Przez wiele lat Barcelona była kojarzona z wychowywaniem i wprowadzaniem do pierwszego składu graczy ze szkółki. Mit mówiący o tym, że La Masía kształci najlepiej na świecie, upadł jak domek z kart. FC Barcelona wpasowała się w obecny trend wydawania ogromnych pieniędzy na zawodników, którzy ̶ przynajmniej w teorii ̶ mają wzmocnić drużynę.
Ostatnie lata były trudne dla skautów Barçy. Po odejściu dyrektora sportowego Andoniego Zubizarrety w styczniu 2015 roku kibice zatęsknili za transferami pilotowanymi przez Baska.
Sezon 2018/19 przyniósł jednak nieoczekiwane zadowolenie wśród fanów Blaugrany. Od kilku lat nie zdarzyło się, by nie krytykowano powszechnie transakcji klubu. Może poza odejściem na wypożyczenie Paulinho. Co wywołało takie zadowolenie wśród miłośników klubu z Camp Nou? Z którą postacią wiąże się największe nadzieje w stolicy Katalonii?
Z czego cieszą się culés?
O pozytywnym odbiorze letniego mercado przesądziły nazwiska piłkarzy, którzy w ubiegłych latach mieli duży wpływ na wyniki swoich zespołów.
Pierwszą postacią jest chilijski pomocnik Arturo Vidal. Fakt, dwukrotny zdobywca Copa América ma już 31 lat na karku. Jednak kwota osiemnastu milionów euro za jednego z lepszych pomocników na europejskich boiskach to w obecnych czasach okazja wręcz nie do odrzucenia.
Arturo na najwyższym poziomie gra od 2011 roku, wtedy bowiem trafił do Juventusu. W 2015 roku zmienił klub na Bayern Monachium. Przez wielu ekspertów i postronnych kibiców postrzegany jest jako zadziorny walczak, który nigdy i nikomu nie odpuści. Właśnie dlatego związane są z nim tak duże nadzieje. W Barcelonie co chwilę słychać głosy, że drużynie brakuje waleczności w środku pola. Vidal spełnia wszystkie kryteria, które zdaniem wielu są mankamentem Barçy w rywalizacji na europejskich boiskach.
Drugim argumentem przemawiającym za chilijskim pomocnikiem jest wypożyczenie Paulinho do Chin. Vidal ma nie tylko zastąpić Brazylijczyka, który tak dobrze kojarzy się Blaugranie, ale również przynieść wyższą jakość. Ostatnią kwestią jest możliwość odciążenia Sergio Busquetsa. Hiszpan bowiem nigdy nie miał tak wartościowego zmiennika, jakim może być Chilijczyk.
Następnym wzmocnieniem, z którym wiązane są perspektywiczne nadzieje, jest Arthur. Brazylijski pomocnik może operować na całej długości linii pomocy, od defensywnego, poprzez środkowego, a na ofensywnym pomocniku kończąc. 22-latek był priorytetem klubu z Camp Nou, a jego transfer został ustalony z Grêmio już pewien czas temu. Za obiecującego Brazylijczyka Barça zapłaciła 31 milionów euro. Porównując kwotę wydaną na Dembélé do tego, co zapłacono za Arthura, trudno się nie zgodzić, że jest to stosunkowo tania operacja.
Brazylijczyk jest świetnie wyszkolony technicznie i na ten moment dobrze rozumie się z partnerami z boiska. Po ogłoszeniu transferu przez Barcelonę oceny umiejętności gracza podjął się Deco. Portugalczyk był pewnien, że Arthur wpasuje się w styl Barçy. – Świetnie będzie pasował do Barcelony. Ma DNA Blaugrany – stwierdził. – Ponadto nie stroni od walki, jego styl przypadnie do gustu kibicom na Camp Nou. Arthur jest piłkarzem, który pomimo młodego wieku wie, co zrobić z piłką, i nie panikuje pod wpływem agresji rywala – podsumował Deco.
22-latek miałby w domyśle zastąpić Andrésa Iniestę lub Paulinho. Wydaje się, że ta druga opcja jest bardziej prawdopodobna, bowiem za następcę Iniesty uchodzi raczej Coutinho. Arthur jest cenny dla Barcelony, gdyż większość kariery ma dopiero przed sobą.
Malcom, kolejny Brazylijczyk, nie budzi takiego poruszenia jak Arthur. To prawy napastnik, za którego ekipa z Camp Nou zapłaciła Girondins Bordeaux 41 milionów euro. Warto przypomnieć sprowadzenie Paco Alcácera. Kibice mieli ogromne wątpliwości, które niestety potwierdziły się w krótkim czasie. W przypadku Malcoma takich obaw raczej nie ma. Brazylijczyk był bardzo chwalony we Francji. Wszyscy, którzy z nim pracowali, podkreślali fakt, że różni się od większości ofensywnych piłkarzy tego kraju. Carlos Henrique powiedział o nim: "już jako 18-latek miał świetne podejście. Zawsze wspierał bocznego obrońcę, a to u Brazylijczyków rzadkość. Od początku było widać, że to inteligentny chłopak”. Na podobne cechy uwagę zwracał były szkoleniowiec Bordeaux Jocelyn Gourvennec: "choć jest młody, doskonale rozumie, kiedy jest czas na żarty, a kiedy na ciężką pracę. Zawsze taki był i taki będzie". W podobnym tonie o Malcomie wypowiadał się jego dawny trener z Corinthians Osmar Loss: – zawsze szybko pojmował przekazywane mu uwagi. Dopytywał, dlaczego ma się w taki sposób ustawiać na boisku, co mu da takie zachowanie. Doskonale rozumiał mechanikę gry w piłkę nożną i rolę, jaką pełnił w zespole.
Pomimo opinii, że nie będzie mógł występować wraz z Dembélé, spora grupa ekspertów od francuskiej, a przede wszystkim brazylijskiej piłki, uważa, że zawodnicy nie będą ze sobą kolidować. Wręcz przeciwnie. Malcom jest perfekcjonistą, stara się być do bólu skuteczny. Nie wdaje się w niepotrzebne dryblingi, co, jak wiadomo, jest sporym problemem jego rodaków. Przyrównywano go do Arjena Robbena, bowiem tak jak Holender łamie akcje z prawej strony do środka, a jego popisową umiejętnością jest silny strzał z dystansu. Młodego piłkarza Barcelony więcej dzieli niż łączy z Dembélé. Połączenie gracji i finezji Francuza z walecznością i skutecznością Brazylijczyka może dać w przyszłości niezwykły efekt.
Ostatnim wzmocnieniem, które paradoksalnie wzbudziło największe zainteresowanie i ekscytację, jest środkowy obrońca Clément Lenglet. 23-letni Francuz, grając w Sevilli, zadziwił swoją dyspozycją większą część Europy. Do Hiszpanii trafił w styczniu 2017 roku. Szybko został szefem linii defensywnej swojego klubu, a solidna gra sprawiła, że zauważyli go giganci światowego futbolu. Lenglet wśród plotek o rzekomym transferze do Barcelony zachowywał zimną głowę. Jeszcze bardziej utwierdziło to ekspertów w przekonaniu, że zależy mu na grze w piłkę, a nie zarabianiu dużych pieniędzy. O swoim byłym partnerze z pola wypowiadał się Simon Kiaer: – Clément pomimo swojego młodego wieku gra bardzo odpowiedzialnie. Na boisku bije od niego pewność i determinacja. Zawsze gra na sto procent i jest niezwykle pracowity. Moje doświadczenia z Clémentem są bardzo dobre. Grało mi się świetnie u jego boku.
Francuz dołączył do Barçy za 36 milionów euro. Włodarze Blaugrany łączą z nim przyszłość środka defensywy. Wraz z Samuelem Umtitim mają dyrygować obroną w następnych latach. Obecnie były piłkarz Sevilli będzie zmiennikiem Gerarda Piqué, któremu coraz częściej zdarzają się spore wahania formy.
I to tyle?
Tegoroczne wzmocnienia bardziej niż huczne, mają być perspektywiczne. Na to właśnie liczy Barcelona. Kilku zawodników wróciło z wypożyczeń.. W klubie z Camp Nou pozostał m.in. Rafinha, który zanotował dobry sezon w Interze Mediolan, oraz Munir, po fenomenalnej temporadzie w Deportivo Alavés.
Prawdą jest, że niektórych ubytków nie da się zastąpić nawet, jeżeli sprowadzi się trzech zawodników na tą samą pozycje. Trzeba pamiętać, że sezon 2018/19 to pierwszy rok, w którym Barcelona nie posiada już żadnego z geniuszy środka pola – legendarnego duetu Xavi i Iniesta. Na pocieszenie i otarcie łez po wspomnieniu Don Andrésa przychodzą słowa Gerarda Piqué: – odejście Iniesty to dla nas duży cios. Natomiast różnicę zobaczymy dopiero wtedy, gdy Leo zakończy karierę.
Czy może być aż tak pięknie?
Na papierze, w słowach, a nawet w statystykach wszystko wygląda zadowalająco. Jednakże to najbliższe miesiące, a może i lata zweryfikują, czy powyższe transfery były opłacalne i rzeczywiście wzmocniły klub. Mówi się, że papier przyjmie wszystko; obiektyw kamery również. Natomiast wszelkie statystyki – brutalnie albo pozytywnie – zweryfikuje czas i boisko.
Barcelonie zawsze zarzucano zbyt krótką ławkę rezerwowych. Niektórzy określali ją mianem "zbyt krótkiej kołdry". W tym sezonie "kołdra" jest tak długa, że bez problemu wystarczyłaby na przykrycie sporego łoża małżeńskiego.
Komentarze (39)