La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1229 Culés

13

Ciężka przeprawa z „Nietoperzami”:

24 lutego 1957 r. FC Barcelona pokonała na „Camp de Les Corts” Valencie CF 3:2 w 24 kolejce Primera Division po golach Estanislao Basory, Ramona Villaverde oraz Eulogio Martineza. W pierwszych minutach niedzielnego meczu na Les Corts pomiędzy Valencią a FC Barceloną goście przejęli inicjatywę, ale wkrótce potem gospodarze, głównie napastnicy, popisali się długą i zróżnicowaną gamą znakomitych zagrań. Ich indywidualne wysiłki, koordynowane przez Kubalę, zapewniły im wygodną przewagę do przerwy, na tyle dużą, że przeciętny kibic Barcelony, a nawet przeciętny widz, z optymizmem spoglądał na resztę meczu i jego ostateczny wynik. Blaugrana splatała i rozplatała ataki na wciąż grzązkim po wczorajszym deszczu „Les Corts” lub być może z powodu wymaganych prac konserwacyjnych. Valencia, w mniejszym stopniu, odpowiedziała, ale ich początkowy wysiłek, a także wysiłki, które powtarzali momentami w tej obiecującej, typowo barcelońskiej pierwszej połowie, nie wykraczały poza Ramalletsa, który, bardzo pewny siebie i potwierdzając swoją nową, zasłużoną i możliwą akceptację jako bramkarz reprezentacji, popisał się spektakularnymi obronami. Pierwsze piętnaście minut przyniosło Dumie Katalonii, za ich doskonałą grę, zasłużoną nagrodę w postaci dwóch goli. Potem grali równie dobrze jak wcześniej a nawet lepiej, ale Valencia zamkneła im drogę do bramki Goyo. Do bramki dotarły jedynie echa kilku jęków, odbijających się od strzałów raczej niecelnych niż celnych, lub miny, że bramkarz był na swoim miejscu, jak należy, i jego obowiązkiem było je przechwycić. Valencia miała jednak kilka prób a nawet strzał Arety trafił w poprzeczkę bramki Ramalletsa, jednak wynik do przerwy się nie zmienił. Na ponad pół godziny przed końcem meczu FC Barcelona prowadziła już 3:0, dzięki Eulogio Martínezowi, który z jednego z tych kątów, które tylko on wydaje się potrafić stworzyć na Les Corts, ponownie pokonał Goyo. Mimo pewnych wahań Goyo okazał się jednym z najskuteczniejszych zawodników Walencji w drużynie gości, która w tym roku nie zajęła wysokiego miejsca w tabeli, mimo wysiłków trenera Miró, który starał się poprawić jej pozycję. Przy tak korzystnym wyniku, zwłaszcza u siebie, sjesta wydawała się nieunikniona. I tak zobaczyliśmy, jak pomocnicy Barçy zawodzą. Po pierwsze, uparcie przeszkadzali lub wspierali znakomitą, jak dotąd, grę ofensywnych kolegów z drużyny. Po drugie, robili więcej, niż mogli, i mniej, niż by chcieli. Ten niewielki spadek koncentracji wpłynął na obronę Blaugrany a w drugiej połowie, od połowy boiska w dół, pół tuzina zawodników, którzy tworzą formacje obronne każdej szanującej się drużyny, po zdobyciu prowadzenia, cofnęło się o krok w każdym aspekcie gry. Korzystny wynik był niemal na wyciągnięcie ręki, ponieważ goście niemal wyrównali. Kibice pewni siebie mocno się zaniepokoili a ci, którzy zarządzali meczem, również mieli swoje kłopoty, ponieważ nie zareagowali tak, jak powinni, na niemal nieoczekiwany koniec meczu, który wydawał się łatwy przed jego rozpoczęciem a tym bardziej w przerwie.

Chociaż były piłkarz FC Barcelony, Areta, został złapany na spalonym, gdy Valencia strzeliła swojego pierwszego gola, później dał kolejny dowód swojej wiedzy i tego, co każdy zawodowiec powinien i potrafi zrobić, stając naprzeciwko swojego byłego klubu, który być może nie do końca docenił jego prawdziwą wartość. Ta trójka kryjących byłaby niemal bez znaczenia, gdyby Areta, niesłusznie atakowany (z powodu transferu), nie był później tym, który stał się mózgiem kolejnej bramki, tej, która napełniła niepokojem większość kibiców zgromadzonych na Les Corts. Areta, w umiejętnym i odważnym rajdzie(tak odważnym, że po dośrodkowaniu piłkę trzeba było złapać z krawędzi pola karnego) posłał idealnie wyważone, niskie dośrodkowanie, które Ramallets niemal przechwycił. Dośrodkowanie dotarło do kolegi z drużyny, który potężnym strzałem do pustej bramki zdobył drugiego, alarmującego gola dla Valencii. Po raz kolejny udowodniono, że nie ma gorszego wroga w piłce nożnej niż piłkarz stojący naprzeciwko swojego byłego klubu i kolegów z drużyny. W związku z tym, że w drugiej połowie Barça straciła kontrolę nad grą a Valencia zyskała na znaczeniu, zależnie od gry niektórych ze swoich najskuteczniejszych lub najbardziej znanych piłkarzy, mecz, w którym wyraźnie dominowała FC Barcelona, prawie zakończył się remisem... aż do 57. minuty, kiedy to trzy gole zdobyte i żadna stracona były logicznym, ale ostatecznie nie do utrzymania wynikiem.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?