La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1195 Culés

13

Wybitne legendy polskiego futbolu:

13 czerwca 1934 r. urodził się Lucjan Brychczy, legendarny napastnik. Gdyby Lucjan Brychczy urodził się pięćdziesiąt lat później, zapewne byłby gwiazdą światowego futbolu. Zamiast tego jest legendą Łazienkowskiej 3, choć wcale nie jest powiedziane, że mu to przeszkadza… Popularny „Kici” barw Legii Warszawa broni nieprzerwanie od 1954 roku. Oczywiście najpierw jako piłkarz (grał tam do 38 roku życia), później jako trener. Nie wykluczone, że gdyby nie jego służba wojskowa, jego kariera w zespole ze stolicy byłaby dużo krótsza. Jednak jako wojskowy nie mógł sobie pozwolić na wyjazd, dlatego też smakiem musiały obejść się kluby belgijskie czy francuskie, a także Real Madryt, gdzie widział go Helenio Herrera. Jednak zanim do tego doszło, Kici większość swojej młodości spędził na Śląsku. Urodził się w Nowym Bytomiu jako syn powstańca i przedwojennego oficera Wojska Polskiego. Pierwsze piłkarskie szlify zbierał w miejscowej Pogoni, a także w gliwickim ŁTS Łabędy. Pierwsze rozczarowanie przyszło, podczas testów w ukochanym Ruchu Chorzów, które nie przyniosły mu miejsca w zespole. Warto dodać, że przed grą treningową, celowo dano mu wtedy za duże buty, by nie wypadł za dobrze. Kto wie, czy przez ten incydent Niebiescy nie stracili następcy Ernesta Wilimowskiego i godnego partnera dla Gerarda Cieślika. Gdyby nie ojciec piłkarza, prawdopodobnie zostałby bokserem, gdyż takżę i do tego sportu przejawiał spory talent. Jednak pod zarzutami, że dyscyplina ta ogłupia, zakazał synowi bokserskich treningów. I dzięki temu Kici został na stałe z futbolem. W ówczesnych czasach trenerem Legii Warszawa był Węgier Janos Steiner. Z nim też wiążę się ciekawa historia. Mianowicie w każdy poniedziałek rano, kupował „Przegląd Sportowy”, a jako że nie znał języka polskiego, prosił Ernesta Pola, żeby tłumaczył mu go na niemiecki, ze szczególnym uwzględnieniem wyróżniających się zawodników. Później przygotowywał notatkę z nazwiskami piłkarzy z dopiskiem „Proszę ich sprowadzić do CWKS”. Kiedy trener znad Balatonu ujrzał Lucjana Brychczego, zażądał natychmiastowego sprowadzenia go do Legii. Młody Ślązak dostał więc powołanie do wojska pół roku przed terminem! To jego trener wymyślił pseudonim, który przylgnął do niego na zawsze. Kici po węgiersku znaczy mały (Brychczy ma 166 cm wzrostu). – Kici das ist Kici – mawiał Steiner – szibkie labda, dużo rucha, gut spielt, dobra robi gol. Węgier chciał uczynić z Legii klub wojskowy na kształt Honvedu Budapest, gdzie wraz z powołaniem do wojska przychodzili czołowi węgierscy zawodnicy, których po zakończeniu służby namawiano do pozostania. I to dzięki niemu piłkarze z Łazienkowskiej mieli okazję poznać wicemistrzów świata. Już sezon po przyjściu do Legii zaczął z nią święcić triumfy jako podstawowy zawodnik. W sezonach 1955 i 1956 zdobył zarówno mistrzostwo, jak i Puchar Polski. Był już wtedy reprezentantem kraju. Jako członek drużyny miasta Warszawy uczestniczył w premierowym meczu na Camp Nou. Otrzymał za to 20 dolarów, co było znaczną kwotą dla mieszkańca PRL-u. Kiedy jego służba wojskowa dobiegła końca, władze musiały solidnie się napracować, by przekonać go do pozostania w stolicy. Z jednej strony najlepsza drużyna w kraju, w barwach której Brychczy bardzo się rozwinął, z drugiej jednak żona, która mieszkała na Śląsku, a także koledzy: Ernest Pol i Edmund Kowal, którzy namawiali Kiciego do gry w Górniku Zabrze. Warto też dodać, że w tamtych czasach mało kto mógł finansowo konkurować z bogatymi klubami wspieranymi przez kopalnie. Chytry plan miał na celu przekonanie Małgorzaty do przyjazdu do Warszawy. Prawdopodobnie największą zasługę w powodzeniu misji trzeba przypisać ojcu piłkarza, który miał wielki posłuch u małżonków. Zamieszkali przy Świętokrzyskiej. I tak pozostaje do dziś. W reprezentacji też grał pierwsze skrzypce. Był jej kapitanem, a także wystąpił z nią na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie. W sumie w barwach narodowych rozegrał 58. spotkań, ale jednym z najważniejszych było to rozegrane na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Wtedy to swoim fenomenalnym trafieniem piętą oczarował rywali, w barwach których grały takie tuzy jak Alfredo Di Stefano czy Francisco Gento. To właśnie po tym meczu zaczęto mówić o zainteresowaniu jego osobą przez wielki Real Madryt. A podpułkownik Kici grał jednak dla Legii. I to jak grał! Delikatny kryzys dopadł go po przyjściu do klubu czeskiego szkoleniowca Jaroslava Vejvody, który swoim podopiecznym fundował ciężki trening zwany bombonami. 32 letni Brychczy nie był w stanie osiągać wymaganych rezultatów i został przez to nawet wyrzucony z treningu. Doszli jednak do porozumienia, by zawodnik nie kończył kariery, chociażby po to, by pod jego okiem rozkwitał wielki talent Kazimierz Deyna. Była to świetna decyzja. Kici dalej czarował i doprowadził Legię do kolejnych dwóch mistrzostw i Pucharów Polski, a także półfinału Pucharu Mistrzów. Warto zauważyć, że wszystkie bramki w ćwierćfinałowej rywalizacji z Galatasaray zdobył właśnie On (1:1 w Stambule, 2:0 w Warszawie). Gdy kończył karierę, wśród gości na pożegnalnym meczu był nawet słynny Wacław Kuchar. Jeszcze kilka lat temu był członkiem sztabu szkoleniowego Legii i synonimem jej sukcesów. Podczas jego obecności na Łazienkowskiej Wojskowi zdobyli dziesięć mistrzostw kraju i siedemnaście Pucharów Polski, czyli wszystkie, jakie mają w swojej kolekcji.

@Sensible
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Symson
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj

konto usunięte

7

@FCBparasiempre Miałem wielką przyjemność trenowania pod okiem Lucjana Brychczego. Ciągle czytam że piłkarze z tamtych czasów nie mieliby żadnych szans z obecnymi. Mogę tylko powiedzieć że ponad 60 letni Brychczy grając z nami w dziadka do środka nie wchodził. I nie dlatego że nie chciał. Po prostu nie popełniał błędów. A jak ustawiał piłkę ma 16 metrze to Szamotulski Boruc i Kowalewski dostawalo szału gdy każdy strzał wpadał do bramki. Pan Piłkarz

2

@Janiama Wiem że był genialny, przecież chciały go największe kluby na świecie z naszą Barcą i Realem na czele. Gratuluje ci takich wspomnień i troche zazdroszcze...

konto usunięte

6

@FCBparasiempre przede wszystkim bardzo skromny człowiek. Chociaż kiedyś byłem światkiem jak dopierdzielił do pieca Smudzie. Smuda coś opowiadał o piłce i mówi tak, ja z Lucjanem to kiedyś grałem w piłkę... Na co Brychczy odpowiedział tak, Franiu ja cie bardzo przepraszam ale grałem w piłkę ja a ty tylko biegałeś. Cały zespół wybuchł śmiechem a Franek zrobił się czerwony:)

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?