La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1319 Culés

14

Valencia rozgromiona w krajowym pucharze:

17 maja 1953 r. FC Barcelona rozgromiła Valencie 5:0 w ramach pierwszego meczu 1/8 Pucharu Generalissimusa. Prawdziwy kibic Blaugrany mógłby powiedzieć, że teraz łatwo o tym mówić, nawet z tonem oczywistej nonszalancji, ale wspomnienie tych pierwszych czterdziestu pięciu a dokładniej czterdziestu czterech minut, pozostaje, podczas których mecz jedynie utwierdzał ich w obawach o rezultat, gdyż z dziesięcioma zawodnikami na boisku po dziewiętnastu minutach, z powodu przedwczesnej i przypadkowej kontuzji Bioski w zderzeniu z Ramalletsem i z dwiema przerwanymi formacjami(obrona bez Biosci i z Césarem oraz napastnicy bez Césara i z Bioscą) od trzydziestej minuty, kiedy środkowy obrońca FC Barcelony wrócił na boisko, i co gorsza, bez goli ani śladu po nich, problem, który obawiali się, że stworzy Valencia, przerodził się w niepokojące i nierozwiązywalne wyzwanie kwadratury koła. Mimo niepewnych komentarzy, które rozbrzmiewały w przerwie meczu, ożywionych jeszcze wrażeniem niezwykłego strzału Kubali, oddanego niemal pod koniec meczu i najwyraźniej na spalonym, który był w tym momencie jedynym pozytywem dla FC Barcelony, oprócz niewątpliwej przewagi w postaci pokonania Valencii pomimo liczebnej przewagi; mimo atmosfery niepokoju, która utrzymywała się z powodu pozornego potwierdzenia trudności, jakie spotkały Barçe w pierwszej poważnej rundzie Pucharu, nikt nie mógł sobie wyobrazić, że rozwiązanie meczu a tym bardziej całego spotkania, było tak bliskie, że czekało jedynie na pierwszy dźwięk gwizdka sędziego, by ujawnić się w najbardziej nieoczekiwany a jednak genialny i zdecydowany sposób, jaki mogła sobie wyobrazić wyobraźnia najbardziej pomysłowego i ambitnego kibica FC Barcelony. A jednak rzeczywistość, która była już namacalna w pierwszych nerwowych przepychankach drugiej połowy, miała wyglądać tak. W odpowiedzi na niedokładności, wątpliwości i wahania z pierwszej połowy, piłkarze Blaugrany, od Césara, który okazał się najsolidniejszym filarem obrony, po samego Bioscę, który zamknął połowę tuż przed jej rozpoczęciem spektakularnym strzałem głową, wszyscy wiedzieli, jak wykorzystać jeden z tych wybuchów nieodpartej skuteczności, które definiują, jako najbardziej uderzającą cechę, styl Barcelony. I przez dziesięć, piętnaście minut piłkarze Blaugrany rzucili się za piłkę z wielką determinacją, z prawdziwie mrożącą krew w żyłach wytrwałością i precyzją. Przytłoczeni tą duszącą presją, ich linie obrony zostały naruszone, ich zdolność do wytrzymania presji wyczerpana, Valencia, tak zazwyczaj odporna, uległa a jedynie zacięty bój Puchadesa wyłonił się z tej wspaniałej katastrofy niczym maszt sztandaru. Z pewnością nie było paktu z diabłem, ale Barcelona, w tym niezapomnianym kwadransie, diabelnie wcieliła w życie najbardziej klasyczne esencje futbolu: grę naziemną, szybką i ostrą. Wystarczy przypomnieć, że w niecałe dziesięć minut trzykrotnie wdarli się do bramki Valencii, tej bramki, której ich piłkarze bronią z przysłowiową zaciętością, energią i zaciekłością. Niecałe dziesięć minut wystarczyło Barcelonie, by zmiażdżyć Valencię, podcinając skrzydła ich serii Copa del Rey i, nie mając czasu na uspokojenie ich (tak szybka była zmiana), rozpalając dłonie kibiców, wywołując owacje za owacjami, przygotowując ich na podróż na Mestalla bez zmartwień, aczkolwiek z czujnym poczuciem bezpieczeństwa. A wszystko to za sprawą dziesięciu minut futbolu, autentycznego futbolu, bo właśnie taki był ten zaciekły i nieustępliwy atak na bramkę Valencii, przeplatany nieodpartymi momentami geniuszu.

Zmiażdżenie, jakie Barcelona z taką precyzją zadała Valencii, to zdumiewające zwycięstwo 0:5 (bo piąty gol padł akurat w momencie, by spotęgować katastrofalny charakter porażki), przeczy należnemu mu podziwowi. Ale jest, miażdży swoją decydującą siłą i teraz trzeba to przyznać. Prawda jest taka, że Valencia, grająca głęboko w bezskutecznej próbie obrony bramki, udowodniła swoją niezdolność do przebicia się przez obronę FC Barcelony. Z kolei Barça, atakując własną trójką obrońców, skutecznie wykorzystywała luki w defensywie Valencii i miała nawet okazje, by uczynić wynik 0:5 najbardziej donośnym w ostatnich latach. Ogólnie rzecz biorąc, mecz poza pierwszymi piętnastoma minutami drugiej połowy nie obfitował w emocje, niemal całkowicie pochłonięty typową dla Valencii zaciętą walką. Bezskutecznie próbowali zaskoczyć Barçe w okresie, gdy grali w dziesiątkę a następnie kontynuowali walkę nawet wtedy, gdy FC Barcelona skupiła się bardziej na utrzymaniu prowadzenia i ochronie swoich zawodników. Uwikłany w wir, w jaki często zamieniał się mecz, sędzia González Echevarría podzielił los Valencii. On również nie wywiązał się ze swoich obowiązków, sędziując bez należytej sprawiedliwości. Przyznał kontrowersyjnego pierwszego gola Kubali, zmarnował rzut karny dla Valencii i wywołał liczne protesty kibiców, zwłaszcza w napiętych momentach pierwszej połowy, gdy chęć pokonania przeciwnika wydawała się nieosiągalna.

@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?