- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1505 Culés
Gorące dyskusje
martusiaaaa
2
a ja mam może takie głupie, dziwne i dziecinne pytanie ale zapytam kiedy macie urodziny ? to se... » Czytaj dalej
58 odpowiedzi
FcPortoFan1999
4
Mocny start młodej Rosjanki.Mniej błędów i ciekawsze zagrania.
16 odpowiedzi
kocuur
5
Nie będę owijał w bawełnę. Zachwyciłem się wczorajszym golem Wiśniewskiego. Ależ to był... » Czytaj dalej
13 odpowiedzi
Media
Sonda
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1505 Culés
11
Muzyczna batalia - #66 zapraszam wszystkich do słuchania i glosowania:
https://strawpoll.com/eJnvVkAamnv
----------------------------------------------------------
BLIND WILLIE JOHNSON – „In My Time of Dying / Jesus Make Up My Dying Bed” (nagrano w 1927, wydano w 1928)
Pionier gospel bluesa z Teksasu. Wędrowny ślepy kaznodzieja, który połączył głęboką religijność z surowym, brudnym, ulicznym brzmieniem.
To czysta, szorstka modlitwa nagrana w jednym ujęciu. Nagranie trzeszczy, a artystę słychać tak, jakby siedział na zakurzonym skrzyżowaniu dróg. Jego zdzierający się, potężny głos niemal drapie w uszy, a w tle towarzyszy mu jęcząca, przeciągła gitara. Całość ma formę absolutnego, hipnotyzującego transu człowieka, który bez lęku czeka na twardy wyrok losu.
To właśnie to nagranie jest "ojcem" piosenki, która dekady później zyskała sławę jako "In My Time of Dying". Johnson, aby wydobyć ze swojej gitary ten ślizgający się, blaszany dźwięk, często grał po prostu dociskając do strun grzbiet zwykłego scyzoryka. Co więcej, jego muzyka ma status kosmiczny – w 1977 roku inna jego kompozycja trafiła na słynną złotą płytę wysłaną w kosmos przez NASA na pokładzie sondy Voyager, jako dowód na to, jak brzmi ludzka melancholia.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
BOB DYLAN – „In My Time of Dyin'” (1962, album: Bob Dylan)
Ikona muzyki, buntownik z gitarą i najważniejszy bard XX wieku. Wtedy jednak – nikomu nieznany, 20-letni chłopak nagrywający swój debiutancki album za marne grosze.
Klimat utworu: Jest tu pośpiech, nerwowość i młodzieńcza bezczelność. Dylan śpiewa bardzo nosowo, niemal warcząc i wyrzucając z siebie słowa w pośpiechu. Zamiast powolnego narzekania na nadchodzącą śmierć, dostajemy rwące, brzęczące uderzenia w struny akustycznej gitary, które brzmią trochę jak rytmiczne uderzanie w garnek.
Ciekawostki: Bob nagrywał całą swoją pierwszą płytę niezwykle szybko i z reguły odmawiał robienia powtórek (twierdził, że nie potrafi zaśpiewać tego samego dwa razy tak samo). Najciekawszy jest tu jednak dźwięk gitary. Aby uzyskać ten szklany, ślizgający się efekt na strunach, Dylan użył zamiast profesjonalnej rurki (slide'a)… metalowej zatyczki od szminki. Pożyczył ją od swojej ówczesnej dziewczyny, Suze Rotolo, która siedziała tuż obok niego w studiu podczas nagrywania.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
LED ZEPPELIN – „In My Time of Dying” (1975, album: Physical Graffiti)
Zespół: Brytyjscy tytani hard rocka. Mistrzowie brania starych bluesowych standardów i pompowania w nie energii zdolnej zburzyć budynek.
Klimat utworu: To ponad 11 minut czystego, rockowego walca drogowego. Kawałek zaczyna się od leniwego, przesterowanego brzmienia gitary i narzekającego wokalu Roberta Planta, by potem zmienić się w gęsty, mroczny, toczący się do przodu rytm. Perkusja brzmi tu potężnie i przestrzennie – uderzenia są tak wielkie, że ma się wrażenie przebywania w jakiejś podziemnej jaskini. Prawdziwa dźwiękowa ściana, która z każdą minutą coraz bardziej wciąga.
Ciekawostki: Co ciekawe (i mocno kontrowersyjne), zespół na okładce albumu wpisał wszystkich swoich czterech członków jako... pełnoprawnych autorów tej wieloletniej melodii. Utwór ten jest najdłuższą studyjną piosenką w historii Led Zeppelin i w większości był pędzony na wielkim żywiole. Pod sam koniec nagrania słychać, jak w studiu niespodziewanie zapada cisza, po czym perkusista John Bonham teatralnie odchrząkuje i rzuca z zadowoleniem do mikrofonu: "That's gotta be the one, hasn't it?" (To musi być ta wersja, nie?). Było to tak prawdziwe i surowe, że po prostu zostawili to na oficjalnej płycie!
---------------------------------
poprzedni post https://www.fcbarca.com/la-rambla/dyskusja-16775253#comment-16775253
@JimMorrisonFCB @8stoichkov8 @Coutinho007 @mientusek1407 @patataj
@iksajotien @don'T.R.I.P.e @kazbychu @shaun @Safrani
Konradowskyy, Draqulius, kamyk_23, VamosRakieta ,Comentateiro
0
@Colon Jeśli gdzieś jest Bob Dylan albo Nick Cave to nie ma żadnej batali
3
@Colon Zepellin oczywiście
0
@Colon LED Zeppelin.
0
@Colon @BillyButcher kojarzysz?
0
@Colon Boba Dylana jak najbardziej kojarzę, Led Zeppelin, to pojedyncze kawałki, ale jeśli chodzi o Blind Willie Johnsona, to nie miałem wcześniej styczności. Teraz jednak, kiedy o nim przeczytałem, na pewno nadrobię! Poproszę o oznaczanie mnie w przyszłości, bo uwielbiam dobrą muzykę i takie ciekawostki, jak te, które napisałeś.
0
@BillyButcher nie wiedziałem.
Ale napisałem , bo Bob Dylan i ten utwór był w ostatnim odcinku The Boys .
0
@Colon Jeszcze nie zacząłem oglądać ostatniego sezonu The Boys, bo kończę seriale, które zacząłem wcześniej. Ale teraz na pewno będę miał na uwadze ten utwór, kiedy ruszę z odcinkami.
0
@Colon
Well, well, well .....
wkleję jeszcze jedną wersje z której Dylan i Zeppelini chyba bardziej skorzystali:
....... so i can die easy - dzisiaj wszyscy wygrywają, za niesienie kaganka tradycyjnego bluesa dla przyszłych pokoleń.
Swoją drogą zapożyczenia Zeppelinów i covery piosenek Boba Dylana to kopalnia pomysłów na kolejne odcinki :)
0
@Draqulius Piekna wersja, zupelnie o niej zapomnialem. Tak minimalnie,ale Dylan / White/ Johnson potem dopiero Led Zeppelin jak dla mnie.