- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1700 Culés
Gorące dyskusje
KamQiX
79
Czerwona kartka za zasłanianie ust to najbardziej absurdalny przepis jaki wprowadzono w tym... » Czytaj dalej
24 odpowiedzi
heniusss
36
Macie czasami tak, że czytacie czyjś post i zaczynacie pisać odpowiedź po czym myślicie “po... » Czytaj dalej
26 odpowiedzi
marcin62
8
https://twitter.com/BostonTea84/status/2067856263208173992Generalnie dziwi mnie tak agresywna... » Czytaj dalej
17 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1700 Culés
11
Argentyna to Messi, Messi to Argentyna:
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
7
@FCBparasiempre
Siedemnaście
dni po finale mundialu w 2014 r. w wieku 83 lat zmarł Julio Grondona. Był
prezesem argentyńskiej federacji piłkarskiej przez 35 lat! Pod koniec życia jako
postać mocno izolowana ale wciąż o niezaprzeczalnych wpływach. Jego śmierć
oznaczała koniec epoki, choć nie koniec kłopotów argentyńskiej piłki, których
działacz stał się zresztą symbolem. Być może jak wielu przywódców tego kraju
nie potrafił stawić czoła szerszym problemom społeczno-ekonomicznym ale(jak
zauważył Menotti) z pewnością wiedział ze akurat na drużynie narodowej można
zarobić. Inna sprawa że prawa do transmisji meczów kadry sprzedał firmie ,,Traffic”,
która rychło znalazła się pod lupą FBI. W ramach prowadzonego przez agencje
dochodzenia w maju 2015 r. aresztowano w Zurichu siedmiu prominentnych
działaczy FIFA. Jakkolwiek jednak skorumpowany był sam Grondona(zważywszy na
stopień, w jakim inni działacze ,,Conmebolu” byli zamieszani w afere, można
chyba uznać że śmierć wybawiła go od poważnych kłopotów) federacja, którą
zarządzał nie działała w oderwaniu od argentyńskiej gospodarki. Dzień po jego
śmierci Argentyna zbankrutowała po raz kolejny. Długie przenoszenie się z
poprzedniego upadku poszło na marne. Światowy kryzys finansowy uderzył głównie
w argentyńskich eksporterów a zważywszy na to, jak bardzo tamtejsza gospodarka
zależy od eksportu, trudno się dziwić iż w 2012 i 2014 roku kraj popadł w
recesje. Inflacja rosła, co było nie uniknione przy sztucznie zaniżonym kursie
peso. Oficjalne dane z lipca 2014 roku mówiły że wynosi niemal 11 procent, choć
powszechnie uważano ze w rzeczywistości jest trzy razy wyższa. 31 lipca
Argentyna ogłosiła że nie jest w stanie spłacić 539 milionów dolarów odsetek z
obligacji wyemitowanych jeszcze przed krachem w 2001 r. a później wykupionych
za niewielkie sumy przez amerykańskie fundusze inwestycyjne, które odmówiły
przystąpienia do porozumień zawartych przez Argentyne z większością
wierzycieli. Tym razem były to raczej, jak to ujął rząd, ,,techniczne
trudności” niż niekontrolowana katastrofa przypominająca tę z 2001 r. Argentyna
bardziej nie chciała niż nie była w stanie spłacić spekulantów. Obyło się też
bez protestów ulicznych i kolejek do banków, życie toczyło się dalej, choć
ogłoszenie niewypłacalności z pewnością nie świadczyło o sile miejscowej
gospodarki. Z perspektywy wielu inwestorów wojownicza retoryka rządu i poczucie
że ogłoszenie bankructwa było zabiegiem mającym wymusić na wierzycielach
kolejną restrukturyzacje zadłużenia, oznaczały że Cristina Kirchner nie jest
partnerem godnym zaufania. Nikt nie mógł więc zaprzeczyć że Grondona kierował
AFA w trudnym czasie. Z drugiej strony z pewnością ponosił odpowiedzialność
zarówno za panujący w federacji chaos, jak i za niepowodzenia w zwalczaniu
stadionowej przemocy i generalny rozpad infrastruktury piłkarskiej. Unosząca
się nad futbolowym związkiem aura korupcji sprowadziła zresztą do jego biur
kontrolerów finansowych. Stało się to wkrótce po pochówku prezesa na cmentarzu
w Avellanedzie, tym samym, na który patrzył przed laty z okien pokoju
zajmowanego wraz z rodzeństwem. O drugiej połowie jego rządów trzeba powiedzieć
przede wszystkim to że były epoką straconych szans. Sukcesy Argentyńczyków w
piłce młodzieżowej(tych 5 tytułów mistrza świata do lat 20-tu wywalczonych na
przestrzeni zaledwie 12 lat) nie przełożyły się na triumfy w dorosłym futbolu.
Rozgrywany w Chile turniej Copa America 2015 przyniósł kolejne rozczarowanie.
Gerardo Martino, który prowadził Messiego w FC Barcelonie został zatrudniony na
miejsce Sabelli być może dlatego że miał dobrze rozumieć swojego krajana z
Rosario. Po roztrwonieniu dwubramkowego prowadzenia z Paragwajem w pierwszym
meczu ,,Albicelestes” udało się wprawdzie wygrać 1:0 z Urugwajem i Jamajką ale
mecz ćwierćfinałowy z Kolumbią zakończył się bezbramkowym remisem i awansem do
półfinału tylko dzięki lepiej strzelanym rzutom karnym.
Argentyna
zabłysła dopiero podczas rozgrywanego w Concepcion półfinału. Messi, którego
powrót do formy pomógł Blaugranie zdobyć kolejne trofeum Ligi Mistrzów grał
fantastycznie, podobnie zresztą jak Javier Pastore. Argentyńczycy wygrali swój
drugi mecz na turnieju z Paragwajem i to aż 6:1(!) a choć Leo gola nie strzelił
to asystował przy trzech trafieniach, odnotował przedostatnie podanie przy
dwóch a przy golu na 4:1 zainicjował całą akcje. Jego gambeta w tej sytuacji
była tak olśniewająca że dwóch próbujących go powstrzymać paragwajskich
obrońców o mało na siebie nie wpadło. Znaczące było też to iż tym razem
zgromadził wokół siebie wychodzących na drugą połowe partnerów i powiedział do
nich kilka słów. Tuż przed przerwą Paragwajczycy strzelili gola na 2:1, więc
jego przesłanie brzmiało prosto: nie spać! Nie był to już ów ,,cichy lider” z
mistrzostw świata w Brazylii. Jeśli doliczyć przegrany z Brazylią Puchar
Konfederacji w 2005 r. był to piąty występ Argentyny w finale wielkiej imprezy
ale skończył się tak samo jak pozostałe cztery. Twardzi i dobrze zorganizowani
gospodarze turnieju mieli poczucie że po 99 latach prób nadszedł w końcu ich
czas. Po pół godzinie gry Di Maria złapał kontuzje i Argentyńczycy stracili
początkowy rozpęd. W końcówce Messi znów wyglądał na sfrustrowanego i
osamotnionego a mimo to ponownie mógł przesądzić o losach meczu. Po jego świetnym
podaniu Lavezzi dośrodkował do Higuaina ale grający wówczas w Napoli napastnik
trafił w boczną siatke. Podczas serii rzutów karnych można było odnieść
wrażenie że z góry wiadomo jak się skończą. Higuain i Banega spudłowali i Chile
wygrało Copa America. Kiedy reszta Argentyńczyków próbowała szukać pocieszenia
w swoim towarzystwie, Messi stał samotnie pośrodku boiska oddzielony od innych
i świadomością własnego talentu i związanych z nim oczekiwań. Jego twarz
mogłaby być symbolem smutku. Po zejściu do szatni wybuchnął płaczem i łkał
nawet wtedy, gdy wiozący drużynę autobus dojechał już do hotelu. Ogrom krytyki
i obelg, któremu musiał stawić czoło w następnych dniach był tyleż
przewidywalny co niesprawiedliwy. To prawda, ani w finale mistrzostw świata,
ani w finale Copa America nie zagrał wielkiego meczu ale z drugiej strony w obu
tych meczach niemal cała energia rywali skupiała się na wyłączeniu go z gry.
Czy w takiej sytuacji ktoś inny nie mógł przejąć pałeczki? Gdyby w obu tych
meczach dobre okazje wykorzystał Higuain, Argentyna byłaby mistrzem świata i
kontynentu, Messi zaś zostałby kluczową postacią drużyny, która odniosła te
sukcesy. Z drugiej jednak strony owe minimalne porażki wpisywały się w pewien
znany schemat. Przecież mieliśmy tu doczynienia z historią Argentyny w pigułce,
światem wielkich nadziei, które niemal nigdy się nie spełniały. Kanadyjski
sukces z 2007 r. był zarazem ostatnim etapem pracy Tocallego z argentyńską
młodzieżówką. Pekerman rozpoczynał właśnie prace z dorosłą reprezentacją a kiedy
działacze federacji zaczeli na niego naciskać by dokonał zmian w sztabie
szkoleniowym, Tocalli zrezygnował i wkrótce objął posade trenera Velezu
Sarsfield. Później prowadził Colo-Colo i Quilmes, zajmował się młodzieżą w
Argentynie a w 2013 roku wyjeżdżał właśnie do Santiago, gdzie przez następne
lata pracował z młodzieżową reprezentacją Chile. Po jego odejściu młodzi
Argentyńczycy nie zakwalifikowali się do dwóch z trzech mistrzostw świata do
lat 20-tu a w 2011 r. odpadli w ćwierćfinale. Co poszło nie tak?
,,Prowadziliśmy reprezentacje przez 14 lat. Im dłużej to robiliśmy tym większe
trudności mieliśmy ze znalezieniem odpowiednich zawodników. Wielu ściągnęliśmy
bezpośrednio z interioru, jak Zubeldie czy Aimara. Kiedy zacząłem pracować w
lidze, nie chciało mi się wierzyć że w Argentynie przestali się rodzić zdolni
piłkarze. Myślałem iż może po prostu nie umiemy się nimi zajmować w klubach że
zmuszamy ich do przejścia na zawodowstwo w czasie, gdy jeszcze się rozwijają.
Kiedy jednak trafiłem do akademii Argentinos, zobaczyłem że odpowiedzialność
leży po naszej stronie, tych, którzy zajmują się rozwojem młodych piłkarzy. 10
lat temu w tym kraju było jeszcze mnóstwo ,,potreros”, teraz prawie zniknęły.
Obecnie to my musimy uczyć piłkarzy tego wszystkiego, czego tam uczyli się
sami. Inna sprawa że takiej pracy naprawdę trzeba się poświęcić. W Argentinos zaczynałem prace o 7 rano,
kończyłem po południu a co drugi tydzień jeździłem po argentyńskiej prowincji
żeby obejrzeć tam jakichś 400-tu zawodników. Temu naprawdę trzeba być oddanym.
W Primera chodzi po prostu o wybór drużyny, jedenastu piłkarzy. Kiedy któryś
gra słabo, zastępujesz go innym. W drużynach młodzieżowych musisz natomiast
zawodników rozumieć, wyczuwać ich nastrój, znać ich rodziny, czasami wejść w
buty rodzica ale nie rezygnując przy tym z własnych poglądów i nigdy nie
rozluźniając dyscypliny. Piłkarze jej potrzebują, nie ważne czy są dobrzy czy
źli, jeśli będą się spóźniać na treningi, nie będą grać. Jeśli nie opracujesz
jasnych reguł, nie stworzysz też atmosfery szacunku a we wrogiej atmosferze
nikt sobie nie poradzi. Dobrzy trenerzy drużyn młodzieżowych wiedzą kiedy użyć
marchewki a kiedy kija. Czasami potrzeba dwóch marchewek i jednego kija, nigdy
jednak nie można się ograniczać tylko do kija albo tylko do marchewki a
prawdziwi fachowcy wiedzą kiedy czego użyć”- opowiadał Tocalli.
Żaden inny
kraj nie odnosił tylu sukcesów w piłce młodzieżowej a od ostatniego triumfu na
mistrzostwach świata minęło ponad 20 lat. ,,Nikt nie powie że w Argentynie
brakowało zdolnych piłkarzy. Mieliśmy ich za każdym razem, w 2002, 2006, 2010
roku… ale wygranie mundialu nie jest łatwe. Kluczowe jest przygotowanie
fizyczne, bo gdy zespół jest zmęczony może popaść w tarapaty. No i oczywiście
trzeba mieć szczęście, gdyż na przykład w 2006 r. prowadziliśmy z Niemcami 1:0
i musieliśmy dokonać dwóch wymuszonych zmian, po czym rywale przejeli
inicjatywę a kiedy wyrównali, Messi, Saviola i Aimar przyglądali się temu z
ławki”- mówił Tocalli. Być może Argentyńczycy uznali że ich zasoby talentów są
nieskończone. Być może zgubiło ich samozadowolenie. Tocalli rzecz jasna winą za
kryzys w piłce młodzieżowej obciążał władze federacji. ,,Jestem fanem myślenia
w długiej perspektywie – deklarował. – Widać że przynosi ono efekty w Hiszpanii,
gdzie wszystko zaczęło się od zmian w piłce młodzieżowej… W reprezentacji
Niemiec też panuje ciągłość. Najpierw był Klinsmann, potem jego asystent Löw a
w Argentynie wszystko jest postawione na głowie, miotamy się od ściany do
ściany bez żadnej stabilizacji”. Trudno było nie odnieść wrażenia iż Tocalli
opisuje walkę z czasem. Copa America Centenario z 2016 roku wyglądało jak
jeszcze więcej tego samego. Teoretycznie turniej miał być okazją do uczczenia
setnej rocznicy rozegrania pierwszych meczów o ten puchar i choć była w tym
jawna próba pozyskania dodatkowych funduszy przez coraz bardziej ubożejącą
konfederacje, format rozgrywek był dużo bardziej sensowny niż w przypadku
tradycyjnej Copa America. Ze strefy Concacaf zaproszono 6 ekip, w tym będące gospodarzem
USA, co oznaczało że uczestników można podzielić na cztery grupy złożone z 4
drużyn. Argentyna bez żadnych problemów przeszła nie tylko przez pierwszą faze.
Wygrała wszystkie 3 mecze a Messi podczas spotkania z Panamą zdobył hattricka.
W ćwierćfinale z Wenezuelą i półfinale z USA strzelała po 4 gole. W finale
czekało na nią Chile, które pokonała już 2:1 w grupie. Tym razem nie zdołała
jednak złamać oporu rywali. O zwycięstwie miały zadecydować rzuty karne a Messi
znalazł się w gronie tych, którzy spudłowali. W szatni ponownie płakał, później
zaś, dwa dni po swoich 29 urodzinach ogłosił że rezygnuje z dalszych występów w
drużynie narodowej. ,,W tej chwili myślę że skończyłem z reprezentacją.
Starałem się jak mogłem. To już mój czwarty finał ale żadnego nie wygraliśmy.
Naprawde chwytałem się wszelkich możliwych sposobów. Rani mnie to jak nic na
świecie ale to ewidentnie nie dla mnie”- mówił ze spuszczoną głową i unikając
kontaktu wzrokowego z otaczającymi go dziennikarzami. Działaczom AFA zaś
powiedział że poprzedni tydzień był katastrofą. Wyglądało na to jakby myślał że
ciąży na nim klątwa. Jakim cudem drużyna, która wygrywała mistrzostwa świata do
lat 20-tu w 2005 i 2007 roku a w 2008 sięgneła jeszcze po olimpijskie złoto nie
była w stanie wygrać czegokolwiek na poziomie seniorskim? Z pewnością czuł się
też rozczarowany funkcjonowaniem federacji i nieustanną krytyką ze strony
fanów, choć przecież nie z jego winy AFA była tak sklerotyczna a Higuain
marnował wyśmienite okazje w ważnych meczach. I to właśnie wtedy, w jednej
chwili podejście argentyńskich fanów do Leo Messiego się zmieniło.
4
@FCBparasiempre
Nie był to
już seryjny zwycięzca z FC Barcelony, który z jakichś powodów obniżał loty
zakładając reprezentacyjną koszulke. Zobaczono w nim człowieka, nie maszyne do
wygrywania. Nikt nie mógł mieć wątpliwości ze naprawdę mu zależy. Nikt nie
wątpił że zwyczajnie nie zasłużył na wszystko co go dotąd spotkało i czemu
postanowił położyć kres schodząc ze sztucznej nawierzchni MetLife Stadium w
East Rutherford. W końcu okazał jakąś słabość, więc jedyne co trzeba było teraz
zrobić to pomóc mu wyjść z dołka. W Argentynie rozpoczęła się kampania mająca
wpłynąć na zmianę jego decyzji. O rezygnacji Messiego dyskutowano nawet w
politycznych programach argentyńskiej telewizji. Na elektronicznych rozkładach
jazdy metra w Buenos Aires wyświetlano napisy ,,No te vayas, Lio”(leo nie
odchodź). Martino podał się do dymisji i nowym selekcjonerem został Edgardo
Bauza, który doprowadził San Lorenzo do zwycięstwa w Copa Libertadores.
Wiedziano że ma świetne relacje z Messim i faktycznie zdołał namówić gwiazde
Blaugrany do powrotu. Jednak zarówno wyniki, jak i gra reprezentacji pod Bauzą
były fatalne. Nowy selekcjoner został zwolniony już po 9 miesiącach, kiedy
wyglądało na to że Argentyna nie zdoła zakwalifikować się na mundial w 2018 r.
Zdesperowana AFA zwróciła się do Jorge Sampaoliego, ucznia Bielsy, który
odnosił wielkie sukcesy z Universidad de Chile a następnie doprowadził
reprezentacje tego kraju do dwóch wygranych w Copa America. Seria trzech
remisów sprawiła że w ostatniej kolejce eliminacji Albicelestes musieli pokonać
na wyjeździe Ekwador. Zrobili to oczywiście dzięki hattrickowi Messiego w
wygranym 3:1 meczu. Zasadnicze problemy, przed którymi stała reprezentacja
jednak nie zniknęły. W Chile Sampaoli był w stanie sprawić że drużyna grała
intensywnym pressingiem, gdyż miał do dyspozycji grupe zawodników chętnych do
współpracy i przyzwyczajonych już do tego stylu przez Bielse. W przypadku kadry
Argentyny nie dość że brakowało mu czasu na wprowadzenie swoich metod, to
jeszcze odziedziczył grupę niezdarnych defensorów, którzy nie byli
przyzwyczajeni do bronienia wysoką linią z dala od własnej bramki. Nie mówiąc
już o tym że wielu ważnych zawodników(z Messim na czele) albo nie potrafiło,
albo nie chciało podporządkować się wymaganiom stylu bazującego na pressingu i
naciskaniu rywali. Po remisie 1:1 z Islandią w pierwszym swoim meczu mundialu w
Rosji Argentyńczycy mieli zmierzyć się z Chorwatami. W trakcie hymnów Messi
nerwowo pocierał twarz. Wcześniej nie wziął udziału w zorganizowanym z okazji
Dnia Ojca ,,asado” w bazie reprezentacji. Spędził tamten wieczór samotnie, nie
kryjąc niepokoju. Do przerwy było 0:0 ale Argentyńczycy grali słabo. Siedzący
na ławce Sampaoli wyglądał wręcz na chorego, jego poszarzała twarz błyszczała
od potu. Trudno było nie mieć wrażenia że zdaje sobie sprawę iż jego drużyna
znalazła się na krawędzi. W końcu ściągnął marynarke i zaczął bezsilnie
wymachiwać wytatuowanymi rękami, niezdolny do powstrzymania fali anarchii jaka
pozbawiała właśnie Argentyne szans na sukces w tym meczu. Chorwacja wygrała 3:0
a łatwość z jaką Rakitič zdobył trzeciego gola wywoływała sarkastyczne
uśmiechy. Sampaoli wpadł w pułapke, niezdolny do narzucenia piłkarzom własnej
wizji futbolu ale niechętny również czemuś, co próbowali zrobić dwaj jego
poprzednicy- zbudowaniu drużyny wokół Messiego. Efektem był chaos i brak
dyscypliny, w którym zbyt wielu piłkarzy próbowało zrobić zbyt wiele na własną
rękę. Biegali po murawie jak wariaci, za często faulowali podczas desperackich
prób odzyskania piłki, za mało myśleli i choć trudno winić Messiego za bałagan
w defensywie to jego udział w grze ofensywnej był znikomy. W całym meczu miał
tylko 49 kontaktów z piłką, z czego w ciągu ostatniego kwadransa zaledwie sześć.
Zniknął akurat wtedy kiedy ojczyzna znalazła się w potrzebie. Trudno nie
widzieć absurdu ukrytego w tym ostatnim zdaniu. Dlaczego wszystko miało znów
zależeć wyłącznie od niego? Jak to możliwe ze w kraju tej skali nie mógł liczyć
na wsparcie żadnego z partnerów? Czy ktokolwiek byłby w stanie udźwignąć tak
ogromną presje? Z jakim ciężarem musi wiązać się świadomość iż błysk geniuszu
uważany jest za standard a jakikolwiek słabszy występ oznacza potępienie? W
ostatnim meczu fazy grupowej Argentyna musiała pokonać Nigerie i liczyć na to
że Islandia nie zdoła wygrać z Chorwacją. Messi kolejny raz stanął na wysokości
nakładanego nań przez naród zadania i zdobył pięknego gola na 1:0. Awans został
jednak przypieczętowany dopiero w samej końcówce przez najmniej spodziewanego
strzelca- Marcosa Rojo, który trafił z woleja swoją słabszą nogą. Z turniejem
drużyna pożegnała się wprawdzie po epickim boju z idącymi wtedy po złoto
Francuzami ale choć porażka 3:4 nikomu ujmy nie przyniosła, była to wciąż
porażka i trudno było nie myśleć że gdyby Argentyńczycy zajeli pierwsze miejsce
w grupie nie musieliby mierzyć się z faworytami turnieju tylko podążać ścieżką,
która przez mecze z Danią, Rosją i Anglią doprowadziła Chorwacje aż do finału.
Jak już
wspomnieliśmy, Conmebol wciąż zagęszczał kalendarz rozgrywek Copa America
szukając sposobów na finansowe wsparcie pogrążonych w tarapatach federacji. Dla
Argentyny i Messiego oznaczało to więc kolejne szanse na zakończenie
przedłużającego się okresu czekania na trofeum. Turniej rozgrywany w Brazylii w
2019 r. odbywał się przynajmniej zgodnie z kalendarzem ale Argentynie ponownie
się nie udało. Przegrała pierwszy mecz z Kolumbią, później odniosła niezbyt
przekonywujące zwycięstwo 2:0 z Katarem, co dało jej awans do dalszych gier, lecz
w półfinale gospodarze pokonali ją 2:0. Federacja podziękowała za pracę
Sampaolemu i zatrudniła na jego miejsce Lionela Scaloniego, którego główną
zaletą było to że jako członek sztabu szkoleniowego poprzedniego selekcjonera
znajdował się akurat pod ręką i wiele nie kosztował. Z upływem czasu okazało
się iż nie był to tylko wybór na przeczekanie. Choć działacze AFA zatrudnili go
niemal przez pomyłke, dawny boczny obrońca Deportivo La Coruña, West Hamu i
Lazio krok po kroku budował drużynę, która znów pozwoliła Messiemu zabłysnąć.
Być może gdyby Copa America 2020 odbywała się zgodnie z kalendarzem na sukces
byłoby jeszcze za wcześnie ale pandemia koronawirusa doprowadziła do zmiany
planów i przesunięcia turnieju o rok. Chaos organizacyjny wydawał się tym razem
zrozumiały. Początkowo impreza miała się odbyć w Kolumbii i Argentynie ale
Kolumbijczycy wycofali się ze względu na trwające w kraju zamieszki a
pandemiczne obostrzenia uniemożliwiły także zaproszenie uczestników Copa
America do Argentyny. Będący koronasceptykiem prezydent Brazylii Jair Bolsonaro
z radością skorzystał z okazji, choć nawet w jego kraju większość meczów odbyła
się bez udziału publiczności. W nowym formacie rozgrywek planowano początkowo
podzielić uczestników na dwie 6-drużynowe grupy ale po tym jak z powodu
pandemii wycofali się goście z innych kontynentów(Australia i Katar)
ostatecznie w każdej z grup zagrało 5 ekip. Ażeby wyeliminować 2 najsłabsze i
tym samym wyłonić ćwierćfinalistów trzeba było rozegrać aż 20 spotkań.
Argentynie ten długi rozbieg przed decydującą rozgrywką ewidentnie przypadł do
gustu. W fazie grupowej wreszcie imponowała solidnością w defensywie.
Trzykrotnie wygrała, raz zremisowała i straciła tylko 2 gole. W ćwierćfinale
wygrała 3:0 z Ekwadorem. Asertywna postawa bramkarza Emiliano Martineza okazała
się decydująca w półfinałowej serii rzutów karnych kończących mecz z Kolumbią a
o wygranej w całym turnieju miał rozstrzygnąć mecz z Brazylią na Maracanie.
Okoliczności były osobliwe. Z jednej strony trudno było nie myśleć o tym, co
mogło się wydarzyć 7 lat wcześniej podczas mundialu. Z drugiej, na widowni
zasiadło tylko 5 tysięcy widzów. Cały turniej był dziwny i do tego stopnia nie
usatysfakcjonował kibiców że można się było zastanawiać czy w ogóle powinien
zostać rozegrany ale w 22 minucie jego ostatniego meczu Renan Lodi źle ocenił
tor prostopadłego podania Dodrigo de Paula do Angela Di Marii, który skorzystał
z okazji i przerzucił piłke nad Edersonem. Podobnie jak podczas igrzysk w 2008
roku, gol Di Marii był jedynym trafieniem finału. Długie lata oczekiwania na
sukces wreszcie dobiegły końca. Wszystko wokół wydawało się dziwnie sztuczne
ale Argentyńczyków to nie obchodziło. ,,Radość jest ogromna. Marzyłem o tym
wiele razy i bardzo tego potrzebowałem. Świadomość że z drużyną narodową
niczego dotąd nie osiągnąłem, tkwiła we mnie jak cierń”…
0
@FCBparasiempre A to w sumie ciekawe co by było gdyby Messi wygrał coś w tamtych latach 2014-2016.Mistrzostwo świata i chociaż jedną CA.Czy szybciej by karierę zakończył w reprezentacji? Wydaję mi się że mógłby to zrobić.
1
@FCBparasiempre przeczytam pojutrze.
0
@FcPortoFan1999 No nie wiem jakby postąpił, ciężko teraz coś takiego stwierdzić, można tylko spekulować...
0
@DiSBlaDE Ależ prosze uprzejmie :)
0
@FCBparasiempre Bo po np. porażce w finale CA 2016 mógłby taki krok podjąć jak pierwotnie podjął, tyle że już nie wróciłby do tej reprezentacji np. z braku motywacji.
0
@FcPortoFan1999 Wydaje mi się że motywacji raczej by mu nie zabrakło na kolejne triumfy. Jedyną przeszkodą były i są kontuzje...
0
@FCBparasiempre Motywacji mogłoby po czymś takim brakować aby wrócić tak samo jak zrobił bez historii gdybanej.