- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1205 Culés
Gorące dyskusje
Kgorecki2500
12
Źle się dzieje w państwie polskim...https://www.youtube.com/watch?v=DyXhNJ2szNk
52 odpowiedzi
martusiaaaa
1
jakieś ciekawe plany na weekend macie ?
40 odpowiedzi
turhiay
8
A to ciekawe. Fede Valverde i kolejny konflikt w szatni (tym razem Urugwaju)Przypadek?https://x.com/... » Czytaj dalej
14 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1205 Culés
8
Tragiczny los legendarnego Szkota:
@Szalik
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
13
@FCBparasiempre
Hughie Gallacher płakał. Od dłuższego czasu przechadzał się tam i z powrotem, rozmyślając o swoim życiu. Myśli nie przychodziły jednak łatwo. Zbyt wiele się w jego życiu wydarzyło. Zbyt wiele. Wszedł na kładkę kolejową nad linią Edynburg — Londyn. Spojrzał jeszcze raz na St. James’ Park, miejsce, gdzie czarował tłumy. W oddali usłyszał znajomy dźwięk nadjeżdżającego pociągu. Przed oczyma stanęła mu jego najdroższa żona Hannah. Kochał ją nad życie. Jej tragiczna śmierć odmieniła wszystko i była początkiem. Początkiem złego. Pociąg był coraz bliżej. Gallacher krzyknął „przepraszam” i … skoczył. Gallacher urodził się 2 lutego 1903 r. Śmiało można stwierdzić, że Hughie był swego rodzaju „królem życia”. Często przebywał w pubach, wydawał mnóstwo pieniędzy na dobrze skrojone garnitury lub wyścigi konne. Alkoholu również sobie nie odmawiał. Gdyby żył kilkadziesiąt lat później, pewnie zaprzyjaźniłby się z Georg’em Bestem. Jednym słowem — żył pełną piersią, choć początki wcale nie były łatwe. Wczesne lata jego młodości upływały na katorżniczej, dziesięciogodzinnej pracy w kopalni. To właśnie tam poznał Annie McIlvaney — swoją pierwszą żonę, z którą jednak nie było mu dane cieszyć się szczęśliwym pożyciem małżeńskim. Wybawieniem spod ziemi okazał się futbol. Zanim uzyskał pełnoletność, był już rozchwytywany w całej Szkocji. W swoim pierwszym klubie Queen of the South zdążył rozegrać tylko dziewięć spotkań, zanim przeszedł do Airdrieonians. Powodem tak rychłego transferu było dziewiętnaście strzelonych bramek w owych dziewięciu meczach w barwach „Królowej Południa”. Grając dla „Diamentów”, pomógł im się wdrapać niemalże na szczyt rozgrywek, trzykrotnie zajmując drugie miejsca w tabeli i zdobywając Puchar Szkocji, przerywając tym samym hegemonię magnatów z Glasgow. Bramki strzelał jak na zawołanie i jasnym było, że ojczyzna Williama Wallace’a stała się dla niego za mała. Z odsieczą przyszedł Newcastle, który pozyskał go za zawrotną sumę 6500 funtów. Dla porównania dodam, że ówcześni zawodnicy nie zarabiali więcej niż 10 funtów tygodniowo. Od pierwszych chwil w klubie znad rzeki Tyne dominował. Starsi koledzy, którzy również dłużej grali w United, z miejsca czuli, że spotyka ich zaszczyt gry z geniuszem. Geniuszem, który przejawiał również wielkie serce do gry i ogromny głód bramek. Jeżeli przytrafił mu się mecz, w którym nie udało się pokonać bramkarza rywali (a było to niezwykle rzadko), chodził niepocieszony do kolejnego spotkania, nawet gdy Newcastle zwyciężało! Był również wielkim twardzielem. W większości przypadków jedynym sposobem na zatrzymanie Gallachera był brutalny faul. Jeden z boiskowych kolegów piłkarza opowiadał, jak wchodząc w przerwie meczu do szatni, ujrzał napastnika, który spokojnie palił papierosa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z jego nogi odstawał kawałek mięsa, a całe getry oraz najbliższa okolica były zbroczone krwią. Hughie, jak przystało na walecznego Szkota, nigdy nie pozostawał dłużny swoim rywalom. Jego popisowym numerem było stawanie na stopach bramkarza podczas rzutów rożnych. Te drobne grzeszki nie zaburzały jednak jego obrazu, jako genialnego piłkarza. Legendarny bramkarz Manchesteru City Frank Swift, powiedział kiedyś o nim: ,,Był to najlepszy środkowy napastnik, jakiego kiedykolwiek widziałem”. W dzień solidnie trenował, nocą zaś odwiedzał wszelkiego rodzaju kluby nocne. Nie przeszkadzało mu to jednak w byciu zawsze pierwszym na treningu. Nawet w wieku 36 lat, pod koniec swojej kariery, był szybszy od większości swoich współpartnerów. Już w drugim sezonie w barwach „Srok” doprowadził zespół do swojego jedynego mistrzostwo Anglii, strzelając po drodze 36 bramek i notując w rozgrywkach aż pięć hat-tricków. Jest to rekord niepobity po dziś. O tym, jak bardzo angielscy obrońcy musieli go nienawidzić, świadczy również mecz reprezentacji „Synów Albionu” i Szkocji. 31 marca 1928 roku na Wembley gospodarze dostali srogi łomot od rywala 5:1. Gallacher co prawda bramki wtedy nie strzelił, jednak po tym meczu Szkotów okrzyknięto mianem „Wembley Wizards”. A St. James’ Park śpiewał o nim ponoć tak: ,,Czy wiesz chłopcze, że Hughie Gallacher był Szkotem? Najlepszy środkowy napastnik jakiego kiedykolwiek miało Newcastle. Jeśli on nie strzeli gola, czeka go niedola, posadzimy go na dołek I wyślemy z powrotem do Szkocji.
Po mistrzowskim sezonie, przez kolejne lata Newcastle błąkało się w środkowej części tabeli, nie mogąc nawiązać do złotego roku 1927. Choć Hughie ciągle strzelał bramki, reszcie zespołu brakowało wyraźnej jakości, żeby chociaż zbliżyć się do podium First Division. Sprzeczka z trenerem Cunninghamem zabrała wszystko, co dobre i drogie „Srokom”. Po bramkostrzelnego gracza zgłosiły się dwa klubu z Londynu: Arsenal oraz Chelsea. Serce piłkarza zdobyła jednak niebieska część miasta i podpisał kontakt z beniaminkiem. Jego gole, zamiast pomagać w walce o trofea, wspierały w batalii o utrzymanie. Komizmowi w całej sytuacji niech doda fakt, że Arsenal już w pierwszym sezonie pobytu Szkota na Stamford Bridge zajął drugie miejsce, a rok później zwyciężył w rozgrywkach. „The Blues” pomimo posiadania w swoich szeregach dwóch kolejnych uczestników masakry z Wembley: Tommy’iego Law oraz genialnego napastnika, który w tamtym meczu zdobył trzy bramki – Aleca Jacksona, nie potrafili wzbić się ponad ligową szarzyznę. Starzejący się Gallacher strzelał coraz mniej bramek i coraz rzadziej pojawiał się w wyjściowym składzie. Efektem tej zniżki formy okazał się transfer do Derby. Ku zdumieniu włodarzy Chelsea, napastnik uzyskał tam „drugą młodość”, zdobywając trzydzieści bramek przed zakończeniem rozgrywek, a Derby sezon skończyło aż o sześć miejsc wyżej niż jego poprzedni klub. Hughie nigdzie jednak nie czuł się tak szczęśliwy, jak w Newcastle. Grał jeszcze w Notts County, Grimsby Town oraz Gateshead, nim barwną karierę zakończył wybuch II wojny światowej. Statystyki podają, że w 576 rozegranych spotkaniach, zdobył 435 bramek! Jego pierwsze małżeństwo z Annie McIlvaney rozpadło się szybko. Kobieta jednak przez długi czas nie zgadzała się na rozwód, chcąc jak najwięcej uszczknąć z fortuny piłkarza. Gdy w końcu stał się on faktem, pokaźnie uszczuplił majątek gracza, czyniąc go niemal bankrutem. Jeszcze przed orzeczeniem sądowym, podczas jednej z syto zakrapianych imprez w Newcastle, poznał siedemnastoletnią córkę właściciela pubu, która nosiła imię Hannah. Między nimi pojawiło się gorące uczucie, które groźbami w ich kierunku próbowano nieco ostudzić. Nadaremno. Para obecna była razem w każdym miejscu, w którym przyszło grać Gallacherowi. Z tego związku narodziło się trzech synów. Po zakończeniu kariery, Szkot wiódł beztroskie życie w Gateshead, nieopodal Newcastle. W każdym pubie był witany niczym bohater, a każdy skłonny był postawić kolejkę. Sielankę przerwała jednak nagła śmierć ukochanej partnerki. To ona powoli odbierała mu radość życia, doprowadzając w końcu do tragedii. Hughie coraz rzadziej się uśmiechał, jednak z całych sił dbał o swoje dzieci. Imał się różnych zajęć, żeby tylko zarobić na chleb. Czarę goryczy przelało jednak oskarżenie o znęcanie się nad synem. Podczas jednej z domowych kłótni ojciec w nerwach rzucił popielniczką w ścianę. Nie zrobił tym jednak nikomu żadnej krzywdy, a Matt, najmłodszy potomek uciekł z domu. Kilka dni później emerytowany piłkarz otrzymał wezwanie na rozprawę sądową. Groziło mu odebranie praw rodzicielskich, co doszczętnie go rozbiło. Znajomemu dziennikarzowi powiedział: ,,Mają mnie. Moje życie jest skończone. Nie ma sensu walczyć, gdy wiesz, że nie możesz wygrać”. Dla dumnego Szkota oskarżenie o przemoc domową było nie do zniesienia. W ciepły czerwcowy poranek, na kilka dni przed datą rozprawy zdruzgotany wyszedł z domu, zmierzając w kierunku torowiska.
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
3
@FCBparasiempre Ja znam taką wersję.
...Pewnego wieczoru w maju 1957 roku syn Gallachera, Hughie Jr. (z drugiego małżeństwa ojca), powiedział w wywiadzie prasowym: „Tata pił tego wieczoru, kiedy zaczęły się kłopoty. Do tego czasu nigdy nie tknął Mata palcem. Ale tej konkretnej nocy Mat zignorował tatę, a tata zareagował. Podniósł popielniczkę i rzucił nią przez pokój, być może w gniewie, ale jestem pewien, że tylko po to, by przestraszyć chłopaka. Trafił jednak Mata w bok głowy i popłynęła krew. Zasadniczo była to sytuacja rodzinna, która wymknęła się spod kontroli i powinna była zostać na tym, ale sąsiadka, która przyjechała na miejsce zdarzenia, zapytała, czy powinna wezwać policję, a ja bez namysłu się zgodziłem. To była głupota z mojej strony. Gdybym tylko dał sobie chwilę na zastanowienie, nie powiedziałbym tego...
0
@Ogorinho1974 No ja akurat nie znam takiej wersji. Skąd ją wytrzasnołeś? Moja historia pochodzi ze strony retrofutbol, więc uznałem ją za prawdziwą...
0
@FCBparasiempre Wikipedia
0
@Ogorinho1974 Ano rzeczywiście! Ciekawe czemu dokładnie tej wersji nie ujeli na retrofutbol, skoro jest na wikipedii?