La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1441 Culés

10

Wąska granica:

27 czerwca 1969 r. Estadio Azteca; Honduras-Salwador.

Poznałem go na trybunach stadionu Juana Francisco Barrazy. Niestety żaden z nas nie siedział tam po to żeby dopingować nasze drużyny. Ani ja nie byłem kibicem CD Aguila, ani on nie wyglądał na Salwadorczyka. Tamtego upalnego popołudnia 8 lutego 1971 roku mieliśmy być świadkami śmierci na żywo: śmierci salwadorskiego partyzanta Victoriano Gomeza. My, w roli reporterów. Ja byłem z lokalnej gazety, on z prasy zagranicznej. Resztę, setki osób, które rozsiadały się na trybunach przyszła tylko po to żeby zobaczyć widowisko i to słowo bulwersowało mojego kolegę; naprawdę zamierzano transmitować śmierć, jak gdyby to był mecz piłki nożnej, za pomocą wozów transmisyjnych i kamer telewizyjnych? „W całej Ameryce Łacińskiej(powiedział) stadiony spełniają podwójną rolę: w czasach spokojnych rozgrywane są tam mecze, w czasie kryzysu zmieniają się w obozy koncentracyjne". Mogłem tylko przyznać mu rację. Podał mi rękę. „Ryszard Kapuściński", powiedział. Uśmiechnął się. „Polak", dodał. Oczywiście nawet nie próbowałem wymówić jego nazwiska. Tamtego dnia rozmawialiśmy o wielu sprawach. Jak wiadomo, Polak dał mi dwie najlepsze rady, jakie usłyszałem na temat tego zawodu: być dobrym człowiekiem ponieważ źli ludzie nie mogą być dobrymi dziennikarzami; i zawsze docierać do informacji jako pierwszy. W tej samej chwili na boisku pojawiła się ubrana na czarno kobieta, którą wielu mężczyzn prowadziło naprzeciwko miejsca, gdzie mieli zabić jej syna. Przytłaczającą ciszę przerywał tylko głos lodziarza, który sprzedawał napoje na trybunach. Na moment oderwałem wzrok od boiska: na konarach okolicznych drzew siedziały grupki dzieci, wyglądały jak niespokojne ptaki. Charczący dźwięk silnika zmusił mnie do ponownego spojrzenia w stronę murawy. Z ciężarówki wysiadł Pluton egzekucyjny a za nim Victoriano Gomez w kajdankach. „Jestem niewinny przyjaciele! - krzyczał, kiedy prowadzili go na środek boiska. - Jestem niewinny!" Publiczność odpowiedziała buczeniem i krzykami. W loży honorowej pojawiły się nawet gwizdy. „Na ten dystans(powiedział Kapuściński) śmierć przestaje być śmiercią żeby zamienić się w widowisko śmierci, nie sądzisz przyjacielu? Owszem: telewidzowie w domach lepiej widzieli co się działo niż my na trybunach ale to my usłyszeliśmy echo wszystkich 13 strzałów. Trzynastu. Później, kiedy żołnierze zabierali ciało, stadion pustoszał. Na Murawie została jedynie matka zmarłego. Stała sztywno, zupełnie sama. Może żałowała wizyty w jego mieszkaniu, kiedy złapali jej syna albo myślała że zabili go za nawoływanie chłopów do przywłaszczania sobie wysuszonej ziemi, którą ich pot zamieniał w żyzne pole. Taka była i wciąż jest moja ziemia- należy do garstki latyfundystów, podczas gdy milion chłopów umiera z głodu. „Ludzie prowadzą wojny od tysięcy lat(powiedział Kapuściński) a jednak za każdym razem wygląda to tak, jakby zaczynali wszystko od początku, jakby toczyli pierwszą na świecie wojnę". Zaprosiłem go na piwo. Zanim zacznie się pisać o tego typu zdarzeniu, należy je przetrawić kilkoma łykami alkoholu. Kapuściński opowiedział mi o swoim reportażu o „wojnie futbolowej", jak ją nazwał, choć cały czas podkreślał że tak naprawdę to nie futbol był przyczyną konfliktu, lecz ziemia.


Mecze eliminacji do Mistrzostw Świata w Meksyku między Hondurasem a Salwadorem były tylko kroplą, które przelała czarę pełną nienawiści z przeszłości. A decydujący mecz, rozegrany 27 czerwca na „Azteca”, neutralnym stadionie aby zapobiec rozprzestrzenianiu się przemocy rozlał ją całkowicie. Widział ponad 5000 policjantów tworzących ludzką granicę między kibicami obu reprezentacji. Po remisie 2:2 w regulaminowym czasie gry niezapomniany gol(przynajmniej dla nas Salwadorczyków) Maurizio Pipo Rodrigueza w dogrywce dał nam bilet na mundial. Nikt jednak nie wyobrażał sobie, co kryje się za tym szczęściem. 17 dni później między sąsiadami wybuchła wojna. Koszulki zamieniono na kurtki Moro, buty sportowe na wojskowe, piłki na bomby. Rozpoczęła się absurdalna walka, które w niewiele ponad 100 godzin pozbawiła życia 6000 osób, 6000 braci w takich samych uniformach po obu stronach granicy. „W Ameryce Łacińskiej(podsumował Kapuściński) granica między futbolem a polityką jest niezmiernie wąska". Przy czwartym czy piątym piwie zagłębiliśmy się w mniej skomplikowane tematy. Opowiedział mi jak jeden wiersz na dobre wyciągnął go z bramki, kiedy występował w młodzieżowej drużynie Legii Warszawa. „Piłka nożna to było uniesienie, delirium, moja największa pasja- powiedział, opróżniając szklankę. - Na boisku spędzałem całe dnie aż redaktorzy z dziennika „Słowo powszechne" przyjęli mój wiersz, który im wysłałem i w ten sposób odkryłem rozległy i okrutny świat rozpościerający się poza liniami pola karnego". Od tamtej pory zaczął poznawać jego najodleglejsze zakątki. Bez obaw przed muchą tse-tse, skorpionami czy chorobami. Bez strachu przed bombami czy karabinami. Przed politykami, królami, dyktatorami i innymi rządzącymi. Z otwartymi ustami słuchałem opowieści z jego podróży. My, lokalni reporterzy tak naprawdę mamy duszę podróżnika, lecz brakuje nam odwagi by przekraczać granicę. Nie pamiętam ile wypiliśmy piw. Szczęście że mogłem czytać jego teksty przez resztę życia. Siedząc przy wygodnym biurku wyobrażałem go sobie jako superbohatera, który przybywa na ratunek za każdym razem, gdy w jakimkolwiek miejscu na świecie zapala się czerwone alarmowe światło. Superbohatera z maszyną do pisania w walizce. W koszuli khaki, czarnym berecie i papierosem w zębach. Ten człowiek rozumiał świat tak, jak podziwiany przez niego Herodot- podróżując aż na antypody i wracając z walizką pełną historii. W jego tekstach dało się jednak dostrzec smutne realia naszego zawodu: rachityczna kolumna w gazecie rzadko kiedy jest w stanie pomieścić złożoność rzeczywistości. Co, kto, jak, gdzie, kiedy, dlaczego, po co- nie da się jej objąć, odpowiadając na 7 pytań reportera chociaż jemu bardzo często udawało się to osiągnąć w podziwu godny sposób.

Miguel Angel Ortiz.
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?