11

Ten bezlitosny ,,Golden goal”:

2 lipca 2000 r. Francja pokonała na De Kuip w Roterdamie reprezentacje Włoch po dogrywce 2:1(0:0;1:1). ,,Azzurri” przygotowali prosty plan na wygranie finału. Jako pierwsi strzelić gola a potem przez reszte meczu bronić korzystnego wyniku. Wszystko zaczęło się układać po ich myśli, gdy po strzale Delvecchio objeli prowadzenie. Na prawej flance Totti, uwikłany w walke z dwoma rywalami, odegrał piętą do nadbiegającego Pesotto. Pomocnik Juventusu dośrodkował w pole karne wprost do Delvecchio, który z bliska nie pozostawił żadnych złudzeń Barthezowi. Szkoleniowiec Włochów Dino Zoff miał szanse zdobyć złoty medal mistrzostw Europy zarówno w roli piłkarza, jak i trenera. Miał, bowiem odebrali mu ją Francuzi, dosłownie w ostatniej chwili. Wszystko działo się w doliczonym czasie gry. Daleki wykop Bartheza; Piłka trafia do Trezegueta, który odgrywa ją do Wilforda. Cannavaro nie przecina podania; napastnik Bordeaux przyjmuje futbolówkę, po czym oddaje strzał w długi róg bramki strzeżonej przez Toldo. Nesta nie zdołał zablokować piłki a Toldo jej nie wybił. Chwila dekoncentracji okazała się brzemienna w skutkach. Dla Francuzów jeszcze nie wszystko stracone. Włosi nie mieli już nic do stracenia bo w jednej chwili zaprzepaścili wszystko. Okazja na zostanie mistrzem Europy niebezpiecznie się oddaliła. Swoją szanse zwietrzyli rywale. Pressing Francuzów; Albertini traci piłke, dopada do niej Pires, wbiega w pole karne i dośrodkowuje do Trezegueta. Nesta próbuje interweniować ale bezskutecznie. ,,Trezegol” mocnym strzałem z woleja pod poprzeczke zapewnia ,,Trójkolorowym” Puchar Delaunaya. Dramat Włochów i euforia Francuzów. Zwycięzców się nie sądzi, zwycięzców się ceni. Sukces piłkarzy nie byłby możliwy bez ogromnego trenerskiego wkładu Rogera Lemerre’a. Opiekun Francuzów miał nosa do zmian. To one odmieniły gre jego podopiecznych a także… niekorzystny wynik meczu. W 58 minucie posłał w bój Wilforda a na kwadrans przed końcem meczu- Trezegueta. Obaj zadali decydujące trafienia. Przy zwycięskim(złotym) golu duży udział miał Pires- trzeci dżoker w talii Lemmere’a. Pomocnik Olimpique Marsylia wchodził na murawe, gdy plaz gry opuszczał włoski bohater Marco Delvecchio. Co było później, wiadomo. Mistrzowie świata zostali mistrzami Europy po raz pierwszy w takiej kolejności.

@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@NaFazieHitman

0

@pt9 No i zwycięstwa naszej kochanej Iguni!

9

Udany rewanż:

2 lipca 1960 r. na Camp Nou zagrał słynny FC Santos z Pele w składzie. Była to druga wizyta brazylijskiego klubu w Barcelonie. Rok wcześniej Santos pokonał Blaugrane aż 1:5 a Pele strzelił 2 gole, choć pamiętajmy iż Barça grała wówczas mocno rezerwowym składem. W swoistym rewanżu Duma Katalonii wystąpiła w najsilniejszym składzie i pokonała najmocniejszy wówczas na świecie Santos 4:3, dzięki dwóm golom Luisa Suareza oraz po jednym Kubali i Villaverde. Pele także wpisał się na liste strzelców.

@patataj
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Sensible
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96

1

@Fenyx Nic się nie stało, dzięki śliczne i pozdrawiam:)

0

Słuchajcie no, o której godzinie jutro nasza kochana Igunia zaczyna mecz z tą Francuzką Cornet? Bo tej flashscor jakoś do końca nie wierze...

1

@FCB24 Jeden z najlepszych hitów muzyki discopolo i dance. Bardzo lubie Classic ale i tak dla mnie numer 1 w tym gatunku muzyki będzie Akcent, począwszy już od 1992 r.!

11

Czeski horror w Porto:

1 lipca 2004 r. Grecja pokonała po dogrywce reprezentacje Czech 1:0 w ramach półfinału Euro 2004. Czesi podejmowali Greków i wiele wskazywało na to że ofensywny futbol weźmie górę nad wyrachowaniem i kunktatorstwem. Nic z tych rzeczy. Po obiecującym początku(strzał Jankulovskiego w poprzeczke) zaczął się czeski dramat. W 40 minucie plac gry musiał opuścić kontuzjowany Pavel Nedved. Załamany pomocnik Juventusu schodził z boiska ze łzami w oczach. Godzine później całe Czechy pogrążyły się w rozpaczy a wszystko przez srebrnego gola. Decydenci FIFA zrewidowali swoje wcześniejsze pomysły i odeszli od zasady złotego gola. Teraz wymyślili jej złagodzoną wersje, obowiązującą tylko w pierwszej części dogrywki. Mecz kończył się po doliczonych 15 minutach jeżeli jedna z drużyn uzyskiwała w tym czasie przewagę bramkową. Dawało to szanse przeciwnikom na strzelenie wyrównującego gola jeszcze przed przerwą, nie skazując ich od razu na ,,nagłą śmierć”. Srebrny gol Dellasa padł jednak w ostatniej minucie pierwszej części dogrywki. Czesi nie mieli już czasu na odrobienie strat i sami zostali straceni.

@Symson
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Sensible
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@patataj

1

@PatrychoO A gdzie Classic bądź Ciało do ciała?

1

@FLYP Nie do końca mnie zrozumiałeś. Owszem mam pretensje ale do całej redakcji za to że takie wartościowe artykuły jak własnie ten, zamieszczają bardzo rzadko, dwa, trzy razy do roku. Chodzi mi właśnie o wartości nadrzędne czyli o historie naszego klubu, o legendy, które są wspominane na ogół tylko wtedy, gdy umierają, a nie o pierdułkach o siostrze Neymara czy Shakirze, jakie często prezentuje tu pani Julia. Teraz akurat napisała wartościowy artykuł więc dałem jej plusa za to. Natomiast jeśli chodzi o książki, to jak najbardziej masz racje, żeby mieć obszerne wiadomości o historii naszego klubu to trzeba czytać. Ja właśnie posiłkuje się wiadomościami z książek, zresztą nie tylko o Blaugranie, No ale akurat na pana Paco Seirullo nie natknąłem się, no chyba że zwyczajnie zapomniałem o tym nazwisku. W każdym razie nie kojarzyłem tej postaci z książek, które przeczytałem. Natomiast jeśli chodzi o język to nie do końca się z tobą zgodze! Podejrzewam że biografie w języku hiszpańskim takich legend jak Alcantara, Samitier, Arocha, Sagi Barba, Cesar Rodriguez czy choćby założyciel Barcy Joan Gamper, będą dostępne w Hiszpanii a już w Polsce ich nie doświadczysz, co najwyżej jakieś krótkie streszczenia. Zresztą sam widzisz skąd pochodzi ten artykuł? Mundo Deportivo i Sport. Gdyby redaktorzy tego serwisu nie znali przynajmniej jednego obcego języka to praktycznie nie było by tutaj żadnych wiadomości z Hiszpanii...

10

@FCBparasiempre Patrick Kluivert to był napastnik typowy dla holenderskiej szkoły futbolu. Poza siłą fizyczną cechowała go wspaniała technika oraz doskonały przegląd gry dzięki czemu oprócz strzelania goli potrafił popisać się celnym podaniem i zaliczyć asystę. Do historii FC Barcelony przejdzie jako jeden z najlepszych strzelców klubu! Mając 7 lat Patrick rozpoczął treningi w klubie Schellingwoude a już rok później był piłkarzem Ajaxu Amsterdam. Obecność gwiazd w amsterdamskim klubie bardzo motywowała młodego Kluiverta do ciężkiej pracy. Obserwując rozwój kariery swoich dwóch wielkich idoli-Van Bastena i Rijkarda, młody Patrick również chciał być sławnym piłkarzem. Z takim nastawieniem czynił regularne postępy i szybko wspinał się po drabinie na szczyt piłkarskiej kariery. W 1994r. w końcu doczekał się powołania do pierwszej drużyny Ajaxu. Po sukcesach w Ajaxie zaczęły się nim interesować największe kluby w Europie co zaowocowało transferem do AC Milan. Jednakże Kluivert nie potrafił się przystosować do stylu włoskiej Serie A. Po Mundialu we Francji Patrick otrzymał ofertę od Barçy, gdzie od roku swoją drużynę budował Luis van Gaal. Kluivert miał tylko jeden dzień na podjęcie decyzji. Z uwagi na osobę szkoleniowca z którym zawsze dobrze mu się pracowało oraz niezwykłość klubu ze stolicy Katalonii, Patrick zdecydował się na transfer. Za ponad 2 800 peset został w ostatniej chwili włączony do składu FCB. Działacze Blaugrany nie zdążyli jednak zgłosić Patricka do Ligi Mistrzów więc nie mógł on uczestniczyć w tych rozgrywkach sezonu 1998/99. W FCB Kluivert od razu stał się zawodnikiem podstawowego składu i już w swoim premierowym sezonie strzelił 15 goli w La Liga a w drugim swoim spotkaniu pokonał bramkarza Celty dwukrotnie! Holender szybko zaaklimatyzował się i w pierwszym sezonie gry w Katalonii zdobył z Blaugraną mistrzostwo Hiszpanii. Niestety kolejny sezon był dla Barçy zwiastunem gorszych czasów. Obchodzący setną rocznicę istnienia klub nie zdobył żadnego trofeum plasując się na drugim miejscu w lidze i odpadając w półfinale Ligi Mistrzów. W atmosferze skandalu z klubu odszedł Luis van Gaal. Natomiast Patrick po raz drugi z rzędu zdobył 15 goli w La Liga ale tym razem mógł także zaprezentować swoje umiejętności w Lidze Mistrzów trafiając do siatki 7 razy. W sezonie 2000/2001 Duma Katalonii musiała radzić sobie bez Luisa Figo, który zdradził ją na rzecz Realu Madryt. Opiekę nad drużyną objął Lorenz Serra Ferrer. Kluivert wraz z Brazylijczykiem Rivaldo stworzyli niezwykle groźny i bramkostrzelny atak przez niektórych fachowców uznawany za najlepszy duet napastników na świecie! Niestety Azulgrana grała w kratkę i po raz kolejny nie zdobyła żadnego trofeum. Duma Katalonii odpadła w fazie grupowej Ligi Mistrzów i nie sprostała Liverpoolowi w półfinale Pucharu UEFA. Z kolei w Primera Division Katalończycy dopiero w ostatnim spotkaniu zagwarantowali sobie 4 miejsce, które pozwoliło na grę w eliminacjach Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. Patrick zakończył sezon z 25 trafieniami na koncie. Taki sam wynik uzyskał w kolejnym sezonie, lecz Barça 3 sezon z rzędu(tym razem pod wodzą Rexacha)nie zdobyła nic zajmując 4 lokatę w lidze i docierając do półfinału Ligi Mistrzów, w którym nie sprostała Realowi Madryt. Przed sezonem 2002/2003 stanowisko trenera Blaugrany objął po raz kolejny van Gaal. Wydawało się iż Barça nie może już grać gorzej a tymczasem w styczniu 2003r. FCB była bliska strefy spadkowej. W konsekwencji pracę stracił van Gaal a jego stanowisko zajął Radomir Antič. Za nim to się jednak stało, Kluivert na krótko uratował swojemu ulubionemu trenerowi posadę strzelając 3 gole na Mallorce w zwycięskim meczu z miejscowym Realem ale drużyna nadal grała w kratkę. Był to bardzo burzliwy rok dla Dumy Katalonii, gdyż do dymisji podał się również prezydent Joan Gaspart. Patrick mimo iż zdobył 16 goli w La Liga był jednym z najbardziej krytykowanych zawodników w drużynie z powodu nieregularnej formy strzeleckiej. Po zakończeniu nieudanego sezonu nowy prezydent Blaugrany-Joan Laporta zaczął odbudowę klubu zarówno od strony sportowej jak i finansowej. W nowej Barcelonie Kluivert miał pełnić nową rolę. Holenderski napastnik przed rozpoczęciem rozgrywek obiecał strzelić 25 goli więc oczekiwania wobec niego były bardzo duże. Tymczasem Patrick po słabym początku sezonu usiadł na ławce rezerwowych a jego miejsce w podstawowym składzie zajął Saviola. Pierwszego gola strzelił dopiero w 11 kolejce. W grudniu 2003 r. doznał kontuzji kolana, przez którą omineło go kilka spotkań. Powrót na boisko był dla Patricka szczęśliwy gdyż strzelił gola w meczu przeciwko Athletic Bilbao. Niestety pod koniec stycznia 2004r. kontuzja odnowiła się i Holender do gry wrócił dopiero w kwietniu. W El Clasico na Santiago Bernabeu zdołał jeszcze strzelić wyrównującego gola i jak się później okazało była to ostatnia bramka jaką strzelił dla granatowo-bordowych. Jego team zajął 2 miejsce w Primera zapewniając sobie tym samym start w Championes League bez eliminacji. Jednak zaledwie 8 goli strzelonych przez Kluiverta w połączeniu z zarzutami o niesportowy tryb życia i przytłaczającą krytyką ze strony prasy oraz kibiców ostatecznie przesądziły o jego odejściu z klubu. Patrick chciał pozostać w Katalonii lecz klub zakomunikował mu iż nie będzie liczył na jego usługi w kolejnym sezonie. ,,To był trudny sezon ponieważ sporo czasu spędziłem na leczeniu kontuzji i nie mogłem grać tak wiele jak bym chciał i jak chciałby tego klub’’-przyznał później. W FCB Patrick miał wielu zajadłych przeciwników ale jednocześnie wielu zwolenników. Holender nadal pozostaje socio klubu nr. 124064 i posiada swoją restaurację w mieście. Jak sam zadeklarował-FC Barcelona na zawsze pozostanie w jego sercu i do końca życia będzie ,cule’!


11

10

Dokładnie 20 lat temu(30 czerwca 2002 r.) rozegrano finał XVII Mistrzostw Świata, które odbywały się w Korei Południowej i Japonii. W Jokohamie Brazylia pokonała Niemcy 2:0, obydwa gole zdobył Ronaldo w 67, i 79 minucie. Był to 5 tytuł mistrzowski dla Brazylijczyków w historii a Ronaldo z 8 golami został królem strzelców turnieju.

@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Symson
@patataj
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Sensible
@Roni/VEB

0

Nareszcie coś wartościowego od niejakiej pani Cichej. Nie miałem pojęcia o Paco Seirullo ale tak jak pisałem wcześniej, gdybym znał przynajmniej jeden obcy język to takich wspomnień byłoby znacznie więcej niż prezentują tu redaktorzy tego serwisu. A na razie mały plus dla pani Julii :)

8

Takich ludzi oddanych ,,naszemu” klubowi należy wspominać:


30 czerwca 1983 r. ,,Papi” Anguera zakończył pracę w FC Barcelonie. Przez 26 lat był pracownikiem klubu. Na początku zajmował się zespołami juniorskimi. Jak sam mawiał ,,był wtedy delegatem, masażystą, opiekunem wszystkiego, gdyż na mecze jeździł tylko on z trenerem”. W 1953 r. zaproponowano mu pracę opiekuna sprzętu sportowego. Był bardzo lubiany przez piłkarzy. Po zdobyciu La Liga w 1974 r. sam Cruijff od razu po meczu udał się do najbliższego baru, kupił piwo i przyniósł je do szatni, bo wiedział że ,,Papi” lubi świętować sukces z kuflem w ręce. W sezonie 1978/79 po meczu z Anderlechtem piłkarze Barçy uciekli z boiska ponieważ zostali zaatakowani przez kibiców belgijskich. Gdy z trudem dotarli do szatni, masażysta Angel Mur krzyknął: ,,Zapomnieliśmy o Papim!”. Wtedy cała drużyna wróciła po niego na boisko, gdzie Anguera stał otoczony szalejący tłumem kibiców Anderlechtu. ,,Papi” miał swoją wizje piłkarza idealnego: ,,Wybrałbym inteligencje Kubali, strzał głową Cesara Rodrigueza, siłę Neeskensa, prawą nogę Rexacha, lewą Maradony i serce Migueliego!”.


@Symson
@Ogorinho1974
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj

0

Zaraz, zaraz. Co to znaczy pojawił się w biurach Barcelony by spotkać się z Alemanym? Po co? A co on nie podpisał z Barcą kontraktu jeszcze? Przecież tyle się pisało że Kessie już jest zaklepany...../

3

@Comentateiro Teraz już nie w stresie, teraz co najwyżej jest mi przykro że ,,dyktatura" ma w dupie takie wartości. no ale coż, takie życie w... wirtualnym internecie.

9

Czy wiemy że…

29 czerwca 1958 r. Reprezentacja Brazylii została po raz pierwszy piłkarskim mistrzem świata, pokonując w finale turnieju rozgrywanego w Szwecji reprezentację gospodarzy 5:2. Gole dla zwycięzców strzelali: Vava(9 i 32 m.), Pele(55 i 90 m.) oraz Zagallo(68 m.). Natomiast dla wicemistrzów trafiali Liedholm(4 m.), Simonsson(80 m.)



Czy pamiętamy że…

Również 29 czerwca tyle że roku 2008, w finale XIII Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Hiszpania pokonała w Wiedniu Niemcy 1:0 po golu Fernando Torresa w 33 minucie. Hiszpania zasłużenie sięgnęła po to mistrzostwo Europy. W finale była lepsza od Niemców, o czym mówi statystyka. Piłkarze z półwyspu Iberyjskiego oddali siedem celnych strzałów przy zaledwie jednym rywali. Hiszpanie grali też najrówniej przez cały turniej. Ekipa Luisa Aragonesa nie przegrała żadnego meczu podczas mistrzostw Europy. Na sześć spotkań Hiszpanie wygrali pięć. Z Włochami zremisowali ale wygrali w karnych i do tego mieli króla strzelców tych mistrzostw Davida Villę, który strzelił cztery gole, a w finale nie mógł zagrać z powodu kontuzji.

@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@patataj

8

Prestiżowy puchar zdobyty po raz drugi:

Dokładnie 70 lat temu(29 czerwca 1952 r.) FC Barcelona pokonała na Parc de Prince w finale Copa Latina(Puchar Łaciński) OGC Nice 1:0 i triumfowała po raz drugi w tym turnieju. Zwycięskiego gola zdobył w 79 minucie genialny snajper Cesar Rodriguez. Przypominam iż Copa Latina była prekursorem Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. A oto triumfalny skład z Paryża: Ramallets, Martin, Biosca, Seguer, Bosch, Escudero, Basora, Cesar, Kubala, Aldecoa, Manchon.

@patataj
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974

10

Wyjątkowo świętowany Puchar:

29 czerwca 1928 r. FC Barcelona po raz siódmy w historii sięgnęła po Puchar Króla. Do wyłonienia tryumfatora Copa del Rey potrzebny był dodatkowy(trzeci) mecz finałowy z Donostią FC, ponieważ dwa pierwsze zakończyły się remisami 1:1. W decydującym trzecim finale rozgrywanym na El Sardinero w Santander, Barça pokonała Donostie(obecnie Real Sociedad) 3:1 po golach Samitiera(8 m.), Arochy(21 m.) oraz Sastre(25 m.). Po tym meczu legendarny kapitan Blaugrany Josep Samitier, z balkonu Parlamentu na słynnym Plaça Sant Jaume, zwrócił się do zebranego tłumu, wygłaszając płomienną przemowę i jednocześnie potrząsając pucharem: ,,Przed wyjazdem obiecaliśmy wam że wygramy a więc dziś przynosimy wam trofeum!”. To była pierwsza w historii Barçy tak wielka celebracja zdobytego tytułu. Jeszcze zwycięski skład Blaugrany: Llorens, Walter, Mas, Torralba, Roig, Carulla, Piera, Sastre, Samitier, Arocha, Sagi Barba.

@Symson
@Ogorinho1974
@Sensible
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@patataj

1

@Lionel_Messi10 O ja pierdole! prawie 300 zł? Ja też bym bardzo chciał ale przy moich zarobkach to mnie nie stać nawet i na 150! Może gdzieś znajde do maks 120?

0

Posłuchajcie no kochani sympatycy futbolu, mam pytanie głównie do kibiców ,,Bosteros". Dzisiaj w nocy Boca rozegra pierwszy mecz 1/8 Copa Libertadores z Corintians Paulista. Obie drużyny spotkały się dwukrotnie w rozgrywkach grupowych tychże rozgrywek. Z jakiej paki ,,Xeneizes" od razu po wyjściu z grupy muszą grać ponownie z „Timão”? Z tego co wiem to wcześniej czegoś takiego nie było...

0

@barcelonaLM A mnie jej piersi... zwisają!

6

Legendy rodzimego futbolu:

28 czerwca 1965 r. urodził się Maciej Szczęsny. Jedyny w swoim rodzaju. Tak pod względem charakteru, zachowania, jak i osiągniętych sukcesów. Pan Maciej stanowił pełne potwierdzenie tezy o wyjątkowości bramkarzy w zespole. Zagrał w 4 klubach Ekstraklasy i w każdym z nich co najmniej raz zdobył mistrzowski tytuł. Jest on jedynym takim zawodnikiem w historii rozgrywek. Łącznie na jego koncie znajduje się 5 złotych medali mistrzostw Polski. W żadnej z tych mistrzowskich edycji nie pełnił roli statysty. W najgorszej pod względem liczby występów(2000/01 w Wiśle Kraków) rozegrał 12 meczów. Wielki indywidualista, często na uboczu drużyny ale z decydującym głosem i dysponujący ogromna charyzmą. Jeśli nie cieszył się sympatią(choćby z powodu ostrego języka), to na pewno wielkim szacunkiem swoich boiskowych kolegów. Tak było w Legii, Widzewie, Polonii Warszawa i Wiśle Kraków. Nie ma tytułu na polskich boiskach, którego nie udałoby mu się zdobyć. W jego kolekcji oprócz 5 mistrzostw, znajdują się też 3 Puchary Polski i po jednym Superpucharze oraz Pucharze Ligi. Jest jedynym bramkarzem, który zdobył mistrzostwo Polski w dwóch różnych warszawskich klubach. Trudny charakter objawiał się jednak nazbyt często. Kiedyś miał z tego powodu kłopoty z prawem. Lzony przez kibica Stali Stalowa Wola, zdecydował się(niczym Cantona) sam wymierzyć mu sprawiedliwość soczystym kopniakiem! Sprawa trafiła nawet przed oblicze sądu i przez kilka ładnych tygodni była żywym tematem mediów. Duży szok wywołał, przechodząc z Legii do Widzewa w okresie najbardziej zaciętej konkurencji tych klubów. Do historii przeszła jego rywalizacja o miejsce w bramce ze Zbigniewem Robakiewiczem. Nie było chyba w polskim futbolu tak elektryzującej walki o miano ,,jedynki” w klubie. Nawet konkurencja między Kostką a Gomolą nie wywołała tylu dyskusji i emocji. To jednak Szczęsny wywalczył sobie prawo gry w najważniejszych meczach, m.in. w Lidze Mistrzów w edycji 1995/96, gdy był jednym z bohaterów eliminacyjnego dwumeczu z IFK Göteborg. Razem z Wojskowymi awansował wtedy do ćwierćfinału. Był pierwszym polskim bramkarzem, który zaliczył występ na tym szczeblu rozgrywek Champions League. On też bronił w edycji 1990/91, zakończonej awansem Wojskowych do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Do fazy grupowej Ligi Mistrzów awansował tez z Widzewem. W reprezentacji Polski zagrał 7 razy i wpuścił 8 goli. Poza meczem ze Słowacją w eliminacjach do ME, grywał jednak częściej w starciach towarzyskich. Selekcjonerzy woleli w tym czasie stawiać na Wandzika, Bakę, Sidorczuka, Woźniaka a potem Matyska. Obecnie często gości w programach telewizyjnych jako ekspert. Przez krótki czas był trenerem bramkarzy, między innymi w Koronie Kielce. Ostatnio dał się poznać jako fotograf, otwierając wystawę zdjęć znanych jazzmanów.

@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Symson
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@Sensible
@patataj
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974

10

Historyczna zmiana:

28 czerwca 2002 r. Claret Serrahima zaprezentował nowy herb Dumy Katalonii. W stosunku do poprzedniego projektu z 1975 r. usunięto kropki pomiędzy literami ,,F.C.B.” i zmniejszono z trzech do jednego liczbe ,,ząbków” po lewj i prawej stronie herbu oraz u podstawy. Nieco wcześniejsze zmiany z 1974 r. dotyczyły zmiany nazwy klubu z hiszpańskiej na katalońską(z C.F.B. na F.B.C.). Pierwszy herb klubu przypominał obowiązujący obecnie herb miasta Barcelony otoczony dodatkowo liśćmi laurowymi z nietoperzem siedzącym na koronie.

@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Roni/VEB

7

Rezerwy pokazały kto tam rządzi!

28 czerwca 1998 r. FC Barcelona B pokonała Real Madryt B i awansowała do Segunda Division. Mecz odbył się na Santiago Bernabeu przed 30-tysięczną widownią. Kluczowa dla losów spotkania była czerwona kartka dla Rodriego w 54 minucie. Później Blaugrana strzeliła 2 gole i kontrolowała przebieg spotkania. Prezydent Królewskich Lorenzo Sanz stracił w końcówce panowanie nad sobą, opuszczając trybunę honorową przed końcem spotkania i zwymyślał cieszącego się Luisa Van Gaala mówiąc do niego: ,,Idź pyskować w swoim domu”.

@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@DaPidejpi

6

FC Barcelona dzień po dniu:

28 czerwca 1959 r. FC Barcelona po raz pierwszy w swojej historii zagrała mecz ze słynnym Santosem FC. Brazylijczycy na Camp Nou rozgromili w towarzyskim meczu Blaugrane 5:1! Oczywiście w składzie Santosu grał sam Pele, który strzelił 2 gole.

@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@patataj

1

Igunia kochanie ty nasze, nie tak nerwowo!

0

@Symson Cała przyjemność po mojej stronie :) Po prostu czytam wszystkie dostępne książki o Barcie. Gdybym znał języki obce a zwłaszcza hiszpański, to było by tego znacznie więcej. A tak wogóle to dziwie się że redakcja ma w dupie historie ,,naszego" klubu, no może poza erą Guardioli i Luisa Enrique ale to wszyscy znamy niemal na pamięć. Nie wiem jak nazwać obojętność redakcji wobec tak pięknej i ciekawej historii ,,naszego ukochanego" klubu?

14

Legendy futbolu:

27 czerwca 1977 r. w Madrycie urodził się Raul Gonzalez. 3-krotny zdobywca Ligi Mistrzów-1998,2000,2002; 9-krotny Mistrz Hiszpanii Zdobywca Superpucharu Hiszpanii-1997,2001,2003,2008; Zdobywca Superpucharu Europy-2002; Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1998,2002



Zaczęło się całkiem niewinnie. Raul Gonzalez Blanco na świat przyszedł w San Cristobal de Los Ángeles, przedmieściach Madrytu. Co ciekawe mając 13 lat został przez ojca zapisany do szkółki Atletico Madryt. W roku 1992, prezydent Atletico, Jesus Gil by zaoszczędzić klubowe pieniądze postanowił rozwiązać drużyny młodzieżowe Rojiblancos. Fani Realu Madryt do dziś są „wdzięczni” Gilowi, że postanowił rozwiązać ekipę dla młodych adeptów futbolu. W ten sposób Raul trafił do Realu Madryt. Sezon 1994/1995 rozpoczął w barwach trzeciej drużyny „Królewskich”. W swoich pierwszych siedmiu meczach dla Realu Madryt C zdobył aż trzynaście bramek, co nie pozostało „bez echa”. Jorge Valdano bez zastanowienia włączył go w kadrę pierwszego zespołu. Mając 17 lat i 4 miesiące młodziutki Hiszpan stał się najmłodszym piłkarzem, który założył koszulkę Realu Madryt w rozgrywkach Primera Division. W pierwszym sezonie dla „Los Blancos” w 28 spotkaniach zdobył 9 goli. Niedługo później, bo w październiku roku 1996 zadebiutował w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii. Raul Gonzalez łącznie w barwach „Królewskich” rozegrał 742 spotkania, w których 320 razy pokonywał bramkarza rywali.



Dziewięciokrotnie sięgał po mistrzostwo La Liga (1995, 1997, 2001, 2003, 2007 oraz 2008 roku), trzy razy wygrał rozgrywki Champions League (1998, 2000, 2002), cztery razy sięgnął po Superpuchar Hiszpanii (1997, 2001, 2003, 2008), dwa razy po Puchar Interkontynentalny (1998, 2002) oraz raz po Superpuchar Europy (2002). Nie należy również zapominać o jego sukcesach indywidualnych. Podczas swojej gry dla Los Blancos dwa razy został królem strzelców Primera Division (miało to miejsce w sezonach 1998/1999 oraz 2000/2001). Ponadto jest rekordzistą w liczbie występów w rozgrywkach Champions League, ilości bramek w Realu Madryt. Dwa razy sięgnął po koronę króla strzelców Champions League (1999/2000 i 2000/2001), dwa razy zdobył brązowego buta (1999, 2001), raz został wybrany drugim piłkarzem świata według France Football (2001) i trzecim piłkarzem świata 2001 roku według FIFA. „El Siete” w barwach Realu Madryt rozegrał 550 spotkań w Primera Division i zdobył 228 bramek, do tego dochodzą 37 mecze i 17 trafień w Pucharze Hiszpanii, 3 mecze i 1 bramka w Superpucharze Europy, 4 spotkania i 1 trafienie w Pucharze Interkontynentalnym, zanotował także 12 meczy i 7 goli w rozgrywkach o Superpuchar Hiszpanii oraz 135 razy wychodził na boisko w rozgrywkach Champions League, pokonując 66 razy bramkarza rywali. 26 lipca 2010 odszedł z Realu Madryt a 28 lipca podpisał dwuletni kontrakt z niemieckim Schalke 04 Gelsenkirchen. Swój debiut rozegrał w meczu o superpuchar Niemiec, przeciwko Bayernowi Monachium. Po sezonie 2011/12 odszedł z Schalke do katarskiego klubu Al-Sadd, z którym 13 kwietnia 2013 roku świętował mistrzostwo kraju. 22 sierpnia 2013 roku ponownie zagrał 45 minut meczu i zdobył bramkę w barwach Realu Madryt w towarzyskim spotkaniu o Trofeo Santiago Bernabeu z jego obecnym klubem Al-Sadd. To spotkanie było jego pożegnaniem z Realem Madryt. Raul w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii występował w latach 1996-2006. Podczas dziesięciu lat gry rozegrał 102 spotkania i 44 razy trafiał piłką do siatki. Warto również dodać, iż poza grą dla seniorskiej reprezentacji we wcześniejszych latach, „El Capitan” występował również w meczach kadry młodzieżowej. W 1995 roku zagrał 5 meczy i strzelił 3 gole dla reprezentacji do lat 20, w sezonie 1995/1996 wystąpił w 9 meczach Hiszpanii U-21 i 8 razy wpakował piłkę do bramki oraz 4 razy wystąpił w kadrze do lat 23 i 2 razy pokonywał bramkarza rywali. El Ángel de Madrid, bo tak między innymi nazywali go jego fani jest rekordzistą pod względem ilości bramek w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii. Wraz z nią awansował do 1/8 finału Mistrzostw Świata w roku 2006, ćwierćfinału Mistrzostw Europy (2000 r.), 1/4 finału Mistrzostw Świata (2002), a występując w kadrze młodzieżowej sięgnął po Mistrzostwo Europy do lat 21 w 1996 roku.

@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Symson
@patataj
@Ogorinho1974

7

@FCBparasiempre 27 czerwca 1987 r. na Estadio Monumental w Buenos Aires Argentyna zremisowała z Peru 1:1 w meczu otwarcia 33 edycji Copa America. Pierwszego gola w 47 minucie strzelił Diego Maradona a wyrównał Luis Reyna w 59 m. W 1987 powrócono, przynajmniej częściowo, do sprawdzonej starej formuły. Turniej toczył się w jednym kraju, choć w różnych miastach. Zachowano podział na grupy eliminacyjne; z kolei nowością było wprowadzenie meczu o 3 miejsce. Mistrz świata podejmował gości w Buenos Aires, Rosario i Cordobie. W grupie pierwszej Argentyna miała za przeciwników Peru i Ekwador. Na tym drugim wzięła srogi rewanż za upokorzenia z przed 4 lat. Wynik 3:0 oznaczał przykładne lanie, coś w rodzaju ojcowskiej reprymendy. Jednak z Peru nie poszło już tak dobrze. Ozdobą tego meczu był nieustający pojedynek Maradony z pilnującym go z zajadłością buldoga, niewiele wyższym Luisem Reiną. Doprawdy trudno pojąć jak ci dwaj tak bardzo sobą zajęci mężczyźni znaleźli jeszcze siły i czas aby strzelić akurat po jednym golu. Takim też rezultatem zakończyło się to mordercze spotkanie, które mistrzowie świata powinni byli wygrać różnicą kilku goli. Uratował ich Ekwador, który zebrał się w garść i przeciwstawiając lepszym technicznie ,,Inkom” pełną desperacji ambicje, zremisował nieoczekiwanie 1:1. Argentyna z przewagą jednego punktu awansowała do półfinałów. W grupie drugiej wszystko wydawało się oczywiste. Brazylia 5:0 rozgromiła Wenezuele, z którą Chile miało pewne problemy, w końcu wygrywając 3:1. Trener Carlos Alberto Silva zgromadził naprawdę dobrych piłkarzy: obrońcy Josimar, Julio Cesar i Ricardo Rocha, pomocnicy Rai i Valdo, napastnicy Müller, Careca czy młody i utalentowany… Romario, to z całą pewnością była światowa czołówka. Ha! Na ławce rezerwowych przebierał nogami 24-latek z Vasco znany jako Dunga(w 1994 on właśnie został kapitanem najlepszej drużyny świata). To dopiero daje wyobrażenie o potencjale Brazylii! Zaś Chile jak to Chile, zawsze solidne, twarde, ambitne, choć pozbawione tego specyficznego luzu, polotu, jakby ktoś zapomniał dosypać szczyptę soli i pieprzu. Jednak 3 lipca 1987 do Cordoby Chilijczycy przywieźli chyba całą beczke soli. Trener Aravena, świadom technicznej wyższości Canarinhos, nastawił zespół na konsekwentną obrone i błyskawiczne kontry. Przez 40 minut przewaga należała do faworytów. Na bramke Rojasa sypał się grad strzałów, jednak ,,Condor” wyłapywał wszystko bez trudu. Porównywany niekiedy z samym Passarellą stoper Fernando Astengo, zwany nie bez przyczyny ,,Lwem” znał sztuczki Brazylijczyków na wylot, bowiem jakiś czas grał już w Gremio Porto Alegre. 27-letni, nie wysoki obrońca kompletnie zaszachował błyskotliwych napastników, uprzedzając wszelkie ich zamysły. Z biegiem czasu walkę o środek pola wygrali dwaj filigranowi pomocnicy, 23-letni Jaime Pizarro i 4 lata starszy Jorge Contreras, występujący w hiszpańskim Las Palmas. W przodzie co jakiś czas odpalały dwie rakiety. Basay i Letelier nawet fizycznie i mentalnie byli jak para bliźniaków. Wysocy, szczupli, dosyć niechlujni, zarośnięci, w opuszczonych niedbale getrach, rzeczywiście przypominali dwa andyjskie kondory, podstępnie czyhające na nieświadomą grozy położenia ofiarę. Nie bawili się w finezyjne dryblingi, arabeski i ornamenty, tylko rwali co sił w chyżych nogach przed siebie. Nie był to futbol piękny ale zabójczo skuteczny. Przed przerwą, w 41 minucie Basay zmylił pogonie i Chile schodziło z golem ,,do szatni”. Po pauzie rajdy tych dwóch okropnych typów poszarpały brazylijską obrone na strzępy. W 3 minucie Letelier, w 21 Basay i w 30 znów Letelier doprowadzili do pogromu Canarinhos nie notowanego w historii obu reprezentacji. Ostatni raz ,,czerwono-niebiescy” wygrali w takim stylu w 1956, bijąc Brazylie 4:1. W grupie trzeciej nie było dyskusji. Pełna kompleksów niższości Kolumbia czaiła się latami, czaiła aż wreszcie eksplodowała z siłą Wezuwiusza. Akurat dorosły i pięknie rozwinęły się talenty najzdolniejszej generacji w jej dziejach. Dotychczas Kolumbijczycy co pare lata wypuszczali w świat pojedyncze gwiazdy jak Sanchez, Gamboa, Willington Ortiz. Teraz runęła jednocześnie cala fala: Higuita, Perea, Mendoza,Herrera, Alvarez, Redin, Valderrama, Iguaran, de Avila, Trellez! Cóż za perełki, jaka technika, swoboda w operowaniu piłką, toż to nie możliwe!, ekscytowali się komentatorzy. W rzeczy samej, w takim stylu do tej pory grali raczej Brazylijczycy w swoich szczytowych latach. Trener Maturana stworzył doprawdy wielki zespół, który w swojej grupie nie stracił ani punktu, ani gola. Ambitna Boliwia przegrała tylko 0:2 a teoretycznie o niebo silniejszy Paragwaj z poczuciem absolutnej bezsilności jedynie przyglądał się kolumbijskim popisom, doznając klęski 0:3. Rozmiary porażki przyjęto z niedowierzaniem, bowiem ,,Guarani” dysponowali niezwykle mocnym, zahartowanym w tylu zwycięskich potyczkach składem. Jednak Fernandez, Delgado, Nunes, Romero, Cabañas czy też robiący furore w argentyńskim Ferro Oeste znakomity pomocnik Cañete, nie byli w stanie wiele wskórać, tak jakby spętało im nogi. Kolumbia z rozwiniętymy skrzydłami wpłynęła do półfinału, lecz tu nadziała się na twardą chilijską rafe. ,,Trasandinos” czyli piłkarze zza Andów, jak w dorzeczu La Plata nazywano przybyszów z tamtej strony gór, nie przejmowali się zbytnio finezją rywali, tylko grali swój praktyczny, ekonomiczny futbol. Trener Aravena chytrze zmienił też taktykę. Utrudzeni szarżami przeciw Brazylii Basay i Letelier otrzymali zadanie rozrzedzania obrony kolumbijskiej. W powstałą lukę z impetem wchodzili gracze środkowych i tylnych formacji. Uparta walka trwała bez skutku 90 minut i dopiero w dogrywce plan Aravery przyniósł efekty. Na rzut karny Redina dwoma golami odpowiedzieli ,,Lew” Astengo i rezerwowy Vera. Chile dotarło zatem do finału.O tym, na kogo tam trafili, decydował najciekawszy mecz turnieju, Argentyna-Urugwaj. 65 tys. chętnych obejrzenia starcia gigantów stawiło się na trybunach Monumental i nie doznali zawodu. Był to znakomity spektakl, obustronnie zacięty, toczony w ostrym tempie, obfitujący w zagrania najwyższej klasy. Pikantnego smaczku dodała tej batalii bezpośrednia rywalizacja dwóch najwybitniejszych indywidualności kontynentu, Maradony i Francescoliego. Górą wyszedł z niej wprawdzie ,,boski Diego” ale i ,,Książe futbolu” udowodnił że w jego żyłach płynie błękitna, piłkarska krew. Oczy widowni zwrócone były na ten wspaniały duet, na czym skorzystali inni aktorzy spektaklu. W ekipie Urugwaju po prawej stronie boiska śmigał skrzydłowy, który miał przydomek ,,Mrówka”, chociaż bardziej pasowało by do niego skojarzenie łączące cechy geparda, odyńca, charta i nosorożca. Wypuszczał przed siebie piłke i w szalonym, nieco nieskładnym biegu mijał wszystkie przeszkody. Nie był to brylantowy technik czy żonglerz ale miał siłę wyścigowego konia, po prostu nie do utrzymania.. Co więcej, ten rozpędzony, nieokiełznany rumak miał niesamowitego nosa do strzelania goli głową, nogą, najczęściej właśnie po kilkudziesięciometrowych rajdach. Nazywał się Antonio Alzamendi. Właśnie ten Alzamendi w 43 minucie ruszył z kopyta, zostawił za sobą Browna i wpakował piłke obok Islasa. Po przerwie Argentyna ruszyła do szturmu. W jej zespole wybijał się młodziutki skrzydłowy, jakiego w tym kraju nie widziano od czasów Corbatty, Bernao i Housemana. Był nim Claudio Paul Caniggia. Płowowłosy nastolatek o urodzie efeba podbił serca bywalców Estadio Monumental niemal od pierwszego dotknięcia piki. Momentalnie przylgnął do niego przydomek ,,Pajarito”(ptaszek), bo też Caniggia ciągnąc za sobą komete, jasnych, długich włosów, pruł przestrzeń boiska niczym jakaś kapryśna jaskółka. Wrodzona szybkość, ,,odrzutowy” start, niebywała łatwość biegu, pozwalały mu gubić obrońców już na kilku metrach. Miał przy tym wybitne uzdolnienia techniczne, nad piłka panował bezbłędnie, strzelał chętnie i ostro. Słowem urodzony skrzydłowy, prawdziwy ,,puntero electrizante”. Przy tej skali talentu mógł prześcignąć Matthewsa, Garrinche i Corrbatte. Jednak szalone powodzenie wśród pięknych dziewcząt, nieumiarkowane, łapczywe kosztowanie wszelkich uroków życia, wreszcie skłonność do narkotyków no i podatność na kontuzje, wszystko to sprawiło że ten fenomen tylko w części spełnił pokładane w nim nadzieje. Jednak i tak zapisał nie byle jaki rozdział w dziejach futbolu. Właściwie on sam wespół z Maradoną zapewnił przeciętnej Argentynie wicemistrzostwo świata w 1990. Z reprezentacją zaś rok później zdobył Copa America. Jego atomowe sprinty podziwia po dziś dzień cała Europa na równi z Ameryką. Przecież nawet rajdy chyżego ,,Pajarito”, geniusz Maradony, rozwaga i madrość Batisty, podniebne skoki Ruggieriego nie zdały się na wiele. Obrona Celestes ustawiona na podobieństwo warownego szańca, odpierała najwścieklejsze szarże i najbardziej podstępne podchody. Jej niezłomnym filarem był znów Nelson Gutierrez ale i pozostali stanęli na wysokości zadania. W bramce 33 letni Pereira okazał się godnym następcą Rodrigeuza. Również wąsaty o marsowym groźnym obliczu ,,Viking” bronił bez zarzutu. W pomocy trener Fleitas wystawił dwóch ,,fizycznych” i jednego ,,umysłowego” . Czarną robote wykonywali Perdomo i Matosas, podczas gdy wyśmienity technik i nie gorszy strzelec Bengoechea wraz z Francescolim nizał misterne kombinacje. W ataku sama obecność Alzamendiego oznaczała paniczny alarm dla wszystkich obrońców a przecież z głębi pola pod bramke przeciwników podkradał się Francescoli. Wreszcie po lewej flance z szybkością torpedy sunął kurpulentny Ruben Sosa. Doprawdy trener Fleitas zebrał całkiem zgraną drużynę. Tak więc w finale Urugwaj miał zmierzyć się z Chile. Wcześniej jednak po raz pierwszy w historii Copa America, rozegrano mecz o 3 miejsce. Dla Kolumbii stawka była wysoka; sama perspektywa pokonania mistrzów świata na ich terenie przenosiła dotychczasowych outsaiderów do największej elity. Gospodarze wyszli na stadion z opuszczonymi głowami. Po porażce z Urugwajem trzecie, względnie czwarte miejsce nie czyniło im różnicy. Można by rzec iż ten pojedynek oddali mentalnie walkowerem. Tymczasem ekipa Maturany dosłownie wychodziła ze skóry by wykorzystać życiową szanse. Zanim upłynęło pół godziny, praktycznie było po meczu. Gole Gomeza i Galeano ,,ustawiły” jego przebieg. Ostatecznie Argentyna poległa 1:2 a Kolumbia odniosła wówczas największy sukces w historii. Mecz finałowy rozegrano 12 lipca. Po odpadnięciu Argentyny ogromny Monumental świecił pustkami bo tak należy nazwać zaledwie 35 tys. widzów. Nie było to piękne widowisko. Gra stała się tak ostra że brazylijski sędzia po kolei wyrzucił z boiska Gomeza, Francescoliego, Perdomo i Astengo. Przewaga Urugwaju nie budziła wątpliwości. Chile chyba spaliło się psychicznie jeszcze przed wyjściem na boisko. Zwycięskiego gola strzelił Bengoechea i bezwzględnie wkraczająca obrona Celestes nie pozwoliła sobie odebrać zasłużonej wygranej, już drugiej pod rząd. Trzeba też mocno podkreślić iż Urugwaj jako obrońca tytułu przystępował do tego turnieju dopiero od półfinału, więc dziwaczny regulamin sprawił że do zdobycia Pucharu Ameryki wystarczył mu udział tylko w dwóch meczach! Natomiast królem strzelców imprezy został Kolumbijczyk Adolfo Iguaran z 4 golami.


Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?