- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1552 Culés
Gorące dyskusje
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1552 Culés
8
Tydzień temu obchodziliśmy rocznicę urodzin Śp. Johana Cruijffa. Z tej okazji pragnę przedstawić wspomnienia ,,boskiego” Johana:
@Adran360
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
@Stinger_
8
@FCBparasiempre
Grałem dla Blaugrany przez 5 lat od 1973 do 1978 roku. Pozwoliło mi to stworzyć więzi z klubem a także z Katalończykami. Umocniły się one 10 lat później, kiedy zostałem trenerem Barçy i kiedy cała nasza rodzina przeprowadziła się do Katalonii na dobre. Pierwszy sezon, który spędziłem tam jako gracz był oczywiście spektakularny. Wielka ekscytacja moim transferem, zwycięstwo 5:0 z Realem Madryt, mistrzostwo a później (dla mnie osobiście) mistrzostwa świata w Niemczech. Oczekiwania w FC Barcelonie zawsze były wysokie ale od 1974 roku do końca mojego pobytu w klubie nie wygraliśmy już ligi. Puchar Króla zdobyliśmy dopiero w moim ostatnim sezonie. Im dłużej grałem w Hiszpanii, tym lepiej rozumiałem, jak ważną rolę w tym sporcie odgrywa polityka. Z początku nigdy nie postępowałem zgodnie z linią partii, jak inni zawodnicy. Jestem amsterdamczykiem, który mówi jak jest. Armand Caraben, kataloński nacjonalista, który był w tamtych czasach członkiem zarządu FC Barcelony uważał moje podejście za wspaniałe. Nie myślałem o tym za wiele ale później zrozumiałem że celowo wykorzystywał mój charakter jako część wkładu klubów postępującą walkę o wolność przeciwko władzom w Madrycie. Jako zawodnik o międzynarodowej sławie byłem całkowicie nietykalny, co oznaczało że wolno mi było od czasu do czasu sprowokować Franco. Grałem w piłkę a nie bawiłem się w politykę ale w końcu zauważyłem że sprawy nie układają się tak jak powinny. W 1977 roku byłem w życiowej formie i wszystko wskazywało na to że zdobędziemy tytuł. Później bez powodu dostałem nagle czerwoną kartkę podczas meczu z Malagą. Według sędziego nazwałem go ,, Hijo de puta", czyli sukinsynem. Ja jednak nigdy nie użyłem takiego określenia. Dużo gadałem na boisku ale głównie wtedy, kiedy ganiłem albo chwaliłem kolegów z drużyny. Oczywiście w ferworze gry czasem wołałem coś nie do końca grzecznego; czasem trzeba powiedzieć coś ostro żeby być usłyszanym. Nie poniżałem ludzi wyzwiskami. Myślę że nigdy o nikim nie powiedziałem nic gorszego niż ,, świr". Podczas meczu z Malagą krzyknąłem coś do jednego z moich kolegów z drużyny, który kilkakrotnie zgubił swojego zawodnika, coś w rodzaju ,, musisz go lepiej pokryć". Kiedy sędzia podbiegł do mnie i wyrzucił mnie z boiska osłupiałem. To nie było w porządku. Niestety stało się a później przed komisją dyscyplinarną w Madrycie liczyło się moje słowo przeciwko jego słowu. Nie miałem żadnych szans i zostałem zawieszony na trzy mecze, z których dwa przegraliśmy a jeden zremisowaliśmy. Później mogliśmy już tylko pomarzyć o mistrzostwie. W tamtym sezonie La Liga wygrało Atletico Madryt, w dwóch poprzednich i trzech następnych latach triumfował Real. Nawet dziś ta czerwona kartka jest dla mnie najjaśniejszym dowodem na to, jak bardzo polityka wpływała w tamtych czasach na sport. Na szczęście wiele rzeczy się zmieniło w Hiszpanii od tamtych lat, od czasu przemian demokratycznych około 1988 roku Duma Katalonii zdobyła tytuł 15-krotnie a Real Madryt 12-krotnie. Życie w Barcelonie jest cudowne. Po prostu fantastyczne a obecność Rinusa Michelsea i Johanna Neeskensa, który został kupiony z Ajaxu po mnie, sprawiły że nigdy nie straciliśmy całkowicie holenderskiego stylu gry. Niestety nigdy nie mogłem w pełni cieszyć się pobytem w Hiszpanii z rodziną, ponieważ piłka nożna zajmowała mi każdą godziną dnia. Szczególnie kłopotliwe były podróże na mecze wyjazdowe, często autobusami lub pociągami i niekiedy w nocy, co oznaczało że musieliśmy spać gdzieś po drodze. Dużo podróżowałem i prawie niebywałem w domu, niekiedy było to bardzo wyczerpujące.
Kiedy przyszedłem do Barçy Rinus Michels był trenerem ale to nie on sprowadził mnie do klubu. Armand Caraben powiedział mi później że pierwszym wyborem Michelsa był król strzelców Bundesligi Gerd Müller. Nigdy nie rozmawiałem o tym z Michelsem a i on nigdy nie zrobił nic żeby zasugerować że nie byłem najlepszy, podobnie jak w Ajaxie, w Barcelonie rozmawiał ze mną o wszystkim przed meczem i dawał mi wolną rękę w rządzeniu na boisku. Nie było już tak z Hennesem Weisweilerem, który zastąpił Michelsa przed sezonem 1975/76. Rzadko kłóciłem się z innymi trenerami ale on był jedynym, z którym nie mogłem pracować. Problem z Weisweilerem polegał na tym że mówił dorosłym, jak mają postępować niezależnie od tego, czy potrafią to zrobić czy nie. To działa jeśli zawodnik posiada odpowiednie umiejętności ale on wydawał się nie brać tego pod uwagę. Niektórzy w ogóle nie potrafili ruszyć z miejsca. W końcu powiedziałem mu: ,, o co ci chodzi? każesz zawodnikom robić rzeczy, do których są całkowicie niezdolni". Weisweiler był wściekły i nie rozumiał mojego podejścia. To typowy przykład przepaści między niemieckimi a holenderskimi metodami treningowymi. W tamtych czasach w Niemczech trener podejmował decyzję a wszyscy inni je wykonywali. W Holandii interesował nas wspólny wysiłek. Kiedy zgadzaliśmy się co do najlepszego rozwiązania, wprowadzaliśmy je w życie a kiedy uważaliśmy że jest błędne rezygnowaliśmy z niego. Tamten sezon skończyliśmy na drugim miejscu z Realem Madryt. Weisweiler został wylany przed końcem rozgrywek i winił za to mnie. Gdyby jednak był uczciwy, przyznałby że nie tylko na mnie nie działały jego metody, lecz nie działały na nikogo w drużynie. Waisweiler i FC Barcelona to kombinacja skazana na porażkę. Niestety, jak to się często zdarza był to przypadek niewłaściwego trenera w niewłaściwym klubie. W 1978 roku dwa rozegrane przeze mnie pożegnalne mecze dla poprzednich klubów stanowiły przepowiednię tego że nie było mi jeszcze pisane kończyć kariery. W Barcelonie przegraliśmy 1:3 z Ajaksem a zorganizowany później w Amsterdamie mecz z Bayernem Monachium był całkowitą katastrofą, gdyż zostaliśmy rozniesieni 0:8. Nie można powiedzieć aby było to wymarzone pożegnanie. Później zostałem biznesmenem, była to jedna z najważniejszych lekcji w moim życiu, może najważniejsza. Działo się to w czasie, kiedy niektóre rzeczy wymknęły się trochę spod kontroli. Widywałem mojego teścia tylko trzy czy cztery razy do roku. Kiedy jeszcze grałem w piłkę Cor nie miał za dużo do roboty jako mój agent. Podpisywałem wieloletnie kontrakty, których warunki były ustalone a 80% czasu spędzałem na treningach lub na meczach ale od czasu kiedy przestałem grać wykorzystywałem te 80% w inny sposób, nie zawsze dokonując dobrych wyborów. Nie będę wymieniał nazwisk, powiem tylko że podczas trwania mojej kariery zbudowałem krąg znajomych a jeden z nich zasugerował mi świetnie zapowiadającą się inwestycje. Niestety dotyczyła ona obszaru biznesu, o którym nic nie wiedziałem a na dodatek (i to właśnie najgłupsze) z którym nic mnie nie łączyło. Wykorzystano moją ignorancję. Miałem pieniądze a gdzie są pieniądze tam zawsze zbierze się trochę szczurów. Stara prawda ale wtedy o tym nie wiedziałem. Wierzcie lub nie, zainwestowałem w firmę hodującą trzodę chlewną. Jak mogłem się zaangażować w coś takiego? Jeśli coś sprawia ci przyjemność albo interesujesz się tym czymś, być może da się uzasadnić inwestowanie w to coś ale w tym przypadku nie dało się tego wyjaśnić. Po prostu zanurkowałem. Nie powiedziałem nawet żonie co robię. Czasem nieuświadamiamy sobie idiotyzmu swojego zachowania, dopóki ktoś nam nie pokaże że sami się oszukujemy. Ktoś nas pyta: ,, co ty tu licha robisz? Czy to jest twoja przyszłość? Czy tak chcesz spędzić resztę życia? Wtedy musisz szczerze przyznać się do błędu że w ogóle nie interesują cię świnie i walisz głową w ceglany mur. Tak mocno że nie masz już żadnych wymówek. Przez pewien czas sądziłem że dobrze zrobiłem aż do kolejnej wizyty teścia w Barcelonie. ,, Coś ty zrobił?"- spytał. Powiedziałem mu że kupiłem trzy działki, na których możemy budować. Core natychmiast kazał mi pokazać akty własności ziemi. Później zaczął na mnie wrzeszczeć. Zapłaciłem ale nigdy nie poprosiłem o żadne dokumenty. Nie byłem przyzwyczajony do takich rzeczy. Mówiąc w największym skrócie zdawało się że nie ma żadnych aktów własności. Cor powiedział że zostałem zrobiony w balona i nie mogłem już nic zrobić. ,, Zapłaciłeś ale nie ma żadnego dokumentu na twoje nazwisko. Wybij sobie takie interesy z głowy. Pogódź się ze stratą i rób to, w czym jesteś dobry". Jakby tego było mało wyszła jeszcze sprawa z Josepem Luisem Nuñezem. W 1978 roku został prezesem FC Barcelony i od razu wykręcił mi numer, pierwszy z wielu. Przez całe lata kluby w Hiszpanii płaciły podatki za zawodników. W pewnym momencie zmieniono prawo i wszyscy musieli płacić wstecz. Klub powiedział że ureguluje należności za wszystkich... poza mną. Ze względu na to że miałem odejść z Barcelony, Nuñez odmówił zapłacenia za mnie, mimo że chodziło o pieniądze, które zarobiłem jako zawodnik grający w klubie. Potrzebował reszty drużyny na nowy sezon, więc rozwiązał problem za nich ale mnie miało już nie być, więc musiałem radzić sobie sam. Zupełnie nie wiem ile pieniędzy wtedy straciłem. Oddałem większość mienia. Musieliśmy spakować manatki i opuścić nasze mieszkanie. W gazetach pojawiły się artykuły donoszące o tym że straciłem około 6 milionów dolarów ale nie mam pojęcia czy to prawda. Wiem że chodziło o bardzo dużą kwotę. Szybko jednak znów stanąłem na nogi. Przyszło mi to łatwo, ponieważ nigdy nie przejmowałem się pieniędzmi. To teść zawsze zajmował się finansami. Kiedy zmarł w 2008 roku musiałem po raz pierwszy od 30 lat sam pójść do banku. Nie wiedziałem nawet gdzie mam konto. Taki już mam typ osobowości, szybko przestałem przejmować się błędami, które wtedy popełniłem. Również dlatego że wierzę iż każdy ma własny los. Mój prawdopodobnie polegał na odejściu od sportu we wczesnym wieku, zrobieniu czegoś fenomenalnie głupiego a potem ponownym odnalezieniu równowagi jako zawodnik. Tak naprawdę te kilka linijek powyżej podsumowuje całą moją karierę.