, albo do paczkomatów. Sport - no cóż, chciałbym wierzyć, że w tym zakresie nic się nie zmieni. Że nadal Liga Mistrzów, olimpiady, czy mistrzostwa świata będą wyglądały dokładnie tak jak dzisiaj. Bo sport to też sztuka. Podsumowując - nie wierzę w jakieś futurystyczne wizje z autami latającymi między kilometrowymi wieżowcami. Nie wierzę, w zaimplantowanych ludzi z telefonami wszczepionymi w głowę i ekranami wbudowanymi w przedramię. Nie wierzę w jakiś kataklizm cieplarniany, bo już powoli nasza cywilizacja zaczyna odrzucać to, co mogłoby go spowodować. Nie wierzę więc w palmy rosnące w Polsce, ani nawet w oleandry mogące sobie u nas zimować będąc wkopanymi do gruntu. Postęp na pewno się dokona, ale raczej nie liczyłbym na takie zmiany, jakie nastąpiły w wyniku rewolucji przemysłowej, czy rewolucji cyfrowej. Te bowiem mamy już za sobą, a kolejna nie wiem nawet czego miałaby dotyczyć. Kolejny taki wielki przełom na swiecie nastąpi chyba dopiero jeśli ktoś wymyśli sposób na bezprzewodowe przesłanie energii elektrycznej na duże odległości. Ale to raczej nie nastąpi w ciągu 50 lat. A jeśli w Polsce nadal będzie rządził PiS, to powyższy opis nas nie dotyczy ;) Odpowiedź na pytanie, czy to dobrze, czy źle pozostawiam otwartą.
@MesQueUnClub_87 No właśnie czasem mam wątpliwości, bo na przykład któraś z książek o Andresie była dla mnie tak beznadziejna, że aż żałowałem wydanych pieniędzy. Niektóre takie produkcje są chyba robione dla ludzi, którzy w życiu o głównym bohaterze nie słyszeli. Z takich książek ci, którzy historie głównego bohatera znają choćby w przeciętnym stopniu, niczego nowego się nie dowiedzą.
@Slazmi Hej, przejrzałem co napisałeś i stwierdzam, że porównujesz ze sobą dwa niekorelujące ze sobą pojęcia. Nie korelujące ze sobą z różnych względów. Na przykład ze względu na na różne czasy ich występowania w systemach prawnych. Otóż przywilej nie występuje w dzisiejszych systemach prawnych. Przywilej to bowiem określone prawo, które bywało nadawane w czasach monarchii pewnej grupie społecznej, które to prawo wyróżniało tę grupę od innych grup społecznych. Przywileje w demokratycznym Państwie prawa, to znaczy także w obecnej Polsce, nie mogą występować, ponieważ zgodnie z zapisami naszej konstytucji wszyscy jesteśmy wobec prawa równi. Nadawanie komuś przywilejów oznaczałoby złamanie zasady równości wobec prawa. Dyskryminacja jest natomiast pojęciem współczesnym. Nie występowała ani w XV, ani w XVI, ani w XVII, ani w XVIII, ani w XIX w. To znaczy jest pojęciem z okresu, kiedy cywilizacja ludzka doszła już do poziomu, który uznaje równość wszystkich ludzi bez względu na płeć, wiek, religię, czy jakiekolwiek czynniki. I te prawa gwarantuje wszystkim w najważniejszych aktach prawnych każdej cywilizowanej populacji. Twoje porównanie jest więc trochę takie, jakby porównywać ze sobą przywilej korzystania na boisku z AK-40 przez piłkarzy urodzonych przed 1990 r. z dyskryminacją polegająca na zakazie całkowitego wbiegania na boisko przez piłkarzy urodzonych po 1990 r. Myślę, że z góry wiadome by było kto wygra mecz. Poza tym na przyszłość zwracam Ci uwagę, że w warunkach zatrudnienia nie można określać żądanej płci pracownika. Wiem, że jest to spotykane w ogłoszeniach wystawianych przez Januszy biznesu, ale gdyby ktoś taką firmę zgłosił do PIP, to Janusz płacze. Na przykład prowadząc gabinet makijażu nie możesz w ogłoszeniu żądać, aby o wakat ubiegały się tylko kobiety, bo to tak jakbyś zabraniał ubiegania się o to miejsce Nail Youngowi, który odpowiadał za perfekcyjny wygląd w filmach i teledyskach chociażby Helen Mirren, Kate Hudson, Hilary Swank, Grace Jones, Kasi Smutniak, czy Kylie Minogue. Gdybyś na przyszłość jeszcze czegoś nie rozumiał w kwestiach cywilizacji XXI wieku, proszę nie szukaj wiedzy w tym zakresie w TVP, ponieważ ta stacja jest obecnie na poziomie cywilizacyjnym porównywalnym z mediami kontrolowanymi przez Goebbelsa w Niemczech w latach 30 XX wieku. Tam również wskazywano pewne grupy społeczne jako zagrożenie dla Niemieckiej Rzeszy. Zwróć uwagę, że to było 90 lat temu (nawet św. Jan Paweł II tak długo nie żył)i do dzisiaj nawet My, Polacy, mamy Niemcom za złe, że taki faszyzm wymyślili. Trochę więc nie wypada, żebyśmy sami podobne zasady faszystowskie wprowadzali w naszym kraju. Pozdrawiam.
@tobiasson92 dziś pisał o tym, że gminy, które wyznaczyły strefy wolne od LGBT nie otrzymają funduszy europejskich.
W tej całej historii najlepsze jednak jest to, co zrobił nasz Minister Sprawiedliwości. Otóż próbując przekonać opinię publiczną, że powyższe stanowisko UE jest niezgodne z prawem, Ziobro mówił tak:
"Jest to działanie bezzasadne i bezprawne. Traktat UE wyraźnie stanowi, że Komisja Europejska i wszystkie organy UE mają obowiązek szanować zasadę równości obywateli, których prawem jest swobodne kształtowanie własnych opinii, przekonań i poglądów."
Zatem Ziobro broni uchwał dyskryminujących część obywateli, powołując się na zapisy o równości obywateli.
Dość karkołomna strategia prawnicza...
Nie jestem wybitnym prawnikiem, ale myślę, że jego argumentację rozłożyliby na łopatki nawet studenci pierwszego roku... Socjologii...
Nie ma się co dziwić - w końcu to Brazylijczyk. Każdy z nich musi coś od*ebać i przygwiazdorzyć. Generalnie mam serdecznie dość piłkarzy z tego kraju. Są mało profesjonalni.
@kampe Tak, na przykład ja. Wiem, że niektórzy są niewiernymi Tomaszami i w koronawirusa nie wierzą. Dopóki nie poznają osobiście, albo chociaż kogoś, kto to przeżył, to nie uwierzą. Dlatego podaję swój przykład. Jak to przebiegało w moim przypadku - opisałem w jednym ze swoich ostatnich komentarzy.
@TrzecieOko zdaję sobie sprawę, że antybiotyki w tym przypadku były błędem lekarza. Ale z drugiej strony pierwsze co mi zapisala to lek przeciwwirusowy. I to taki dość mocny. Skoro nie pomógł ani trochę, a w zasadzie było jeszcze gorzej, to lekarka stwierdziła że tutaj pewnie przyczyny choroby są bakteryjne. Nie mam jej tego za złe, bo widziałem, że się martwiła i starała się. Sam fakt, że co 3 dni chciała mnie widzieć, konsultowała się, innymi specjalistami, wysyłała mnie na dodatkowe badania krwi i rtg - to pokazuje, że naprawdę chciała pomoc. Niestety było widać też pewne zrezygnowanie i bezsilność w jej działaniu. Z tymi antybiotykami po prostu chyba strzelała. No cóż, w tamtym okresie o koronawirusie w Polsce opowiadano tylko żarty i nikt nie miał zielonego pojęcia czym tak naprawdę jest, ani jak z nim walczyć. Zresztą do dzisiaj niewiele się zmieniło w tym zakresie...
@VenoM Stary, miałem to gówno na przełomie stycznia i lutego, kiedy jeszcze nikt w Polsce nie wiedział co to jest i wsyzstkim się zdawało, że to tylko jakiś Chiński badziew. Zaczęło się pewnej niedzieli od tego, że wieczorem wszystko mnie zaczęło boleć. Ale dosłowienie wszystko i to w ciągu godziny. Jakbym nagle miał zakwas całego ciała. Ale tego dnia byłem rano na siłowni, więc pomyślałem, że po prostu przesadziłem. Na drugi dzień nie poszedłem do pracy, mimo iż ból, co prawda częściowo minął, jednak byłem tak osłabiony, że pomyślałem, że bierze mnie jakieś solidne przeziębienie. Miałem ochotę pić tylko sok pomarańczowy, bo to była jedyna rzecz, która zdawała mi się mieć jakiś wyrazisty i jednocześnie przyjemny smak. Poszedłem do lekarza. Dostałem 3 dni zwolnienia i diagnozę "że to na pewno zimowe przeziębienie i w ciągu 3 dni minie". Po trzech dniach wróciłem do lekarza z gorączką przekraczającą 38 stopni i kaszlem tak duszącym, że po każdym kasłaniu sprawdzałem ręką, czy przypadkiem nie kaszlę krwią... Jak zaczynałem kaszleć, to przez 5 minut nie mogłem przestać. Dostałem lek przeciwwirusowy Neosine Duo i polopirynę do zbijania temperatury. Po tym miało mi się poprawić, "ale jakby za 3 dni nie przeszło, to miałem wrócić". Nie przeszło. Co 3 dni byłem u lekarza. Temperatury nie mogłem w ogóle zbić. Po pyralginie temperatura spadała na 15 min i znów rosła do 38 - 39 stopni. Facet przy takiej gorączce zazwyczaj dzwoni do zakładu pogrzebowego zamówić trumnę, ale nawet na to nie miałem sił. W nocy przebierałem się 6 razy, bo tak się pociłem. Cały czas kasłałem i miałem taką wysoką gorączkę. Nic nie jadłem bo nie miałem ochoty. Ale co 3 dni musiałem iść do lekarza, bo babka zastanawiała się co mi jest i chciała mnie widzieć. Po tygodniu, gdy w jej gabinecie dostałem ataku kaszlu, zapisała mi pierwszy antybiotyk - Hiconcil, a także jakieś tabletki rozpuszczalne na kaszel. Widać było, że czegoś nie rozumie. Wysłała mnie na RTG płuc. Zdjęcie nie pokazało niczego niepokojącego, więc uznała, że na pewno niebawem infekcja przejdzie. Ale nie przeszła. Ani kaszel, ani mój oddech, ani gorączka, ani moje samopoczucie się nie poprawiły. Po kolejnym tygodniu dostałem kolejny antybiotyk, bodajże Augmentin. Nadal nie przechodziło. To była końcówka stycznia. Wtedy już było głośno o koronavirusie, ale nadal dla Europejczyków temat wydawał się orientalny. Dochtór zapytała mnie czy byłem w Azji. Nie byłem. Wysłała mnie na kolejne RTG, które skonsultowała z pulmonologiem, który stwierdził, że nie jest to zapalenie płuc, ponieważ nieco dziwnie jak na zapalenie płuc wyglądają plamy świadczące o ogniskach zapalnych. Wg niego było to coś bardziej przypominającego jakieś pasożyty w płucach. Jakieś bąblowce czy coś takiego. Ale to nie były pasożyty. Był już 3 tydzień moich męczarni, kiedy ten shit nie przechodził. Po wypowiedzeniu 2 zdań musiałem brać 3 głębsze wdechy, bo tak byłem zmęczony. Ale nadal 2 razy w tygodniu miałem się pojawiać w przychodni. Więc chodziłem. Całe 400 metrów. Po dotarciu tam byłem zasapany jakbym przebiegł 10 km. A 10 km robiłem dotąd regularnie i to w czasie poniżej 50 minut, co nie jest chyba złym wynikiem jak na amatora, więc miałem porównanie. Teraz po 400 metrowym spacerku musiałem usiąść, odpocząć, złapać i wyregulować oddech. Byłem spocony, jakbym naprawdę przebiegł 10 km i osłabiony jakbym honorowo oddał 3 porcje krwi. W trzecim tygodniu zapisała mi kolejny antybiotyk. Jeśli dobrze pamiętam to Amoksycylinę (chociaż już nie pamiętam). Byłem tak osłabiony, że nie mogłem ani stać, ani chodzić przez dłuższy czas. 99% czasu więc leżałem. Podczas leżenia miałem świszczący oddech. I to świszczenie nie było w nosie, czy gardle, ale ten świst wydobywał się z płuc. To było straszne. Myślałem, że może te pasożyty mi wygryzły jakieś dziury w płucach i tymi dziurami ucieka powietrze. Nigdy czegoś takiego nie miałem. W zasadzie to świszczenie miałem już gdzie ś tak po tygodniu od pierwszych objawów. Czułem jakby mi jakaś flegma zakleiła płuca. Normalnie to czułem! Tak - czułem jak przelewa mi się jakaś ciecz/maź/flegma w płucach. Oddech ciągle miałem spłycony, więc musiałem co któryś raz brać głębszy wdech. A każdy taki głębszy wdech bolał. Bolały mnie mięśnie międzyżebrowe, albo raczej jakby płuca - w tych miejscach, w których przy głębszych wdechach ścianki rozszerzających się płuc dotykały wewnętrznej strony żeber. To właśnie te miejsca styku płuc z żebrami mnie bolały. Z tego bólu czasem aż mi leciały łzy. W 4 tygodniu objawy ustąpiły. Stało się to dość nagle. W zasadzie w ciągu 3 - 4 dni. W tym okresie moje samopoczucie, kaszel, świsty z płuc ustąpiły/poprawiły się. Gorączka ustąpiła chyba jakoś tak tydzień wcześniej. Ale przez cały ten cały czas wszystkie te objawy powodowały, że nie mogłem spać, bo jak spać, gdy kilka razy w nocy musisz się przebierać, bo jesteś mokry jak szmata?! Przypominam, że jesteś tak osłabiony, że ledwo masz siły wstać i się przebrać. W dodatku lewy i prawy bok klatki piersiowej Cię boli, więc możesz leżeć tylko na plecach, ale z kolei leżąc na plecach masz przeraźliwie świszczący oddech. Jak masz wtedy spać?! No nie możesz! Więc po kilku takich nocach jesteś dodatkowo wy*ebany brakiem snu. Ogólnie tragedia. Trzy różne antybiotyki nie pomagały, więc to musiało być spowodowane wirusem. Całe szczęście, że mieszkam sam i nie miałem z nikim kontaktu. Mam nadzieję, że nikogo nie zaraziłem w przychodni, choć dla mnie już wtedy dowodem na podejrzenie koronawirusa ze strony Pani doktor było to, że zawsze mnie prosiła od razu do gabinetu więc wchodziłem (szok!) bez czekania w kolejce. Widać, że Pani daktór sama miała obawy co mi jest i nie chciała nikogo narażać na kontakt ze mną... Ktoś powie - przeżyłem, więc to nie było nic strasznego. Nieprawda. TO było straszne, w życiu tak nie chorowałem. Naprawdę miałem wieczorami obawy, czy rano będę jeszcze na tym świecie. A mam 34 lata i nigdy dotąd nie miałem takich myśli. Dopiero później - w kwietniu - kiedy to w związku z operacją mojej mamy musiałem dostać się do szpitala, zrobiłem sobie badania na obecność przeciwciał wytwarzanych przy zakażeniu koronawirusem. Wówczas koronawirus paraliżował już naszą gospodarkę, więc musiałem coś takiego zrobić. Wynik był pozytywny, co znaczyło, że musiałem mieć COVIDa. Forma mi spadła. Szybciej się męczę. Do dziś przy większym wysiłku czuję jakby dyskomfort w klatce piersiowej i mniejszą wydolność oddechową. Ogólnie nie polecam na to zachorować. Ale przede wszystkim nie polecam stroić sobie z tego żarty. Ktoś starszy, o gorszej kondycji, z osłabionym organizmem, np. z powodu jakichś dodatkowych dolegliwości, naprawdę może tego nie przeżyć. Skoro czasem było mi, w miarę wysportowanemu 34-latkowi, ciężko złapać oddech, to wyobraźcie sobie dopiero co może się komuś starszemu, komuś, kogo organizm z racji wieku już nie jest tak wydolny...
Mega mnie cieszy obecność Jesusa i Santiego w tym zestawieniu :) Uwielbiam tych zawodników. Poza tym są dowodem na to, że przy odpowiednim przygotowaniu nawet zbliżając się do 40 wciąż można prezentować fantastyczny poziom.
0
@RosjaninBut Był idealny dla Barcy, w której grali zawodnicy, dla których szybką, techniczna tiki-taka nie była szczytem artyzmu, a chlebem powszednim. Tutaj mógł swoją wizję footballu wdrażać w życie używając idealnie skrojonych do tego narzędzi. Niestety z innymi narzędziami nie umie wyrzeźbić podobnych arcydzieł. Co by znaczyło, że to jednak Iniesta i Xavi byli kluczowi w tym wszystkim co osiągnęła Barca, a nie Pep. Ewentualnie cała trójka świetnie się uzupełniała.
0
Obecny rząd zapewnia, że to wina Tuska.
1
Obejrzałem sobie jeszcze raz wczorajszy mecz i stwierdzam jedną rzecz: ta porażka jest spowodowana dokładnie tym samym, co porażki z Liverpoolem i Romą. Wiecie czym? Brakiem koncentracji. Te 3 bramki stracone w 9 minut to było coś zupełnie niepotrzebnego. A chwilę wcześniej przy odrobinie większej końce tracji to Barca mogła strzelić 2 bramki.
Wniosek jest taki - niech nasi zawodnicy jak najszybciej pójdą na jakąś terapię psychologiczną w celu poprawy koncentracji, albo niech piją ze 3 Red bulle przed każdym meczem.
0
@pluszek Zgadzam się, że to trudne zadanie. Ale nie niemożliwe. Nie mówię też, że wymiana składu ma nastąpić w jednym okienku transferowym. Zdaje sobie sprawę, że to będzie proces kilkuletni i trzeba się po prostu pogodzić z tym, że w tym okresie Barca nie będzie walczyć o najwyższe trofea. Trzeba dać czas nowemu trenerowi, na przykład 3 lata, żeby zbudował drużynę od nowa.
Co do kochania Barcelony to najlepszym przykładem takiej sportowej miłości był Neymar. Nie mówię, że każdy jest taki jak on, ale pewne inne względy mogą ułatwić zawodnikowi podjęcie decyzji o odejściu z klubu. Na przykład oddelegowanie go do rezerw w sezonie przed Euro to dość skuteczna metoda, by zawodnik chciał jak najszybciej zmienić otoczenie. Albo sadzanie go ciągle na ławce. Oczywiście to już rola trenera i zarządu, żeby dobrać odpowiednie metody do zrestrukturyzowania Barcy.
0
@wojtek_debiec4 Nie wiem kto ma zostać. Niech oceni to nowy trener, a nie kibice. Być może Messi, mimo bycia najlepszym piłkarzem świata, ze względu na swój charakter, czy przyjaźnie zawarte w drużynie nie będzie wcale optymalnym zawodnikiem w projekcie nowego trenera.
0
@pluszek Mimo wszystko mam nadzieję, że to nie jest tylko piękna bajka, lecz zwykła kolej rzeczy, która nastąpi.
0
W tej drużynie może zostać 2-3 piłkarzy. Reszta jest do sprzedania. Zmiana zarządu jest też potrzebna dla odświeżenia atmosfery. Po zwolnieniu trenera zarząd powinien w całości podać się do dymisji. Nowy zarząd zatrudnia nowego trenera, który pierwszy trening powinien zacząć od słów: "witajcie, jak widzicie jesteśmy zupełnie nową drużyną z czystą kartą, którą mam nadzieję że zapiszemy złotymi zgłoskami." Takie podejście jest niezbędne, żeby każdy piłkarz, który założy bordowo-granatowa koszulkę miał poczucie, że faktycznie nie ma nic wspólnego z tą byłą Barcoloną, która była tak poniżana w Europie w ostatnich kilku latach, tylko żeby raczej miał poczucie, że to jest coś zupełnie nowego, nowy projekt, nowa drużyna, której koszmary tej starej Barcelony zupełnie nie dotyczą. Dzięki temu będą mogli grać bez tego obciążenia mentalnego, które teraz widzimy u obecnych piłkarzy Barcy.
2
@Forseti zgadzam się, koleś jest tak wolny, że w życiu nie widziałem tak snującego się piłkarza. Ale generalnie cała drużyna gra bez jakiejkolwiek ambicji, jakby na pół gwizdka. Jak się patrzy na naszych rywali, to widać, że oni grają zawsze na maksa. Zawsze są skoncentrowani i w każdą akcję wkładają maksimum siły, szybkości i zaangażowania. A my od dwóch lat gramy bez tego powera, który jest po prostu standardem w przypadku innych drużyn.
2
Przeciez widać, że ta drużyna jest mentalnie zniszczona już od kilku sezonów. Wszystko się w klubie sypie. Zawodnicy są skłóceni z zarządem, zarząd jest skłócony z kibicami, zawodnicy są skłoceni z trenerem, a w dodatku zawodnicy zdają sobie sprawę, że grają fatalnie, są słabi, przeciętni. Trener nie ma ani pomysłu na grę, ani pomysłu jak przywrócić zawodnikom mentalność zwycięzców. Prawda jest taka, że już nie da się tego przywrócić. Ich psychika jest zdemolowana i jedyne co może im pomóc, to odejście do innych klubów, w których będą mogli odciąć się od koszmarów przeszłości, która jest źródłem ich frustracji i obaw, które powracają w każdym kolejnym meczu LM wiążąc im nie tylko nogi, ale przede wszystkim blokując głowy. W nowych klubach będą mogli zaczynać z czystą kartą. To dla nich jedyna szansa.
W tym klubie może pozostać 4-5 zawodników, którzy otoczeni przez resztę zupełnie nowych kolegów, nowego trenera i nowy zarząd mogliby mieć także poczucie, że jest to zupełnie inna drużyna niż ta, która w ostatnich sezonach była tak słaba. W ten sposób tych 4-5 zawodników też mogłoby się odciąć się od koszmarów przeszłości, które ich mentalnie wyniszczają.
Jeśli ktoś uważa, że tę drużynę można jeszcze przywrócić na zwyciężą ścieżkę, to jest w grubym błędzie. Bo problem polega na tym, że ta grupa zawodników jako pewien agregat sama dla siebie jest przekleństwem, bo to właśnie ta drużyna jako całość jest dla zawodników uosobieniem tych wszystkich obaw, klęsk i koszmarów. Zatem jeśli Ci wszyscy zawodnicy będą nadal grać w tym samym składzie, to już zawsze, przed każdym kolejnym meczem będą mieli świadomość, że są nadal tą samą frajerską, beznadziejną, wyszydzaną, rozgramianą drużyną, a tym samym będą w każdym kolejnym meczu LM sparaliżowani paniką wynikającą z obawy, że ten mecz może się okazać kolejnym koszmarem.
Zatem ta drużyna musi się rozpaść. Dla swojego dobra.
0
Cou pokazuje, że Barca jest totalnym dnem obecnie :)
1
Ter Stegen ale mnie wkurza z tymi stratami. W tym sezonie po prostu robi to nagminnie. Kilka razy w meczu ma tekie bezmyślne, albo niedokładne wybicia. To jest tak irytujące, że aż czasem marzę, żeby Barcelona zmieniła bramkarza na jakiegoś innego.
0
@PuszkinFan przede wszystkim to byłby na pewno częściej dostępny dla trenera...
0
@AnnaMarianna niezwykle przeciętna
0
@IronSanHybrid Będzie dobry półfinał z ManU
4
Od jakiegoś czasu coraz bardziej popularne jest zadawanie pytań w stylu: "co sądzisz o osobach LGBT?". Odpowiedzi padają różne. Jedni mówią, że nic do nich nie mają, inni że temat jest im obojętny, a jeszcze inni, że to chore, demoralizatorskie, grzeszne.
A ja chciałbym zadać pytanie odwrotne, tzn. dotyczące tych, którzy jawnie krytykują osoby LGBT i z nimi walczą. Co sądzicie o takich osobach? One często powołują się na to, że są katolikami, ale czy Waszym zdaniem taka niechęć do osób LGBT przystoi katolikowi, chrześcijaninowi? W Biblii jest przecież wiele fragmentów, które wprost zakazują chrzescijanom osądzac innych ludzi itd.
4
@tbas pełna zgoda. Należy pałować jednych i drugich. Wszak nie od dziś wiadomo, że najlepsze jest poszukiwanie złotego środka. Wszelkie skrajności nie są nigdy z natury rzeczy optymalne. Dlatego skrajna prawica i skrajna lewica to nigdy nie będzie dobry wybór.
2
@speed1 Zbyt generalnie do tego podchodzisz. Znam przykład z mojego najbliższego otoczenia, gdzie dwie kobiety wychowywały 5 dzieci. Rodzice tych dzieci zginęli w wypadku, więc przysposobiła je babcia. A babcia była homoseksualna i żyła ze swoją partnerką od wielu, wielu lat. Z dzieci wyrosły 4 normalne heteroseksualne kobiety i jeden heteroseksualny facet. Dziś są już osobami, które mają swoje rodziny i dorosłe dzieci. Gdyby nie ich babcia, trafiłyby pewnie do sierocińca, a po takim doświadczeniu cholera wie, czy nie wyrosłaby z nich jakaś patola. Na pewno szanse byłyby na to większe niż w przypadku gdy były wychowywane przez kochającą babcię.
1
@svensonFCB tzw. zupa na winie - co się nawinie to do garnka
6
@SHIBA Świat będzie na pewno piękny. Znikną elektrownie węglowe i większość atomowych. Klimat się oczyści, bo auta będą wyłącznie elektryczne. Dzięki czemu w miastach będzie czysciej i będzie mniej śmierdziało. Stacje paliw zastąpią stacje ładowania. Będzie za to na pewno znacznie więcej wieżowców niż obecnie, bo nastąpi z pewnością wzrost populacji. Myślę też, że nie ma się co obawiać o to, że część populacji ludzkiej będzie niesłychanie bogata, a część będzie żyła w slumsach, tak jak to pokazują zazwyczaj futurystyczne filmy. Jestem przekonany, że w ciągu 50 lat Afryka znacząco podgoni świat pod względem cywilizacyjnym. Uważam, że za 50 lat afrykańskie miasta mogą wyglądać trochę podobnie do tych z Ameryki Południowej z drugiej połowy XX w. Problemem tam będzie jednak wciąż infrastruktura drogowa, ale głęboko wierzę w to, że znikną konflikty plemienne, ponieważ pogłębi się tożsamość narodowa Afrykańczyków, a ta plemienna znacznie osłabnie. Za 50 lat Rosja nie będzie już tym samym państwem co dzisiaj. Po śmierci Putina będą walki o władze w tym kraju, ale wierzę, że wygra tam w końcu prawdziwa demokracja. Krajem, który będzie najbardziej niebezpieczny, będą Chiny. Nie wiem tylko czy będzie to nadal taki gigant gospodarczy jak obecnie. Bo świat będzie chciał się od nich trochę uniezależnić, przeć co nie będą w stanie się już tak szybko bogacić. To spowoduje pewien izolacjonizm Chin i jednocześnie ich wzburzenie, dlatego to właśnie Chiny przejmą nieco pałeczkę Rosji jako tego złego, komunistycznego państwa, które będzie niezadowolone ze swojej pozycji geopolitycznej. Na pewno powstanie nawet jakaś część przygód Jamesa Bonda, w której będzie on walczył z Chińczykami.
A propos - kino zasadniczo się nie zmieni. Co prawda powstaną pewnie sale, w których będzie można oglądać seanse VR, albo jakieś filmy holograficzne, natomiast będzie to raczej taka ciekawostka. Najbardziej popularne będą nadal tradycyjne kina, takie jakie znamy dziś, tzn. z obrazem 2D. Być może jednak będą one wyświetlane na ekranach microLED i w bardzo wysokiej rozdzielczosci. Bo kino to sztuka, a w formy artystycznego wyrazu nie zmieniają się co do zasady. Czasem stają się bardziej abstrakcyjne, ale nośniki dzieł danej muzy raczej się nie zmieniają. Tak jak kiedyś obrazy malowano na płótnie, czy tynku (freski - murale), tak i dziś się to robi. Książki pisało się na papierze i nadal, od wieków się to robi w ten sposób. I tak dalej. Owszem pojawiają się nowe nośniki, ale są one zawsze raczej tylko pewnym uzupełnieniem dla tych tradycyjnych. Jedynym wyjątkiem jest muzyka, która wciąż szuka swojego optymalnego nośnika, który pozwoli na zachowanie jakości dźwięku najbardziej zbliżonej do oryginalnych brzmień generowanych przez muzyka za pomocą instrumentów. Myślę, że za 50 lat muzyka będzie tylko i wyłącznie w wersji cyfrowej o bardzo wysokim bitrate. Bardzo szybki internet spokojnie na to pozwoli. Całkowicie zapomnimy o płytach CD, czy DVD. Do internetu będzie podłączona większość naszych urządzeń w domu już nie tylko TV czy zestaw hi-fi, ale także rolety na oknach, lodówki i mikrofalówki, czy nawet słuchawki bezprzewodowe, które też będą mogły strumieniować muzykę bezpośrednio ze Spotify czy innego serwisu streamingowego. Telefony komórkowe chyba pozostaną, aczkolwiek możliwe, że będą po prostu jakoś składane bardziej czy coś. Nie będziemy ich mieli wszczepianch w postaci jakichś czipów. Uważam tak, ponieważ posiadanie przy sobie urządzenia z ekranem, to jest bardzo wygodna sprawa ze względu na możliwość przeglądania internetu, filmów, czy zdjęć i ciężko byłoby to zrobić bez ekranu. Implantologia na pewno się rozwinie, ale tylko taka medyczna, a nie użytkowa. Na pewno nikt nie będzie sobie zamiast ręki robił jakiegoś metalowego, cybernetycznego implantu z jakimiś dodatkowymi funkcjonalnościami. Co to, to nie.
Sądzę, że populacja ludzka bardzo się wymiesza rasowo. Będziemy mieli skośnookich czarnoskórych i tym podobne kwiatki. Widok różnych kolorów skóry na ulicach będzie całkowitym standardem. Wydaje mi się także, że takie multi-kulti będzie też przyczyną upadku znaczenia religii. Ludzie nadal będą wierzyć w swojego Boga, ale raczej w swoich domach, a nie w kościołach, synagogach, czy meczetach. Możliwe, że nabożeństwa będą odprawiane głównie online.
Wspomniana już przeze mnie zwiekszona liczba ludzi na świecie spowoduje, że podróżując pociągami, czy autami na drugi koniec kraju, będziemy przez większość czasu poruszać się na terenach zabudowanych. I myślę że tu jest największy problem dla ludzkości, bo urbanizacja terenów, które dotąd były areałem uprawnym, przy jednoczesnej znacznie większej liczebności populacji ludzkiej może spowodować konieczność przejścia z rolnictwa na jeszcze bardziej intensywne, zwłaszcza w tych krajach, gdzie przyrost ludności jest największy, czyli w Chinach i Indiach. Ale generalnie ten problem dotknie cały świat. Dlatego uprawy będą coraz więcej nawożone, a może i nawet te uprawy, które dziś nie są szklarniowe, zaczną być przenosozne do szklarni, aby ich uprawa mogła być kontynuowana cały rok, a zbiory mogły odbywać się na przykład dwa razy w roku. Mam tu na myśli na przykład sąady owocowe. W takich szklarniach będą rosły drzewa zmodyfikowane w taki sposób, aby możliwe było dwukrotne zbieranie owoców w ciągu roku. W szklarniach będzie się w sposób sztuczny przyspieszać upływ poszczególnych pór roku. Czytałem w jakims Focusie, że tak naprawdę tak już jest z wiekszościa warzyw. Myślę, że za chwilę to samo stanie się standardem w przypadku bananów, pomarańczy, kiwi, a może i naszych jabłek, śliwek, czy truskawek. Tak - z pewnością intensyfikacja rolnictwa jest nieunikniona.
Zastanawiam się nad medycyną. Mam wrażenie, że złote lata rozkwitu tej dziedziny życia są już za nami. Jeśli nie zostanie odkryty jakiś nowy sposób leczenia raka, to myślę, że niewiele się w tym zakresie zmieni. Aczkolwiek jestem prawie pewien, że zamiast karetek do chorych, czy rannych w wypadkach będą latać drony, które drogą powietrzną będą szybko i sprawnie mogły transportować te osoby do szpitali. No i tak jak wspomniałem wcześniej - na pewno rozwinie się implantologia medyczna. Na ulicach zobaczymy więcej ludzi z nowoczesnymi protezami utraconych, bądź niesprawnych rąk i nóg, być może także ze sztucznymi organami wewnętrznymi. Może i serce będzie można zastąpić jakimś nowoczesnym urządzeniem? Chciałbym także wierzyć w to, że na ulicach zobaczymy osoby niepełnosprawne poruszające się nie na tradycyjnych wózkach, lecz za pomocą jakichś egzoszkieletów. Prace nad tego typu urządzeniami trwają już przecież od lat i może w końcu coś takiego wejdzie do użytku za jakieś 20-30 lat, a za kolejne 20 lat stanie się standardem w ułatwianiu poruszania się osobom z dysfunkcjami narządu ruchu. To jednak nie tyle medycyna, co robotyka.
Mam nadzieję, że częstotliwość występowania chorób cywilizacyjnych, w tym raka, zmniejszy się, bo nasze organizmy z czasem przyzwyczają się do tak dynamicznego trybu życia i do żywności pochodzącej z upraw zintensyfikowanego rolnictwa. A może nawet zmniejszy się ta liczba, bo paradoksalnie będziemy jadali znacznie więcej warzyw i owoców, których uprawa będzie łatwiejsza i tańsza niż hodowla bydła. Mięso będzie po prostu dużo droższe i tylko na specjalne okazje. Czystsze powietrze też może spowodować spadek zachorowalności.
Tradycyjne sklepy może nie znikną, ale większość zakupów nawet spożywczych będzie się robiło tylko przez internet. Sklepy będą te zakupy dostarczać do domów, albo do paczkomatów.
Sport - no cóż, chciałbym wierzyć, że w tym zakresie nic się nie zmieni. Że nadal Liga Mistrzów, olimpiady, czy mistrzostwa świata będą wyglądały dokładnie tak jak dzisiaj. Bo sport to też sztuka.
Podsumowując - nie wierzę w jakieś futurystyczne wizje z autami latającymi między kilometrowymi wieżowcami. Nie wierzę, w zaimplantowanych ludzi z telefonami wszczepionymi w głowę i ekranami wbudowanymi w przedramię. Nie wierzę w jakiś kataklizm cieplarniany, bo już powoli nasza cywilizacja zaczyna odrzucać to, co mogłoby go spowodować. Nie wierzę więc w palmy rosnące w Polsce, ani nawet w oleandry mogące sobie u nas zimować będąc wkopanymi do gruntu. Postęp na pewno się dokona, ale raczej nie liczyłbym na takie zmiany, jakie nastąpiły w wyniku rewolucji przemysłowej, czy rewolucji cyfrowej. Te bowiem mamy już za sobą, a kolejna nie wiem nawet czego miałaby dotyczyć. Kolejny taki wielki przełom na swiecie nastąpi chyba dopiero jeśli ktoś wymyśli sposób na bezprzewodowe przesłanie energii elektrycznej na duże odległości. Ale to raczej nie nastąpi w ciągu 50 lat.
A jeśli w Polsce nadal będzie rządził PiS, to powyższy opis nas nie dotyczy ;) Odpowiedź na pytanie, czy to dobrze, czy źle pozostawiam otwartą.
1
@MesQueUnClub_87 No właśnie czasem mam wątpliwości, bo na przykład któraś z książek o Andresie była dla mnie tak beznadziejna, że aż żałowałem wydanych pieniędzy. Niektóre takie produkcje są chyba robione dla ludzi, którzy w życiu o głównym bohaterze nie słyszeli. Z takich książek ci, którzy historie głównego bohatera znają choćby w przeciętnym stopniu, niczego nowego się nie dowiedzą.
2
Oglądał ktoś może ten film?
https://m.imdb.com/title/tt11786320/
Warto się za to zabierać?
0
Faktycznie, mamy takiego zawodnika. Zupełnie zapomniałem :)
1
@kazbychu A o Kaczyńskim prawdę powiedział Kwaśniewski już 13 lat temu:
1
@Slazmi Hej, przejrzałem co napisałeś i stwierdzam, że porównujesz ze sobą dwa niekorelujące ze sobą pojęcia. Nie korelujące ze sobą z różnych względów. Na przykład ze względu na na różne czasy ich występowania w systemach prawnych. Otóż przywilej nie występuje w dzisiejszych systemach prawnych. Przywilej to bowiem określone prawo, które bywało nadawane w czasach monarchii pewnej grupie społecznej, które to prawo wyróżniało tę grupę od innych grup społecznych. Przywileje w demokratycznym Państwie prawa, to znaczy także w obecnej Polsce, nie mogą występować, ponieważ zgodnie z zapisami naszej konstytucji wszyscy jesteśmy wobec prawa równi. Nadawanie komuś przywilejów oznaczałoby złamanie zasady równości wobec prawa.
Dyskryminacja jest natomiast pojęciem współczesnym. Nie występowała ani w XV, ani w XVI, ani w XVII, ani w XVIII, ani w XIX w. To znaczy jest pojęciem z okresu, kiedy cywilizacja ludzka doszła już do poziomu, który uznaje równość wszystkich ludzi bez względu na płeć, wiek, religię, czy jakiekolwiek czynniki. I te prawa gwarantuje wszystkim w najważniejszych aktach prawnych każdej cywilizowanej populacji.
Twoje porównanie jest więc trochę takie, jakby porównywać ze sobą przywilej korzystania na boisku z AK-40 przez piłkarzy urodzonych przed 1990 r. z dyskryminacją polegająca na zakazie całkowitego wbiegania na boisko przez piłkarzy urodzonych po 1990 r. Myślę, że z góry wiadome by było kto wygra mecz.
Poza tym na przyszłość zwracam Ci uwagę, że w warunkach zatrudnienia nie można określać żądanej płci pracownika. Wiem, że jest to spotykane w ogłoszeniach wystawianych przez Januszy biznesu, ale gdyby ktoś taką firmę zgłosił do PIP, to Janusz płacze. Na przykład prowadząc gabinet makijażu nie możesz w ogłoszeniu żądać, aby o wakat ubiegały się tylko kobiety, bo to tak jakbyś zabraniał ubiegania się o to miejsce Nail Youngowi, który odpowiadał za perfekcyjny wygląd w filmach i teledyskach chociażby Helen Mirren, Kate Hudson, Hilary Swank, Grace Jones, Kasi Smutniak, czy Kylie Minogue.
Gdybyś na przyszłość jeszcze czegoś nie rozumiał w kwestiach cywilizacji XXI wieku, proszę nie szukaj wiedzy w tym zakresie w TVP, ponieważ ta stacja jest obecnie na poziomie cywilizacyjnym porównywalnym z mediami kontrolowanymi przez Goebbelsa w Niemczech w latach 30 XX wieku. Tam również wskazywano pewne grupy społeczne jako zagrożenie dla Niemieckiej Rzeszy. Zwróć uwagę, że to było 90 lat temu (nawet św. Jan Paweł II tak długo nie żył)i do dzisiaj nawet My, Polacy, mamy Niemcom za złe, że taki faszyzm wymyślili. Trochę więc nie wypada, żebyśmy sami podobne zasady faszystowskie wprowadzali w naszym kraju.
Pozdrawiam.
9
@tobiasson92 dziś pisał o tym, że gminy, które wyznaczyły strefy wolne od LGBT nie otrzymają funduszy europejskich.
W tej całej historii najlepsze jednak jest to, co zrobił nasz Minister Sprawiedliwości. Otóż próbując przekonać opinię publiczną, że powyższe stanowisko UE jest niezgodne z prawem, Ziobro mówił tak:
"Jest to działanie bezzasadne i bezprawne. Traktat UE wyraźnie stanowi, że Komisja Europejska i wszystkie organy UE mają obowiązek szanować zasadę równości obywateli, których prawem jest swobodne kształtowanie własnych opinii, przekonań i poglądów."
Zatem Ziobro broni uchwał dyskryminujących część obywateli, powołując się na zapisy o równości obywateli.
Dość karkołomna strategia prawnicza...
Nie jestem wybitnym prawnikiem, ale myślę, że jego argumentację rozłożyliby na łopatki nawet studenci pierwszego roku... Socjologii...
3
Nie ma się co dziwić - w końcu to Brazylijczyk. Każdy z nich musi coś od*ebać i przygwiazdorzyć. Generalnie mam serdecznie dość piłkarzy z tego kraju. Są mało profesjonalni.
0
@kampe Tak, na przykład ja. Wiem, że niektórzy są niewiernymi Tomaszami i w koronawirusa nie wierzą. Dopóki nie poznają osobiście, albo chociaż kogoś, kto to przeżył, to nie uwierzą. Dlatego podaję swój przykład.
Jak to przebiegało w moim przypadku - opisałem w jednym ze swoich ostatnich komentarzy.
0
@TrzecieOko zdaję sobie sprawę, że antybiotyki w tym przypadku były błędem lekarza. Ale z drugiej strony pierwsze co mi zapisala to lek przeciwwirusowy. I to taki dość mocny. Skoro nie pomógł ani trochę, a w zasadzie było jeszcze gorzej, to lekarka stwierdziła że tutaj pewnie przyczyny choroby są bakteryjne. Nie mam jej tego za złe, bo widziałem, że się martwiła i starała się. Sam fakt, że co 3 dni chciała mnie widzieć, konsultowała się, innymi specjalistami, wysyłała mnie na dodatkowe badania krwi i rtg - to pokazuje, że naprawdę chciała pomoc. Niestety było widać też pewne zrezygnowanie i bezsilność w jej działaniu. Z tymi antybiotykami po prostu chyba strzelała. No cóż, w tamtym okresie o koronawirusie w Polsce opowiadano tylko żarty i nikt nie miał zielonego pojęcia czym tak naprawdę jest, ani jak z nim walczyć. Zresztą do dzisiaj niewiele się zmieniło w tym zakresie...
18
@VenoM Stary, miałem to gówno na przełomie stycznia i lutego, kiedy jeszcze nikt w Polsce nie wiedział co to jest i wsyzstkim się zdawało, że to tylko jakiś Chiński badziew.
Zaczęło się pewnej niedzieli od tego, że wieczorem wszystko mnie zaczęło boleć. Ale dosłowienie wszystko i to w ciągu godziny. Jakbym nagle miał zakwas całego ciała. Ale tego dnia byłem rano na siłowni, więc pomyślałem, że po prostu przesadziłem.
Na drugi dzień nie poszedłem do pracy, mimo iż ból, co prawda częściowo minął, jednak byłem tak osłabiony, że pomyślałem, że bierze mnie jakieś solidne przeziębienie. Miałem ochotę pić tylko sok pomarańczowy, bo to była jedyna rzecz, która zdawała mi się mieć jakiś wyrazisty i jednocześnie przyjemny smak. Poszedłem do lekarza. Dostałem 3 dni zwolnienia i diagnozę "że to na pewno zimowe przeziębienie i w ciągu 3 dni minie".
Po trzech dniach wróciłem do lekarza z gorączką przekraczającą 38 stopni i kaszlem tak duszącym, że po każdym kasłaniu sprawdzałem ręką, czy przypadkiem nie kaszlę krwią... Jak zaczynałem kaszleć, to przez 5 minut nie mogłem przestać.
Dostałem lek przeciwwirusowy Neosine Duo i polopirynę do zbijania temperatury.
Po tym miało mi się poprawić, "ale jakby za 3 dni nie przeszło, to miałem wrócić".
Nie przeszło. Co 3 dni byłem u lekarza. Temperatury nie mogłem w ogóle zbić. Po pyralginie temperatura spadała na 15 min i znów rosła do 38 - 39 stopni. Facet przy takiej gorączce zazwyczaj dzwoni do zakładu pogrzebowego zamówić trumnę, ale nawet na to nie miałem sił. W nocy przebierałem się 6 razy, bo tak się pociłem. Cały czas kasłałem i miałem taką wysoką gorączkę. Nic nie jadłem bo nie miałem ochoty. Ale co 3 dni musiałem iść do lekarza, bo babka zastanawiała się co mi jest i chciała mnie widzieć. Po tygodniu, gdy w jej gabinecie dostałem ataku kaszlu, zapisała mi pierwszy antybiotyk - Hiconcil, a także jakieś tabletki rozpuszczalne na kaszel. Widać było, że czegoś nie rozumie. Wysłała mnie na RTG płuc. Zdjęcie nie pokazało niczego niepokojącego, więc uznała, że na pewno niebawem infekcja przejdzie. Ale nie przeszła. Ani kaszel, ani mój oddech, ani gorączka, ani moje samopoczucie się nie poprawiły. Po kolejnym tygodniu dostałem kolejny antybiotyk, bodajże Augmentin. Nadal nie przechodziło.
To była końcówka stycznia. Wtedy już było głośno o koronavirusie, ale nadal dla Europejczyków temat wydawał się orientalny. Dochtór zapytała mnie czy byłem w Azji. Nie byłem. Wysłała mnie na kolejne RTG, które skonsultowała z pulmonologiem, który stwierdził, że nie jest to zapalenie płuc, ponieważ nieco dziwnie jak na zapalenie płuc wyglądają plamy świadczące o ogniskach zapalnych. Wg niego było to coś bardziej przypominającego jakieś pasożyty w płucach. Jakieś bąblowce czy coś takiego. Ale to nie były pasożyty.
Był już 3 tydzień moich męczarni, kiedy ten shit nie przechodził. Po wypowiedzeniu 2 zdań musiałem brać 3 głębsze wdechy, bo tak byłem zmęczony. Ale nadal 2 razy w tygodniu miałem się pojawiać w przychodni. Więc chodziłem. Całe 400 metrów. Po dotarciu tam byłem zasapany jakbym przebiegł 10 km. A 10 km robiłem dotąd regularnie i to w czasie poniżej 50 minut, co nie jest chyba złym wynikiem jak na amatora, więc miałem porównanie. Teraz po 400 metrowym spacerku musiałem usiąść, odpocząć, złapać i wyregulować oddech. Byłem spocony, jakbym naprawdę przebiegł 10 km i osłabiony jakbym honorowo oddał 3 porcje krwi.
W trzecim tygodniu zapisała mi kolejny antybiotyk. Jeśli dobrze pamiętam to Amoksycylinę (chociaż już nie pamiętam). Byłem tak osłabiony, że nie mogłem ani stać, ani chodzić przez dłuższy czas. 99% czasu więc leżałem. Podczas leżenia miałem świszczący oddech. I to świszczenie nie było w nosie, czy gardle, ale ten świst wydobywał się z płuc. To było straszne. Myślałem, że może te pasożyty mi wygryzły jakieś dziury w płucach i tymi dziurami ucieka powietrze. Nigdy czegoś takiego nie miałem. W zasadzie to świszczenie miałem już gdzie ś tak po tygodniu od pierwszych objawów. Czułem jakby mi jakaś flegma zakleiła płuca. Normalnie to czułem! Tak - czułem jak przelewa mi się jakaś ciecz/maź/flegma w płucach. Oddech ciągle miałem spłycony, więc musiałem co któryś raz brać głębszy wdech. A każdy taki głębszy wdech bolał. Bolały mnie mięśnie międzyżebrowe, albo raczej jakby płuca - w tych miejscach, w których przy głębszych wdechach ścianki rozszerzających się płuc dotykały wewnętrznej strony żeber. To właśnie te miejsca styku płuc z żebrami mnie bolały. Z tego bólu czasem aż mi leciały łzy.
W 4 tygodniu objawy ustąpiły. Stało się to dość nagle. W zasadzie w ciągu 3 - 4 dni. W tym okresie moje samopoczucie, kaszel, świsty z płuc ustąpiły/poprawiły się. Gorączka ustąpiła chyba jakoś tak tydzień wcześniej. Ale przez cały ten cały czas wszystkie te objawy powodowały, że nie mogłem spać, bo jak spać, gdy kilka razy w nocy musisz się przebierać, bo jesteś mokry jak szmata?! Przypominam, że jesteś tak osłabiony, że ledwo masz siły wstać i się przebrać. W dodatku lewy i prawy bok klatki piersiowej Cię boli, więc możesz leżeć tylko na plecach, ale z kolei leżąc na plecach masz przeraźliwie świszczący oddech. Jak masz wtedy spać?! No nie możesz! Więc po kilku takich nocach jesteś dodatkowo wy*ebany brakiem snu.
Ogólnie tragedia. Trzy różne antybiotyki nie pomagały, więc to musiało być spowodowane wirusem. Całe szczęście, że mieszkam sam i nie miałem z nikim kontaktu. Mam nadzieję, że nikogo nie zaraziłem w przychodni, choć dla mnie już wtedy dowodem na podejrzenie koronawirusa ze strony Pani doktor było to, że zawsze mnie prosiła od razu do gabinetu więc wchodziłem (szok!) bez czekania w kolejce. Widać, że Pani daktór sama miała obawy co mi jest i nie chciała nikogo narażać na kontakt ze mną...
Ktoś powie - przeżyłem, więc to nie było nic strasznego. Nieprawda. TO było straszne, w życiu tak nie chorowałem. Naprawdę miałem wieczorami obawy, czy rano będę jeszcze na tym świecie. A mam 34 lata i nigdy dotąd nie miałem takich myśli.
Dopiero później - w kwietniu - kiedy to w związku z operacją mojej mamy musiałem dostać się do szpitala, zrobiłem sobie badania na obecność przeciwciał wytwarzanych przy zakażeniu koronawirusem. Wówczas koronawirus paraliżował już naszą gospodarkę, więc musiałem coś takiego zrobić. Wynik był pozytywny, co znaczyło, że musiałem mieć COVIDa.
Forma mi spadła. Szybciej się męczę. Do dziś przy większym wysiłku czuję jakby dyskomfort w klatce piersiowej i mniejszą wydolność oddechową.
Ogólnie nie polecam na to zachorować.
Ale przede wszystkim nie polecam stroić sobie z tego żarty. Ktoś starszy, o gorszej kondycji, z osłabionym organizmem, np. z powodu jakichś dodatkowych dolegliwości, naprawdę może tego nie przeżyć. Skoro czasem było mi, w miarę wysportowanemu 34-latkowi, ciężko złapać oddech, to wyobraźcie sobie dopiero co może się komuś starszemu, komuś, kogo organizm z racji wieku już nie jest tak wydolny...
0
Mega mnie cieszy obecność Jesusa i Santiego w tym zestawieniu :) Uwielbiam tych zawodników. Poza tym są dowodem na to, że przy odpowiednim przygotowaniu nawet zbliżając się do 40 wciąż można prezentować fantastyczny poziom.