- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1457 Culés
Gorące dyskusje
Fog_W_1899
3
Ale ten sezon będzie dla nas ciężki. W sumie to myślę, że możemy już odpuścić i za bardzo... » Czytaj dalej
48 odpowiedzi
Cochise
16
https://x.com/i/status/2071906050056323417Dzien, w ktorym zostana tam pochowani Roman Szuchewycz i... » Czytaj dalej
25 odpowiedzi
lajcior
2
Czy według Was 20/26 dni urlopu na cały rok to jest odpowiednia ilość?
23 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1457 Culés
7
Wybitne legendy polskiego futbolu:
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
9
@FCBparasiempre
23 października 1947 r. w Starogardzie Gdańskim urodził się Kazimierz Deyna, Mistrz Olimpijski z 1972 r., Król strzelców Olimpiady z 1972 r., Wicemistrz Olimpijski z 1976 r., zdobywca 3 miejsca na Mistrzostwach Świata-1974 oraz trzeci piłkarz Mundialu w RFN(1974). Przez wielu jest uważany za najlepszego piłkarza w historii polskiej piłki nożnej ale i on doświadczył w swej karierze przemiany w oczach kibiców z bohatera w antybohatera. Poza boiskiem radził sobie gorzej niż na boisku. Pierwszy mecz w polskiej ekstraklasie Kazimierz Deyna rozegrał w 1966 r. w koszulce ŁKS, do którego trafił z rodzinnego Starogardu. W spotkaniu z Górnikiem Zabrze grał bez kompleksów, kilka jego podań kibice przyjęli z uznaniem ale bramki nie zdobył. Nazajutrz w miejscowej prasie można było przeczytać iż 19-latek jest jednak bez wątpienia świetnym nabytkiem zasłużonego klubu. Radość kibiców z włókniarskiego miasta trwała jednak bardzo krótko. Po Deynę zgłosiło się Ludowe Wojsko Polskie a ściślej Legia Warszawa(Centralny Wojskowy Klub Sportowy), w której w tamtych czasach i jeszcze długo potem najzdolniejsi młodzi zawodnicy odbywali zasadniczą służbę wojskową. Oczywiście to była czysta fikcja gdyż w rzeczywistości rekruci szybko zrzucali mundury, pod warunkiem oczywiście że w ogóle mieli okazję je założyć. Z Deyną wiąże się zresztą przezabawna historia. Po ,,odbyciu służby’’ powinien wrócić do Łodzi ale w Legii ktoś wpadł na pomysł-mianowicie przeniesiono piłkarza do marynarki wojennej gdzie służba trwała 3 lata. Morza wprawdzie Kazio nie oglądał ale szybko wypłynął na szerokie wody. Druga połowa lat 60-tych i początek 70-tych to były czasy wielkiej Legii, która w europejskich pucharach grała jak równy z równym z najlepszymi na kontynencie. Deyna(który oficjalnie dosłużył się stopnia porucznika) szybko stał się ulubieńcem kibiców Legii, zwłaszcza tych najbardziej fanatycznych, zajmujących wschodnią trybunę zwaną żyletą. Włodzimierz Lubański podobnie jak Deyna urodzony w 1947 był trochę z innego świata: Ślązak był lepiej wykształcony, elokwentny i elegancki a Kaziu był swojakiem, jednym z nich, kiedy zatem śpiewali: ,,Kazimierz Deyna naszym przyjacielem jest’’, wyrażali najszczersze uczucia. Polski sport miał wówczas niemało wybitnych indywidualności ale stolica uwielbiała ,,Kakę’’ i nikt inny nie mógł się z nim równać. W 1968 r. Deyna zadebiutował w reprezentacji lecz pomimo że Polska pokonała Turcję aż 8:0 to gola nie zdobył. Wkrótce miało się to zmienić. Kiedy parę lat później kontuzja wyeliminowała na dłużej z gry Lubańskiego, Deyna wysunął się na pierwszy plan i nie było to bynajmniej chwilowe zastępstwo co potwierdził w wielu meczach decydujących o największych sukcesach reprezentacji. Tak było na turnieju olimpijskim w Monachium a zwłaszcza 2 lata później podczas mistrzostw świata, na których Polska zajęła 3 miejsce a w rozmaitych ankietach Kazimierza umieszczono w trójce największych piłkarzy Europy obok Beckenbauera i Cruyffa. Ten drugi po latach wspominał: ,,Jeśli Holandia miała kłopoty w meczach z Polską to przede wszystkim dlatego że grał u was Deyna. On potrafił kilkoma genialnymi podaniami pchnąć do przodu nie tylko swoją drużynę ale i futbol’’. Najwspanialsze mecze Kazia? Było ich trochę. Starsi kibice nigdy nie zapomną finału olimpijskiego z Węgrami w 1972 r. oraz występów na boiskach RFN w czasie mundialu w 1974 r. Do legendy przeszedł jego niesamowicie mocny strzał na bramkę w meczu z Włochami, po którym ponoć pękł piłkarzowi but. Ale i niezliczone mecze ligowe, w których czarował techniką, bezbłędnie podawał, strzelał te swoje ,,rogale’’ nadając piłce rotację, która myliła najlepszych bramkarzy. Ostatnim ważnym rozdziałem w karierze Deyny był występ na MŚ w Argentynie w 1978 r. Niektórzy uważali że drużyna jest jeszcze lepsza niż w RFN i może nawet zdobyć złoty medal. Ale ów turniej mieli wygrać gospodarze-junta wojskowa rządząca Argentyną potrzebowała propagandowego sukcesu i dopieła swego. Mieli też niezłą drużynę, z którą Polacy musieli się spotkać w grupie eliminacyjnej. Mario Kempes wprost szalał na boisku w Rosario. Już w 15 minucie Polacy przegrywali 0:1 ale nie zamierzali się poddawać. W 38 minucie strzał polskiego zawodnika argentyński obrońca zatrzymał ręką. Sędzia nie mógł nie podyktować jedenastki. Historia tego rzutu karnego zasługuje na odrębne studium- z elementami psychologii, z wątkiem sensacyjnym a kto wie i czy nie ustawieniem samego meczu!
Wybór egzekutora tego karnego był oczywisty: Kazimierz Deyna rozgrywał swój setny mecz w reprezentacji(wedle ówczesnych kryteriów bo później jednak kilka spotkań mu odjęto). Cała Polska wstrzymała oddech. Potrzebowała wówczas sukcesu nie mniej niż Argentyna(już po pierwszym zremisowanym bezbramkowo meczu z RFN najwyższe władze partyjno-państwowe wysłały depeszę gratulacyjną do trenera Gmocha). Do strzelania karnego gotowy był co prawda 22-letni debiutujący na wielkiej imprezie przebojowy piłkarz łódzkiego Widzewa Zbigniew Boniek ale Deyna mu nie ustąpił zapominając iż występ jubileuszowy to dodatkowe emocje, które często bardziej rozpraszają niż mobilizują. Ustawił piłkę, strzelił celnie lecz nie zbyt mocno i bramkarz Fillol bez większych problemów obronił. Jęk zawodu słychać było od Bałtyku po szczyty Tatr. Czy gdyby Kazio trafił w okienko losy meczu potoczyły by się inaczej? Tego już nigdy się nie dowiemy. W każdym razie niezawodny Kempes strzelił na 2:0 co stawiało reprezentację Polski w trudnej sytuacji-czekał ją bowiem kolejny mecz tym razem z Brazylią. Ale rodacy nie mogli wybaczyć Deynie. W historii strzelania tej jedenastki mieści się bowiem również mały lecz bolesny rozdział o ludzkiej niewdzięczności. Był bohater, który nagle stał się antybohaterem. Wkrótce pojawiły się plotki sugerujące iż Deyna celowo nie wykorzystał karnego, ponieważ został przekupiony przez gospodarzy. Każda bzdura wymyślona wówczas mogła trafić do rozgoryczonych kibiców. (W sprawie rozliczeń finansowych było coś na rzeczy ale bynajmniej nie z powodu Kazimierza; przez lata mówiło się o pewnych machlojkach działaczy).
Reprezentacyjna kariera Deyny dobiegła końca. Miał 31 lat-dzisiaj powiedzielibyśmy dopiero ale wówczas to było aż. W nagrodę za zasługi dla polskiego futbolu piłkarz dostał zgodę na wyjazd zagraniczny. Wybrał Manchester City czyli najgorzej jak mógł. On, świetny technik, finezyjny artysta futbolu, robiący z piłka cuda trafił do ligi angielskiej, w której preferowało się grę siłową i schematyczną. Ale transfer i tak był w kraju ogromnym wydarzeniem; telewizja polska transmitowała nawet spotkanie(Manchester grał z Ipswich) a sprawozdawca po każdym podaniu Kazia wpadał w zachwyt. Niestety był to debiut zaledwie poprawny. Później nie było lepiej. Piłkarz pobył w Manchesterze do stycznia 1981 r.; nie znał języka, nie mógł dogadać się z kolegami z drużyny a co najgorsze-trener nie bardzo wiedział jakie zadania powierzyć na boisku przybyszowi z dalekiej Polski. Teraz w życiorysie Deyny nastąpił kolejny punkt zwrotny i to z wielkim wykrzyknikiem-piłkarz przeniósł się bowiem za ocean by podpisać kontrakt z San Diego Sockers. W wielu filmach o wielkich sportowcach zakończenie bywa smutne i tak też było w przypadku naszego Kazimierza. Grał w tamtejszej marnej lidze, zarabiał nieźle, wkrótce miało się jednak okazać iż nieuczciwy menedżer wyczyścił jego konto(ponoć około 1 mln dolarów). Pojawiły się liczne kłopoty także rodzinne. Ponoć nosił się z zamiarem powrotu do kraju. Próbował szkolić młodzież. Zginął wieczorem 1 września 1989 r. na prostej drodze, wpadając na prawidłowo zaparkowaną na poboczu ciężarówkę. We krwi odkryto alkohol. W bagażniku policjanci znaleźli 22 piłki. Na pogrzeb nie przyjechał nikt z Polski. Warszawscy kibice ciągle pamiętają: chcą postawić Kazimierzowi Deynie pomnik. Zaś na stronie internetowej można przeczytać wpisy wyrażające zachwyty tych, którzy nigdy na żywo Deyny nie widzieli: ,, Genialny, cudowny, jedyny, niepowtarzalny, magiczny, wspaniały, najlepszy……’’.