- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1075 Culés
Gorące dyskusje
Batys
2
Macie już zaplanowane urlopy? Jakiś ciekawy kierunek?
102 odpowiedzi
Kgorecki2500
1
-Świadek każde z pytań skwitował milczeniem - powiedział rzecznik prokuratury Piotr Antoni... » Czytaj dalej
47 odpowiedzi
Rastafarnianin
1
Stanowski swoje zrobił, nabił wyświetleń i wpakował go na mine XDA teraz niech sie koleś... » Czytaj dalej
28 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1075 Culés
7
Ciężar walizki króla:
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Bernard777
@Adran360
@1LY0
9
@FCBparasiempre
12 maja 1963 roku, San Siro; Włochy – Brazylia.
Teraz wszyscy mówią o depresji Pelego. Podobno „O Rei” nie może się poruszać bez chodzika i dlatego zamkną się w domu. Tylko prawdziwi monarchowie potrafią z godnością zmierzyć się ze schyłkiem swojego panowania. A Pele zawsze miał klasę, na boisku i poza nim. Nie tak jak ci, których wielu miernych dziennikarzy próbowało ustawić z nim w jednym szeregu. Jestem Włochem, tifoso Milanu ale nawet gdybym pochodził z Neapolu uważałbym tak samo: król do końca swoich dni powinien się zachowywać, jak na króla przystało a Diego, który z piłką był bardzo dobry, odkąd nie miał jej przy nodze a zachowywał się jak klaun. Cristiano Ronaldo jest księciem, który bardziej przejmuje się tym żeby podobać się księżniczce niż kibicom a Messiemu, chociaż ma zadatki na króla brakuje charakteru aby nosić koronę jak należy. I nie mówię że to łatwe: niektóre korony są tak ciężkie że tylko nieliczni królowie radzą sobie z ich wagą. Podobno kiedy Edson Arantes de Nascimento przyszedł na świat, w stanie Minas Gerais stała się jasność i jego rodzice nadali mu imię wynalazcy żarówki. Tylko jeszcze nie wiedzieli że ten dzieciak na mundialu w Szwecji olśni cały świat jako zaledwie 17-latek. Poeta Horacio Ferrer napisał: „Księżyc/ był świecą w faweli. / a on ukołysał mrok, / chór tego głodu, / gdzie rodził się futbol i płacz / w najczystszej postaci". Piękne, prawda? Odkąd miałem zaszczyt nosić walizkę Pelego, przez ponad 40 lat zbierałem wszystko, co publikowano na jego temat: wycinki z gazet, książki, piosenki, wiersze, bajki, dosłownie wszystko. Mówią że to choroba naszego wieku: mamy obsesję na punkcie czegoś a ostatecznie ta obsesja nas pożera. Pozwólcie że to wyjaśnię. Poznałem Pelego w maju 1963 roku. Reprezentacja Brazylii zatrzymała się w hotelu, w którym pracowałem jako bagażowy. Miałem wtedy 16 czy 17 lat i już Dostąpiłem ze szczytu noszenia walizek najlepszych piłkarzy świata. W tamtym okresie brazylijski gwiazdor znajdował się w podobnej sytuacji jak teraz: też nie chciał wychodzić z pokoju. I nie robił tego, według prasy, Z powodu kłopotów z kolanem, będących pokłosiem wypadku samochodowego w Hamburgu, gdzie jego taksówka zderzyła się z autobusem. Tamte dni przypominały prawdziwe szaleństwo. Wtedy zrozumiałem jedną z Maksym hotelarstwa: znana jest pora przyjazdu ale nigdy odjazdu. Nie pamiętam ile mieliśmy nadgodzin kropkę Wszyscy pracownicy, od recepcjonistek po kucharzy. Nawet dyrektor wprowadził się do jednego z pokoi żeby być do dyspozycji gości 24 godziny na dobę. Chociaż poświęcenie było tego warte: brazylijscy dyrektorzy obdarowali nas garściami wejściówek na mecz i miałem szczęście że też dostałem jedną. Wreszcie miałem zobaczyć moich idoli na boisku! A gdyby Pele ostatecznie się wykurował, mógłbym się cieszyć z oglądania najlepszego piłkarza w historii. W przeddzień meczu hotel zamienił się w gniazdo paparazzi, czatujących na jakieś zdjęcie albo słowa króla. Wszyscy dziennikarze musieli zadowolić się wywiadami z Coutinho, Gilmarem albo Amarildo, kiedy schodzili, aby pospacerować po holu. „Impossible, del tutto Impossible", mówiliśmy tym, którzy nalegali na spotkanie z Pelem. „Non patra vederlo", powtarzaliśmy raz za razem. Przede wszystkim pewnemu młodemu hiszpańskiemu dziennikarzowi, który(jak twierdził) Przybył z Barcelony przez Neapol żeby porozmawiać, Cytuję „ze swoim przyjacielem Edsonem, którego jeszcze nie zna". Miał na sobie długi czarny płaszcz, białą koszulę i krawat. I bardzo znoszone buty. Skąd ja go kojarzyłem...? Słysząc, jak rozmawiam z innymi dziennikarzami, odkryłem że czasem przedstawiał się jako Martin Girard a czasem jako Gonzalo Suarez... Eureka! To on był prawą ręką Helenio Herrery, w tamtym czasie Idola w moim mieście. Teraz porównują go z Brianem Cloughem albo z Jose Mourinho ale Helenio zrewolucjonizował futbol jak nikt przed nim. Wybaczcie dygresję. Ten bezczelny młodzieniec, który ciągle pytał o Pelego, zajmował się podglądaniem dla Herrery rywali. Redagował wywiady, które Helenie robił sam ze sobą. Po latach opowiadano że napisał jego Wspomnienia a nawet książeczkę z kryminalnymi opowieściami, które H.H. Podpisał swoim nazwiskiem. Kto wie. W takie historie ostatecznie zawsze wkrada się literatura a to niebezpieczne dla tych, którzy poszukują faktów, nieprawdaż?
Tłum na ulicy krzyczał: "Pele! Pele! Pele!". I król od czasu do czasu wyglądał przez okno, jakby był papieżem a ludzie szaleli, ponieważ w rzeczywistości ujrzeli Boga. Nikt jeszcze nie wiedział czy Pele będzie mógł zagrać na San Siro przeciwko reprezentacji "Azzurrich", odsetki wiernych wystawało przed wejściem do hotelu żeby zobaczyć choćby jego cień po drugiej stronie zasłony. Tylko jedna osoba dostąpiła przywileju porozmawiania z nim w jego pokoju. Już się domyślacie kto, prawda? Suarez zjawił się następnego dnia, 11 maja, wcześnie rano na śniadanie zamówił bardzo gorącą kawę i świeżego crusanta. Kelnerowi, który go obsługiwał powiedział że przed wywiadem zawsze je to samo. Zapytałem, czy na ten poranek był umówiony jakiś wywiad ale żaden z kolegów nic o tym nie wiedział. Kiedy odwróciłem się w stronę jego stolika, na talerzyku zostały tylko okruszki. Przemierzając hol coś mnie tknęło. Ruszyłem na górę do pokoju i przystawiłem ucho do drzwi- Gonzalo Suarez dostał się do apartamentu króla! Incredibile! Zastanawiałem się czy zapukać, czy nie ale skoro nie słyszałem żadnych krzyków ani obelg, zdecydowałem się na ten drugi wariant. Stałem przy drzwiach przez ponad godzinę. Kiedy wreszcie się otwarły zobaczyłem jak Suarez i Pele przybijają sobie piątkę, niczym dwaj starzy przyjaciele. Nie mogłem w to uwierzyć! Razem zjechaliśmy windą i wtedy wyznał że to był dziwny wywiad: " nigdy nie poznałem króla, który czuł by tak duży strach przed Bogiem- powiedział. - Bardziej powinien obawiać się kopniaków, które jutro dostanie od Trapattoniego, Nie sądzisz?" "A więc zagra?", spytałem. „Jeśli pozwolą mu na to jego kolano i Bóg...", odparł, wychodząc z windy. Już go nie spotkałem, choć możliwe że następnego dnia był na stadionie. My mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Ogromnie się cieszyłem z naszego zwycięstwa 3:0. Coutinho, Rildo, Eduardo i Lima nic nie mogli zrobić w starciu z Maldinim, Vierim, Mazzolą i Corso. Gole strzelili Sormani, Mazzola z karnego i Bulgarelli. Król nie musiał patrzeć, jak jego drużyna się poddaje, ponieważ został zdjęty z boiska w 28 minucie pierwszej połowy. Trapattoni ledwie pozwolił mu dotknąć piłki i Pele snuł się po murawie, jakby Korona za bardzo mu ciążyła. Kiedy kierował się w stronę tunelu prowadzącego do szatni puścił oko do kamery ale w rzeczywistości puścił je do mnie i kiedy przechodził obok, krzyknąłem jego imię i przysięgam że na mnie spojrzał. Następnego dnia gazety wołały: "Trapattoni zaszachował króla". Zanim opuścił hotel, zdobyłem jego autograf na serwetce. Nawet nie wiecie ile razy myślałem o tym aby wystawić ją na aukcje. Mógłbym za nią dostać niezłe pieniądze, który rozwiązałoby wiele moich problemów ale czym że byłoby życie bez problemów... Kilka dni później ukazał się wywiad Gonzalo Suareza. Zapewniam że to była jedna z nielicznych sytuacji, kiedy O Rei otworzył swoją walizkę. Po tym, jak przeniosłem miliony z nich, zrozumiałem że wszyscy dźwigamy własny bagaż i że niewielu się przy tobie zatrzymuje, gdy pokazujesz co naprawdę masz w środku.
Miguel Angel Ortiz.