9

@FCBparasiempre
9 stycznia 1978 r. urodził się włoski pomocnik Gennaro Ivan Gattuso. Wyobraźcie sobie, że macie córkę u progu dorosłości. Na pewno nie chcielibyście, żeby któregoś dnia przyprowadziła do mieszkania kogoś o temperamencie Gennaro Gattuso. Z jakimi cechami wam się kojarzy ten piłkarz? Wszystkie odpowiedzi powinny być podobne: zadziorny, krnąbrny, czupurny, awanturniczy, zaczepny czy niesubordynowany. Jednak ktoś musiał gryźć rywali w kostki, żeby Rui Costa, Pirlo, Ronaldinho czy Kaka, mogli bez obciążeń defensywnych pokazywać światu swoją wirtuozerię. Wzruszają nas historie, kiedy piłkarz w końcu ląduje w klubie, któremu kibicował od dziecka. Coś, co wydawało się nieosiągalne, nagle staje się prawdą. Tak też było z Gennaro „Rino” Gattuso. Na uwikłania dotyczące jego rzekomego udziału w korupcji, odpowiedział: ,,Jeśli ktoś udowodni mi, że ustawiłem mecz, to wyjdę na ulicę i… wiem, że trudno to powiedzieć, ale tak – zabiję się!”. Gdyby było trzeba, to pobiłby byka, wilka, nosorożca i Marcina Najmana i to w walce czterech na jednego. Najbardziej temperamentny włoski piłkarz XXI wieku, długowieczny kibic Milanu, serce tego zespołu. Powiązania na temat korupcji brzmiały więc w tym przypadku absurdalnie. Niech zgadnę – to też brutal, którego kojarzycie z czerwonymi kartkami, prawda? Błąd. Otóż w samym Milanie – bezpośrednich czerwonych kartek otrzymał… jedną. Tak, jedną. Za to, jak spektakularną. W ostatniej minucie meczu z Ajaksem, w Champions League – za uderzenie w twarz Zlatana Ibrahimovicia. Jeśli „błyszczał”, to właśnie w Lidze Mistrzów, jak choćby wtedy, gdy walnął „z byka” asystenta Harry’ego Redknappa. To było drugie spięcie tego wieczoru. Do pierwszej scysji doszło po idiotycznym, obunożnym wejściu Flaminiego w Corlukę i czerwonej kartce. Wówczas Gattuso powinien zostać wykluczony za złapanie tego samego człowieka – Joe Jordana, za szyję. UEFA odwdzięczyła się jednak z nawiązką – pięciomeczową karą. Najlepsze, że wcale nie wiemy, jak skończyłby się ten pojedynek – „Rino” ujrzał przed sobą dziadka, natomiast nieliczni wiedzą, że Jordan to także kawał skurczybyka i byłby skłonny podjąć walkę. Jak podsumował Daily Mirror: „Wbrew pozorom, to Gattuso miał szczęście, że przeżył”. Bronił go z kolei Ancelotti: „ To niesprawiedliwe, że ocenia się Gattuso przez jeden wybryk. Nie można w taki sposób oceniać człowieka”. Uczciwie dodajmy jednak, że w sumie czerwonych kartek uzbierał osiem. Biorąc pod uwagę styl gry i to, że rozegrał blisko 700 profesjonalnych spotkań, to chyba nie jest najgorszy wynik? Ustawmy jednak pionek na start. Gennaro szukał swojego miejsca. Perugia, która wychowywała go od dwunastego roku życia, nie dała mu tego, czego oczekiwał. Zaledwie osiem występów w Serie A, w sezonie 1996/1997 i tylko jeden w pełnym wymiarze czasowym. To z pewnością nie zadowoliło dziewiętnastolatka. W przegranym meczu na San Siro pobiegał 16 minut, nie wiedząc, że właśnie gra z zespołem swojego życia. Perugia nie zdołała się utrzymać w Serie A. Spadła bardzo pechowo. Wraz z Piacenzą i Cagliari miała taką samą liczbę punktów, natomiast bezpośredni pojedynek w trójkącie między tymi drużynami zdecydował, że trzecie miejsce od końca zajął właśnie zespół Gattuso. Nie uśmiechało mu się zostawać w drużynie, szczególnie, że przecież dopiero co awansowali z Serie B i od razu z niej zlecieli.

Pomocną rękę wyciągnął do niego Walter Smith i sprowadził krnąbrnego młokosa do Rangers FC. Późniejszy asystent sir Aleksa Fergusona bardzo ufał włoskiemu pomocnikowi. Tu miał szanse na swoje pierwsze trofeum. Rangersi przegrali jednak z Hearts i Gennaro nie mógł biegać z pucharem po murawie. Tam spotkał na swojej drodze takich piłkarzy jak: Brian Laudrup czy przede wszystkim Paul Gascoigne, który w ramach małego chrztu, na pierwszym treningu celowo ubrudził Włochowi spodenki. Co mógł zrobić Anglik? Łatwo się domyślić. Gattuso poszedł wziąć prysznic, a Gascoigne zostawił brązowy prezent jego w bokserkach. Włoch musiał więc wracać do domu w samych spodniach. Smith przeniósł się do Evertonu, a jego miejsce przejął Dick Advocaat, który miał własny pomysł na Gattuso. Prawa obrona. To odbierało mu radość z gry. Człowiek, który kochał walkę w środkowej części boiska, miał się teraz trzymać tylko jednej strony? To zbyt go ograniczało. Postanowił uciec z Glasgow i dość niespodziewanie zasilił szeregi włoskiej Salernitany. „Rino” może mieć jednak dobre wspomnienia ze Szkocji. Tam poznał swoją przyszłą żonę – Monicę Romano, z którą ma 12-letnią córkę Gabriellę i 9-letniego syna Francesco. Historia Salernitany w Serie A nie była długa. Spadli przez fatalną grę na wyjazdach, gdzie zdołali tylko pokonać Empoli. U siebie natomiast posiadali prawdziwą twierdzę. Bilans: 9-4-4 mówi sam za siebie. Zespołem na boisku wówczas dowodził niechciany już w Interze defensor – Salvatore Fresi. Ponadto oprócz bohatera tekstu, grali tam też: Marco Di Vaio czy David Di Michele. Dla tego pierwszego to właśnie beniaminek był pierwszym schodkiem dużej kariery. Salernitana pokonała wówczas takich tuzów jak: Lazio (1-0), Romę (2-1), Inter (2-0) i Juventus (1-0). W meczu z Milanem Gennaro niestety nie mógł wystąpić, ponieważ nie opanował emocji w starciu z Piacenzą. Wyleciał z boiska, a potem musiał pauzować dwa mecze – z Romą i właśnie z Milanem. Pierwsze starcie z ekipą Rossonerich miało miejsce na początku sezonu, kiedy Gattuso występował jeszcze w Rangers FC. Nie było mu dane więc zagrać przeciwko swoim przyszłym kolegom. Salernitana nie zdołała się utrzymać, a skauci Milanu zauważyli „to coś” w nadpobudliwym zawodniku i tuż po spadku beniaminka, zapłacili za niego 8 milionów funtów. Reszta jest historią, którą wszyscy znamy. Wiemy doskonale ile Gattuso znaczył dla Rossonerich. Ba, on przecież był Milanem, jego sercem. Nic dziwnego, że teraz, kiedy zespół nie jest już królem szachownicy, mówi: ,,Kiedy tam grałem, to Milan był perfekcyjną maszyną. Gdy wychodzisz na boisko, musisz wiedzieć, że nosisz na sobie koszulkę, która wiele znaczy w historii włoskiej piłki. Dziś, w wielu meczach Milanu w ogóle nie widać przywiązania”. Zadebiutował u trenera Alberto Zaccheroniego na Stamford Bridge. Ten początkowo nie ufał piłkarzowi. Momentem przełomowym było pierwsze 90 minut w Serie A, w derbach Mediolanu, gdzie powstrzymał Brazylijczyka Ronaldo. Milan wygrał wówczas 2-1. Zaccheroni jednak dalej nie chciał wystawiać „Rino” w całych spotkaniach. Sytuacja ustabilizowała się na wiosnę i od tego momentu (marzec 2000) Gattuso stał się kimś, od kogo należało rozpoczynać budowanie składu. 12 lutego 2000 roku, w starciu z Bologną, zdobył swoją premierową bramkę w Serie A. Na kolejną czekał aż trzy i pół roku. Ponownie trafił do bramki Perugii, we wrześniu 2003. Strzelanie goli, nie należało do jego obowiązków. W całej karierze seniorskiej zdobył ich piętnaście, z czego jednego przepięknego, w towarzyskim meczu przeciwko reprezentacji Anglii. Piłka odbiła się wówczas od poprzeczki. Wtedy także spoliczkował Davida Beckhama. Dokładnie po roku, kiedy Włoch zaczął grać regularnie – zwolniono Zaccheroniego. Później przyszły kiepskie czasy Cesare Maldiniego czy też Fatiha Terima, jednak oni nie popracowali zbyt długo i jesienią 2001 roku rozpoczęła się nowa era Milanu. Stery objął Carlo Ancelotti, który już później, pracując w Realu Madryt, wypowiadał się o wojowniku w przemiłym tonie: ,,Największy poziom zaufania miałem do Gattuso. Był dla mnie jak brat, mimo że byłem jego trenerem. Powierzyłem mu rzeczy, których nie powiedziałbym nikomu innemu”. Wystarczy sobie przypomnieć jak wielokrotnie Gattuso „tarmosił” za twarz swojego menadżera.

„Rino” spędził w Milanie 13 lat, rozgrywając dla tego zespołu aż 468 spotkań. Zajmuje siódme miejsce w tabeli klubowych rekordów z występami w czerwono-czarnych barwach. Był wojownikiem, który zadziwiał, choć zwykle mówiło się o Kace, Szewczence czy Inzaghim. W sezonie 05/06 włoski Pitbull wystąpił w 48 spotkaniach dla Milanu, włączywszy w to różnego rodzaju puchary. Harował na boisku jak wół, natomiast miał szczęście, unikając kontuzji. Przez siedem sezonów z rzędu (od 01/02 do 07/08) zagrał w ponad 40 spotkaniach. W kolejnym zapewne pobiłby następną czterdziestkę, gdyby nie zerwane więzadło. Wyobraźcie sobie, że z zerwanym więzadłem dokończył mecz. Później musiał już poddać się operacji. Nie było to takie proste, ponieważ lekarz nie mógł w normalny sposób przepiłować jego kości. W biografii Pirlo czytamy że Gattuso wykorzystywał widelce, żeby robić kolegom głupie żarty: ,,Niektórzy z nas musieli pauzować tak naprawdę z powodu jego ataków widelcem, choć oficjalny komunikat lekarza klubu brzmiał wówczas: zmęczenie mięśni”. Jeśli już o żartach mowa, to pomocnik też dał się spektakularnie wkręcić. Polecam włoską wersję czegoś w rodzaju „Mamy Cię”, w której wystąpił Gattuso. Włoch zostawił auto na parkingu, a człowiek, który go wpuścił, popędził do domu po aparat, żeby zrobić sobie z nim zdjęcie. W samochodzie zostawił natomiast swojego psa. Ten zrobił w tam totalną masakrę. Drugi z parkingowych sugeruje, że być może pies już był w samochodzie, co tylko rozwściecza Gattuso. Chce numer telefonu do kolegi, który go wpuścił. W międzyczasie na balkon wychodzi facet w piżamie, który ma pretensje o głośne zachowanie Włocha. Leci wymiana zdań, w której piłkarz straszy, że wsadzi „balkoniarzowi” patyczek od lizaka w dupę i każe mu iść spać. Kiedy przyjeżdża pierwszy z parkingowych z aparatem, żeby zrobić zdjęcie – Gattuso zaczyna go gonić i kopać, chcąc wymierzyć sprawiedliwość. Szybko trzeba mu wyjaśniać, że to tylko niewinny żart. Wysilcie się i znajdźcie wideo. Jest stare, ale mistrzowskie. Włoch może czuć się spełniony. Razem z Milanem sięgnął dwukrotnie po Ligę Mistrzów, dwa razy zdobył też mistrzostwo Włoch, raz Puchar Włoch, dwukrotnie Superpuchar Włoch. Dołożył do tego jeszcze dwa Superpuchary UEFA, Klubowe Mistrzostwo Świata, a wszystko to pieczętuje wisienka na torcie, związana z reprezentacją Włoch. Puchar Świata z 2006 roku. Najcenniejsze trofeum w życiu piłkarza. Milan jednak spełnił jego dziecięce marzenia, za co Gattuso jest niezwykle wdzięczny. To klub mojego dzieciństwa, który pozwolił mi wygrać wiele pucharów i grać z prawdziwymi mistrzami, z którymi nigdy sobie nawet nie wyobrażałem, że będę grał. W stolicy Albanii – Tiranie, przydarzyła się dziwna historia. W 2009 roku, po trzech latach, odnalazł się Range Rover Gennaro Gattuso. Historia zatoczyła koło, bo przed laty w tym samym mieście odnaleziono zaginione auto Franco Baresiego, a minister Macedonii jeździła zakupionym BMW, dopóki policja nie stwierdziła, że dokładnie to auto zostało wcześniej skradzione Davidowi Beckhamowi. Po prostu Bałkany. Na koniec piłkarskiej kariery występował w szwajcarskim zespole FC Sion. Najlepszym podsumowaniem będzie pewna cyfra. 1999 – tyle dokładnie minut rozegrał w ostatnim sezonie. Liczba ta jest jeszcze ważną datą. To przecież w 1999 roku Gattuso podpisał kontrakt ze swoim ukochanym Milanem. W tym miejscu i taką puentą, chciałbym zakończyć tę historię, ale nie mogę.

Włochowi zamarzyło się bycie świetnym szkoleniowcem. Pod koniec lutego (2013) został grającym trenerem Sionu. Był to piąty(!) coach szwajcarskiej drużyny w tamtym sezonie. Długo nie wytrzymał. Dwa i pół miesiąca. Kiedy naderwał ścięgno Achillesa i nie mógł pomóc na boisku – przegrał aż 0-5 z FC. St Gallen. Po tej klęsce został zwolniony, lecz po dwóch tygodniach znalazł ukojenie w Palermo, kiedy ci spadli do Serie B. Tu wytrzymał dokładnie sześć ligowych spotkań i również poleciał ze stołka. W greckim OFI Kreta borykał się z olbrzymimi problemami finansowymi klubu. Początkowo szło mu całkiem nieźle, jednak co z tego? Zalegano z płatnościami. Gattuso jest niepodrabialny. Po jednej z porażek zrezygnował z prowadzenia Krety, w kolejny dzień jednak zmienił zdanie i postanowił pozostać trenerem. Musiał radzić sobie z problemami poza boiskowymi. Kiedy na jednej z konferencji padło pytanie o to czy odejdzie, ponieważ w klubie nie płacą – Włoch się wściekł: ,,To nie Barcelona czy Real, tylko mały klub z wieloma problemami. Chcę, żeby moi zawodnicy grali z jajami. Mam odejść? To zbyt łatwe. Tu jest moja rodzina i ja też zostaję. Nie przyjechałem na wakacje. Nie chcę słuchać tego, że piłkarze nie dają z siebie 100%, ponieważ klub zalega im z wypłatą. Pierdolcie się wszyscy”. Po „jednodniowej rezygnacji” wytrzymał jeszcze miesiąc. Miał dosyć tego, że klub zalega z wypłatami. Do tego FIFA cały czas groziła odjęciem punktów. Wreszcie się to stało, jednak Gattuso nie pracował już w Grecji. W styczniu odebrano sześć punktów zespołowi, który spadł wtenczas na ostatnią lokatę. Nie był w stanie regulować płatności. OFI Kreta skończyła na dnie tabeli, razem z dwoma pozostałymi zespołami, które miały podobne problemy. Wszystkie punkty zdobyte w początkowej fazie przez Gattuso, sukcesywnie odejmowano. Finalny dorobek Krety to… -6 punktów. Marnie skończyli, a „Rino” wcześniej dał sobie spokój i przestał się denerwować. Po odejściu Włocha klub wygrał jeden mecz (z PAOKiem – jak?!), a przegrał piętnaście. Nie miał kto złapać piłkarzy za jaja, choć to pewnie i tak nic by nie dało. Do bezpiecznego miejsca brakło bowiem blisko 50 punktów. W marcu tego roku „The Sun”, abstrakcyjnie oczywiście, zapytał go o możliwość pracy w Manchesterze United: ,,Poszedłbym tam na pieszo. Nawet jutro. Sir Alex Ferguson zawsze mnie szanował. Zawsze podziwiałem Premier League. We Włoszech są taktyczni geniusze, jednak w Anglii widzisz graczy silnych na nogach”. Gattuso doświadczył jednak wielkiego sukcesu w roli szkoleniowca Pisy. Wprowadził zespół do Serie B. Mam tatuaż z datą pierwszej wygranej w Champions League. Kolejnym będzie data awansu Pisy. Poprzedni sezon był masakryczny, choć zdobycie 18 punktów z totalnym bankrutem jest dla mnie jak mistrzostwo ligi. Pewna w życiu jest tylko śmierć. Nie wiem jaka będzie moja dalsza decyzja dotycząca przyszłości w Pizie. Odszedł. Stwierdził, że klub nie chce się rozwijać. I wrócił. Na początku września. W 2017 roku Milan został ogłoszony trenerem Primavera AC Milan – czyli młodzieżowej drużyny jednej z najlepszej ekip we Włoszech. Gattuso zastąpił na stanowisku Stefano Navę i można było się spodziewać, że prędzej czy później Włoch otrzyma również szansę prowadzenia pierwszej drużyny. Rossoneri chętnie w swoich rekrutacjach na stanowisko trenera sięgali po dawne legendy. Tak było, chociażby z Clarencem Seedorfem czy Filippo Inzaghim. Na awans do pierwszego zespołu Gattuso nie czekał długo. Po zwolnieniu Vicenzo Montelli naturalnym kandydatem został Gennaro. W pierwszym niepełnym sezonie pod wodzą Włocha Milan zakończył sezon na 6 miejscu. Kolejny sezon przyniósł progres – Milan zajął 5 miejsce w lidze z 68 punktami – do lokaty zapewniającej grę w lidze mistrzów Rossonerim Zabrakło 1 punktu. Wynik ten należy traktować w kategoriach sukcesu — był to najlepszy rezultat od sezonu 2012/13. Pod koniec maja 2019 roku AC Milan poinformował o rozwiązaniu kontraktu z Gattuso – nie była to jednak decyzja klubu, a szkoleniowca. Finalnie obie strony doszły do porozumienia i rozstanie odbyło się w atmosferze szacunku. Włoch zakończył przygodę z Milanem po 82 meczach, z których jego zespół wygrał 40, 22 zremisował i 20 przegrał. Piłkarze nie byli zachwyceni decyzją trenera, ale też bardzo ciepło wypowiadali się o byłym już szkoleniowcu.

Na stronie acmilan.com.pl zebrano przykładowe komentarze członków drużyny: „W piłce nożnej rzadko znajduje się takie osoby… Nasz świat jest raczej ulotny i powierzchowny, ale ty jesteś z innej rasy… WARTOŚCI PRAWDZIWEGO MĘŻCZYZNY odróżniają cię od reszty… Dziękuję ci z serca! Życzę ogromnego powodzenia – dla ciebie i twojej wspaniałej rodziny!”– Pepe Reina

„W piłce nożnej rzadko znajduje się takie osoby… Nasz świat jest raczej ulotny i powierzchowny, ale ty jesteś z innej rasy… WARTOŚCI PRAWDZIWEGO MĘŻCZYZNY odróżniają cię od reszty… Dziękuję ci z serca! Życzę ogromnego powodzenia – dla ciebie i twojej wspaniałej rodziny!”– Suso

„Dziękuję za zaufanie, którym mnie obdarzyłeś i za to, czego mnie nauczyłeś! Jesteś wyjątkową osobą, z ogromnymi wartościami ludzkimi. Jesteś rzetelny, uczciwy i zawsze dawałeś z siebie wszystko! Dziękuję, trenerze!”– Ricardo Rodriguez

11 grudnia 2019 roku Gattuso zastąpił Carlo Ancelotti w roli menadżera Napoli. Efektem zatrudnienia Włocha była wygrana w Coppa Italia. Drużyna odpadła z Ligi Mistrzów po porażce w 1/16 rozgrywek z FC Barceloną i zakończyła sezon na 7 miejscu w lidze, tuż za AC Milanem. Kolejny sezon Napoli rozpoczęło bardzo obiecująco, zdobywając komplet punktów w 5 meczach i osiągając bilans bramkowy 15:2. Do 12 kolejki zespół pod wodzą Gattuso przegrał dwa mecze i nic nie zapowiadało zbliżającego się kryzysu. W 22 kolejce statystyki wyglądały jednak dużo gorzej – 8 przegranych meczów w lidze, przegrany superpuchar z Juventusem, odpadnięcie z Pucharu Włoch z Atalantą i porażka 2:0 w pierwszym meczu 1/16 Ligi Europy z hiszpańską Granadą przyciągnęły nad głowę Włocha czarne chmury. Mimo niekorzystnego bilansu drużyna pod wodzą Gattuso zaczęła wychodzić z kryzysu. Do końca sezonu Napoli przegrało tylko jeden mecz ligowy z Juventusem. Niestety pomimo dobrej serii drużyna nie osiągnęła celu minimum, czyli miejsca gwarantującego grę w Lidze Mistrzów. Zadecydował tak naprawdę ostatni mecz sezonu (remis z Hellas Verona 1:1) , bo pomiędzy 2 w lidze Milanem a 5 Napoli różnica wyniosła zaledwie 2 punkty. Zwolnienie Włocha było mimo wszystko zaskoczeniem – o miejscu w lidze zadecydowały detale, ale Gattuso osiągnął najlepszy bilans trenerski w karierze – jego ekipa wygrała 57% z wszystkich meczów i osiągnęła korzystny bilans bramkowy (+54). Gattuso musiał długo czekać na zatrudnienie. 2 dni po ogłoszeniu rozwiązania kontraktu z Napoli, Fiorentina ogłosiła podpisanie umowy z Włochem. Gennaro miał rozpocząć pracę we Florencji 1 lipca, ale dwa tygodnie przed tym terminem kontrakt został rozwiązany, a Gattuso został zatrudniony w hiszpańskiej Valencii, którą prowadził do końca stycznia ubiegłego roku. Obecnie jest trenerem Olimpique Marsylia.

Osiągnięcia klubowe:

Perugia

1 x Trofeo Giacinto Facchetti: 1995–96

AC Milan

2x Mistrzostwo Włoch: 2003–04, 2010–11

1x Puchar Włoch: 2002–03

2x Superpuchar Włoch: 2004, 2011

2x Liga Mistrzów: 2002–03, 2006–07

2x Superpuchar UEFA: 2003, 2007

1x Klubowe mistrzostwo świata: 2007

Osiągnięcia Reprezentacyjne:

1x Mistrzostwa Europy U21 (2000)

1x Mistrzostwo Świata (2006)

7

10

Zapomniane legendy futbolu:

Legenda Spartaka Moskwa i reprezentacji Związku Radzieckiego. Świetny piłkarz i bardzo skromny człowiek. Igor Netto, bo o nim jest ten artykuł, grał aby nieść chwałę ZSRR, jednak tak naprawdę imperium wyrządziło mu wielką krzywdę niszcząc życie rodzinne. Igor Aleksandrowicz Netto urodził się 9 stycznia 1930 roku w Moskwie. Rodzina piłkarza pochodziła z Estonii. W XVIII wieku osiedlił się tam prapradziadek Igora, z pochodzenia Włoch. Zamieszkał w Estonii, ponieważ w nadbałtyckim kraju czekała na niego praca ogrodnika. Ojciec zawodnika walczył podczas I wojny światowej po stronie łotewskich strzelców sprzymierzonych z Rosją. Zmarł w 1956 roku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zgon Netto seniora nastąpił, kiedy Igor i jego koledzy ze złotej drużyny olimpijskiej wracali pociągiem do kraju i świętowali zdobycie mistrzostwa (1:0 z Jugosławią w finale). Kapitan zwycięskiego zespołu wiedział o śmierci ojca jeszcze przed podróżą, jednak nie powiedział o tym nikomu z ekipy. Netto nie chciał psuć kolegom radości ze zdobycia złotych medali. Najbardziej tragiczna jest jednak historia relacji Igora z jego starszym bratem Lwem. W 1944 roku został on schwytany przez Niemców po tym, jak walczył dla Armii Czerwonej podczas II wojny światowej. Po zakończeniu wojny został zwolniony z więzienia przez Amerykanów. Lew Netto wrócił do ojczyzny, jednak w 1948 roku oskarżono go o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych. Lwa skazano na 25 lat pobytu w gułagu mieszczącego się w Norylsku, czyli jednym z najzimniejszych miast świata. Brat Igora opuścił obóz w 1958 roku. Zarówno Igor, jak i jego rodzina musieli wymazać Lwa z pamięci. W dokumentach kontrolnych wypełnianych przed IO w Helsinkach piłkarz zeznał, że nie widział brata od czasu wojny. Gdyby wyjawił prawdę, nie pojechałby na igrzyska, a w przyszłości okazałoby się, że to najłagodniejsza represja wobec jego osoby. Bracia spędzili ze sobą ostatnie lata życia Igora, który zmarł 30 marca 1999 roku w wieku 69 lat. Chorego na Alzheimera Netto opuściła żona, radziecka aktorka Olga Jakowlewa. Poznali się w 1960 roku. W uroczystościach ślubnych nie uczestniczyła matka, sprzeciwiająca się wyborowi syna. Jej zdaniem Olga związała się z Igorem tylko dlatego, aby skorzystać z jego sławy i zrobić karierę filmową. Rzeczywiście, poważanie w branży Jakowlewa zyskała już po ślubie z jednym z najlepszych radzieckich futbolistów. Aktorka i piłkarz rozwiedli się w 1987 roku.

Niewiele brakowało, aby Netto zamiast piłki nożnej wybrał hokej na lodzie. Jako młodzian łączył nawet grę dla piłkarskiej i hokejowej sekcji Spartaka. Z uganiania się za krążkiem zrezygnował – jak głosi legenda – pod wpływem nacisków ze strony osób związanych z piłkarską częścią Spartaka. Jako hokeista Netto grał na pozycji napastnika. Jako piłkarz występował w środku pola z numerem sześć. Tak kolegę z drużyny wspominał Aleksiej Paramonow: ,,Byłem pięć lat starszy od Igora. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że ten młody zawodnik, bez żadnych obaw domaga się od starszych zawodników zostania na boisku po każdej sesji treningowej, aby poprawić technikę. Nikt go nie posłuchał, a on żonglował piłką i starał się poprawić przyspieszenie. Ten rodzaj szkolenia pozwolił mu stać się jednym z najlepszych piłkarzy w kraju.” Jeszcze jako młody gracz żądał od kolegów z defensywy, aby przestali grać długimi podaniami do napastników, tylko podawali piłkę po ziemi lub jemu. Można powiedzieć, że to Netto był jednym z prekursorów tzw. ,,wejścia między stoperów”. Nazywano go ,,Gęś”, ponieważ miał skrzeczący głos i bardzo długą szyję. Zaledwie w wieku 22 lat został kapitanem piłkarskiej reprezentacji Związku Radzieckiego. Z opaską na ramieniu w ciągu trzynastu lat (1952-1965) rozegrał 52 spotkania. Łącznie zanotował 54 występy. Następnym kapitanem został wybitny napastnik Walentin Iwanow. Nominacja Netto na kapitana drużyny zbiegła się z najlepszym okresem w dziejach radzieckiej reprezentacji. W 1956 roku w Melbourne zdobyła ona olimpijskie złoto. Cztery lata później ZSRR jako pierwsza ekipa w dziejach wywalczyła mistrzostwo Europy. W 1958 roku Związek Radziecki po raz pierwszy awansował na mistrzostwa świata. Tam jednak na drodze do medalu stanęła Brazylia uważana po dziś dzień za jedną z najlepszych drużyn w historii dyscypliny. Równie wiele sukcesów Igor Netto osiągnął dla Spartaka Moskwa. Reprezentował klub przez siedemnaście lat. Rozegrał dla niego 368 ligowych meczów. Pięć razy zdobywał ze Spartakiem mistrzostwo ZSRR, a trzy razy krajowy puchar. Po śmierci legendy na cmentarzu Wagankowo wzniesiono jego pomnik. Na kamieniu napisano ,,Kochały Cię miliony”. Wielki w swej prostocie napis ku czci wielkiego w swej prostocie piłkarza.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

8

@FCBparasiempre
100 metrów przebiegał w czasie nieco ponad dziesięciu sekund. „Był szybszy od wiatru”, pisali o nim dziennikarze. Argentyński atakujący Claudio Caniggia był jednym z najciekawszych zawodników lat 90-tych XX wieku. Dlaczego nie wymieniamy go wśród absolutnie największych tamtych czasów? Ponieważ nad ciężką, katorżniczą, treningową pracę przedkładał imprezy, alkohol, narkotyki i… przyjaźń z Diego Maradoną. To musiało go zgubić. Claudio Caniggia w pełnej formie był prawdziwym ucieleśnieniem dynamiki, szybkości i latynoskiego temperamentu. Kiedy patrzyło się na niego w biegu, miało się wrażenie, że ten facet frunie nad boiskiem. Był jak najdoskonalszej krwi mustang, niemający przed sobą żadnych limitów. Wychowały go Club Atletico River Plate oraz Henderson, jedna z dzielnic potężnej metropolii Buenos Aires. Caniggia miał talent. Nie był specjalnie wysoki, ale był nieprawdopodobnie zwinny i dynamiczny. „Zanim obrońca zdołał dopaść go na dobre, on już był w innym sektorze boiska” – mówił Hector Viera, jego szkoleniowiec w River, człowiek, który wprowadził go do seniorskiej piłki. Caniggia bardzo szybko trafił do wielkiego piłkarskiego świata. W 1988 roku, w wieku 21. lat podpisał kontrakt z włoskim Hellas Verona. Wyjazd w tak młodym wieku do włoskiej Serie A, najlepszej wówczas ligi świata, okazał się dla niego doskonałym wyborem. Caniggia miał co prawda w Italii wiele problemów, często był faulowany i poniewierany na boisku, ale dzięki temu błyskawicznie nauczył się tego, jak gra się w piłkę nożną na najwyższym poziomie. Rzucony na najgłębszą z możliwych wodę, szybko nauczył się pływać wśród rekinów. Na dobre Caniggia rozwinął się już w Atalancie. W ekipie „Nerazzurrich” z Bergamo przez trzy lata był najjaśniejszym punktem zespołu. To m.in. dzięki jego doskonałej postawie skromna Atalanta najpierw uzyskała prawo gry w europejskich pucharach (sezon 1989-90), a następnie dobiła do najlepszej ósemki Pucharu UEFA (1990-91). To w Italii zyskał przydomek „Il Figlio del Vento”, czyli „syn wiatru”.

Jako gracz Atalanty Caniggia pojechał na swój pierwszy piłkarski Mundial. Początek turnieju nie był dla niego udany. To właśnie na nim wykonany został jeden z najbardziej pamiętnych wślizgów w całej historii turniejów o Mistrzostwo Świata. Była 89. minuta meczu otwarcia pomiędzy Argentyną a Kamerunem. Sensacyjnie przegrywająca 0-1 ekipa obrońców tytułu ruszyła z jedną z ostatnich akcji na bramkę rozpaczliwie broniących się graczy z Afryki. Caniggia był nie do zatrzymania. W szaleńczym biegu minął dwóch kolejnych defensorów „Nieposkromionych Lwów”. Droga w kierunku bramki Thomasa N’Kono stała otworem. Wtedy jak spod ziemi wyrósł potężny Benjamin Massing. Kameruński stoper, nie patrząc na piłkę, z pełnym impetem wszedł w nogi Argentyńczyka. To był koniec tej akcji. Massing dostał za tę interwencję czerwoną kartkę, ale równocześnie pozbawił „Albicelestes” ostatniej szansy na wyrównanie. Kamerun sensacyjnie wygrał tamten mecz 1-0. Pomimo porażki to właśnie podczas Mundialu 1990 Caniggia na dobre zaistniał w szerokiej świadomości kibiców. To był zdecydowanie jego turniej. Razem z Diego Maradoną przeciągnął przeciętny argentyński zespół aż do wielkiego finału tej imprezy. Twarda, zagęszczona defensywa, nieustanne paraliżowanie gry i ofensywne wypady małą ilością graczy. Argentyńczycy Carlosa Bilardo na włoskim Mundialu nie mogli się podobać. To była drużyna ostrych, zdyscyplinowanych żołnierzy, wsparta fenomenem Maradony i Caniggii. Piłkarze tacy jak Simon, Ruggeri, Serrizuela czy Batista wychodzili na mecze z nożami w zębach. Tamta Argentyna była skuteczna do granic możliwości, a dodatkowo… sprzyjało jej wielkie szczęście. Z grupy awansowała z trzeciego miejsca (ówczesny regulamin przewidywał taką możliwość dla czterech najlepszych „trzecich miejsc”), Brazylię wyeliminowała, będąc zespołem zdecydowanie gorszym, dzięki jednemu przebłyskowi geniuszu duetu Maradona- Caniggia, a Jugosłowian i Włochów odprawiła dopiero po konkursach rzutów karnych. Talent i błysk Caniggii na tle tej bardzo przeciętnej ekipy był widoczny aż nadto. To właśnie jego bramki dały „Albicelestes” zwycięstwo nad Brazylią oraz niezwykle istotne wyrównanie w półfinałowym boju z Italią. Po włoskim Mundialu Caniggia był już gwiazdą. W 1991 roku wywalczył jeszcze z Argentyną swoje pierwsze Copa America, zdobywając na turnieju w Chile dwie bramki, a latem 1992 roku jego nowym pracodawcą została mająca spore ambicje Roma. Tak zaczęły się pierwsze poważne kłopoty Argentyńczyka… Caniggia zatopił się w nocnym życiu Rzymu. Był stałym bywalcem najmodniejszych knajp, klubów i dyskotek. Imprezował nieustannie. Wynajmował całe lokale, stawiał drinki, wciągał kokainę. Żył jak gwiazda rocka, a nie profesjonalny sportowiec. Zatracił się w swojej sławie, pieniądzach i możliwościach. To nie mogło dobrze się skończyć. W kwietniu 1993 roku w organizmie piłkarza wykryto obecność narkotyków. Wyrok był bezlitosny. 13 miesięcy bezwzględnej dyskwalifikacji. W Rzymie nie chcieli o nim słyszeć… Już po Mundialu 1994, na który zdążył wrócić w ostatniej chwili i na którym także padły wobec niego zarzuty o zażywanie narkotyków, Caniggia przeniósł się do mistrzowskiej w Portugalii Benfiki. W słabszej lidze, w dużym klubie, grającym dodatkowo w Lidze Mistrzów, miał się odrodzić i przypomnieć o sobie światu.

Tamta Benfica to był fajny, perspektywiczny zespół, który jednak nie do końca wykorzystał tkwiący w nim potencjał. W Champions League Lizbończycy odpadli w ćwierćfinale, wyrzuceni za burtę przez broniący trofeum Milan. Caniggia w trakcie tamtych bojów po raz kolejny w swojej karierze przekonał się o sile i możliwościach legendarnego Franco Baresiego. Doświadczony Włoch swoją nieustępliwością i rewelacyjnymi interwencjami wybił argentyńskiemu napastnikowi piłkę z głowy… Caniggia zatęsknił za Buenos Aires. Latem 1995 roku, po zaledwie jednym sezonie w Benfice, Claudio powrócił, po siedmiu latach, do ligi argentyńskiej. Tym razem miejscem jego pracy stało się jednak Boca Juniors. Czas spędzony w barwach popularnych „Xeneizes” był dla niego okresem dalszych imprez i zabaw. Nocne picie i awantury w lokalach wykańczały go fizycznie. Jego częstym kompanem był w tamtym okresie Diego Maradona, prawdziwy król życia… Pod koniec lat 90-tych Caniggia jeszcze raz postanowił zawitać do Europy. Grał ponownie dla Atalanty, a także dla szkockich Dundee FC i Rangers. Dzięki dobrej postawie na Ibrox, przypomniał o sobie w ojczyźnie. Marcelo Bielsa, ówczesny selekcjoner argentyńskiej kadry, powołał 35-letniego napastnika na japońsko-koreański Mundial 2002. Trudno było o efektowniejszy akcent na koniec burzliwej kariery. I choć w Azji Caniggia, podobnie jak cała Argentyna, furory nie zrobił to i tak przypomniał o sobie wielu tym, którzy zdążyli już o nim zapomnieć. Claudio Caniggia bez wątpienia był piłkarzem wyjątkowym. Sposób gry, styl życia, ale też sam image, jednoznacznie kojarzyły się z buntem, wolnością i brakiem limitów. Argentyńczyk żył i grał po swojemu i chyba dlatego tak wielu kibiców pokochało go miłością bezwzględną. Dla niego to dużo ważniejsze niż znalezienie się w panteonie gwiazd, tworzonym przez dziennikarzy i ekspertów…

8

Sprinter Claudio kończy dziś 57 lat. O kogo chodzi? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz:

@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@Lionel_Messi10 A no pikna ta kobitka. Tyle że i tak nie dla nas! No przynajmniej nie dla mnie...

1

@Pawel13sz Aaaaa. Plotki ploteczki, no tak i tylko na tych ploteczkach jedziemy.......?

0

@Pawel13sz Mbappe z naszą Barcą? Przecież on jest piłkarzem PSG!
No chyba że coś mnie omineło?

13

Czy wiemy(pamiętamy) że…

Swoje 43 urodziny obchodzi dziś Eusebiusz Smolarek, pomocnik i napastnik. Euzebiusz Smolarek co prawda urodził się 9 stycznia 1981 r. w Łodzi ale większość dzieciństwa i pierwsze piłkarskie kroki stawiał za granicą. Wszystko uwarunkowane było karierą jego nieżyjącego już ojca - śp. Włodzimierza. Euzebiusz Smolarek w kadrze narodowej występował w latach 2002-2010. Łącznie rozegrał w biało-czerwonych barwach 47 meczów, strzelając 20 bramek. Pod względem trafień do siatki przebił zatem swojego ojca - Włodzimierza (13 goli). Jak wspomniano, debiutu w dorosłej drużynie doczekał się w 2002 r., a powołanie otrzymał od Jerzego Engela. Na kolejny występ z orłem na piersi musiał poczekać ponad dwa lata z powodu kontuzji kolana oraz zawieszenia. Pierwsze bramki zanotował pod koniec 2005 r., w tym debiutancką w starciu z Austrią. W 2006 roku selekcjoner Paweł Janas zabrał "Ebiego" na Mistrzostwa Świata w Niemczech. Kibicom kadry dał się szczególnie zapamiętać z końca 2006 r., kiedy to Polska pokonała w Chorzowie Portugalię 2:1 w ramach eliminacji ME 2008. Wówczas oba trafienia zanotował właśnie "Ebi". Po raz pierwszy w reprezentacji trafił więcej niż jeden raz. Rok później Euzebiusz Smolarek w starciu eliminacyjnym z Kazachstanem ustrzelił hat-tricka w jedenaście minut i był ponownie bohaterem meczu, w którym nasi kadrowicze wygrali 3:1. Ogółem eliminacje ME 2008 to najlepszy czas reprezentacyjny Smolarka. Strzelił w nich wówczas dziewięć goli (trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców kwalifikacji), a Biało-Czerwoni awansowali na Euro z pierwszego miejsca. Na ME w Austrii i Szwajcarii "Ebi" nie zdołał strzelić ani razu i był to kolejny nieudany turniej dla naszej reprezentacji (tak ja na MŚ 2006, tak i na Euro 2008 odpadliśmy po trzech meczach fazy grupowej). Euzebiusz Smolarek w sposób szczególny pokazał się również kibicom kadry 1 kwietnia 2009 r. Wówczas ustrzelił drugiego reprezentacyjnego hat-tricka w starciu z San Marino. Był to rekordowy mecz Polaków, którzy wygrali aż 10:0. Smolarek po raz ostatni w biało-czerwonych barwach wybiegł na murawę 17 listopada w ramach meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej (3:1).



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90

1

@LS No i właśnie to jest ciekawa sprawa, którą poruszyłeś. Otóż jak większość pracowników, tak i ja, pracujemy regularnie 8 godzin. Z tym że właśnie zanim podpisałem umowe o prace uprzedzono mnie że właśnie zimą w weekendy i święta będę wzywany do odśnieżania i rzekomo muszę się na to zgodzić choć w umowie tego nie ma. No i właśnie za te dodatkowe godziny odśnieżania jest do wyboru gotówka, bądź dzień wolny. Jak dotąd brałem tylko dni wolne i właściwie nie wiem dokładnie ile jest wypłacane za te świąteczne odsnieżania ale ponoć jest to stawka podwójna najniższej krajowej. No i najciekawsze jest to, co się stanie gdy odmówie te świąteczne odśnieżanie? A nie mam jeszcze umowy bezterminowej tylko do końca tego roku

10

Niezrównany łowca nagród:

9 stycznia 2012 r. Lionel Messi odebrał swoją trzecią Złotą Piłke z rzędu. Argentyńczyk był oczywistym faworytem tej edycji plebiscytu po tym, jak poprowadził Blaugrane do wygrania 5 pucharów w 2011 r. Messi stał się najmłodszym zawodnikiem z trzema Złotymi Piłkami na koncie a w dodatku zdobył je 3 lata z rzędu, czym wyrównał osiągnięcie Platiniego. Na podium znalazło się również miejsce dla Xaviego a tuż za nim uplasował się Andres Iniesta.


@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@LS Jako pracownik terenów osiedlowych, czyli śmieci, zieleń, drzewa itp.
Oczywiście są kontrole trzeźwości ale bardzo rzadko...

11

Pamiętamy!

Wybitne legendy polskiego sportu:

Panie i Panowie dzisiaj 76 lat kończy Jan Tomaszewski, człowiek, który zatrzymał Anglie! Karierę piłkarską pan Jan rozpoczął w Śląsku Wrocław, w barwach tej drużyny zadebiutował w I lidze. W latach 1963–1967 był zawodnikiem Gwardii Wrocław. W 1971 przeszedł do Legii Warszawa. Jednak po kilku słabych występach stracił miejsce w pierwszej jedenastce i w 1972 przeniósł się do ŁKS Łódź, gdzie udało mu się wywalczyć pozycję jednego z najlepszych polskich bramkarzy. Od 1978 występował za granicą – w Beerschot i Herculesie Alicante. Jako piłkarz największe sukcesy odniósł, grając w reprezentacji Polski. W drużynie narodowej zadebiutował 10 października 1971 w meczu eliminacji mistrzostw Europy z drużyną RFN – wyznaczony wówczas do gry Piotr Czaja tuż przed meczem rozchorował się i musiał zostać zastąpiony przez Jana Tomaszewskiego. Reprezentacja Polski przegrała 1:3, a debiutującego bramkarza krytykowano wówczas za postawę w tym spotkaniu. Następny mecz w drużynie narodowej rozegrał po półtorarocznej przerwie w marcu 1973. Wówczas wywalczył miejsce w pierwszej jedenastce reprezentacji, z którą jeszcze w tym samym roku uzyskał awans do mistrzostw świata. Przyczyniła się do tego jego postawa w meczu eliminacyjnym z Anglią rozgrywanym 17 października 1973 na stadionie Wembley. Nazwany przed meczem przez angielskiego trenera Briana Clough clownem Jan Tomaszewski bronił skutecznie, przepuszczając w meczu tylko jeden strzał oddany przez Allana Clarke'a z rzutu karnego. Dzięki swojemu występowi zdobył duży szacunek wśród angielskich kibiców i zyskał przydomek bohatera z Wembley a także człowieka, który zatrzymał Anglię.

W 1974 brał udział w mistrzostwach świata w RFN, w których reprezentacja Polski zajęła trzecie miejsce. Dwukrotnie w tych mistrzostwach obronił rzuty karne (jako pierwszy bramkarz w historii na imprezie tego poziomu) – Staffana Tappera w meczu ze Szwecją oraz Uliego Hoenessa w meczu z RFN. Po mistrzostwach zdobył wielkie uznanie a Pelé nazwał go najlepszym bramkarzem świata. W reprezentacji Polski wystąpił również na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 (srebrny medal) oraz na mistrzostwach świata w Argentynie w 1978, w trakcie których stracił miejsce w reprezentacyjnej bramce na rzecz Zygmunta Kukli. W czasie obydwu mistrzostw świata (1974, 1978) rozegrał łącznie 990 minut w 11 spotkaniach. Do drużyny narodowej powrócił w 1981, rozgrywając dwa spotkania. Ostatni występ, a zarazem jedyny jako kapitan reprezentacji, zanotował w towarzyskim spotkaniu z Hiszpanią rozegranym 18 listopada 1981. Ogółem w barwach narodowych wystąpił w 63 meczach oficjalnych. Jest uważany za jednego z najwybitniejszych bramkarzy w historii polskiej piłki nożnej. Należał również do światowej czołówki bramkarzy lat 70. Wielokrotnie, także po zakończeniu kariery, występował w meczach pokazowych i charytatywnych. Krótko zajmował się działalnością trenerską. W latach 1989–1990 był trenerem bramkarzy reprezentacji Polski. Prowadził również w kilku meczach drużynę Widzewa Łódź w sezonie 1989/1990. Jako jeden z nielicznych zaliczył swój trenerski debiut w ekstraklasie jeszcze przed oficjalnym zakończeniem kariery – w ostatnim meczu sezonu 1980/1981 kierował zespołem ŁKS Łódź w meczu z Szombierkami Bytom, a w 1982 zagrał jeszcze cztery mecze jako zawodnik. Krótko był asystentem trenera reprezentacji Polski, kiedy to funkcję tę pełnił Andrzej Strejlau. Mając na koncie 63 mecze w barwach reprezentacji Polski, należał do Klubu Wybitnego Reprezentanta. 28 czerwca 2012 zrzekł się członkostwa w tej organizacji. Decyzję podjął dzień po tym, jak przewodniczący klubu, Władysław Żmuda, złożył wniosek o jego wykluczenie, motywując to jego zdaniem "bulwersującymi wypowiedziami pod adresem polskiej drużyny narodowej startującej w mistrzostwach Europy 2012 i poszczególnych piłkarzy".



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@AFA90

2

@LS No musze przyznać ze masz dobrego czuja, gdyż dzisiaj troche w robocie i troche po robocie sobie wypiłem! no ale każdemu się zdarza...

9

Zapomniane El Clasico:

9 stycznia 1949 r. FC Barcelona pokonuje na Camp de Les Corts Real Madrid 3:1 w 15 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelali: Cesar Rodriguez(28 i 61 minuta) oraz Basora w 56 minucie. To zwycięstwo przyczyniło się w końcowym rozrachunku do drugiego z rzędu i czwartego w historii mistrzostwa Hiszpanii dla Blaugrany.


@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@FcPortoFan1999 Pomyliłem się datowo. Ten artykuł jest przygotowany na jutro.

10

Niespotykane El Clasico!

10 stycznia 1943 r. FC Barcelona remisuje na Camp de Les Corts z Realem… 5:5(!) w ramach 14 kolejki Primera Division. Gole dla Barçy zdobywali: Mariano Martin(25 oraz 40 minuta), Josep Escola(31 m.) oraz Jose Valle(31 i 62 m.). Jeszcze do 87 minuty Blaugrana prowadziła 5:4. Na 3 minuty przed końcem Mardones doprowadził do remisu. Patrząc na tabele kończącą sezon ten Klasyk nie miał większego znaczenia ponieważ Duma Katalonii zakończyła go na 3 pozycji. Co ciekawe, ,,Królewscy” zakończyli rozgrywki na… 10 pozycji!


@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@denis9401 Do meczu ponad miesiąc i Bóg raczy wiedzieć kto będzie wówczas w kryzysie a kto nie? No jeśli rewanż gramy u siebie(?) to raczej powinno się udać ich przejść. Natomiast ćwierćfinał to już będzie dla nas za wysoko półka i uważam że odpadniemy...

0

@LS Na ogół z najlepszymi...
Na przykład z Napoli...

3

Znając życie to ponownie trafimy na drużyne z 4 ligi(?) czyli na Unionistas i ponownie będą męczarnie, gdyż ,,my" ze słabeuszami nie potrafimy klarownie i wysoko wygrywać!

1

@Lionel_Messi10 No tak, te wygrywanie różnicą jednego gola stało się nudne, ba! wręcz obrzydzające i ciężkie do ogladania. No ale z czegoś to musi wynikać?
Jeszcze jedno, jak mam rozumieć słowa, które napisałeś: Xavi ball?
No akurat ball to wiem że piłka ale co dokładnie oznacza Xavi ball?

9

Żywe legendy futbolu:


8 stycznia 1986 r. urodził się znakomity pomocnik David Josué Jiménez Silva. Silva był czołową postacią reprezentacją Hiszpanii, z którą zdobył dwa złote medale mistrzostw Europy w 2008 i 2012 oraz mistrzostwo świata w 2010 roku. Swój bilans w narodowych barwach zamknął na 125 spotkaniach i 35 trafieniach (jako czwarty najskuteczniejszy strzelec w historii). Kariera "magika" nabrała największego rozpędu w Valencii, gdzie w sezonie 2007/08 – w słynnym trio z Juanem Matą i Davidem Villą – zdobyli Puchar Hiszpanii. Okres świetności przypadł na grę w Manchesterze City, z którym zdobył tytuł mistrzów Anglii w sezonie 2011/12 oraz dołożył trzy kolejne w 2014, 2018 i 2019 roku. Po odejściu do Realu Sociedad w sezonie 2019/20 sięgnął po Puchar Hiszpanii. Kariere zakończył w ubiegłym roku z powodu poważnego urazu kolana.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@Arkon
@AFA90

8

Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:

8 stycznia 1958 r. urodził się Roman Wójcicki, silny środkowy obrońca imponujący warunkami fizycznymi. Jeden z czołowych polskich defensorów w latach 80. Przygodę z piłką zaczynał w rodzinnej Nysie, gdzie w wieku 11 lat zapisał się do miejscowej Stali. Początkowo grał jako napastnik, ale z czasem został przesunięty do obrony. Regularnie czynione postępy spowodowały, że zaczęły się nim interesować większe kluby. W 1975 r. trafił do Odry Opole. Dość szybko włączono go do kadry seniorów, a w lidze zadebiutował 24 lipca 1977 r. w meczu z Polonią Bytom. Dobra postawa w lidze zaowocowała powołaniem do reprezentacji do młodzieżowej, a niedługo później do seniorskiej. 12 kwietnia 1978 r. wystąpił w wygranym 3:0 meczu z Irlandią w Łodzi. Jacek Gmoch dostrzegł w nim potencjał i postanowił zabrać na mistrzostwa świata do Argentyny. Wójcicki nie zagrał tam jednak ani minuty. Wiosną 1980 r. trafił do Śląska Wrocław. Dla Odry rozegrał 82 spotkania i zdobył osiem bramek. W Śląsku dopiero od nowego sezonu zaczął regularne występy. Zawsze grał bardzo ambitnie i potrafił się znakomicie ustawiać. W 1982 r. z kolegami z drużyny zajął drugie miejsce w lidze. Dobra forma zaowocowała kolejnym powołaniem na dużą imprezę. Tym razem Antoni Piechniczek widział dla niego miejsce w kadrze na mistrzostwa świata w Hiszpanii. Do pierwszej jedenastki jednak było jeszcze daleko. Duet Żmuda-Janas spisywał się bardzo dobrze i Wójcicki praktycznie cały turniej przesiedział na ławce rezerwowych. Wystąpił tylko w drugiej połowie meczu o III miejsce z Francją, w którym zmienił Waldemara Matysika. Po mistrzostwach przeszedł do Widzewa. Z łódzkim klubem związany był przez cztery lata. Zaliczył 113 spotkań, w których zdobył 11 goli. Największym jego osiągnięciem było dotarcie z kolegami do półfinału Pucharu Europy, w którym musieli uznać wyższość Juventusu. Czas spędzony w Łodzi Wójcicki wspomina jednak bardzo dobrze i podkreśla, że obok występów z orzełkiem na piersi, był to najpiękniejszy okres w jego karierze. Z Widzewem dwukrotnie był wicemistrzem Polski (1983 i 1984) i dwukrotnie zajmował trzecie miejsce (1985 i 1986). Brak mistrzostwa mógł sobie osłodzić zdobytym w 1985 r. Pucharem Polski. W 1984 r. został laureatem Złotych Butów w plebiscycie ,,Sportu”. Po mistrzostwach świata w Meksyku, w których był jednym z filarów naszej reprezentacji, wyjechał do Niemiec. Grał w FC 08 Homburg a w 1989 r. został zawodnikiem Hannoveru, z którym w 1992 r. zdobył Puchar Niemiec. Karierę kończył w TSV Havelse 1912, gdzie przez cztery lata był grającym trenerem. Później trenował zespoły z niższych lig niemieckich. Z kadrą pożegnał się w przegranym 0:3 meczu z Anglią 3 czerwca 1989 r. Czasami zarzucano mu małą zwrotność i niedostatki techniczne, przez co miał problemy ze zwinnymi zawodnikami, ale jego szybkość biegowa, siła uderzenia i waleczność rekompensowały te braki. W Reprezentacji Polski rozegrał 62 mecze, strzelając 2 gole.

Przy okazji pragnę pozdrowić wszystkich ,,Czerwonoarmistów”.


@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@kielon93 Co nam ta ekonomia daje kiedy zarząd nie potrafi zrobić rozsądnych transferów tylko wyrzuca w błoto kase, na przykład na Roberta Lewandowskiego!

18

Czy wiecie że:

Michael Laudrup jest jedynym piłkarzem, który grał dla Realu Madryt, gdy Królewscy pokonali FC Barcelonę 5:0, i dla Barçy, gdy ta wygrała z Realem również w takim samym stosunku. Miało to miejsce w dniu 7.01.1995 (Real – FC Barcelona 5:0) oraz 8.01.1994 (FC Barcelona – Real 5:0).


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon
@AFA90

14

Fantastyczny ,,Dream Team” i cudowna ,,La manita”:

8 stycznia 1994 r. FC Barcelona pokonała Real Madryt 5:0! Było to jedno z najlepszych El Clasico w historii i prawdopodobnie najlepszy mecz ,,Dream Teamu’ Johana Cruyffa. Hat-tricka ustrzelił w tym spotkaniu Romario a do historii przeszedł jego pierwszy gol, w którym zastosował trik ,,cola de vaca’’, pozbywając się krycia Alkorty. W 49 minucie drugiego gola ze wspaniałego rzutu wolnego strzelił Koeman. 7 minut później Butragueño miał najlepszą okazje do zdobycia gola dla Realu ale trafił prosto w Zubizarrete. Chwile później drugiego gola świętował Romario i losy meczu zostały rozstrzygnięte. W końcówce trzeciego gola dorzucił Romario(pamiętny ,,no-look pass” Laudrupa) a Ivan Iglesias ustalił wynik meczu. ,,Mam nadzieję że na kolejny taki wynik nie będziemy musieli czekać kolejne 20 lat”- wyraził nadzieje Cruyff, gdyż taki sam wynik padł dokładnie 20 lat wcześniej w Madrycie. Prawie wykrakał bowiem na kolejną ,,La manite” przyszło ,,nam” czekać… prawie 17 lat.

Popatrzmy:




@AFA90
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

0

@FcPortoFan1999 Coś mam takie wrażenie że ty wczepiłeś się tej Ekstraklasy jak rzep psiego ogona! A takie słowa jak vibe to nie po polsku, więc prosze pisać po polsku!

0

@FcPortoFan1999 Aaaaa no to trzeba było tak od razu dokładnie napisać a nie wprowadzać w błąd! A po drugie to nie Cristiano tylko Ronaldo Octavian Andrei Deaconu, a to wtedy całkowicie zmienia postać rzeczy!

0

@FcPortoFan1999 Cristiano Ronaldo grała w Kielcach? No dajże spokój(!) chyba żartujesz?

0

@FcPortoFan1999 Z Korony? Przecież on gra gdzieś w Arabii Saudyjskiej!

Media

Sonda

Czy Barcelona powinna sprzedać Ferrana Torresa?