La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 683 Culés

6

9

@FCBparasiempre
22 grudnia 1973 roku, Camp Nou, FC Barcelona - Atletico Madryt.

- Widział pan gola?

- Nie proszę pana. A pan?

- Wszystko jedno. Najważniejsze że to zrobił. Josep Pla wyciąga siekany czarny tytoń „Ideales”, który zawsze pali i skręca kolejnego papierosa. Opuścił miejsce w loży na Camp Nou tuż przed końcem pierwszej połowy żeby usiąść w barze i przepłukać gardło szklaneczko whisky, rozmawiając przy tym z kolegą od kieliszka. Inny kibic, który obok nich popija „anisette” włącza się do rozmowy: "Casum dena!" to mówią panowie że nie widzieli gola? Przenajświętsza panienko, jakiego gola panowie przeoczyli! Jakiego gola! Nie widziałem czegoś takiego od czasów Kubali. Co za gol, "la mare que em va parir!". - I jak to wyglądało? Kolega tutaj słyszał że strzelił piętą. Domyślam się że nic takiego, prawda?- pyta Pla. - Nic takiego? Renoi, pan tego nie widział, w rzeczy samej. Proszę posłuchać, już opowiadam. - Mężczyzna wstaje z krzesła, poprawia spodnie i rozpoczyna swoje przedstawienie. - No więc na skrzydle pojawił się Rexach i nagle dziabnął delikatnie, posłał takie dziwne dośrodkowanie, z tych, co zawsze gubią się koło linii końcowej i nie macie panowie pojęcia co się wtedy stało... - Mów że człowieku co się stało?- zapytał ten pierwszy. - Szybciej, dobry człowieku bo zaraz zaczyna się druga połowa a pan używa więcej przymiotników niż pewna pani dziennikarka - powiedział Pla dopijając whisky. - Cierpliwości, senyors, o tym golu nie można opowiadać tak po prostu... Musieliby panowie zobaczyć, jak niesamowicie wyskoczył Cruijff ale naprawdę niesamowicie, rany boskie, uwaga, to było jak kopnięcie Chińczyków w filmach. I wtedy piłka wpada prościutko do bramki, Reina patrzy, jak leci, nie wiedząc skąd się tutaj wzięła. Co za gol! Co za gol! Mówię wam panowie, casum dena, że ten człowiek potrafi fruwać. - Collons, w dzisiejszych czasach już nawet nie dziwi że się widzi latających ludzi... - odezwał się Pla z malującym się na twarzy wiecznym uśmiechem. - No dobrze, senyors, trzeba wracać na stadion, kto wie, czym nas jeszcze zaskoczy ten Holender. Josep Pla ponownie zajmuje miejsce w loży, gdzie czeka na niego Armand Caraben, jeden z dyrektorów FC Barcelony i osoba, która w zarządzie Montala zrobiła najwięcej aby sprowadzić do klubu Cruijffa. Jako że łączy ich wieloletnia przyjaźń, namówił pisarza aby przyszedł na stadion i poznał nową gwiazdę drużyny.

- Ależ gola pan przeoczył, Josep! Nawet pan sobie nie wyobraża, jakiego gola strzelił Cruijff. Gola niemożliwego!

- Coś tam słyszałem co Raben. Z tego co mówią, faktycznie wydaje się że było to coś wartościowego.

- A tak poza wszystkim, jak się panu podoba Cruijff ogólnie rzecz biorąc?

- Caraben, wie Pan że ja niezbyt przepadam za futbolem ale ten Holender ma coś takiego, jakby to powiedzieć, taką mieszankę inteligencji, zręczności, zmysłu obserwacji i co cenię najbardziej Cierpliwości. Wydaje mi się wyjątkowy, cony, nie wiem, czy to dlatego że jest naprawdę dobry, Czy dlatego że wszyscy pozostali są do niczego. Nie sądzi pan? - Bez wątpienia, bez wątpienia. Podczas drugiej połowy Pla nadal robi notatki w swoim precyzyjnym i drobnym pismem. Rexach strzelił drugiego gola a niedługo potem Garate zdobędzie bramkę kontaktował dla Atleti. Josep Pla przygląda się poczynaniom dziewiątki Barcy ale nawet Cruijff nie może zaradzić temu że czuje się coraz bardziej zmęczony i znudzony. Mecz rozpoczął się o 0:30 wieczorem i chociaż pisarz zalicza się do nocnych marków, to futbol jest dla niego jedną z tych rzeczy, dla których nie warto siedzieć do późna. Daje znak Carabenowi, który natychmiast rozumie że nadszedł moment opuszczenia stadionu. Następnego dnia Armand Caraben i jego żona jadą razem z Pla do domu wiejskiego w Llofriu. Pisarz śpi przez prawie całą drogę, kołysany terkotem samochodu. W radiu nie przestają mówić o golu Cruijffa i reakcjach na zamach, w którym zginął Carrero Blanco. Kilka godzin później docierają do „Massi", przed wejściem czekają na nich Joan i Carme, "masovers", pracownicy obrabiający ziemię w jego rodzinnym majątku. Gdy tylko otwiera oczy, Josep Pla czuję satysfakcję że na powrót jest w swoim „Empordanet", z czystym niebem, bez tych okropnych budynków Barcelony i z wiatrem tramontana wiejącym mu w twarz, tak zimnym o tej porze roku. Zrzuca czapkę, zapala kolejnego papierosa i pożegnawszy się z towarzyszami podróży wchodzi do domu. Pla udaje się prosto do swojego pokoju na piętrze. Tam zdejmuje krawat i przegląda notatki, które sporządził poprzedniego dnia. Ma wystarczająco dużo informacji żeby napisać relację dla „Destino". Później bierze tytoń i schodzi do salonu żeby rozgrzać się w pobliżu kominka. Siedząc przy stole, z papierosem w kąciku ust, pisarz nalewa sobie kieliszek domowego wina. Joan, „masover”, podchodzi Aby zapytać czy czegoś nie potrzebuje a przy okazji chcę z nim chwilę porozmawiać, ufając że „l'amo” jest w dobrym nastroju.

- Senyor Pla, jak było w Barcelonie tym razem?

- Jak zawsze, Joan, coraz bardziej nie chce mi się tam jeździć. Wszystko jest brzydkie a ludzie mają hopla na punkcie polityki.

- A mecz? Jak było na meczu?

- Wie Pan że mnie futbol ani ziębi, ani grzeje, chociaż owszem, cony, ten stadion wypełniony ludźmi i robi wrażenie.

- tak, to musi być coś wspaniałego a ten gol Cruijffa, o którym wszyscy mówią w radiu?

- Nie widział go pan?

- Nie ale wygląda na to że to był gol niezwykły, tak mówią, wie pan.

- I nie przesadzają. Pan Cruijff jest geniuszem. Gdyby pan zobaczył, jak pofrunął żeby sięgnąć piłki... Niebywałe! Prawdziwe cudo tego Holendra, prawdziwe cudo.

- A więc koniec końców warto było pójść na mecz?

- Raz w roku. Raz w roku i wystarczy.

- Cóż, przynajmniej wybrał pan dobry dzień. Jakie miał pan szczęście że zobaczył tego gola, senyor Pla...

- Tak Joan, miałem szczęście że go zobaczyłem...

Dawid Garcia Cames.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?