- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 878 Culés
Gorące dyskusje
Fog_W_1899
4
Ale ten sezon będzie dla nas ciężki. W sumie to myślę, że możemy już odpuścić i za bardzo... » Czytaj dalej
52 odpowiedzi
lajcior
2
Czy według Was 20/26 dni urlopu na cały rok to jest odpowiednia ilość?
37 odpowiedzi
NeroTFP1
29
Haaland i Alvarez są z tego samego rocznika, obaj kreowani są na gwiazdy, na które trzeba... » Czytaj dalej
20 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 878 Culés
6
(Nie)zapomniane legendy polskiego futbolu:
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
7
@FCBparasiempre
19 września 1951 r. urodził się Kazimierz Kmiecik, napastnik. Jacek Gmoch ciągle żałuje że nie zabrał króla ligowych snajperów na MŚ w 1978 r. Kazimierz mógłby tam zrobić coś dobrego. Na przykład tak jak 2 lata wcześniej strzelić bezpośrednio z rzutu rożnego gola Argentynie. ,,Kazio długo był najlepszym strzelcem w polskiej lidze i powinienem go wziąć do Argentyny w 1978 r. Wstydzę się do dziś iż nie poznałem się na jego talencie. Na mundialu bardzo by nam się przydał. Przeprosiłem Kazia już kilka razy a nawet się zrehabilitowałem, ściągając go do greckiej Larissy. Kmiecik zrobił w niej furore”- tak o napastniku w książce ,,Najlepszy trener na świecie” mówił Jacek Gmoch. Przyznał że snajper krakowskiej Wisły stał się jego selekcjonerskim wyrzutem sumienia. ,,Wszystko prawda. Trener rzeczywiście przyznał się do błędu. Mówił mi o tym już w Grecji. Wypada mi się z nim zgodzić”- z uśmiechem mówił pan Kazimierz. W latach 50-tych specjalistą od goli strzelanych z rzutów rożnych był Baszkiewicz z Gwardii Warszawa. Dwie dekady później podobnym talentem błysnął gwardzista z Krakowa. Jesienią 1974 Kmiecik pokonał w ten sposób Sowińskiego z Szombierek Bytom a 3 lata później Marka Szczecha z Pogoni Szczecin. Oba nietypowe gole okazały się na wage zwycięstw Białej Gwiazdy. Trafić do siatki z narożnika w krajowych rozgrywkach to jeszcze nic. 24 marca 1976 r. Kmiecik strzelił takiego gola na Stadionie Śląskim Argentynie. Tym razem skapitulował Hugo Gatti z Boca Juniors. Po murawie biegali późniejsi mistrzowie świata: Tarantini, Gallego, Housman, Luque, Ardiles, Kempes a na ławce siedział oczywiście trener Cesar Luis Menotti. Ten mecz zasługuje na zapamiętanie także z innego powodu. Był to reprezentacyjny debiut trzech późniejszych medalistów MŚ w Hiszpanii: Pawła Janasa, Janusza Kupcewicza i Zbigniewa Bońka. ,,Po moim golu było 1:0 ale przegraliśmy 1:2 i to trochę mąci mi tamto wspomnienie. Recepta na gole z kornera? Prosta. Kręciłem w stronę bramki, golkiper robił krok do przodu i dostawał za kołnierz”- opisuje Kmiecik. Na rozegranym 2 lata później mundialu w Argentynie Kmiecika nie było i tym razem Polacy nie zdołali Argentyńczykom trafić do siatki(0:2). Nasz bohater nie doszukuje się tu żadnej zależności, wręcz odcina od spekulacji. Jednak to prawda iż miał spektakularne porachunki z gospodarzami mundialowych turniejów, które mogłyby go dodatkowo uskrzydlić.
Przecież już w 1974, w historycznym meczu na wodzie z RFN, gdy przegrywaliśmy 0:1, on w jednym z najważniejszych momentów w dziejach polskiej piłki stanął przed szansą przywrócenia Biało-czerwonym życia. Wprawdzie potrzebowaliśmy wygranej, lecz po stracie gola najpierw musieliśmy wyrównać. Wtedy napastnik Kmiecik na ostatnie minuty zastąpił defensywnego pomocnika Zygmunta Maszczyka i miał tę jedną wyśnioną szanse! Strzelał z 12 metrów, prawie jak rzut karny, na pewno tysiąc razy łatwiej niż z kornera. Na telewizyjnej powtórce, w ujęciu zza bramki, widać jak niektórzy koledzy wyrzucają ręce w góre, już cieszą się z gola. Przedwcześnie. Ten przeklęty Josef Maier obronił! ,,Piłka była śliska, mokra. Uderzyłem jak najlepiej się dało. Już widziałem ją w bramce. Maier odbił czubkami palców…”- wspomina pan Kazimierz. ,,Na mundial w 1982 r. nie miałem już szans jechać. W towarzyskim meczu z Kolumbią(4:1) złamałem kość jarzmową i nigdy nie doszedłem do dawnej formy. Skończyła się reprezentacyjna kariera, choć w lidze nadal strzelałem gole”- kontynuuje Kmiecik. Pierwszym jego zagranicznym klubem było belgijskie Charleroi, jednak piłkarskiego szczęścia tam nie znalazł. Występujący w drugiej lidze zespół grał przeciętnie. Klub miał ogromne kłopoty finansowe. Kmiecik wrócił do Krakowa. Runde pograł w Wiśle i wtedy dostał oferte od Gmocha z Larisy. Odszedł z niej po zdobyciu Pucharu Grecji, już pod komendą trenera Strejlała. ,,Kibice ciągle mnie pamiętają. Wiem bo jeżdże tam czasem na wakacje. Ostatnio rzadziej ale znowu będę chciał ich chciał odwiedzić”- mówi o swoich planach pan Kazimierz. Wtedy zdawało się że powoli trzeba będzie kończyć karierę że po pobycie w Grecji nadszedł dobry czas by dograć sobie jeszcze pare lat w słabszej lidze, jednak Kmiecikowi wciąż było mało. Poszedł do niemieckiej 2. Bundesligi, gdzie co jak co ale zdrowie do zasuwania po boisku od pierwszej do ostatniej minuty trzeba mieć. Tym bardziej że Stuttgarter Kickers był zespołem z dużymi ambicjami. W Niemczech Kmiecik wciąż należał do klasowych napastników. W 1987, mając 36 lat, awansował do finału Pucharu Niemiec! Wcześniej drugoligowcy pokonali Fortune Düsseldorf 3:0 a jednego z goli zdobył Kmiecik. W bezpośredniej walce o trofeum na Stadionie Olimpijkim w Berlinie Zachodnim drugoligowiec na oczach 75 tysięcy widzów zmierzył się z Hamburger SV. ,,W drużynie rywali grał Mirek Okoński, wtedy gwiazda Bundesligi. Ich liderem był jednak reprezentant Niemiec Manfred Kaltz. Szybko objeliśmy prowadzenie ale oni zaraz wyrównali. Mijały minuty i zmierzaliśmy do dogrywki. W 88 minucie po faulu na Mirku z wolnego do siatki trafił Kaltz. Rzuciliśmy się do odrabiania strat i zostaliśmy skarceni jeszcze jednym golem w doliczonym czasie. Wynik 1:3 nie oddaje tego, co się działo na boisku. Bardzo trudno była nam się z tym pogodzić”- wspominał Kmiecik. W następnym sezonie Kickers weszli do 1. Bundesligi! Weteran z Polski miał udział w tym sukcesie ale grał już trochę mniej. Strzelił 3 gole… ,,Po awansie wiedziałem że nie ma sensu tego ciągnąć na siłe, zdrowie już nie pozwalało”- przyznaje pan Kazio. Pograł jeszcze jeden sezon w Offenburger FV(po wojnie piłkarzem tego klubu był legendarny Ernest Wilimowski) i wrócił do Polski. Pechowy finał Pucharu Niemiec to jeszcze nic. Można powiedzieć że Kmiecik w sportowym pechu był doświadczony. Wiosną 1979 przegrał dwumecz z Malmö FF w ćwierćfinale Pucharu Europy. ,,W obu meczach strzelałem gole. W Krakowie dało nam to zwycięstwo 2:1 pięć minut przed ostatnim gwizdkiem. W rewanżu strzeliłem na 1:0, do końca było jeszcze pół godziny i… nagle straciliśmy 4 gole! Nie potrafie tego zrozumieć, nawet dzisiaj”- mówi Kmiecik i udaje mu się ustalić dwa konstruktywne wnioski: ,,Nasz bramkarz Staszek Gonet nie miał swojego dnia, sędziowie też. Szkoda że VAR-u nie było… Kmiecika od lat prześladuje dręczące przeczucie że wiślacy w półfinale ograliby Austrie Wiedeń i w wielkim finale na Olimpiastadion w Monachium zmierzyli by się z Nottingham Forest. Jego piłkarskie życie zresztą pełne jest dziwnych zakrętów i zawijasów. Choćby to że jest ikoną Wisły a przecież najpierw sporo czasu spędził po drugiej stronie Błoń. ,,Pojechałem na kolonie z kolegami, którzy byli z Cracovii. Mieliśmy turniej w hali, nieźle mi szło i Pasy uznały że powinienem zapisać się do klubu. Pograłem w juniorach 2 lata ale widać Wisła była mi pisana”- tłumaczy pan Kazio. W Wiśle debiutował jako 17-latek, cztery razy był królem strzelców Ekstraklasy, zdobył mistrzostwo Polski, miał medal MŚ i dwa medale olimpijskie łącznie z monachijski złotem. To zdecydowanie nie jest kariera piłkarza, który powinien cierpieć na poczucie niedosytu.