FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
36 obserwujących
0 obserwowanych
Czy Barcelona powinna sprzedać Ferrana Torresa?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
12
Z historii Trofeu Joan Gamper:
22 sierpnia 1984 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Bayern Monachium 3:1 w finale Pucharu Gampera. Gole dla Blaugrany zdobyli: Carrasco(2) oraz Caldere.
Z kolei 22 sierpnia 1990 r. FC Barcelona rozegrała finał Pucharu Gampera na Estadio Olimpico w Barcelonie. Jubileuszową 25. edycje tego turnieju po raz pierwszy rozegrano poza Camp Nou. Powodem była wymiana murawy, bowiem nowa nawierzchnia nie była przygotowana na 4 mecze w ciągu 2 dni. Nietypowe okoliczności nie przeszkodziły Dumie Katalonii wygrać w półfinale ze Spartakiem Moskwa 1:0 a w finale ograć Anderlecht 3:1 po golach Koemana, Begiristaina oraz Stoiczkowa. Stadion Olimpijski na wzgórzu Montjuic był areną Pucharu Gampera także w 1996 r., gdy Blaugrana ponownie tryumfowała pokonując w finale Inter Mediolan 2:1. Od roku 1997 rozgrywano już tylko jeden finałowy mecz o Puchar Gampera.
@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
1
@Symson No ja też ale jednak bardziej uwielbiałem Eto'o i Ville, o Messim nie wspominając :)
0
@tbas Natomiast w drugim meczu w Valladolid już zagrał przeciwko nam i to cały mecz a Valladolid wygrało 3:1 ale ja jego zupełnie nie pamiętam...
0
@tbas Już znalazłem że w pierwszym meczu przeciwko nam nie grał, więc dlatego nie kojarze...
0
@tbas Zapewne oglądałem mecz Barcuni z Realem Valladilid ale zupełnie nie kojarze tego Fresnedy, zresztą nie pamiętam nawet wyniku tego meczu i czy wogóle ten Fresneda grał przeciwko ,,nam"?
0
@Kidd Jutro? Przecież wszystko co nie dotyczy sportu a zwłaszcza futbolu powinno być usuwane natychmiastowo!
Takie szambo zawdzięczamy redakcji, tylko i wyłącznie...
0
@tbas A gdzie ten prawy obrońca grał?
0
Kim jest ten Ivan Fresneda, gdzie grał i czy ktoś go oglądał?
0
@Murazor Spodziewane bramki??? Jakoś to do mnie nie przemawia to ,,dziwactwo"...
1
@Bartula Z tych których widziałem(oczywiście w telewizji) to: Maradona, Messi, Ronaldinho, Zidane i brazylijski Ronaldo.
10
,,Wisełka” popłynęła:
21 sierpnia 2001 r. FC Barcelona pokonała Wisłe Kraków 1:0 w ramach 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Był to rewanż za dramatyczny pojedynek sprzed 2 tygodni. Jedynego gola w meczu bez historii zdobył w 72 minucie Luis Enrique. Wisła nie stworzyła sobie żadnej okazji pod bramką Bonano a najlepsze noty w drużynie gospodarzy zebrał Xavi Hernandez. Ten mecz po prostu musiał się odbyć. Po emocjonującym spotkaniu w Krakowie, zakończonym wygraną gości z Barcelony 4:3, stało się jasne, że do wywalczenia awansu do fazy grupowej Champions League mistrzom Polski potrzeba zwycięstwa różnicą co najmniej dwóch bramek na słynnym Camp Nou. W taki obrót spraw nie wierzyli nawet najwięksi optymiści wśród fanów Białej Gwiazdy, dlatego Franciszek Smuda najwyraźniej postawił na godne pożegnanie się z rozgrywkami. Cel udało się zrealizować, bowiem gospodarze zaledwie raz pokonali, świetnie dysponowanego Artura Sarnata. Kibice spod Wawelu mogli opuszczać trybuny jednak z poczuciem niedosytu, bowiem goście przez 90 minut, ani razu nie zagrozili bramce Roberto Bonano. ,,Był to jeden z najważniejszych meczów w tym sezonie. Ewentualna porażka z Wisłą byłaby taki ciosem, po którym ciężko byłoby nam się pozbierać. Czasami zdarza się nam grać słabiej, jednak tego meczu nie wolno nam było przegrać”- pomeczowa wypowiedź Carlesa Rexacha, ówczesnego trenera Blaugrany.
@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@AssisMoreira
@Arkon
2
@FCBMati10 Już rok temu pisałem(oczywiście z całym szacunkiem dla Roberta) że kontrakt 2+ 2 lata w tym wieku to jest czysta głupota! Już w drugim sezonie widzimy ewidentny zjazd sportowy...
0
@Murazor Najwięcej ,,xG"? A cóż to jest do jasnej cholery?
1
@escarabajoDokładnie uważam tak samo. Szacunek za liczby ale trzeba też być człowiekiem ,,wychowanym" zarówno na boisku, jak i poza nim.
9
Na prezent urodzinowy:
Dokładnie roczek temu Robert Lewandowski strzelił swoje dwa pierwsze gole o punkty w barwach Dumy Katalonii. Miało to miejsce na Estadio Anoeta w drugiej kolejce Primera Division. Robert wpisał się na liste strzelców już w 44 sekundzie! Natomiast drugiego gola zaliczył w 69 minucie. Ostatecznie Barça wygrała ten mecz 1:4 a pozostałe gole zdobyli Dembele oraz Fati.
@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
1
@escarabajo A no widzisz, bardzo ciekawie to zapytałeś? Ponoć na legende trzeba sobie zasłużyć i to porządnie! Dla mnie osobiście jest i będzie legendą, gdyż w dużym stopniu przyczynił się do największych sukcesów FC Barcelony w historii! A że nie grał 10 czy 20 lat? To chyba akurat nie jest najistotniejsze...
16
Debiuty żywych legend Blaugrany:
21 sierpnia 2010 r. w barwach FC Barcelony zadebiutował znakomity napastnik David Villa. Miało to miejsce w rewanżowym meczu o Superpuchar Hiszpanii z FC Sevilla, wygranym przez Barçe 4:0. Villa pojawił się na boisku w 56 minucie zastępując Pedro. ,,Kiedy w 2009 r. dowiedziałem się że FC Barcelona kupiła Ibrahimovicia, zrozumiałem iż moje marzenie nigdy się już nie spełni. Jakże wielka była moja radość gdy się dowiedziałem że znów jestem w gronie kandydatów do gry w tym klubie”- powiedział w lutym 2011 r. Villa. Od wielu lat chciał grać w Barcelonie, choć jego żona głośno mówiła że wolałaby zamieszkać w Madrycie. W końcu jednak ,,El Guaje dopiął swego. Tercet MVP znalazł się na ustach wszystkich dopiero późną jesienią, na początku bowiem współpraca Messiego, Villi i Pedro rozczarowywała. Obwiniono za to Davida. ,,Nie od razu udało mi się dostosować do stylu Barcelony. Przez pierwsze miesiące bardzo cierpiałem bo chciałem twórczo uczestniczyć w grze zespołu a zupełnie mi się to nie udawało. Poza tym wszyscy porównywali Ville w Barcelonie z Villą w Valencii a to przecież dwa różne style gry”- opowiadał Villa. Jesienią wytykano mu kolejne mecze bez gola i krytykowano nowego dyrektora sportowego Zubizarrete że nie przemyślał transferu napastnika Valencii. Villi bronili natomiast trenerzy i koledzy. Pep mówił przy każdej okazji że ceni jego gre także wtedy, kiedy nie zdobywa goli, gdyż zapewnia drużynie ,,przedłużenie i rozszerzenie boiska”. Vilanova dodawał że Villa jest gotowy na wszystko, na każdą zmiane swojego stylu, byle dopasować się do gry Barçy. Xavi zauważył że zmiana ,,Ibry” na Ville w jedenastce automatycznie zdynamizowała gre zespołu a ,,El Guaje” od początku goli nie zdobywał bo nie potrafił jako snajper odnaleźć się wystawiany na lewym skrzydle, poza tym, jak przyznał, Barça grała szybciej niż mu się wydawało i zwyczajnie nie nadążał. Oprócz tego na przełomie lata i jesieni prześladował go wyjątkowy pech. Otóż nagminnie trafiał w słupki(w połowie listopada miał ich 10 we wszystkich rozgrywkach, w tym w reprezentacji a cała Barça 15 w 16 spotkaniach!) albo bramkarze cudem bronili jego uderzenia. Natomiast z meczu na mecz coraz lepiej wyglądała jego współpraca z Messim. ,,La Pulga” w końcu dostał to co chciał, czyli pozycje środkowego napastnika. Bardzo korzystał na tym, co widział Pep a czego nie widzieli kibice, czyli na odciąganiu przez Ville rywali z jego drogi do bramki. Sam ,,El Guaje”, z którym trener cały czas dużo rozmawiał, tłumacząc czego odeń żąda, zaczął sekundować Messiemu od ostatniego meczu październikowego. Zawsze uznawał wyższość Argentyńczyka a ten chętnie podawał mu piłke. Do tego pod koniec lutego Messi miał we wszystkich rozgrywkach 20 asyst, z czego 6 przy golach Villi, z kolei sam zdobył 6 goli po podaniach od niego. Docieranie się tego duetu trochę trwało ale nagle okazało się że obaj zawodnicy znakomicie do siebie pasują. ,,Sport” już w sierpniu donosił trochę proroczo, gdyż latem przecież daleko jeszcze było do ideału, iż Messi, Villa i Pedro są tak ruchliwi że dla rywali są trudniejsi do rozszyfrowania niż ,,sudoku”.
@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon
9
Trofeu Joan Gamper:
21 sierpnia 1984 r. FC Barcelona pokonuje Boca Juniors aż 9:1(!) w półfinale Pucharu Gampera. To najwyższe zwycięstwo w historii tego pucharu. Gole dla Blaugrany zdobyli: Alexanco(2), Archibald(2), Caldere, Schuster, Carrasco, Esteban i Marcos.
@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
0
@Messiah10 Zgadza się, tym bardziej będzie ciężko z nimi, zwłaszcza nasza ostatnio bardzo kulawa defensywa...
1
Jest zwycięstwo i są jakże ważne 3 punkty w starciu z Cadiz CF, głównie za sprawą błysku Gundogana i to dosłownie błysku, gdyż poza tą asystą to właściwie był mało widoczny. Jednak to zwycięstwo(troche wymęczone i troche szczęśliwe) nie napawa optymizmem na przyszłość a wręcz przeciwnie. Już w niedziele poprzeczka zostanie podniesiona zdecydowanie wyżej. Wprawdzie na El Madrigal wygrywaliśmy bodaj 4 ostatnie mecze ale z taką grą jak wczoraj, zwłaszcza do przerwy, to nie zdobędziemy kompletu punktów z Villareal. Ba! jest nawet obawa czy zdobędziemy choćby jeden punkt? Zwłaszcza że do składu nie wróci jeszcze Araujo a z kolei Christensen ma chyba jakiegoś doła, wczoraj był kiwany przez przeciwników jak dziecko. Ciężkie czasy nadeszły ale i te jakoś przetrwamy...
0
@ShawnC No dobra ale kim on wogóle był? piłkarzem, jakimś trenerem czy działaczem? Przecież nawet brat Xaviego jeśli jest np. stolarzem to jakim prawem pracuje w klubie?
0
@ShawnC Brat Xaviego? A kim on wogóle jest w tym klubie że pełni role zastępcy Xaviego?
0
Zaraz, zaraz ale kim jest ten pan w okularach i z brodą, rzekomo zastępujący Xaviego?
9
Stadion Olimpijski na wzgórzu Montjuïc w Barcelonie. Czy ten obiekt będzie szczęśliwy dla ,,naszej” Barçy w tym sezonie?
Stadion Montjuïc(dzieło barcelończyka Perego Domenecha, syna architekta Lluisa Domenecha) został oficjalnie zainaugurowany w 1929 r. z okazji wystawy światowej Expo. Odbywały się tutaj różne wydarzenia sportowe, na przykład walki bokserskie, zawody lekkoatletyczne a nawet mecze piłki nożnej. Oprócz tego stadion został wyznaczony na siedzibę olimpiady ludowej(rodzaju alternatywnych igrzysk olimpijskich odbywających się równolegle z tymi organizowanymi przez nazistów w Niemczech) która miała się odbyć w Barcelonie między 19 a 26 lipca 1936 roku. Wybuch wojny domowej uniemożliwił jednak przeprowadzenie zawodów. Podczas tej wojny na stadionie nadal odbywały się różne sportowe wydarzenia, jak choćby mecz, który Barça rozegrała 13 grudnia 1936 r. Spotkanie wyznaczono w ramach sportowego festiwalu organizowanego przez Antyfaszystowską Milicję pod hasłem ,,Za Republike i za wolność”. Przeciwnikiem był Espanyol. Zgodnie z umową obu klubów trwało ono 45 minut. W festiwalu udział wzięła także pierwsza drużyna sekcji rugby FC Barcelony. W 1957 roku, w środku dyktatury, na stadionie odbył się finał Pucharu Generalissimusa(tak nazywano rozgrywki pucharowe w latach 1939-1976 zastępujące Puchar Hiszpanii), w którym po raz pierwszy i ostatni zmierzyły się ze sobą FC Barcelona i RCD Espanyol. Mecz, który w loży honorowej oglądał sam Franco, zakończył się zwycięstwem Blaugrany, dzięki golu zdobytemu przez napastnika Sampedro, zazwyczaj zawodnika rezerwowego, który tamtego dnia wyszedł w podstawowym składzie zastępując Justo Tejade. W trakcie następnej dekady obiekt nieużywany zaczął niszczeć. Tak było do czasu aż miasto dostało prawo organizacji igrzysk olimpijskich w 1992 r., co przyczyniło się do odnowienia stadionu. Odrestaurowany obiekt został zainaugurowany w 1989 roku głośnym gwizdkiem króla Hiszpanii z okazji rozpoczęcia Pucharu Interkontynentalnego w lekkiej atletyce. Wreszcie w 2001 roku obiekt dostał nazwe Stadionu Olimpijskiego lluisa Companysa w uznaniu dla przewodniczącego Parlamentu Katalonii, zastrzelonego na wzgórzu Montjuïc w 1940 r.
Ostatnim meczem(pomijając Puchar Gampera), jaki FC Barcelona rozegrała na tym obiekcie było spotkanie w pierwszej rundzie Pucharzu Zdobywców Pucharów z AEK Larnaca 12 września 1996 r. zakończone zwycięstwem Barçy 2:0 po dwóch golach Ronaldo.
@Arkon
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
0
@Tomo1989 No chyba raczej to każdy kibic Barcuni wie że po dwóch kolejkach.
Nie no jasne, zdaje sobie sprawe że wszystko się jeszcze może zdarzyć, jednak nawet po tych dwóch kolejkach, to jakoś nie wygląda na to żeby ,,Nietoperze" spadły z Primera Division...
0
No prosze jak miło. CF Valencia skazywana przez wielu z nas(nawet ekspertów) na pewny spadek, prowadzi na czele tabeli wraz z Realem Madrid! Futbol jest cudowny, jak go nie kochać?
10
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
20 sierpnia 1941 r. w Siemianowicach Śląskich urodził się Marian Szeja, złoty medalista olimpijski z igrzysk w Monachium. Był wówczas rezerwowym i początkowo nie dostał nawet medalu. Dzieciństwo spędził w Siemianowicach Śląskich i już od małego marzyła mu się kariera bramkarza. Chciał w ten sposób iść w ślady o kilkanaście lat starszego brata, który zaliczył kilka ligowych występów w barwach chorzowskiego Ruchu. Kiedy Marian miał 10 lat, jego rodzina przeniosła się do Kędzierzyna. Tam młokos zapisał się do miejscowej Unii. Stał się w ten sposób klubowym kolegą swojego brata, który po opuszczeniu Ruchu, zasilił szeregi Unii. Młody Marian szybko zwrócił na siebie uwagę. Wyróżniał się sprawnością i refleksem, przewyższał pracowitością rówieśników. Zimą zakładał łyżwy i grał w hokeja. Nie wyobrażał sobie życia bez sportu. W seniorskim zespole Unii zadebiutował jako 14-latek. Wkrótce na stałe zagościł między słupkami i zaczęli się nim interesować działacze z większych klubów. W 1960 r. trafił do klubu Thorez Wałbrzych, który grał wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym. Zespół szybko awansował do II ligi. Marian grał odważnie, czasem wręcz brawurowo. W jednym z meczów doznał wstrząśnienia mózgu, a przez powtarzające się później różne urazy prawie rok był wyłączony z gry. Wreszcie w 1965 r. udało mu się osiągnąć wysoką formę. W każdym z meczów drużyny należał do najlepszych na boisku, a prasa nie mogła się go nachwalić. Wkrótce zwrócił na siebie uwagę sztabu reprezentacji. Trafił do kadry narodowej i 24 października 1965 r. dostał szansę debiutu w reprezentacji. Polacy rozbili wówczas Finów 7:0 a Szeja był praktycznie bezrobotny. Zupełnie inny obraz miał jego drugi mecz w biało-czerwonych barwach. Polacy na Goodison Park mierzyli się z Anglikami. Podopieczni Alfa Ramsey’a zepchnęli nasz zespół do defensywy i nieustannie ostrzeliwali polską bramkę. Szeja grał jednak znakomicie. Obronił niezliczoną ilość strzałów i tylko raz skapitulował po uderzeniu głową Bobby’ego Moore’a. Nazajutrz prasa informowała, że mecz Anglia – Szeja zakończył się remisem. Później wystąpił jeszcze w meczach z Węgrami, Brazylią i ponownie z Anglią. Zarzucano mu jednak, że w każdym z tych meczów nie był bez winy przy traconych bramkach. Ostatecznie na kilka lat wypadł z kadry.
W 1968 r. świętował z kolegami wywalczenie przepustek do ekstraklasy. W lutym tego samego roku zmieniono nazwę klubu na Zagłębie. Na pierwszoligowych boiskach Marian był podstawowym zawodnikiem klubu. Osiągnął dobrą formę, ale nie omijały go urazy. Do zespołu narodowego wrócił w 1971 r. po porażce 1:3 z RFN w Warszawie. Szeja stanął między słupkami w starciu z amatorami z Hiszpanii, a tydzień później potwierdził swoją wielką klasę, zachowując czyste konto w meczu z RFN w Hamburgu. Nikt już nie podważał jego przydatności w zespole. Kiedy Hubert Kostka po igrzyskach zakończył karierę, Szeja miał nadzieję, że to on stanie się numerem jeden, ale nic z tego. Górski wolał stawiać na Tomaszewskiego, choć trzeba przyznać, że dał Szei kilka szans. Ostatni raz zagrał w reprezentacji 12 sierpnia 1973 r. w przegranym 0:1 meczu z USA. Zastąpił wówczas po przerwie Tomaszewskiego i do końca meczu nie puścił już bramki. ,,Nigdy nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego trener Górski zrezygnował ze mnie i odstawił od gry. Wcześniej w żadnym meczu go nie zawiodłem” – wspominał po latach z żalem bramkarz. Z Zagłębiem w 1971 r. zajął trzecie miejsce w lidze i sezon później występował w europejskich pucharach. Wiosną 1974 r. wyjechał do Francji. Próbował swoich sił w Metz, a potem przeniósł się do Auxerre, gdzie grał przez kolejne sześć sezonów. Doszedł do finału Pucharu Francji i awansował do Première Division. Po zakończeniu kariery wrócił do Wałbrzycha i dorabiał jako taksówkarz. W dalszym ciągu jednak współpracował z francuskim zespołem, do którego wracał i szkolił bramkarzy w ramach kilkumiesięcznych kontraktów. W Reprezentacja rozegrał 15 meczów, 6 straconych goli.
@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
10
Debiut ,,El Fenomeno”:
20 sierpnia 1996 r. w barwach Blaugrany debiutuje Luis Nazario de Lima, jeden z najlepszych napastników w dziejach futbolu. Ma to miejsce w półfinale Pucharu Gampera wygranym przez FC Barcelone 2:0 z San Lorenzo del Almagro. Brazylijski Ronaldo wszedł wówczas w drugiej połowie meczu zastępując Juana Antonio Pizziego.
@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon
14
Dyktatura wobec FC Barcelony:
Dokładnie 80 lat temu zakończyła się kadencja prezydencka Enrique Piñeyro w FC Barcelonie. Piñeyro został wybrany przez władze reżimu Franco, mimo że nie interesował się sportem i nigdy nie był na żadnym meczu piłkarskim. Niezależnie od poglądów politycznych był bardzo dobrym prezydentem. Za jego kadencji powiększono Camp de Les Corts, zbudowano boisko do koszykówki a klub rozszerzono o sekcje baseballu, piłki ręcznej i kolarstwa. W 1942 r. Duma Katalonii zdobyła pierwsze trofeum od lat a mianowicie Copa del Generalismo ale w tym samym roku musiała się bronić przed spadkiem do drugiej ligi. Wygrała jednak łatwo mecz barażowy z Murcią 5:1. Po sezonie Piñeyro zrezygnował ze stanowiska, mówiąc iż wypełnił swoją misje. Władze nakazały mu jednak powrót na stanowisko. Podał się do dymisji rok później po ,,skandalu na Estadio Chamartain”.
@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
5
@FCBparasiempre
18 sierpnia 1951 r. w Krakowie urodził się Zbigniew Płaszewski, obrońca. ,,Ciężko jest, czasem bardzo ciężko. Oddycham tylko przeponą, szybko się męczę. Gdy mówię, ledwo mnie słychać. Jednak tak całkiem zamilknąć bym nie chciał. Trzeba żyć ile się da. Nogi też bolą ale zacisnę zęby i idę. Nawet na mecz Wisły Kraków z wnuczkiem czasem się wybiorę”- mówi pan Zbigniew, mistrz Polski z Białą Gwiazdą i jeden z bohaterów zwycięskiego meczu z Holandią z maja 1979 r. Płaszewski od dawna zmaga się ze skutkami raka krtani i w tej walce jest niezłomny. W 2000 r. przeszedł wielogodzinną operacje. Wygrał ale cena była duża. Aby dobrać się do nowotworu, chirurdzy musieli usunąć węzły chłonne i uszkodzić struny głosowe. Od tej pory Płaszewski ma duże problemy z oddychaniem i mówieniem. Po operacji przez kilka tygodni mógł przyjmować pokarm tylko prze rurke. Przez lata musiał się przyzwyczaić do nowego, bardzo trudnego funkcjonowania. Jeżeli w ogóle przyzwyczajenie jest możliwe… Żyje w małym mieszkaniu w Nowej Hucie. Troskliwie opiekowała się nim żona Krystyna ale los zabrał mu również i ją. ,,Zmarła w grudniu 2020 roku. Tyle lat razem, tyle pomocy z jej strony. Też swoje przy mnie przeżyła… Ciężko to wszystko unieść”- szepcze jeszcze cichszym i łamiącym się głosem. Dostaje skromniutką emeryture, trudno z niej wyżyć. Pamiętają o nim w Małopolskim ZPN a Wisła Kraków ufundowała mu karnet i jeśli tylko zdrowie pozwala pojawia się na meczach przy Reymonta. ,,Nogi już nie niosą. Jest problem z biodrami ale próbuje trzymać jakiś kontakt z dawnymi kolegami i na pogrzebach staram się być. Czasem trzymam sztandar bo do tego wyraźna mowa niepotrzebna, za to w taki sposób mogę wyrazić szacunek. Wydaje mi się że gdy będę chodził na pogrzeby to ludzie przyjdą kiedyś na mój”- opowiada pan Zbigniew. Zanim Płaszewski został jedną z legend krakowskiej Wisły, która w 1978 roku pod wodzą młodego trenera Lenczyka zdobyła mistrzostwo Polski a potem dotarła do ćwierćfinału Pucharu Europy, był cenionym piłkarzem Hutnika Kraków. Nowa Huta była jego naturalnym środowiskiem. Na tamtejszych osiedlach, podwórkach i uliczkach uczył się grać w piłke i żył z fantazją krnąbrnego dzieciaka. Odkąd pamięta był niesamowicie szybki. Ścigał się z chłopakami o dwie głowy wyższymi a i tak dotrzymywał im kroku. Widzieli to wuefiści w podstawówce i próbowali popychać w kierunku sportu. Na spartakiadzie młodzieży wygrywał na sprinterskich dystansach. Na boisku też nie dał się nikomu zagonić, choćby niewiadomo co, bo na dodatek był uparty. Zapisał się do Hutnika. Jako nastolatek grał w II lidze i robiło się o nim coraz głośniej. Trafił do reprezentacji olski juniorów. Gdy selekcjonerem pierwszej kadry został Kazimierz Górski, powołał niespełna 20-letniego Płaszewskiego na inauguracyjne zgrupowanie i zupełnie nie przeszkadzało mu że był ledwie drugoligowcem. W kadrze zresztą mógł zagrać już wcześniej, w ostatnim meczu Ryszarda Koncewicza. Dostał powołanie na mecz z Czechosłowacją ale… nie pojechał i nieobecności nie usprawiedliwił, za co został przez PZPN zdyskwalifikowany na miesiąc.
W Hutniku grał zdecydowanie za długo a przecież bardzo konkretne propozycje z ekstraklasy były już wtedy, kiedy docenił go selekcjoner Koncewicz. Pan Zbigniew przyznawał iż od jakiegoś czasu ludzie z Górnika Zabrze nagabywali go aby zmienił barwy klubowe. ,,Byli też w Krakowie, lecz dopiero ostatnim razem zastali mnie w domu i zdołali namówić abym pojechał porozmawiać z odpowiedzialnymi działaczami klubu w Zabrzu. Zgodziłem się wreszcie ale postawiłem warunek aby tego samego dnia odwieźli mnie do Krakowa”- mówił na łamach ,,Echa Krakowa”. Płaszewski zwierzył się dziennikarzowi że oferte odrzucił. Wyjaśnił że z powodów rodzinnych i dlatego że już rozpoczął nauke w technikum hutniczym. Wskazał na jeszcze jeden powód: ,,Nie chciałem sprawić psikusa kolegom z drużyny i klubowi, który mnie wychował, w chwili, kiedy mamy szanse na awans do ekstraklasy”. Wyznał że mniej więcej w tym samym czasie pojawili się u niego w domu z kontraktową ofertą także emisariusze Zagłębia Sosnowiec. ,,Tato pozbył się ich jednak dość szybko”- uspokoił krakowskich kibiców dziewiętnastolatek. Hutnikowi do elity awansować się nie udało ale rok później Płaszewski został wybrany na najlepszego piłkarza ziemi krakowskiej. W 1974 r. Biało-Czerwoni cieszyli się z mundialowego medalu a Płaszewski nie był już nawet drugoligowcem bo Hutnik został zdegradowany. Na oku miała go Legia. Dwudziestotrzylatek ciągle podlegał obowiązkowi odbycia służby wojskowej ale krakowska Wisła nie pokpiła sprawy. Uchroniła go przed powołaniem do armii. Prze pewien czas nawet przetrzymywała w ukryciu poza domem, byle tylko wysłannicy Legii nie zdołali go może i siłą przechwycić. Znowu tracił czas ale uzbroił się w cierpliwość i wreszcie zagrał w ekstraklasie. W Wiśle zadebiutował w listopadzie 1975 roku w wyjazdowym starciu z GKS Tychy, wtedy jeszcze w pomocy bo dopiero później dał się poznać jako czołowy polski boczny obrońca. Ponownie zauważył go Kazimierz Górski i pozwolił wystąpić w towarzyskim meczu z Grecją w maju 1976 ale na igrzyska olimpijskie do Montrealu nie zabrał. Potem na radarach miał go Jacek Gmoch. Dał mu zagrać 45 minut w meczu towarzyskim ze Szwecją w listopadzie 1977 ale i on pominął wiślaka przy ustalaniu kadry na mundial w Argentynie. Najbardziej docenił go selekcjoner Ryszard Kulesza. Zagrał w jednym z najbardziej spektakularnych występów Biało-Czerwonych w historii. 2 maja 1979 r. Polska na Stadionie Śląskim pokonała 2:0 Holandię, wicemistrzów świata dwóch ostatnich mundiali. Stawką były punkty w kwalifikacjach do mistrzostw Europy. Płaszewski biegał na lewej obronie. ,,To najpiękniejsze wspomnienie z mojej kariery. Wielki stadion, pełne trybuny, hymn tak odśpiewany że aż mrowiło po plecach… No i przede wszystkim niesamowite zwycięstwo. Miałem już 28 lat. Kto by pomyślał że doczekam takiej chwili?”- mówił wzruszony.
Półtora roku później kadra w tamtym kształcie przestała istnieć. Wszystko przez tak zwaną afere na Okęciu, kiedy trzech piłkarzy łódzkich klubów stanęło murem za Józefem Młynarczykiem, którego selekcjoner nie chciał wpuścić na pokład samolotu, gdyż był wyraźnie nie trzeźwy. Dla piłkarzy posypały się dyskwalifikacje a ze stanowiskiem musiał się też pożegnać Kulesza. Płaszewskiego nie było wtedy w kadrze ale cóż za ironia losu, raptem 2 miesiące później na tym samym lotnisku miał swoją, bliźniaczo podobną ,,afere na Okęciu”. Tak ją opisało ,,Echo Krakowa”: ,, Piłkarska drużyna Wisły udała się samolotem do Jugosławii na przedsezonowe zgrupowanie. Ponieważ odlot samolotu opóźnił się o 2 godziny, piłkarze czas dzielący ich od chwili startu spędzili w restauracji na Okęciu. Gdy nadszedł moment odprawy przedlotowej, obsługa lotniska stwierdziła iż dwaj zawodnicy: Zbigniew Płaszewski i Kazimierz Gazda z uwagi na stan wskazujący na nadużycie alkoholu, nie mogą zostać wpuszczeni na pokład samolotu. Ekipa krakowska odleciała więc bez tej dwójki”. Wisła surowo ukarała winowajców. Mocniej oberwał Płaszewski bo uznano że ujął się za pijanym kolegą, deklarując że jeżeli nie leci Gazda to on również nie zamierza. W efekcie byłemu reprezentantowi Polski zasądzono ośmiomiesięczny bezwzględny zakaz gry w piłke. Publiczne napiętnowanie blisko 30-letniego piłkarza miało swoją wage. ,,To był klub milicyjny. Zrobili z tej historii pokazówke i uznano że najlepiej uderzyć w Płaszewskiego. Byłem kozłem ofiarnym. Mówiłem to już wtedy a po tylu latach mogę tylko powtórzyć bo taka jest prawda”- opowiada nasz bohater. Był zniszczony przez kontuzje, no i łatka ,,aferzysty z Okęcia” też swoje robiła. Pograł jeszcze amatorsko w Austrii ale przede wszystkim ciężko pracował fizycznie. Chwytał się różnych zajęć, dopóki zdrowie pozwalało bo później zaczęła się już tylko heroiczna walka z chorobami. ,,Mam nadziej że jeszcze są kibice, którzy mnie pamiętają. Coś w tej piłce jednak zrobiłem, trochę pograłem. Czasem, gdy jest mi już bardzo trudno, przynajmniej mam co wspominać…”