La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 727 Culés

12

Pan nie wie ale ten tutaj to...

25 września 1955 roku, San Mames. Mecz Athletic Bilbao- Valencia CF.

Wszystkiemu winny był artykuł, na który przez przypadek trafiłam w internecie. Nosił tytuł „Piłkarz poeta" ale naprawdę zaskoczyło mnie dopiero to że kiedy chciałem się dowiedzieć o tej postaci czegoś więcej, nie znalazłam żadnej nowej informacji ani jednej wiadomości. Nic. Natknąć się niechcący na dobrą i nieznaną historię to najgorsze i najlepsze co może się przytrafić dziennikarzowi najgorsze, ponieważ nie istnieją prawie żadne informacje, które pomogłyby ją zgłębić najlepsze, ponieważ wtedy to ty jesteś zmuszony żeby ją napisać. Powiedziałam że znalazłem obiecujący materiał, więc chwyciłam za telefon i zabrałem się do pracy. Pewnie już słyszeliście jak w dzisiejszych czasach funkcjonuje dziennikarstwo: zarabiasz mało a musisz się nieźle napocić żeby dotrzeć do źródła informacji; jedna osoba kontaktuje się z drugą, czas z kolei radzi zadzwonić do innej, Ona podaje ci adres mailowy, na który piszesz a nikt nie odpowiada. Tym razem jednak miałem szczęście. Dwa tygodnie po rozpoczęciu poszukiwań udostępniono mi 9 cyfr, które miałem stukać w telefon aby skontaktować się z bohaterem mojego artykułu i umówić się z nim na spotkanie. Zazwyczaj nie denerwują się przed wywiadem ale dziś prowadziłam z Pampeluny do Getxo z muzyką na całe regulator żeby rozładować napięcie. Zostawiłem samochód na parkingu przy porcie, przez 10 minut Trwam do la Fontana Trattoria a po otwarciu drzwi restauracji wreszcie zobaczyłam mężczyznę siedzącego plecami Do mnie w pustym lokalu. Człowieka, po którym prawie nikt nic nie wie. Człowieka, o którym ja chcę dowiedzieć się wszystkiego. Kiedy włączam dyktafon drżącym palcem, mówi najpierw: „Nie rozumiem skąd to całe zainteresowanie, naprawdę..." Fede Bilbao podnosi kościste ręce w nieco teatralnym geście, jakby przepraszając. Po krzepkim ciele młodzieńca, który pół wieku temu zadebiutował w pierwszej drużynie Athleticu, nie zostało już ani śladu. Maszyna czasu go połknęła i wypluła staruszka ze zgarbionymi ramionami. Mimo wszystko wygląda dobrze. „Nie mogę narzekać. Chodzić chodzę a to już dużo. No bo widzi pani: ja i ona(pokazuje mi nogę) nigdy nie dogadywaliśmy się zbyt dobrze. Wyciągając od niego odpowiedzi, dowiaduję się że kiedy miał 22 lata doznał złamania kości strzałkowej i piszczelowej, co zahamowało jego piłkarską karierę. Interesuje mnie, jakim był zawodnikiem. „Szybkim i zwinnym środkowym pomocnikiem", opisuje się bez większej egzaltacji. Wiem że miał talent, mówiło się że chciał jego pozyskać FC Barcelona i Real Madryt. Kiedy o tym wspominam, przytakuję i rzuca mało przekonujące ,,cóż". Nikt jednak nie wie mówię mu że ów utalentowany młodzieniec miał też inne zamiłowanie i wtedy wreszcie się ożywię. „Tak, zacząłem pisać w wieku 16 czy 17 lat. Dla mnie książki były niczym słowo Boga, rozumie pani...". W czasie swojej krótkiej piłkarskiej kariery łączył treningi z pierwszymi literackimi próbami. Prowadził dziennik, starał się nadać kształt kilku opowiadaniom, odważył się nawet napisać scenariusz filmowy. „Ale nie żebym jakoś szczególnie wspominał tamte czasy"- podkreśla. Pisanie było schronieniem przed społeczeństwem, które wydawało mu się wrogie i na zbyt konserwatywne „Literacka kryjówka", dodaje, ponieważ ani słowem nie wspomniał o tym wszystkim swojej rodzinie a nie kolegom z szatni. Bał się że uznają go za dziwaka.

I jeden konkretny mecz, który dobrze pokazuje, co oznaczał dla niego ten niespokojny okres, kiedy czuł się rozdarty między liniami boiska a stronami zeszytu. Był początek sezonu ligowego 1955/56, który dla Athleticu miał się zakończyć zdobyciem mistrzostwa. Na San Mames przyjechała Valencia a Daučik, Czechosłowak, który trenował Basków w ostatniej chwili włączył go do podstawowego składu. Fede Bilbao wybiegł na plac gry razem z takimi legendami klubu jak Cedrun, Mauri i Uribe. Trybuny były wypełnione po brzegi. Zapowiadał się wspaniały mecz. On jednak nie przestawał myśleć o zakończeniu jednego z opowiadań, który napisał poprzedniego wieczoru. Wydawało mu się niejakie, zbyt słabe. Czegoś w nim brakowało. Ta Literacka frustracja(sugeruje mu) zmniejszyła presję na boisku: według statystyk przed upływem kwadransa dwukrotnie umieścił piłkę w bramce przeciwnika. „Nie uwierzy pani ale nie mogę sobie przypomnieć tych goli. Wymazały się z mojej pamięci wkrótce po tym, jakie strzeliłem. Jakbym uderzał na bramkę nie patrząc". Kibice pożegnali go brawami na stojąco a gwiazdy Athleticu o zadowolony z wyniku 4.2 i gratulowały mu poklepując po plecach. On jednak, choć przeżywał najlepszy moment w karierze, wciąż się zastanawiał jak zakończyć opowiadanie. Żeby zmienić temat pokazuje mu listę ponad 20 tomików poezji, których tytuły zanotowałem w notesie. „Są Pańskie - mówie mu. - znalazłam je, szperając w katalogach wielu niezależnych wydawnictw publikujących w niewielkich nakładach". Bilbao przysuwa sobie tytuły do twarzy i wzdycha. „Tak, poezja przyszła później, kiedy odkryłem Mistrza i towarzyszy mi do dzisiaj". Po zakończeniu kariery piłkarskiej, jak opowiada, przeprowadził się do Madrytu żeby utorować sobie drogę jako pisarz. Właściciele pensjonatu, w którym się zatrzymał podarowali mu książkę Antonio Machado a on, choć przed tym nigdy nie interesował się poetami, nie mógł się od niej oderwać. „To była miłość od pierwszego wejrzenia"- wyznaje. Kiedy po pewnym czasie nie odnosząc sukcesu wrócił w rodzinne strony aby objąć stanowisko administracyjne w porcie, nie potrafił już wyrażać się w inny sposób. W tym momencie do restauracji wchodzi jakaś para. Oboje mówią „Dzień dobry", mijają nas i siadają przy stoliku w głębi. Patrzą na nich: są roztargnieni, zajęci sobą. Najwyraźniej nie mają pojęcia, z kim są w tym lokalu. Wkrótce się dowiedzą. Może w niedzielę, kiedy artykuł ukaże się w gazecie. Właśnie dlatego zostałem dziennikarką żeby położyć kres ogłuszającej ciszy, które otacza pewne osoby. „A proszę mi powiedzieć czy po tych wszystkich latach nie boli pana że jego nazwisko jako piłkarza Athleticu nie pojawia się w żadnym miejscu? Wtedy Bilbao, spokojny, znowu podnosi ręce ale tym razem po to by położyć je delikatnie na stronie mojego notesu: „Zabrano mi futbol ale to? Tego nie stracą już nigdy".

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?