La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1588 Culés

9

10

@FCBparasiempre
Kiedy Pele pojechał pierwszy raz na Mistrzostwa Świata nie miał jeszcze 18 lat. Zdobył Puchar Rimmeta a w meczu finałowym ze Szwecją strzelił dla Brazylii dwa gole. To były mistrzostwa, które zrewolucjonizowały piłkę nożną. Brazylia wygrała pierwszy raz dzięki zastosowaniu nowego ustawienia taktycznego zawodników ale sam system to nic. Nazwiska tych zawodników stały się szybko znane na wszystkich stadionach, na których grano w piłkę a reprezentacja Brazylii z roku 1958 uchodzi nadal za jedną z najlepszych jakie kiedykolwiek powstały. System 4-2-4 nazywany też ,, Brazylianą" , polegał na przesunięciu z ataku do pomocy jednego zawodnika, z pomocy do obrony drugiego i był nowocześniejszą wersją tego co pierwsi zastosowali Węgrzy. Brazylijczycy nie odbierają im praw autorskich, chociaż analitycy futbolu w Paragwaju uważają że to oni byli pierwsi. System 4-2-4 pojawił się w prowadzonej przez słynnego piłkarza i trenera Manuela Freitasa Solicha reprezentacji Paragwaju, która w roku 1953 zdobyła Copa America. Jakkolwiek by było, nikt tak nie rozwinął 4-2-4 jak Brazylijczycy, którzy w latach 1958 i 1962 zdobyli dwa tytuły mistrza świata z rzędu, zresztą w bardzo podobnym składzie. Oni są też prekursorami zmodyfikowanego ustawienia 4-3-3 czyli z tak zwanym fałszywym skrzydłowym. Wszystkie szkoły trenerskie świata poddawały analizie ten system jako coś genialnego i przynoszącego nadzwyczajne korzyści. Jego źródło było jednak tak prozaiczne że długo utrzymywano je w tajemnicy. Dopiero pod koniec XX wieku lewoskrzydłowy Mario Zagalo, dwukrotny mistrz świata i trener powiedział jak to było. ,, Na mundialu w Chile w roku 1962 lewy obrońca Nilton Santos miał już 37 lat. Był świetny ale nie miał już takiej siły i szybkości jak dawniej. Nasz trener Aimore Moreira zwrócił się do mnie przed turniejem ze słowami: Mario sam widzisz jak jest z Niltonem. On musi być z nami ale ty musisz mu pomóc. Zapomnij czasami że jesteś napastnikiem. Kiedy stracimy piłkę cofaj się żeby mu pomóc"- mówił Zagalo. Ot i cała filozofia. Przeciwnicy znający Zagala jako lewoskrzydłowego nie bardzo wiedzieli w jakiej strefie boiska go pilnować i często się gubili. Takich prozaicznych historii było więcej. Nawet wielka brazylijska reprezentacja z roku 1958 powstała trochę przez przypadek i już podczas trwania Mistrzostw Świata. Vicente Feola nie widział w niej Pelego i wcale nie świadczyło to o braku kompetencji trenera. Jego zdaniem niepełnoletni chłopak, choćby nie wiadomo jak utalentowany, nie nadawał się jeszcze do gry o mistrzostwo świata. Był dzieckiem drobnym fizycznie i nie gotowym psychicznie. W dodatku pojechał do Szwecji z kontuzją. Zabrano go tam niemal pod presją dziennikarzy i kibiców. Miał patrzeć jak grają starsi, uczyć się, wejść w razie potrzeby na parę minut na boisko, gdyż co do jego niezwykłych umiejętności sporów nie było. Mistrzostwa rozpoczęły się dla Brazylii zgodnie z planem czyli od łatwego zwycięstwa nad Austrią 3:0. W ataku grali: Joel, Altafini, Didi i Zagalo ale drugi mecz z Anglią zakończył się bezbramkowym remisem. Tym razem atak Joel, Altafini, Vava, Zagalo nie był skuteczny, między nimi dlatego że nie miał wsparcia pomocników Diego i Dina. Do awansu Brazylii potrzebne było zwycięstwo w trzecim meczu ze Związkiem Radzieckim a widać było że zespół nie funkcjonuje jak należy. Starsi zawodnicy- kapitan Luiz Bellini, Nilton Santos i Didi poprosili trenera aby wziąć pod uwagę nie najlepszą atmosferę w kadrze, fakt że niektórzy zawodnicy myślą o sobie, nie drużynie, więc współpraca na boisku nie może przynieść korzyści. Zaproponowali włączenie do składu trzech nowych zawodników. Pomocnika Zito oraz dwóch napastników: Pelego i Garrinche. Feola się zgodził ale należało jeszcze zapytać o opinię lekarza kadry Hiltona Goslinga.

W drugiej połowie lat 50 Brazylia znajdowała się w okresie prosperity. Prezydentem był Kubitschek, Oskar Niemeyer budował futurystyczną, zdawało się nową stolicę kraju Brazylia. Piłka nożna w formie czynnej lub biernej stanowiła sens życia milionów Brazylijczyków i politycy nie mogli nie wziąć tego pod uwagę. Na przygotowania do Mistrzostw Świata w Szwecji nie szczędzono pieniędzy. Doktor Gosling stanął na czele całego sztabu złożonego z lekarzy różnych specjalności, dentysty, dietetyków, psychologów, fizykoterapeutów, masażystów i specjalisty odparzenia kawy, którą piłkarze pili przed rozpoczęciem meczu i w przerwie. Gosling kilka razy podróżował do Szwecji aby zapoznać się z panującymi tam w czerwcu warunkami i wybrać odpowiednie miejsce pobytu. Z kilkunastu proponowanych wybrał Hindas blisko Göteborga Brazylijczycy przybyli tam na dwa tygodnie przed rozpoczęciem turnieju. Kiedy Feola poinformował Goslinga o propozycjach rady drużyny lekarz zwrócił się do psychologa. Piłkarze brazylijscy pochodzili na ogół z biednych rodzin, nie mieli wykształcenia, odżywiali się czym popadło, nie dbali o higienę. Którzy już dorobili się na piłce, uznali że nie muszą się starać. Trenerowi był w tej sytuacji potrzebny psycholog, który mógłby pomagać w podejmowaniu decyzji. Psychologiem kadry był doktor Joao Carvalhaes. Kiedy spytano go o zdanie w sprawie trzech nowych zawodników, pozytywną opinię wystawił tylko jednemu a mianowicie Zito. O Pelem powiedział że ma mentalność dziecka a kiedy padło nazwisko Garrincha bezradnie rozłożył ręce. Garrincha stanowił przykład piłkarza specjalnej troski. Przynajmniej tak uważał psycholog na podstawie testów, jakimi poddano zawodnika. Feola żadnych testów nie robił, miał nosa i zaufał kolegom Garrinchy. Jak bardzo patetycznie by to zabrzmiało decyzja Feoli okazała się Jedną z najważniejszych w historii futbolu dzięki niej powstała wyjątkowa drużyna, nie mająca równych sobie przez kilka lat. Kiedy w Göteborgu na rozgrzewkę przed meczem ze związkiem radzieckim wybiegła 11 Brazylii, widzowie zobaczyli trzech nowych piłkarzy, z których tylko Zito niczym się nie wyróżniał. Garrincha wyraźnie utykał, gdyż lewą nogę miał krótszą o kilka centymetrów po przebytej w dzieciństwie chorobie heine-medina. Przy wzroście 169 cm, z dużą głową, kiwając się na boki przypominał bardziej klauna niż zawodowego piłkarza. Drobniutki Pele pasował na maskotkę drużyny lub chłopca od podawania piłek. Kiedy jednak sędzia rozpoczął mecz Ci dwaj Nie pasujący do pozostałych zaczęli grać tak, jak nikt przed nimi. Najpierw w słupek trafił Garrincha, po nim Pele a w trzeciej minucie kiedy jeszcze Rosjanie nie ochłonęli, prowadzenie dla Brazylii zdobył Vava. Pod koniec meczu trafił ponownie i Brazylijczycy wygrali 2:0. Rosjanie z Lwem Jaszynem w bramce, Igorem Netto w pomocy i Valentinem Iwanowem w ataku byli mistrzami olimpijskimi a wkrótce także mistrzami Europy. Borys Kuzniecow, który miał pecha grać po tej samej stronie boiska co Garrincha, należał do elity europejskich Obrońców ale kiedy Brazylijczyk zbliżał się do niego z piłką Rosjanin nie miał pojęcia jak mu przeszkodzić. Od tej pory wszystkie elementy maszyny zaczęły działać bez żadnych zgrzytów. W ćwierćfinale Brazylia pokonała 1:0 walił po golu Pelego a w półfinale Francją 5:2. Trójkolorowi mieli wtedy najlepszą reprezentację w swojej historii. Przebiła ją dopiero Ta która 40 lat później zdobyła Puchar Świata. Finałowym przeciwnikiem Brazylii była drużyna gospodarzy Szwecja, współzałożyciel FIFA, zawsze miała bardzo dobrych piłkarzy ale rzadko osiągała sukcesy. Jednym z tych nielicznych było zwycięstwo w turnieju olimpijskim w Londynie w 1948 roku. Grali tam wówczas trzej napastnicy: Gunnar Gren, Gunnar Nordahl i Nils Liedholm. Po igrzyskach całą trójkę kupił Milan i od tej pory stała się ona sławna w Europie jako Gre-No-Li. Do mistrzostw w Szwecji do reprezentacji powołani zostali Gren i Liedholm pierwszego ze względu na jego wyjątkowe zasługi Włosi nazwali ,, Ile Professore". Litholm, który był dla nich ,, Il Barone", stanie się w przyszłości dobrym trenerem, nauczycielem między innymi Zbigniewa Bońka w Romie. Obrońca Bergmark też grał w Romie i był później trenerem szwedzkiej reprezentacji. Skrzydłowy Hamrin bronił barw aż sześciu włoskich klubów, z Juventusem i Milanem włącznie. Inny napastnik Lennart Skoglund to gracz Interu i Milanu. Drużyna złożona z takich zawodników nie mogła grać słabo.

Trenerem drużyny Narodowej Szwecji był George Raynor, Anglik, człowiek poza Szwecją Zapomniany, mimo że należał do najtęższych futbolowych umysłów po wojnie. Podczas wojny trafił do Bagdadu, pracował jako instruktor i organizował międzynarodową drużynę złożoną z żołnierzy. Niewykluczone że grali w niej także Polacy. Po powrocie do kraju został drugim trenerem Aldershot. Stanley Rous ówczesny sekretarz federacji namaścił swojego faworyta Waltera Winterbottoma na stanowisko menadżera Anglii. Kiedy w roku 1946 nadeszła propozycja ze Szwecji wysłał tam Raynora, o którego pracy w Bagdadzie co nieco słyszał. Raynour 2 lata później zdobył ze Szwedami złoty medal olimpijski w Londynie a mierny Winterbottom męczył siebie, piłkarzy i kibiców przez 16 lat, podczas których Anglicy przeżywali same rozczarowania. Londyński sukces rozpoczął znakomitą serię Szwedów. Dwa lata później w 1950 roku zajęli trzecie miejsce w Mistrzostwach Świata w Brazylii a po dwóch kolejnych zdobyli brązowy medal olimpijski w Helsinkach. Kiedy niepokonani już wtedy Węgrzy jechali na Wembley żeby pokazać Anglikom Jak daleko w tyle zostali, spotkali się właśnie ze Szwecją prowadzoną przez Raynora i na Nepstadionie ledwo z nią zremisowali 2:2. W roku 1959 ,, Trzy Korony" stały się drugą reprezentacją zza kanału La Manche która pokonała Anglię na Wembley. Szwedzi wygrali 3:2 a Raynor z Witerbottomem podali sobie ręce, gdyż byli to kulturalni panowie. Finału z Brazylią wygrać nie mogli. Trafili na jedną z najlepszych reprezentacji, jakie biegały po boiskach świata. W bramce grał Gilmar, na prawej obronnie Djalma Santos, na środku Luiz Bellini i Orlando, na lewej Nilton Santos. W pomocy Didi i Zito, w ataku Garrincha, Vava i Zagalo. Pierwszego gola finału strzelił już w czwartej minucie Nils Liedholm ale od tej pory na boisku dominowali Brazylijczycy. Pele zdobył dwa gole jak profesor futbolu a nie nastolatek. Po meczu się rozpłakał i Jilmar z Didim musieli go utulać. To był początek jednej z najpiękniejszych karier, jakie widział świat. Kariery trwającej do dziś mimo że Pele ostatni oficjalny mecz rozegrał w roku 1977. Garrincha miał mniej szczęście. Cztery lata później został po raz drugi mistrzem świata i zdobył tytuł króla strzelców. Był wtedy bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem mundialu. Doszło nawet do niezwykłej sytuacji. W półfinale z Chile Garrincha został wyrzucony z boiska, co oznaczało że nie będzie mógł wystąpić w finale ale prezydent Brazylii zwrócił się do FIFA z prośbą o anulowanie kary. Garrincha był bowiem,, radością narodu". FIFA się zgodziła. Pojechał jeszcze na kolejne Mistrzostwa do Anglii. Uważa się że ,,Mane” Garrincha był najlepszym dryblerem w historii futbolu. On z piłką nie tyle biegał, co tańczył ale na boisku lepiej dawał sobie radę niż w życiu. Psycholog miał wiele racji. ,,Mane” był dwukrotnie żonaty, miał 12 dzieci, niektóre nawet się nie znały. Ojciec, pół analfabeta, nie był w stanie utrzymać rodziny, więc sąd skazał go na więzienie. Nie umiał robić nic poza grą w piłkę. Kiedy przestał grać zaczął pić. Szybko o nim zapomniano. Zmarł w biedzie dożywszy zaledwie 50 lat. Z 50 meczów w reprezentacji przegrał tylko jeden. Kiedy grali razem z Pelem, Brazylia nigdy nie poniosła porażki. Mieli zakaz podróżowania jednym samolotem. Jego imieniem nazwano stadion w Brasilii a w rodzinnym Paul Grande wystawiono mu pomnik. W świadomości kibiców całego świata zostało coś, co nazywane jest ,, gestem Garrinchy". Każdy piłkarz bez względu na wiek i klasę wie że kiedy na ziemi leży kontuzjowany gracz piłkę trzeba wybić w aut. Po udzieleniu mu pomocy piłkę wypada oddać. Pierwszym, który w takiej sytuacji kopnął piłkę w aut był właśnie ,, rozchwiany emocjonalnie" Garrincha, podczas meczu Botafogo-Fluminese w marcu 1960 roku.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?