- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1233 Culés
Gorące dyskusje
Marusek
0
@martusiaaaa W całym roku, to chyba że dwadzieścia, a w listopadzie bodaj trzy. Tak, imię moje... » Czytaj dalej
111 odpowiedzi
chavez
0
Powiedzmy, że Barcelonie grozi bankructwo. Jedyne wyjście to sprzedaż Yamala albo Pedriego. Kogo... » Czytaj dalej
16 odpowiedzi
Ilka
2
Widzę tutaj też poprawność polityczna i na niektóre słowa redakcja uczulona haha :)
12 odpowiedzi
Media
Sonda
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1233 Culés
8
Muzyczna batalia, #43 zapraszam wszystkich do słuchania i glosowania:
https://strawpoll.com/GeZARbw2EyV
---
STING "It's Probably Me"
album Ten Summoner's Tales (1993) / oryg. Lethal Weapon 3 Soundtrack (1992)
To utwór, który powstał jako temat przewodni do filmu "Zabójcza Broń 3", ale w tej wersji (albumowej) zyskuje zupełnie nowe życie dzięki sekcji rytmicznej.
Za bębnami siedzi tu Vinnie Colaiuta – absolutny bóg perkusji i weteran zespołu Franka Zappy (u którego grał najtrudniejsze rytmy świata). Tutaj Vinnie pokazuje, dlaczego jest geniuszem: zamiast popisywać się techniką, "chowa" swoje ego do kieszeni, grając z nieprawdopodobnym wyczuciem (feel). Używa miotełek i rimshotów, tworząc gęsty, ale subtelny groove, który "oddycha". Słychać tu każdą duszka (ghost note) na werblu.
Dominic Miller na gitarze nylonowej zastępuje tu Erica Claptona (z wersji filmowej), grając bardziej miękko i jazzowo. To brzmienie jest intymne, suche i audiofilskie – słychać naturalną akustykę kamiennego salonu w posiadłości Stinga (Lake House), a nie sterylne studio.
Legenda głosi, że charakterystyczny rytm utworu powstał, gdy Sting, Eric Clapton i kompozytor Michael Kamen siedzieli w kuchni, próbując napisać piosenkę do filmu. Sting zaczął klikać zapalniczką Zippo, by nadać tempo – i ten dźwięk trafił do oryginalnej, filmowej wersji (tam na bębnach grał Steve Gadd).
Wersja, którą analizujemy (z Vinnie Colaiutą), to dowód na to, jak wybitny bębniarz potrafi zinterpretować "klik zapalniczki" na zestawie perkusyjnym, nadając mu ludzki, jazzowy puls. Vinnie był wtedy "tajną bronią" Stinga – jedynym człowiekiem, który potrafił zagrać skomplikowane metrum 7/8 tak, by ludzie mogli do tego tańczyć.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
TEARS FOR FEARS "Swords and Knives"
album The Seeds of Love (1989)
Jeśli Sting to zadymiony pokój detektywa, Tears for Fears to epicka scena batalistyczna. Produkcja Rolanda Orzabala jest tu monumentalna, "mokra" (dużo pogłosów) i wielowarstwowa.
Sekcja rytmiczna to inny rodzaj wirtuozerii. Na basie gra Pino Palladino – mistrz instrumentu bezprogowego (fretless), którego "pływający", śpiewny bas wypełnia dół pasma w sposób niepodrabialny. Na perkusji Simon Phillips (później Toto) – legenda rockowego bębnienia. Jego zestaw brzmi potężnie, szeroko i "stadionowo". Phillips używa tu dwóch central (double bass), co w muzyce pop było rzadkością, budując w finale utworu dramatyzm godny rocka progresywnego. To soniczna architektura, gdzie każdy element jest dopieszczony do granic możliwości.
Utwór ten pierwotnie napisano do filmu "Sid i Nancy" (o Sex Pistols), ale został odrzucony przez reżysera jako "zbyt skomplikowany". Trafił więc na The Seeds of Love – album, który powstawał w bólach i kosztował fortunę (ponad milion funtów w 1989 roku!), właśnie przez obsesyjne dążenie do perfekcji brzmieniowej, którą tu słychać w każdej sekundzie.
---
@JimMorrisonFCB @8stoichkov8 @Coutinho007 @mientusek1407 @patataj @iksajotien @don'T.R.I.P.e @kazbychu @shaun @Safrani
Konradowskyy, Draqulius, kamyk_23, VamosRakieta ,Comentateiro
i kazdy chetny.
1
@Colon Sting oczywiście
1
@Colon Stylowy minimalizm Sztinga (swoją drogą Zabójcza Broń to było kino noir?) kontra soniczny przepych TEARS FOR FEARS.
Obydwa nagrania niezwykle sterylne, ale brakuje im czegoś, czego ja w muzyce szukam najbardziej, to jest serca i emocji. Gdybym miał oceniać same kompozycje wybrałbym TfF (Szting jest tu dość kliszowy), ale Szting ma więcej duszy - i właśnie za to oraz za tę wymianę uśmiechów (3:09 min.) wygrywa Szting.
0
@Colon oczywiśnie ten pan z Polic ;)
0
@Colon Tu wybieram Stinga, ale jakbyś dał Year of the Knife TFF z tego samego albumu to wybór byłby już inny :)