- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1341 Culés
Gorące dyskusje
Fog_W_1899
2
Ale ten sezon będzie dla nas ciężki. W sumie to myślę, że możemy już odpuścić i za bardzo... » Czytaj dalej
44 odpowiedzi
Cochise
9
https://x.com/i/status/2071906050056323417Dzien, w ktorym zostana tam pochowani Roman Szuchewycz i... » Czytaj dalej
16 odpowiedzi
jeonek
3
Te nasz cele transferowe typu Alvarez czy Kane to jest chyba taka zasłona dymna. Do końca okienka... » Czytaj dalej
14 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1341 Culés
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
20 sierpnia 1941 r. w Siemianowicach Śląskich urodził się Marian Szeja, złoty medalista olimpijski z igrzysk w Monachium. Był wówczas rezerwowym i początkowo nie dostał nawet medalu. Dzieciństwo spędził w Siemianowicach Śląskich i już od małego marzyła mu się kariera bramkarza. Chciał w ten sposób iść w ślady o kilkanaście lat starszego brata, który zaliczył kilka ligowych występów w barwach chorzowskiego Ruchu. Kiedy Marian miał 10 lat, jego rodzina przeniosła się do Kędzierzyna. Tam młokos zapisał się do miejscowej Unii. Stał się w ten sposób klubowym kolegą swojego brata, który po opuszczeniu Ruchu, zasilił szeregi Unii. Młody Marian szybko zwrócił na siebie uwagę. Wyróżniał się sprawnością i refleksem, przewyższał pracowitością rówieśników. Zimą zakładał łyżwy i grał w hokeja. Nie wyobrażał sobie życia bez sportu. W seniorskim zespole Unii zadebiutował jako 14-latek. Wkrótce na stałe zagościł między słupkami i zaczęli się nim interesować działacze z większych klubów. W 1960 r. trafił do klubu Thorez Wałbrzych, który grał wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym. Zespół szybko awansował do II ligi. Marian grał odważnie, czasem wręcz brawurowo. W jednym z meczów doznał wstrząśnienia mózgu a przez powtarzające się później różne urazy prawie rok był wyłączony z gry. Wreszcie w 1965 r. udało mu się osiągnąć wysoką formę. W każdym z meczów drużyny należał do najlepszych na boisku a prasa nie mogła się go nachwalić. Wkrótce zwrócił na siebie uwagę sztabu reprezentacji. Trafił do kadry narodowej i 24 października 1965 r. dostał szansę debiutu w reprezentacji. Polacy rozbili wówczas Finów 7:0 a Szeja był praktycznie bezrobotny. Zupełnie inny obraz miał jego drugi mecz w biało-czerwonych barwach. Polacy na ,,Goodison Park” mierzyli się z Anglikami. Podopieczni Alfa Ramsey’a zepchnęli nasz zespół do defensywy i nieustannie ostrzeliwali polską bramkę. Szeja grał jednak znakomicie. Obronił niezliczoną ilość strzałów i tylko raz skapitulował po uderzeniu głową Bobby’ego Moore’a. Nazajutrz prasa informowała że mecz Anglia – Szeja zakończył się remisem. Później wystąpił jeszcze w meczach z Węgrami, Brazylią i ponownie z Anglią. Zarzucano mu jednak, że w każdym z tych meczów nie był bez winy przy traconych bramkach. Ostatecznie na kilka lat wypadł z kadry.
W 1968 r. świętował z kolegami wywalczenie przepustek do ekstraklasy. W lutym tego samego roku zmieniono nazwę klubu na Zagłębie. Na pierwszoligowych boiskach Marian był podstawowym zawodnikiem klubu. Osiągnął dobrą formę, ale nie omijały go urazy. Do zespołu narodowego wrócił w 1971 r. po porażce 1:3 z RFN w Warszawie. Szeja stanął między słupkami w starciu z amatorami z Hiszpanii a tydzień później potwierdził swoją wielką klasę, zachowując czyste konto w meczu z RFN w Hamburgu. Nikt już nie podważał jego przydatności w zespole. Kiedy Hubert Kostka po igrzyskach zakończył karierę, Szeja miał nadzieję, że to on stanie się numerem jeden, ale nic z tego. Górski wolał stawiać na Tomaszewskiego, choć trzeba przyznać, że dał Szei kilka szans. Ostatni raz zagrał w reprezentacji 12 sierpnia 1973 r. w przegranym 0:1 meczu z USA. Zastąpił wówczas po przerwie Tomaszewskiego i do końca meczu nie puścił już bramki. ,,Nigdy nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego trener Górski zrezygnował ze mnie i odstawił od gry. Wcześniej w żadnym meczu go nie zawiodłem” – wspominał po latach z żalem bramkarz. Z Zagłębiem w 1971 r. zajął trzecie miejsce w lidze i sezon później występował w europejskich pucharach. Wiosną 1974 r. wyjechał do Francji. Próbował swoich sił w Metz, a potem przeniósł się do Auxerre, gdzie grał przez kolejne sześć sezonów. Doszedł do finału Pucharu Francji i awansował do Première Division. Po zakończeniu kariery wrócił do Wałbrzycha i dorabiał jako taksówkarz. W dalszym ciągu jednak współpracował z francuskim zespołem, do którego wracał i szkolił bramkarzy w ramach kilkumiesięcznych kontraktów. W Reprezentacji rozegrał 15 meczów, 6 straconych goli.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
1
@FCBparasiempre ,,Nigdy nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego trener Górski zrezygnował ze mnie i odstawił od gry. Wcześniej w żadnym meczu go nie zawiodłem”
Przez tą decyzję słuchamy odklejonego Tomaszewskiego-znawcę wszystkiego.
0
@Ogorinho1974 Wiesz co, ja nigdy nie widziałem w akcji Śp. Mariana Szeji i praktycznie nie mogę stwierdzić czy był lepszy a przynajmniej równy Tomaszewskiemu? Skoro jednak tener stulecia postawił na Tomaszewskiego, to chyba musiał być troche lepszy? A pan Jasio lubi dużo gadać. Wprawdzie paple dużo głupot ale troche prawdy w tym wszystkim jest...