La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1492 Culés

4

Przedwczoraj decyzja TK, dzisiaj strajki ludzi krzyczących, że wirusa nie ma. Faktycznie średniowiecze.

konto usunięte

5

@Homeopata8989 Nie tyle, co go nie ma, co problem jest zwyczajnie wyolbrzymiony.

5

@LuisSalvano Oj nie, ci ludzie wprost krzyczą, że wirusa nie ma.

3

@Homeopata8989 co to za strajk i gdzie? myslalem ze strajkują przez aborcje

0

@NaFazieHitman dziś w Warszawie przedsiębiorcy, właściciele gastro, wczoraj był strajk ws aborcji

0

@Katalończyk 99 Protest, strajk to jest coś zupełnie innego. XD

2

@Homeopata8989 Nawet gorzej. W średniowieczu chorób zakaźnych nikt nie lekceważył.

0

@sebasek99 Średniowiecze było czasem rozkwitu nauki, powstawały pierwsze uniwersytety, a władcy wiedzieli, że ufać warto raczej luminarzom, niż motłochowi.

1

@YeastMoss Ja bym powiedział bardziej, że powrót do nauki lub postawienie pod nią fundamentów, z których korzystały późniejsze pokolenia. Bo rzeczywiście metoda naukowa dopiero wtedy raczkowała, pomimo wielu osiągnięć, a traktaty nie pozbawione są tendencji tłumaczenia wszystkiego interwencją boską (mimo przebłysków chociażby Adelarda z Bath) albo scholastycznych dyskusji, utykających w martwym punkcie.
Na pewno jednak nie można średniowiecza intelektualnie lekceważyć. Czasami zaskakują tamtejsze myśli. Tylko w takiej epoce wszystko kręci się wokół Biblii, a jednocześnie w Padwie Marsyliusz optuje za laickim, demokratycznym państwem, nie będąc w tym osamotniony.

0

@sebasek99 Mógłbym tylko usiąść i słuchać Twojego wykładu, bo moja powierzchowna wiedza posklejana z paru przeczytanych książek Hellera i nie pamiętam jeszcze czego może być w tym temacie źródłem jedynie tak kolokwialnych i ogólnych stwierdzeń, jak to powyżej.
Co byś powiedział o obecnym społeczeństwie wobec nauki, porównując je z tym, co obserwowano na przestrzeni poprzedniego tysiąclecia?

1

@YeastMoss Moim konikiem jest głównie średniowiecze i maks wczesna nowożytność, więc też za bardzo nie mogę się wypowiadać, jeżeli chodzi o ogólną historię nauki.
W tym kontekście to na pewno mamy ogromną cechę wspólną ze średniowieczem, czyli kosmopolityzm. Oczywiście to nasza kategoria, bo oni tak na to tak nie patrzyli, koncepcja narodu kompletnie nie istniała. Natomiast o co mi chodzi? Normalne było we wczesnym średniowieczu spotkać Irlandczyka w Niemczech, to Iroszkoci zaprowadzili tam chrześcijaństwo, prowadzili tam wiele opactw. Z tej części świata przecież pochodził Alkuin i praktycznie większość intelektualistów na dworze Karola Wielkiego, oni stworzyli jego mit. A idąc dalej, gdy powstawały uniwersytety to te migracje się upowszechniały, w Paryżu spotkać można było Europejczyków każdej nacji. Tak więc dzisiejsze międzynarodowe programy naukowe, badania i współprace nie są niczym nowym.
Na pewno ciekawie sprawa wygląda w podejściu do autorytetów. Tam była ona przesadzona (chociaż też nie można mówić, że nie dochodziło do krytyki, nawet de facto Biblia była jej poddana, gdyż na jeden argument z niej, druga strona podawała własny), aktualnie odchylenie jest chyba w drugą stronę, chyba zbyt mocno. Dzisiejsza nauka przechodzi kryzys zaufania do niej, jednocześnie mamy renesans pseudonauki, teorii spiskowych, magii etc. To jest pokłosiem nawału informacji, który sprawia że jednostki niewprawione w narzędzia do rozpoznania ich rzetelność łatwo padają łupem szarlatanów lub partaczy mających dobre intencje. Tylko znowu - chcieć dobrze, to czasami za mało. Bez odpowiednich umiejętności oni podadzą dalej bezwartościową albo pomieszaną wiedzę.
Taki stan rzeczy to nowe wyzwanie, gdyż wcześniej mieliśmy raczej kompletnie odwrotną sytuacje. Źródeł, tekstów było mało, kiepski był także dostęp do nich. Ale ich jakość tak samo czasami była wątpliwa. Ciekawa jest książka Carlo Ginzburga, gdzie śledzi on losy pewnego młynarza, który umiał tak sobie czytać, a dostał Biblię, ale kiepsko przetłumaczoną na włoski i jeszcze jakieś pomniejsze książki, na ich podstawie wyrobił sobie światopogląd, który jednak był kompletnym kosmosem, robiąc z niego heretyka (
"Ser i robaki: wizja świata pewnego młynarza z XVI w"). A on sam tego nie do końca był świadomy. Za to też to jest świetny przykład na to, że i wówczas bezrefleksyjnie do autorytetów nie podchodzono (młynarz jest strasznie antyklerykalny).

1

@sebasek99 Dziękuję za odpowiedź. Bardzo zainteresowała mnie historia czytelnika Carlo Ginzburga. Wydaje się to doskonałym tematem na książkę fabularną albo scenariusz filmowy.
Szybki research na wikipedii i zapoznaję się z terminem - mikrohistoria. To chyba zawsze najbardziej ciekawiło mnie w całej dziedzinie (choć terminu oczywiście nie znałem), z którą ogólnie byłem od liceum na bakier. Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie zastanawianie się w jaki sposób żyli i myśleli nasi przodkowie. Przytaczając dawne dzieje, szczególnie w kontekście patriotyzmu, laicy (tacy jak ja) często zapominają jak zmieniły się kategorie myślenia. Idąc dalej tropem Twojej wypowiedzi - chciałbym bardziej zapoznać się z historią koncepcji narodu. Słyszę to już po raz wtóry, choć w szkole nikt o tym nas nie uczył.
Wydaje mi się, że przynajmniej moi historycy i poloniści mieli nauczyć nas symbolizmu narodowego, nie wiedzy i przeszłości. O ile jest to zrozumiałe patrząc na lata po XVIIIw. i próby zduszenia "polskości" przez zaborców, o tyle patrząc dalej w przeszłość wcale tego nie czuję. Słyszałem nieraz opinie, że sam Chrzest Mieszka I mógł być po części manifestem odrzucenia prymitywnych wierzeń ludowych i pokazania "motłochowi", że przyjmuje wiarę nowoczesną, co czyni go lepszym. To całkowite zaprzeczenie romantycznej wizji chrztu całego narodu i zawierzenia go Chrystusowi. Tym większy rozdźwięk między naszą "prawdziwą przeszłością", a mitami, które staramy się utrwalać dla tej dość nowej świadomości.
Wracając jeszcze do nauki. Patrząc na to co wiedzieli uczeni setki lat temu - choć przychodzi mi do głowy tylko to często było albo ukryte w arabskich bibliotekach (jak dzieła Arystotelesa), albo powstało już po średniowieczu (Kopernik, potem poprawki Keplera, sto lat później Newton) wydaje się, że wiedza powszechna już wtedy była niczym wobec granic wiedzy. Miewam poważne wątpliwości, czy rzeczywiście ten wielki rozdźwięk jest naszą domeną i czy przy pewnej przepaści w ogóle warto mierzyć dalej.


0

@YeastMoss Na początku przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz. Nawał obowiązków sprawił, ze nie miałem czasu na jakąś szerszą odpowiedź. Poruszyłeś tutaj kilka ciekawych tematów. Może jakoś je rozwinę, podrzucając namiary na literaturę.
Mikrohistoria jest świetną tendencją w historiografii, chociaż tutaj zaznaczę, że ważny jest ten człon „mikro”. Prace z niej dotyczą właśnie przede wszystkim pojedynczych, zwykłych ludzi albo małe społeczności, jakieś wioski, miasteczka. Na dodatek często jest to jedynie ścisły wyrywek chronologiczny, przykładowo Wikipedia podaje książkę Laudrie i on nie robi monografii Montaillou , nie prezentuje całej historii miasta a zajmuje się przełomem XIII i XIV w. Ponadto wielu pracom zarzuca się błędy metodologiczne lub zbyt duże interpretacje, chociażby właśnie ona, bo La Roy Laudrie korzysta z wątpliwego przekładu z łaciny na francuski protokołów inkwizycji oraz robi z nich prozę. Aczkolwiek mikrohistoria na pewno jest warta zapoznania się. Dużo książek z tej tendencji ma dobre przekłady na polski.
Natomiast ja bym zwrócił uwagę na jej przodka, czyli Szkołę Annales. Uczeni z tego nurtu badawczego właśnie mocno zwrócili uwagę na codzienność, życie „głuchych dla historii” warstw społecznych, kulturę niską. Zaczęli badać ludzką mentalność, ich horyzont geograficzny, rozdział pomiędzy życiem prywatnym a społecznym. Generalnie odeszli od historii gospodarczo-politycznej, a i zaczęli szerzej używać metody innych nauk (choć historia od zawsze była międzydyscyplinarna). Dzięki temu powstała „Historia dzieciństwa” Arlesa, „Historia ciała” le Goff’a, „Historia życia prywatnego” Perrot, Braudel i le Goff rozwijali termin „długiego trwania” (procesy, które zaczęły się wcześnie a trwają do dzisiaj, prawie w niezmienionej formie) i generalnie dużo prac, szeroko ujmujących kulturę, człowieka, idee, filozofię, sztukę i architekturę. Czasami naprawdę w oryginalny sposób patrzyli na te elementy.
Podjąłeś temat koncepcji narodu i tutaj mogę polecić „Bitwę pod Bouvines” Duby’ego, ponieważ Francuz właśnie w niej widzi zalążki narodu francuskiego. To nie jest monografia o starciu Filipa Augusta z cesarzem sensu stricte, nie omawia tutaj głównie genezy i konsekwencji politycznych jej, a skupia się na późniejszej recepcji bitwy, która właśnie stała się elementem scalającym ludność Francji, symbolem kraju i kluczowym wydarzeniem używanym później w polityce historycznej.
Oczywiście samo pojęcie narodu jest cholernie ciężkie oraz niejednoznaczne. Zmienia się w zależności od czasów, społeczności (inaczej widzieli to Rzymianie, całkiem odmiennie ludność barbarzyńska i to też z podziałem na „Germanie”, „Słowianie”, „Celtowie”), właściwie to możemy mówić, że to pojęcie ma swój własny, skomplikowany słownik, gdyż tak często i różnorodnie zmieniało się jego znaczenie. Ciekawie ujmuje to B. Zientara w „Świcie narodów europejskich…”
Nasze rozumienie jego powiedziałbym, że jest pokłosiem starcia poglądów XIX w. i dotkliwych doświadczeń XX w. Przyjęliśmy całą mitologię tamtejszych nacjonalistów, usuwając jednak najbardziej sporne elementy (chociaż w naszym przypadku nadal odczuwa się często animozje polsko-niemieckie i polsko-ruskie) i poczucie, że naród łączą więzy krwi, ponieważ dzisiaj takie braterstwo jest mrzonką, zastępuje to wspólna kultura, język, doświadczenia. Ale zostały jakieś narracje, państwo gnieźnieńskie Mieszka nazywamy polskim mimo iż raczej wiemy, jak duże to nadużycie. Podobnie uznajemy za początek naszego państwa jego chrzest, mimo że de facto przyjął je jedynie on i jego możnowładcy. Chrystianizacja reszty społeczeństwa przeszła burzliwie, kończyła się ok XII-XIII w. Ale mamy w podręcznikach zapisaną wielką tradycje o początku chrześcijańskiego państwa.
Przy tym zaznaczę, że twoje słowa o manifeście to także część jakiegoś mitu, ponieważ mamy za mało przekazów źródłowych, aby jakkolwiek wejść w głowę Mieszka I. On jest dla nas wielką zagadką. Nawet dedukcja na podstawie aktualnej sytuacji politycznej nie pozwala dojść do konsensusu w powodach przyjęcia chrztu. Na pewno jednak można odrzucić jakąś obronę przed Niemcami, gdyż oni byli akurat zajęci walkami na północy, ze Słowianami połabskimi, którzy nam też napsuli krwi, jeżeli chodzi o ekspansje na Pomorze. Czy za to Mieszko myślał jakoś w przód, dostrzegał problemy religii pogańskiej? Wspomnianych Połabian pogrzebały walki kapłanów z władcami. Kasta kapłańska chciała utrzymać demokracje plemienną, bo ona gwarantowała im silniejszą pozycję, tymczasem książęta pragnęli zdobyć jednowładztwo, w czym pomóc miało chrześcijaństwo. Ale ze wszystkich źródeł wydaje się, że Piastowie mieli akurat już dość silną pozycję, jako dynastia panująca, więc ten czynnik ich już akurat nie musiał martwić. Aczkolwiek sytuacja jest mało klarowna, aby całkowicie taki aspekt odrzucić.

1

@sebasek99 Dziękuję Ci za odpowiedź mimo napiętego grafiku :) Pozostaje mi zasiąść do lektury, bo poruszyliśmy tyle kwestii, że nawet nie ośmielam się zadawać więcej pytań.
Czapki z głów przed Twoją wiedzą i sposobem wypowiadania się na tak wiele tematów, które wywołaliśmy.
Wiedz, że nie pójdzie to na marne i już sporządzam sobie notatkę na podstawie naszej rozmowy.
Raz jeszcze dziękuję, pozdrawiam!

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?