La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1326 Culés

8

8

@FCBparasiempre
11 lipca 2001 r. Chile pokonuje Ekwador 4:1(1:0) na inauguracje 40-tej edycji Copa America. Organizację finałów Copa America 2001 przyznano Kolumbii już w 1987 roku, chodź do ostatnich dni przed rozpoczęciem turnieju nie było pewne czy impreza w ogóle się odbędzie! Sytuacja znów była dramatyczna, w tle pojawiały się zamachy, uprowadzenia i morderstwa. Kolumbia, która przeżyła poważne upokorzenie związane z wycofaniem się z organizacji mistrzostw świata w 1986 roku, tym razem robiła wszystko aby uniknąć kompromitacji. Udało się, jednak zanim zabrzmiał pierwszy gwizdek nerwów było co niemiara! Wcześniejsze doświadczenie Kolumbii w przygotowaniu dużych imprez piłkarskich nie było wielkie. To jedynie Mistrzostwa Ameryki Południowej do lat 20-tu, organizowane trzykrotnie w 1964,1987 i 1992 roku a także mistrzostwa kontynentu do lat 17-tu w 1993 i choć w 1973 kraj przeżywał chwilę triumfu, kiedy to FIFA przyznała Kolumbii prawa do Mistrzostw Świata w 1986, to w listopadzie 1982 prezydent Betancour ogłosił że nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom postawionym przez światowe władze piłkarskie i rezygnuje z przeprowadzenia imprezy. To uzmysławia jak bardzo Kolumbii zależało aby tego rodzaju wpadka nie powtórzyła się w 2001 r. choć i tak było tego bardzo blisko A wszystko przez wewnętrzny konflikt targający krajem. Lewicowa i prawicowe bojówki, kartele narkotykowe... Władze nie radziły sobie z przemocą i nie dziwiły coraz cięższe chmury zbierające się nad czterdziestą edycją Copa America. Początek 2001 r. to seria wybuchów samochodów pułapek, nierzadko w miastach, który miały organizować turniej. Zaczęło się 11 stycznia w Medellin, gdzie miały rywalizować zespoły grupy C: Argentyna, Urugwaj, Boliwia i Kostaryka. W zamachu zginęły dwie osoby a 35 odniosło rany. 4 maja w powietrzu wyleciał inny samochód, tym razem w Kali, które przygotowywało się do goszczenia grupy B: Brazylia, Paragwaj, Peru, Meksyk. Eksplozja miała miejsce tuż obok luksusowego hotelu, w którym w tamtym czasie przebywali piłkarze drużyny Once Caldas, pierwszoligowego zespołu. To miejsce było też siedzibą lokalnego komitetu organizacyjnego. Zamach nie spowodował ofiar śmiertelnych ale 36 osób odniosło rany. Mimo napiętej sytuacji CSF potwierdziła 17 maja na spotkaniu w Rio de Janeiro że turniej odbędzie się w Kolumbii. Tego samego dnia w Medellin wybuchł kolejny samochód a w następnych dniach znów po mieście roznosił się huk betonowanych bomb. To nie po raz ostatni postawiło wysiłek organizatorów mistrzostw pod znakiem zapytania ale 5 czerwca 2001 roku CSF po raz kolejny zadecydowała że impreza odbędzie się w uprzednio wybranym miejscu. Wszystko zmieniło się jednak 25 czerwca po porwaniu Hermana Mejii Campuzano, wiceprezesa kolumbijskiej federacji piłkarskiej i szefa Komitetu lokalnego W mieście Pereira, jednym z gospodarzy turnieju. Władze południowoamerykańskiej piłki zdecydowały się zwołać nadzwyczajne spotkanie, które wyznaczono na 28 czerwca w Buenos Aires. Choć Campuzano został w międzyczasie uwolniony, to decyzja ogłoszona 30 czerwca była nie do końca po myśli Kolumbijczyków. Wprawdzie nie odebrano im organizacji ale planowano przenieść imprezę na rok 2002. To jednak nie spodobało się firmie ,,Traffic", właścicielowi praw telewizyjnych. Jej szefowie argumentowali że przeniesienie Copa Americaa na styczeń 2002 spowoduje kolizję terminów z turniejem ,,Copa Oro”, w którym brały udział Kostaryka i Kanada, zaproszeni do rywalizacji w 40-tej edycji Copa America. Również termin lipiec sierpień 2002 był nie do przyjęcia ze względu na Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii. Ponadto ,,Traffic" argumentował iż zmiana terminu spowoduje straty przekraczające 10 milionów dolarów. CFS uznała te wszystkie argumenty i 5 lipca podjęła ostateczną decyzję: gramy w ustalonym wcześniej terminie, czyli od 11 do 29 lipca! To jednak nie koniec kłopotów. Napięta sytuacja w Kolumbii sprawiała że uczestnicy finałów bali się o swoje bezpieczeństwo. Z grona 12 finalistów, co najmniej kilka zespołów poważnie zastanawiało się nad wycofaniem z turnieju. Jako pierwsza taką decyzję podjęła Kanada, którą błyskawicznie zastąpiono Kostaryką; oba związki ze strefy CONCACAF. Przyrody Kanady poszła Argentyna, która zrezygnowała na kilkadziesiąt godzin przed rozpoczęciem turnieju. Jednym z powodów były pisemne groźby, które wysłano do argentyńskiej ambasady w Bogocie list sygnowała nieznana nikomu organizacja terrorystyczna i choć Kolumbijczycy nie do końca wierzyli że ona istnieje to treść przekazu przestraszyła Argentyńczyków. Napisano tam między innymi: „Chcielibyśmy mieć w swoich rękach los Takich piłkarzy jak Hernan Crespo, Diego Simeone czy German Burgos"... W takiej sytuacji Argentyna zdecydowała o wycofaniu drużyny. W jej miejsce wskoczył Honduras, też członek CONCACAF, który o tym że zagra w Copa America zadecydował głosem swoich federacji... 48 godzin przed pierwszym meczem! Trener Ramon Maradiaga błyskawicznie zebrał kadrę, która dotarła do Kolumbii samolotem wojskowym, podstawiony przez siły zbrojne.

Turniej gościły Barranquilla, Cali, Medellin, Pereira, Armenia, Manizales i Bogota. Największym stadionem dysponowała Barranquilla- Estadio Metropolitano Roberto Mendelez miał 60 000 miejsc. Najmniejszy obiekt znajdował się w Armenii, to Estadio Centenario niczym w Montevideo dla 29 000 kibiców. Kolumbijczycy Nigdy wcześniej nie wygrali turnieju Copa America, więc presja na miejscowych była ogromna. Gospodarze zaczęli bardzo dobrze od zwycięstwa nad Wenezuelą w drugim spotkaniu okazali się lepsi od Ekwadoru i mogli się cieszyć z awansu do ćwierćfinału. Aby nie było żadnych wątpliwości w trzecim meczu pokonali też Chile. Komplet zwycięstw i ani jednego straconego gole to było to, na co czekali miejscowi kibice! 23 lipca gospodarze podejmowali w pojedynku o półfinał ekipę Peru i też nie pozostawili wątpliwości. 3:0 mówi samo za siebie. Trzy dni później na ich drodze do upragnionego finału stanął Honduras, absolutna rewelacja turnieju. Zespół, który do imprezy dołączył w ostatniej chwili sprawił wielką sensację w ćwierćfinale eliminując Brazylią a 2.0 z tak utytułowanym rywalem to jeden z najpiękniejszych momentów w historii Hondurackiej piłki. Równocześnie jest to jedna z największych sensacji w dziejach zmagań o Copa America. ,,To były niesamowite chwile. Pamiętam że cały kraj oszalał ze szczęścia. Ludzie wyszli na ulicę. To była jedna wielka Fiesta. Byliśmy gotowi nosić naszych bohaterów na rękach. Najbardziej pamiętam Amado Guevara. To on i Limbert Perez poprowadzili nas do wielkiego triumfu, jakim dla Hondurasu było trzecie miejsce w imprezie"- wspominał Osman Chavez, honduraski obrońcy, który pokazał się w polskiej lidze w Barwach Wisły Kraków. Trawers miał wówczas 17 lat gdy jego rodacy pokonali Brazylię. Chavez z wypiekami na twarzy podobnie jak cały Honduras oglądał kolejny mecz o wszystko, czyli półfinał z gospodarzami. Tu jednak Czarny Koń imprezy nie miał już wiele do powiedzenia. Kolumbijczycy wygrali 2:0 i Euforia miejscowych kibiców sięgała zenitu, gdyż gospodarze znaleźli się w finale. Przeciwnikiem w decydującym meczu był Meksyk, też ekipa z CONCACAF, który odprawił w półfinale Urugwaj. Kolumbia ostatecznie wygrała ten finał 1:0, co oznacza że w całym turnieju nie straciła ani jednego gola! Najlepszym strzelcem imprezy okazał się napastnik gospodarzy Wiktor Aristizabal, który zdobył 6 goli, o jedno trafienie wyprzedzając Kostarykanina Paulo Wanchope'a. Ogólny dorobek Aristizabala w historii jego występów w reprezentacji na kolana nie rzuca (66 występów i 15 goli) ale trzeba mu oddać że z formą snajperską na Copa America wstrzelił się idealnie. W ojczyźnie nazywano go ,,Aristigol" lub ,, Pinokio"- od okazałego nosa. Na świat przyszedł w Medellin w dzielnicy Belen. Gdy miał kilkanaście lat stracił ojca i poza graniem w piłkę, za co jeszcze wtedy nie otrzymywał pieniędzy, musiał zająć się zarabianiem. Szkoła poszła w kąt a Aristizabal ruszył na ulicę aby sprzedawać jedzenie i gazety. Na szczęście nieprzeciętny talent sprawił że piłka szybko zaczęła dawać mu utrzymanie a mistrzostwa w 2001 były jedną z jego największych życiowych chwil triumfu. ,,Co sądzę o Aristiezabalu? No cóż, my Kolumbijczycy, byliśmy zakochani w innym napastniku a mianowicie Faustino Asprilli. Tak, to był jeden z najlepszych ofensywnych piłkarzy jakich kiedykolwiek wydała Kolumbijska ziemia. Miał wszystko, był naszym idolem ale w kopa Ameryka nie zagrał, jego reprezentacyjna kariera kończyła się i choć pod względem umiejętności Aristizabal Nie wytrzymuje z nim porównania, to jednak w trakcie turnieju spisał się jak trzeba"- opowiadał Arboleda, który jako obrońca patrzył też, a może przede wszystkim na grę formacji defensywnej swojego kraju. ,,Dla mnie największym autorytetem w obronie był, jest i będzie Iwan Cordoba. Rozgrywał wspaniały turniej, który okrasił decydującym golem w finałowym meczu z Meksykiem. Czego chcieć więcej? Cordoba uszczęśliwił siebie, mnie i miliony Kolumbijczyków. Tamtych chwil nigdy nie zapomnę, gdyż czułem się dumny że mój kraj, mimo tylu kłopotów zorganizował turniej na bardzo dobrym poziomie i jeszcze go wygrał. Po raz pierwszy w historii!- ze wzruszeniem wspominał Manuel Arboleda.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?