- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1197 Culés
Gorące dyskusje
FcPortoFan1999
22
Żeby po 2 meczach już być poza turniejem gdzie wychodzą trzy ekipy z grupy to trzeba się... » Czytaj dalej
26 odpowiedzi
KamQiX
62
Czerwona kartka za zasłanianie ust to najbardziej absurdalny przepis jaki wprowadzono w tym... » Czytaj dalej
19 odpowiedzi
heniusss
17
Macie czasami tak, że czytacie czyjś post i zaczynacie pisać odpowiedź po czym myślicie “po... » Czytaj dalej
16 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1197 Culés
6
Wspaniałe legendy Blaugrany:
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
9
@FCBparasiempre
15 czerwca 1930 r. urodził się Jesús Pereda, jedna z większych legend katalońskiego klubu. Bramkostrzelny napastnik, który wbił rywalom 109 goli w 409 spotkaniach. Do końca swoich dni był wierny Katalonii, od momentu przyjścia na świat aż po śmierć był jej oddanym mieszkańcem. W 1950 roku zadebiutował w reprezentacji Hiszpanii, gdzie rozegrał tam 20 spotkań strzelając 8 goli. W ojczyźnie był znany z pewnej sytuacji. Podczas meczu przeciwko Związkowi Radzieckiemu podczas Euro ’64 miał ponoć strzelić gola na 2-1. Dlaczego użyłem słowa ,,miał”? Przekaz telewizyjny w Hiszpanii był ocenzurowany podczas tego spotkania. Relacje radiowe wskazywały, że to właśnie Pereda był strzelcem tej bramki. Taśmy z ZSRR pokazywały że to jednak nie był on, jednak były podejrzenia, że owe materiały były sfałszowane. W przeszłości grał również dla Realu Madryt. Popadł jednak w konflikt z zarządem i trenerami i opuścił Królewskich. W 2011 roku zmarł w wieku 73 lat z powodu raka, który został wykryty 2 miesiące wcześniej. Możliwe, że niektórzy nie wiedzą, kim był Jesús Pereda a wielu młodych, przekonanych nieustępliwą retoryką, która do niedawna głosiła, że „Hiszpania nigdy nic nie wygrała”, nie zdaje sobie sprawy, że reprezentacja Hiszpanii już w 1964 roku wygrała Mistrzostwa Europy, czarno-białe wydanie, które ma taką samą wartość jak sześć pierwszych Pucharów Europy zdobytych przez Real Madryt a w tych rozgrywkach Pereda odegrał rolę podobną do tej, jaką w ciągu ostatnich trzech lat odegrali tacy piłkarze jak Xavi, Torres czy Iniesta. Bo jeśli Marcelino poszedł na Olimp bogów za strzelenie zwycięskiej bramki w finale przeciwko upadłemu Związkowi Radzieckiemu, to należy podkreślić, że prawdziwym bohaterem meczu był Pereda, który otworzył wynik meczu pierwszą bramką(tak jak zrobił to już w półfinale przeciwko Węgrom) i posłał dośrodkowanie na głowę napastnika Zaragozy. Był najwyższej klasy pomocnikiem, wspaniałym rozgrywającym, który łączył także technikę i umiejętności pod bramką. W tej roli zadebiutował w meczu z Logroñés w lidze krajowej, strzelając sześć goli w piętnastu meczach, które rozegrał w koszulce narodowej. Jesús María Pereda Ruiz de Temiño urodził się w Medina de Pomar w Burgos. Wszyscy znali go jako „Chus” Pereda a w ówczesnych kręgach piłkarskich nazywano go również „Polvorilla”(Mała Petarda) ze względu na jego wybuchowy zapał i spontaniczną naturę. Po rozpoczęciu kariery w Alcázar w swoim rodzinnym mieście, dołączył do Valmasedy jako stały zawodnik w sezonie 1954/55. Skarga Zalli, twierdząca, że wiek uniemożliwia mu udział w rozgrywkach regionalnych, doprowadziła do jego transferu do młodzieżowej drużyny Indauchu. Następnie grał przez dwa sezony w pierwszej drużynie i zadebiutował w Second Division 18 marca 1956 roku w meczu przeciwko Sabadell w 25. kolejce. Rozegrał trzy mecze w tym sezonie i 35 w następnym, strzelając 16 goli. Dzielił szatnię z Iriondo, Zarrą i Panizo, trzema legendarnymi napastnikami Athletic Club, z którymi również mógł podpisać kontrakt, pomimo ograniczeń, jakie klub z Bilbao narzucał zawodnikom spoza regionu. Ograniczenia te zostały sprytnie zamaskowane, twierdzono, że zawodnik grał w młodzieżowej drużynie Vizcaya. Jednak to żądania finansowe prezesa Indauchu, Jaime Olaso, udaremniły zawarcie umowy, ponieważ milion peset w połowie lat 50-tych był znaczną sumą, której prezes Athletic Club, Enrique Guzmán, odmówił zapłaty.
Real Madryt zapłacił 850 000 dolarów za jego transfer, z ustną umową na dodatkowe 250 000 dolarów, jeśli zdobędzie międzynarodowe występy. Kiedy osiągnął to wyróżnienie i dyrektorzy „Indauchuta” zażądali uzgodnionej płatności, prezes Realu Madryt stwierdził, że nie mogą spełnić warunku, ponieważ młody mężczyzna nie jest już częścią ich klubu. Był w kadrze Realu Madryt w sezonie 1957-58 i zadebiutował w La Liga 9 lutego na Santiago Bernabéu przeciwko Realowi Jaén, tworząc linię ataku z Marsalem, Di Stéfano, Rialem i Gento. Ten mecz i ostatni mecz na La Romareda, w którym strzelił swojego pierwszego gola, były jedynymi, w których zagrał dla Realu Madryt w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale wystarczyły, aby otworzyć swoją gablotę trofeów jedynym tytułem La Liga, jaki zdobędzie, chociaż równie dobrze mógłby dodać Puchar Europy, który Real Madryt zdobył w tym samym sezonie po raz trzeci. W kolejnym sezonie został wypożyczony do Realu Valladolid, w którym rozegrał dwadzieścia siedem meczów i strzelił dziesięć goli, co pozwoliło zespołowi Zorrilla zostać mistrzem Drugiej Ligi i powrócić do najwyższej ligi. Przybycie brazylijskich reprezentantów Didiego i Canario do Realu Madryt oraz zainteresowanie klubu pozyskaniem „Pepillo” ułatwiło transfer Jesúsa Peredy i Ángela Seguroli do Sevilli w ramach umowy zawartej latem 1959 roku. Pereda grał w Sevilli przez dwa sezony (1959-61), rozgrywając łącznie pięćdziesiąt sześć meczów ligowych. Zadebiutował w reprezentacji 13 marca 1960 roku, jako członek zespołu „Promises”(później znanego jako zespół U-21) grając przeciwko Włochom w Palermo. Następnie zagrał ponownie w reprezentacji U-21 przeciwko Francji. Dwa tygodnie później, 15 maja, zadebiutował w seniorskiej reprezentacji na Santiago Bernabéu przeciwko Anglii w meczu towarzyskim, który Hiszpania wygrała 3-0. Wyjściowy skład reprezentacji Hiszpanii to: Ramallets; Pachín, Garay, Gracia; Vergés, Segarra, Pereda (Del Sol 44'), Eulógio Martínez, Di Stéfano, Peiró i Gento. W październiku tego samego roku był również członkiem reprezentacji B, która pokonała drużynę A Maroka 4:3 w kolejnym meczu towarzyskim rozegranym w Granadzie. W czerwcu 1961 roku FC Barcelona pozyskała go, aby zastąpił Luisa Suáreza, który odszedł do Interu Mediolan, i poprowadził nowy projekt, który nowo mianowany prezes, Enrique Llaudet, planował jako kontynuację legendarnej ery Kubali, Ramalletsa, Czibora i Tejady. W tym okresie grał przez osiem sezonów (1961-69), występując w barwach Blaugrany w sumie w 293 meczach, strzelając 104 gole, z czego 42 w La Liga. Zdobył Puchar Króla w 1963 i 1968 roku a także Puchar Miast Targowych w 1966 roku. Następnie dołączył do Sabadell na sezon 1968-69, po czym zakończył karierę w Mallorce, gdzie rozegrał 51 meczów w Second Division w ciągu dwóch sezonów (1969-71). Po zakończeniu kariery piłkarskiej trenował drużynę firmy „Danone” a w sezonie 1974/75 był selekcjonerem młodzieżowej reprezentacji Katalonii. W kolejnym sezonie został selekcjonerem młodzieżowej reprezentacji, po tym jak Pablo Porta powołał go na miejsce Eduardo Toby. Pozostał trenerem Królewskiego Hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej przez kilka lat, najpierw asystując Kubali, a następnie Luisowi Suárezowi, gdy ten ostatni objął posadę trenera reprezentacji do lat 21. Zastąpił Suáreza w 1988 roku, aż do 1992 roku, kiedy to Javier Clemente przejął funkcję selekcjonera reprezentacji. Clemente ostatecznie go zwolnił, twierdząc, że „za dużo mu płacono za tak mało, jak na jego umiejętności”. W tym czasie zdobył dwa tytuły mistrza Europy do lat 16 oraz wicemistrza świata do lat 17 i 20. Z powodu choroby Vicente Miery miał również okazję poprowadzić seniorską reprezentację w jednym meczu.
Później dorywczo pracował jako trener w skromnych klubach, w tym w Xerez. Był właścicielem restauracji serwującej owoce morza. Na początku XXI wieku, wraz z rodakiem z Burgos, byłym piłkarzem, obecnie związanym z branżą budowlaną, założył agencję reprezentacji piłkarzy. Z tego stanowiska potępił podejrzany podział prowizji przy pozyskiwaniu piłkarzy Barcelony, a także sztucznie zawyżoną cenę za brazylijskiego Geovanniego, który, nawiasem mówiąc, okazał się kolosalną porażką. Spotkałem go osobiście podczas dyskusji telewizyjnej, gdy kończyłem czwartą część „Historii i statystyk hiszpańskiej piłki nożnej”, która zakończyła się słynnym golem Marcelino. Pierwszą rzeczą, o której mu wspomniałem, były moje wątpliwości co do tego, dlaczego prasa, z którą się konsultowałem, uznała go za autora dośrodkowania, które napastnik Zaragozy później wykończył, podczas gdy w materiale filmowym, który miałem z kronik No-Do, numer 7 – czyli Amancio – był widziany podczas zagrania. Potwierdził, że to on wykonał zagranie, a nagranie zostało zmanipulowane, prawdopodobnie dlatego, że brakowało w nim pełnej sekwencji. Zagranie zostało później odzyskane dzięki nagraniu meczu nagranemu przez byłą sowiecką telewizję. Oprócz wszystkich piłkarskich cech, które prezentował w różnych mediach, w których pracował, jego charakter sprawił, że stał się lubiany przez wszystkich, którzy go znali, zwłaszcza jego witalność, chęć do gry i uczciwość. 27 września 2011 roku zmarł nad ranem, ofiarą raka, którego do samego końca starał się ukryć swoją charakterystyczną wesołość. Następnego dnia ci z nas, którzy podziwiali jego osobowość, zebrali się, aby go pożegnać. Byli tam jego koledzy z reprezentacji, z którą zdobył swoje najważniejsze trofeum: Iríbar, Olivella, Calleja, Zoco, Fusté, Amancio i wielu innych zawodników, z którymi dzielił wspaniałe popołudnia zaledwie kilka metrów od niego. Byli częścią mojego albumu z naklejkami, którego z powodu upływu lat – jego i mojego – nie byłem w stanie rozpoznać. To było wzruszające i niezwykłe pożegnanie, jak te, które otrzymują wielkie osobistości po występie, opuszczając dom pogrzebowy wśród owacji na stojąco.