0

Wczoraj wieczorem próbując przewidzieć wynik dzisiejszego meczu, po analizie składów obu ekip, uwzględniając spotęgowaną motywację i chęc rehabilitacji po kompromitacji w meczu z Numancią, a także zwracając uwagę na atut własnego boiska oraz 80 tys kibiców, zrodziło się we mnie przekonanie, że cztery, czy pięć bramek w tym meczu dla Barcelony powinno stać się faktem.

A stało się inaczej, co wszyscy widzieliśmy. Najgorsze jest to, że latem zmienil się mocno skład, zmienił się trener i podobno założenia meczowe: mieliśmy grać szybciej, dokładniej i skuteczniej, często strzelając na bramkę, z większą pasją atakowąć. Przynajmniej tak zapewniał Pep. Tymczasem mimo tych zmian, nie widać najmniejszej nawet różnicy w porównaniu z ubiegłym sezonem. Piłkarze Blaugrany grają wciąż ładnie, lecz nieskutecznie. Mają mnóstwo okazji do dośrodkowań, czy to po rzutach rożnych, czy też wolnych, ale tak samo jak przed rokiem nie potrafią końćzyć akcji strzałami głową. Barca ma też ogromną łatwość dochodzenia do piątego metra w polu karnym przeciwnika, wciąż jednak nie potrafi sfinalizować akcji golem.

Nie będę czarnowidział, ale zaczynam obawiać się że grupa w Champions League z Basel, Sportingiem i Szachtarem okaże się dla nas zbyt mocna. Boję się też, że Pep nie będzie potrafił wytłumaczyć naszym piłkarzom, że celem meczu nie jest jak najdłuższe utrzymywanie się przy piłce, tylko inna statystyka, mówiąca o liczbie bramek strzelonych przez obie drużyny...

Więcej niż dziwne wciąż wydaję mi się kwestia Henrego. Czemu on nie dostaje szansy gry na pozycji, z której to strzelał gola za golem. Bo co jak co, ale akurat Henry ułożyć nogę w polu karnym potrafi, a w takim meczu jak dziś, kiedy to w drużynie w granatowo-bordowych koszulkach nie było ani jednego takiego gracza, Henry raczej by brylował, a na pewno bardziej niż Eto'o.

Kurcze, chciałbym trochę mocniejszej ręki trenerskiej, coś a'la Capello. Tylko taki ktoś wymusiłby na graczach skuteczniejszą grę. A co do Guardioli - jeszcze jedna wpadka w postaci straty punktów z drużyną pokroju Racingu i Pep powinien podać się do dymisji.

0

[zaack]

ja nie uważam że Pep to słaby trener. Wręcz przeiwnie. Cenię go za to co zrobił z drugą drużyną Barcy. Po prostu trochę mnie zmartwił swoją postawą w okresie transferowym, o czym czytałem dosłownie na dniach, jako że będąc poza granicą naszego pięknego kraju, niestety nie byłem na bieżąco. Dlatego też postanowiłem uzupełnić swoje braki informacyjne, a poniższa wypowiedź stanowi jedynie moje ustosunkowanie się do nowo pozyskanej wiedzy.

A co do R80 to cieszę się, że odszedł, bo w Katalonii już zrobił to co do niego należało i jego czas tu minął. Życzę mu jednocześnie, żeby w Mediolanie znów błysnął pełnią blasku. I głęboko jestem przekonany, że tak właśnie będzie. Zresztą już jest najlepszym graczem Milanu po pierwszej kolejce, dlatego, co by nie powiedzieć, jest wzmocnieniem! I to ogromnym!

0

Witam po wakacjach!

Po pierwszym meczu ligowym, w dodatku z beniaminkiem, odczucia każdego z nas zapewne są co najmniej niewesołe. Tym bardziej, że już w meczu z krakowską Wisłą nasza kochana Azulgrana nie pokazała się w dobrym świetle. Kto wie, czy to właśnie nie przez to, że Barca zgasła w Krakowie, lekceważąc rywala, przegrała swój pierwszy ligowy mecz na dziesięciotysięcznym stadioniku z klubem z Soria, do którego podeszła z równie skromną dozą respektu. Nieważne. Było - minęło. Mimo wszystko głęboką mam nadzieję, że to złe dobrego były początki...

A przynajmniej miałem taką nadzieję do chwili, w której odczytałem powyższy artykuł. Dlaczego tak w okamgnieniu moje przekonanie o najzwyczajniejszym w świecie ligowym falstarcie spłonęły niczym nasączona benzyną kartka papieru? Bo, mimo iż Pepa Guardiolę obdarzam wielkim zaufaniem i szacunkiem, to właśnie zacząłem nabierać uzasadnione (co zaraz wyjaśnię) podejrzenia co do jego kompetencyjności, jako człowieka na stanowisku w piłkarskim świecie nie-byle-jakiego, bo o stanowisku trenera jednego z dwóch najpotężniejszych klubów mowa.

Otóż: kiedy okres transferowy trwał, a europejskie mocarstwa futbolowe ze swoich sejfów wyciągały długo odkładane euro, funty, czy jeszcze inne dolary, po czym z rozmachem ogłaszały wszem i wobec wspaniałe nowiny o jeszcze wspanialszych nabytkach, Pep w najlepsze i ze stoickim spokojem oświadczał, iż potencjał personalny ma wyśmienity, i tak on sam, jak i Joan Laporta, nowych wzmocnień nie przewidują!

W moim małym rozumku fana Barcy z ponaddziesięcioletnim stażem wydawało się to przynajmniej niezrozumiałe. A patrząc na wzmocnienia Interu - Quaresmą, Milanu - Ronaldinho, Chelsea - Deco i kilka innych jeszcze, dostrzegłem swój smutek, wynikający ze nieporadności władz naszego klubu w pozyskiwaniu piłkarzy naprawdę wielkich (z wyjątkiem Daniego, za którego i tak przepłaciliśmy). Czarę goryczy przelały doniesienia z ostatnich sekund okienka transferowego, mówiące o pozyskaniu przez kluby z Manchesteru dwóch gwiazd światowego soccera - Berbatowa i Robinho. Żal był tym większy, iż Pep już dawno mówił o marzeniu, jakim jest dla niego pozyskanie właśnie Robinho. To ja się pytam: Guardiolo! To dlaczegoś nie walczył do końca o swoje marzenie? Dlaczegoś nie uczynił jak uczynili to Ferguson i nowy właściciel City? Dobra - wiem - bo w pod jednym z paragrafów w kontrakcie Robinho przekreślono możliwość odejścia tegoż piłkarza do innego klubu w Hiszpani. Rozumiem...

Ale nie rozumiem, dlaczego mając obawy o niekompletności składu, czego wyrazem najpierw były marzenia o Robinho, a obecnie jest skomlenie o brakach kadrowych, które to mogą być "niemożliwe do załatania w trakcie długiego i wyczerpującego sezonu", nie starał się wykluczyć taką możliwość pozyskując jeszcze innych wartościowych piłkarzy?

Może to tylko moje niemiłe odczucia, może jedynie osobista, nazbyt wyczulona troska o dobro drużyny. Nie wiem. Wiem za to, że chciałbym, aby Pep, zrobił teraz wszystko, żeby drużyna walczyła o najwyższe cele. Nie zamierzam słyszeć już dufnych słów trenera, "jaką to on ma silną drużynę", bo przecież zawsze może mieć silniejszą. Od przybytku głowa nie boli.

Nie mamy teraz ultrasilnego zespołu z licznymi nazwiskami zapierającymi dech w piersiach, jak dawniej. Mamy za to teraz zespół zwarty i zgrany, bez czarnych owiec, z wieloma wychowankami, którzy bardziej niż kiedykolwiek pokażą katalońskie serce do futbolu, dzięki czemu, jak głosi klubowy hymn: "Czerwono-niebiescy poniosą na wietrze, Bojowy krzyk (...) Razem jesteśmy silni!". Oby!

0

Panowie, panowie, panowie! I panie też!. To typowa przykład złych dobrego początków :D :D Teraz będzie tylko lepiej :D

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: