3

@Kusco15 Nie ma sensu przekonywać ludzi na siłę. Lubimy się oszukiwać, przepychać "z twojszej racji" w "mojszą rację", zwłaszcza, gdy idzie o ochronę naszych przekonań, które utożsamiamy z odczuwanymi emocjami. Kto jednak z chłodną głową podejdzie do sprawy, ten nie będzie miał problemów, by dostrzec, w czym rzecz.

My, faceci, na ogół jesteśmy upośledzeni pod względem emocjonalnym - nie tylko ich okazywania, lecz także przede wszystkim odczytywania. To, czego my musimy się wciąż uczyć, by móc tworzyć zdrowe, rozwijające i ubogacające relacje, kobiety wyssały z mlekiem matki. Są od nas o wiele bieglejsze, a co za tym idzie sprytniejsze w tej materii. Doskonale zdają sobie sprawę, na jakich mechanizmach opierają się związki, mimo że rzadko kiedy sobie to uświadamiają. Nie oznacza to, że są podłe czy niegodziwe. Po prostu taka ich natura. Nie ma sensu z tym walczyć, ale w trosce o osobisty spokój ducha należy to zrozumieć. Wówczas żyje się łatwiej, bo wzrasta pewność siebie, a samoocena idzie w górę. Uczysz się szanować siebie i swój czas. To jedyna droga, jeśli chcesz żyć w pełni odpowiedzialnie i przestać szukać wymówek w postaci zrzucania winy na kogoś innego (a co jak co, ale kobiety są w tym mistrzyniami). Innej nie ma.

Kobiety - zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy lwia część społeczeństwa jest tak bezwstydnie roszczeniowa i niecierpliwa, chcąca mieć wszystko od razu, byle szybko – nienawidzą słabości. Gardzą nią. Brzydzą się nią. A tym samym odczuwają pogardę do faceta, w którym taką słabość dostrzegą. Czym w oczach kobiety jest słabość? Nie tylko niezaradność, brak zdecydowania, ustępliwość jako skrajność chodzenia na kompromis, niestałość wyznawanych wartości i niestabilność emocjonalna, lecz także przesadna wrażliwość. Nie idzie jednakże o to, by stać się zimnym, nieczułym gościem, lecz o to, by się nad sobą nie rozczulać, nie rozpamiętywać i nie grzęznąć w bagnie marazmu. Jeśli coś cię zabolało, przepracuj to i przekuj w ubogacające cię doświadczenie. Bądź wrażliwy, ale działaj, a nie siedź z założonymi rękami, obrażony na cały świat. Ot, prosta sprawa. Co nie znaczy, że prosta do wykonania.

Przyciągamy się na zasadzie przeciwieństw, które wzajemnie nas uzupełniają. Kobieta pożąda mężczyzny z uwagi na cechy, jakie on reprezentuje, a jakich sama mieć nie może - i vice versa. Wszystko, co dzieje się na świecie, dąży do równowagi, i sprawdza się to także w przypadku związków między kobietą i mężczyzną. To coś na zasadzie obopólnego uzupełniania braków. Jeśli związek jest zdrowy, oparty na szacunku i świadomości tego procesu, wówczas jest to sprawą całkowicie naturalną - abstrahując od tego, że stosunkowo niewielu facetów decyduje się uczestniczyć w tej „grze”, gdy już dowiedzą się, jakie są jej zasady; nie mając ochoty do zakładania rodziny i idącego za tym przewartościowania dotychczasowych priorytetów życiowych, wybierają podparty abstynencją szeroko pojęty samorozwój (rzadziej), albo z mniej lub bardziej udanym skutkiem podejmują próbę zostania nadto jurnym playboyem (częściej; w ramach „vendetty” za doznane krzywdy). Jeśli jednak nie, wówczas staje się wyrafinowaną formą pasożytnictwa - ograbiania partnera z zasobów, energii i czasu. A takich przypadków jest niestety cała masa.

Dziś kobiety mogą przebierać w facetach jak w ulęgałkach, a to po części dlatego, że sami daliśmy im na to przyzwolenie - staliśmy się bowiem zbyt mało wymagający, podczas gdy wymagania kobiet wciąż idą w górę, nierzadko dochodząc do granic absurdu. Jedna gałąź zaczyna się łamać, to przeskakują na inną, bardziej wytrzymałą i najbardziej korzystną na dany moment. Nie sposób bowiem ofiarować czegoś, czego się nie ma ani tym bardziej nigdy nie będzie się miało (niekoniecznie dlatego, że się tego nie chce, lecz także dlatego, że kłóci się to z naturalnymi predyspozycjami).

Jeszcze słów kilka o męskiej perswazji czynionej celem upewnienia się co do wierności partnerki: takie zachowanie jest przez kobiety bezwzględnie poczytywane za słabość. W ten sposób nie facet prowadzi relacji z nią, a wypytując o plan dnia, listę osób, z którymi się spotka, jak również przekonując ją, co powinna lub czego nie powinna zrobić, uchodzi za niepewnego, zakompleksionego natręta. W ten sposób rujnuje oparcie, jakiego ona od niego oczekuje. Co zapewnia kobiecie to oparcie? Siła (nie tyle fizyczna, ile psychiczna, tj. głównie stabilność emocjonalna), zaradność, zdecydowanie, samowystarczalność, niezależność. To są uniwersalne męskie atrybuty, których kobieta pożąda, które ją przyciągają i które pozwalają mężczyźnie ją przy sobie utrzymać.
Facet jest prawdziwie atrakcyjny, gdy prowadzi, kieruje; wytycza drogę, którą kobieta za nim podąży, bo będzie się czuła przy nim bezpiecznie. Niszczy swoją atrakcyjność, gdy prosi, błaga, stara się przekonać do czegokolwiek. Takie podejście z góry skazuje go na klęskę, bo kobiety nie interesują logiczne powody, dla których miałaby się z nim spotykać, a w dalszej perspektywie spędzić życie, lecz to, jak ona sama się przy nim czuje.

My, faceci, w przeważającej części staliśmy się zniewieściałymi chłopaczkami, uganiającymi się za spódniczkami nie tyle w czasie wolnym, ile zaniedbując codzienne obowiązki i powinności, porzucając inwestowanie w rozwój osobisty. Kobiety bronią się przed tym za pomocą jedynego narzędzia, jakie mają, a w które sami je wyposażamy - manipulacji. A gdy odkrywają, że nie daje im to satysfakcji, a jedynie podsyca ich pogardę względem mężczyzn, próbują wbić się w spodnie i przekonać same siebie, że wygodnie im się w nich chodzi. Jak dzieci w piaskownicy, z uporem maniaka starające się wynaleźć alternatywne zastosowanie dla grabek, łopatki i wiaderka. Sami do tego doprowadziliśmy. A najgorzej, że pozostawiliśmy tę piaskownicę samą sobie.


0

@sidzej Myślę, że masz sporo racji. Ja to widzę tak: Do końca piastowania swego urzędu Bartomeu pragnie napchać sobie sakwy po brzegi, a sam klub jako instytucję traktuje w kategoriach "dojnej krowy". To mechanizm ikonicznej magnetyzacji - zarząd przedłuża kontrakty wypalonych gwiazdorów, oferując coraz wyższą gażę i nietykalność, którą zapewni im pielęgnowany status postaci pomnikowych i brak wewnątrzzespołowej konkurencyjności. Jak ją osiągnąć? Banalnie prosto - zatrudniając trenera-pomagiera bez krzty ikry i ściągając zastępy średniej klasy "kopaczy", oddelegowanych do polerowania cholew prymariuszom ze "starej gwardii". Oni chętnie zasilą szeregi zespołu, skuszeni sowitym wynagrodzeniem i możliwością rozłożenia gir wczas gierek w "dziadka". W dodatku odpowiedzialność znikoma, bo ta (onegdaj dźwigana na barkach) jest kulą u nogi zdezelowanych wyjadaczy. 
Mobilizacja i kondycja coraz wątlejsze (praw psychiki i biologii nie oszukasz), toteż wyniki coraz gorsze. Ale obwoźny cyrk lata sobie po całym globie (a to podczas przedsezonowego tournee, a to w kluczowej dla losów mistrzostwa ligowej kampanii), przyciągając rzesze fanów, z których większość o piłkarskich realiach nie ma bladego pojęcia, ale szczelnie wypełnia stadion, by ujrzeć dawnych mistrzów zaiwaniających pod rygorem Guardioli. 
Barcelona notuje obecnie tak wielkie zyski nie ze względów czysto sportowych, lecz wizerunkowych, narkotyzując się waporem minionej chwały.

0

W głowie Ernesto nie siedzę, przewidzieć zatem z całą pewnością nie mogę, cóź nasz "mister" wymkombinuje, ale coś czuję pod skórą, że koniec końców będzie przedkładał doświadczenie wapniejących wyg nad młodzieńczy entuzjazm (wyjąwszy mecze niewiele znaczące, vide wstępną fazę CdR skrojoną pod miętoszenie cieniasów z lig Segunda i niższych). Nie do końca mi się to podoba, ale winić go nie będę, choć wielu z pewnością chętnie samodzielnie podwinęłoby mu koszulinę i wymierzyło sprawiedliwość kańczugiem. Piłka to dziś przede wszystkim biznes, a kto w tym biznesie na wyższym wierzchowcu umiejscowion, tym boleśniej potłuc sobie może zad przy upadku z jego grzbietu. A by tego uniknąć, unika się ryzyka. Trochę to... ryzykowne, ale jednakże w większości przypadków... opłacalne. A to jest wszak dla mocarnych najważniejsze.

0

Oj, bramek pięknych to w ostatnich latach nasadził bez liku. Sęk w tym, że on może dać drużynie znacznie więcej niż wór goli plus zadziorność w pressingu. Przypomnij sobie, jak rozstawiał obrońców w czasach występów w PL, jak potrafił szarpnąć indywidualną akcją, przedryblować 2-3 rywal z rzędu. Był wówczas jednak szczuplejszy niż teraz, a co za tym idzie - szybszy.

3

Przede wszystkim powinien zrzucić nieco cielska, bo to jak ociężale porusza się po murawie aż w oczy kole, nie mówiąc już o tym, że z pewnością ogranicza jego możliwości. Po drugie: niech przestanie być nadgorliwym altriustą. Ileż to on "setek" zmarnował przez ostatnie lata to woła o pomstę do nieba. Taszczenie piłki pod stópki Lionela wydaje się tyleż niestosowne, co zakrawające na kpinę, zważywszy na to, jakie umiejętności posiada Urugwajczyk.

2

Dlatego uważam, że zapewnienie konkurencyjności w zespole klasy światowej jest wielkim wyzwaniem dla trenera. Twierdzisz, że nie da się mieć w drużynie po dwóch klasowych graczy na pozycję, ale spójrz choćby na Atletico - tam każdy zawodnik ma umiejętności, by zastąpić kolegę i wnieść coś dobrego do zespołu. Np. Lucas Hernandez i Filipe Luis - nie powiesz mi, że obecnie to nie są piłkarze o zbliżonej klasie (pierwszy młody gniewny, świeżo upieczony mistrz świata, drugi doświadczony i o jedenaście lat starszy, lecz wciąż dający odpowiednią jakość). Można wymieniać dalej: Correa, Gelson, Gimenez, Vitolo...
Dzięki starszym kolegom młodzi mają szansę się rozwinąć, ale tylko wtedy, gdy dostają możliwość regularnej gry. A jeśli szkoleniowiec łaskawie podarowuje im okruszny z pańskiego stołu w postaci kilku-kilkunastu minut w meczach niewiele znaczących (nie obłożonych presją), nie można oczekiwać cudów.

1

Może i się czepiam jak rzep psiego ogona, ale po raz kolejny zwracam uwagę na rozbieżność w liczbie komentarzy pod artykułami na tej stronie. Dowodzi to tego, jak małe jest zainteresowanie tym, co na futbolowym Mount Evereście najistotniejsze: taktyką, sposobem gry, wizją, planowaniem, pracą trenerską i inteligencją piłkarzy. Później ci, którzy wyściubią nosy poza plotki rozsiewane przez kioskowe szmatławce i choć na chwilę opuszczą kolorowy świat "FIFY", mają niestety możność pleść bzdury jako uczestnicy dyskusji, w której w ogóle nie powinni zabierać głosu. Nie zadadzą sobie trudu, by poszukać, dociec i znaleźć odpowiedzi na pytanie "dlaczego tak a nie inaczej?". Cóż, każdy medal ma dwie strony. Internet także.

0

Statystyki statystykami, lecz nie powinny one przysłaniać obrazu gry. Ja wiem, że początek sezonu, piłkarze dopiero co łapią formę, nowi potrzebują czasu, by zgrać się z resztą... ale o problemach dzisiejszej "Barcy", o jej kunktatorstwie i braku kolektywnej kreatywności zastępowanej indywidualnymi zrywami nielicznych (Messi, Cou) trąbię już od dawna. Na słabszych rywali to działa, potyczki w europejskich pucharach kończą się jednak zderzeniem ze ścianą.

0

Futbol ma to do siebie, że jak "Fryzjer" grzebieniem nie przeczesze, to wszystko może się zdarzyć. Na tym etapie absolutnie nie ferowałbym wyroków i nie starał się przewidzieć rozstrzygnięć na koniec sezonu. Pożyjemy, zobaczymy. Niemniej zdziwiłbym się, gdyby Atletico nie grało do końca choćby o ligowy triumf.

4

Po wykorzystaniu karnego kołysał barami jak laureat nagrody Mister Universe. Obrońca wybitny, ale tę swoją butę mógłby sobie głęboko do kieszeni wsadzić.

11

A wielka szkoda.
Motywy kibicowania są różne. Jednak zdecydowana większość klubów przyciąga fanów dzięki zdobywanym trofeom, lub zyskuje kolejne pokolenia sympatyków w ramach uświęcenia lokalnego patriotyzmu i dumy ze społecznej przynależności. "Barca" to trochę inna para kaloszy, bo tu liczy się także (a może przede wszystkim) styl, dzięki któremu jej historia jest tak bogata i naznaczona wielkimi zwycięstwami. Niestety, zdaje się, że "dziedzicząc" kibicowską schedę wielu ulega (bardzo zresztą wygodnemu) przeświadczeniu, że wartość klubu mierzyć powinno się jedynie liczbą hurtowo zgarnianych pucharów. Być może mają rację. Życzyłbym sobie jednakże, by chociaż nam, kibicom, czar futbolu, Tego Futbolu, nie pozostał obojętny - niezależnie od zdobywanych skalpów.

1

Dla dyndających na świeczniku nie jestem żadną konkurencją, nawet biorąc pod uwagę umiłowanie bezstronności. ;)

3

Osądzanie gwoli sprawiedliwości to tylko teoretycznie trudna sprawa. Osobiście nie szczególnie przepadam za określeniem "najlepszy", wolę zestawiać go równolegle z nieco przykurzonym już słóweczkiem - "atrakcyjny".

"Les Bleus" podnieśli Puchar Świata zasłużenie, bo - tak jak inni w przeszłości sięgający po to trofeum - byli najlepsi. Piłka nożna jest bowiem - nawet nie do szczętu obdarta z emocji - sportem wymiernym. Wynik to jako fakt rzecz bezsporna (sędziowskich błędów się nie ustrzegniemy, a zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie pomstował na rozjemcę z gwizdkiem w ustach), kluczem są tu odczucia, jakie wywołuje w kibicach gra sama w sobie. Można by debatować nad heroiczną postawą niezmordowanych bałkańskich bohaterów, a z drugiej strony poddać rozwlekłym deliberacjom francuski pragmatyzm. Choć wątpię, by komukolwiek nad Sekwaną strzeliłby dziś do głowy pomysł, by w obliczu mundialowego triumfu się tym zajmować.

0

Warto zastanowić się, o ile mundialowa "impreza" wydłuży kalendarz ligowy. Należy wziąć też pod uwagę mecze w Lidze Narodów, a takowe będą się przecież odbywać. Albo upchną te spotkania tak, by w kluczowej fazie sezonu odbywały się co dwa dni, albo krajowe kampanie (+ puchary) będą finiszować w czerwcu/lipcu. W ten sposób zmienia się terminarz na kolejne lata (nie zapominajmy o obozach przygotowawczych i urlopach dla i tak już utyranych piłkarzy). Tak czy siak - paranoja.

0

Gratuluję. I choć taki scenariusz można było śmiało założyć, to obecności Chorwacji czy Belgii w finałowej "4" już niekoniecznie. Cóż... "football, bloody hell!".

Pozdrawiam również. :)

0

Może Marcelino?

1

VAR powinien służyć także do karania zawodników kartkami. Symulanctwo jest niestety zjawiskiem powszechnym, ale częściej niż rzadziej widać jak na dłoni, że zawodnicy zdradzają marzenia o karierze aktorskiej.
Wiążąca się z tym sprawa: dziwi mnie, dlaczego futbol jeszcze nie poszedł drogą "szczypiorniaka" i koszykówki - w momencie przerwania gry zegar jest wstrzymywany. W piłce nożnej czas doliczony do regulaminowego przynajmniej w połowie wykorzystywany jest na "zgony i zmartwychwstania". Komu to potrzebne?

0

To niech da nam, kibicom, powód do tego, byśmy go chwalili, a nie robi z siebie cierpiętnika i malkontenta arbitralnych decyzji.

0

Dziś w tego typu filmach wiodącą rolę pełnią efekty specjalne, robiąc z nich (może nie do końca aż tak) tanią rozrywkę dla mas, przy czym nie powinno przesłaniać to głębszego sensu kinowych produkcji.
Szczególnie "Geneza..." ukazuje ludzką żądzę objęcia we władanie wszystkiego, co ten świat ma do zaoferowania. Człowiecza skłonność do nieuświadomionej autodestrukcji odgrywa tu kluczową rolę - mienimy się "wszechmocnymi panami", "bogami", igrającymi z prawami natury i próbującymi je zmieniać, początkowo działając być może z pozytywnych pobudek, z czasem jednak coraz bardziej w palącej potrzebie ziszczenia podszeptów rozdętego ego. Efektem czego zagłada, którą sami sobie zgotowaliśmy, zuchwale śniąc o potędze.

0

Winni są po trosze wszyscy zainteresowani: Perez, Lopetegui, Rubiales także. Tak czy inaczej rozumiem decyzję prezesa federacji, skoro trener, mający ważny kontrakt z kadrą i mundial za pasem, potajemnie negocjuje z potencjalnym nowym pracodawcą. Żenujące i cholernie nieprofesjonalne zachowanie. Choć ten ciąg przyczynowo-skutkowy oparł się na zasadzie "oko za oko, ząb za ząb".

Najbardziej poszkodowani w tym wszystkim są piłkarze. Widać było wyraźnie, że Hierro równie dobrze mógłby zasiąść na trybunach jako kibic zamiast pełnić rolę przybocznego statysty. Żaden zespół nie jest "samograjem" - bez odpowiedniego szkoleniowca cała ta konstrukcja wali się od podstaw. Przebłyskami indywidualności w gęstwinie bezładnej kopaniny można wygrać mecz na "orliku", a nie na mistrzostwach świata.

0

Każdy orze jak może. I niby gra się tak, jak przeciwnik pozwala, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to bardziej Hiszpania przegrała ten mecz, niż Rosjanie go wygrali.

0

O ile Argentyńczycy na własne życzenie skomplikowali sobie życie i awansowali rzutem na taśmę, tak Francuzi (co skrzętnie odnotowuję, mając w pamięci srogą chłostę wymierzoną rywalom w fazie grupowej mundialu 2014), jak się wydaje, nie pokazali jeszcze w pełni swego potencjału (podobnie zresztą jak Belgia, choć trzeba mieć też na uwadze klasę dotychczasowych przeciwników). Niemal identycznie grała dotąd Brazylia, minimalnym nakładem sił wygrywając swoją grupę. Prawdziwe granie i pokaz wszystkich dostępnych środków rozpocznie się jutro.

0

Mam pewną teorię (która oczywiście może być błędna): środowisko "barcelonismo" (tak wielu kibiców, jak i działaczy) wciąż nie potrafi przejść do porządku dziennego nad dziedzictwem Guardioli. To wszak zaiste wielka pokusa - paść na kolana przed własnymi dokonaniami.
Zmieniają się trenerzy, ale trzon zespołu od wielu lat pozostaje niezmienny - Messi, Pique, Busquets, do niedawna jeszcze Iniesta pozostają nietykalni. Status "mężów opatrznościowych", którym (nie ujmując wielkości zasług) na domiar tłumnej czci powinno się kapliczki postawić, każe odnosić wrażenie, że wolą przełożonych będą bronić barw "Blaugrana" do grobowej deski (absurdalnie - dosłownie). Ażeby krzewić ten kult jak najdłużej, przysposabia się im paziów spośród zbieraniny średniej klasy kopaczy, którzy ich cholewy polerują na szczery połysk, a nie rywalizują z nimi o pierwszy skład. Nie ma konkurencji, jest za to kokoszenie się w pieleszach (skądinąd pięknej) historii.

Czas mija. Posągi kruszeją.

0

Coś za coś, mości panowie.

Pisałem już tutaj o tym kilkukrotnie, ale powtórzę się raz jeszcze: by liczyć się w walce o trofea (które, co fakt - wyłączając sezon z "Tatą" u steru, stojącym pod znakiem zakrapianych winkiem "churrascos" - rok w rok zdobywamy). Po co nam zatem wychowankowie, których adaptacja wymaga czasu, a którego dziś nie ma, jeśli nie chcesz wypaść z gry? Kasa się zgadza, budżet zanadto nienadszarpnięty (pomijając kwestie - choć obecnie może i nie tak "absurdalnych" - płac), puchar czy dwa w regularnych interwałach uzupełniają gabloty w klubowym muzeum. Większość ludu zadowolona, możni tym bardziej, słysząc rozkoszny szelest banknotów w swych pęczniejących sakwach.

Romantyzm w starciu z pieniądzem? Zapomnij, naiwny "szary" człowieczku.

1

Równam do poziomu kadry narodowej. Ślamazarne tempo gry, "ekspresowy" przegląd prasy. Chyba daję radę. ;)

0

Komentarz usunięty przez użytkownika

1

"Barca" sprawia, że futbol w innym wydaniu niż kataloński staje się przaśny. Symfonia na Camp Nou kontra chodnikowe inkantacje gdzieś tam, w innych częściach piłkarskiego świata.

PS. Ostatnimi czasy ta trupa coraz częściej fałszuje, ale wierzę, że prędzej niż później będziem oglądać koncerty co się zowią.

0

Syndrom "świętych krów" zewsząd obecny.

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: