La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1637 Culés

5

7

@FCBparasiempre
25 listopada 1923 r., Stadion Letna, Slavia Praga-Hakoah Wiedeń.

Tylko ty możesz mi wybaczyć. Jako jedyny potrafisz odróżnić kto zasługuje na twoje przebaczenie a kto nie, ponieważ nie istnieje ludzka moc porównywalna z boską. A jedyny sposób by je uzyskać, to wyspowiadać się przed tobą... Mam świadomość że to nie było w porządku. Korespondencja to coś bardzo osobistego. Intymnego. Nietykalnego. Przysięgam że próbowałam zwalczyć pokusę z całych sił ale nie mogłam tego zrobić i pewnego dnia zaczęłam czytać listy pana Kafki przed ich wysłaniem i niepostrzeżenie zaczęłam czytać także te, które otrzymywał. Od jego śmierci minęło wiele lat ale ciężar winy nie znika. To moja kara. Wiem że to żadna wymówka ale w tamtym czasie nie czułam się najlepiej. Przeprowadzka bardzo źle na mnie wpłynęła. Z dala od rodziny dni upływały mi szaro, wolno i smutno. Nie zdołały mnie rozweselić ani spacery nad brzegiem Dunaju, ani gwar Klosterneuburga, gdy miałam wolny dzień. Matka przestrzegała mnie, kiedy jej powiedziałam że będę towarzyszyć panience Dorze Diamant i jej partnerowi panu Franzowi Kafce. „Nie łatwo jest patrzeć na umierającego człowieka - powiedziała mi. - część ciebie też umiera razem z nim". Miała rację. Znała moje nieuleczalne skłonności wystawiać się na miejscu drugiej osoby. W dobrych i w złych chwilach, w zdrowiu a przede wszystkim w chorobie. Byłam służącą panienki Diamant. Do moich obowiązków należało przynoszenie posiłków i lekarstw panu Kafce a także dbanie o to by jego pościel zawsze była czysta i pachnąca, na wypadek gdyby śmierć dosięgła go w łóżku. Co za nonsens, prawda? Ale podobnie jak panienka Diamant czułam potrzebę towarzyszenia mu na końcu drogi. Pan Kafka był mężczyzną innym niż wszyscy. Miał duszę dziecka. Panienka Diamant opowiadała o pewnym zdarzeniu, do którego doszło podczas naszego pobytu w Steglitz. Pewnego dnia, w czasie jednego z ich długich spacerów po lesie „Grunewald” spotkali dziewczynke, która płakała, ponieważ zgubiła lalke. Żeby ją pocieszyć pan Kafka powiedział jej że lalka się nie zgubiła, gdyż wysłała do niego list, który trzymał w domu. Potem przez całą noc nie zmrużył oka, pisząc ten list, jakby to była powieść. Następnego dnia wręczył go dziewczynce. Lalka pisała w nim że wybrała się w podróż i opowiadała o swoich przygodach. Od tamtej pory pan Kafka codziennie pisał list a dziewczynka tak się wciągnęła że zapomniała o stracie, którą poniosła. Pan Kafka pisał je dotąd a że znalazł sposób by przestać, nie krzywdząc przy tym małej - lalka wyszła za mąż. Mnie przytrafiło się to samo z jego korespondencją... Wszystko zaczęło się w Steglitz pod koniec lata 1923 roku. Każdego dnia panienka Diamant przekazywała mi kilka listów, które miałem zanieść na pocztę. Były to listy do jego rodziców Julii i Hermana oraz siostry Valli. Do pisarzy i wydawców. Najbardziej lubiłam te, które pisał do siostry Ottli. Pan Kafka kochał ją najbardziej na świecie a ja zawsze pragnęłam mieć brata, który kochałby mnie tak samo mocno... Nauczyłam się je otwierać bez rozrywania koperty. Muszę wyznać że nie miałam żadnej radości z czytania tych pierwszych listów a to z powodu wstydu i winy, które mnie ogarniało ale mimo to nie mogłam przestać... To w jednym z listów do Ottli zaskoczyła mnie wzmianka o Hakoah, drużynie mojego ojca i mojej też. Jego szwagier Józef Dawid prosił żonę by przekazała panu Kafce że Hakoah pokonał 5:0 angielski West Ham. Doskonale pamiętam datę tego listu: 5 września 1923 roku, 2 dni po meczu. Mój ojciec był ogromnie dumny: „Pierwsza zagraniczna drużyna, która pokonała ich na brytyjskiej ziemi! - krzyczał do mnie przez telefon. Córeczko, przeszliśmy do historii!". Pan Kafka nie był tak entuzjastyczny ale błyszczały mu oczy, kiedy o tym czytał. Pamiętam też list do Ottli z 3 października, w którym napisał: Może futbol się teraz skończy". Z typową dla siebie subtelną ironią pan Kafkaka wyjaśnił że czytał w "Selbstwehr", syjonistycznej gazecie wydawanej w Pradze że profesor Vogel znowu zaatakował futbol w serii artykułów zatytułowanych „Walka z epidemią piłki nożnej". Jak miał się teraz skończyć futbol, skoro Hakoah wygrywał! Skoro pokonaliśmy Mistrzów! Jednakże w połowie grudnia pan Kafka musiał napisać do swojego szwagra i Józefa Dawida, sympatyka Slavii, z gratulacjami po kolejnym zwycięstwie jego drużyny nad naszą. Przegraliśmy dwa razy z rzędu. Najpierw 9 września 0:1 w Wiedniu. Drugą porażkę, znacznie boleśniejszą ponieśliśmy 25 listopada w Pradze ulegając 2:4. Rozsierdzony ojciec opowiadał mi przez telefon że przegraliśmy z powodu niesłusznego wyrzucenia z boiska naszego obrońcy Nemesa w pierwszej połowie. „Pan Herites to najgorszy sędzia jakiego widziałem w całym życiu!"- krzyczał.

Odkąd się dowiedziałam że pan Kafka lubi futbol zaczełam opowiadać mu o Hakoah żeby zwrócić jego uwagę, gdy podawałam mu jedzenie albo lekarstwa. „Mój ojciec mówił że był dumny z bycia Żydem tylko kilka razy, właśnie po zwycięstwach Hakoah", powiedziałam mu pewnego dnia. „Człowiek jest zbudowany ze sprzeczności - odparł. - Jestem Niemcem wśród Czechów. Żydem wśród Niemców a wspieram klub austriacki, nasz Hakoah". W następnym roku stan jego zdrowia się pogorszył. Trafił do sanatorium Wienerwald w Pradze a później do szpitala w Wiedniu, gdzie leczono mu gruźlicę krtani ale poprawa była nieznaczna. Ostatnie miesiące spędził przykuty do łóżka w sanatorium w Kierling. Pamiętam słoneczny balkon jego pokoju i to, jak nasilały się skurcze żołądka, migreny i bezsenność. Pociemniały mu oczy i bardzo schudł. Doktor Klopstock przybył żeby się nim zajmować, kiedy pan Kafka już całkiem stracił głos. Zamiast mówić, pisał więc na kartkach, które przeglądałam, kiedy on i panienka Diamant odpoczywali. Ona nie odeszła od jego łóżka ani na jeden dzień... Nigdy nie zapomnę daty jego śmierci: 3 czerwca 1924 roku. To była straszna noc. Nawet lód przykładany do gardła nie przynosił mu ukojenia... Bardzo żałowałam że pan Kafka nie mógł zobaczyć jak HAKOAH zdobył tytuł mistrza Austrii rok później. Po golu Aleksandra Fabiana cieszyłby się tak samo jak mój ojciec. Bramkarz, który kończy mecz jako środkowy napastnik, bo złamał sobie rękę i strzela gola na wagę tytułu! Na pewno pisałby o tym golu w listach! Ale miał też szczęście że nie doczekał Holokaustu i że nie oglądał śmierci sióstr z rąk nazistów, ani uwięzienia swojej ukochanej Mileny... Po śmierci, kiedy opublikowano jego listy, przeczytałam je wszystkie. Te zaadresowane do Felice i Mileny. Przejmujący list do ojca. W jakiejś mierze wszyscy staliśmy się wścibskimi czytelnikami listów Kafki, nieprawdaż? Ale to też nie przynosiło mi ulgi. Z tych listów poznałam jego przeszłość: lata spędzone jako urzędnik w Praskim zakładzie ubezpieczeń, bezsenne literackie noce, nagrody za poprawę statusu zatrudnienia robotników, fatalne relacje z ojcem, lektury, syjonizm, gruźlica. Były niesamowicie interesujące. Niczym powieść w odcinkach z dramatycznymi zwrotami akcji i strasznym zakończeniem. Płakałam, cierpiałam, cieszyłam się. Żyłam i poznałam osamotnionego mężczyznę, który kochał jak nikt, nie wiedząc czym jest miłość. „Piszę inaczej niż mówię, mówię inaczej niż myślę, myślę inaczej niż powinienem"- Franz Kafka, „Koszmar rozumu". Kiedy przeczytałam to zdanie, dostałam gęsiej skórki. Człowiek i jego sprzeczności... Niektóre spotkania towarzyszą ci przez resztę dni a to spotkanie towarzyszy mi zawsze, kiedy odwiedzam jego grób na nowym cmentarzu żydowskim. Tam klękam i całym sercem proszę go o wybaczenie.

Miguel Angel Ortiz

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?