La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1095 Culés

8

7

@FCBparasiempre
11 lutego 1965 r. urodził się Ryszard Cyroń, napastnik. ,,Koledzy mi mówią że gdybym w wieku niespełna 27 lat nie wyjeżdżał z Górnika do Niemiec, w naszej ekstraklasie zdobyłbym więcej goli niż Lubański a może i Pohl. No ale w Niemczech też udawało się coś ciekawego zrobić. Na przykład strzelać gole Khanowi, który stał w bramce Bayernu Monachium. Pochodzę z Mikulczyc a dla chłopaków stamtąd Górnik to była piłkarska świątynia. Grałem w Sparcie Zabrze w trzecioligowym klubie i tęsknie patrzyłem na tego wielkiego sąsiada. Doceniałem to, co mam bo jako 16-latek grałem w pierwszym zespole. Motywacji mi nie brakowało, gdyż wiedziałem że Górnik zawsze ma Sparte na oku i że jak będę się wyróżniał, to do niego trafie”- opowiada Cyroń, mieszkający 300 lat w Niemczech. W 1983 r. mocno zaczął trzecioligowy sezon: cztery mecze i 4 gole. Tylko że właśnie w tym czwartym występie złamał kość śródstopia. ,,To był dla mnie bardzo trudny moment bo Górnik, jeśli w ogóle istniała jakaś szansa, nagle mocno się odemnie oddalił. Był dopiero sierpień a ja sezon już mogłem spisywać na straty”- zwraca uwagę Cyroń. W styczniu, kiedy dopiero zaczynał pracę nad odbudowaniem formy, wydarzył się cud. Do Sparty zadzwonił Jan Szlachta, najważniejszy człowiek w Górniku, z konkretnym komunikatem: ,,Chcę mieć w swoim klubie tego młodego napastnika Cyronia, więc zapraszam na rozmowe”. ,,Działacz Sparty, który następnego dnia zawiózł mnie do gabinetu Szlachty, był chyba tak samo podekscytowany jak ja a na pewno mocno przestraszony. Przed spotkaniem udzielił mi tylko jednej wskazówki: ,,Rysiek, ty zdajesz sobie sprawę, do kogo idziemy? Gdy będziemy u niego w biurze, lepiej w ogóle się nie odzywaj”. Pod drzwiami czekaliśmy z pół godziny a po dopuszczeniu nas przed oblicze Szlachty zdawało mi się że ,,rozmowa” trwała jakieś 10 sekund. W zasadzie chodziło tylko o to że wcześniej podpisałem wstępny kontrakt z Szombierkami Bytom. Nie paliłem się do takich przenosin ale kusiło mnie granie w 1 lidze. Szlachta błyskawicznie zmienił moje plany: ,,Ty jesteś chłopak z Zabrza, nie będziesz po Bytomiu jeździł. Bierzemy cię do Górnika. Zapraszam jutro na trening do Huberta Kostki”. Słowa Szlachty miały moc sprawczą. Powiedział jak ma być i w jednej chwili cała reszta stała się tylko formalnością”- wyjaśnił Cyroń. Tej pierwszej wiosny po kontuzji, zagrał w 9 meczach Górnika i strzelił 3 gole. Całkiem obiecujący początek. W następnym sezonie wystąpił we wszystkich ligowych spotkaniach, zwykle w podstawowym składzie. Zdobył już 7 goli, co uczyniło go najlepszym snajperem drużyny. Najważniejsze że Górnik został mistrzem Polski! W ostatnim meczu gwarantującym tytuł, Górnik pokonał w Łodzi Widzew 2:1. Do przerwy było 1:0 dla gospodarzy a korespondencyjnie walcząca o tytuł Legia prowadziła w Szczecinie. W tym momencie w wirtualnej tabeli to ona była mistrzem. Ostatecznie zremisowała z Pogonią 1:1, natomiast zabrzanie zabrali się do roboty a Widzew zaskakująco stracił ochote do walki. Wyrównał Cyroń i wypracował zwycięskiego gola, którego zdobył Komornicki.

Górnicy mieli już bardzo mocną paczke, w ofensywie z Pałaszem i Zgutczyńskim a za chwile mieli być jeszcze mocniejsi. Na fali sukcesu ludzie zawiadujący Górnikiem nie pożałowali pieniędzy na wzmocnienie siły ognia. Zatrudnili nieprzeciętnie utalentowanego Jana Urbana oraz krnąbrnego, lecz bardzo dobrego napastnika Andrzeja Iwana. Dla Cyronia nie musiały to być dobre informacje, gdyż perspektywa gry w wyjściowym składzie stawała się mocno niepewna. ,,Wcale nie czułem się zepchnięty na bocznice. Ucieszyłem się że będę w jednej drużynie z takimi gośćmi. Jak się ma 20 lat człowiek jest zadowolony że ma się od kogo uczyć a nie że grozi mu ławka. W tym pierwszym mistrzowskim sezonie pokazałem że umiem strzelać gole. Nie zaczynałem od zera. Cieszyłem się na te rywalizacje, byłem w najlepszym polskim klubie”- argumentuje pan Ryszard. Rzeczywiście nie przepadł, choć to raczej inni byli na świeczniku. W pierwszym rzędzie reprezentanci a on w kadrze narodowej praktycznie nie zaistniał. ,,Jeżeli chodzi o reprezentacje, to słusznie kiedyś ocenił to mój kolega z boiska Jacek Grembocki, stwierdzając że tylko przeleciałem w niej przez szatnie. Byłem na zgrupowaniu w beskidzkiej Wiśle, w Izraelu ale wszystkiego uzbierało się dwa towarzyskie występy za czasów trenera Łazarka. Nie brakowało wtedy w Polsce dobrych napastników. Stawiano na tych lepszych. Nie mam powodów żeby obrażać się na fakty”- mówi Cyroń. Z górnikiem zdobywał 4 kolejne tytuły mistrza Polski a indywidualnie zaliczył godną podziwu serie: w każdym z tych czterech sezonów strzelił w ekstraklasie co najmniej 13 goli. Zauważyła go Bundesliga i odezwał się Hamburger SV. ,,To był jednak zły moment, gdyż jesienią 1991 walczyłem z kontuzją łąkotki. Doszedłem do siebie i wróciłem do gry. Tyle ze byłem przygotowany na polska lige a nie na niemiecką. Do Zabrza przyjechał jednak trener HSV Schock. Wygraliśmy z Ruchem 4:2 a ja strzeliłem 2 gole i Schock oświadczył że nie wraca do Hamburga bez Cyronia. Pojechałem tam w listopadzie i po 4 tygodniach treningów z HSV nie mogłem chodzić bo taki to był dla mnie przeskok; a że trochę kosztowałem, od razu pojawiły się w niemieckich gazetach komentarze że niewypał, że się nie nadaje i tak dalej. Szkoda że tak nagle to się wszystko zadziało. Powinienem był zostać w Górniku do końca sezonu, zbudować solidną forme po kontuzji i dopiero wtedy iść na transfer do Niemiec”- przyznaje. Z Zabrzem pożegnał się 24 listopada meczem z Widzewem(1:0) a już 6 dni później zadebiutował w HSV w ligowym meczu z Schalke. Gospodarze wygrali w Hamburgu 2:1 a bohaterem był Polak, tyle że inny- Jan Furtok, zdobywca obydwu zwycięskich goli. Furtok z Cyroniem tworzyli wówczas polski atak HSV. Pilkarzem tego klubu w tamtych czasach był także Matysik, dawny kolega Cyronia z szatni Górnika. Rodacy wprowadzili nowego kolege do zespołu. Było mu dzięki temu łatwiej ale problem zrobił się wiosną po zmianie na stanowisku trenera. Drużyne objął Coordes. Jak na ironie w debiutanckim meczu nowego trenera Cyroń strzelił swojego jedynego gola w barwach HSV a jednak Coordes uznał że nie będzie go potrzebował w składzie na następny sezon. Po zakończeniu sezonu zadzwonił do niego Rudi Wojtowicz, były reprezentant Polski i piłkarz Szombierek. Kończył akurat karierę w Fortunie Düsseldorf. ,,Już po rozpoczęciu rozgrywek zaproponował mi przenosiny do Düsseldorfu. Wcześniej do drużyny dołączył też Buncol a trenerem po dwóch latach ponownie został Ristić. Zgodziłem się i była to moja najlepsza decyzja po wyjeździe z Polski”- ocenił Cyroń.

Fortuna nie od razu wróciła do elity. Potrzebowała trzech sezonów, przeszła swoisty czyściec bo po roku spadła nawet na trzeci poziom rozgrywkowy. W 1995 r. Fortuna zameldowała się w Bundeslidze. Cyroń wracał do niej mając już ponad 30 lat ale nie przeszkodziło mu to z 9 golami być najlepszym snajperem zespołu. ,,Gdy Fortuna grała w 3. Bundeslidze mogłem wrócić do Hamburga ale Ristić przekonywał mnie żebym został bo buduje nową ekipe i potrzebuje mnie w składzie. Zostałem i w tej III lidze strzeliłem 25 goli. Pewnych meczów nigdy nie zapomnę. Po powrocie w 1995 do Bundesligi pokonaliśmy u siebie Bayern Monachium 3:1 w pucharze Niemiec a ja(chociaż wszedłem z ławki rezerwowych) strzeliłem gola. Później zremisowaliśmy w lidze na jego stadionie 2:2 i też trafiłem do siatki. W obu przypadkach pokonywałem Olivera Khana”- zaznacza z satysfakcją. Górnika z Fortuną jednak nawet nie próbuje porównywać. ,,Górnik to jest moje życie. Do Niemiec pojechałem zarobić. Wszyscy wiemy że tam możliwości były i ciągle są zupełnie inne. W Niemczech spędziłem już ponad 30 lat, jednak to, co przeżyłem w Zabrzu ma największą wartość. I jeszcze jedno wam powiem. Dla mnie indywidualnie 4 mistrzowskie tytuły z Górnikiem nie znaczą tyle, ile moje zdjęcie wśród wielkich klubowych sław na stadionie przy Roosvelta. To najcenniejsza rzecz jaka mnie w piłkarskim życiu spotkała”- kończy opowieść nasz bohater.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?