- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1344 Culés
Gorące dyskusje
Sysia11
5
5 spotkań w 16 dni no to nieźle. (Oczywiście jeżeli będziemy przechodzić do kolejnych... » Czytaj dalej
37 odpowiedzi
EzioAuditoreDF
2
Nie rozumiem fenomenu Haalanda. Czy według Was jest technicznie jakiś gorszy piłkarz od niego?... » Czytaj dalej
24 odpowiedzi
lajcior
2
Czy według Was 20/26 dni urlopu na cały rok to jest odpowiednia ilość?
45 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1344 Culés
10
Ta wspaniała Copa America:
Meczem Chile z Brazylią(0:1) zainaugurowano 4-tą edycje Campeonato Sudamericano de Selecciones. Confederacion Sudamericana de Futbol postanowiła w 1920 roku przenieść arenę zmagań o zaszczytny puchar nad Pacyfik do Chile. Ze względu na stan ówczesnej komunikacji i związane z tym problemy techniczne było to przedsięwzięcie nader śmiałe. Nie brakowało sceptycznych opinii że zgoła niewykonalne. Ekipy Urugwaju, Argentyny i Brazylii musiały przebyć tysiące kilometrów, po drodze pokonując niezliczone przeszkody, forsując podniebne szczyty Andów, zmagając się z morskim żywiołem, znosząc niedogodności klimatu w dżunglach i na skalistych pustkowiach. Pociągi były wtedy wolne, autobusy prymitywne, statki niezbyt komfortowe. W końcu jednak we wrześniu 1920 roku śmiałkowie dotarli szczęśliwie do portowego miasta a zarazem zwanego kurortu Viña del Mar. Tam bowiem na stadionie „Sporting Club de Valparaiso” odbywał się turniej, przez gospodarzy traktowany jako życiowa szansa udowodnienia, iż także po tej stronie Andów może sprawnie przebiegać impreza na taką skalę. Dla Chile była to sprawa narodowego prestiżu. Przybyszów przyjęto wręcz entuzjastycznie. Stadion wypełniała blisko 20 000 publiczność, dająca przykład obiektywizmu i kultury, wyzbyta ciasnego szowinizmu ale reagująca z jednakim entuzjazmem na każdą udaną akcję, bez względu na to, czy powiodła się ona "naszym" bądź "tamtym". Jednak nie ukrywajmy, Valparaiso miało swoich własnych bohaterów. Urodzony 12 października 1896 roku właśnie tu w Viña del Mar Manuel Guerrero bronił jak w transie a w meczu z Argentyną dokonywał cudów ofiarności. Był już weteranem Copa America począwszy od pierwszej edycji w 1916 r. Rok później w Montevideo zostawił po sobie wspomnienie tak silne że jeszcze długo potem wśród lokalnych koneserów krążyło potoczne powiedzonko: „bronił jak Guerrero". Jego sławę „Maestro" dopiero po wielu latach przyćmił Livingstone. Filarem chilijskiej obrony był rok od Guerrero starszy Ulisses Poirier. Urodzony w Quillota, na życie zarabiał jako pracownik popularnego kasyna w Viñel del Mar, w wolnych chwilach kopiąc piłkę tak długo i skutecznie że „dokopał się" udziału w pierwszych mistrzostwach świata w 1930 roku. Zresztą cały zespół poczynił ogromne postępy, miarą których był sensacyjny remis 1:1 z renomowaną Argentyną i minimalne porażki z pozostałymi Gigantami: Urugwajem 1:2 oraz Brazylią 0:1. Lecz po raz pierwszy reprezentacja miała trenera z prawdziwego zdarzenia, wytrawnego fachowca sprowadzonego specjalnie z Urugwaju, Juana Carlosa Bertone. Zagonił on swych podopiecznych do ciężkiej pracy, organizując (nowość absolutna!) coś w rodzaju zgrupowania w Talcahuano, w prowincji Concepcion. Drużyna imponowała później zgraniem i kondycją, podciągnąwszy też znacznie poziom wyszkolenia technicznego.
Brazylia bez Friedenreicha, Neco i większości gwiazd sprzed roku(pozostał tylko Fortes) nie miała szans na obronę tytułu. Urugwaj zmiażdżył ją 6:0. Argentyna wypadła bardzo dobrze, w remisowym meczu z „Celestes” mając nawet przewagę. Jednak inny remis, we wspomnianym spotkaniu z Chile pozbawił ją mistrzostwa, które było w zasięgu wzroku. Wewnętrzne spory i rywalizacje sprawiły że narodowy team tworzyli niemal wyłącznie zawodnicy Boca Juniors, wsparcie posiłkami z klubów Rosario. Zabrakło niestety doskonałych ,, akademików" z Racingu i ,, czerwonych Diabłów" z Independiente. Świetnie wypadł bramkarz Americo Tesoriere, o którym jeszcze będzie głośno, podobnie jak o skrzydłowym z Rosario, który nazywał się Julio Libonatti. Za kilka lat będzie on pierwszym w dziejach futbolu tak zwanym „oriundi”. Po dawnemu też szarpał po skrzydle Calomino. Jednak Urugwaj miał w sumie więcej atutów i on właśnie okazał się lepszy o ten jeden punkt urwany przez Chilijczyków Argentynie. Asy atutowe- Piendibene i Romano posiadały więcej swobody, bowiem swojej szansy szukali dobrze strzelecko usposobiony napastnik Peñarol Jose Perez i jego kolega klubowy z lewego skrzydła (Romano tym razem był łącznikiem), niezwykle szybki Antonio Campolo. W tych okolicznościach nawet absencja znakomitego Scarone nie okazała się tak dotkliwa. Celestes grali rozważnie i pewnie, górując w przebiegu turnieju nad wszystkimi zwłaszcza potęgę swojego błyskotliwego, bramkostrzelnego ataku. Najlepszym tego dowodem trofeum „goleadora”, które przypadło wespół Romano i Perezowi (po trzy gole). Nad Pacyfikiem triumfował Urugwaj, już po raz trzeci.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360